Dodaj do ulubionych

Zaraz mnie zjecie żywcem, ale

    • mor_lena Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 21:02
      Ja w kwestii formalnej - zgodnie z regułami forum powinno być "Współczuję
      waszym mężą" ;P
      • nisar Tyż prowda :DDDDD 01.03.07, 21:04

      • agnieszkamodras Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 01.03.07, 21:53
        To rozumię!
    • weronikarb Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 08:07
      Nisar nie czytałam wszystkich wypowiedzi, ale popieram w 100%.
      Jak ja mam weekend to w sobote posprzatam, a w niedziele szukam zajęcia bo nie
      lubie siedziec bezczynnie, niewiem jak jest z wieksza iloscia dzieci ale przy
      jednym to nei narobi sie czloweik fizycznie, mnie moj psychicznie wykancza wink
      Po calym dniu z nim padam normalnie o 21 z uczuciem ze przekopalam 10 hektarowe
      pole smile

      A co do obiad, pracujemy oboje i jak ja w parcy to maz gotuje i na odwrot jak
      on wraca ze sluzby to mam na 18 dla niego świezo ugotowane chociaz ziemniaki
      (nie cierpie mikrofali), a reszta sos, mieso, surowka no to normalnie i tak
      wczesnije jedlismy my z synkiem i tylko podgrzewam.

      Nigdy neima u nas dnia bez posilku cieplego, bo mam w sloikach zagotowane rozne
      rodzaje zup plus rosol jako podstawa pod inne smile
    • haga78 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 08:13
      no tak czasem czasu nie mam to fakt, ale moj maz z typu tych co to robi
      tragedie jak nie ma w domu chleba. Obiad nie musi byc, ale chleb zawsze.
      Chleb jest, ale awaryjnie mam zawsze zamrozone dwie paczki bulek do pieczenia.

      Wiec chyba nie bedzie sie zastanawial nad sensem naszego zwiazku.
      • agnieszkas72 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 09:36
        Przy jednym małym dziecku bardzo często zdarzało mi się nie mieć czasu na
        zrobienie obiadu.Teraz ,gdy mam małą gromadkę, z organizacją jest o wiele
        lepiej,ale czasami nie gotuję.Kupujemy pizzę albo robimy jajecznicę.Mój mąż
        nigdy nie rozważał sensu naszego związku,w zależności od obecnosci obiadu na stole.
      • aguskin Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 09:45
        nie , nie i jeszcze raz nie,
        jeśli on pracuje 10 h, to ja przez 10 h jestem w pracy jako niańka naszych
        dzieci, a za prace jako kucharka musiałby mi płacić ekstra,
        ile jest niań które w tych samych pieniądzach, zajmuja się dziećmi i garami???
        nie lubię gotować, robię to z musu dla starszego, i jak zostaje załapuje się M.,
        ale mu tego nie podgrzewam, nie podaje, rączki do dupki mu nie przyrosły,
        jak się mu nie podoba dzieciątka pod pache i fora ze dwora,
        • gryzelda71 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 09:55
          aguskin napisała:

          > nie , nie i jeszcze raz nie,
          > jeśli on pracuje 10 h, to ja przez 10 h jestem w pracy jako niańka naszych
          > dzieci,
          To jesteś wynajętą niańką,czy matką?
          > nie lubię gotować, robię to z musu dla starszego, i jak zostaje załapuje się M.
          O rany,a nie mozesz wlać więcej wody do zupy,czy kilka ziemniaków więcej i jeden np kotlet wiecej?

          > jak się mu nie podoba dzieciątka pod pache i fora ze dwora,
          ????czyli to nie są twoje dzieci?
          • aguskin Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 10:03
            gryzelda bez przesady jeśli gotuje to zawsze więcej, ale nie specjalnie, bo
            wraca z pracy do domu, ale starszemu często robie jakieś naleśniki, ryże
            zapiekane na słodko itp,
            dzieci moje a owszem, ale jego również,
            on taki zaradny na całą rodzinę zarabia, a ja taki nieudany egzemplarz, co to
            obiadu nie ugotuje więc jakby cos to sąd dzieci jemu da,
            • gryzelda71 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 10:07
              > on taki zaradny na całą rodzinę zarabia, a ja taki nieudany egzemplarz, co to
              > obiadu nie ugotuje więc jakby cos to sąd dzieci jemu da,
              Mam nadzieje,ze to żart,dla rozruszania.....
        • melka_x Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 09:57
          > jeśli on pracuje 10 h, to ja przez 10 h jestem w pracy jako niańka naszych
          > dzieci, a za prace jako kucharka musiałby mi płacić ekstra,

          Olaboga! 10h godzin jako niańka, pewnie padasz na nos ze zmęczenia bidulko od
          spacerów i układania wieży z klocków. I jeszcze masz takiego szowinistycznego
          męża, przecież on powinien po powrocie do garów stawać i Tobie obiad ugotować i
          podać.

          A skoro za obiad musiałby Ci płacić extra to może powiedz ile Ci płaci za
          niańczenie i inne domowe sprawy? A za seks też ekstra?big_grin
          • aguskin Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 10:04
            melka za seks to ja bym musiała mu płacić, bo ja taka wyleżana przed kompem mam
            zawsze ochotę, a on taki umordowany i głodny prawie nigdy,
        • melka_x p.s. 02.03.07, 09:58
          Rozumiem, że wisząc teraz na forum odliczasz sobie ten czas od godzin
          niańczenia?tongue_out
    • aguskin Re:nisar? 02.03.07, 09:52
      -bo PRZECIEŻ WYCHOWUJE DZIECKO, to słowo honoru wszystko się we mnie przewraca,-
      nisar pokaż jak Ci się wszystko przewróciło i gdzie teraz leży, bo ja tak
      właśnie robię i jestem z tego dumna, hi hi
      • nisar Aguskin. 02.03.07, 09:59
        Przewraca mi się w bebechu (a jem ostatnio dużo i jest się co przewracać smile))

        Widzisz, chodzi mi o to, że obserwując wiele związków odnoszę wrażenie jakiegoś
        takiego... no, wyliczania. Ile ja tobie, a ile ty mnie i czy ja tobie na pewno
        nie za dużo.

        I nie chodzi mi o to, że mąż:
        - nie może czasami zjeść parówek czy jajecznicy z bułą zamiast dwudaniowego
        obiadu
        - nie może w drodze powrotnej zahaczyć o pizzerię i przywieźć pizzy
        - nie może sam czegoś upichcić, bo żona ledwo żywa po nieprzespanej przy
        ząbkującym dziecku nocy.

        Raczej chodzi mi o klimat niektórych wypowiedzi, na zasadzie "mnie się należy
        to i to, a jemu najwyżej tyle, nic więcej", rozumiesz?

        Pamiętam uczucie nadziei, że tak będzie u mnie, jak dawno temu przeczytałam
        wypowiedź kobiety, mężatki, z dwojgiem dzieci, o podziale pracy w domu.
        Powiedziała ona m.in. "każdy robi to, co akurat jest do zrobienia i na co ma
        akurat siłę. Nie robi się więc awantury że pieluchy nie uprane, tylko się je
        pierze..."

        Nie chodzi o to, czy mężowi NALEŻY się talerz zupy po całym dniu pracy, tylko o
        to, czy żona CHCE ugotować mu ciepły posiłek.

        Lepiej wyjaśnić nie potrafię, niestety.
        • aguskin Re:Nisar 02.03.07, 10:14
          ok. uważam, że mojemu mężowi należy się obiad, i to nie tylko taki w pół h, ale
          porządny, problem jest w tym, że ja nie chcę gotować, nie lubię, nie lubię jeść,
          on na codzień się nie skarży, czasem tylko mojej mamie mówi, że się świąt nie
          może doczekać, żeby właśnie pojeść, bo wtedy staje na wysokości zadania, tylko
          na codzień dla mnie ta wysokość jest nie do pokonania,
          nie czuję się z tym źle,
          nie lubię domów gdzie jest kult ciepłego posiłku, czy w ogóle jedzenia,
          oczywiście jeść trzeba więc to błędne koło, a ja marzę z niego uciec, kto ze
          mną???
          • melka_x Re: Aguskin 02.03.07, 10:21
            To ja teraz serio. Problem nie jest w tym, że nie lubisz gotować, bo wiele
            kobiet tak ma i można sobie z tym poradzić, są pizzerie i inne knajpy dowożące
            żarcie, wielu facetów może wychodzić w czasie pracy na obiad, są gotowe
            pierogi, są dania, które robi się w 5 - 10 minut (makaron z pesto czy dobrą
            oliwą) itp. IMO problem jest w Twoim braku dobrej woli wobec męża. Sama
            napisałaś, że gotujesz starszemu, a stary dostaje tylko jak coś zostanie. Co za
            problem jak i tak już gotujesz zrobić trochę więcej z myślą o tym, żeby i dla
            starego starczyło? To jest tylko kwestia pomyślenia o starymwink
            • aguskin Re: Melka 02.03.07, 10:34
              i tu się mylisz, bo to co dla mojego syna jest obiadem, to dla m. jest to
              świństwo, dla mojego męża makaron, naleśnik, smażone warzywa, cos na szybko
              owszem on zje ale to nie obiad, na gotowe pierogi, kopytka, pampuchy to on
              tylko patrzy ze wstrętem jak my jemy,
              a dobrej woli, żeby mu robic dobry obiad, mięso, surówka, ziemniaki, i zupka to
              we mnie nie ma za dużo, i już

              dla mnie też pojęcie obiad = się przynajmniej drugie danie, mięso,
              ziemniaki,ryż lub makaron, surówka, kompot,
              owszem kotlety mielone, ziemniaki i marchewka tarta z jabłkiem da się zrobić w
              40 min ze zmywaniem 50 min, ale na samą myśl o zanurzeniu rąk w mielonym mięsie
              dostaję gęsiej skóryyy,
              • melka_x Re: Aguskin 02.03.07, 16:59
                To trzeba było od razu, że mąż jest wybrednywink. To jednak zupełnie inna
                sytuacja, gdy mąż nie je bo nie ma nic w domu, niż nie je, bo to, tamto i
                siamto nie smakuje i w zęby kolewink
        • melka_x Re: Aguskin. 02.03.07, 10:14
          Idąc tropem myśli Aguskin obiad należy się mężom więcej zarabiającym. Bo jak
          facet zarabia powyżej przeciętnej i żona się z tego utrzymuje, to już jest w
          tym utrzymaniu chyba to 'ekstra' za bycie kucharką, nie?wink. Jak zarabia
          minimalnie, czyli tyle ile sie płaci niańce na 10h, no to nie ma czym zapłacić
          za ugotowanie obiadu (za robiciznę, no bo za składniki płaci).
          • aguskin Re: Melka 02.03.07, 10:24
            u mnie problem bardziej złożony, bo go stać, na zapłatę ekstra, czy jedzenie na
            mieście, ale on lubi moją kuchnię, a ja nie lubię, ani gotować, ani jeść,
            a że jestem materialistką, to za coś ekstra, mogę i ugotować, podchodzę do tego
            właśnie jak do prcy, której nie lubię, stojąc przy garach myślę włąśnie o
            tym "ekstra" i dostaję skrzydeł,
            • melka_x Re: Melka 02.03.07, 10:28
              No ale skoro on zarabia więcej niż przeciętna na Waszą rodzinę, to chyba jest
              już w tym to 'ekstra', nie?wink
        • bri Re: Aguskin. 02.03.07, 10:15
          Moim zdaniem to jest jedyne zdrowe podejście do obowiązków "małżeńskich" -
          żadne nic dla drugiego nie musi robić. Jeśli robi to dlatego, że chce. To
          bardzo ułatwia życie bo przyjmując taki punkt widzenia unika się wzajemnych
          pretensji, że coś nie jest zrobione i czuje się wdzięczność za każdą uzyskaną
          pomoc.
      • moofka Re:nisar? 02.03.07, 10:32
        aguskin napisała:

        > -bo PRZECIEŻ WYCHOWUJE DZIECKO, to słowo honoru wszystko się we mnie
        przewraca,
        > -
        > nisar pokaż jak Ci się wszystko przewróciło i gdzie teraz leży, bo ja tak
        > właśnie robię i jestem z tego dumna, hi hi

        __________________________
        hi hi ;/
        moj ojciec ozenil sie po raz drugi
        mialam okazje jakis czas z nimi pomieszkac i to co widzialam do dzis w glowie
        sie nie miesci
        ojciec ciezko pracowal na bardzo odpowiedzialnym stanowisku w kopalni
        praca na zmiany, wyczerpująca i swietnie platna
        babsko z niemowleciem siedzialo w domu ladnych pare lat i nie robilo NIC
        bo ja dziecko meczy
        dziecko jak to dziecko ani szczegolnie ukladne ani upierdliwe - teraz to widze,
        jak juz szerszy ogląd mam
        ojciec przychodzil z roboty sprzatal gotowal pral robil zakupy zajamowal sie
        dzieckiem
        a babsko sie darlo i histeryzowalo, bo ona przeciez dzieckiem sie zajmuje
        dziecko jej bylo, zeby nie bylo watpliwosci
        zeby chociaz o siebie chciala zadba, ale wygladala jak siedem nieszczesc, a
        teraz pewnie i gorzej
        sorry
        ale do dzisiaj nie wiem, po co sobie takiego pasozyta na leb sprowadzil
        i naprawde szalenie mi go zal
        kiedy przyjechal do mnie byl autentycznie w szoku, ze ja mimo pracy zawodowej i
        WYCHOWYWANIA dziecka mam codziennie cieply obiad
        byl czas ze nie pracowalam i naprawde woreczek kaszy dla czlowieka, ktory wraca
        z pracy mozna wrzucic na wrzatek nawet WYCHOWUJAC dziecko
        bo mnie cieply dom kojarzy sie rowniez ze wspolnym domowym posilkiem robionym z
        myslą o k.a.z.d.y.m z domownikow
        • gryzelda71 Re:nisar? 02.03.07, 10:35
          moofka napisała:
          > bo mnie cieply dom kojarzy sie rowniez ze wspolnym domowym posilkiem robionym z myslą o k.a.z.d.y.m z domownikow

          Bo ty taka niedzisiejsza jesteś wink
          • moofka Re:nisar? 02.03.07, 10:37
            > Bo ty taka niedzisiejsza jesteś wink

            i pewnie pod pantoflem ;P
            • elf1977 Re:nisar? 02.03.07, 10:46
              A ja lubię gotować, a mój mąż je w pracy, bo za późno wraca, by jeść obiad.
              Mimo to stram się dla niego coś przygotować :lekką sałatkę albo przekąskę.
              Właśnie dla tej atmosfery, lubię karmić swoich bliskich. Pracuję zawodowo, w
              domu robię wszystko (jeżeli mi się aktualnie chce i jeżeli nie mam innych spraw
              związanych z pracą), nieraz się buntuję przeciwko temu, ale mąż choć w weekend
              stara mi się pomóc.
              Co do wychowywania dziecka, męczy mnie najbardziej ze wszystkich obowiązków:
              nie lubię układania klocków i malowania kredkamismile Tak, tak, nuży mnie to i
              naprawdę czasem chętniej siedzę w robocie niż w pracy. Co oczywiście nie
              oznacza, że swej córki nie kocham, po prostu bycie z dzieckiem cały dzień w
              domu mnie męczy. Dlatego też wróciłam do pracy.
        • aguskin Re:moofka 02.03.07, 10:46
          nie czuję się pasożytem, a wręcz przeciwnie,
          w moim małżeństwie gotowanie nie jest wykładnikiem dbania o związek,
          nie lubię domów gdzie wraca się i pierwsze co wciskają obiadek, a zwłaszcza
          zapocone ziemniaki, czy rozgotowaną kaszę z pod poduchy, ale ja nie lubię jeść,
          (co innego słodkośći), bo nie ma znaczenia co zjem i tak z tego wyjdzie tylko
          albo aż stolec, a czasem jest jeszcze z tym problem,

          to fajnie, że jesteś wstanie ugotować codziennie i bardzo to szanuję,
          ale ja nie jestem w stanie przez 14 lat małżeństwa na codzień tego przełamać i
          już,
          • elf1977 Re:moofka 02.03.07, 10:47
            No i dobrzesmile W końcu można zrobiś takie rzeczy w domu, które sprawiają więcej
            przyjemnoścismile
          • moofka Re:moofka 02.03.07, 10:59
            aguskin napisała:

            > nie czuję się pasożytem, a wręcz przeciwnie,
            > w moim małżeństwie gotowanie nie jest wykładnikiem dbania o związek,

            samo gotowanie na pewno nie
            na to sklada sie caly szereg drobnych na pozor spraw

            > nie lubię domów gdzie wraca się i pierwsze co wciskają obiadek, a zwłaszcza
            > zapocone ziemniaki, czy rozgotowaną kaszę z pod poduchy, ale ja nie lubię
            jeść,
            > (co innego słodkośći)
            bo nie ma znaczenia co zjem i tak z tego wyjdzie tylko
            > albo aż stolec, a czasem jest jeszcze z tym problem,

            no jak sie je byle co i popycha slodkosciami to nie dziwne ze jest z tym
            problem ;P
            ale serio - mozesz nie lubic, natomiast bedac odpowiedzialna za - jak to
            szumnie inazywasz WYCHOWANIE dziecka dbasz o jego prawidlowe zywienie
            nie wazne czy sama gotujesz, czy zamawiasz czy kupujesz gotowe
            ale codziennie czyms te dzieci nakarmic musisz
            czy to takie trudne w tym planowaniu uwzglednic i starego, jesli wiesz, ze nie
            jada z pracy i przyjdzie glodny?

            mnie moze sie to wydawac dziwne, bo my lubimy jesc
            codziennie staramy sie chociaz do jednego posilku usiasc wszyscy razem przy
            wspolnym stole
            cieszy nas jak jest smaczne i ladnie podane
            i dziecka tez staram sie jakos szumnie powiem "kultury jedzenia" uczyc
            bo dobre nawyki zywieniowe wydaja mi sie dosc istotna nauka na cale dorosle
            zycie
            > to fajnie, że jesteś wstanie ugotować codziennie i bardzo to szanuję,
            > ale ja nie jestem w stanie przez 14 lat małżeństwa na codzień tego przełamać
            i
            > już,
    • mamastasia Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 16:43
      Nie doczytałam do końca wszystkich odpowiedzi ale ja się z Tobą nie zgadzam. Mam
      dwóch chłopców (4-latek i 9 mies) i wierzcie mi czasami chłopaki tak mi dają w
      kość, że nie mam czasu siły i ochoty by gotować, sprzątać itp. Poza tym mąż
      pracuje ale potem wraca do domu gdzie nie robi tego co w pracy - ja natomiast
      24godz/dobę robie to samo. Może jestem leń ale gdy pracowałam (zawodowo)
      zajmowanie się domem (mąż wtedy tez nie kwapił sie do pomocy) sprawiało mniej
      problemów, bo to było coś innego niż moja praca poza domem. Poza tym
      wychowywanie dzieci to też jest ciężka praca i zadanie nie tylko dla OBIJAJĄCEJ
      się mamy.
      • nanuk24 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 16:52
        Poza tym mąż
        > pracuje ale potem wraca do domu gdzie nie robi tego co w pracy - ja natomiast
        > 24godz/dobę robie to samo

        to ty nie spisz w ogole?
        • mamastasia Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 02.03.07, 21:00
          Śpię ale jak mały płacze w nocy lub trzeba go nakarmić to ja wstaję, mąż czasami
          robi mleko, ale nie zawsze. Tak więc "czuwam" w nocy, w dzień zajmuję się domem
          i "byczę sie".
    • 18_lipcowa1 heh ja tez im wspolczuje 02.03.07, 20:30
      generalnie wspolczuje wiekszosci facetom - wlasnie z powodu ich kobiet, zon itp.
    • blekitnykoralik Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 03.03.07, 23:26
      Nie zjem Cie żywcem, bo przez pierwsze lata po ślubie też tak miałam =). Potem
      mi przeszło... I chyba dobrze sie stało, mąż nie narzeka.

      Mężczyźni mają różne prace i czasem bywają one o wiele lżejsze niż prace domowe
      i wychowywanie dzieci. Mezowie mają w pracy czas zajrzeć na swoje ulunione fora,
      poflirtować z koleżanką, czasem się poobijać, wyskoczyć w czasie pracy z
      kolegą/koleżanką, co dla wielu mam siedzących w domu z dziećmi jest
      nieosiągalnym marzeniem.

      Owszem w domu wszystko zrobione ale do czasu powrotu do domu, potem wszystkie
      obowiązki na pół, a zwykle tak nie jest.

      A swoja drogą jak czytam o tych obiadkach dla mężulków, o ich brzusiach i
      pierdziusiach, o żoneczkach spełniających zachcianki. To sobie myślę, że za
      poważnie to oni chyba tych żon traktować nie będą, bez obrazy.

      Swoją drogą fajnie by było mieć taką żonkę... =)
    • vibe-b Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 04.03.07, 00:05
      nisar napisała:

      > jak słowo daję, współczuję mężom niektórych z Was.
      > Jak czytam, że on "tylko chodzi do pracy, na jakieś 10 godzin dziennie" (no
      > obija się leniuch obrzydliwie, a na dodatek świadomość że MUSI zarobić na
      > rodzinę niewątpliwie dodaje mu skrzydeł), a żoneczka nie zawsze ma czas
      > ugotować obiad (jakieś pół godziny dziennie, jeśli nie są to zamorskie
      > frykasy) bo PRZECIEŻ WYCHOWUJE DZIECKO, to słowo honoru wszystko się we mnie
      > przewraca.
      > Na miejscu męża zastanowiłabym się głęboko nad sensem takiego związku.


      No nie wiem.
      Ja po 12 godzinach pracy nie jestem nawet w polowie tak zjeb...a jak po kilku
      godzinach "bycia" z dzieckiem. Matkonajswitsza, toz opieka nad malym dzieckiem
      to najgorsza harowka z mozliwych.
      • nanuk24 Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 04.03.07, 01:53
        Matkonajswitsza, toz opieka nad malym dzieckiem
        > to najgorsza harowka z mozliwych.

        Naprawde? Uwazasz, ze gornicy w kopalni czy mezczyzni na budowie, ktorzy
        dzwigaja, bija gwozdzie na 15 stopniowym mrozie lub naprawiaja dachy w upalach
        35 st. maja lzej niz kobieta zajmujaca sie dzieckiem? Ciekawe.
    • owianka Re: Zaraz mnie zjecie żywcem, ale 04.03.07, 10:01
      Kto ma chwilę czau, niech przeczyta tę hsistoryjkę. Stara, ale jara:

      Ojciec wraca z pracy i widzi, jak trójka jego dzieci siedzi przed domem, ciągle
      ubrana w piżamy i bawi się w błocie wśród pustych pudełek po chińszczyźnie,
      porozrzucanych po całym ogródku. Drzwi do auta żony były otwarte, podobnie jak
      drzwi wejściowe do domu i nie bylo najmniejszego śladu po psie. Mężczyzna
      wszedł do domu i zobaczył jeszcze większy bałagan. Lampa leżała przewrócona, a
      chodnik zawinięty pod samą ścianę. Na środku pokoju głośno grał telewizor na
      kanale z kreskówkami, a jadalnia była zarzucona zabawkami i różnymi częściami
      garderoby. W kuchni nie było lepiej: w zlewie stała góra naczyń, resztki
      śniadania były porozrzucane po stole, lodówka stała szeroko otwarta, psie
      jedzenie było wyrzucone na podłogę, stłuczona szklanka leżała pod stołem, a
      przy tylnich drzwiach była usypana kupka z piasku. Mężczyzna szybko
      wbiegł na schody, depcząc przy okazji kolejne zabawki i kolejne ciuchy, ale nie
      zważał na to, tylko szukał swojej żony. Zaniepokoił się, że może jest chora,
      albo że stało się coś poważnego. Zobaczył, że spod drzwi do łazienki wypływa
      woda.
      Zajrzał do środka i zobaczył mokre ręczniki na podłodze, rozlane mydło i
      kolejne porozrzucane zabawki. Kilometry papieru toaletowego leżały porozwijane
      między tym wszystkim, a lustro i ściany były wymalowane pastą do zębów.
      Przyspieszył kroku i wszedł do sypialni, gdzie znalazł swoją żonę, lezacą na
      łóżku w piżamie i czytającą książkę.. Spojrzała na niego, uśmiechnęła się i
      zapytała jak mu minął dzień. Popatrzył na nią z niedowierzaniem i zapytał:
      - Co tu się dzisiaj działo?
      Uśmiechnęła się ponownie i odpowiedziała:
      - Pamiętasz, kochanie, że codziennie jak wracasz z pracy do domu, to pytasz
      mnie, co ja do cholery dziś robiłam?
      - Tak - odpowiedział z niechęcią
      - Więc dziś tego nie zrobiłam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka