Dodaj do ulubionych

Zaraz mnie zjecie żywcem, ale

01.03.07, 11:41
jak słowo daję, współczuję mężom niektórych z Was.
Jak czytam, że on "tylko chodzi do pracy, na jakieś 10 godzin dziennie" (no
obija się leniuch obrzydliwie, a na dodatek świadomość że MUSI zarobić na
rodzinę niewątpliwie dodaje mu skrzydeł), a żoneczka nie zawsze ma czas
ugotować obiad (jakieś pół godziny dziennie, jeśli nie są to zamorskie
frykasy) bo PRZECIEŻ WYCHOWUJE DZIECKO, to słowo honoru wszystko się we mnie
przewraca.
Na miejscu męża zastanowiłabym się głęboko nad sensem takiego związku.

A teraz możecie mnie zabić.
Obserwuj wątek
    • ala67 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 11:42
      he hesmile postanowiłaś rozruszać forum?
      ja sie zgadzam z Tobą, niech nas obie zabijąsmile))
      • nisar Mały kijaszek w mrowisko.... :))) n/t 01.03.07, 11:45

        • andaba Re: Mały kijaszek w mrowisko.... :))) n/t 01.03.07, 11:47
          No, ja cię nie zabiję, przed chwilą napisałam to samo.
        • beata985 Re: Mały kijaszek w mrowisko.... :))) n/t 01.03.07, 11:48
          zabijać Cię nie będębig_grinDD
          ale ugotowanie obiadu zajmuje trochę więcej czasu. trzeba miec z czego upichcić-
          zakupy, jak ktos nie ma sklepu pod nosem to przekichane, ugotowac, a potem
          sprzątnąć cały ten chlew.
      • beniusia79 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 11:50
        no, macie racje. w sumie jestesmy bezczelne, ze tak ciagle marudzimy na tych
        chlopow. ci biedni mezowie zarabiaja na nas a my wydajemy te kase, czasem na
        pierdoly. siedzimy tylko w domu i mamy tyle wolnego czasu, bo przeciez przy
        dziecku nie ma tyle roboty. niektore z nas gotuja codziennie obiad, na ogol cos
        szybkiego a powinnysmy ugotowac od czasu do czasu obiad z 3 dan. robimy
        kanapeczki do pracy, niestety czasem przez trzy dni z ta sama szynka. ci biedni
        mezowie... tak siedzimy w domu, czesto przy kompie, przy telewizji. pijemy se
        kawke, chodzimy na zakupy, mamy tyle wolnego czasu i jeszcze mamy pretensje do
        szanownego malzonka, ze nie pomaga nam w domu. oj, jakie my niewdziecznice
        jestesmy.
    • bri Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 11:48
      Ja sie zgadzam. Ale też nie sądzę, żeby mąż miał prawo robić awanturę jak tego
      obiadu czasem nie będzie albo żeby był całkowicie zwolniony w takiej sytuacji z
      domowych obowiązków czy opieki nad dzieckiem.
      • nisar Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 11:51
        Bri, to są dwie różne rzeczy.
        Ale sorry - obiad jakikolwiek, bodaj parówki w sosie pomidorowym + makaron, jak
        dla mnie po powrocie z pracy być musi. I nie wierzę, że przy przychówku
        mniejszym niż trojaczki nie da się tego zrobić.

        Choćby w czasie wygospodarowanym zamiast siedzenia na forum...
        • bri Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 11:58
          Pewnie, że się da, ale mogę mieć inny plan na ten dzień, np. całodzienna
          wycieczka, wizyta u kogoś, mogę się źle czuć, być chora itp. Coś się stanie jak
          obiadu nie będzie i facet będzie musiał zrobić sobie kanapki?
          • buzka262 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 12:01
            No wedlug niektorych to kanapki czy parowki sa niedopuszczalne.Nie rozumiem
            tego.Ale ok , kazdy ma swoje zdanie na ten temat , tylko dlaczego krytykowane sa
            te osoby ktore tych obiadow z pewnych przyczyn nie gotuja , nie codziennie.a
            jesli ktoras nie umie gotowac to juz jest na maxa skreslona i powinna sama byc
            ?????Wy jestescie dziwne.
            • rita75 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 16:17
              krytykowane s
              > a
              > te osoby ktore tych obiadow z pewnych przyczyn nie gotuja

              to niech wezma sie za prace zawodowa
              • buzka262 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 16:23
                nie rozumiesz tematu .....tongue_out
                • rita75 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 16:27
                  mylisz się
                  podzial rol- ona w domu, on 10 godzin w pracy
                  - jej psim obowiazkiem jest zajac sie tym domem.
                  • buzka262 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 16:28
                    hahahaha przestan
                    • rita75 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 16:34
                      to tylko jasny i sprawiedliwy podzial rol....no chyba, ze pani na rowni z panem
                      zajmnie sie praca zawodowa, wtedy obowiazki domowe nalezy podzielic na pol.
                      Nie zdzierzylabym,gdybym to ja tylko pracowala zawodowo, w domu bylby maz-
                      wracam po 10 godzinach- w domu burdel na kolkach, nie ma czego zjesc, a mezulo
                      zbija baki na forum.
                      • buzka262 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 16:36
                        Zbijasz baki na forum???? bo wydaje mi sie ze wiekszosc poprostu czerpie z tego
                        przyjemnosc i porady , ja tak samo.To co tutaj robisz??
                        • monia145 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 17:18
                          Rozumiem, że takiej właśnie sytuacji udzieliłabyś odpowiedzi mężowi, który po
                          całym dniu wraca z pracy: " kochanie nie zrobiłam obiadu ale wiesz szukałam
                          porad i udzielałam ich..a jaką z tego miałam przyjemność?"
                          • buzka262 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 17:24
                            Mozliwe , z tym ze moj mezus ma obiadek na stole codziennie tongue_out i po co te nerwy???
                      • tigra8 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 19:50
                        Przaz tygodzień byłam unieruchomiona- skręcona kostka i to paskudnie. Mąz
                        musiał przejąc wszystkie moje obowiązki. Już po jednym dniu był tak zmęczony,
                        że zasypiał z dziecmi na bajce. Po tygodniu kupił mi kwiaty, i powiedział, że
                        jeśli kiedykolwiek powie, że siedzącc w domu nic nie robię to mam mu prawo
                        strzelic w pysk. Dodam,że po tym tygodniu miałam więcej roboty niż po przejściu
                        huraganu.
        • fergie1975 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 21:34
          nisar napisała:

          > Ale sorry - obiad jakikolwiek, bodaj parówki w sosie pomidorowym + makaron,

          łał, to już wiem co zrobię jutro na obiad smile i pojutrze i popojutrze, chociąz
          nie, w niedzielę to zamiast parówek dam kiełbasę.
          Znasz więcej takich fajnych przepisów?
      • buzka262 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 11:51
        Moj maz jakos nie narzeka i nie musi zastanawiac sie nad sensem naszego
        zwiazku.Gratuluje pomyslu na post :-0.Szok.
    • kathia_25 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 11:50
      a ja właśnie nie gotuję obiadów,z bardzo prostej przyczyny-kiedyś gotowałam i
      mąż nigdy do domu na ten obiad po pracy nie przychodził tylko sobie na piwko
      łaził;więc jak enty raz obiadek wylądował w śmieciach powiedziałam że więcej nie
      ugotuję
    • agnieszkamodras Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 11:51
      Codziennie szykuję niemężowi obiad do pracy i dbam o to, żeby również na
      wieczór zjadł coś ciepłego. Nie uwłacza mi to. Ba, lubię to. No chyba, że w
      groszku jest gąsiennica.
    • wieczna-gosia Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 11:52
      nisar napisała:

      > jak słowo daję, współczuję mężom niektórych z Was.
      > Jak czytam, że on "tylko chodzi do pracy, na jakieś 10 godzin dziennie" (no
      > obija się leniuch obrzydliwie, a na dodatek świadomość że MUSI zarobić na
      > rodzinę niewątpliwie dodaje mu skrzydeł), a żoneczka nie zawsze ma czas
      > ugotować obiad (jakieś pół godziny dziennie, jeśli nie są to zamorskie
      > frykasy) bo PRZECIEŻ WYCHOWUJE DZIECKO, to słowo honoru wszystko się we mnie
      > przewraca.
      > Na miejscu męża zastanowiłabym się głęboko nad sensem takiego związku.
      >
      > A teraz możecie mnie zabić.
      >

      Uwazam ze meza pracujacego 10 godzin zostawic bez obiadu nie mozna dlatego
      zasugerowalam mu jedzenie w pracy. I od tej pory fakt czy zdarzylam zrobic obiad
      czy nie- byl nieistotny smile
      • wieczna-gosia a moze zdazylam? ntxt 01.03.07, 11:53

      • zona_mi Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 11:58
        wieczna-gosia napisała:


        > Uwazam ze meza pracujacego 10 godzin zostawic bez obiadu nie mozna dlatego
        > zasugerowalam mu jedzenie w pracy.

        Takie tam, małe ziemniaczki wink
    • szymama Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 11:53
      ja sie zgadzam. Ja po 12 godzinach pracy tez mysle tylko o obiedzie.
      Przerabane, jesli moj maz zaproponowalby mi parowki smile
      Staramy sie gotowac tak, zeby bylo na drugi dzien gotowe. Gotujemy na zmiane.
      Jak ja mam chwile to gotuje, jak moj maz ma chwile to gotuje. Robie tez obiady
      do zamrazarki np. pierogi, bigos, fasolke po bretonsku. Potem tylko odgrzewamy
      to, na co mamy ochote. Moj maz to czlowiek nie wymagajacy nie wiadomo czego na
      obiad. Robie czasami omlety z ziemniakmi, ryz z meem, a to na prawde nie wymaga
      duzo czasu i poswiecen. nie rozumiem, jak mozna siedziec w domu z dzieckiem i
      nie gotowac!!!!!
    • mama_oli_i_tomka Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 11:53
      Nisar, jako żona niepracujaca zawodowo, mająca pracującego mężą, potwierdzam że
      zrobienie obiadu to żaden problem. Fakt - przyznaję się, czasem i mnie się
      zdarza, że nie ugotuję (zazwyczaj siła wyższa - syn chory, pogoda do bani, nie
      ma jak wyjść) ale chyba mam męża przyzwoitego bo się nie wścieka (albo też na
      tyle nieczęsto mi się to zdarza że nie ma o co kopii kruszyć).

      Niemniej uważam, że zadbanie o pracującego meża nie stanowi problemu. No może w
      pierwszych 2-3 miesiącach przy pierwszym dziecku może być gorzej. No wiadomo,
      trzeba sobnie organizację usprawnić. Ale potem?

      Pozdrawiam
      • ledzeppelin3 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 12:00
        Eeetam. Nic nowego. Znów kobiety chcą sobie trochę podokopywać- pracujące nie
        moga znieść niepracujących, rodzące przez cięcie rodzących naturalnie, karmiące
        piersią karmiących butelką, grube chudych etc. Normalne ciąganie się za kudły
        ogłupiałych patriarchatem kobiet
    • lola211 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 12:41
      Gotowanie moze sie znudzic.Kiedys pichcilam cuda, bo lubie dobrze pojesc, ale
      od paru lat po prostu mi sie nie chce- od czasu do czasu mam wene, ale
      najczesciej gotuje cos na szybko.Bywa, ze w domu pelna lodowa, ale nic na
      cieplo nie ma.Siedzac na wychowawczym zdarzalo mi sie po prostu nic nie
      ugotowac, z czystego lenistwa- ja potrafie sie do tego przyznac zamiast
      zaslaniac sie dzieckiem.Teraz, gdy pracuje potrafie lepiej sie zorganizowac-
      dziecko musi zjesc obiad, gdy wroci ze szkoly i to mnie głownie mobilizuje.
    • anna-pia Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 12:57
      No faktycznie, takiemu leniowi gotować to wstyd i hańba.
      Od dzisiaj nie gotuję! Lepiej niech je w restauracji, wyjdzie 4x drożej co
      najmniej, ale JA będę miała spokój. Tylko gdzie mam zamówić catering dla siebie
      i dzieci, hę?

      Uważam, ze stawianie sprawy "gotuję mężowi" jest kretynizmem. A kobieta
      zajmująca się domem i dziecmi to co - nie ma prawa do ciepłego posiłku? A skoro
      gotuje dla siebie, to i dla męża się znajdzie. Ostatnio mój zapytał, czy nie
      jest mi lżej, jak on zje "na mieście". Niby jest, ale poprosiłam, żeby robił to
      tylko w sytuacji "siły wyższej" typu spotkanie z kimś, bo jeśli on nie je obiadu
      w domu, to mi się nie chce gotowac dla mnie samej (córka je w przedszkolu, synek
      - mocno dietetycznie, fuj), a jedzenie kanapek 3x dziennie nie jest specjalnie
      zdrowe.
      Tak więc uważam, że dbanie o ciepły obiad dla męża jest jednocześnie dbaniem o
      obiad dla nas samych, pracujacych zawodowo czy nie. Dlatego tak mnie wkurza
      teściowa, kiedy daje coś "tylko dla syna, bo ty nie lubisz (no nie lubię), a nie
      będziesz musiała obiadu gotować". Szlag mnie trafia - co to, ja gorsza jestem?!
      • lola211 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 13:29
        > Uważam, ze stawianie sprawy "gotuję mężowi" jest kretynizmem. A kobieta
        > zajmująca się domem i dziecmi to co - nie ma prawa do ciepłego posiłku? A
        skoro
        > gotuje dla siebie, to i dla męża się znajdzie.

        Chyba, ze jedza co innego.Ja sobie nie smaze kotletow, nie jadam ziemniakow, a
        facet i owszem.I trzeba robic oddzielne dania.Dziecko tez nie zawsZe zje to co
        akurat my, wiec musze jej przygotowac cos innego.
    • anetina Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 13:02
      Nisar masz rację
      jesli ja mam wolne i posprzatam i zajmę się dzieckiem
      i obiad przygotuję i kolację - M. pracuje 12 godzin

      gdy M. jest w domu - to on sprzątnie, ugotuje coś, pobawi się dzieckiem

      ale mnie wkurza tekst, bo nie mam czasu
      czasu może brakuje, ale gotuje się przecież dla dziecka, dla siebie
      dla męża nie zostanie?

      poza tym, jeśli on tylko pracuje, zarabia na życie, należy mu się gorące
      jedzenie
      może być bałagan w domu - nie nie przy każdym dziecku się da sprzątnąć do końca

      ale jedzenie ...
      bez przesad
      • buzka262 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 13:13
        Skonczcie juz ten temat bo sie nudno na forum robi , w kolko jedno i to samo ,
        ,,nie mam czasu'' , ,,gotuje , nie gotuje'' , masakra , nie macie wiekszych
        problemow?????winkZycze wszystkim mezom SMACZNEGO!!!!!!!!!!!!!!!!!
        • buzka262 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 13:16
          acha i jeszcze jedno , jak wasi mezowie wroca z pracy to biegnijcie sie pozalic
          ze sa matki i zony ktore w ogole nie gotuja , albo gotuja sporadycznie , a wy
          jestescie takie cudowne.Koszmarrrrrrrrrrrr.Wrrrrrrrrrrr.
        • anetina Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 13:19
          nie mamy problemów

          chyba że za problem można uznać, co mamy wygrawerować na obrączkach big_grin
    • aluc Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 13:15
      do roboty go zagnać, lenia jednego tylko 10 godzin pracuje, niż dziwnego, że
      żonie się nie chce

      obiadów staremu nie robię, stary je lancz (albo i nie) w ramach pracy, jakby
      nakazał mi czekać na niego codziennie z obiadem, to zastanowiłabym się głęboko
      nad sensem tego związku, zwłaszcza, że wczoraj przyszedł z pracy o drugiej w
      nocy wink
      • edycia274 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 13:23
        hm mój pracuje od 5 do czasem 20. ja raczej obiad zawsze mam, ale posprzatane
        czasem nie..oj nie i strach patrzeć na syf. sad
      • niutaki Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 13:25
        a ja kiedyś nie gotowałam obiadów, tak przez pierwsze pół roku po urodzeniu córki, nie było jak i nie mam zamiaru nikomu tłumaczyć dlaczego , za to robiłam mężowi rano kanapki do pracy i kawę, nie było to poświęcenie. Po prostu nie można każdego mierzyć tą samą miarką. Teraz też nie zawsze ugotuję, bo pracuję raz pół dnia, raz noc, a raz cały dzień i noc, jestem człowiekiem, nie robotem.
        • niutaki Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 13:26
          acha i na forum nie siedziałam, wtedy nie mieliśmy netu.
      • wieczna-gosia Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 14:48
        aluc niech se chlop lezanke wstawi do pracy, zamiast benzyne bez sensu spalac smile))
    • e_r_i_n Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 13:25
      Zgadzam się równiez. O ile w sytuacji, gdy kobieta i facet pracuja, nie dziwi
      mnie brak obiadu itp., o tyle gdy kobieta jest w domu, IMO ugotowanie obiadu
      mezowi powinno byc dosyc oczywiste. Tym bardziej, ze dziecko i ona sama tez cos
      jedza.
      • wieczna-gosia zauwaz erin ze 01.03.07, 16:15
        1. nie kazdy facet ma ochote na przecierana jazrynowa, nie mowiac o tym ze ja
        mrozilam takie tarte obiadki. Sama jadlam kanapki albo jajecznice- jej sie nie
        da zrobic na zas smile

        2. moj wklad w wychowanie potomstwa polegal glownie na nieprzebywaniu w domu.
        • e_r_i_n Re: zauwaz erin ze 01.03.07, 20:15
          Coz, moim zdaniem przygotowanie czegokolwiek ciepłego dla faceta, ktory nie ma
          mozliwosci zjedzenia na stołówce wink, nie jest czyms niemozliwym dla srednio
          rozgarnietej osoby wink.
    • bunny.tsukino Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 13:28
      Pif , paf nie żyjesz.
      A na serio, to czasami dobija rutyna. Mi miło było, gdy zamiast po raz n-ty
      gotować mogłam się poobijać a na wieczór iść z mężem i dzieckiem do restauracji,
      choćby na coś nie wyszukanego. Ale było to i-n-n-e.
    • agao_72 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 14:10
      mój mąż nigdy nie pracował po 10 godzin dziennie. taki szczęściarz - bo
      pieniądze z pracy ma dość dobre. jak byłam na macierzyńskim, to zdarzało mi się
      nie ugotować obiadu - bo_mi_się_nie_chciało. ale lojalnie go ostrzegałam, że
      nie ma obiadu i ma zahaczyć o pierogi (sklep z pierogami) po drodze do domu. z
      resztą u nas jest problem kuchenny - ja nie dotknę się do surowego mięsa, a on
      jest mięsożerny. więc, wszelkie rzeczy mięsne sam sobie gotuje.
      teraz oboje pracujemy i najczęściej obiad gotowany jest wieczorem i odgrzewany
      dnia następnego. albo gotujemy coś na szybko - najczęściej włoskie lub chińskie
      dania.
    • selavi2 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 14:23
      A jakim cudem robisz obiad w pol godziny?
      Gotuje od 17 lat i zawsze to jest najmniej 40 minut!
      Nadmieniam, ze nie jadam gotowcow ani nie stosuje polproduktow.
      • aluc Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 14:27
        aglio olio peperoncino robię tyle ile się makaron gotuje, znaczy w porywach do
        13 minut
    • wana Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 14:28
      Popieram w całej rozciągłości!!!!

      Co amją powiedzieć te, które: pracują, wychowyją, gotują, ...itp?
      Pozdrawiam
      wana
      • wieczna-gosia Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 14:49
        > Co amją powiedzieć te, które: pracują, wychowyją, gotują, ...itp?

        poniewaz z wychowania nie chce rezygnowac a z pracy nie moge (eee.... nieee...
        chyba z pracy nie chce a z wychowania nie moge.... eeee....zreszta mniejsza...)
        postanowilam zrezygnowac z gotowania. Gotuje stolowka. I stolowka i ja jestesmy
        szczesliwe smile)
      • janka007 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 22:13
        wana napisała:

        > Co amją powiedzieć te, które: pracują, wychowyją, gotują, ...itp?

        Że są samotnymi matkami.

        Wersja II:
        Że są frajerkami na własne życzenie, skoro nie umieją się po partnersku
        podzielić obowiązkami.
    • joanna_poz Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 14:41
      również popieram.

      pracuję zawodowo, codziennie robię obiad (tylko 2 danie, średnio wymyślne,
      często z półproduktów, czas przygotowania 30-60 minut max).

      nie bardzo wyobrazam sobie, abyśmy po całym dniu pracy nie zjedli tego obiadu.

      i lubię ten wspólny wieczorny obiad nie dla samego jedzenia (choż też), ale
      dlatego, że w ciągu całego szalonego dnia mamy wreszcie spokój, czas dla
      siebie, żeby pogadać, odpocząć.
      • janka007 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 22:12
        > pracuję zawodowo, codziennie robię obiad (tylko 2 danie, średnio wymyślne,
        > często z półproduktów, czas przygotowania 30-60 minut max).
        >
        > nie bardzo wyobrazam sobie, abyśmy po całym dniu pracy nie zjedli tego obiadu.

        A wyobrażasz sobie, że to mąż robi obiad?
        • joanna_poz Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 09:26
          >
          > A wyobrażasz sobie, że to mąż robi obiad?

          a dlaczego miałabym sobie nie wyobrazac?
          akurat w moim domu nie jestem jedyną użytkowniczką kuchni, garnkow i patelni..
          • janka007 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 18:32
            To macie po dwa obiady dziennie? Odśwież sobie może to co wcześniej sama
            napisałaś, żeby się nie plątać w zeznaniach.
            • joanna_poz Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 19:03
              wiesz, w kuchni przygotowuje się jeszcze inne posiłki, nie tylko obiady, także
              sniadania, kolacje, podwieczorki, tudzież inne przekąski.

              ale wychodząc naprzeciw Twojej dociekliwości uściślę:
              CODZIENNIE jemy obiady, które ZAZWYCZAJ przygotowuję ja. Bo faktycznie tak źle
              nie mam, żebym codziennie musiała je robić sama.
              • janka007 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 20:28
                Ach, teraz to już jest źle, jak musisz je codziennie robić sama? Ale niedawno
                byłaś dumna z tego że robisz je codziennie i "nie wyobrażałaś sobie, żebyście
                mieli ich nie zjesć". Ciekawe zmiany następują w rozłożeniu akcentów.
                • joanna_poz Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 20:45
                  nadal moja wyobraźnia nie ogarnia, abyśmy po 8-10 godzinach pracy nie mieli
                  ochoty na zjedzenie obiadu. tym bardziej jeśli nie jemy niczego ciepłego w
                  godzinach pracy. ot, takie głodomory z nas, co lubią zjeść po całym dniu obiad,
                  wypić do niego dobre wino i poprawić deseremsmile

                  no ale nie wykluczam, ze są tacy, co faktycznie jeść nie potrzebują...

                  a akcenty widzisz Janko, tam gdzie ich nie ma.
                  jakos nigdy nie pomyślałam, ze fakt codziennego przygotowania obiadu mógłby
                  mnie przyprawić o dumę tudzież o cierpieniesmile
                  • janka007 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 20:51
                    Akcenty wynikają moja droga z kontekstu i to dość jasno. W każdym razie
                    relacje "codziennie robię obiad" do dość częstej pomocy małzonka w kuchni w
                    waszym małżeństwie zafascynowały mnie.
                    • joanna_poz Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 21:10
                      małżenstwem przez te 10 lat nie jesteśmy (i nigdy nie byliśmy).
                      i może dlatego jeszcze cały czas po prostu chce nam się robić i jeść te
                      śniadania, obiady i co tak jeszcze pichci się w kuchni, bez traktowania tego
                      jako przysługi tudzież łaski na rzecz drugiej strony.
                      • janka007 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 04.03.07, 00:05
                        Słusznie, niemąż i nieżona przecież w każdej chwili może odejść. Trzeba się
                        starać.
    • ala67 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 14:42
      Gdyby mój mąż prezentował postawę: obiad mi sie należy, i jeszcze wybrzydzał -
      toby go niekoniecznie dostawał. Albo by i dostawał, ale w takiej atmosferze, że
      odechciewałoby sie mu go jeść.
      Ale że on zjada, co mu dadzą, chwali pod niebiosa, a jedyne, co ma mi do
      zarzucenia to to, że gotuję za dobrze (i przez to on tyje, bo sie nie może
      ograniczyć) - to mi sie zwyczajnie chce mu ten obiad ugotowaćsmile

      A jak mnie leń dopadnie, to sie zjada cokolwiek albo pizzę zamawia i też dobrze
      jestsmile
    • buzka262 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 15:39
      Wlasnie zrobila mezowi nalesniki z serkiem waniliowymsmile))))Skrytykujecie
      ?????No bo przeciez facet powinien cale zycie konkrety jesc wink)
    • burza4 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 15:45
      wcale nie uważam się za osobę zorganizowaną, i takie np. prasowanie zawsze
      czekało lepszych czasówsmile, niemniej jednak podstawowe czynności domowe pt.
      zakupy, sprzątanie i obiad nie stanowiły nigdy probmemu. Co prawda - robiłam to
      bardziej z myślą o sobie (bo lubię zjeść ciepły posiłek), a nie ówczesnym mężu,
      więc i poświęcać się nie musiałam.

      Co więcej - miałam mnóstwo czasu na czytanie, pamiętam jak z nudów zaliczyłam
      nawet "Emancypantki" Prusasmile

      więc też niespecjalnie do mnie przemawia tekst "nie mam czasu
      sprzątnąć/ugotować, bo przecież DZIECKO". No to co z tego? problem z
      wyskoczeniem do kosmetyczki to rozumiem, bo opiekę dziecku trzeba zapewnić, ale
      do sklepu?
      • bri Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 15:46
        Zaczniej w wolnych chwilach robić szkolenia dla gorzej zorganizowanych matek wink
    • bj32 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 15:45
      Ja tam i kanapeczki do pracy mężowi robię i obiady gotuję, i w ogóle fajna ze
      mnie żonka. Tylko z tym czasem nie trafiłaś, bo zrobienie powiedzmy 200
      pierożków zajmuje mi pół dnia, ale dzięki temu potem jest ileś dni, kiedy nie
      gotuję wcale, albowiem pierożki wyciągam z zamrażarki i tylko odgrzewam. Nie
      dość, że troskliwa jestem, to jeszcze zapobiegliwa i sprytna. A przy tym
      skromna, hihihi.
      • ledzeppelin3 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 16:09
        ...a dla faceta i tak najważniejsza jest laska z połykiem
        • buzka262 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 16:12
          hehehehehehehehehehehhehehehehe.Jedna szczera na maxa osoba na forum big_grin
          Pozdrawiam Cie ledzeppelin3 Duza buzka.
        • nanuk24 no tak... 01.03.07, 16:40
          ale facet, ktory ma 200 pierozkow w zamrazalniku moze zapomniec o lasce z
          polykiem;-D Zona przecie zmeczona tym lepieniem i nie bedzie speniac
          idiotycznych zachcianek mezatongue_outPP
          • bj32 Re: no tak... 01.03.07, 20:25
            Żonie lepienie pierożków nie wpływa na stopień zmęczenia i chętnie *dowolne*
            zachcianki męża potem spełni. Mąż akurat woli nieco inne doznania niż laska z
            połykiem, a jakie nie będe tu pisać, bo mogłybyście pozazdrościć;P
        • babka71 Re: ledzeppelin 01.03.07, 17:00
          dlaczego masz numer 3??
          ale w sumie się zgadzam dobry obiad, super seks z żoną , a nie z kochanką na
          boku "To podstawa wyżywienia Ludzkości"!!!
          A ludzie czyli faceci tak mają...nic im więcej do szczęscia nie potrzeba.he
          he!! taka natura ten gatunek ludzkości tak ma od urodzenia i co robić??
          Trzeba to zaakceptować
          • ledzeppelin3 Re: ledzeppelin 01.03.07, 17:12
            > dlaczego masz numer 3??
            Trójka kojarzy mi się z wypiętym tyłkiemtongue_out
            • monia145 Re: ledzeppelin 01.03.07, 17:19
              A mnie z cyckamismile
              • ledzeppelin3 Re: ledzeppelin 02.03.07, 16:54
                Byle nie mlecznymitongue_outP
        • aluc Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 17:01
          no patrz, a przed wojną to preferowali takie z kościaną rączką
    • net79 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 19:01
      Odpowiem przeczytaną dzis tekstem

      Cytat:

      "Mój przyjaciel otworzył szufladkę w komodzie swojej żony i wyjął z niej mały
      pakiecik owinięty w bibułkę. To - powiedział - nie jest zwykle zawiniątko - to
      jest Jej bielizna osobista. Wyrzucił opakowanie skrywające zawartość i
      przyjrzał się jedwabnej, wykończonej koronką bieliźnie. Kupiłem to Jej, kiedy
      pierwszy raz pojechaliśmy do Nowego Jorku, 9-10 lat temu. Nigdy jej nie
      założyła, czekała z tym na jakąś specjalną okazję! Więc dobrze - pomyślał,
      dzisiaj zdarzyła się ta odpowiednia okazja. Zbliżył się do łóżka i ułożył
      bieliznę przy jej głowie. Niedługo zaczną ubierać ją do trumny. Po krótkiej
      chorobie wczoraj zmarła.

      Potem patrząc w moją stronę powiedział: "Każdy dzień, który przeżywasz jest tą
      specjalną okazją. Nasze okazje już minęły. Nie warto było zostawiać wszystkiego
      na potem."

      Te słowa zapadły mi w pamięć, mam je ciągle na myśli. One zmieniły moje życie.

      Teraz więcej czytam, a mniej sprzątam. Siadam na tarasie i rozkoszuję się urodą
      okolicy bez poczucia winy, że nie wypieliłem ogródka. Spędzam więcej czasu z
      moimi bliskimi i przyjaciółmi, a mniej pracując. Zrozumiałem, że życie to
      ciągłość doświadczeń, które trzeba przeżywać w radości, a nie próbować je
      przetrwać lub ścierpieć. Już niczego nie odkładam na potem. Piję codziennie z
      moich antycznych, kryształowych kieliszków. Zakładam nowe ubranie na zakupy w
      supersamie, jeżeli tylko zdecyduję, że mam na to ochotę.

      Nie zachowuję moich najlepszych perfum na specjalne imprezy, tylko używam ich
      codziennie, kiedy pragnę poczuć je na sobie.

      Zdania zaczynające się od "pewnego dnia", "kiedyś" znikają z mojego słownika.
      Jeżeli coś jest warte zobaczenia, usłyszenia lub przeżycia, chcę to zobaczyć,
      usłyszeć i przeżyć teraz.

      Nie wiem co zrobiłaby żona mojego przyjaciela, gdyby wiedziała, że nie będzie
      jej tu dzisiaj między nami i przyjmiemy to z taką nieświadomą lekkością. Mam
      nadzieję, że poszłaby zjeść do restauracji chińskiej - jej ulubionej.

      To te malutkie, nie zrobione rzeczy, najbardziej by mnie bolały gdybym
      wiedział, że moje godziny są już policzone. Byłbym niepocieszony, że przestałem
      widywać się z moimi dobrymi przyjaciółmi, odkładając to na "najbliższy czas",
      że nie napisałem listów, które miałem zamiar posłać już jutro. Byłbym
      niepocieszony i smutny, że nie mówiłem wystarczająco często moim braciom i
      dzieciom jak bardzo je kocham.

      Od już i teraz nie staram się opóźnić, przeczekać ani wstrzymać niczego co
      mogłoby wprowadzić mnie w dobry humor, dać powód do radości i śmiechu i każdego
      dnia powtarzam sobie, że dzień dzisiejszy jest wyjątkowy. Każdy dzień, każda
      godzina, każda minuta - nią jest!



    • hossa76 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 20:38
      nisar napisała:

      > jak słowo daję, współczuję mężom niektórych z Was.
      > Jak czytam, że on "tylko chodzi do pracy, na jakieś 10 godzin dziennie" (no
      > obija się leniuch obrzydliwie, a na dodatek świadomość że MUSI zarobić na
      > rodzinę niewątpliwie dodaje mu skrzydeł), a żoneczka nie zawsze ma czas
      > ugotować obiad (jakieś pół godziny dziennie, jeśli nie są to zamorskie
      > frykasy) bo PRZECIEŻ WYCHOWUJE DZIECKO, to słowo honoru wszystko się we mnie
      > przewraca.
      > Na miejscu męża zastanowiłabym się głęboko nad sensem takiego związku.
      >
      > A teraz możecie mnie zabić.
      >


      Taaaa, sensem związku jest wpieprzanie żonkowego obiadu;-DDDD

      Jak mam ochotę to gotuję - dla własnej przyjemności, a jak nie to nie. I
      śmieszą mnie rozważania na temat żarcia jako głównego punktu
      małżeństwa/związku. Proponuję do codziennego rytuału dołączyć również obmywanie
      stóp i podawanie kapciuszków (po tej cieżkiej pracy przecież mu się należy...)
      Bo przecież my, darmozjady i lenie siedzące w domu z dzieckiem, powinnyśmy na
      kolanach witać naszego wybawcę, który na nas ciężko pracuje, i dzięki któremu
      mamy wikt i opierunek...;-DDDDDDDD
      • lola211 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 20:56
        > Bo przecież my, darmozjady i lenie siedzące w domu z dzieckiem
        O, w koncu ktos prawde napisal..tongue_out
    • denea Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 21:01
      Racji w tym trochę jest. Jasne że jak człowiek chory/tysiąc innych względów to
      facet od zjedzenia kanapek nie umrze, ale przypomniała mi się sytuacja
      ekstremalna. Znajomy miał żonę i dwoje dzieci, wstawał rano i szedł po zakupy,
      szedł do pracy, potem wracał do domu i ewentualnie mógł zjeść jakiś ochłap (np.
      rosół ze skrzydełkiem z kurczaka bo małżonka zeżarła resztę) lub też nie mógł
      bo obiadu żadnego nie było. Potem szedł do drugiej pracy a wieczorem jeszcze
      kładł dzieci spać, zmywał gary, takie tam. Babka nie pracowała, całe dnie
      kawka, sąsiadki, ploteczki i zakupy. Oprócz tego była głupkowata, wredna i
      niezbyt piękna.
      Kto zgadnie jak się ten związek zakończył ??
      • denea Oooo, las rąk ;P 01.03.07, 21:50
        A skończyło się tak, że ona sobie przemyślała ten związek, znalazła kochanka i
        rozwiodła się z mężem twierdząc że jest małomówny, wiecznie go nie ma a poza
        tym nie zaspokaja jej seksualnie.
        Mąż długo był w szoku i rwał włosy z głowy.
        Morał z tego taki że nie samym obiadem człowiek żyje wink))))
        • nisar Re: Oooo, las rąk ;P 01.03.07, 21:53
          Jeżu, ten mąż to chyba faktycznie dziwny był...
          A morał z tego taki, że nie można rezygnować z siebie na rzecz innej osoby, bo
          rzadko która doceni. Większość będzie pomiatać.

          Z moim poglądem na temat karmienia męża, który pracuje na rodzinę, nie ma to
          nic wspólnego, ofkors.
      • michasia24 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 21:51
        zyli dlugo i szczesliwie??? smile))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka