enigmatic2
31.07.07, 11:02
Może zacznę najpierw od tego.
Z moją mamą jestem blisko, bo po dwóch rozwodach mamy 'wychowywałyśmy się'
same (jestem jedynaczką). Jednak moja mama to taki typ autorytatywny i
władczy, która wychowując mnie pod kloszem urabiała mnie jak plastelinę. Była
dla mnie zawsze wzorem i autorytetem, który 'wie najlepiej'. Moje zdanie
zawsze było podważane, bo ona zna się na wszystkim lepiej a ja jestem za
głupia. A jednak. Błędów też lepiej na własnej skórze nie doświadczać, bo ona
mnie przed nimi uchroni. Bardzo zawsze kierowała moim życiem - bo ona wie
lepiej...
Wobec innych ludzi jestem bardzo konkretna i mam swoje zdanie. Nie dam się
urobić i ogólnie jestem samodzielna. Jednak wobec mojej mamy jestem potwornie
słaba. Wręcz 'ciepłe kluchy'. To co ona powie ja robię. Jak nakręcony robot.
Ale chyba miarka znów się przebrała. Po co piszę... W sobotę były Chrzciny
mojej drugiej córeczki. No i ona z moją babcią (bo tak w ogóle, moja mama to
też jedynaczka i one będąc teraz same, bez dziadka, same się nakręcają)
wywołał awanturę u mnie, że one przy takim stole nie będą siedzieć, że 'co to
ma znaczyć' (stoły były dwa małe), że MUSZĘ zaraz pożyczyć stół od mojej mamy,
bo się nie pomieścimy. Mój mąż poczuł się dość urażony i powiedział, że
żadnego stołu nie będziemy zwozić... Wyszły... Zostawiły mnie same, bo
przecież z bliskiej rodziny nie mam nikogo prócz nich.
Bardzo je kocham i z trudem przychodzi mi powiedzieć, że one chyba wyżej widzą
niż srają... Przepraszam za wyrażenie. Czuję się winna tej sytuacji, ale do
cholery co ja takiego zrobiłam, żeby one tak mnie traktowały. Tak chyba
przedmiotowo. Żeby nie móc się przemóc i nad jakieś niewygody swoje zostać dla
swojej jedynej córki. Zastanawiam się, czemu mi takie kłody pod nogi
rzucają... Jest mi POTWORNIE PRZYKRO. Najśmieszniejsze, że one swojej winy w
tym żadnej nie widzą. Czują się obrażone przez męża. Co też uważam za jakiś
banał. To chyba też taki typ, co myśli, że jak pomagają mi finansowo, to już
muszę im do stóp padać.
To nie pierwsza podobna historia. Można ich mnożyć. Na Chrzcinach mojej
pierwsze córki moja babcia też nie była... no comment. W głębi duszy czuję się
wciąż winna tej sytuacji. Ale do cholery, czy trzeba wciąż być taką 'jaśnie
panią' i robić co chwila podobne awantury. I jeszcze przed rodziną męża
przychodzi mi się wstydzić za to. Na nich (paradoksalnie) zawsze emocjonalnie
mogę liczyć. No i nie tylko. Zawsze stali za nami murem. Nigdy nie unosili sie
honorem...
...No dobra. Dziękuję wszystkim, które przez powyższe przebrnęły... Bo
musiałam się wyżalić. BO JEST MI STRASZNIE PRZYKRO!