Dodaj do ulubionych

Wysokie stanowiska,praca, dziecko

10.05.07, 11:43
Dzien dobry.
Zamieszczam moj watek tutaj, poniewaz na forum Kobieta spotkal sie z bardzo
niewielkim odzewem, a temat wydaje mi sie ciekawy:

Witam. Moj post kieruje do kobiet pracujacych zawodowo na wysokich
stanowiskach, czyli tych ktore przez kilka (wiecej) lat intensywnie pracowaly
na swoja obecna pozycje/pieniadze i nie zamierzaja z nich rezygnowac a
jednoczesnie zdecydowaly sie miec dziecko.
Wiele jest rozmow na temat- dziecko a pracujaca matka, ale niewiele wiadomo o
kobietach, ktore pelnia kierownicze stanowiska i w momencie rozkwitu swojej
kariery decyuja sie na dziecko, oraz planuja caly czas rozwijac swoja kariere.
Prosze o wypowiedz wlasnie te kobiety - z jakimi trudnosciami sie
spotykacie/spotkalyscie. czy istniala grozba utraty stanowiska badz
zahamowania Waszej kariery? Jak sobie radziecie?
Dziekuje za powazne odpowiedzi i pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • demarta Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 11:55
      ja osobiście nie miałam już gdzie wrócić po macierzyńskim, ale znam osobiscie
      panią dyrektor o wielkim spektrum działania zawodowego. do pracy wróciła i ma
      się dobrze. kłopotów w tym temacie miała zero smile)) może dlatego, ze to pani
      dyrektor firmy produkujacej żarełko dla dzieci i wypada tam być dzieciatym? smile))
    • nisar Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 12:16
      Ja jestem przed taką sytuacją (o ile się uda, ale mam nadzieję, że tak smile
      Jestem szefem personalnym firmy zatrudniającej 45 osób.
      Nie zamierzam przerywać pracy ani na moment, nie zamierzam w pełni korzystać z
      urlopu macierzyńskiego (w sensie wyłączenia się z pracy na te kilka miesięcy
      całkowicie) bo po prostu nie miałabym do czego wracać, a praca ma zasadnicze
      zalety (m.in. fakt, że generalnie pracuję od 9 do 16).
      Mam zamiar namówić szefa na następujące rozwiązanie:
      - zatrudnienie czasownika do "bycia w biurze" i wykonywania spraw prostych oraz
      ewentualnego dowożenia mi dokumentów do domu
      - załatwienia radioczegośtam (naprawdę nie wiem jak to się fachowo nazywa) na
      komputerze domowym, dzięki czego mogłabym się z domu logować do serwera
      firmowego i wykonywania pozostałych zadań głównie z domu, co w początkowym
      okresie (urlopu macierzyńskiego właśnie) pozwoliłoby mi - jak oceniam - bywać w
      biurze raz w tygodniu
      - po urlopie macierzyńskim wzięcie urlopu wychowawczego i podjęcie pracy z
      obecnym pracodawcą na bazie umowy cywilnoprawnej, nieco zwiększając
      częstotliwość "bywania w biurze" ale bez przesady (oceniam ją na trzy razy w
      tygodniu po ok. 3-4 godziny). I w ten sposób dobrnięcie przynajmniej do okresu
      przedszkolnego.

      UWAGA: za wszelkie uwagi typu "wariatka, pracować na macierzyńskim, poświęć się
      dziecku ono ci wynagrodzi" serdecznie z góry dziękuję.
      • hexella Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 12:21
        nisar napisała:

        >
        > UWAGA: za wszelkie uwagi typu "wariatka, pracować na macierzyńskim, poświęć
        się
        >
        > dziecku ono ci wynagrodzi" serdecznie z góry dziękuję.

        Ojej! Toś mnie powstrzymała, a juz chciałam to napisaćwink
        To chociaż Ci napiszę, że współczuję Twojej dzidziwink))
        >
        • nisar Hexella, no widzisz, tę możliwość przegapiłam! n/t 10.05.07, 12:25

      • moofka Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 12:28
        a szef juz to wie, ze tak sobie najblizsze kilka lat rozplanowalas? ;D
      • gaskama Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 12:29
        Hm, nasuwa mi się myśl: "Jak chcesz Pana Boga rozbawic, to opowiedz mu o swoich
        planach". Masz już jedno dziecko? Ja przy pierszym też tak planowałam, a potem
        zaczęła się walka o przetrwanie (12 nocnych karmień, krew z cycków, zapalenie
        cycka za zapaleniem). Przez pierwsz trzy miesiące nawet nie byłam w stanie
        odbierać telefonów z pracy. Z mojego doświadczenie (być może ograniczonego
        niedoskonałościami organizacyjnymi lub intelektualnymi) wynika, że nie można
        zjeść ciasteczka i mieć ciasteczko. Rozkwit kariery i dziecko ... hm ....
        Niestety jak stoję przed wyborem, czy zostawić dziecko wymiotujące z 40
        stopniami gorączki z nianią i pójść na ważne dla kariery spotkanie, czy jednak
        trzymać syna nad kiblem osobiście zawsze wybieram osobisty pobyt w kiblu. Ale
        to moje doświadczenia.
        Pozdrawiam
        • bri Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 12:40
          Hm... No ja mam podobne doświadczenia. Też zamierzałam "trochę" pracować będąc
          na urlopie po porodzie ale to się okazało niewykonalne. Urodziłam za wcześnie i
          na początku było strasznie dużo biegania po lekarzach; nocne pobudki
          (odciąganie pokarmu i karmienie butelką) - w dzień spałam praktycznie zawsze
          razem z dzieckiem, karmienia trwały całe wieki, poza tym chciałam żeby była
          dużo na świeżym powietrzu więc spacerki, w domu musiało być też w miarę czysto
          więc ciągłe sprzatanie, prania i prasowania. Nie zawsze mi się udało obiad
          nawet ugotować. A im dalej tym gorzej jeśli chodzi o pracę w domu bo dziecko
          zaczęło się przemieszczać i domagać się uwagi jak najbardziej świadomie. W
          końcu wróciłam do pracy po siedmiu miesiącach. Dzieckiem początkowo zajmowała
          się babcia, potem poszło do żłobka. Córka ma dwa latka ale szczerze
          powiedziawszy dopiero od niedawna pójście do pracy nie kojarzy mi się z
          odpoczynkiem w porównaniu z ciężką domową harówką.

          Tak więc praca w domu jak najbardziej - jeśli ma się kogoś do opieki nad
          dzieckiem, zakupów i sprzątania przynajmniej na parę godzin dziennie.
      • fergie1975 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 22:23
        ja Ci tylko pożycze duzo sil, wytrwałości i dużo czasu smile
      • wieczna-gosia Bardzo mi sie nisar podoba twoj plan 11.05.07, 06:06
        nigdy w zyciu nie bylam na macierzynskim gdyz od zawsze pracuje na zlecenia i o
        dzielo (swoja droga czy to nie skandal.....) NIGDY w pracy nie mialam przerwy
        dluzszej niz miesiac po porodzie.
      • mama.zuzy Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 11.05.07, 23:59
        > Ja jestem przed taką sytuacją (o ile się uda, ale mam nadzieję, że tak smile
        > Jestem szefem personalnym firmy zatrudniającej 45 osób.

        Pytanie dotyczylo kobiet na wysokich stanowiskach robiacych kariere, a nie
        kadrowych w niewielkich firemkach.
      • bea116 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 12.05.07, 09:01
        No nisar, ale Ci mamazuzy przygadaławink za krótka jesteś na tę dyskusjęwink)
        ja tam się nie wychylam, bo rządzę co najwyżej mężem w domu albo oddziałem na dyżurze, cienki bolek w ogóle jestem, hi,hismile)
    • nisar Do przedmówczyń :) 10.05.07, 12:46
      Więc tak:
      1. omawianie sprawy z szefem dopóki nie jestem w ciąży nie ma wiele sensu, więc
      tego nie robię. Mam podstawy przypuszczać, że się zgodzi na moją propozycję,
      ale jeśli nie - nie ma problemu. Plan B zakłada wówczas pozostanie w domu
      przynajmniej półtora roku do dwóch lat, następnie a) powrót do pracy obecnej
      lub b) wybranie opcji pracy u byłego szefa, który regularnie taką propozycję mi
      składa. Tak że oczywiście, nie jestem idiotką i nie sądzę, że obecny szef
      zgodzić się musi albo nawet powinien - ani musi ani powinien, będzie chciał to
      ok, nie będzie chciał - trudno. Na pewno nie wrócę po czterech miesiącach na
      siedem ani nawet sześć godzin dziennie i to też zamierzam uczciwie od razu
      wyjaśnić.
      2. co do kwestii organizacyjnych: mam dziecko, obecnie prawie trzynastoletnie,
      (przy którym zresztą pracowałam na pełen etat zaraz po macierzyńskim, ale
      miałam możliwość opieki nad nim mojej mamy, co zdejmowało mi całkowicie z głowy
      problem złego traktowania dziecka przez opiekunkę)oraz męża bardzo włączającego
      się w sprawy domu, w ostateczności, w absolutnie podbramkowych sytuacjach
      babcię. I powiem nieskromnie tak: jeśli pogodziłam pracę zawodową z dzieckiem
      ośmioletnim, jego szkołą, prowadzeniem domu (w ograniczonym zakresie ale
      jednak) z chorobą nowotworową mojej mamy, wożeniem jej codziennie ok. godziny w
      jedną stronę (na 7 rano zresztą oraz zimą) na naświetlania i chemie,
      jednocześnie sprzątając i piorąc u niej w domu (gotowania za wiele jak się
      domyślacie nie było) to pomysł że nie poradzę sobie z niemowlakiem mając do
      pomocy jak by nie patrzeć przynajmniej trzy osoby wydaje mi się mało realny.
      Zakładając oczywiście, że nie będzie jakichś kolosalnych problemów zdrowotnych
      z dzieckiem czy ze mną. No ale wtedy plan B.
      • nisar I jeszcze jedno: 10.05.07, 12:48
        Jako osoba absolutnie wyrodna planuję natychmiastowe przestawienie bąbla na
        butlę jeśli karmienie piersią z jakichkolwiek względów będzie przerastało moje
        możliwości.
        • majan2 Re: I jeszcze jedno: 10.05.07, 12:56
          Nisar, tylko po co ci to dziecko w takim razie? masz jedno to juz niech tak
          zostanie, bo juzmi zal twojego dzxiecka.
          pracujaca mama
          • nisar Re: I jeszcze jedno: 10.05.07, 13:00
            A, to prawo do bycia mają tylko dzieci na cycu????
            • wjw2 Re: I jeszcze jedno: 10.05.07, 22:46
              > A, to prawo do bycia mają tylko dzieci na cycu????
              >

              Myślę, że nie o sposób karmienia chodziło poprzedniczce
              • janka007 Re: I jeszcze jedno: 10.05.07, 23:29
                Nikt nie powinien oceniać, jakimi inni są czy będą rodzicami. Nikt nie powinien
                też uważać, że jest dobrym rodzicem i z tej pozycji wolno mu sądzić innych -
                jego dzieci go ocenią, a do tego czasu powinien siedzieć i drżeć, jak ta ocena
                wypadnie. Howgh!
          • loganmylove Re:Do Majan2 10.05.07, 22:34
            Majan2-niech Ci nie bedzie szkoda dziecka nisar tylko jej dzidzismile I przy
            okazji pozaluj tez meza-spelnisz standarty forumowesmile Nisar-zycze powodzenia w
            spelnianiu sie planow ale mnie tez zycie nauczylo, ze samo pisze swoje
            scenariusze. Planowalam w ciazy pracowac a tymczasem przelezalam prawie 8
            miechow plackiem. Potem moglam juz spokojnie zostac w domu bo na pozycje
            zawodowa i tak juz musialam robic od poczatku.
          • yenna_m Re: I jeszcze jedno: 10.05.07, 23:06
            no dobra, ale sa ludzie do pomocy - jest ojciec dziecka, jest rodzenstwo

            w czym gorsza jest kobieta od faceta (bedacego ojcem) pracujacego (jak
            wiekszosc facetow) od rana do wieczora?

            mysle, ze kluczowa kwestia jest organizacja dnia
            jesli dziecko nie bedzie "upychane" po opiekunkach, a zajmie sie nim kochajacy
            ocjec przy pomocy kochajacej siostry/brata, to naprawde nic zlego sie nie stanie
        • blekitnykoralik chcieć znaczy móc 10.05.07, 18:43
          nisar, a ja wierzę, że Ci się uda i wcale na tym Twoje dziecko nie ucierpismile
          Kwestia organizacji.
          Chcesz meć bardzo dziecko i jednocześnie bardzo chcesz pracować - miałam tak
          samo, i choć bywało mi cieżej niż "pełnoetatowym" mamom, dziś widzę, że było
          warto. Dziecko oprócz mamy, ma również tatę, i jeśli ma się wsparcie w połówce,
          uda się. Ja tego wsparcia na początku niestety nie miałam, ale doczekałam się i
          jest OK.
      • dagmama Re: Do przedmówczyń :) 10.05.07, 12:52
        Jesteś bardzo dzielna Iza i bardzo mi zaimponowałaśsmile
        • nisar Re: Do przedmówczyń :) 10.05.07, 13:09
          To dopiero plany, dzielna będę jak zrealizuję smile))
          • bri Re: Do przedmówczyń :) 10.05.07, 13:24
            Ja też jak najbardziej życzę powodzenia.
          • czarny.kot997 Re: nisar 10.05.07, 19:28
            podziwiam i zycze powodzenia
      • gaskama Re: Do przedmówczyń :) 10.05.07, 13:29
        No ale we wcześniejszym poście nie wspominałaś nic o planie B. Plan B bardzo
        zmienia sytuację. Ale te plany są dość rozbierzne. Plan A zakłada kontynuację
        kariery i rozwoju a plan B przekształcenie się na jakiś czas w kurę domową wink
        Założycielka wątku pytała o możliwości rozwoju i kariery z dzieckiem. Wydaje mi
        się, że takie są. Przecież są kobiety na kierowniczych stanowiskach z dziećmi.
        Myślę jednak, że to jest bardzo trudne, ... i muszą mimo wszystko zaistnieć też
        sprzyjające warunki (zdrowe dziecko i matka, pomoc męża, niani, babci itp.)
        oraz też odpowiedni charakter. Myślę, że jest kupa kobiet na bardzo wysokich
        stanowiskach, które po urodzeniu dziecka po prostu przysopowały, bo same tak
        zdecydowały. Inne może nie dały rady. Inne robią super kariery i wydaje im się,
        że dziecko na tym nie cierpi. Mam kilka koleżanek, które mają po dwie nianie.
        Jedna od 8.00 do 19.00 a druga na wieczory i wyjazdy weekendowe. One twierdzą,
        że dziecko ma się świetnie, przyzwyczaja się do wielu osób i widzi (moim
        zdaniem niezbyt często) uśmiechniętą mamę.
        A tak na marginesie, to zauważyłam, że największym wrogiem pracujących
        (niekoniecznie robiących karierę) mam są kobiety bezdzietne.
        Pozdrawiam
        • nisar Gaskama! 10.05.07, 13:38
          Pytanie w poście dotyczyło możliwości kontynuowania pracy na wysokim stanowisku
          po urodzeniu dziecia. Taką możliwość widzę u siebie i taką też opisałam. Plan B
          od pewnego czasu mam zawsze i na każdą okoliczność - w sumie jak na swoje 37
          lat przeszłam już na tyle sporo, żeby mieć świadomość, że nie należy zbytnio
          przywiązywać się do swoich planów, ale zawsze być gotowym elastycznie je
          zmieniać.
          Jasne że pomiędzy wersja A a wersją B istnieje wielka rozbieżność, ale dla mnie
          to raczej przestrzeń wypełniona wersjami pośrednimi (np. powrót do pracy na pół
          etatu i nie zajmowanie się pracą w domu). A czas pokaże co będzie.
          • ewelina0907 Do Nisar 10.05.07, 14:04
            Mam do ciebie pytanie,nie zwiazane z tamatem glownym.Jestem w Twoim wieku i mam
            rowniez dziecko 13-letnie.I wlasnie zaczelam ostatnio myslec o
            drugim.Zastanawiam sie czy to nie jest dla mnie za pozno?Tym bardziej,ze
            roznica wieku miedzy dziecmi bedzie tez spora.Nie obawiasz sie problemow z tym
            zwiazanych?
            Pozdrawiam
            • nisar Re: Do Nisar 10.05.07, 15:42
              Jasne że się boję, ja się generalnie boję wszystkiego smile Ale: kwas foliowy
              biorę regularnie, starsze dziecko o rodzeństwie marzy niemal obsesyjnie, my
              byśmy bardzo chcieli... Wiesz, różne rzeczy chodzą po ludziach i jak by tak
              chcieć wszystko przewidzieć i zapobiec, to w ogóle nie należałoby mieć dzieci.
              A tu już powoli ostatni dzwonek, jednak...
            • paulixs1 Re: Do Nisar i do ewelina0907 11.05.07, 00:37
              Nie tak pozno, miedzy mna a moim najmlodzsym bratem jakies 15 lat roznicy jest.
              Mama miala 39 lat,mlody jak ta lala... I jak odmlodnieli ci moi rodzice jak sie
              mlody urodzil...a spora roznica wieku miedzy rodzenstwem to tylko korzysc: za
              nianki robilismy to raz, a teraz go bierzemy na super wakacje itede.
        • metrluba gaskama 10.05.07, 14:29
          Niespecjalnie podobają mi się tego typu rozważania, może wyjaśnię to
          przerabiajac trochę twój post:

          "Założycielka wątku pytała o możliwości rozwoju i kariery z dzieckiem. Wydaje
          mi się, że takie są. Przecież są mężczyźni na kierowniczych stanowiskach z
          dziećmi. Myślę jednak, że to jest bardzo trudne, ... i muszą mimo wszystko
          zaistnieć też sprzyjające warunki (zdrowe dziecko i ojciec, pomoc żony, niani,
          dziadka itp.) oraz też odpowiedni charakter. Myślę, że jest kupa męzczyzn na
          bardzo wysokich stanowiskach, którzy po urodzeniu się dziecka po prostu
          przystopowali, bo sami tak zdecydowali. Inni może nie dali rady. Inni robią
          super kariery i wydaje im się, że dziecko na tym nie cierpi."

          Kobiety tak samo jak mężczyźni mogą robić kariery mając dzieci. Dzieci też
          ucierpią nie widując ojca, tak samo jak nie widując mamy. Czemu się w takim
          razie nie zastanawiamy, czy mężcyzźni mogą robić kariery?
          • gaskama Re: gaskama 10.05.07, 14:42
            Bo takie zastanawianie się byłoby naiwne. A kto u Ciebie karmił cycem dziecko?
            Ty, czy ojciec? Kto wziął urlop macierzyński? Kto ewentualnie wychowaczy? Kto
            zarabia więcej, ty czy ojciec dziecka. Jeśli ciąża jest zagrożona, to kto leży?
            Ty czy ojciec dziecka? Kurcze, rozwaliłaś mnie tym pytaniem. Jest ono
            wyabstrahowane od rzeczywistości, która nas otacza. Zobacz, ile jest wpisów na
            emamie a ile na etacie. Ile jest ojców na macierzyński i wychowawczym. Jestem
            za równouprawnieniem, pracuję, dzielę się obowiązkami z niemężem. Teraz możemy
            robić karierę na równych prawach, bo syn ma 5 lat. Ale przez pierwsze miesiące
            tak się nie da. Poza tym są jeszcze kwestie finansowe. Mój niemąż zarabia 3x
            tyle co ja. Jak mamy brać zwolnienie lekarskie, to częściej biorę ja, bo się
            bardziej opłaca (czasem dla zasady musi on zostać z dzieckiem). Se la wi!
            • metrluba Re: gaskama 10.05.07, 15:00
              gaskama napisała:

              > Bo takie zastanawianie się byłoby naiwne. A kto u Ciebie karmił cycem
              dziecko?
              > Ty, czy ojciec? Kto wziął urlop macierzyński?

              Macierzyński moze wziąć tylko ten, komu ustawodawca pozwala, i jest przymusowy.
              Odpowiedź jest jasna. Ojciec może wziąć tylko 2 tygodnie "tacierzyńskiego".

              > Kto ewentualnie wychowaczy?

              Nikt.

              Kto
              > zarabia więcej, ty czy ojciec dziecka.

              Zdecydowanie ja.

              Teraz możemy
              > robić karierę na równych prawach, bo syn ma 5 lat. Ale przez pierwsze
              miesiące
              > tak się nie da.

              Tylko przez pierwsze miesiące, a jeśli się nie karmi piersią dziecka, to przez
              okres połogu i tyle. Karmiłam piersią 3 lata, jednocześnie pracując.
              • gaskama Re: gaskama 10.05.07, 15:08
                Ojej, część moich pytań, to były retoryczne pytania. Wiem, że ojciec może wziąć
                tylko 2 tygodnie. Kodeks pracy znam. Ale tu często pojawia się pytanie na forum
                Czy będę miała nadal pracę po macierzyńskim (lub po wychowawczym). Ja też
                wróciłam od razu do pracy po macierzyńskim i karmiłam cycem dwa lata (teraz
                robi się z tego licytacja, która lepiej pracuje wink
                Nie przytoczę tu żadnych statystyk, bo nie chce mi się szukać po necie, ale
                zgodzisz się, że dziecko częśćiej przerywa karierę matki, nie ojca; że to
                kobiety są częściej bezrobotne (mimo lepszego wykształcenia); że to mężczyźni z
                reguły lepiej zarabiają. Poza tym autorka wątku pytała o karierę matki, nie
                ojca. W moim kręgu znajomych bycie rodzicem zawsze odbywało się bardziej
                kosztem kariery matki niż ojca (jeśli oczywiście się odbywało czyimś kosztem).
                • metrluba Re: gaskama 10.05.07, 15:15
                  gaskama napisała:

                  > Nie przytoczę tu żadnych statystyk, bo nie chce mi się szukać po necie, ale
                  > zgodzisz się, że dziecko częśćiej przerywa karierę matki, nie ojca; że to
                  > kobiety są częściej bezrobotne (mimo lepszego wykształcenia); że to mężczyźni
                  z
                  >
                  > reguły lepiej zarabiają. Poza tym autorka wątku pytała o karierę matki, nie
                  > ojca. W moim kręgu znajomych bycie rodzicem zawsze odbywało się bardziej
                  > kosztem kariery matki niż ojca (jeśli oczywiście się odbywało czyimś
                  kosztem).

                  Zgadzam się, ze tak jest, i uważam, ze to niesprawiedliwość. Traktowanie tego
                  stanu rzeczy jako oczywistość, której nie da się zmienić, tylko go utrwala.
                  Należałoby nie myśleć, jak się do tej rzeczywistości dostosować, ale jak ją
                  zmienić. Choćby poprzez zaprzestanie dywagacji, czy kobieta może robić karierę
                  mając dzieci, jeśli mężczyzna w tej samej sytuacji robić karierę oczywiście
                  moze.
                  • czarny.kot997 Re: mertluba 10.05.07, 17:51
                    zgadzam sie z toba w 100%
                  • e_r_i_n Re: gaskama 12.05.07, 15:38
                    metrluba napisała:

                    > Należałoby nie myśleć, jak się do tej rzeczywistości dostosować, ale jak ją
                    > zmienić.

                    W samo sedno. Ale typowo polskie jest stwierdzenie 'jest jak jest', 'tak jest od
                    zawsze' i narzekanie, a nie zmiana stereotypów.
            • sir.vimes Poza ciążą , porodem i karmieniem piersią 10.05.07, 18:48
              WSZYSTKO przy dziecku może robić tata.

        • swinka-morska Re: Do przedmówczyń :) 10.05.07, 18:54
          > A tak na marginesie, to zauważyłam, że największym wrogiem pracujących
          > (niekoniecznie robiących karierę) mam są kobiety bezdzietne.

          Mylisz się.
          Największym wrogiem kobiet pracujących są słabo wykształcone niepracujące matki-
          polki.
          • czarny.kot997 Re: Do przedmówczyń :) 12.05.07, 16:35
            w samo sedno smile
    • malwisienia Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 13:51
      mi dziecko nie przeszkodziło w karierze i nadal realizuję swoje plany zawodowe,
      ale:
      -żyję w związku partnerskim, ojciec dziecka przejmuje część obowiązków;
      -nie daję się zaszczuć otoczeniu tekstami w stylu: karmienie piersią
      najważniejsze w życiu dziecka, dziecko powinno spędzać z matką 24h/ na dobę
      dopóki nie skończy 4 lat bo inaczej będzie mieć w przyszłym życiu problemy z
      erekcjąś/orgazmem (niepotrzebne skreślić), jak stajesz się matką to już nie
      wypada robić pewnych rzeczy itd
      -stać mnie było na nianię i mleko modyfikowane;
      • lorelai_g Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 15:01
        ja od początku miałam jasność -albo będę pracowała w czasie urlopu
        macieżyńskiego, albo szukam nowej pracy zaraz po jego zakończeniu. Jestem
        dyrektorem w firmie handlowej i wakat na tym stanowisku nie wchodzi w grę a na
        zastępstwo na 4 miesiące nikt nie przyjdzie. Na szczęscie szefowi zależało na
        kontynuacji współpracy tak samo jak mi więc mam w domu laptopa, komórkę,
        kolegów, którzy przywożą dokumenty których nie można przesłać mailem i pracuję
        w domu. Dziecko karmię piersią, jak od czasu do czasu muszę wyjść na spotkanie
        to z małą zostaje tata z moim mlekiem w butelce i nie ma żadnego problemu.
        Jasne, czasem mogę zrobić więcej, czasem mniej, jak mała nie śpi cały dzień to
        nadrabiam wieczorem kiedy stęskniony tata jest przy niej albo w weekendy.
        Uważam, że dziecku niczego nie brakuje, z pracy wywiązuję się jak dotychczas,
        po prostu nauczyłam się pracować jeszcze szybciej i efektywniej.
        Oczywiście, to zasługa okliczności - zdrowia dziecka, pomocy męża, szefa i
        kolegów oraz wyrozumiałych klientów, których nie dziwi płacz małej w telefonie.
        Nie w każdej firmie coś takiego jest możliwe, ale w mojej tak i bardzo się z
        tego cieszę. Widać czasem można mieć ciastko i zjeść ciastkosmile
      • orgovana Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 15:02
        Witaj, ja wrocilam do pracy 3 tyg o porodzie, pracowalam z domu, wpadalam do
        biura przez pierwsze miesiace, oczywiscie mam normalnego meza bez klopotow
        egzystencjalnych, wymienialismy sie przy malej, wszystko planowalismy, bylo
        cholernie ciezko, nadal nie jest lekko, ale sie udalo, zawsze jest wyjscie z
        sytuacji
      • czarny.kot997 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 18:01
        jezuuu! jak ja sie ciesze, ze nie jestem jedyna "wyrodna" matka, ktora
        prawdziwe matki polki chca ukamieniowac, powiesic, zadzgac za to, ze nie
        cierpie z powodu macierzynstwa, wazna jest dla mnie samorealizacja, dzieci nie
        przaslaniaja mi calego swiata, nie karmie piersia, kocham swoja prace, moja
        kariera nie ucierpiala przez posiadanie dzieci, nie mam potrzeby przesiadywania
        z dziecmi 24h na dobe, jestem zwolenniczka (moje starsze dziecko tez)zlobka i
        przedszkola, zyje w zwiazku partnerskich i nie jestem meczennica!!!! Dodam, ze
        dziwnym trafem moim najwiekszym wrogiem sa kobiety bezdzietne lub gospodynie
        domowe posiadajace dzieci
        pozdrawiam wszystkie "wyrodne" mamy
        czarny kot
    • melka_x Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 18:10
      Jak któraś pracuje na faktycznie wysokim stanowisku, a jednocześnie ma małe
      dzieci, to z całą pewnością nie ma jej już na forum, cudów nie ma.
      • syla113 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 18:26
        smieszy mnie wiara kobiet ciezko pracujacych ktore widza dziecko tylko
        wieczorem ze to nie ma wplywu na rozwoj tego dziecka - chodzi mi o emocjonalny
        i uczuciowy a nie intelektualny , bo wystarczy troche na ten temat poczytac
        albo porozmawiac z psychologiem dzieciecym ( ja rozmawialam z niejednym - taki
        krag znajomych) i jednoznacznie wynika ze ma to jednak bardzo duzy wplyw na
        dziecko i jego pozniejsze zycie .ale niech kazdy wierzy w to w co chce i zyje
        sobie szczesliwie . i ja tu ataku hm gospodyn domowych nie widze natomiast
        wyczuwam wywyzszanie sie matek pracujacych
        • moofka Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 18:32
          syla113 napisała:

          > smieszy mnie wiara kobiet ciezko pracujacych ktore widza dziecko tylko
          > wieczorem ze to nie ma wplywu na rozwoj tego dziecka - chodzi mi o
          emocjonalny
          > i uczuciowy a nie intelektualny , bo wystarczy troche na ten temat poczytac
          > albo porozmawiac z psychologiem dzieciecym ( ja rozmawialam z niejednym -
          taki
          >
          > krag znajomych) i jednoznacznie wynika ze ma to jednak bardzo duzy wplyw na
          > dziecko i jego pozniejsze zycie .





          ojoj
          a mnie brzydzi udupianie kobiet przez kobiety,
          i udowadnianie, ze swoim wyborem kogokolwiek krzywdza
          pracujaca mamusia krzywdzi dzidzi
          a pracujacy tatus dzidzi nie krzywdzi?
          no popacz pani ;P



          ale niech kazdy wierzy w to w co chce i zyje
          > sobie szczesliwie . i ja tu ataku hm gospodyn domowych nie widze natomiast
          > wyczuwam wywyzszanie sie matek pracujacych
        • czarny.kot997 Re: syla113 10.05.07, 19:23
          ja nie musze nic czytac na ten temat, bo sama bylam dzieckiem matki wiecznie
          pracujacej i .....jestem jej za to wdzieczna, bo mimo milosci i poczucia
          bezpieczenstwa, nauczyla mnie sily, radzenia sobie w kazdych okolicznosciach,
          nie poddawania sie, no i jest do dzisiaj niesamowitym wyzwaniem intelektualnym
          (nie wierze, ze bylaby nim, gdyby zostala gospodynia domowa). nigdy nie
          cierpialam, ze niewiele jej mam, bo gdy byly- byla w 100%, dawala wiecej... Nie
          zamienilabym jej na zadna inna mame! (dodam, ze zdanie to podziela trojka
          mojego rodzenstwa). sorry, ale gdyby moja mama byla gospodynia domowa nie
          dalaby mi tego, co dala, nie potrafilabym jej tak szanowac i podziwiac-dzieki
          niej jestem ta szczesliwa osoba, ktora jestem i dobrze mi z tym. To samo widze
          u mojej corki (wedlug psychologa-cud dziecko, wspaniale rozwiniete,
          zrownowazone, z ogromna wyobraznia, samodzielne)-poza tym, ze jestem
          jej "kochana mama" jestem dla niej niepodwazalnym autorytetem, zrodlem
          informacji, powodem do dumy-i to mi wystarcza...-historia zatacza kolo
          • syla113 Re: syla113 10.05.07, 20:22
            mam pasc z wrazenia teraz czy moge za chwile?
            • syla113 Re: syla113 10.05.07, 20:26
              poza tym ta dyskusja nie ma sensu , ten temat jest co chwile poruszany i nic z
              niego wynika bo zdania sa rozne jak rozne sa kobiety i zycie kazdej z nich
              pozdrawiam
              • janka007 Re: syla113 11.05.07, 00:48
                to po co się w niej wypowiadasz?
              • e_r_i_n Re: syla113 12.05.07, 15:43
                Tyle tylko, że Ty nie dyskutujesz, a wartościujesz i oceniasz. Stąd takie, a nie
                inne odpowiedzi na Twoje posty.
          • haganna Re: syla113 10.05.07, 21:54
            Nie rozumiem jak matka wiecznie pracująca, czyli de facto nieobecna miała by
            cię czegokolwiek nauczyć, oprócz oczywiście radzenia sobie samemu.
            Coś mi tu ideologię dorabiasz, czarny kocie.

            Prawda jest taka, że dziecku do ok. 3-4 r.z. potrzebna jest matka (a raczej
            stały opiekun). Później już sobie mama może robić karierę wink.

            Mam koleżanki, które robią oszałamiające kariery zawodowe i są mamami. Prawda
            jest taka, że ktoś (babcia) wychowuje dziecko za nie.
            One są weekendowymi mamami (widzą dziecko dwa razy w miesiącu!) i prawdę mówiąc
            wiedzą o swoich dzieciach tyle, co im powiedzą babcie. Zastanawiam się czasami
            po co one się na dziecko decydowały...

            Co do mojej skromnej osoby, to na okres niańczenia osesków zawiesiłam karierę
            na kołku i nie pracuję. Jak oddam małe do przedszkola, to wrócę i jeszcze im
            pokażę wink. Uważam, że jak coś robić, to robić dobrze (albo wcale)! Co nie
            znaczy, że natrząsam się nad dzieciem. A autorytetem dla dziecka mogę być
            niezależnie od tego, czy pracuję, czy nie.
            • czarny.kot997 Re:haganna 10.05.07, 22:27
              "Nie rozumiem jak matka wiecznie pracująca, czyli de facto nieobecna miała by
              > cię czegokolwiek nauczyć, oprócz oczywiście radzenia sobie samemu.
              > Coś mi tu ideologię dorabiasz, czarny kocie.
              >
              > Prawda jest taka, że dziecku do ok. 3-4 r.z. potrzebna jest matka (a raczej
              > stały opiekun). Później już sobie mama może robić karierę wink."

              ciesze sie, ze moja mama miala inne poglady-nie liczy sie ilosc a jakosc i
              intensywnosc, ale ty i tak masz swoje zdanie na temat zbawiennego wplywu matki
              bez pracy, wiec dyskusja nie ma sensu. pozdrawiam
              • haganna Re:haganna 10.05.07, 23:37
                Jaka jest "jakość i intensywność" przebywania z dzieckiem przez godzinę przed
                zaśnięciem, kiedy jest się samemu zmęczonym po pracy dobrze wiemy. Jest to
                typowe "usprawiedliwienie" pracujących bez umiaru mam.
                Nie chcesz dyskutować - Twoja sprawa. Pozdrawiam.
              • wieczna-gosia Re:haganna 12.05.07, 19:43
                > ciesze sie, ze moja mama miala inne poglady-nie liczy sie ilosc a jakosc i
                > intensywnosc

                smiem twierdzic ze przy pewnej ilosci zaczyna sie rowniez liczyc owa ilosc.
                Smiem rowniez twierdzic ze przy pewnej wartosci ilosci- jakosc mozna sobie wsadzic.

                O tym ze za wieksza iloscia moze tez isc wysoka jakosc i intensywnosc nie smiem
                w szacownym gronie nawet wspominac smile)
                • czarny.kot997 Re:wieczna-gosiu 12.05.07, 20:32
                  wiesz, my faktycznie spedzamy malo czasu z nasza corka (wieczory, weekendy, 25
                  dni urlopu w roku, wszystkie swieta i dni wolne)-taaak, tylko, ze dziwnym
                  trafem robimy razem wiecej niz wszystkie nasze znajome, ktore sa w domu. Jesli
                  chodzi o sport, rozrywki kulturalne typu muzea, zoo, wystawy, kino, malowanie,
                  majsterkowanie, puszczanie latawca, gotowanie i pieczenie z tata, podrozowanie,
                  dyskusje na powazne tematy smile itp, czyli wszystko co nasza corcia uwielbia,
                  oczywiscie z nami- to ich dzieci nie robia/ nie umieja nawet polowy tego, wiec
                  chyba jednak jakosc ma jakies znaczenie... Poza tym organizacja jest podstawa
                  wszystkiego i we wszystkim trzeba znalezc zloty srodek.
                  • wieczna-gosia czarny kocie 12.05.07, 21:25
                    Jesli
                    > chodzi o sport, rozrywki kulturalne typu muzea, zoo, wystawy, kino, malowanie,
                    > majsterkowanie, puszczanie latawca, gotowanie i pieczenie z tata, podrozowanie,
                    >
                    > dyskusje na powazne tematy smile itp, czyli wszystko co nasza corcia uwielbia,
                    > oczywiscie z nami- to ich dzieci nie robia/ nie umieja nawet polowy tego, wiec
                    > chyba jednak jakosc ma jakies znaczenie...

                    a ja napisalam ze nie ma? A poza tym dziecko musi byc lepsze zeby dowiesc ze ama
                    bedaca z nim w domu robi dobrze? Moje dzieci bedac ze mna w domu przypuszczam ze
                    umialy tyle ile umialy dzieci prowadzone przez panie przedszkolanki. Jedyna
                    roznica polegala na tym ze po prostu byly ze mna i ze i mi i im bylo z tym
                    dobrze. tak jak dobrze mi teraz w pracy a moim nowym dzieciom w zlobku czy
                    przedszkolu.
                    • czarny.kot997 Re: czarny kocie 12.05.07, 21:47
                      no to chyba, ze Cie zle zrozumialam?:

                      "smiem twierdzic ze przy pewnej ilosci zaczyna sie rowniez liczyc owa ilosc.
                      Smiem rowniez twierdzic ze przy pewnej wartosci ilosci- jakosc mozna sobie
                      wsadzic.

                      O tym ze za wieksza iloscia moze tez isc wysoka jakosc i intensywnosc nie smiem
                      w szacownym gronie nawet wspominac smile)"

                      Pozdrawiam smile
                      • wieczna-gosia Re: czarny kocie 12.05.07, 21:52
                        no czyli mowiac bardzo prosto- istnieje taka ilosc czasu spedzanego z dzieckiem
                        ponizej ktorej jest to po prostu ZA MALO. I co z tego ze ta ilosc jest wysoko
                        jakosciowa skoro jest go po prostu za malo?

                        nie podejmuje sie oczywiscie okreslic jaka jest to ilosc czasu, ale sadze ze ja
                        akurat jako matka pracujaca jestem niebezpiecznie blisko tej granicy i nie mam
                        specjalnie marginesu bledu. chciaz oczywiscie moge sie mylic smile)
                        • czarny.kot997 Re: czarny kocie 12.05.07, 22:13
                          w sumie to dochodzimy powoli do tego samego punktu smile mysle, ze najlepszym
                          wyznacznikiem sa same dzieci-jesli sa szczesliwe i rozwijaja sie wlasciwie to
                          znaczy, ze im niczego nie brakuje-takze mamy czy taty smile. Mam ciekawy przypadek
                          kolezanki, ktora razem z mezem bardzo duzo pracuje-maja syna z zp. Aspargera-
                          nigdy na nic nie dawali mu taryfy ulgowej, wrecz przeciwnie posylali na roznego
                          rodzaje kolonie, przedstawienia, zajecia sportowe i dodatkowe, wszelkie rodzaje
                          terapii itp. do tego normalne przedszkole, szkola normalna, ale z malymi 6-
                          osobowymi klasami, normalne obowiazki w domu-zero rozczulania sie i... jesli
                          ktos nie wie to w zyciu by nie powiedzial, ze to dziecko ma Aspargera- jest na
                          najlepszej drodze z tak zwanej koniecznosci, przystosowac sie do spoleczenstwa
                          i biorac pod uwage jego zdolnosci (typowe) matematyczne i pamieciowe ma szanse
                          w przyszlosci na niezla prace i samodzielnosc. I co najwazniejsze-to widac jak
                          to dziecko jest z siebie dumne i jakie jest szczesliwe i wlasnie o to przeciez
                          chodzi smile
            • blekitnykoralik Re: syla113 10.05.07, 23:18
              myślisz, że dziecko w wieku przedszkolnym/szkolnym to dobry czas na zmianę
              priorytetów? Z własnych doświadczeń wiem, że 6-latek potrzebuje mnie bardziej
              niż roczniak. Jeśli naczuczysz dziecko i całą rodzinę, że to Ty jesteś przede
              wszystkim osobą rezygnującą ze swoich aspiracji, bo jesteś
              głównym "rodzicielem", opoką...itd. to pewnie Ty będziesz musiała chodzić na
              zwolnienia, wywiadówki...Rodzicem jest się już zawsze i jeśli jest on również
              rodzaju męskiego, można karierę z małym dzieckiem pogodzić.
              • haganna Re: syla113 10.05.07, 23:50
                O jakiej zmianie priorytetów piszesz?
                Nie rezygnuję ze swoich aspiracji. Jeśli myślisz, ze usługuję wszystkim i
                rezygnuję z siebie tylko dlatego, że nie pracuję to jesteś w głębokim błędzie i
                rozumujesz bardzo stereotypowo. Czy kobieta musi pracować, żeby się spełniać?
                Czy tylko praca jest tą odskocznią i dobrodziejstwem? A nie mogą to być kursy,
                szkolenia, podróże, działalność charytatywna, itp., itd.
                Tak się składa, że - mimo, że nie pracuję - mamy z mężem układ "partnerski".
                Mąż sprząta, gotuje, robi zakupy. Chodzi z dziećmi (w miarę możliwości) na
                spacery i zajęcia dodatkowe.
                Tak więc raczej nie wychowam dzieci na osoby, które będą miały wobec mnie
                postawę roszczeniową.
                Dlaczego miałabym "musieć" chodzić na wywiadówki? A nie mógłby tego robić ten,
                kto ma akurat czas i ten, kto tego dnia ma mniej absorbujący dzień w pracy?
                To samo ze zwolnieniami.
                Twój 6-latek jest mało samodzielny - Twój problem. Liczę na to, że moje będą
                trochę bardziej, bo je tego wcześniej nauczę.
                6-latek ma zazwyczaj dość zajęć w ciągu dnia i mama mu już nie jest do
                większości z nich potrzebna.
                • blekitnykoralik Re: syla113 11.05.07, 00:20
                  mam na myśli priorytety dziecko - praca, te priorytety u normalnyj, kochających
                  rodziców nie odwracają się z dniem pójścia dziecka do przedszkoal.
                  Wiem, że nauczysz swoje dziecko wszystkiego,wiesz czego chcesz i na pewno
                  będzie bardziej samodzielne od mojego 6-latka smile
                  W ogóle skąd wniosek, że mój syn jest niesamodzielny? Samodzielny 6 latek
                  również potrzebuje wiele uwagi, i mam wrażenie, ze czasem więcej, wierz mi,
                  zwłaszcza, kiedy jest młodsze rodzeństwo, wkrada się zazdrość...itp.
                  Ile Twoje dziecko będzie Cię potrzebować, dowiesz się jak pójdzie do
                  przedszkola i wtedy przekonasz się, że "ja im teraz pokażę" wcale nie jest
                  takie łatwe do realizacji.

                • czarny.kot997 Re: syla113 11.05.07, 10:48
                  haganna napisała:
                  "szkolenia, podróże, działalność charytatywna, itp., itd.
                  > Tak się składa, że - mimo, że nie pracuję - mamy z mężem układ "partnerski".
                  > Mąż sprząta, gotuje, robi zakupy. Chodzi z dziećmi (w miarę możliwości) na
                  > spacery i zajęcia dodatkowe.
                  > Tak więc raczej nie wychowam dzieci na osoby, które będą miały wobec mnie
                  > postawę roszczeniową."
                  Haganna, to nie jest zwiazek partnerski, bylby takowy gdybys ty tez pracowala
                  i zarabiala na dom. Jesli dobrze rozumiem, to maz pracuje na utrzymanie, a
                  potem wraca, zajmuje sie domem i dziecmi a ty sie doksztalcasz i spelniasz? no
                  wedlug mnie to jest pasozytnictwo i predzej czy pozniej, jak twoj maz bedzie
                  padal ze zmeczenia, dopadnie go choroba, kryzys czy po prostu ciezszy i
                  bardziej stresujacy okres w pracy (odpukac ale roznie w zyciu bywa) to do niego
                  to dotrze. Poza tym, cos takiego jest mozliwe jak sie ma bogatych rodzicow,
                  ktorzy w razie czego beda ciebie i twoje dzieci utrzymywac. Sorry, ale ja juz
                  wiele takich "partnerskich" malzenstw widzialam- wszystkie albo sie rozpadly,
                  albo sa na najlepszej drodze do tego, albo maz ma kochanke, a zona rozwiesc sie
                  nie chce, bo wie, ze dzieci nie jest sama w stanie wychowac (zero doswiadczenia
                  zawodowego w wieku lat 40) bez wzgledu na alimenty. Znam tez pania, ktorej maz
                  w wieku lat 40 dostal zawalu i zmarl, firme rozkradli pracownicy, bo ona nie
                  miala o zarzadzaniu zielonego pojecia, a teraz jest na zasilku socjalnym i
                  niewiadomo dlaczego placze. A wierz mi, takie same teksty puszczala jak ty, a
                  mnie od wyrodnych matek wyzywala. Szkoda mi tylko jej dzieci... Moze ja mam
                  jakiegos dziwnego pecha, ale nie znam zadnego malzenstwa niepartnerskiego,
                  ktore po 10-15 latach byloby jeszcze szczesliwe...
                  • bea116 Re: syla113 11.05.07, 13:43
                    a jak mąż zarabia 3 x więcej od żony (bo np. takie realia rynku w ich zawodach), więc de facto w 3/4 rodzina utrzymuje się z jego dochodów, to jest to związek partnerski czy niewink? no nie wkładają w dom finansowo nawet w przybliżeniu po równo...
                    • bea116 Re: syla113 11.05.07, 13:45
                      to do czarnegokota oczywiściesmile
                    • czarny.kot997 Re: syla113 12.05.07, 14:06
                      juz spiesze z odpowiedziasmile uwazam, ze nie ma zadnego znaczenia ile kto zarabia
                      i ile finansowo wnosi do budzetu rodziny-liczy sie fakt, ze obowiazek ten jest
                      dzielony na dwoje-pracuje glownie z mezczyznami, ktorach zony sa w domu (taki
                      kraj i obyczaj) i widze cala sprawe troche z innej stony-kiedy wiesz, ze jesli
                      tobie, jako jedynemu zywicielowi rodziny cokolwiek sie stanie, przytrafi jakas
                      choroba, wypadek to rodzina "pojdzie na bruk" to funkcjonowac normalnie nie
                      jest latwo. Kiedy pracujesz bo musisz to nie mozesz pozwolic sobie na
                      chorowanie, sanatorium itp. W pewnym wieku juz nie mozesz zapieprzac tak jak
                      kiedys, nie dajesz rady, od czasu do czasu zakluje serce, ale nie idziesz do
                      lekaza oszukujac samego siebie, ze to nic, bo przeciez ktos na rodzine zarobic
                      musi. W zyciu bywa roznie i czesto raz jedno raz drugie zarabia wiecej, poza
                      tym czesc moich kolegow tez by chetnie sprobowala czegos innego, doksztalcila
                      sie, zmienila prace, bo obecna juz ich wypalila, ale nie moga sobie na to z
                      niepracujaca zona pozwolic...Obserwuje to z boku i widze jak w pewnym momencie
                      (na poczatku oczywiscie jest pelna sielanka) zaczynaja sie nieporozumienia ("ja
                      zapieprzam na nadgodzinach a ty te pieniadze na nowe firanki wydajesz?")i
                      klotnie.... Jesli masz pracujacego partnera, zawsze wiesz, ze moze biedniej ale
                      w razie czego jakos sobie poradzicie. I tylko o to mi chodzi mowiac o
                      partnerstwie, a nie o to, ze ma byc wszystko po rowno, bo w takim razie to moj
                      maz musiaby jeszcze ze mna do spolki byc w ciazy i urodzic smile W mojej rodzinie
                      mam kilka wdow (taki traf), ktore dzieki temu, ze zawsze byly aktywne zawodowo,
                      potrafily poradzic sobie z np. przejeciem i fuzja firm, splata kredytow, budowa
                      domu, nie mowiac juz o wychowaniu dzieci. one tez nie planowala stracic meza w
                      wieku lat np. 45, ale przeciez nigdy nie wiemy co moze sie stac- moj maz jest
                      prawdziwym ojcem tzn., potrafi wykonac kazda czynnosc przy dzieciach, z ktorymi
                      ma swietny kontakt, i w domu (pierze, prasuje, swietnie gotuje itp) i wiem, ze
                      gdyby mi sie cos stalo, to on nie siadzie i zacznie pic z rozpaczy, ale poradzi
                      sobie ze wszystkim, to samo on wie o mnie i to daje nam poczucie
                      bezpieczenstwa. Dzieci to obowiazek nie tylko na teraz ale na cale zycie, a kto
                      z nas wie jaka sytuacje bedzie mial za 5 lat, za 2 dni?
                      • wieczna-gosia Re: syla113 12.05.07, 17:29
                        Dzieci to obowiazek nie tylko na teraz ale na cale zycie, a kto
                        >
                        > z nas wie jaka sytuacje bedzie mial za 5 lat, za 2 dni?

                        no wlasnie. jesli kobieta na chwile obecna woli sie oddac beztroskiemu
                        pasozytnictwu na mezu i wychowywaniem dziecka- samodzielnemu a nie przy pomocy
                        opiekunki czy zlobka- to dlaczego wlasciwie ma tegonie robic?

                        Gdyby ktos mi 10 lat temu powiedzial ze:
                        bede pracowac
                        bede duuuzo pracowac
                        bede wkladac do budzetu kwote konkretna a nie waciki pluc pieluszki i pensja poszla
                        bede to lubic
                        a moj maz nie bedzie pracowal

                        to bym ze smiechu na zawal padla. A tymczasem tak wlasnie jest. Ale 10 lat temu
                        oddawalam sie wychowaniu dzieci, robieniu studiow i folgowaniu przyjemnosciom smile
                        i bylo mi z tym conajmniej tak super jak mi jest obecnie smile

                        Mysle ze czlowiek, ktory ma sklonnosci do zapuszczenia intelektualnego- potrafi
                        sie zamulic i w pracy. Ostatnio jakas panna wyznala mi bez zenady ze jej praca
                        teraz juz nie jest fajna bo cytuje "teraz trzeba pracowac a kiedys nie trzeba
                        bylo" firma panstwowa z kategorii molochow a panna w moim wieku. Firma jej placi
                        jezyk, grupa 4 osoby sala bajera, pomoce audiowizualne a ona sie nie nauczy bo
                        NIE. I niech mi ktos powie ze nie zamulona dziewczyna i jakos bedzie rewelacyjna
                        jakby tfu tfu cos sie wydarzylo i sie musiala zawodowo zaktywizowac tia.... Znam
                        z kolei stado matek niepracujacych, ktore w okolicach wieku szkolnegodzieci nie
                        dosc ze zaczynaly pracowac to zaczynaly robic jakies kosmosy, na ktore
                        prawdopodobnie nie starczylo mi odwagi i nie tylko mi.
                        Jesli kobeta mowi "chce byc w omu z dzieckiem" to nie koniecznie to oznacza
                        "bede z nim do konca zycia i nie ruszycie mnie stad buldozerem a stary niech sie
                        zaheta na smierc".

                        Nie kazdy radzi sobie z laczeniem pracy zawodowej z wychowaniem. I wtedy jest
                        dramat. Bo jesli ktos sobie radzi to dramatu nie ma> Moja mama byla
                        zainteresowana praca. Mna- srednio. Uwazam ze mame sie kocha niezaleznie od tego
                        jaka byla- ale moja byla nieszczegolna. KOchala prace bardziej niz mnie (mysle
                        ze to nieprawda ale nigdy nie odczulam ze jestem rownie wazna- ze wazniejsza to
                        nie smiem marzyc), i teraz tez ma klopoty z tymi wyzszymi uczuciami i z ich
                        sprzedaza. I pewnych rzeczy nie nadrobimy. Ja kocham prace ale dzieci
                        zdecydowanie kocham bardziej- byc moze przeginam czasem ze wzgledu na osobiste
                        doswiadczenia, no ale trudno. Ja jestem dzieckiem nie-do-kochanym, mojej piatce
                        przekochanie nie grozi raczej (jedynak mialby totalnie przechlapane) ale nie
                        ukrywam ze przebywanie z nimi to dla mnei satysfakcja sama w sobie. A ze
                        pracuje- a taksie jakos ulozylo. I tez dobrze bo maz prace zmienia bez stresu- i
                        to silny argument za praca obojga. Z drugiej strony- milo ze poczekal i dal mi w
                        domku posiedziec smile
                        • czarny.kot997 Re: syla113 12.05.07, 19:11
                          zgadza sie, tylko ja mam zawod z ktorego wyrwanie sie chociazby na rok mnie
                          calkowicie dyskwalifikuje i moglabym sobie szukac innego zawodu...sad poza tym
                          pewnie, ze najbardziej kocham dzieci, ale bez mojej pracy =pasji ani rusz smile-ja
                          juz teraz na macierzynskim kota dostaje, chociaz i tak pracuje na komputerze
                          (ale to nie to samo)
                          "no wlasnie. jesli kobieta na chwile obecna woli sie oddac beztroskiemu
                          > pasozytnictwu na mezu i wychowywaniem dziecka- samodzielnemu a nie przy pomocy
                          > opiekunki czy zlobka- to dlaczego wlasciwie ma tegonie robic?"

                          masz calkowita racje, ze dlaczego nie?, ale niech wtedy: nie placze jak
                          zostanie na lodzie (bo mnie to u moich znajomych wkurza jak cholera) i nie
                          wymaga dla siebie i dzieci socjalki, niech mnie od wyrodnych nie wyzywa, niech
                          nie wspolczuje moim dzieciom, bo tego nie potrzebuja, niech nie nazeka na
                          nizsza/brak emerytury itp. Ja zasadniczo daleka jestem od mowienia komus jak ma
                          zyc, ale trzeby byc swiadomym konsekwecji swoich decyzji. jak juz wyzej
                          wspomnialam jestem dzieckiem matki pracujacej i jesli dam rade byc tak mama dla
                          swoich dzieci jak moja mama dla mnie, to bede szczesliwa smile Moje dziecko ma w
                          przedszkolu swoje "sprawy", znajomych itp, ktorych uwielbia (jako kare traktuje
                          wczesniejsze odebranie z przedszkola a szkoly juz sie nie moze doczekac), ale
                          tak dla proby zapytalam sie jej czy chcialaby zebym z nia byla w domu caly
                          dzien. Cora spojrzala na mnie wzrokiem conajmniej przerazonym smile i powiedziala
                          tylko "nieeee"!!!! to chyba jej az tak bardzo mnie nie brakuje smile. to samo
                          odpowiedzialabym mojej mamie, jak bylam dzieckiem (rowniez bardzo zajetym) a
                          mialam najszczesliwsze dziecinstwo pod sloncem smile))
                          • wieczna-gosia Re: syla113 12.05.07, 19:30
                            > masz calkowita racje, ze dlaczego nie?, ale niech wtedy: nie placze jak
                            > zostanie na lodzie (bo mnie to u moich znajomych wkurza jak cholera)

                            no moment, ale gdybys zostala na lodzie w znaczeniu ze sama, a twoj facet
                            wycofalby sie rakiem z ukladu, o ktorym decydowaliscie oboje (bo zakladam, ze
                            jednak ludzie ze soba rozmawiaja i ustalaja- oboje pracujemy bo luibimy, ja
                            zostaja w domu bo lubie, oboje pracujemy ale ja mam prace mniej platna ale
                            stabilna i godzin niezbyt duzo itd) to bylabys happy? Bo ja nie- niezaleznie od
                            tego czy pracuje czy nie.
                            Poza tym- moj maz dzieki temu ze ja nie pracowalam- byl daleko bardziej
                            dyspozycyjny niz gdy pracowalismy oboje. I potencjalnie kasy z tego bylo wiecej.
                            Teraz z kolei, odkad nie pracuje on- ja podejmuje sie pracowac w godzinach
                            dawniej dla mnei niedostepnych. I tez zarabiam wiecej niz zarabialam gdy
                            pracowalismy oboje.

                            Takze z socjalkami sie zgadzam. Z placzem z powodu zostania na lodzie- nie.
                            Jesli moj maz mnie zostawi- teraz gdy pracuje- zamierzam plakac dlugo i
                            rozpaczliwie, wymagac pocieszania, przytulania itd utp a pote zapewnie sie
                            pozbieram.

                            i jesli dam rade byc tak mama dla
                            >
                            > swoich dzieci jak moja mama dla mnie, to bede szczesliwa smile
                            a no wlasnie. I tu mysle ze to male jesli sprawia ze scieraja sie rozne
                            koncepcje. Bo kazdemu w gruncie rzeczy chodzi dokladnie o to samo.
                  • haganna Re: syla113 15.05.07, 22:00
                    Czarny.kocie, Twoja mentalność jest po prostu powalająca!
                    Co ty myślisz, że ja sobie w domu "siedzę" i w sufit patrzę? Oczekuję od męża,
                    że kiedy przyjdzie z pracy, to mi w pracach domowych pomoże - czy to coś złego?
                    On w pracy ma czas na kawkę, na net w wolnej chwili, na telefon do znajomych.
                    Ja na to wszystko nie mam czasu w ciągu dnia, więc dlaczego nie miałabym
                    odpocząć, kiedy on już jest w domu?
                    Co jest pasożytnictwem? Pranie, bieżące porządki, wychowywanie dzieci,
                    rachunki, sprawunki, terminy, rozliczenia, itp. itd.? No litości!
                    Straszysz mnie, że mój mąż, bidulek, się przepracuje, bo po pracy pomaga mi w
                    domu? A to dobre!
                    Co do ew. choroby męża, to niech Cię głowa nie boli - jesteśmy dobrze
                    zabezpieczeni. Pewnie ci napsuję nerwów, jeśli napiszę, że mam jeszcze panią do
                    sprzątania...
                    Cóż, to, jak żyję jest sprawą umowy między mną a moim mężem. Umówiliśmy się, że
                    do czasu, aż dzieci nie pójdą do przedszkola rezygnuję z pracy zawodowej na
                    rzecz pracy domowej, ponieważ tej pierwszej nie da się pogodzić z posiadaniem
                    rodziny.
                    Co znaczy dla ciebie praca poza domem, praca zawodowa? Czy "wyrwanie się" z
                    domu? Czy może zarabianie własnych pieniędzy i finansową niezależność (jej brak
                    nazywasz pasożytnictwem)? Doprawdy nie opłaca mi się iść do byle jakiej pracy i
                    zapłacić fiskusowi niebotyczny podatek od tego "dodatkowego" dla mojej rodziny
                    dochodu.
                    Zawód i doświadczenie zawodowe mam niezłe, więc bezrobocie mi nie grozi.
                    Uważam, że kilka lat przerwy wyjdzie na dobre mojej rodzinie i mnie. Będę przy
                    dzieciach wtedy, kiedy mnie najbardziej potrzebują.
                    Po prostu nie wyobrażam sobie zostawić niemowlę, albo małe dziecko z obcą
                    osobą. Widząc babcie i opiekunki na placach zabaw, w parkach i innych miejscach
                    utwierdzam się w tym przekonaniu. I zastanawiam się jak głupie są matki
                    zatrudniając przypadkowe osoby do opieki (a raczej jej braku) nad małym,
                    bezbronnym dzieckiem.
                    Czarny.kot - straszysz mnie jakimiś wyssanymi opowieściami o znajomych-
                    znajomych i sugerujesz, że spotkają mnie wszystkie nieszczęścia tego świata, bo
                    ośmieliłam się zadbać o to, co w moim życiu jest najważniejsze.
                    Okres niemowlęcy, dzieciństwo trwa bardzo krótko i moje dzieci zasługują na
                    moją pełną uwagę w tym ważnym dla nich czasie.
            • janka007 Re: syla113 11.05.07, 00:51
              haganna napisała:

              > Prawda jest taka, że dziecku do ok. 3-4 r.z. potrzebna jest matka (a raczej
              > stały opiekun). Później już sobie mama może robić karierę wink.

              Stały opiekun jest potrzebny. W dawnych czasach dzieci w zamożnych rodzinach
              wrzucano niańkom na stałe i wyrastały mniej lub bardziej na ludzi. W mniej
              zamożnych rodzinach dzieci pałętały się cały dzień kiedy matka np. pracowała w
              polu, stąd te wszystkie rozdzierające pozytywistyczne opowiadania o dzieciach
              które się utopiły goniąc za motylkiem kiedy matka pracowała.
        • e_r_i_n Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 12.05.07, 15:41
          Nie każda mama robiąca karierę wraca do domu późną nocą.
          A szkody dziecku może też przynieść widzenie taty tylko wieczorem.

          syla113 napisała:

          > albo porozmawiac z psychologiem dzieciecym

          Hehe, moja mama, psycholog dziecięcy, pracująca od kiedy pamiętam, nie zrobiła
          nam (mnie i rodzeństwu) krzywdy swoją zawodową aktywnością. Za to zaszczepiła
          takie cechy, jak dążenie do samodzielności, pewność siebie, pracowitość.
    • ewamama3 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 19:03
      da się pogodzić pracę zawodową i dziecko bez krzywdzenia malucha. Nie rozumiem
      skąd załozenie, ze pracujące matki, lub te najgorsze- robiące karierę, widują
      swoje dzieci tylko wieczorem. Nie kazdy mieszka w Warszawie i spędza trzy
      godziny na dobę w korkach. Są miasta, gdzie do pracy jedzie sie pół godziny i
      niewiele dłuzej wraca, niekóre dzieci budzą się i rodziców około 6 rano i są
      prawie dwie godziny żeby ze sobą pobyć ( w łóżku, przy śniadaniu, troszkę
      poczytać, a nawet poukadac puzzle). Można wrócić do domu około 17- tek i mieć
      kolejne kilka godzin na bycie z dzieckiem. Są poza tym weekendy, ktre wcałości
      warto spędzić z rodziną. Mi sie wydaje, że przebywanie 24 h na dobę z jedną
      osobą może ogłupić. Oboje.
    • blekitnykoralik Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 10.05.07, 19:07
      Jest to zależne od charakteru pracy. Firmy coraz chętniej zgadzają się na pracę
      zdalną. Wkrótce ma powstać regulacja prawna co do zdalnego zatrudnienia na
      etat. Dla mnie cały problem tkwi w podejściu do ojcostwa. Mężczyźni nie biorą
      urlopów wychowawczych, bo się wstydzą, ciągle opiekuńczość i obowiązki przy
      dziecku to coś od czego statystycznemu mężczyźnie jajka maleją... Jestem za
      przekonywaniem mężczyzn, że nic im nie zmaleje, że lepszy kontakt z dzieckiem
      to coś cudownego i relacja na całe życie, a zrealizowana żona, jest również o
      wiele szczęśliwsza. I że najważniejsza jest wspólna dbałość o rodzinę i
      potrzeby każdego członka tej rodziny osobno. Dopóki mężczyźni nie zostaną do
      tego przekonani, kobiety będą sobie zadawały pytania, czy mogą być matkami i
      jednocześnie rozwijać się zawodowo.
      • berecik7 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 11.05.07, 11:54
        Moja matka nie miała wysokiego stanowiska, ale pracowała non stop, nawet w wee-
        endy czasem. Nie miała ani chwili czasu dla mnie, nigdy nie przychodziła do
        szkoły na wywiadówki/teatrzyki/występy itp. Na palcach jednej ręki mogę
        policzyć momenty, kiedy byłyśmy razem na babskich zakupach. Nie wyrosła ze mnie
        zbyt szczęśliwa osoba. Owszem, jestem bardzo samodzielna (zawsze byłam), ale ...
        • blekitnykoralik Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 11.05.07, 14:46
          bo najtrudniej osiągnąć jest w życiu "środek", dlatego jest złoty. Ale
          rozwijająca się zawodowo mama małego dziecka może go osiągnąć w dobie
          internetu, pieluch, mrożonek i dzięki mężowi, który jest przyjacielem. Często
          pracuję z dziećmi w domu i naprawdę wszystko jest kwestią organizacji i
          umiejętności odnalezienia się w nowej sytuacji. A ideału na ziemi nie ma, nie
          ma matek-aniołów, takiech szukać w Niebie, wszystkie popełniamy błędysmile
    • paulina-1 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 11.05.07, 12:35
      Ciąża nie przeszkodziła mi w realizowaniu się na szczeblu zawodowym a nawet
      twierdzę że mi bardzo pomogła. Gdy tylko zorientowałam się że będę mieć dziecko
      przedstawiłam swoje plany Dyrektorowi. Zrealizowałam to wszystko co sobie
      założyłam, pracowałam niemal do ostatniego dnia nawet doszło do takiej sytuacji
      że Dyrektor przyszedł do mnie że mam "zabierać się do domu". W trakcie 9
      miesięcy otrzymałam dwie podwyzki (30% i 100%) a także propozycje przejęcia
      stanowiska równoległego z moim tylko z wyższym honorarium (na które nie
      przystałam bo wiązało się to z większą liczbą obowiązków). Dyrektor uszanował
      moją decyzję i o dziwo nadal czeka na mnie z tym stanowiskiem mimo że mineło
      już 7 miesięcy a będzie jeszcze musiał poczekać przynajmniej 4. Wszyscy z
      którymi pracowałam, mimo że doszło im obowiązków nie mogą się doczekać kiedy
      wrócę i nie wyobrażają sobie że na moje miejsce mogłby przyjść ktoś inny. Już
      nie po raz pierwszy mam takie szczęście, życie obchodzi się ze mną bardzo
      łaskawie. Dyrektor jest świadomy tego że będę pracować od poniedziałku do
      piątku od 8 do 16 i nie zostanę dłużej jak to zdażało się w ciąży. A mimo to
      przynajmniej raz w miesiącu upewnia się że wrócę i nie zostawię firmy.
      • blekitnykoralik Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 11.05.07, 15:01
        myślę, że to nie tylko kwestia szczęścia smile Pozdrawiam!
        • carinap Zazdrośnice.... 11.05.07, 15:22
          Wiecie co? Jak czytam te wszystkie matkopolskie ideologiczne wywody
          pozostawania z dzieckiemw domu to słabo mi sie robi.
          Byłam z synem w domu 5 miesięcy i nigdy nie zapomne błogiego spokoju w
          pierwszym dniu po powrocie...
          Nissar, byłam na macierzyńskim 5 miesiecy potem niania i żłobek, w weekendy
          studiuję.
          Wróciłam na stanowisko niższe ale o wile spokojniejsze i o dziwo intratne. Moi
          szefowie nie kryli rozczarowania kiedy okazało sie że jestem w ciąży i jasno
          powiedzieli mi ze duży produkcyjny dział firmy bez szefa zostać nie może.
          Było mi straznie przykro, w domu sie polakałam - w firmie pracowałam od 6
          lat...
          Kiedy wrócilam okazało sie że zmieniono mi ni etylko stanowisko ale i warunki
          pracy.... dostałam śliczne biuro, nowe auto, podwyżkę i godziny pracy 9.00-
          16.00 ale... jak nie moge byc 8.00h w pracy to trudno :o)
          Mój syn ma 2 lata.
          Wstaje o 5 rano wiec mam y 2h dla siebie przed moim wyjściem, potem zostaje z
          opiekunka która uwielbia - spacerek, zupka 2-3h snu i zaraz mama wraca z pracy.
          Popołudnie jest dla nas 0 dla całej rodzinki(niemąż + 2 psy). Wieczorkiem kiedy
          młody usnie często sprawdzam co jeszcze sie dzialo w pracy(lap)lub czytam.
          W czerwcu sie bronię( to będzie 3 dyplom - teraz Zarządzanie i Inzynieria
          Produkcji). W pracy mimo zupelnie nowych obowiązków poradzilam sobie super i
          dostałam kilka sporych premi a co najważniejsze asystentkę która jest doskonałą
          pomoca w dni: bilansów dwulatka, szczepień, poważniejszych dolegliwości itp.

          Jestem szczęśliwa, uważam że niewiele tracimy a zyskujemy b. wiele.
          Do mam które oceniaja "wyrodne karierowiczki" powiem żew gdybym chciaiła
          przerysowywać tak jak wy to robicie napisałabym że lepiej być szczęśliwą,
          zadbaną i realizujaca sie mama którą stać na spokojny byt rodziny i wiele
          innych uciech niz sfrustrowana kura domową której mąż każe zostać w domu jako
          służącej i niańce lub nie znalzła pracy a teraz na siłę dorabia do tego
          ideologię.
          Planuję drugie dziecko. Napewno nie zostanę z nim długo w domu.

          Prawda jest taka że robiące karierę, pracujace czy jak wolicie zarabiajace mamy
          poprostu stac na lepsze zorganizowanie czasu dziecku a przez to że sa na
          wysokich stanowiskach wcale nie musza pracowac po kilkanaście godzin - czasem
          wrecz przeciwnie.
          Podobno czym wyższe stanowisko i płaca tym wieksza częśc pensji to pieniądze
          nie za wykonaną pracę ale za tzw potencjał, czyli dobry pomysł lub decyzję
          kiedy jest potrzebna....
          • blekitnykoralik Re: Zazdrośnice.... 11.05.07, 16:43
            dokładnie !!!
            tylko dlaczego pod moim postem????wink
            • carinap Re: Zazdrośnice.... 12.05.07, 06:51
              blekitnykoralik,
              BEZ ŻADNEGO POWODU, z sympatii raczej ;o)
              • kuku-007 Re: Zazdrośnice.... 12.05.07, 17:55
                Zagadzam sie w 100% z carinap. Trafiłaś w samo sedno. Matkopolskie mamuski
                chyba też trafiłaś w czuły punkt, bo gwałtownie sie zamknęły smile
    • maxxima3 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 12.05.07, 19:38
      Do pracy wrocilam gdy moje dzieciatko mialo 6 miesiecy. Wrocilam, bo chcialam,
      ze wzgledow finansowych moglam bez problemu zostac w domu.
      Jednak nie moge spokojnie powiedziec, ze jest mi latwo.
      Jestem zastepca finansowym dyrektora finansowego w duzej komputerowej firmie.
      Nie robiono mi zadnego problemu, gdy powiedzialm ze jestem w ciazy, jednak moj
      szef z usmiechem na twarzy stwierdzil 'jak chcesz utrzymac swoja pozycje, to
      lepiej byloby gdyby byla to ciaza bezproblemowa...' Nie wzielam ani dnai L4, a
      prace skonczylam na 3 dni przed porodem.
      Gdy bylam na macierzysnkim pracowalam w domu przynajmniej przez 3h/dziennie. Do
      pracy na CALY ETAT wrocilam po urlopie macierzynskim. Pracowalam od 8.00 do
      16.00, zazwyczaj do 16.30.
      W domu z Mala byla moja mama (na nianie sie nie odwazylam). Nigdy nie bralam
      chorobowego, gdy corka byla chora, wiem ze na to nie moge sobie po prostu
      pozwolic.
      Nie powiem abym byla do konca szczesliwa. Wiem, tez ze nie bylabym szczesliwa
      zostajac w domu.
      Czasem jestem bardzo zmeczona, mam wyrzuty sumienia, ale czasem sukcesy w pracy
      tez bardzo ciesza.


      PS. Na forum mam czas w pracy (pol godziny przerwy na lunch) wink.
    • mamamonika Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 12.05.07, 19:44
      Kwestia, co rozumiesz przez wysokie stanowisko czy karierę. Jeśli wysoki stołek
      w korporacji, ciężko jest to pogodzić z życiem rodzinnym wogóle. To jeden
      wielki młyn, częste wyjazdy, spotkania, przede wszystkim konieczność bycia w
      biurze. Po prostu cię nie ma. Wtedy można mieć dziecko, ale wychowuje je kto
      inny.
      Ja mam możliwość realizowania swoich ambicji troszkę z boku, na zasadzie
      niezależnego specjalisty. Umożliwia to pracę w elastycznych godzinach i w domu.
      Generalnie praca na własny rachunek dużo bardziej mi odpowiada niż galopada po
      szczebelkach. Ale na taką możliwość trzeba wcześniej sobie zapracować,
      najczęściej właśnie w korporacji wink))
      • blekitnykoralik Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 12.05.07, 21:12
        To prawda. I myślę, że kobiety, które planują dzieci, i nie chca ich widzieć
        tylko w weekendy, a jednocześnie praca jest dla nich pasją, robią wszystko,
        żeby to pogodzić. Jak spojrzę kilka lat wstecz, tak właśnie układałam swoje
        życie zawodowe, chciałam być niezależna. Dzięki temu dzieci stały się częścią
        mojego życia, najważniejszą, ale nie jedyną.
    • e.chianti Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 12.05.07, 22:03
      To wszystko zależy o jak wysokie stanowiska chodzi.
      Według mnie nie da się robić kariery z maleńkim dzieckim na prawdziwie wysokim
      stanowisku - z całą pewnością nie myślę tu o szefie HR w 45 osobowej firmie.

      Nie da się tego robić bez szkody dla dziecka bądź firmy. Uważam, że wszystkie
      teorie dotyczące jakości a nie ilości spędzanego czasu są stworzone na potrzebę
      matek posiadających wyrzuty sumienia z powodu małej iości czasu spędzanego z
      dzieckiem.
      Dziecko do 3. roku życia potrzebuje przede wszystkim OBECNOŚCI matki.

      A że warunki rynkowe mamy takie jakie mamy i pracować trzeba to już inna
      sprawa....
      • blekitnykoralik Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 13.05.07, 22:20
        Naprawdę nie wiem, czym się różni potrzeba ciepła maleńkiego dziecka, od
        potrzeby rozmowy i wspólnego spędzania czasu siedmiolatka, który np. zaczyna
        chodzić do szkoły, czy konieczność poświęcenia go nastolatce, która przychodzi
        do domu po trawce. Jak dla mnie każdy czas w wychowaniu dziecka jest tak samo
        ważny! I wymaga rezygnacji z obowiązków zawodowych. Trzeba to jakoś w życiu
        godzić odkąd jest się RODZICEM.

        Wiele kobiet nie pracuje tylko dlatego, że zmuszają je do tego warunki
        finansowe. Po prostu potrafią coś robic dobrze, lubią to i chcą to godzić z
        wychowaniem dziecka.A firmie mogą też zaszkodzić palacze papierosów, albo ktoś
        kto będzie miał wypadek i pójdzie do szpitala. Też szkoda dla firmy.

        Praca jest dla ludzi i nie powinna wypełnić całego życia nikomu. Jak i również
        niezdrowe jest dla całej rodziny, jeśli matka skupia cała swoją uwagę przez 3
        lata tylko na dziecku.
        • wieczna-gosia Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 13.05.07, 22:24
          Jak i również
          > niezdrowe jest dla całej rodziny, jeśli matka skupia cała swoją uwagę przez 3
          > lata tylko na dziecku.

          to ze matka nie pracuje wcale nie musi oznaczac ze skupia cala swa uwage tylko
          na dziecku. MOze sie i tak zdarzyc ze po raz pierwszy od bardzo dawna ma
          nareszcie czas skupic uwage na czyms poza praca. Lub moze zamiast skupiac uwage
          na dziecku- skupiac uwage z dzieckiem na swiecie. Bardzo to lubilam smile teraz tez
          to lubie i robie, tyle ze w miejszym wymiarze godzin. Ostatnio doszlismy tez z
          mezem do wniosku ze w czasach gdy nie pracowalam mielusmy wiecej czasu dla
          siebie my jako my dwoje. A teraz nam sie jakos skurczylo ja przysypiam
          wieczorem... smile
          • blekitnykoralik Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 14.05.07, 07:50
            wieczna, miałam tu raczej na myśli sytuację, kiedy kobieta stwierdza, że będzie
            przez 3 lata opiekować się dzieckiem, bo tak nakazują psychologowie. I kropka.
      • janka007 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 14.05.07, 00:03
        e.chianti napisała:

        > Dziecko do 3. roku życia potrzebuje przede wszystkim OBECNOŚCI matki.

        Taka teza to XX-wieczny wynalazek i XX-wieczny przeżytek. Dzis mówi się, że
        dziecko (nie do 3 roku życia, tylko w ogóle) potrzebuje obecności RODZICÓW.
        Wcześniej natomiast dzieci często doskonale obywały się bez stałej obecności
        matki. Aplikowano im mamkę/nianię.
        • e.chianti Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 14.05.07, 15:39
          Rozróżnijmy tu dwie sytuacje. Pierwsza kiedy mama pracuje i druga kiedy mama
          pracuje na wysokim stanowisku - bo zdaje się o tym jest ten wątek.

          W pierwszej sytuacji zgodzę się z Wami. Mozna to skutecznie pogodzić. Chociaż
          nie uważam, że odbywa się to bez "bólu", przede wszzystkim dla matki.

          W drugiej natomiast nie macie racji uważając ze pracując na wysokim stanowisku
          wszystko dla wszystkich jest ok. I dziecko szczęśliwe i firma zadowolona i
          matka spełniona. Nigdy się z tym nie zgodzę.

          Oczywiście, że dziecko przez całe życie potrzebuje rodziców. Z tą tylko
          różnicą, ze do końća 3. roku życia potrzebuje ich obecności a potem
          świadomości, ze są, że mozna się do nich zwrócic kiedy tylko sie ma potrzebę i
          wszystko inne o czym pewnie doskonale wiecie...

          • janka007 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 14.05.07, 20:40
            Masz chyba dziecko mlodsze niż 3 lata? Moje ma 9 i gada jak najęte kiedy tylko
            jestem w pobliżu. Właśnie teraz przyszło i mnie o coś pyta. [...]
            Nawet na niższym niż dyrektor stanowisku można siedzieć po godzinach, bo
            szefostwo tak sobie życzy. Nie widzę związku między wysokością stanowiska a
            ilością przepracowanych godzin. Obserwowałam kiedyś w pracy pewnego ministra -
            siedział całymi dniami, większość poświęcał na różnego rodzaju zbędną gadaninę.
            Baaardzo zajęty. To samo można było zrobić w 2 x krótszym czasie.
            • e.chianti Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 14.05.07, 23:00
              A ja widzę związek pomiędzy wysokością stanowiska a ilościa przepracowanych
              godzin. Na niższych stanowiskach praca po godzinach nie jest codziennością a na
              eksponowanych - podkreślam chodzi mi o wysokie stanowiska typu zarząd- jest.

              Oczywiście, że mozna zajmować wysokie stanowiska i nic nie robić. Ale to
              dokłądnie tak jak można spędzać z dzieckiem jeden dzień w tygodniu i uważac, że
              jest się super rodzicem. Wszystko zalezy od podejścia. I włąsnego postrzegania
              całej sprawy. Taka osoba będzie uważała że mozna pogodzic to wszystko. A dla
              mnie nie będzie to prawdziwe i świadome rodzicielstwo.
              • janka007 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 14.05.07, 23:37
                Jeśli ojciec małych dzieci może pracować będąc w zarzadzie firmy, to znaczy ze
                matka małych dzieci może to samo. Inną sprawą jest to, jak zorganizuje życie
                rodzinne, żeby wyglądało dokładnie tak samo źle jak u ojców pracujących na
                eksponowanych stanowiskach. Ustalmy jedno - tak samo nieobecność ojca, jak i
                matki szkodzi dziecku (lub nie szkodzi, są rodzice których dla dobra własnego
                potomstwa powinno się trzymać z dala od ich własnych dzieci i nie dotyczy to
                wcale tylko rodzin patologicznych). Skoro nie kwestionujemy ze ojcowie dzieci
                mogą piastować wysokie stanowiska to znaczy że matki też mogą. A co robią z
                dziećmi, czy na przykład może mają mężów przy kuchni, dzieciach i w kościele,
                to już ich broszka.
                • e.chianti Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 14.05.07, 23:50
                  Naturalnie, wszystko można, tylko liczą się efekty.
                  Nie widzę różnicy pomiędzy ojcem i matką. Szczególnie, że dzieciaki mają
                  zazwyczaj upatrzonego jednego rodzica i wcale nie musi to być matka.
                  Pytanie było czy mozna urodzić dziecko i robić karierę. O właśnie ROBIĆ, a nie
                  utrzymać. Ja nie wyobrażam sobie robienia kariery z niemowalkiem. Robienie
                  kariery wymaga poswięcenia, przede wszystkim czasu i lepiej ten etap mieć za
                  sobą w momencie urodzenia dziecka, albo zaplanowac to sobie na później.
                  Bo pogodzić tego się nie da.
                  • janka007 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 15.05.07, 17:28
                    Nie da się, ale jeśli zgadzasz sie z moim poprzednim postem, a pisałaś ze sie
                    zgadzasz, to znaczy że rozmawiamy tylko o kilku miesiącach. Nie jest to jakaś
                    dramatyczna przerwa w pracy uniemożliwiajaca zrobienie kariery.
                    • e.chianti Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 15.05.07, 19:38
                      Czy dobrze rozumiem, że zgadzasz sie ze mną, że kariery razem z urodzeniem
                      dziecka i opieką nad miemowalkiem robić się nie da? smile
                      Bez szkody dla wszyskich, oczywiscie.
                      Bo generalnie, to wszystko sie da, tylko tak jak pisalam z roznym efektem.
                      pozdrawiam
                      • janka007 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 15.05.07, 20:09
                        Nie możesz robic kariery w czasie porodu, co jest trudne technicznie, ani w
                        czasie urlopu macierzyńskiego, inspekcja pracy czyha. Z tym się zgadzam.
                        Natomiast można godzić posiadanie małego dziecka/niemowlaka z karierą, robi to
                        tysiące meżczyzn i kobiety też mogą. Kwestia organizacji opieki nad dzieckiem,
                        którą się może zajmować choćby współmałżonek.
                        • e.chianti Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 15.05.07, 20:40
                          Ha,mężczyźni to robią kosztem kobiet. Dlatego też uważam, ze jednak kobiety nie
                          mogą.
                          Inna rzecz, najważniejsza w tym wszystkim, to dobro dziecka. A kariera mamy na
                          pewno temu nie sprzyja.
                          • janka007 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 15.05.07, 21:05
                            e.chianti napisała:

                            > Ha,mężczyźni to robią kosztem kobiet. Dlatego też uważam, ze jednak kobiety
                            nie
                            >
                            > mogą.

                            1. Dlaczego mężcyźni coś mogą robić "kosztem" kobiet (w cudzysłowie, bo jednak
                            raczej jest obopólna zgoda na taki styl życia?), a kobiety nie mogą robić
                            kosztem mężczyzn? Trzeba mieć penisa, zeby móc robić coś czymś kosztem? Nie
                            czaję.
                            2. Jeśli nikt nie może robic kariery niczyim kosztem, to na wysokie stanowiska
                            powinno się dopuszczać tylko bezdzietnych, niezależnie od płci.

                            > Inna rzecz, najważniejsza w tym wszystkim, to dobro dziecka. A kariera mamy
                            na
                            > pewno temu nie sprzyja.

                            Kariera ojca też nie. A więc wnioskiem jest punkt 2 powyżej.
                            • janka007 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 15.05.07, 21:05
                              Ależ stereotypy z ciebie wyłażą, e.chianti!
                          • moofka Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 15.05.07, 21:18
                            e.chianti napisała:

                            > Ha,mężczyźni to robią kosztem kobiet. Dlatego też uważam, ze jednak kobiety nie
                            >
                            > mogą.
                            > Inna rzecz, najważniejsza w tym wszystkim, to dobro dziecka. A kariera mamy na
                            > pewno temu nie sprzyja.

                            dlatego wlasnie ze jedna z druga durne baby powtarzaja takie farmazony do
                            dzisiaj mamy dyskryminacje na rynku pracy
                            siedz babo i sie nie wychylaj
                            bo skoro cos ci sie uda w pracy to na pewno w domu jestes matka i zoną do bani
                            baba babie samobóje strzela, bo to musi byc albo albo
                            jeze sie jak czytam takie prawdy objawione
                          • czarny.kot997 Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 15.05.07, 21:54
                            nie ma to jak jedna kobieta probuje udupic druga tylko dlatego, ze ta chce sie
                            wyrwac ze stereotypu kobiet niemogacych, eh...
                          • mamamonika Re: Wysokie stanowiska,praca, dziecko 15.05.07, 22:03
                            Inaczej - każda osoba prowadząca działalność na dużą skalę ma duuużo mniej
                            czasu dla rodziny niż "zwykły człowiek". Kobiety też mogą jednak wink)
                            To kwestia priorytetów, nie płci
    • charl75 a ja mam tak... 14.05.07, 21:19
      Jedna corka, lat 3 - chodzi do przedszkola. Ja na urlopie macierzynskim, jako
      ze urodzilam syna 3 miesiace temu. Za miesiac i troche wracam do pracy bo tak
      postanowilam, przy corce dwa lata bylam w domu, cudowne dwa lata, ale teraz
      bedzie inaczej. Maz jest poza domem od poniedzialku do piatku, wraca tylko na
      weekendy, jestem na codzien sama z dwojka, nikt mi nie pomaga, maly zajmie sie
      niania jak wroce do pracy, a ja juz martwie sie kto bedzie odbieral corke z
      przedszkola bo przeciez nikt teraz nie konczy pracy o 16. Ale mam nadzieje, ze
      przewale i uda mi sie wrocic do pracy, do projektow, do ludzi. pozdr
      • myelegans Re: a ja mam tak... 15.05.07, 04:52
        Poczytajcie artykul z ostatnich Wysokich Obcasow, zadna z tych kobiet tak zycia
        sobie nie planowala, a jednak, czasami mozna sie obudzic z reka w nocniku i
        stwierdzic, ze gdzies nam lata uciekly, i gdzie my jestesmy, a dzieci juz duze.

        MOje dziecko urodzilo sie w momencie, gdy ja juz bylam mocno zawodowo i
        finansowo ustawiona, dzieki temu mialam troche luksusu, i moglam po
        macierzynskim pracowac przez rok na 30% etatu. Absolutnie nie bylam gotowa
        wrocic do pracy po 3 miesiacach macierzynskiego, nie moglam i bylam szczera do
        bolu z szefem, chcialam zrezygnowac z pracy, co kosztowaloby mnie wiele, do
        odbudowania, ale z duzym wysilkiem. Poszli mi na reke, chcieli zatrzymac i
        zatrzymali.
        Wysokiego stanowiska nie mam, ale wysoko platne, i calkiem odpowiedzialne, moze
        nie stresujace, ale z napietymi terminami, a ze pracuje w nauce, to duzo
        nieprzwidzianych sytuacji sie zdarza. Pracuje w normalnych godzinach 8-16,
        wszyscy wiedza, ze o tej porze wychodze i jak wypadnie spotkanie po 16 to
        przepraszaja. Dostaje podwyzki, premie, mowa jest o awansie. Pracuje w duzej
        korporacji, na zgnilym zachodzie, ale w firmie, ktora ma dobra filozofie i kulture.

        Nie moglabym nie pracowac, praca to moja pasja, pod koniec urlopu wychowawczego
        dopadala mnie juz lekka depresja, ze gdzies mi cos ucieka, podczas gdy ja
        zmieniam pieluchy. Poza tym dla mnie to poczucie bezpieczenstwa, bo mam
        ograniczone zaufanie do ludzi i losu, i caly czas MUSZE miec swiadomosc, ze SAMA
        sobie poradze JUZ i na teraz. A teraz to mam podwojnie, bo jeszcze maly jest w
        rownaniu. Gdyby sie zdarzylo wybierac pomiedzy praca, a dzieckiem, wybralabym
        dziecko, bezdyskusyjnie, albo tata zajalby sie caloetatowo jak to niedlugo zrobi.
        Po powrocie z pracy oddaje cala moja uwage synkowi, a ze stac mnie na pania do
        sprzatania, niania gotuje i pierze, to niewiele obowiazkow domowych mi zostaje
        po poludniu.
        Teraz moj maz zdecydowal, ze czasowo zrezygnuje z pracy, by zajac sie naszym
        2.5-latkiem na kilka lat i to bylo b. dobre wyjscie dla nas wszystkich.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka