Dodaj do ulubionych

Doradźcie!

19.07.03, 17:14
Hej!Mam pewien problem,który sprawia,że nie mogę normalnie żyć.Jest to
ogromny strach o moich bliskich.Boję się,że mogłoby się im coś stać,że
zostałabym sama,nie przeżyłabym tego.Przeraża mnie śmierć i choroby.Cały
czas martwię się o moje nienarodzone dziecko.Często nie sypiam po nocach
przejmując się tym wszystkim.Nie wiem co robić.Taki stan zaczął się u mnie
kilka lat temu,po tym jak miałam wypadek samochodowy.Ale jest coraz gorzej!
Czy któraś z was miała podobne przeżycia?Jeśli tak,to jak sobie z tym
poradziłyście?Proszę,podajcie inne sposoby na poradzenie sobie z tym niż
psycholog!Mam nadzieję,że mi pomożecie.Pozdrawiam
Julia
Obserwuj wątek
    • lunatica Re: Doradźcie! 19.07.03, 18:33
      ja sobie też z tym nie radzę. co jakiś czas dopada mnie okrutny strach o moih
      najbliższych. boję się śmierci. jestem jedynaczką i wiem, że kiedyś zostanę
      sama. póki co nie mam jeszcze dzieci, więc te myśli są jeszcze czarniejsze.
      podziwiam, mojego partnera, którego rodzice nie żyją, a on potrafi z tym żyć.
      ja bym nie potrafiła. sama nie wiem.
    • joa_boa Re: Doradźcie! 19.07.03, 21:18
      Niestety na ogół nerwica wymaga psychoterapii, a objawy, jakie prezentujesz są
      klasyczne dla nerwicy lękowej i nie sądzę, żebyś poradziła sobie z nimi sama,
      zwłaszcza, że jak rozumiem, narastaja od jakiegoś czasu. Jakich rad oczekujesz,
      zaznaczajac, że nie takich, by podjąć właściwe dla nerwicy leczenie czyli
      psychoterapię? Joga, medytacja, oddychanie, masaż? Nie pozbędziesz się lęku i
      wspomnień inaczej jak mówiąc o nich i przepracowując je. No, może jeszcze
      faszerując się lekami przeciwdepresyjnymi, ale po ich odstawieniu wszystko
      wróci "do normy". Jeżeli nie chcesz skazać sie na emocjonalne, psychiczne
      inwalidztwo - podejmij psychoterapię.
      • majah76 Re: Doradźcie! 19.07.03, 22:22
        Julia, wydaje mi się, że powinnaś skorzystać faktycznie z profesjonalnej
        pomocy. Dlaczego tak się przed tym bronisz? Spróbuj, moze się uda i będzie ci
        się łatwiej żyło? I staraj się myśleć pozytywnie, wiem, że to trudne w takim
        stanie (tym bardziej że lęki narastają od lat). Unikaj raczej pesymistów,
        malkontentów... Ich towarzystwo i wieczne narzekanie nie będzie ci słuzyło na
        pewno. Staraj się przebywać wśród ludzi zadowolonych z życia, śmiejących się
        często. Mi to pomaga. I mów sobie, gdy tylko zaczniesz się martwić, że bedzie
        dobrze, że masz wspaniałe dziecko, męża/partnera, pracę (czy cokolwiek co cię
        cieszy)... itp. Pomyśl realnie w gorszych momentach, czego tak naprawdę się
        boisz i czy to realne. I jak bardzo realne. I naprawdę namawiam na terapię.
        Zaszkodzić - nie zaszkodzi.

        Majka
        • majah76 Re:pytanie do Joa 19.07.03, 22:41
          Mam pytanie, w związku z moją znajomą. Od lat (teraz jest troszkę lepiej, ale
          jednak) odczuwa paniczne lęki. Ona tak to opisuje. Boi się, ale nie potrafi
          opisać konkretnie czego. To taki "przeszywający lęk, strach, ze aż cię
          paraliżuje, i nie możesz się ruszyć" (cyt). W jej zyciu osobistym nic złego się
          nie dzieje. Jest trochę nieśmiała (ona twierdzi że bardzo), nerwowa (egzaminy
          na studiach są dla niej dramatami), ale towarzyska - niestety tylko po wypiciu
          czegoś z procentami potrafi się bawić dobrze wśród ludzi. I boi się. Tak po
          prostu, sama nie wie czego. Dla mnie to strasznie dziwne. Ona potrafi siedzieć
          całymi wieczorami i "bać się". A, i jeszcze mówi że serce wali jej czasem jak
          oszalałe, gdy tak się boi. Wierzę jej, że nie wymysla, że tak naparawdę czuje,
          znam ją dobrze. Nie potrafię jej pomóc. Ona nie pójdzie do specjalisty
          (psycholog, psychiatra).

          Acha, w wieku około 17 lat usiłowała popełnić samobójstwo, nie chciała już życ,
          chłopak ją zostawił, a życie nie miało sensu. ALe dziś sama "śmieje się" z
          tego, twierdzi że to była głupota. Ze nie ma do czego wracać. Że jej głupio.

          Czy to nerwica lękowa, depresja? Co mogę dla niej zrobić???
          Acha, kiedyś pisała pamiętnik, jeszcze w czasach LO (jest w moim wieku),
          potrafiła zapisać pare stron słowem "BOJĘ SIĘ!" (odkryłam przez przypadek, ona
          o tym nie wie)

          Dodam, że dziewczyna nie ma męża, dzieci, spotyka się z kimś od czasu do czasu,
          ale związki się kończą.. Taki typowy singielek.

          Majka
          (będę bardzo wdzięczna za odpowiedź, nie przyszło mi do głowy by wcześniej
          napisać, post Julii mnie do tego skłonił i twoja odpowiedź)
          • majah76 Re:pytanie do Joa 19.07.03, 22:47
            acha i jeszcze coś: od czasu do czasu powtarza, ze chciałaby odejść (umrzeć
            już) ale naturalnie jakoś, bo panicznie BOI SIĘ śmierci, bólu, i samobójstwa.
            Więc raczej tego nie zrobi. I hope. Ale wspomina o tym.
          • joa_boa Re:pytanie do Joa 20.07.03, 09:03
            Trudno stawiać diagnozy przez internet i do tego osobie trzeciej, ale nawet nie
            chodzi tu o konkretne rozpoznanie - czy to nerwica lekowa, czy zaburzenia
            osobowości. Chodzi o to, że dziewczynie tej (i wielu do niej podobnym) pomóc
            może tylko prpfesjonalna terapia, psychoterapia i byc może przez jakiś czas
            leki. Ale dlaczego nie pójdzię do psychiatry, na terapię? Z kilku powodów: po
            pierwsze - nikt nie idzie do psychiatry "dobrowolnie", pójście do psychiatry to
            wstyd - przed sobą (nie radzę sobie, jestem wariatką), przed innymi - co
            powiedza w pracy, rodzice, mąż itp. Inna kwestia to wyraźny opór przed zmianą
            "status quo" u neurotyka - troche tak jak u alkoholika. Lęk przed zmianą, nawet
            jeżeli to co przezywa teraz jest piekłem - jest na ogół większy niż aktualne
            cierpienie. Terapia - o ile nie jest to jedynie łykanie proszków - zawsze
            uruchamia bardzo trudne i bolesne przeżycia, wspomnienia. To tak jak ze źle
            zrośniętą kończyną - żeby ją wyleczyć trzeba ją połamać i złożyć jeszcze raz. A
            to boli, więc większość "połamańców" woli używać "podpórek" - alkohol, praca,
            seks, czynności natętne, żeby nie musieć przeżywać bólu psychicznego, jaki
            wiąże się z pracą nad sobą. Według mnie możesz jej pomóc - mówiąc jej wprost o
            tym, że to co się z nią dzieje nie minie samo - na pewno. Nie możesz brać na
            siebie ciężaru psychoterapeutyzowania jej, ale to ona musi podjąc decyzję, że
            chce zmiany - a wtedy sama znajdzie pomoc.
            • majah76 Re:pytanie do Joa 20.07.03, 11:34
              Dzięki, Joa. Ja czuję się trochę zmęczona tym, że wiem o niej to wszystko i nie
              potrafię pomóc. Nie chcę też brać na siebie odpowiedzialności za jej życie
              (?!), choć chciałabym w jakiś sposób pomóc. Czyli jednak terapia... Będę
              próbować nadal uświadamiać ją, że jednak powinna spróbować. Decyzję oczywiście
              musi sama podjąć. Ja nie mam zamiaru bawić się w terapeutę, to zbyt
              niebezpieczne. Zdaje sobie sprawę. Nie wiem tylko czy mam ją pocieszać, co
              mówić.. Ona nie chce skorzystać z pomocy, bo twierdzi, że psycholog/terapeuta i
              tak jej nie pomoże, że ona to WIE. I koniec.

              Dziękuję za odp. Pozdr.
              Majka
              • joa_boa Re:pytanie do Joa 20.07.03, 12:13
                Nie pocieszaj, nie mów "wszystko bedzie dobrze". Taktyka wylewania swoich
                'brudów' (sorry) na przyjacół to psychiczny wampiryzm i należy sie od tego jak
                najbardziej stanowczo i szybko odciąć. Naprawdę, mam też doświadczenie z tego
                typu relacjami, słuchałam żalów, narzekań, zwierzeń itp.. Ale to NIC nie daje -
                w sensie zmiany. Daje złość (moją),wściekłośc i chęć walnięcia zwierzającej
                się, niesczęśliwej istoty w łeb lub wrzaśnięcia "Sp..., mam już dość", co daje
                czasami cudowne rezultatysmile
      • mamabasi Re: jeszcze pytanie do JoaBoa 24.07.03, 13:49
        O ile pamiętam, jesteś z Warszawy, czy znasz ośrodki, gdzie przeprowadza się
        psychoterapię, czy możesz polecić dobrego specjalistę (psychologa, terapeutę).
        Czy mogłabym skontaktować się z Tobą na priv.?
        Pozdrawiam
    • kalpa Re: Doradźcie! 19.07.03, 22:36
      Ja tez doradzam psychoterapię. sama miałam ogromne problemy z depresją i ciągle
      nawiedzały mnie myśli samobójcze, bo czułam, ze nie radzę sobie ze wszystkim. W
      końcu odważyłam się poszukać profesjonalnej pomocy i za trzecim razem udało mi
      się znaleźć pomoc dla siebie. Jeździłam z Krakowa aż do Wrocławia, ale nie
      żałuję ani złotówki czy minuty na to poświęconej. Pomogło mi to ogromnie i
      jestem sobie wdzięczna, ze się zdecydowałam. Nie mogę powiedzieć, że skłonność
      do depresji minęła całkowicie, ale tamte myśli nie nawiedzają mnie już wcale i
      choć wpadam w dołki nastrojów, to ogólnie zdecydowanie mniejsze, łatwiej mi
      znich wyjść i mam znacznie lepsze kontakty z ludźmi. Polecam, choć wiem, ze nie
      latwo znaleźć kompenentą osobę. Ale warto szukać.
      Pozdrawiam
      Kalpa
    • dylan2002 Re: Doradźcie! 20.07.03, 12:23
      Dzięki dziewczyny za odpowiedzi. Chyba rzeczywiście zdecyduję się na terapię.
      Takie lęki dopadają mnie, gdy jestem sama, bo w towarzystwie jestem wesoła i
      niczym się nie martwię. Przez rok byłam w depresji, nie widziałam sensu w
      życiu, ale to minęło. Dziś kocham żyć. I dlatego tak się boję o wszystkich
      bliskich:że kiedy ich zabraknie, ten okropny stan znów powróci. Pozdrawiam.
      J.
    • ani_st Re: Doradźcie! 20.07.03, 15:07
      Po urodzeniu synka popadłam w obsesję smierci tzn. cały czas wydawało mi sie
      ze stanie się coś złego ze mna, męzem, a nie daj boże z synkiem.
      Stany takie napadały mnie b. często wlaściwie przez cały czas zyłam w strachu.
      I wiesz co?
      W pewien czerwcowy dzień- miesiąc temu- bardzo poważnie złamała nogę- 2
      operacje i jeszcze jedna za tydzien i to mnie wyleczyło z mojego leku.
      Oczywiście nie polecam Ci żebyś coś sobie zrobiła, ale dąze do tego, ze to
      nieszczesie ściągnęłam chyba na siebie swoimi myslami czy podswiadomością.
      Dzieki bogu nie stalo się nic gorszego ale ta terapia wstrzasowa bardzo mi
      pomogła.
      Anita

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka