Dodaj do ulubionych

"Maltretowane" dziecko

30.06.07, 14:09
To historia z cylku absurdalnych...Mojego brata ciotecznego córka miała
kolkę. Wrzeszczała wniebogłosy, a rodzice stawali na rzęsach, żeby jakoś
ulżyć dziecku.A że mieszkają w bloku, to wszystko słychać. Sąsiedzi
zadzwonili na policję z donosem, że tu i tu jest maltretowane dziecko.
Policja przyjechała i sprawa została wyjaśniona. Spotkałyście się z równie
debilną sytuacją?
Obserwuj wątek
    • niya Re: "Maltretowane" dziecko 30.06.07, 14:11

      dlaczego debilną? dobrze, że ludzie reagują na płacz dziecka, wprawdzie mogli
      przyjść i zapytać co się dzieje zanim policję nasłali, ale dobrze, że mają
      reagujących sąsiadów zamiast "głuchych" na prawdziwe maltretowanie dzieci
      • pppolonistka Re: "Maltretowane" dziecko 30.06.07, 14:14
        Tak mi się jakoś napisało to słowo.Zgadzam się z Tobą w 100%
    • mika_p Re: "Maltretowane" dziecko 30.06.07, 14:22
      osobiście nie, ale na forum co kilka tygodni pojawiają sie takie doniesienia.
      • mika_p Re: "Maltretowane" dziecko 30.06.07, 14:41
        Bez policji:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=63822305&a=63822305
        Z policją:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=59312887&a=59317664
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=58641324&a=58641324
        • zona_mi Mika 30.06.07, 19:34
          smile
    • aprylis1 Re: "Maltretowane" dziecko 30.06.07, 14:25
      Ja się z czymś takim spotkałam. Kiedy byłam po operacji nie mogłam chodzić i
      moje dziecko strasznie to przeżywało, a że pewnie nie umiała się odnaleźć w tej
      sytuacji i nie rozumiała dlaczego nagle mama nie może tak z nią szaleć jak
      kiedyś więc płakała, wysypywała zapawki z wielkim hukiem na podłogę... Nie
      muszę chyba opisywać co wtedy czułam..., jednak moja sąsiadka (z dołu)
      stwierdziła, że krzywdę robimy naszemu dziecku i groziła nam sądem rodzinnym...
      i też wzywała policję, pukała w kaloryfer... Szaleństwo. Głupio się jej zrobiło
      dopiero po około półó roku, kiedy zaczynałam się uczyć chodzić i wychodzić o
      chodziku przed blok... Jednak nie przeprosiła nas i nie przestała stukać w
      kaloryfer, kiedy coś u nas stuknęło w podłogę. Kiedyś nie wytrzymałam, poniosły
      mnie emocje i poszłam do niej z awanturą (tym razem już o kulach)i dowiedziałam
      się, że pani ma dosyć ciągłego stukania...(to co ?ja wg niej chodzić nie
      powinnam?) CHORZY LUDZIE !!!!!!!
    • gacusia1 Wole taka "debilna" sytuacje 30.06.07, 15:55
      niz smierc dziecka zakatowanego...Sorry,ale sasiedzi postapili bardzo slusznie!
      • aprylis1 Re: Wole taka "debilna" sytuacje 30.06.07, 16:07
        Ja nie neguję takich reakcji, ale ludzie mogą przecież najpierw wybadać
        sytuację, bo mogą kogoś niechcący skrzywdzić.
    • deela debilna sytuacja? czy ty kobieto myslisz? 30.06.07, 16:13
      przynajmniej raz sasiedzi zachowali sie normalnie i odpowiednio
      rzygac mi sie chce jak widze w tv reportaze o zamordowanych, zaglodzonych
      zakatowanych dzieciach i zszkokowanych sasiadow ktorzy "nic nie slyszeli"
      chyba ze qwa wszyscy glusi byli
      lepiej zeby policja na 10 przypadkow przyjechala niepotrzebnie a 10te dziecko
      uratowala niz wszyscy mieliby udawac ze nic nie slysza
      sprawa wyjasniona, nic sie nikomu nie stalo, nikogo nie wsadzili zakskarzyli i
      jest ok! ale ktos zareagowal
      zreszta ja sama trak robie, jak slysze cos co mi nie pasuje, jak widze wlamanie,
      jak widze bojke albo awanturujacego sie pijaka
      biore telefon i dzwonie, lepiej zeby przyjechali niepotrzebnie niz do zwlok
    • nesting_sheep Re: "Maltretowane" dziecko 30.06.07, 17:50
      a ja się do teraz dziwię że jak Kudłata miała kolki to żaden z sąsiadów nie
      przyszedł ani na policję nie zadzwonił, znieczulica tomiwisizm normalnietongue_out
      • berecik7 Re: "Maltretowane" dziecko 30.06.07, 19:20
        JA też się dziwię, że nikt do nas nie wezwał policji.
    • mbwj88 Re: "Maltretowane" dziecko 30.06.07, 20:18
      różnie bywa także dobrze że sie ludzie interesują
    • wieczna-gosia Re: "Maltretowane" dziecko 30.06.07, 22:43
      Moja sasiadka naonczas ciezarna chyba niezle mnie musiala obsmarowac bo sie
      musialam na komendzie tlumaczyc i pani policjantka wyraznie kierowala mnie w
      strone przyznania sie ze maz mnie tlucze. Pare miesiecy pozniej, kiedy dziecko
      bylo juz na swiecie Policja wlamywala sie do jej mieszkania bo wyszla do sklepu
      a maz pijany zamknal drzwi i zasnal- dziecko sie darlo, a ona nie mogla wejsc.
      Wiele wtedy zrozumialam......
    • mathiola Re: "Maltretowane" dziecko 30.06.07, 22:46
      Może i debilne doniesienie, ale w sumie lepiej wykonać nadgorliwe doniesienie
      czy "nie zauważyć" prawdziwej tragedii?
    • coronella Re: "Maltretowane" dziecko 30.06.07, 22:46
      to nie jest debilna sytuacja. To jest jak najbardziej normalna sytuacja, moim zdaniem godna nawet pochwały. Gdyby to dziecko rzeczywiście było maltretowane, i nikt by nie zareagował, zupełnie inny by był Twój post.
      Do mnie tez przychodzili sąsiedzi sprawdzic co sie dzieje, gdy mój syn wrzeszczał. A ja im za to dziekowałam, za to, że interesuja się tym, co sie dzieje z dzieckiem za ścianą.
      • ammam Re: "Maltretowane" dziecko 30.06.07, 23:02
        Ja też uważam że dobrze że sąsiedzi zareagowali ale żeby zaraz policja to nie
        można pójść do sąsiada i zapytać czy aby dziecko nie chore czy w czymś nie
        pomóc, przecież chyba mieszkacie tam dłuże niż 3 dni i chyba coś już wiecie o
        sąsiadach a oni owas. pozdrowionka
    • joanekjoanek Re: "Maltretowane" dziecko 30.06.07, 23:43
      Ja się spotkałam z naprawdę debilną sytuacją, w takim razie.

      To znaczy zaszło dokładnie to samo, co scena opisana przez autorkę wątku - tylko że policjanci przyjechali do mnie, a jakże, ale nie weszli do mieszkania, nie zobaczyli dziecka, nie sprawdzili niczego. A był środek nocy. Więc mogłam sobie dziecko bić, zabić, zagłodzić, zatłuc, zakatować i co tam jeszcze chcecie - wezwanie policji niczego by nie zmieniło, bo policja przyjechała tylko po to, żeby przyjechać. Wysłuchała mojej opowieści o tym, że zęby rosną, a dziecko (cytuję samą siebie) "jest zdrowe, grube i szczęśliwe" - i cześć. Wreszcie pod koniec "wizyty" pod moimi drzwiami nawet zaproponowałam, że im pokażę moje maltretowane dziecko, ale też nie chcieli.

      Normalnie ręce opadają.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka