szapobacha
01.06.07, 23:45
Koleżanka dzwoni: poplotkujmy, zapraszam Cię na obiad.
Jezu, jak fajnie, dzień później jadę. Wchodzę, w kuchni pieczeń dochodzi w
piekarniku, zapach na cały dom. Na blacie kuchennym wielka miska sałaty.
Super, ślinka mi cieknie.
Siadamy do stołu w tejże kuchni, koleżanka coś miesza tyłem do mnie. Przede
mną ląduje ... makaron z serem. Szczęka (moja) wypada i uderza z brzękiem o
podłogę.
A Ty nie jesz ze mną? - pytam
Nie, poczekam aż dzieci wrócą ze szkoły i zjem coś konkretnego...
Jem, ale każda klucha staje mi w gardle.
Chamstwo, brak kultury, bezmyślność? A może się czepiam???