Witajcie

Mam nielada problem, więc proszę Was kochane o podsunięcie jakichś rzeczowych
rozwiązań, bo sama już nie potrafię.
Dostałam pracę, o której już od dłuższego czasu marzyłam, po 4 latach
siedzenia w domu. Praca w banku od 8-17, ok. 1300 zł na rękę. I do koniec
dobrych wiadomości. Bo praca jest, tyle, że w mieście oddalonym od mojego 30
km. Samochodu nie posiadamy, więc musiałabym dojeżdzać autobusem, a dojazd
koszmarny. Do pracy musiałabym wyjeżdzać o 6.00, a powrotny do domu miałabym
19.45. Tak więc nie byłoby mnie ok. 15 godzin! Jeżeli chciałabym dojeżdzać
samochodem, to niestety musielibyśmy wziąć na niego kredyt, a i tak mamy już
ok. 20000 zł kredytu studenckiego. Poza tym droga z mojego miasta do tamtego
jest w bardzo złym stanie technicznym. Jeżdzą tam cały czas TIR-y, a na
dodatek jest bardzo wąska jak na taką trasę.
Mąż pracuje w systemie 24/48 godzin. Tak więc do pracy chodzi co 3 dzień.
Problem jest z dzieckiem. Bo o ile w te dni co mąż jest w domu spędzaliby
razem, ale i tak synek musiałby siedzieć bardzo często u babci, co oczywiście
wiąże się z tym, że wogóle byśmy się nie widzieli!
Dla mnie to koszmar, żebym musiała wybierać Dziecko kontra praca. Pieniądze
są Nam bardzo potrzebne, bo od czerwca zaczynam spłacać kredyt studencki, a
zarobki męża są w granicach 1000-1100 na rękę, więc same widziecie, że za
taką kwotę wyżyć nie jest lekko. Spłata ktedytu to wydatek ok. 230 zł
miesięcznie. Nie mamy żadnej innej pomocy finansowej.
Tak więc z jednej strony praca jest dla Nas zbawieniem, a z drugiej widzenie
się z dzieckiem tylko w soboty i niedziele jest dla mnie czymś
niewyobrażalnym. Tym bardziej, że oboje jesteśmy ze sobą emocjonalnie bardzo
związani.
Proszę Pomóżcie, sama już nie wie co robić: zrezygnować i szukać dalej w
swoim mieście, czy jednak zarezykować i spróbować. Tylko, jak sobie poradzę z
domem, z dzieckiem, z dojazdami...
Pozdrawiam. Gosia.