Dziewczyny, o byscie zrobily w takiej sytuacji?
Wychodze do pracy. Zostawiam 8-miesięczne pełzające
szybko jak pershing dziecko, stające na nogi,
podejmujące nieudolne próby chodzenia z teciową.
Wracam.
Dziecko samo siedzi na złożonym! (nie rozłożonym, tylko
złożonym - szer ok 60 cm, wysokoć mniej więcej do
kolan) narożniku.
A teciowa na drugim końcu 20-metrowego pokoju zamiata
(!).
Zwracam uwage. Polemika.
Polemika w stylu: ja wychowałam dzieci, mi żadne nie
spadło.
Dodam, że dziecko mojej szwagierki ma podjerzenie
padaczki, najprawdopodobniej urazowej.
Mąż nie widział w tym zostawieniu dziecka samopas nic
złego. Szok.
Wywaliłam babe z domu.
Po długiej polemice, jaka to ja wyrodna, niegrzeczna,
bo ona taka troskliwa.
Czy sie czepiłam?
Dodam, że w poniedziałek robiłam starszemu dziecku
tomografię mózgu. Wrażenia opisałam na forum edziecko.
Nie chce, żeby moje dziecko sie zabiło spadając z
takiej wysokoci. Albo stało się niepełnosprawne.
Mam fobię padaczkową, fakt.
No i przecież nie mozna zaufac 8-miesiecznemu
niemowlęciu!
Moj Boze, jeszcze mna telepie.
JAk tutaj wysylac dzieci do takiej babci?
Dodam, ze jakis czas temu w tesciowej starsze dziecko
wsadzilo glowe miedzy szczebelki balkonu. Tesciowa
wiedziala, ze dziecko moze tam wsadzic glowe, bo dzieci
mojej szwagierki tam wsadzały głowy.
A jak głowa przejdzie to... Brrrr...
Teciowa mieszka na 3 piętrze.
Moze ja jakas nadopiekuncza jestem czy co?
I z kim ja sie zwiazalam?
Jaka matka taki syn.
Banda gnojkow.
Przepraszam, musialam to wywalic z siebie.
W koncu nie po to czlowiek rodzi fajne zdrowe dzieci,
zeby narazac je potem tak glupio na utrate zdrowia czy
zycia
I przepraszam za chaos.
Zalamalam sie.