Wiecie co, refleksja dotknęła mój umysł - nad sobą refleksja

Moje dzieci robią co chcą, łażą gdzie chcą, jak chcą raczkować po polu z
warzywami to raczkują, starszy to w ogóle potrafi być czysty pierwsze 3
minuty po ubraniu go w nowe rzeczy.
I ja lubię widok brudnego dziecka, taki maluch śmieszny z wymazaną buzią
jakoś mnie rozczula

Nie mówię oczywiście o patologicznym brudzie i
wszach
No i zawsze po całodziennych wojażach, biorę te moje brudne dzieci w wózek,
starszego do boku, co się da domyć, domywam, ale generalnie niewiele i
wracamy przez całe miasto do domu, nie przejmując się zbytnio wyglądem,
grunt, że dzieci wylatane.
I jakoś niedawno dotarło do mnie, że ludzie chyba mogą mnie obgadywać z tego
powodu, bo ja nigdzie nie widuję brudnych dzieci, tylko te moje takie
wiecznie wysmarowane i z czarnymi kolanami. Córeczki sąsiadów (w wieku moich
maluchów) nigdy nie widziałam nawet lekko przykurzonej, zawsze wyprasowana i
czyściutka. Dzieci sąsiadów moich rodziców chodzą w białych rzeczach i te
rzeczy są rzeczywiście białe.
Synek zaprosił niedawno koleżankę do wspólnej zabawy na podwórku. No,
niestety kopali rowy błotne, a to co wykopali, wyrzucali za siebie, czyli na
własne plecy

Dziewczynka została odwołana na własne podwórko jak tylko ją
babcia zobaczyła, bo: jak ty wygladasz, dlaczego się tak ubrudziłaś?
Niedawno spotkałam się z dawno niewidzianym znajomym, który był z dwuletnim
synkiem, mały dostał straszny opierdziel, bo bawił się w ziemi i ubrudził
rączki (za to ładnie umie się ukłonić publiczności i zaspiewać piosenkę,
wyrecytować wierszyk i policzyć do pięciu po polsku i angielsku).
No i ja z tymi swoimi brudasami poczułam się w tym momencie jak czysta
(hehe), chodząca patologia.
Może przeginam?
Jeszcze z jednym brudnym, pal licho, ale z trójką? To chyba dowodzi
prawdziwości stwierdzenia że wielodzietnośc to patologia.
Jak uważacie?