od dziecka babcia bawiła sie ze mną w skojarzenia. potem w domu ciągle
obserwowałam walkę na słowa. a obydwie strony barykady były zajadłe w walce o
swoje. a teraz, odkąd jestem warzywkiem zasiedziałym z dzieckiem w domu nie
widzę lepszego sposobu na gimnastykę szybkiej reakcji i pomyślunku w ogóle
niż konstruktywna kłótnia. oczywiście nie mam na myśli rzucania inwektyw, bo
to najmniej rozwijająca forma kłótni

))))))
a że meża mam niezdolnego do kłótni, a dziecko jeszcze nie gada, to składam
kondolencje przebywającym tu mamom że sa narażone na tak częstą moją tu
obecność

))
w dużej mierze napisałam to po to, by wyjaśnić problem "adwokatury", która
ostatnio mnie wciągnęła nieco

)))