Dodaj do ulubionych

Po co do pracy???

12.09.06, 06:09
Zainspirowana wieloma wątkami pt: " Ile dla niani" nie tylko na tym forum,
postanowiłam napisać ten post. Jestem nianią i pracuje u rodziny gdzie mama
poszła do pracy dlatego, że chciała a nie dlatego, że musiała i zawsze mówi o
tym otwarcie. Moja pesja jest bardzo zadowalająca bo rodzina jest zamożna.
Wiele razy byłam atakowana na przeróżnych forach za krytykę matek które mają
zamiar płacić opiekunce 1 czy 2 zł za godzine, dla mnie to skandal ale jak
widać nie dla wszystkich... Wiele mam piszę, że oddaje niani prawie całą
swoją pensje, więc moje pytanie brzmi: po co mamy wracacie do pracy?? czy
naprawdę te 200 czy 300 zł, które zostaje po opłaceniu niani jest warte tego,
żeby zostawiać swoje dziecko z obcą osobą? Nie chce Was potępiać ani oceniać,
chce poznać tylko Wasze szczere opinie.
Obserwuj wątek
    • monia420 opinia I 12.09.06, 09:06
      mam wrażenie - mówię o swoich doświadczeniach - że trzy lata to strasznie dużo
      dla obecnego rynku pracy. Wychodzi się z tzw. obiegu - nie ma się do czynienia
      ze sprawami zawodowymi, przerwa w kontaktach służbowych i po trzech latach
      szukanie pracy przyprawia o frustrację... a do pracy trzeba chodzić, bo to
      zarobek i życie przede wszystkim. Na obecnym rynku pracy nie mam miejsca dla
      matek z dziećmi - nie ma dostępu, lub raczej jest ograniczony dostęp do prac w
      domu. Nie mówię tu o składaniu długopisów, wiele z kobiet ma wykształcenie i
      kwalifikacje do wykonywania różnych innych prac...
      • jurek383600 Re: opinia x nieograniczone możliwości zarabiania. 04.12.06, 11:10
        Takich możliwości jakie istnieją w obecnych czasach aby zabezpieczyć byt swój i
        swojej rodziny a przede wszystkim ukochanego dziecka jeszcze nie było.
        Tym czasem nawet ludzie wykształceni nie widzą zmien jakie przynosi postęp ,tak
        technologii jak i nauki. Każdy szuka nadzorcy i litości kogoś kto ten postęp
        potrafi wykożystać i chce być niewolnikiem czasu i nie myśleć tylko poddać się
        decyzji innych i pozwolić aby obca osoba decydowała za nas i kierowała
        przyszłością naszych dzieci. A tak niewiele trzeba wystarczy tylko niewielka
        zmiana naszego myślenia aby zmienić nasze życie Aby być wolnym i szęśliwym,
        posiąść zabezpieczenie ekonomiczne imieć czas aby kożystać z przyjemności
        życia. trzeba tylko uświadomić sobie jedno. Bóg dał rozum człowiekowi nie na
        złość, trylko aby z niego kożystał. czekam na odzew jurek38300@gazeta.pl
        Człowiek nie jest dla pracy, to praca jest dla człowieka.
    • izabela_741 Re: Po co do pracy??? 12.09.06, 10:50
      No coz zarabiam na tyle dobrze, ze zostaje mi wiecej niz 300zl po zaplaceniu
      niani.
      W trakcie ciazy zaplanowalam powrot do pracy, ktora sobie ulozylam wlasnym
      zaangazowaniem i w ktorej wypracowalam sobie wysoka pozycje.
      Maz mial slabiej platna, zmianowa prace, ktora nie do konca wrozyla czy jest na
      dlugo czy na kilka miesiecy.
      Moje pozostanie na wychowawczym nie wchodzilo w gre z punktu widzenia
      bezpieczenstwa finansowego rodziny, chociaz marzylo mi sie bycie z dzieckiem w
      domu do ukonczenia przez nie roku zycia.
      Potem jeszcze wielokrotnie marzyla mi sie praca na pol etatu czy 3/4 ale
      niestety, ze wzgledu na specyfike mojej pracy, nie bylo to, i nie jest mozliwe.
      Czy odpowiedzialam na Twoje pytanie "po co"?
      Oczywiscie moge tutaj dodawac, ze chce spotykac doroslych ludzi,
      rozwiazywac "dorosle" problemy, zamiast dumac czy ubrac dzisiaj zolty czy
      niebieski sliniaczek. Moge tez wykazac sie brakiem serca dla dziecka
      deklarujac, ze zabawianie "w kolko" dziecka nudzilo mnie i oglupialo.
      Tylko nie wiem czy wszystko co napisze nie bedzie wykorzystane przeciwko
      mnie.:) Czy inaczej - wiem, ze tak bedzie.;P
      Czy wiec praca warta jest tego, zeby dziecko zostawic z obca osoba?
      Warta i nie warta. Zalezy kiedy (w jakiej sytuacji) i co dokladnie bieze sie
      pod uwage (sytuacja finansowa rodziny, zawod, rynek pracy, mozliwosci pracy w
      domu, zdrowie/chorobe dziecka/rozwoj dziecka/wiezi itd).
      Z dzieckiem spedzam tygodniowo podobny czas, jak spedzali ze mna moi rodzice (w
      czasach mojego dziecinstwa - do ok. 8 roku zycia - moi rodzice, podobnie jak
      wszyscy w kraju, pracowali rowniez w soboty. W rozliczeniu tygodniowym
      poswiecam wiec dziecku podobny czas jak rodzice poswiecali mnie).
      Nie biore tutaj jednak pod uwage urlopu wychowawczego mamy, na ktory mogla
      sobie pozwolic, bo praca czekala na nia.
      Kto wybral lepiej - mama czy ja? Trudno powiedziec.
      Moja mama miala inny kontekst zycia i inne mozliwosci (nikogo do pomocy,
      niewielki dochod z pracy, zagwarantowany powrot do pracy, niedostepnosc na
      rynku nianiek, bo zapotrzebowania na nianki niemal nie bylo - dzieci nianczyly
      niemal wylacznie ich rodzone babcie). Mama twierdzi wiec, ze nawet nie mialaby
      z kim nas zostawic. Poza tym mozliwosci awansu czy rozwoju tez wiekszych nie
      miala.
      Ja mam inny kontekst zycia: mozliwosc awansu czy rozwoju pod warunkiem ciaglego
      ksztalcenia i doskonalenia umiejetnosci zawodowych, mozliwosc zatrudnienia
      niani. Ale tesknie do bycia z moim dzieckiem. I wlasnie zamierzam te
      tesknote "zasypac" byciem z dzieckiem.
      Co do "obcej osoby". Pierwsza niania malego byla sasiadka. Osoba ta jest nam
      caly czas bliska, chociaz juz sie malym nie zajmuje. Odwiedzamy ja, lubimy
      pomimo drobnych wad, zupelnie jak ciocie.
      Druga i trzecia sa osobami "obcymi". Dla nas jednak staly sie czescia rodziny.
      One pomogly nam, my pomoglismy im w trudnym momencie. Dla nas nie sa obce. Dla
      mojego dziecka tez nie, bo ciagle o nie dopytuje. Widze tez, ze nianie,
      szczegolnie pierwsza i trzecia, bardzo lubia dziecko i bronia go jak lwice.
      Dbaja o niego, bawia i opiekuja nie gorzej ode mnie.
      Moze wiec Twoje postrzeganie pozycji niani w rodzinie wynika z niewielkiego
      zaangazowania sie w wychowanie dziecka i w zycie rodziny? Moze dla Ciebie ta
      praca oznacza wylacznie kase, a wiec powinna byc jak najlukratywniejsza? Moze
      tak naprawde chcialabys miec inna prace a te wykonujesz z braku?
      Moje pytania wynikaja z tego, ze skupiasz sie na czesci finansowej sprawy a nie
      widac w Twoim watku dziecka, o ktorego dobro pytasz...
      • sebold Re: Po co do pracy??? 12.09.06, 13:01
        " Moze wiec Twoje postrzeganie pozycji niani w rodzinie wynika z niewielkiego
        zaangazowania sie w wychowanie dziecka i w zycie rodziny? Moze dla Ciebie ta
        praca oznacza wylacznie kase, a wiec powinna byc jak najlukratywniejsza? Moze
        tak naprawde chcialabys miec inna prace a te wykonujesz z braku? "

        Przykro mi, że oceniasz mnie w ten sposób, ale oczywiście masz do tego prawo.
        Dziećmi, z którymi jestem w tej chwili (są to bliźniaki) opiekuje się od dwóch
        lat i kocham je jak swoje (chociaż swoich jeszcze nie mam). Spędzam z nimi 40
        godzin w tygodniu a kiedy chorują (zawsze obydwoje naraz) jestem dla nich nie
        tylko nianią. Jestem z nimi od 8 miesiąca ich życia i dbam o ich rozwój
        najlepiej jak umiem. W wieku dwóch lat znają już kilka liter i pięknie mówią. Z
        rodzicami dzieci też świetnie się rozumiemy i mówimy do siebie po imieniu od
        samego początku. Oni zawsze interesują się co u mnie i ja odwdzięczam im się
        tym samym.
        Jestem studentką 5 roku psychologii i mogłabym w tej chwili robić wiele innych
        rzeczy (mam inne propozycje pracy), ale postawiłam sobie za cel doprowadzenie
        do tego aby te dzieci do momentu pójścia do przedszkola miały tylko jedną (a
        może aż jedną) nianię. Finanse owszem są dla mnie ważne bo moje studia bardzo
        dużo kosztują, moja pensja sprawia również że czuje się doceniana za to co
        robię i to daje mi dodatkową mobilizacje. Uważam więc, że nie powinnaś wydawać
        takich sądów o ludziach o których nic nie wiesz bo to jest niesprawiedliwe.

        "Moje pytania wynikaja z tego, ze skupiasz sie na czesci finansowej sprawy a nie
        widac w Twoim watku dziecka, o ktorego dobro pytasz..."- może zabrzmi to
        okrutnie, ale mi w tym poście właśnie nie chodzi o dzieci, chociaż ich dobro
        jest oczywiście najważniejsze, ale o matki, które też mają prawo do szczęścia i
        spełniania się na różnych płaszczyznach...także tych zawodowych. Dziwie się po
        prostu dlaczego czasami wstydzą się mówić, że pracuja bo chcą a nie dlatego, że
        muszą
        " Moge tez wykazac sie brakiem serca dla dziecka
        deklarujac, ze zabawianie "w kolko" dziecka nudzilo mnie i oglupialo. Tylko nie
        wiem czy wszystko co napisze nie bedzie wykorzystane przeciwko mnie.:) Czy
        inaczej - wiem, ze tak bedzie.;P"
        Właśnie dlatego prosiłam o szczere odpowiedzi a nie pisanie "pod publiczkę".
        Mimo wszystko dziękuje za odzew.


        • izabela_741 Re: Po co do pracy??? 12.09.06, 15:52
          Ale ja wbrew temu, co napisalas nie oceniam Cie wcale. Tylko zdziwilam sie, ze
          w zalozonym watku pytania i rozwazania dotycza wylacznie finansow a nie
          czesci "ludzkiej".
          I dlatego zadalam pytania, ktore odebralas jako ocene.
          Zadalam je rowniez, bo wystarczy umowic sie na spotkanie z potencjalnymi
          nianiami, chocby z ogloszen GW, zeby wiedziec jaka jest motywacja ogromnej
          liczby pan.
          Ja rozumiem, ze ktos idzie do pracy, bo musi zarabiac, ale fajnie jest, jezeli
          ta wybrana przez siebie prace lubi.
          A motywacja matek nie jest sekretem. Z wielu postow mozna jasno wyczytac, ze
          ida do pracy z powodow finansowych albo strachu o wypadniecie z rynku.
          Gdyby takiej sytuacji nie bylo, wiele z kobiet, ktore pracuja wrociloby do
          pracy po odchowaniu dziecka.
          Dlatego tez opisalam az tak szczegolowo sytuacje w mojej rodzinie. Jakbym
          chciala Ci po prostu dokopac, to nie bawilabym sie w analizy i koronki. :)
          Moja motywacja powrotu do pracy byla wlasnie "wypadkowa" 3 rzeczy: finanse,
          rynek, znudzenie opieka non stop.
          Gdybym natomiast miala mozliwosc pracy w mniejszym wymiarze godzin to bym w to
          poszla natychmiast, zeby miec szanse realizowania sie w domu w wiekszym
          zakresie.
        • mieszkanie.mokotow Re: Po co do pracy??? 18.09.06, 18:21
          mi po opłaceniu niani nie zostanie nic - wręcz drugą pensję muszę jej dopłacić.
          moja sytuacja wygąda jednak tak, że moje dziecko ma 2 lata (ciągle tylko ze
          mną , bo moja teściowa ma nas głęboko gdzieś) skończyłam studia prawnicze na UW
          z ocenami bardzo dobrymi, były plany ale z doktoratu nici (narazie), ostatnio
          jeden pracowawca mnie zapytał " a czy pani pamięta coś jeszce ze studiów?"nie
          wiem jak inne mamy, ale ja muszę iść do pracy bo za rok nikt mnie nie zatrudni
          w moim zawodzie
          nie wyobrażam sobie żeby zostawić kilkumiesięczne dziecko obcej kobiecie - nie
          rozumiem również tłumaczenia trudną sytuacją materialną. my przez 3 lata
          żyliśmy z 1 pensji, spłacając kredyt mieszkaniowy. W tym czasie było ciężko ale
          nie musiałam mieć perfum diora czy drogich ciuchów - patrzyłam na tę sytuację
          jak na coś NIEPOWTARZALNEGO bo mama w domu dla malucha to skarb, daje
          niewyobrażalne poczucie bezpieczeństwa, które procentuje w przyszłości.
          Wcześniej opiekowałam się 4 dzieci mojedo rodzeństwa i widzę jak ważne było dla
          nich to że mama mogła sie nimi opiekować w pierwszych kilkunastu miesiącach
          życia.

          pozdrawiam wszystkie mamy i troskliwe nianie
      • jurek383600 Po co do pracy lepiej zarabiać prawdziwe pieniądz 16.12.06, 12:08
        Etat nie da Ci bogactwa
        Zapytasz: jak to? Przecież wszyscy wiedzą, że trzeba zdobyć i utrzymać dobrą
        pracę...Czy znasz jakichś milionerów pracujących na etacie lub ludzi, którzy w
        ten sposób dorobili się milionów? Czy też może większość z Twoich "etatowych"
        znajomych skupia się na wiązaniu końca z końcem i PRZETRWANIU do pierwszego,
        zamiast na budowaniu BOGACTWA?
        Jeśli chcesz kiedyś móc przestać pracować na pieniądze, przestać narzekać na
        poniedziałkowy poranek, musisz zmienić swoje myślenie. Musisz zobaczyć, że ETAT
        NIE DA CI BOGACTWA. Może powiesz, że przecież nie warto się poświęcać
        budowaniu fortuny, przecież pieniądze nie są najważniejsze, bardziej liczą się
        przyjaciele, rodzina... WŁAŚNIE! To dlaczego spędzasz więcej
        czasu pracując na pieniądze, niż z przyjaciółmi i rodziną? A może dobrze byłoby
        zrobić tak, by to Twoje pieniądze pracowały na Ciebie, a nie Ty na pieniądze? W
        takiej sytuacji, będzie jasne, że to nie one są najważniejsze...Co mogę zrobić
        w tej chwili, by wykorzystać tę poradę? Przemyśl swoje plany, swoje drogi
        rozwoju. Czy doprowadzą Cię one kiedyś do niezależności finansowej? Czy też
        może zawsze będziesz pracować dla kogoś, mieć raczej długi niż oszczędności i
        trząść się, że Cię zwolnią pozbawiając tym samym środków do życia? Pomyśl o
        takich sposobach na dojście do bogactwa, jak - założenie własnej firmy.
        Pytaj napisz mail w gazecie
        Jurek

    • kania_kania Re: Po co do pracy??? 13.09.06, 19:43
      Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia :)

      Urodziwszy pierworodnego spedzilam z nim 9 miesiecy w domu, zanim zdarzylo mi
      sie go po raz pierwszy pozostawic na pastwe babci i ojca a samej podjac edukacje
      w liceum. Nie ukrywam, byla to odswiezajaca odmiana po kupkach i zpupkach, ale
      poczulam to dopiero, gdy wyszlam z domu :)

      Mloda urodzilam tuz przed matura, wiec z rozpedu poszlam na studia i nie mialam
      etapu siedzenia w domu.

      A teraz? Sama nie wiem. Mam satysfakcjonujaca prace i na te chwile chcialabym
      wrocic do pracy od razu po macierzynskim. Ale jak bedzie? Nie wiem. Wydaje mi
      sie, ze mezowi spodobalo sie moje siedzenie w domu, obiadki no i mozliwosc
      realizowania fuch.

      No i ja sama nie wiem, teraz chce wrocic do pracy, ale jak pojawi sie Maluch, to
      moge chciec zostac z nim w domu... Tylko czy ja wysiedze??

      Czasami decyduja za nas finanse, coraz czesciej nieugiety rynek pracy
      (kilkuletnia przerwa w pracy nie wyglada ladnie) ale mysle, ze rownie czesto
      potrzeba przebywania z ludzmi, dalszego realizowania sie, wspinania po
      szczeblach kariery.

      Kobieta to nie tylko inkubator i opiekunka/praczka/sprzataczka :)

      Kania
    • asiamamusia Re: Po co do pracy??? 14.09.06, 21:10
      Ja wróciłam z powodów finansowych (zarazbiam na tyle dużo, że zostaje mi ok.
      1000 zł - jakoś nie byłam w stanie powiedzieć sobie, co mi tam 1000zł - zostaję
      w domu), z powodu tego, że mam dobrą pracę i z lęku, że nie będzie już dla mnie
      miejsca gdybym dłużej w domu posiedziała.
      Gdybym jednak miała całą pensję oddać niani, czy wracać dla 200 zł, nie
      wahałabym się ani minuty i zostałabym w domu. Bardzo jest mi ciężko i chociaż
      już pracuję prawie 2 miesiące to wcale się nie przyzwyczaiłam. Żal mi bardzo
      tych chwil. Z dzoeckiem jest niania. Ona jest córką o wiele dłużej niż ja w
      ciągu dnia. Naprawdę to są ogromne dylematy. Wolałabym momentami zarabiać mniej
      i wtedy dylematu bym nie miała. Chociaż to może śmiesznie brzmi...
    • lyla1 Re: Po co do pracy??? 15.09.06, 09:39
      Bo jestem zwierzęciem stadnym, a moje dziecko jest bardzo wymagające. Traktuję
      swoja pracę jako czas na odpoczynek od dziecka. Za to czas po pracy jest czasem
      tylko dla nas. Ja jestem stęskniona i przez to mniej się denerwuję na dziecko ,
      a ono jest przy mnie szczęśliwsze.
      • meaby Re: Po co do pracy??? 16.09.06, 22:57
        " Tylko czy ja wysiedze?? "
        ____________________________

        no właśnie
        sa różne mamusie

        jedne potrafia być z dzieciakiem nawet do końca swego życia - znam taką
        inne zaledwie 3 miesiące - znam taką

        wszystko zalezy od naszego instynktu macierzyńskiego
        ja też czuję wewnętrzną złość do bliskiej mi osoby, która będąc jeszcze w ciąży
        już szukała opiekunki

        ale stukam się w głowę i powtarzam sobie samej:
        KAŻDA Z NAS JEST INNA I MA DO TEGO PRAWO
        • bakoma1 Re: Po co do pracy??? 18.09.06, 19:50
          ale nikt nie mowi ,z enie ma parwa, dziewczyna slusznie stawia pytanie po co
          niektore kobiety oddaja cala kase niani. Przeciez bycie z dzieckiem w domu nie
          oznacza siedzenia w pieluchach i zupach, nie przez 3 lata na Boga. mozna miec
          przeciez zainteresowania, uprawiac sporty , uczyc sie, tak samo odpoczac wtedy
          od dziecka. Tzreba miec po prostu jakies zycie OBOK rodziny i niewazne czy to
          praca czy nauka czy lepienie garnkow czy plywanie czy trzeci doktorat. Nie
          zgadzam sie ze TYLKO praca uczlowiecza mlode mamy. Jesli macie takich zaradnych
          mężów, ktorzy są w sa w stanie zarobic na dom, to na cholerę zasuwacie po 8
          godzin dziennie za 1000 złotych? na szminke zarabiacie? Boże, czasem sobie
          mysle , ze gdybym miala meza zarabiajacego duzo to natychmiast zaczelabym prace
          w fundacji jako wolontariuszka, uczylabym sie jezykow, przeciez to tez jest
          aktywnosc. Nie wiem czy sfrustrowana finansami i nudną pracą mama jest dobrą
          mamą, śmiem wątpic.
          • na_tasza Re: Po co do pracy??? 07.10.06, 00:35
            ciezko mi sobie wyobrazic, zeby siedzac w domu sama z dzieckiem (brak babci,
            maz do pozna w pracy) moglabym sobie pozwolic chociazby na dluzsze wyjscie do
            sklepu, nie mowiac o uprawianiu sportu (chyba ze basen z dzieckiem hahaha),
            chodzeniu na jakis kurs czy do szkoly, nie mowiac o odpoczywaniu. wiem, bo
            siedzialam 8 miesiecy w domu z dzieckiem - bylo super, ale za skarby bym nie
            zrezygnowala z pracy.
    • weronikarb Re: Po co do pracy??? 19.09.06, 14:03
      Niewiem czy bym pracowala jakbym zarabiala tylko na nianie.
      U nas miałbyć żłobek, a zjęły sie babcie synkiem.
      Wróciłam po macierzyńskim, bo inaczej nei mialabym do czego wracać - choć i tak
      strasznie się bałam.
      Tak u nas jest że jak nie jest sie dłużej w pracy - to po co taki pracownik
      skoro ten co jest na jego miejsce jest lepiej poinformowany o firmie :-(
      Ile razy ryczałam jak szłam do pracy. Do dziś zresztą klnę, że niemogę zostać z
      synkiem, ze musze go zostawić brrrrrrrrrrrrrrrrrrr
    • issy33 Re: Po co do pracy??? 22.09.06, 13:14
      szczerze mowiac dziwne to Twoje pytanie.. ida bo chca.
      Nie chca sie zamykac w domu, szukaja samorealizacji - jako studentka
      psychologii na 5 roku powinnas to wiedzec.. kazda kobieta jest inna, jedne
      realizuja sie w domu inne poza nim - zadna wielka filozofia.
      • sebold Re: Po co do pracy??? 22.09.06, 13:19
        ja to wiem moja droga, tylko do tej pory to wszystkie mamy mówiły, że idą ze
        względu na finanse, żeby podreperować budżet domowy a gdyby tylko nie musiały
        zarabiać to by zostały w domu, ja w to wątpie dlatego chciałam sprawdzić czy
        mam racje
        • issy33 Re: Po co do pracy??? 22.09.06, 13:24
          presja spoleczna na bycie matka-polka jest tak duza, ze aby uciac niepotrzebne
          dyskusje mowi sie ze chodzi o kase.
          wiem, ze czasem to wyglada tak, ze zostaje 300 zl. Ale chodzi o zdobycie
          kontaktow, doswiadczenia - co pozniej procentuje w przyszlosci, w kolejnej
          pracy.
          mnie osobiscie najbardziej rozwalaja osoby, ktorym "sie nie oplaca" popracowac
          tylko zostaja w domu i narzekaja ze czasy ciezkie - bardzo krotkowzroczna
          polityka. No chyba, ze naprawde lubi sie siedziec w domu to co innego.
        • izabela_741 Re: Po co do pracy??? 09.10.06, 10:12
          Juz w tym watku jest kilka odpowiedzi
          - bo kasa (czy jej brak w gospodarstwie domoym)
          - bo rynek (praca)
          - bo rozwoj
          - bo znudzenie rutyna
          inna mozliwosci tez sa. Nie ma sensu wietrzyc zlych intencji u obcych,
          nieznanych sobie blizej ludzi. To, co sie dzieje naprawde w domu moim, Kani,
          Weronikarb itd wiemy tylko my i nasi mezowie.
          Na forum wypowiedzi sa schematyczne. I jak pisze, ze glownym powodem bylo A
          (kasa) ale jeszcze widzialam tez B (rynek) i obawialam sie (nie wiedzac do dzis
          czy tak by bylo, bo brak mozliwosci weryikacji C (rutyna)- ) to nie znaczy, ze
          tak naprawde C jest powodem powrotu do pracy.
          A dla potwierdzenia moich slow dodam, ze nareszcie stac mnie na zostanie w domu
          z dzieckiem i niniejszym pozwole sobie zostac. :PPPP
          I w nosie mam, ze wiekszosc znajomych uwaza, ze mlody jest juz duzy i ze za
          pozno (za pozno????) i ze bez sensu. :PPPPP
    • reni_78 o żłobkach i opiekunkach 25.09.06, 15:34
      Mieszkam w Lublinie.
      Za żłobek płacę 90zł czesnego plus 3,80zł dziennego wyżywienia.
      Mój najwyższy miesięczny rachunek wyniósł niespełna 180zł plus 20zł rytmika.
      Dziecko cały dzień się bawi, rysuje, tańczy, uczy się być w grupie.
      Wysłałam go tam dla niego, bo zauważyłam, że aż piszczy za innymi dziećmi.
      Wyjście z placu zabaw równało się niebotycznej histerii niezależnie od tego,
      ile czasu tam byliśmy, stopnia i rodzaju zawartości pieluchy czy pustego
      żółądka...
      Syn zaczął uczęszczać na zajęcia w wieku niepełnych 16 miesięcy.
      Już pierwszego dnia nie chciał dać się odebrać.
      Praktycznie od razu podjęliśmy z Mężem decyzję, iż pójdę do pracy.
      W Lublinie to nie łatwa sprawa, do tego stopnia, iż niektórzy doradcy zawodowi
      uważają, iż ponad pół roku aktywnego poszukiwania to wcale nie tak dużo...
      Pracę dostałam w połowie lipca, a to już bez szans na miejsce na sierpniowy
      2006r. dyżur w innym żłobku.
      Decyzja - opiekunka!

      Sebold
      pytasz czy warto oddać obcej osobie prawie całą pensję...
      WARTO!

      moje główne spostrzeżenie:
      - Niania 100% swojego czasu poświęca dziecku!, a Mama ciągle zajmuje się
      jakimiś głupotami w stylu pranie, sprzątanie, gotowanie, zmywanie, potem
      mnóstwo papierkowej roboty związanej z aplikacjami i rozmowami
      kwalifikacyjnymi, i ciągle mówi "masz tu kredki, narysuj rysunek", "masz tu
      samochód/piłkę i się chwilę pobaw", "tam jest nowa zabawka, weź sobie", "masz,
      jedz" czyli wszystko jest zaraz, nie teraz, później, a najlepiej jutro - z
      punktu widzenia dziecka "Mama mnie olewa", "Mama nie ma dla mnie czasu", "Mama
      woli robić coś innego niż zajmować się mną", bo 4godz dziennie Matki tylko dla
      dziecka nie jest w żaden sposób porównywalne z ciągłością 9godz na 9godz Niani

      poza tym:
      - obcym dzieckiem chyba zajmujesz się bardziej troskliwie niż własnym - katar?,
      to co? zapuścimy kropelki, kaszel? to co? chlorchinaldin, rozpalony? to co?
      damy na wieczór ibufen, i jakoś wszystko w porządku - przy opiekunce nie poszła
      mu nawet "woda" z nosa
      - guz? to co? mama pocałuje i przestanie boleć - opiekunka nie wiedziała jak mi
      spojrzeć oczy, bo Mały miał siniaka, a Ona nawet nie wie, kiedy go sobie nabił -
      a naprawdę Dziewczyna przewrażliwiona nie jest, poprostu chciała zawsze
      ubiegać moje pytania, szczególnie te które mogłyby być lekko nie wygodne...


      Teraz, od września, mój Syn (2lata i 4miesiące) wrócił do żłobka.
      Idąc na zajęcia pokazuje ręką drogę przed sobą i komunikuje krzykiem wszystkich
      na ulicy: "Dzieci. Moje dzieci. Tutaj jest moje dzieci."
      W żłobku od progu wiadomo, kto nadchodzi.

      Choroby w żłobku? - jakoś ich nie zauważyłam.
      Może dlatego, że moje dziecko jest ewenementem w dzisiejszym świecie - żadnych
      alergii, brak wychowania laboratoryjnego. Z placu zabaw nie wychodzi jak inne
      dzieci czysty jak z muzeum, tylko upaprany jak siedem nieszczęść. Je wszystko
      po trochu w granicach rozsądku dorosłych. Może mi łatwo tak mówić, bo ja
      naprawdę nie wiem, co to dziecko z problemami zdrowotnymi.

      Pozdrawiam

      • asiamamusia Re: o żłobkach i opiekunkach 26.09.06, 09:00
        Do issy33: Presja społeczna na bycie matką-Polką? Chyba odwrotnie? W moim
        środowisku piętnowane sa mamy, które w domu z dziećmi zostają. Poza tym
        naprawdę zupełnie inną rzeczą jest wychowawczy aż do przedszkola, a inną
        zostanie np. 1,5 roku z dzieckiem w domu. Ja sobie aż do przedszkola siedzieć
        za bardzo nie wyobrażam, ale zostać z dzieckiem do czasu kiedy tak naprawdę
        wszystkiego się uczy było moim marzeniem. Niestety zimna kalkulacja domowych
        finansów i do pracy marsz...
      • kania_kania Re: o żłobkach i opiekunkach 26.09.06, 12:54
        To tylko pozazdroscic... Moja corka chodzac juz do przedszkola (pierwsza grupa)
        w okresie od pazdziernika do kwietnia w placowce byla 11 dni (slownie:
        jedenascie dni). Powod? Nawracajace stany zapalne ucha srodkowego przeplatane
        ropna angina (dla niewtajemniczonych, to taka angina z ropniami na migdalkach,
        koszmarnie zarazliwa).

        Tak wiec caly okres jesienno-zimowo-wiosenny uplynal nam na antybiotykoterpaii i
        rekonwalescencji...

        Teraz (5 lat pozniej) jest duzo lepiej. Mloda tez choruje, ale nie az tak...

        Kania
      • anntur2 Re: o żłobkach i opiekunkach 26.09.06, 22:34
        co do żłobków i opekunek - jestem na tym etapie.
        wydzwoniłam prawie wszystkie żłobki we Wrocławiu i co? nie ma miejsc. no tak są
        jeszcze nianie - tak tak fajnie by było. jednak jak sie umawiają to albo nie
        przychodzą albo mają takie wymagania finansowe że chyba zostanę nianią. wiem że
        jest to cały dzien z dzieckiem. ale czasami zastanawiam sie czy wrócić do pracy
        czy zostać w domu.
        • reni_78 Re: o żłobkach i opiekunkach 27.09.06, 09:06
          jeśli bardzo Ci zależy na posłaniu dziecka na zajęcia do żłobka
          to spróbuj znaleźć np. w książce telefonicznej
          gdzie mieści się Miejski Zarząd Żłobków we Wrocławiu

          zadzwoń do nich - oni tam mają wszystko na bieżąco

          dzieci z różnych względów się "wykruszają"
          i być może już teraz są gdzieś wolne miejsca

          akcję przeprowadzaj raz na tydzień dzwoniąc lub odwiedzając
          naprzemiennie: zarząd i najbliższy żłobek

          generalnie wnioski o przyjęcie od września składa się marzec-kwiecień
          przyjęcia jednak trwają cały rok - informacje u poszczególnych kierowników
          mnie się udało pójść i załatwić wszystko od ręki w połowie września
          i szczerze mówiąc większość znajomych nie chciała mi w to uwierzyć...

          pozdrawiam
          wszystkie słoneczka nasze
          żeby były zdrowe, uśmiechnięte i duże rosły na pociechę rodzicom :)
    • na_tasza Re: Po co do pracy??? 07.10.06, 00:41
      z dzieckiem bylam 8 miesiecy i bylo super, ale w momencie jak wrocilam do pracy
      dowiedzialam sie, ze nie moglam podjac lepszej decyzji w zyciu! kocham moje
      dziecko ponad zycie, nie musialam wracac do pracy (finanse mnie nie zmusily,
      stanowisko na mnie moze czekac lata), ale za nic nie wrocilabym do domu.
      dlaczego? zupki, kupki i ogolnie urwanie glowy, do pracy ide spotkac sie z
      ludzmi, zrelaksowac, pogadac, poza tym niania jest z dzieckiem, a ja mam
      mozliwosc chociazby pojscia do fryzjera (nie mam babci, tata wraca b. pozno z
      pracy - 8 miesiecy bez fryzjera;)))) - no i zarobic "na waciki" (nawet
      niewielka niezaleznosc finansowa od meza daje mi olbrzymi komfort psychiczny).
      nie mamj cierpliwosci do siedzenia 24 h z dzieckiem w domu, zamkneliby mnie w
      tworkach juz dawno. pewno doczekam sie komentarzy "wyrodna matka"... podziwiam
      wszytskie nianie - cholernie ciezka praca!
      • mayra3 do: na_tasza 07.10.06, 13:06
        do pracy ide spotkac sie z
        > ludzmi, zrelaksowac, pogadac, poza tym niania jest z dzieckiem, a ja mam
        > mozliwosc chociazby pojscia do fryzjera (nie mam babci, tata wraca b. pozno z
        > pracy - 8 miesiecy bez fryzjera;)))) - no i zarobic "na waciki" (nawet
        > niewielka niezaleznosc finansowa od meza daje mi olbrzymi komfort
        psychiczny).


        Gdzie w dzisiejszych czasach mozna RELAKSOWAC SIE w pracy ? Jak dla mnie to
        jakies kuriozum. Ja i moi znajomi pracujacy na stanowiskach specjalisty,
        tak "zasuwamy" caly dzien, ze nie mamy sil na jakies pogaduszki w pracy,
        tudziez inne formy relaksu. Wybralam urlop wychowawczy, bo traktuje prace
        zawodowa powaznie, a nie jako forme odpoczynku od dziecka. Musisz byc bardzo
        mloda osoba, przynajmniej takie sprawiasz wrazenie...
        • ol Re: do: na_tasza 25.10.06, 21:00
          pierwsza zasada - nie oceniaj!
          Mozna relaksowac sie w pracy. Pracuje czasem tak, ze nie mam czasu isc do
          toalety. Co wiecej - wcale mnie to nie martwi. Uwielbiam te robote, zasuwam w
          niej jak maly motorek, czasem jest stres, ale jakie wyzwania! a pozniej wracam
          do mojego malenstwa i jestem juz tylko z nia. w domu mam czasem brud i smrod,
          ale wbijam w to - dzieciak zre siersc kota i zdrowy jest jak byk!

          Pamietam, ze w zyciu nie mialam takich pretensji do zycia i swiata jak wtedy,
          kiedy siedzialam na macierzynskim...
      • asiakru zgadzam sie w 100% 26.10.06, 13:27
        Ja wracam do pracy w poniedziałek i bardzo sie z tego ciesze. CO wiecej nie
        lubie swojej pracy ale daje mi ona możliwość :
        1) do spotykania sie z ludzmi których bardzo lubie i cenie
        2) do nauki nowych rzeczy
        3) niezależność finansowa
        4) na chwile oddechu od prania prasowania itp.

        Jestem na tyle w dobrej sytuacji ze moj maz popiera moja decyzje a co wiecej
        sam mnie do niej namawia mimo ze zarabia nie malo i starczyloby nam na
        wszystko. Ale co zauwazylam : Do tej pory razem sprzatalismy razem gotowlismy
        bo razem pracowalismy w tej samej firmie i wracalismy razem z pracy. I nigdy
        nie mielismy do siebie pretensji ze cos jest nie zrobione. A teraz na
        macierzynskim to ja zajmuje sie dzieckiem, piore, prasuje, gotuje i co? I
        mimochodem ktoregos wieczoru mój mąż stwierdzil ze przeciez siedze w domu caly
        dzien i nic nie robie wiec czemu jestem zmeczona? wrrrr Dzieki Bogu wyrwalo mu
        sie to tylko raz bo nastepnego by nie przezyl :)))

        Mam juz nianie i podziwiam ja za odwage. Mój syn nie jest bardzo wymagajacym
        dzieckiem ale to zawsze olbrzymia odpowiedzialnosc dla niani. Kuba ja polubil
        Ciocia go pokochala :) i ja jestem zadowolona.
        Pewnie ze z pracy bede wracac jak najszybciej sie da ale wiem i jestem spokojna
        ze nic sie malemu w tym czasie nie stanie.

        A ja mam nadzieje ze popoludnia i weekendy beda tylko dla nas:)

        Pozdrawiam wszystkie mamy i nianie
        asia
        • gosiex77 Re: zgadzam sie w 100% 29.10.06, 09:37
          Na pewno z powodów finansowych, bo jak szłam do pracy to mąż był bezrobotny i to
          on zajmował się Małą. Teraz w sumie dostał pracę, ale:
          1. Lubię wyjść do ludzi, zająć się czymś innym niż kupkami i zupkami (podpisuję
          się rękami i nogami pod tym co napisała Asiakru)
          2. Mała wstaje o 6, ja wychodzę tuż przed 9, wracam chwilę po 17 i mam dla Małej
          jeszcze 3 kolejne godziny (więc mamy dla siebie całkiem sporo czasu).
          3. Mogę rozkoszować się weekendami i wolnymi dniami z Malutką (nie jest to dzień
          jak co dzień).
          4. Mam do Małej mnóstwo cierpliwości (jestem choleryczką, ale jak się w pracy
          wyżyję, to wracam do domu jak Anioł). Znajoma siedzi w domu z synem i drze się
          na niego non-stop i do wszystkich ma żal, że tylko dom i dziecko, dom i dziecko ...
          • mayra3 a tak naprawdę 30.10.06, 12:49

            to bardzo wiele zalezy od tego, co i jak długo się zawodowo robiło przed
            zostaniem Mamą. Inaczej bedzie sie postrzegac młoda (wiekiem) mama ( przed 35
            rokiem zycia) a zupełnie inaczej po przekroczeniu tej granicy wieku. Ja należę
            do tej drugiej grupy Mam i naprawdę nie było ani jednego argumentu, ktory by
            przemawiał przeciwko pozostaniu z synkiem w dom, bo:
            1. niezalezna finansowo i tak jestem (10 lat wykonywania wolnego zawodu
            prawnika dało owoce)
            2. czuje się spełniona zawodowo
            3. kontaktów z ludźmi miałam juz po dziurki w nosie ( klienci dzwonili nawet
            późnym wieczorem, jak mieli problem w swojej firmie). A tak na marginesie
            cierpliwośc dla dziecka jest cechą indywidualną i w żaden sposób nie nalezy
            wiązać jej z wykonywaniem pracy
    • steffa Re: Po co do pracy??? 03.11.06, 23:01
      Odpowiedź jest oczywista, a pytanie dziwne w dzisiejszym świecie. No chyba, że jesteś już wiekową
      nianią (z całym szacunkiem). Bo praca to rozwój i radość, jeśli się dobrze w siebie zainwestowało.
      Człowiek musi się rozwijać, a trudno o rozwój intelektualny, gdy się siedzi całymi dniami z małym
      dzieckiem i nie widuje ludzi, z którymi można pogadać na bardziej złożone tematy. Nie uwłaczając
      dzieciom, oczywiście. Bardzo lubię sobie porozmawiać z moim 4-latkiem. Ale moja praca to część mnie.
      Tak samo jak moje dziecko. Aaaa... nie mam dylematów nianiowych. Przedszkole nie wyżera mojej
      pensji - jest ona bardzo zadowalająca, a przedszkole nie najdroższe. Ludzie często mówią - oooo,
      gdybym wygrał/a w totka, to już nie poszedłbym/poszłabym do pracy. Ja bym poszła. :-)
    • wwkasia Re: Po co do pracy??? 15.11.06, 09:16
      Jestem z dzieckiem sama. Po opłaceniu niani zostaje mi 200 złotych. Ale gdybym
      ich nie miała, to nie miałabym nic, albowiem na alimenty od taty dziecka nie
      moge liczyć. I co dalej? 200 złotych to jest nic,ale chociaz mamy jedzenie, bo
      rachunki to i tak odkłądane są na bok. Ja już wiem, jak to jest, gdy budzę się
      rano i się zastanawiam, co dziś dam mojemu dziecku jeść.... {o to się chodzi do
      pracy za 200 złotych i po tosię skoroświt zrywa dziecko z łóżeczka....
    • olgaoo Re: Po co do pracy??? 15.11.06, 19:07
      Cześć, chętnie czytam wasze wypowiedzi i postanowiłam dodać coś od siebie.
      mam córcię praiwe 5 letnią. Zostałam po macierzynskim na wychowawczym przez 2
      lata potem wróciłam do pracy. W ciągu tych dwóch lat oprócz zaangażowania w
      opiekę nad małą postanowiłam, że będę się uczyć nowego zawodu, który umożliwi mi
      samodzielną działalnośc.
      Mój wyuczony i wykonywany zawód jest ciekawy ale na tyle szczególny, że i rynek
      parcy jest ograniczony mocno.
      Po wychowawczym wróciłam, pracowałam kolejne 2 lata (łącznie 7 +. W jakimś
      momencie zobaczyłam w lustrze zabieganą, nerwową kobietę, która czerpie
      satysfakcję z obietnic o awansu, podwyżce , nowych kontaktach.
      Ale .. Dziecko miało mnie 1 godzinę wieczorem kiedy po powrocie, zakupach i
      gotowniu mogłam usiąść - a raczej paść na łóżko. Wieczór z mężem to rozmowy moje
      i jego przez telefon z klientami, pracownikami itp.
      I złóżyłam wypowiedzenie.
      Teraz realizuję plany-marzenia o swojej firmie . Trochę kasy zaoszczędziłam bo
      i tak nie miałam czasu wydać i prę naprzód. Poczułam że odzyskuję siebie. W domu
      jest DOM.
    • lamicka Re: Po co do pracy??? 27.11.06, 15:51
      Postaowilam,ze tez sie dolacze. Moj synek ma 11 m-cy, jestem teraz na
      wychowawczym i do pracy nie zamierzam na razie wracac, choc wymaga tego ode mnie
      nasza sytuaca finansowa. Ale po co mam tam isc, skoro to co zarobie musialabym
      oddac w calosci opiekunce. Wole posiedziec w domku z synusiem, byc swiadkiem jak
      stawia pierwsze kroczki, wypowiada pierwsze slowa, jak tuli sie do mnie.
      Jestesmy mlodym malzenstwem o jednej pensji, z kredytami, z zaleglymi
      rachunkami, czasem jest bardzo ciezko, chcialabym dorobic w domu przy dziecku,
      ale ciezko trafic na jakies sensowne chalupnictwo, bez wyzysku i oszukanstwa.
      Ale nie poddajemy sie. Kochamy sie i kochamy nasze malenstwo. I to jest
      najwazniejsze. Kiedys bedzie lepiej. Wierze w to.
    • ania-krzysiu każdy musi życ na swój sposób 04.12.06, 20:29
      Wróciłam do pracy od razu po macierzyńskim. Nie czuję się przez to gorszą mamą.
      Wręcz przeciwnie. Pomijając fakt, że mój "mąż" nie ma pracy, to tak naprawdę
      nie mogłabym bez niej życ. Praca daje mi energię do kontaktów z moim już 11-
      miesięcznym synkiem. Kocham go i pokazuję mu to na wszystkie możliwe sposoby.
      Myślę, że tak naprawdę każda z nas powinna iśc do pracy. Nigdy nie wiadomo co
      się wydarzy w naszym życiu. Czy mąż nie odejdzie, nie umrze itp. Różne są
      możliwości. Nawet jeśli zostaje nam 200 zł po opłaceniu niani, to i tak warto.
      Zabezpieczamy się na przyszłośc. Myślę, że trzeba na wiele rzeczy patrzec
      długofalowo. Ja w razie jakiejkolwiek trudnej sytuacji sama utrzymam moje
      dziecko i to dla nas matek powinno by najważniejsze. Bo tak naprawdę zapenienie
      bezpieczeństwa dziecku winno byc priorytetem każdej mamy. Wiele kobiet pewnie
      mnie nie zrozumie i wcale mi na tym nie zależy. Jak przychodzę z pracy to moje
      dziecko jest dla mnie całym światem, zajmuję się nim te resztę dnia które mi
      jeszcze zostało + każdy weekend. Jestem osobą szcześliwą i spełnioną, i myślę,
      że mój maluszek to czuje, bo on też jest szczęśliwy. Ciągle się uśmiecha.
      Myślę, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko.
      W odpowiedzi na pytanie. Wracam bo chcę. W razie czego chcę zapewni swojemu
      dziecku coś więcej niż marną egzystencję. Zawsze warto się realizowac. Ja
      swojego synka zostawiam z "mężem". Jak i on pójdzie do pracy, to będzie z
      babcią. Gdyby nie było tych możliwości zostawiłabym go z opiekunką. Mam wokół
      siebie wiele przykładów na naprawdę świetne opiekunki.
    • kekoa2 Re: Po co do pracy??? 05.12.06, 14:04
      tu nie chodzi o kaske tylko o ambicje,wyobraz sobie mame ktora skonczyla trudne
      studia i ma mozliwosc fajnej pracy z ktorej bedzie z siebie dumna,gdybym zostala
      w pieluchach z dzieckiem to bym sie zalamala ze maz robi kariere a ja z rfacji
      tego ze kobieta to juz tylko dziecko,a co bedzie jesli dziecko dorosnie i bedzie
      mialo swoje zycie a ja po zrezygnowaniu z siebie zostane z niespelnionymi
      planami i pustka i tak jak moja tesciowa bede zyla zyciem doroslego dziecka-bo
      babka swojego nie ma-po prostu zostala w pieleszach z synkiem a teraz mi psuje
      nerwy swoim wscipswem i wtracaniem.
    • jurek383600 Re: Po co do pracy??? 03.01.07, 20:16
      Czy Ty też myślisz, że w Polsce można osiągnąć sukces?
      Czy wierzysz, że można w uczciwy sposób zdobyć upragniony
      status społeczny czy finansowy?
      Czy również według Ciebie – młodzi ludzie mają wiele możliwości
      w Polsce, aby osiągać jak najlepsze rezultaty zawodowe?
      Czy jesteś w pełni zadowolony z jakości Twojego życia?
      Czy jesteś w pełni usatysfakcjonowany ze wszystkich swoich dokonań?
      Czy wszystko jest tak jak sobie tego „życzysz”?
      Czy chcesz pozostać w tym miejscu, w którym znajdujesz się teraz?
      Czy masz na wszystko czas i czy zawsze możesz robić to co sam
      naprawdę chcesz?
      Czy jesteś zupełnie spokojny w sferze finansowej?
      Czy jesteś zadowolony z tego – co już w życiu dokonałeś?
      A może jest Ci trudno stanąć przed lustrem i powiedzieć:
      „jest mi w życiu dobrze, jestem zadowolony z tego co otrzymuję”.
      Czy do końca wiesz o co Ci chodzi?
      Czy wiesz co w ogóle co chcesz zdobyć, co osiągnąć?
      Czy posiadasz jakiś konkretny plan działania?
      Czy może jesteś niesiony przez jakąś falę?
      Musisz uważać, bo FALE są bardzo niebezpieczne.
      Nigdy nie mamy pewności gdzie nas wyrzucą.
      A może nie wiesz od czego zacząć?
      Może nie wiesz jaką chcesz drogą podążać?\
      Jeśli masz problem z podjęciem decyzji co z sobą zrobić –
      to musisz koniecznie „to” przeczytać !
      Dostaniesz sprawdzone wytyczne, które poprowadzą Cię
      w odpowiednią stronę.
      Pomogą Ci one odnaleźć Twój właściwy kierunek marszu.
      Jeśli chcesz dokonać zmian w życiu.
      Jeśli chcesz zrobić coś co może znacząco wpłynąć na poprawę
      Twojego funkcjonowania.
      Jeśli chcesz mieć więcej wolnego czasu dla siebie i dla swoich bliskich .
      Jeśli chcesz realizować swoje zamierzenia.
      Jeśli chcesz poznać proste sposoby na to, aby zarabiać
      więcej pieniędzy.
      Jeśli chcesz się wyróżnić od znacznej większości ludzi (w pozytywnym tego słowa
      znaczeniu)
      Nie myśl w tym momencie o wielkich osiągnięciach !
      Nie myśl o wielkich pieniądzach!
      Nie zastanawiaj się też nad tym gdzie byś chciał pojechać, co zwiedzić!

      Skup się na tym co możesz dla siebie zrobić tylko TY SAM,
      aby było Ci w życiu dobrze.
      Abyś mógł zrealizować swoje cele życiowe.

      Jeśli jeszcze nie masz takich celów – to na pewno będziesz
      je miał po przeczytaniu e-booka pt. „Tylko TY decydujesz o swojej finansowej
      przyszłości”

      Musisz działać szybko już od tego momentu – zrób ten naprawdę
      P I E R W S Z Y K R O K
      I przeczytaj „Tylko TY decydujesz o swojej finansowej przyszłości”
      Dlaczego nie wierzymy w to, że możemy dobrze żyć?
      Dlaczego blokujemy swoje umysły przed tym, aby zarabiać duże pieniądze ?
      Dlaczego bardzo często cieszymy się tylko z minimalnych efektów?
      Dlaczego nie realizujemy własnych marzeń, celów życiowych?
      Dlaczego odmawiamy sobie dobrych wakacji?
      Dlaczego nie możemy zwiedzać ciekawych miejsc na świecie?
      Dlaczego musimy jeździć starym samochodem?
      Dlaczego zawsze najpierw musimy sprawdzać cenę zanim coś kupimy?
      Dlaczego...?
      Czy zastanawiałeś się nad tym wszystkim?
      Może po prostu jesteś tak „zaprogramowany”?

      Jeśli chcesz wiedzieć jak się zabrać do budowania swojej przyszłości –
      nie możesz sobie pozwolić na nie przeczytanie „Tylko TY decydujesz o swojej
      finansowej przyszłości”.
      Napisz do mnie jakie masz plany > kierunek_sukces@op.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka