Dodaj do ulubionych

kasa małżeńska

05.06.09, 12:38
normalnie nie zadaje takich sondażowych pytań na forum, ale dziś
robię wyjątek, jeśli czyta to moja żona to nieśmiale pozdrawiam, ok
do rzeczy, temat dotyczy gospodarowania kasą - jest tak, że zarabiam
wielokrotność pensji mojej żony ale też pokrywam praktycznie
wszystkie nasze koszty, żona ma swoją pensje do wyłącznej dyspozycji
(coś lekko ponad 1 tyś - tyle zarabia), nie wcinam się na co wydaje
(stwierdziła np. że ostatnio 3 stówy na ubranka dla dziecka+100 zł na
kilka obiadów które przynosi z pracy - kupuje na stołówce) .... i tu
pojawia się problem - dziewcze nie potrafi gospodarować, bo 1,5 tyg.
po wypłacie praktycznie nie ma już pieniędzy na swoim koncie, ten
stan powtarza się w związku z czym wczoraj doszło do dość mocnej
wymiany zdań, a w zasadzie mojego monologu; pytanie - czy tego
rodzaju układ czyli żona ma pensje dla siebie, ja też i płacę
rachunki itd. jest dla Was czymś dziwnym? jest jakiś lepszy wariant
dla osoby której delikatnie mówiąc "pieniądze się nie trzymają" ?
dodam tylko, że jak próbowałem wczoraj ustalić ile ja miesięcznie
wydaję na siebie to wyszło mi, że mniej niż połowa z tego co ona
zarabia
Obserwuj wątek
    • kachna79 Re: kasa małżeńska 05.06.09, 13:03
      My mamy wspólną kasę, a drugie konto służy do zbierania nadwyżeksmile
      Pensje mamy porównywalne (z odchyleniami sezonowymi powiedzmy), a
      wszystkie wydatki konsultujemy. Nie chodzi o pytanie drugiej
      strony "czy mogę kupić to czy tamto", ale raczej o ocenę realnych
      potrzeb (nie obrażam się jeśli mąż zasugeruje, że dany wydatek jest
      zbędny). Ostatnio stwierdziłam, że zbyt dużo pieniędzy przecieka mi
      przez palce i dlatego unikam płacenia kartami - jak mi realna kasa z
      portfela wycieka to łatwiej o samokontrolę.
        • xiv Re: jedno konto to bezsens 28.07.09, 19:06

          > Automatyczna wspólnota majątkowa była dobra wtedy,
          > gdy kobieta siedziała w domu
          > i nie pracowała. Dziś to już przeżytek.

          e tam - zapytaj sie zony, czy z taka radoscia biega do pracy
            • shaba Re: jedno konto to bezsens 10.03.10, 22:07
              jak najbardziej, ja nie wyobrazam sobie, zeby moja zona siedziala w domu, jak ja pracuje na nas oboje;

              z drugiej strony dobrze, ze moja ambitna jest i sama sie rwie do zarabiania; ba, dla niej niewygodne jest, ze zarabiam wiecej i wlasnie sie idzie doksztalcac, zeby mnie przeskoczyc... smile ja jej zycze calym sercem powodzenia, ale sie nie dam zbyt latwowink
        • odrobina_luksusu Re: jedno konto to bezsens 29.07.09, 10:15
          Zgadzam sie z krzysztofem!
          Nasze zarobki nie sa porownywalne, wiec znalezlismy takie rozwiazanie:
          Dwa konta osobiste, plus dwa osobne oszczednosciowe - ze stala wplata (wspolny wydatek np. samochod to kwestia zrobienia przelewu). Do rozliczenia rachunkow, wydatkow na zycie, wakacje, zakupow dla dziecka mamy trzecie konto wspolne - wplata zalezna do zarobkow.
          Dziala, wiec polecam.
          • aniaverbiest Re: jedno konto to bezsens 05.03.11, 13:55
            Boze jakie glupoty piszecie. Jezeli naprawde robicie tak jak piszecie, to bardzo Wam wspolczuje. Pewnie nie mozecie inaczej. U mnie jest tak. Ja mam konto swoje, a maz ma konto wspolne. Do tego mamy konto firmowe, ale tam sa inne zasady, po prostu firmowe pieniadze, ktorych ot tak sobie nie mozna wydac. Zakupy robimy jak wyjdzie, raz on wydaje, raz ja wydaje. A jak mam ochote to wydaje z jego konta, a jak on ma ochote to wydaje z mojego konta. Raz wyczyscil mi konto, bo byly mu pieniadze potrzebne na samochod. Trudno. Innym razem ja placilam z jego konta. Czasami wydaje pieniadze bez konsultacji ze mna, a ja oczywiscie bez konsultacji z nim. Mysle, ze to kwestia wspolnego zaufania. No i stylu zycia. My nie mamy oszczednosci. Po prostu jak na cos nas nie stac to nie kupujemy. Mamy oczywiscie i dom i dwa samochody, a reszta to rzecz nabyta, raz sie ma raz nie... Moze to wynika tez z faktu, ze sobie nawzajem ufamy i wiemy ze nie wydajemy pieniedzy na byle co, ale na rzeczy ktroe faktycznie sa nam potrzebne. To daje niesamowity spokoj w wydawaniu pieniedzy. W koncu jestesmy rodzina i mamy wspolne dzieci....
      • jolka7-p Re: kasa małżeńska 13.07.11, 15:12
        hm kobieta potrzebuje kasy na swoje wydatki, a jak mąż zarabia więcej to pewnie myśli, ze swoje może wydać... u mnie tak nie jest, remontujemy mieszkanie i odkładamy, ale w innej sytuacji pewnie też bym chętnie poszalała smile
    • wjw2 Re: kasa małżeńska 05.06.09, 13:11
      (stwierdziła np. że ostatnio 3 stówy na ubranka dla dziecka+100 zł
      na
      > kilka obiadów które przynosi z pracy - kupuje na stołówce)

      Obowiązek utrzymania dziecka spoczywa na obojgu rodzicach, tak
      stanowi prawo.
      Z Twojej wypowiedzi wynika, że to wyłącznie sprawa żony, bo ona też
      zarabia....., a te obiadki to ona sama zjada czy Ty również się
      przyłączasz?

      W ogóle dziwi mnie taki "układ" w małżeńskich finansach, moje,
      twoje... Przecież prowadzicie wspólne gospodarstwo domowe, pomysł
      mojej poprzedniczki wydaje się być dobrym. Konto na tzw "życie"
      nadwyżki na oszczędnosci, grubsze wydatki do wspólnej konsultacji.

      • szakabum Re: kasa małżeńska 05.06.09, 13:18
        -> Konto na tzw "życie", nadwyżki na oszczędnosci

        rozumiem, że "życie" finansowane ze wspólnych wpłat na to konto tak ?
        no a to by oznaczało mniej kasy do wydawania dla mojej żony, więc chyba
        byłby problem z takim układem
        • wjw2 Re: kasa małżeńska 05.06.09, 13:31
          Nie koniecznie.
          Myślę, że to kwestia do wspólnego omówienia kto, ile na owo konto
          przelewa, może ustalcie jaki procent swojej wypłaty każde z Was tam
          ulokuje?




            • wjw2 Re: kasa małżeńska 05.06.09, 13:50
              napisałam % (słownie: procent) wypłaty Twoje i żony.
              50 % wypłaty żony to kwota ok. 500 PLN,
              50 % Twojej wypłaty to, jak napisałeś powyżej wielokrotność tej
              kwoty, załóżmy 3000,-PLNsmilesmilesmile

              • szakabum Re: kasa małżeńska 05.06.09, 13:55
                cieszę się, że masz świadomość, że to co napisałaś to żartsmile, ale
                dalej nie rozumiesz - to oznacza, że moja żona wyda 500 a nie 1000; dla
                niej gorzej - dla mnie bez znaczenia, bo "koszty" życia i tak się nie
                zmienią
                  • szakabum Re: kasa małżeńska 05.06.09, 14:28
                    uważnie przeczytaj mój pierwszy post - napisałem że nie zadaję pytań
                    sondażowych na forum i ten jeden raz robię wyjątek, nie roztrząsam
                    tylko pytam jak mają inni, po to żeby móc ocenić/porównać jak mam ja; z
                    żoną właśnie taki tryb finansowania ustaliśmy, ale widzę ze kobita nie
                    daje rady - stąd ten wątek, już rozumiesz ? jeśli nie - nie pisz już
                    więcej, jeśli tak - cieszę się że tym razem mi się udało wink
    • caramel.macchiato Re: kasa małżeńska 05.06.09, 13:26
      Szczerze mówiąc nie podoba mnie się taki układ... My mamy jedno konto i
      obie nasze wypłaty są tam przelewane, co oznacza, że oboje możemy
      korzystać z dwóch wypłat. Tak jest sprawiedliwie i wygodnie.
      • bramasole2 Re: kasa małżeńska 05.06.09, 13:46
        A dla mnie chorym układem jest wspólne konto. Ja z mężem mam układ -
        konta oddzielne, a wszystkie wspólne koszta: jedzenie, dziecko,
        opieka medyczne, samochód pokrywamy pól na pół. To czy on sobie kupi
        buty czy wyda na kolekcję alkoholu to jego sprawa.
        Jeśli chcemy odłożyc na wczasy to ustalamy po ile każde z nas w
        miesiącu stara się odkładać. Chore jest to, że poprzez małżeństwo
        każdy rozmie - WSZYTSKO WSPÓŁNE. To co, jak wspólne konto, to nawet
        mąż zobaczy, jaki prezent na urodziny mu kupiłaś?Bez sensu. Ja
        miałam dosc spowiadania się przed mężem, po co kolejną torebkę
        kupiłam. No inna sytuacja jeśli żona zarabia grosze- ale to już jej
        problem, że taka mało zaradna jest. Jak zarabia lekko powyżej 1000
        to niech kupuje ciuszki używane.
        • szakabum Re: kasa małżeńska 05.06.09, 14:02
          ... czyli wygląda na to że moja żona ma dość komfortową sytuację, bo
          wszystkie wspólne koszta: jedzenie, opłaty, kredyty itd. itp. pokrywam
          ja, na wczasy też odkładam wyłącznie ja, ona oczywiście kupuje ubranka
          itd. (i chwała jej za to), ale ogólnie obiektywnie patrząc to chyba
          jest tak jak pisałem wyżej...
          • ve1ociraptor Re: kasa małżeńska 10.06.09, 11:24
            Witam
            U mnie jest podobna sytuacja do Twojej jeżeli chodzi o zarobki - jeżeli chodzi o
            wydatki to tak się jakoś składa, że mam zupełną kontrolę przepływu środków
            bowiem to ja zajmuje się płaceniem wszystkich rachunków i mam pełny dostęp do
            konta zony w necie. Ona nie ma głowy do spraw papierkowych. Wiem kiedy pobiera
            kasę z bankomatu i ile płaci za kosmetyki w drogerii. No i poza tym bardzo dużo
            rozmawiamy o wszystkich sprawach bieżących. Może inni nie mają czasu ani ochoty
            na to by interesować się tym jakie sandałki dla synka kupiła żona - ja mam. Co
            więcej - mam taką przypadłość-umiejętność, że dokładnie wiem które ciuchy należą
            do jej garderoby i od razu widzę, gdy pojawi się nowy ciuch albo kiedy była u
            kosmetyczki. Nie chcę by mnie ktoś zrozumiał, że prowadzę tu jakąś chorą
            kontrolę żonki - nie - my po prostu żyjemy wspólnie i jesteśmy bardzo na
            bieżąco. Pozdrawiam
              • mumi7 Re: kasa małżeńska 14.11.10, 21:23
                Moim zdaniem w tym układzie to maż wie wszytsko i rozmawia o tym z żoną tj. jej wydatkach. Natomiast w związku z tym, że zona nie prowadzi finansów domowych, wie tyle, ile powie jej jej mąż. Wiem, bo sama mam taki układ, odpowiada mi z uwagi na czas - bo nie mam juz czasu zajmowac się także finansami. Rozmawiamy o wspólnych wydatkach, choć faktycznie z mojej strony podstawa wiedzy jest tylko rozmowa, a z męża - także wgląd na konto...właśnie doszłam do wniosku, że powinnam to zmienicwink
            • makakson Tylko konto wspólne! 28.07.09, 14:55
              Dokładnie. Nie rozumiem sensu posiadania odrębnych kont przez małżonków. Z żoną
              wszystkie zakupy robimy razem, potrafimy ze sobą rozmawiać (co u części z was
              widzę jest problemem) i naturalne jest, że kasa leży na jednej kupce. Nie ma
              znaczenia, że jedno zarabia więcej, drugie mniej (u nas różnica jest ponad
              dziesięciokrotna - i co z tego?)
            • escada2002 Re: kasa małżeńska 04.03.11, 16:04
              Mi też bardzo ale to bardzo podoba się ten wpis, bardzo mądre i logiczne podejście do sprawy. Właściwie czasy mamy takie a nie inne i bez wzajemnej współpracy, rozmowy i właściwego zarządzania gotówka daleko sie nie zajedzie. Ogólny konsumpcjonizm sprawił, że nasze potrzeby stale rosną, i nie koniecznie muszą one wynikać z samego faktu że tu i teraz coś jest potrzebne... No ale marketingowcy wciąż udoskonalają wszelkie formy wymuszenia na nas potrzeby wydania chociażby niewielkiej ilości gotówki poprzez liczne "okazje" no a kto sie oprze kolejnej butelce super świetnego szamponu gdzie ZUPEŁnie Gratis dają gumową kaczuszkę?? Nie mamy dzieci?? EEEE zawsze można komuś podrzucić taki "prezencik". Super że ze soba rozmawiacie o wszystkim, tylko GRATULOWAĆ mądrego i dojrzałego podejścia do życia!!!!
          • aewm Re: kasa małżeńska 28.07.09, 12:05
            hmm no właśnie, skąd się bierze to mylne przekonanie, że to co zarobię jest
            tylko moje. Otóż poprzez zawarcie związku małżeńskiego powstaje tzw wspólność
            majątkowa małżeńska, w skład której wchodzi wynagrodzenie za pracę obojga
            małżonków. Więc chcesz ego czy nie - Twoje zarobki należą do Was obojga (jeśli
            się z tym nie zgadzasz idź do sądu i ustanówcie rozdzielność majątkową małżeńską)
            • nikodem_73 Re: kasa małżeńska 28.07.09, 18:09
              Kehem. A jej zarobki są tylko jej? Tak piszę, bo w swoim życiu już spotkałem
              kilka par, gdzie jego zarobki są uwspólniane, a jej stanowią jej dochód. A z
              tego co zrozumiałem z pierwszego postu to tu to tak właśnie wygląda. suspicious

              I zawsze przemożebnie rozbawiała mnie argumentacja takich pań. "Przecież on
              lepiej zarabia", "Ja to zarabiam na swoje wydatki", itp. Tak jakby facet nie
              miał już żadnych potrzeb. A taki bankomat o napędzie jądrowym. Ale i tak
              wszystko przebiła jedna znajoma, która oburzona była stwierdziła: "I wiesz co
              ten skąpiec powiedział? Że do tej tojki to mam sobie sama paliwo kupować!". A
              mąż był kupił jej toyotę (ze "wspólnych" pieniędzy do których ona się nie
              dokładała).

              Sam to mam to szczęście, że moja partnerka wydaje pieniądze rozsądniej niż ja,
              więc pomimo, że zarabiam lepiej to możemy spokojnie mieć wspólne konto. Nikt,
              nikogo i za nic nie rozlicza.
          • fomica Re: kasa małżeńska 28.07.09, 13:42
            Bardzo mnie razi twoje stwierdzenie że "zona ma komfortowa sytuację". Jest to
            stawianie żony na pozycji jakiejś utrzymanki, zabaweczki, która "ma ze mną
            fajnie, bo ma kase na dom, na ciuchy i nic nie musi". Gdy sie zakłada rodzine
            powinno sie mysleć innymi kategoriami - wspólny dom, wspólne wydatki, wspólne
            pieniądze. Nie rozumiem po co ją z tego rozliczasz - żal ci tych 500 zł dla
            niej? Zwłaszcza że ona zarabia jakieś grosze, więc nawet jak wyda ten swój
            tysiąc to naprawdę nie jest jakieś szaleństwo. Obiad podany masz? Masz. Dzieci
            nakarmione i ubrane? Tak. A to kosztuje, więc daj kobiecie spokój.
          • notyetde Re: kasa małżeńska 28.07.09, 14:51
            no ale ona zarabia 1000 a ty dajmy na to 7000?! odjawszy wydatki,
            kredyty itd to i tak masz sporo kasy swojej a dziecko finansuje ona?
            a kto zajmuje sie gospodarstwem domowym? kto sprzata, szykuje
            posilki itd? i jaka ona ma praca obciazajaca w stosunku do twojej?
          • delikatesowa Re: kasa małżeńska 28.07.09, 22:33
            Twoja żona ma super komfortową sytuację.
            u nas jest tak, że każdy ma swoje konto.
            jak nie mam na nowe buty, to nie kupuję, nie ma czegoś takiego, że biegne do
            męża po pieniądze lub płacę jego kartą.
            nie wyobrazam sobie, aby życ za pieniądze męża, bo jestem jego żoną. wygodnictwo
            i tyle.
            • kary73 Re: kasa małżeńska 29.07.09, 07:40
              U nas tez kazdy ma swoje konto, ale kasa jest wspolna. Jesli z
              jednego zaplacimy rachunki, to z drugiego idzie na reszte ... I nie
              ma znaczenia czy na moje, czy jego, czy wspolne fanaberie wink)) A
              jestesmy 13 lat po slubie i sie sprawdza ...
            • dusiapusia Re: kasa małżeńska 27.11.10, 12:50
              Powiem jaki wygodnicki jest moj maz smile Ja nie zarabiam, opiekuje sie w domu dwojka naszych pociech. Kiedys przy obiedzie maz wspomnial cos o moich wydatkach. Wiec powiedzialam mu, ze nie ma sprawy, od jutra ty zajmujesz sie domem i dziecmi a ja zarabiam (spokojnie jestem w stanie zarabiac tyle samo co on albo i wiecej). Musialam go biednego ratowac bo o malo kluska sie nie zakrztusil smile Pozostalo po staremu.
        • deodyma Re: kasa małżeńska 06.06.09, 15:26
          a jak sie dorabiacie?
          tez oddzielnie?
          np maz za swoja kase kupi kino domowe i to jest jego, nie Twoje, tak?
          no bo przeciez konta oddzielne...
          a moze oddasz mu polowe sumy za te kino, zeby moc z niego korzystac?
          wtedy bedzie to wspolne kino domowebig_grin
          • shellerka Re: kasa małżeńska 07.06.09, 02:02
            deodyma - my mamy rozdzielnosc majatkowa. I tak - w sumie dorabiamy sie osobno.
            Ale mysle ze to zdecydowanie ułatwia wiele spraw i zapewnia mi spokój, bo na
            kazdym etapie naszego malzenstwa wiem, ze w razie czego nie zostane wykiwanasmile
            nowy zestaw glosnikow do kina domowego jest jego, a do mnei nalezy sprzet
            agdsmile)) jedno mieszkanie jest moje, jedno jego. moje oczywiscie to wiekszetongue_out
            jedyna rzecza, co do ktorej jasnosci nie ma to "moj" samochod, bo kupiony
            czesciowo za moje pieniadze (ze sprzedazy mojego panienskiego auta), a
            zarejestrowany na meza, bo ubezpieczenie wyszlo taniejsmile
            • jelly_kitten Re: kasa małżeńska 28.07.09, 14:54
              Wow, nie ma to jak zaufanie.
              Na kazdym kroku zastanawiac sie, czy maz Cie nie wydyma...
              No bo przeciez nie tylko pieniedzmi sie zyje, sa tez inne kwestie w
              malzenstwie wymagajace zaufania...

              Data rozwodu juz zaplanowana?
        • dawidok a dla mnie jest chorym osobne konta 28.07.09, 16:01
          my mamy od ośmiu lat współne, od ślubu oczywiście. i wszystko
          opłacamy z tego konta, każdy wydaje na swoje potrzeby ile
          potrzebuje, razem zarabiamy około 3tyś a mamy dziecko, kredyty i
          jesteśmy zadowoleni z życia i nie kłócimy się o pieniądze. bo
          małżeństwo oznacza wspólnotę we wszystkim jakby ktoś z Państwa
          zapomniał. Chyba nauka Chrystusa poszła u was w las !!!!
          • odzim22 Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 28.07.09, 16:31
            Zastanawiam się czy małżeństwa celebrujące pełną wspólnotę finansową
            mają jakiekolwiek hobby. Co współmałżonek powiedziałby na kupienie
            aparatu fotograficznego, saksofonu czy motoru za kilkadziesiat tys
            zl.
            Jak wogóle orientujecie sie czy Was na takie zabawki stać skoro kasa
            jest w jednym kotle? Negocjujecie to? Z jakim skutkiem?
            A może zawarcie małżeństwa skutkuje zrezygnowaniem z "droższych"
            zainteresowań i zajmowaniem się tylko pracą, dziećmi i domem?

            W zasadzie to jest to co mnie i moją żonę najbardziej odstrasza od
            mieszania naszych przychodów, wolimy comiesięczną zrzutkę na wspólne
            wydatki.

            P.S. Na nauki Chrystusa byłem oporny od małego i tak mi zostało.
            • makakson Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 28.07.09, 17:00
              Oczywiście że mają. I małżonek takie zakupy co najwyżej pochwali - fajnie, że
              druga połowa ma frajdę.

              Wspólne konto ułatwia też zorientowanie się, czy na jakąś zabawkę nas stać -
              wszystko jest czarno na białym w jednym miejscu i nie trzeba sumować salda z
              kilku kont smile

              W naszym przypadku jest to zupełnie naturalne - wspólny budżet mieliśmy już za
              czasów narzeczeństwa, więc tym bardziej w małżeństwie nie wyobrażam sobie, aby
              było odwrotnie.

              Wybacz, nie chcę pochopnie oceniać, ale takie wypowiedzi jak Twoja sugerują
              trudności w dogadywaniu się w prostych, bądź co bądź, sprawach.
                  • krzysztof-lis Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 28.07.09, 17:34
                    > Jeżeli będzie chciała coś kupić, to proszę bardzo. Wiem, że mnie o
                    > tym poinformuje - nie na zasadzie, "czy mogę?", ale skonsultuje
                    > zakup, abyśmy oboje wiedzieli na co idą pieniądze.

                    Czyli jednak nie wiesz, czy Cię na to stać. Nie wiesz dopóki nie zapytasz
                      • krzysztof-lis Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 28.07.09, 17:57
                        > Zakupy robimy w 99% przypadków razem, więc problem w ogóle nie
                        > istnieje. Jednak nie popadajmy również w przesadę - jeżeli ja
                        > kupię sobie jakiś drobiazg typu obiektyw do aparatu, zaś żona
                        > sukienkę czy inną torebkę wink i poinformuje o tym po fakcie, nie ma
                        > najmniejszego problemu.

                        Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeśli zarabiacie na tyle dużo, że
                        obiektyw jest drobiazgiem, powinniście się tylko cieszyć. Ważne, żeby zostawały
                        Wam pieniądze.

                        A takie nadwyżki łatwiej wygenerować, gdy się gospodaruje własnym a nie wspólnym
                        budżetem.
                        • makakson Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 28.07.09, 18:04
                          krzysztof-lis napisał:

                          > Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeśli zarabiacie na tyle dużo, że
                          > obiektyw jest drobiazgiem, powinniście się tylko cieszyć. Ważne, żeby zostawały
                          > Wam pieniądze.

                          Dokładnie - dobrze się dogadujemy i nie robimy problemu z niczego. W dodatku
                          oboje jesteśmy nawet do przesady oszczędni, więc wydawanie ponad możliwości nam
                          nie grozi smile

                          Żeby nie było, że łatwo jest mówić z perspektywy osoby dość dobrze zarabiającej
                          - był czas, kiedy oboje zarabialiśmy po 600-700 zł. Wspólna kupka była mniejsza,
                          ale również nie mieliśmy problemu z zarządzaniem nią.
                          • krzysztof-lis Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 28.07.09, 18:12
                            > Dokładnie - dobrze się dogadujemy i nie robimy problemu z niczego. W dodatku
                            > oboje jesteśmy nawet do przesady oszczędni, więc wydawanie ponad możliwości nam
                            > nie grozi smile

                            I to właśnie jest moim zdaniem warunek konieczny do posiadania wspólnego konta.

                            Jeśli obie osoby z niego korzystające są ROZSĄDNE, patrzą w przyszłość, umieją
                            oszczędzać i nie wydają pieniędzy lekką ręką, wspólne konto ma sens. W innym
                            przypadku spowoduje tylko tyle, że osoba nieodpowiedzialna będzie trwonić nie
                            tylko swoje, ale i wspólne pieniądze. A "prawdziwi faceci" będą się dwoić i
                            troić by zarabiać tyle, żeby starczyło na zbędne wydatki żony.

                            Jeśli ktoś nie potrafi wydawać rozsądnie własnych pieniędzy, nie powinien mieć
                            dostępu do pieniędzy wspólnych.
                            • babcia47 Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 29.07.09, 14:10
                              To ja Ci odpowiem z pozycji osoby, która ma wspólne konto z osobaą
                              nierozsadną..bo w takiej sytuacji to równiez się sprawdza.
                              Małż zarabiający zazwyczaj wiecej ode mnie (ale bywało tez czasem,
                              że był i na moim utrzymaniu), mając wypłate na osobnym koncie
                              zapominał, że ma obowiązek wspólnego pokrywania wydatków, pokrycia
                              potrzeb wspólnych dzieci, że trzeba jeść do końca miesiaca..i
                              radosnie lekką ręką wydawał kasę na lewo i prawo, czesto na rzeczy
                              zbedne lub takie które mogły zaczekać..po czym w połowie mięsiąca
                              zgłaszał mi, że nie ma już ani grosza..wiec postanowiłam
                              (praktycznie zmusiłam), że założymy wspólne konto, do którego oboje
                              mamy karty płatnicze ale ja mam dostęp przez net i cały czas
                              kontrolę salda. Mam mozliwość po wpływie kasy zrobić przelewy by
                              pokryć rachunki (ta koniecznośc umykała małzowi), widzę ile i w
                              jakim tempie wydaje kasę, powstrzymać gdy zanadto hula..w
                              ostatecznosci "schować" kasę na koncie syna, gdy jakies płatnosci
                              wypadają w późniejszym terminie lub szykuje się większy wydatek o
                              którym małż zdaje się "zapominać"..coś takiego jak rachunki płacone
                              co dwa-trzy miesiące, za to spore, nie może od lat do niego dotrzeć,
                              choc sam zawierał umowy, podobnie to, że są okresy "spiętrzonych"
                              wydatków np. przed nowym rokiem szkolnym, wyjazdem na wakacje,
                              zakupem opału na zimę lub wieksze rachunkie za gaz w okresie
                              grzewczym, za wodę w okresie letnich upałów..o Świętach kiedy
                              przyjeżają goście, których sam zaprosił również..gdybym nie miała
                              schowanych pieniędzy "na wszelki wypadek" to nie raz obudziłby się z
                              ręką w nocniku..choćby kiedy mu nawali auto, którego używa do celów
                              zawodowych
                              • krzysztof-lis Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 29.07.09, 22:01
                                > To ja Ci odpowiem z pozycji osoby, która ma wspólne konto z osobaą
                                > nierozsadną..bo w takiej sytuacji to równiez się sprawdza.

                                Tyle, że to, co napisałaś, dowodzi konieczności posiadania więcej niż jednego,
                                wspólnego konta.

                                > w ostatecznosci "schować" kasę na koncie syna, gdy jakies płatnosci
                                > wypadają w późniejszym terminie lub szykuje się większy wydatek o
                                > którym małż zdaje się "zapominać"..

                                Gdybyście mieli osobne konta, mąż powinien ustawić stałe zlecenie przelewania
                                zaraz po wypłacie pieniędzy na Wasze wspólne konto do pokrywania bieżących
                                wydatków, plus ewentualnie drugie zlecenie jeśli chcecie odkładać jakieś
                                pieniądze
                                • babcia47 Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 30.07.09, 15:45
                                  > Teraz za to musisz pilnować tego, by nie wydał nie tylko swoich
                                  (czyt.
                                  > zarobionych przez niego) ale i Twoich pieniędzy
                                  uznaję, ze małżeństwo powinno opierać się na zaufaniu i oboje
                                  małzonków tworzy dom, zarabia w gotówce lub w inny sposób i oboje
                                  powinni mieć dostep do swoich srodków WSPÓLNIE wypracowanych..czasem
                                  niestety trzeba sie posunąc do stosowania zasady ograniczonego
                                  zaufania..fakt, ze mam na bieżąco podgląd do konta
                                  działa "powściągająco" na zapędy nadmiernego, niepohamowanego
                                  wydawania kasy przez małzona. I tak jeszcze z innej beczki..jako
                                  pracownik banku miałam taką sytuacje, ze pan prowadzacy działalność
                                  i mający z tego tytułu spore dochody i oszczędności załozył konta i
                                  lokaty na siebie nie dając zonie do nich zadnego dostępu i
                                  pełnomocnictwa, choc mu to sugerowałam, nie miał tez wspólnika czy
                                  innego pełnomocnika. Żona na jego życzenie od lat zajmowała się
                                  domem, dziećmi..taki ustanowił podział obowiązków, jej oddawał
                                  okreslona kwotę na utrzymanie domu..i długo to działało..ale pan
                                  doznał wylewu, przez ponad rok leżał bez przytomności, żona i dzieci
                                  były pozbawione środków do życia, nie mogła przejąc jego obowiązków
                                  lub powierzyć je komukolwiek, bo nie miała dostepu do kont,
                                  pełnomocnictw..Pan umarł po kilkunastu miesiącach nie odzyskując
                                  przytomności.. w międzyczasie firma "padła", dom został zajęty za
                                  długi, rodzina pozostała bez niczego..nawet przejęte środki w ramach
                                  masy spadkowej poszły na opłacenie wierzycieli, kar za niewywiązanie
                                  się z umów, wynagrodzenia dla pracowników, zaległości podatkowych i
                                  do ZUS, koszty leczenia..samo życie..
                                  • krzysztof-lis Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 30.07.09, 23:03
                                    > Pan umarł po kilkunastu miesiącach nie odzyskując przytomności.. w
                                    > międzyczasie firma "padła", dom został zajęty za długi, rodzina
                                    > pozostała bez niczego..

                                    Zlecenie stałe przelewania co miesiąc odpowiedniej porcji pieniędzy na konto
                                    żony załatwiłoby sprawę, prawda?
                                    • babcia47 Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 31.07.09, 13:58
                                      > Zlecenie stałe przelewania co miesiąc odpowiedniej porcji
                                      pieniędzy na konto
                                      > żony załatwiłoby sprawę, prawda?
                                      tez mu to sugerowałam co stoi w moim poście..ale i tak nie działalo
                                      by krótko, bo bez jego obecności firma szybko popadła w długi (nie
                                      miał kto płacic za dostarczone materiały, więc kolejne dostawy
                                      wstrzymano, roboty staneły), wiec nie było z czego przelewać a
                                      pozostałe środki były zablokowane na terminowych lokatach, które bez
                                      jego dyspozycji likwidacji odnawiały się automatycznie, czesto na
                                      duzo gorszych już zasadach a nie było nikogo, kto mógł podjąć
                                      decyzje w jego zastępstwie (nie udzielił pełnomocnictw)
                            • db-f Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 31.07.09, 08:51
                              zastanawia mnie tylko czemu we wszystkich waszych wypowiedziach to
                              kobiety sa tymi kto trwonią pieniądze a mążowie zasuwają i spełniają
                              zachcianki małżonek. Generalizowanie!!!!
                              W moim małżeństwie jest odwrotnie, to ja musze męża pilnować, bo on
                              nawet nie jest w stanie powiedzieć na co rozchodzi się pensja. A nie
                              kupuje pudru, błyszczyka, torebek i kolejnych butów.....
                              • black_halo Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 16.02.10, 14:12
                                Bo jak facet kupi nowy obietyw do aparatu za 8 tys zlotych, ja mpoj
                                osobisty partner to to jest wydatek niezbedny bez ktorego nie da sie
                                zyc. Nowa kiecka czy szminka to wydatek zbedny chociaz koszuje moze
                                ze 200 zlotych.

                                My mamy dwa konta ale poniewaz na poczatku zwiazku ja nie zarabialam
                                i mnie utrzymywal to wszystkie zlecenia stale ida z jego konta.
                                Bardzo to sobie chwale bo zostaje mu duzo mniej na glupoty a niestety
                                jest rozrzutny i dla nowego obiektywu, kolejnego bialego kruka w
                                kolekcji plyt czy najnowszej kurtki narciarskiej w lipcu moze wydac
                                wszystkie pieniadze i jesc do konca miesiaca suchy chleb. Ja
                                nastomiast po wyplacie przelewam wieksza czesc swoich dochodow na
                                lokate, sobie zostawiam troche na biezace wydatki i przyjemnosci a
                                meza zmuszam do placenia w sklepach za zywnosc i inne. Wspolne konto?
                                W zyciu. Byloby puste zanim bym sie zorientowala. Niektorzy tak maja
                                i oddzielne konta maja wtedy sens.

                                Moj maz podobnie, nie wydaje na szmatki, kosmetyki czy inne ale
                                pensja mu sie rozchodzi. Gdyby nie zlecenia stale to nie placilby te
                                rachunkow. jedny bez zlecenia stalego to rachunek od operator tv,
                                internetu i telefonu - mamy pakiet i przychodza rozne kwoty nad
                                ktorymi wole miec kontrole szczegolnie ze zdarza sie notoryczne
                                pomylki. I tu najbardziej widac roztrzepanie zyciowego partnera,
                                ktory budzi sie dopiero jaki przychodzi kolejne upomnienie.
                  • atena12345 Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 03.05.10, 14:46
                    makakson napisał:

                    > Jeżeli będzie chciała coś kupić, to proszę bardzo. Wiem, że mnie o
                    tym
                    > poinformuje - nie na zasadzie, "czy mogę?", ale skonsultuje zakup,
                    abyśmy oboje
                    > wiedzieli na co idą pieniądze.

                    no patrz! a ja myślałam, że jesteśmy jacyś dziwni, bo mamy tak
                    samo big_grin
                • mdmaj2371 Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 09.03.11, 16:58
                  no i co z tego. Jesli cos drozszego w tym miesiacu kupila to maz kupi w nastepny - jaki problem?
                  mamy wspolne konto i wspolne konto na ktorym odkladamy nadwyzki. Zarabiamy mniej wiecej tyle samo jesli chodzi o pensje ale maz duzo potrafi dorobic. Nigdy nie bylo miedzy nami klotni o pieniadze.
                  Maz gra w pilke lubi "bajery" w stylu fajnych korkow czy koszulek itd. ma tez w domu w piwnicy silownie do ktorej dokupuje co raz jakis nowy sprzet. Jesli chce kupic cos drozszego to po prostu mi mowi. Jesli sa "luzne" pieniadze w danym miesiacu to idzie i kupuje jesli nie to albo bierzemy z konta oszczednosciowego lub upewniam sie zeby akurat na to bylo w nastepnym. to samo dotyczy mnie (oczywiscie inne wydatki). Ja prowadze domowe finanse i mezowi to odpowiada bo on glowy do "papierkow" nie ma. Obywdwoje podchodzimy do wydatko rosadnie i nie wydajemy na duperele. i nikt sie z niczym nie ukrwa i nie chowa po szafach po kryjomu nowych rzeczy. Dla mnie to chore.
            • atena12345 Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 03.05.10, 14:44
              odzim22 napisał:

              > Zastanawiam się czy małżeństwa celebrujące pełną wspólnotę
              finansową
              > mają jakiekolwiek hobby.


              mają:
              mąż zbiera numizmaty i kupuje sobie jak chce. Gdy cos droższego pyta
              czy nas stać
              moje hobby jest niekosztowne

              Co współmałżonek powiedziałby na kupienie
              > aparatu fotograficznego, saksofonu czy motoru za kilkadziesiat tys
              > zl.

              jeśli byłyby pieniadze, to pojechalibyśmy do sklepu i kupili

              > Jak wogóle orientujecie sie czy Was na takie zabawki stać skoro
              kasa
              > jest w jednym kotle?

              może własnie dlatego latwiej to ocenieć?


              > A może zawarcie małżeństwa skutkuje zrezygnowaniem z "droższych"
              > zainteresowań i zajmowaniem się tylko pracą, dziećmi i domem?
              >


              nie no masz racje, hobby MUSI być kosztowne smile

              > W zasadzie to jest to co mnie i moją żonę najbardziej odstrasza od
              > mieszania naszych przychodów, wolimy comiesięczną zrzutkę na
              wspólne
              > wydatki.

              kazdy ma swoje metody, ważne by one srawdzały sie w każdej sytuacji,
              również w takiej, gdy jedno zachoruje lub straci prace
          • ludwigvanbeethoven Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 28.07.09, 21:14
            Ja piernicze to moj maz powinien isc na jakis kurs milosci blizniego
            bo kompletnie oszalal:jestesmy malzenstwem od 12 lat,przez
            pierwszych 10 siedzialam w domu i obrabialam chate,dziecko i
            mezusia.Dwa lata temu poszlam do pracy z paskudnie obrazona mina
            jasnie pana bo nie oplaca sie zebym pracowala.Do im wiecej dochodze
            wlasnymi rekoma tym wieksza przepasc miedzy nami.Prawo jazdy
            zrobilam - po co babie taka mozliwosc?Jezyka sie nauczylam /mieszkam
            poza granicami Polski/- zle bo wtedy mozna sie poskarzyc i samemu
            zalatwiac sprawy.Ostatnio przed wyjazdem na wakacje wyrobilam sobie
            karte VISA z tym komentarzem,ze taki zbytek to juz kompletnie babie
            nie pasuje.On zarabia wiecej niz ja ale odkad mam swoje pieniadze
            nic mi do jego.Nie obchodzi go na co ja wydaje ale chetnie myje sie
            srodkami ktore ja ustawiam na polce.Zre tez chetnie jedzenie ktore
            ja kupuje.Dziecko ja ubieram,swietlice ja oplacam itd.Ostatnio wpadl
            na pomysl,ze mam mu placic za prad bo za duzo zuzywam.Nie dociera do
            meza jednak to,ze dom jest niewystarczajaco ocieplony i w lazience
            panuje 9-11 stopni w porownaniu do salonu gdzie jest 30 gdy kominek
            jest w uzyciu.Pokoje dzieciece nie maja podlaczonych kaloryferow
            wiec corka od 3 lat spi z nami w sypialni.Syn musial opusic dom
            kilka lat temu bo juz dluzej nie bylam w stanie patrzec jak syn jest
            swiadkiem ponizania mnie.Dzisiaj nawet nie ma swojego pokoju juz bo
            maz nie chce go z powrotem.Jestem pelna szacunku dla mezczyzn takich
            jak dawidok i nie moge uwierzyc,ze tak mozna razem zyc zeby wszystko
            bylo wspolne,a zona szanowana.Pozdrawiam
          • atena12345 Re: a dla mnie jest chorym osobne konta 03.05.10, 14:40
            dawidok napisała:

            > my mamy od ośmiu lat współne, od ślubu oczywiście. i wszystko
            > opłacamy z tego konta, każdy wydaje na swoje potrzeby ile
            > potrzebuje, razem zarabiamy około 3tyś a mamy dziecko, kredyty i
            > jesteśmy zadowoleni z życia i nie kłócimy się o pieniądze. bo
            > małżeństwo oznacza wspólnotę we wszystkim jakby ktoś z Państwa
            > zapomniał. Chyba nauka Chrystusa poszła u was w las !!!!

            ja bym w to sił wyższych nie mieszala, ale zgadzam sie z Tobą
        • makakson Re: kasa małżeńska 28.07.09, 17:03
          bramasole2 napisała:

          > Ja
          > miałam dosc spowiadania się przed mężem, po co kolejną torebkę
          > kupiłam.

          I czy przypadkiem tutaj nie tkwi istota problemu? Moim zdaniem wspólne konto
          przeszkadza osobom, które zamiast ze sobą rozmawiać muszą się "spowiadać"
        • agug-u25 Re: kasa małżeńska 04.03.11, 17:30
          bramasole2 napisała:No inna sytuacja jeśli żona zarabia grosze- ale to już jej
          > problem, że taka mało zaradna jest. Jak zarabia lekko powyżej 1000
          > to niech kupuje ciuszki używane.
          Ciekawa jestem czy byłabyś taka mądra jakbyś straciła pracę! I co żebrała byś o kilka złotych od męża na bieżące wydatki?
      • lazurowa33 Re: kasa małżeńska 24.03.10, 10:20
        Dokładnie.Mnie nigdy mąz niczego nie wygadywal. Niestety bywa tak ze
        on zarabia wiecej a ona mniej nawet wtedy kiedy on ma zawodowe a ona
        wyższe. Moj płaci rachunki a ja jedzenie, dodatkową kase
        odkładamy.Moze jest mała różnica ja jestem bardzo oszczedna ale wiem
        ile kosztuje małe dziecko a tysiak to nic w dziesiejszych czasach.
    • frisky2 Re: kasa małżeńska 05.06.09, 16:45
      Kazde malzenstwo moze miec inny model finansowy. Ja uwazam, ze skoro jestesmy
      malzenstwem, to kasa jest wspolna. NIezaleznie kto ile zarabia. I ze wspolnie
      planuje sie jej wydawanie. Ale inni moga miec inny model, pewnie zalezy tez od
      osobowoosci. I niech kazdy ma tak, zeby zylo mu sie z tym dobrze.
    • shellerka Re: kasa małżeńska 05.06.09, 21:01
      u nas jest tak: mamy osobne konta, ja zarabiam ok. 3000 maz jakies dwa razy
      tyle. z mojej pensji mam obowiazek - tak sie umowilismy - kupowac zywnosc,
      ubrania dla siebie i dla dziecka. Czasami jak się trochę rozpędzam z wydatkami
      mąż w ramach "kary" za rozrzutność daje mi do zapłacenia jakiś rachunek. Z jego
      pensji pokrywane są stałe opłaty typu kredyt, opłaty za prad, gaz itp. no i
      wszelkie wyjscia do kina, restauracji itd. Niedługo moje wynagrodzenie nie
      bedzie mi wplywalo na konto (zamierzam isc na wychowawczy) Maz nie widzi
      problemu, ale ja chce miec swoje pieniadze "na waciki" - nie lubie byc w 100 %
      zalezna od nikogo. Dlatego juz teraz kombinuje, zeby moc na wychowawczym dorobic
      jakis 1000 zł miesięcznie. Wtedy te pieniadze bede miec poprostu na jakies
      kosmetyki, ciuchy dla mnie i dziecka itp., a maz przejmie reszte.
        • shellerka Re: kasa małżeńska 07.06.09, 01:37
          maz nie widzi wogole potrzeby mojego dorabiania, sam planuje zwiekszyc swoje
          przychody tak, zebysmy nie odczuli utraty mojej pensji, ale jak juz napisalam
          chce miec swoje pieniadze na kosmetyki i ciuchy, zeby nie byc zalezna od niego w
          100%.
      • deodyma Re: kasa małżeńska 06.06.09, 15:21
        shellerka napisała:

        > u nas jest tak: mamy osobne konta, ja zarabiam ok. 3000 maz jakies dwa razy
        > tyle. z mojej pensji mam obowiazek - tak sie umowilismy - kupowac zywnosc,
        > ubrania dla siebie i dla dziecka.

        a ile z tych 3 tys zostaje Ci po calym msc utrzymywania siebie, dziecka i meza?
        masz jakies osczednosci???


        Maz nie widzi
        > problemu, ale ja chce miec swoje pieniadze "na waciki" - nie lubie byc w 100 %
        > zalezna od nikogo. Dlatego juz teraz kombinuje, zeby moc na wychowawczym dorobi
        > c
        > jakis 1000 zł miesięcznie.

        ja bym powiedzuala, ze masz innego wyjscia bo wedlug mnie to maz Ci kasy po
        prostu nie daje i tyle.
        znam takie uklady i wiem mniej wiecej, jak to wyglada.


        Wtedy te pieniadze bede miec poprostu na jakies
        > kosmetyki, ciuchy dla mnie i dziecka itp., a maz przejmie reszte.


        a co, jesli po jakims czasie przestanie mu sie to podobac?
        nie boisz sie?
        • shellerka Re: kasa małżeńska 07.06.09, 01:53
          deodyma - znowu za mna łazisz? smile))

          chetnie ci odpowiem:

          otóż - jestem rozrzutna, ale rozsądna. Co miesiac wpłacam na osobne konto 500
          zł. Co jakis czas uzbierane pieniadze inwestuje w akcje - zgodnie z rada meza,
          ktory tez gra na giełdzie.
          Spokojniejsza jestes o moja przyszlosc?

          po drugie - moj maz nie widzi wogole potrzeby mojego dorabiania, ale ja nie
          znosze byc od nikogo zalezna. Od dziewietnastego roku zycia pracuje zawodowo.
          Celowo wybralam studia wieczorowe, mimo ze moich rodzicow bylo stac na to zebym
          studiowala dziennie. Nie znosilam proszenia sie na kino, na kosmetyki, na
          ciuchy. Chcialam byc niezalezna, jestem i będę. Podziwiam kobiety ktore decyduja
          sie na calkowite przejscie na utrzymanie meza, bo nie wiedza co je czeka za
          piec, dziesiec lat.

          Po trzecie - nei rozumiem - dlaczego maz mialby mi w tej chwili dawac na
          cokolwiek???? Skoro dla siebie mam cala swoja pensje??? No nie rozumiem... A i
          tak, kiedy potrzebny byl mi laptop, to maz mi go kupil, kiedy trzeba wymienic
          opony w moim aucie, zajmuje sie tym on, kiedy jedziemy na wycieczke, placi on...
          Musialabym byc naprawde rozpuszczona pusta panna, zeby oczekiwac jeszcze czegos...

          I po czwarte - nie wiem czemu mialabym sie bac? Jesli stwierdzimy, ze nie dajemy
          rady zyc z jego pensji, to poprostu pojde do pracy. To nie MOJ pomysl z tym,
          zebym przestala pracowac, a zajela sie dziecmi, a NASZ WSPOLNY.




          • deodyma Re: kasa małżeńska 07.06.09, 20:47
            shellerka napisała:

            > Po trzecie - nei rozumiem - dlaczego maz mialby mi w tej chwili dawac na
            > cokolwiek???? Skoro dla siebie mam cala swoja pensje???

            dla siebie masz cala swoja pensje?
            mialabys ja, gdybys cala ta pensji wydawala tylko i wylacznie na siebie a maz
            dawal by na jedzenie, ciuchy, kosmetyki itd...
            a tymczasem jak przecholujesz z wydawaniem kasy, maz za kare kaze Ci oplacic no
            jakis rachunek.
            nie bierz tego do siebie, ale jak moj maz poczytal sobie wypowiedzi na tym watku
            m,in Twoja, to zaczal sie smiac.
            na Twoim miejscu bym sie po prostu bala, ze gdyby nie daj boze kiedys powinela
            mi sie noga, stracilabym prace, maz odcialby mi calkowicie kase, bo nie mialabym
            nawet swojej pensji.
            a z tym lazeniem za Toba juz tak sobie nie pochlebiajsmile
            • shellerka Re: kasa małżeńska 07.06.09, 21:38
              Deodyma, spróbuj jeszcze raz zrozumiec:

              w razie, gdyby podwinela mi sie noga, a maz oznajmilby mi ze nie da mi złamanego
              grosza na nowa sukienke, to poprostu:

              a)znajduje sobie nowe zajecie
              b) w ostatecznosci uruchamiam swoje oszczednosci

              Gdyby moja pensja oscylowala w granicach 1000 zł (naprawde ktos tyle zarabia???)
              nie byloby mowy o tym, zebym pokrywala jakies rachunki, czy robiła zakupy
              jedzeniowe nawet w warzywniaku, ale uwazam ze majac do dyspozycji miesiecznie
              3000 zł przy założeniu, ze dziecku nie kupuje ubran co miesiac, ja i młody
              raczej nie pochłaniamy wielkich ilosci jedzenia, a maz zywi sie najczesciej na
              miescie, a ja ubieram się w raczej przecietnych sieciówkach typu zara, h&m,
              czasem solar i monnari i tylko od czasu do czasu pozwalam sobie na szalenstwa w
              stylu designerski ciuch, swiecznik czy cos tam na co mnie najdzie ochota - zyje
              na nieco ponad przecietnym poziomie. Wiem, ze sa osoby ktore maja lepiej, sa i
              takie ktore maja gorzej, ale ja pisze tu o sobie i moim konkretnym przypadku.
              dotarło???
              czuje sie calkowicie niezalezna, a jednoczesnie wiem, ze mam ogromne wsparcie w
              mezu i mimo, ze na kazdym kroku staram sie zabezpieczyc na wszelki wypadek, nie
              boje sie przyszlosci, bo ja ją sobie poprostu zabezpieczylam.
              jak juz napisalam w poscie powyzej - podziwiam dziewczyny ktore decyduja sie na
              bycie calkowicie zalezna od kogokolwiek...
              • deodyma Re: kasa małżeńska 07.06.09, 21:59
                oj, wierz mi, ze sa babki, ktore po 1000 zarabiaja i z tego musza kupic dla
                dziecka, siebie i chlopa wyzywienie a tymczasem maz placi rachunki, chociaz
                zarabia duzu, duzo wiecej.
                po prostu jesli o mnie chodzi, to bym sie po prostu bala zyc w takim zwiazku i tyle.
                ja na to patrze inaczej,bo konto mamy wspolne i dorabiamy sie wspolnie.
                wedlug mnie jak sie ma oddzielne konta, to tak, jakby sie zylo z kims w domu pod
                jednym dachem, wszystko miedzy soba dzielilo i co moja to moje a co twoje, to twoje.
                uwazam, ze tacy ludzie zyja obok siebie, wiec juz bym wolala intercyze podpisacsmile
                no, ale kazdy inaczej na to patrzy, zdania na ten temat sa podzielone i w tym watku.
                • shellerka Re: kasa małżeńska 07.06.09, 22:18
                  deodyma, ale my mamy rozdzielnosc i ja uwazam to za zalete, a nie wade. czytalas
                  watek niejakiej maliny na forum emama? rozdzielnosc majatkowa, to nie jest w
                  zaden sposob krzywdzenie kobiety, a jedynie zdroworozsadkowe podejscie do zycia
                  i przyszlosci.

                  to, ze mam swoje konto nie oznacza, ze nie znam np pinu do karty meza, albo ze
                  on nie konsultuje ze mna swoich wydatków. chyba rozumiem o co ci chodzi.
                  faktycznie sa malzenstwa, w ktorych facet zarabiajacy wiecej od kobiety ma sie
                  za lepsza i wazniejsza strone zwiazku, a kobieta do garów i ma byc cicho.
                  pewnie, ze cale multum takich zwiazkow. Gdzies nawet ostatnio czytalam, jak
                  jakas kobieta sie zalila, ze maz sie jej spytal, czy juz uzbierala na wyjazd dla
                  siebie i syna na wakacje, bo on juz kase dla siebie odłożyl. To jest chore -
                  fakt i tu sie z toba zgodze.

                  Ale w naszym przypadku dbamy o komfort psychiczny nas dwojga, jednoczesnie nie
                  zapominajac o tym, ze zycie przynosi niespodzianki..
                  • babcia47 Re: kasa małżeńska 29.07.09, 14:23
                    > Oddzielne konto w zaden sposob nie dowodzi, ze ludzie nie sa RAZEM.
                    oczywiście, ze nie..chyba też nie o tym jest ten wacik..za to na
                    pewno nie jest byciem RAZEM rozliczanie sie złotówka za złotówkę..ja
                    dokładam do wspólnego zycia tylko tyle ile partner bez liczenia sie,
                    że jedno z partnerów może mieć pewne ogranienia w zarabianiu,
                    związane z wychowaniem potomstwa, mniejszą mozliwościa dobrego
                    zarobku w swoim zawodzie na danym terenie..lub wofóle, bo co się
                    będziemy czarować..co prawda zaczyna sie to zmieniac ale do dziś
                    czesto kobieta na tym samym stanowisku zarabia mniej niż mężczyzna i
                    prędzej jest zwalniana w razie gdy firma redukuje zatrudnienie,
                    zawody, wykonywane przewaznie przez kobiety sa tez zazwyczaj niżej
                    płatne, nawet gdy ich wykonywanie jest uzaleznione od dobrego
                    wykształcenia..no i czesto kobieta nie moze dodatkowo "dorobić" bo
                    wiekszość obowiązków rodzicielskich spada na nią, choc teraz to nie
                    niest juz regułą..ale w takim razie małż, który nie dorabia powinien
                    byc traktowany jak "gorsza" część stadła..kazdy do wspólnego wnosi
                    tyle samo tylko inaczej..jedno biorąc prace wymagajaca poswiecenia
                    jej więcej czasu, drugie wypełnia obowiązki rodzica a na to wręcz
                    nie ma ceny
              • atena12345 Re: kasa małżeńska 03.05.10, 14:26
                shellerka napisała:

                > w razie, gdyby podwinela mi sie noga, a maz oznajmilby mi ze nie
                da mi złamaneg
                > o
                > grosza na nowa sukienke, to poprostu:
                >
                > a)znajduje sobie nowe zajecie

                już myslalam, że nowego męża big_grin

                > b) w ostatecznosci uruchamiam swoje oszczednosci
                >

                jejku, jak można mieć SWOJE oszczędności? My mamy, owszem, ale są
                one NASZE

                > Gdyby moja pensja oscylowala w granicach 1000 zł (naprawde ktos
                tyle zarabia???


                nie wywyższaj się. Tak, niektórzy zapieprzaja za tysiaka. A 3000 zł,
                to nie majatek. Jestem na wychowawczym, ale moja pensja też wynosiła
                3000zł netto, maż zarabia więcej od Twojego, a w życiu nie robił
                żadnych problemów typu "moje twoje"

                > czuje sie calkowicie niezalezna, a jednoczesnie wiem, ze mam
                ogromne wsparcie w
                > mezu i mimo, ze na kazdym kroku staram sie zabezpieczyc na wszelki
                wypadek, nie
                > boje sie przyszlosci, bo ja ją sobie poprostu zabezpieczylam.

                jakie wsparcie, skoro zabezpieczasz się przed jego brakiem?

                > jak juz napisalam w poscie powyzej - podziwiam dziewczyny ktore
                decyduja sie na
                > bycie calkowicie zalezna od kogokolwiek...

                Dla Ciebie to zależnośc, a dla mnie np. naturalna kolej rzeczy. Był
                czas gdy zarabiałam wiecej, teraz nie zarabiam nic. Nigdy nie czułam
                sie zależna od męża. Jeśli chcę kupić akcje - dzwonie i ustalamy czy
                to dobry pomysł, jeśli chce kupić buty dzicku - kupuję, sukienkę
                sobie - kupuję, jedzenie - kupuje..
                Mam znajomych którzy też mają "nieformalną rozdzielnośc majątkową"
                i sytuacje bywają komiczne: kłótnia o to, kto tym razem kupuje buty
                dziecku, kto wydzwonił więcej impulsów, albo kolega przychodzi i
                mówi, że zapłacił Żonie za naprawę jakiejś rury w łazience, no bo to
                jej działka, ale ona bez kasy aktualnie, no a myś trzeba big_grin
                Nie no ubaw po pachy smile)))
                ale co kto lubi
            • silic Re: kasa małżeńska 09.06.09, 08:55
              > dla siebie masz cala swoja pensje?

              Tak, ma dla siebie całą pensję. Sama wydaje zarobione przez siebie pieniądze.
              Razem z mężem łożą na wspólne życie na zasadach jakie sami sobie ustalili.
    • widosna Re: kasa małżeńska 06.06.09, 14:41
      odwróć sobie sytuację i zastanów się jak Ty byś chciał by prowadzone
      były finanse, gdybyś to Ty zarabiał 1000 zł a żona wielokrotność.
      Nie dziwię się, że jej nie starcza skoro kupuje rzeczy dla dzieci a
      i kobieta (nie ukrywajmy) zawsze więcej wydaje na siebie niż facet
      na siebie (sukienki, kosmetyki, bielizna - zwróć uwagę, że ubrania
      męskie są tańsze i jednak ulegają mniej wahaniom mody). Taki układ,
      że macie jedno wspólne konto i odkładacie procent dochodów i z tego
      konta finansujecie wspólne życie (w tym wydatki na dzieci) byłby w
      Waszym przypadku dobry, moim zdaniem. Jej przy np. 50% udziału
      zostałoby 500 zł które mogłaby wydać tylko na siebie i musiałaby tym
      gospodarować tak by starczyło. Ty też miałbyś komfort bo i tak na
      własne wydatki (a są mniejsze jak piszesz) miałbyś kasę swoją a nie
      wspólną. Dziwi mnie sugestia by żona ubierała się taniej (w
      lumpeksach?). U mnie to ja zarabiam prawie 2x tyle co mąż i co? mam
      go winić za to, że lepszej pracy nie znajdzie? Ja miałam fuksa z
      moją pracą i wiem, że on też by się w niej świetnie sprawdził (a
      nawet lepiej) - to mam go karać za moje szczęście??? My mamy dwa
      konta ale nikt nikomu nie liczy na co wydał a grube wydatki
      uzgadniamy, rachunki płacimy różnie -= bez podziału raz ty raz ja -
      tak wychodzi.
    • babcia47 Re: kasa małżeńska 06.06.09, 16:04
      wydanie tysiąca złotych na obiady na cały miesiąc dla całej rodziny,
      zakup ubrań dla rosnącego dziecka i ewentualnie uzupełnienie własnej
      garderoby to nie takie znowy szastanie i niegospodarność..chyba, ze
      masz na mysli, ze zona powinna życ na znacznie niższym standardzie
      niz Ty, bo mniej zarabia.. Nie wiem jak to wyglada w Waszym domu ale
      domowe prace kobiety wyceniono swego czasu na ponad 1200,-(jakies 3
      lata temu, gdy był pomysł, by żony zajmujące się domem, niepracujące
      objąć systemem emerytalnym)..sądze, że obecnie ta wycena znacznie
      wzrosła..więc wkład zony w Wasz poziom zycia jest zancznie wyższy
      niż Ci się wydaje. Ja mam juz staz małżeński blisko 30-letni..i w
      zyciu różnie bywało..raz to małż zarabiał wielokrotnośc mojej
      pensji..innym razem to ja utrzymywałam głównie lub całkowiecie całą
      rodzinę..chyba nie chciałbyś byc w takiej sytuacji gdy znajdziesz
      się na jakimś zakręcie zawodowym by zona odmówiła Ci kasy na
      niezbedne wydatki, paliwo, jakies wyjscie pod pretekstem, ze nie
      zarabiasz a kasa się Ciebie nie trzyma..Nawiasem mówiąc u nas taka
      wade ma mój małż i w związku z tym załozylismy wspólne konto bym
      mogła kontrolowac jego poczynania..inaczej naprawdę dużą pensje
      potrafił wydac w 2 tygodnie, co gorsza nie woadomo na co..W dobie
      internetu bez problemu mozna ustalic jakie sa miesięczne potrzeby
      rodziny: rachunki, raty, jedzenie, inne konieczne wydatki (często
      panom umyka, że sporo kosztuje tzw. chemia, srodki czystosci i
      kosmetyki) ustalić miesięczny limit wydatków a resztę ulokowac na
      dwóch, trzech "kupkach" czyli np. lokatach, innych inwestycjach
      finansowych z założeniem, ze jedna będzie na wakacje, druga na
      nieprzewidziane większe wydatki (pralka padła, zbieramy na nowy
      samochód) trzecia jako oszczędnosci z mysla o dziecku, starości, na
      czarna godzinę..małżenstwo to związek dwojga ludzi, którzy
      zdecydowali sie żyć razem z wszelkimi tego konsekwencjami, w tym
      finansowymi..jeżeli masz wątpliwości i czujesz się "wykorzystywany"
      to wystarczy ustanowić rozdzielność majątkową, podpisac u notariusza
      umowę co do pokrywania wspólnych kosztów i kosztów dziecka..tylko
      czy to jeszcze bedzie małżeństwo?
      • ola_motocyklistka Re: kasa małżeńska 06.06.09, 19:43
        Fakt faktem, nie zarabiam. Ale był taki okres, że nie byłam na wychowawczym i
        zarabiałam. Nie byliśmy jeszcze małżeństwem, a moj jeszcze nie mąż oddawał mi
        wtedy kasę a ja z tego co się uzbierało płaciłam wszystkie rachunki, i
        ustalaliśmy ile i na co odkładamy, co kupujemy, itp. Reszta czyli jedzenie i
        drobne wydatki była pokrywana z tej puli co zostało-i trzeba było tak
        manewrować, żeby starczyło, bo to różne kwoty były w miesiącu-(mój mąć na dg).
        Obecnie nie zarabiam, wychowuję dziecko, a nie długo 2 dzieci. Mąż przynosi mi
        kase a ja opłacam składki, FV, podatki, i mniej więcej widzę ile mi
        zostaje-odkładam, a za resztę żyjemy. Informuję go co kupiłam i za ile, nie
        ściemniam, nie zaniżam kwot, nie chowam reszty ...smileCzasami zdarza mi się
        zaszaleć, a czasami zostaje, to zależy od miesiąca, od zakupow, od wszystkiego.
        Wszystko to kwestia tego co się kupuje i predyspozycji do oszczędzania, bądź do
        racjonalnego gospodarowania pieniędzmi.
        Kiedyś mężowi wyrwało się że on zarabia na rodzinę; zawsze daję mu do wyboru-ja
        wrócę do pracy a ty zostań z dzieciakiem, gotuj, sprzątaj...Poza tym dokładam
        się do domowego budżetu poprzez prowadzenie sprzedaży internetowej. Wyliczyłam
        kiedyś mężowi ile zarabiam poprzez to poza tym prowadząc dom, wych. dziecko i
        studiując ( stypendium naukowe, które pokrywa mi czesne)-taka praca "kury
        domowej" została wyceniona swego czasu przez GUS na około 1250 zł netto. Od tej
        pory nie poruszamy tematów, a on kasę mi oddaje. Zakupy dla niego też są
        konsultowane.
        System ten funkcjonuje już parę lat bez zgrzytów. Wspólnota i partnerstwo przede
        wszystkim.
        • bramasole2 Re: kasa małżeńska 08.06.09, 10:20
          A tak w ogóle podsumowując - kobieta musi być w tych czasach
          niezależna - i to powinno wynikać z jej odpowiedzialności za
          dziecko. Bo później są takie ofiary losu, które mąż rzucił dla
          młodszej a one walczą o 400 zł alimentów. Może to brzmi okrutnie ale
          taka jest prawda. Kobieta a tym bardziej matka musi być
          wykształcona, mieć prawko, dobrą pracę a nie...prosić męża o kase na
          waciki. Jeśli Wy kobiety nie wbijecie sobie do mózgu, że mężczyxni w
          tych czasach nie są już mężczyznami , to zginiecie śmiercią
          tragiczną. Mężczyzn, którzy dźwigają na barkach rodzine,jednocześnie
          dbając by żona pachniała i wyglądała, miała czas na odpoczynek a nie
          siedziała wiecznie w garach , za przeproeszeniem jak w obozie by
          odpracować pensję męża. Takich facetów można policzyć na palcach
          jednej ręki. I jeszcze raz powtórzę - jesteście nasi Drodzy
          tatusiowe mega NIE MĘSCY! Bo to, że utrzymujecie rodzinę powinoo być
          dumą a nie ciężarem i nastawieniem roszczeniowym - skoro ja zarabiam
          ty sprzątaj, gotuj, wychowuj i jeszcze się przy tym uśmiechaj
          seksownie. I to na tyle mojego wywodu. I weźcie to sobie do serca,
          bo jeszcze My kobiety damy Wam popalić.
          • silic Re: kasa małżeńska 09.06.09, 08:51
            Obowiązkiem mężczyzny nie jest utrzymywanie nieudolnej kobiety - zapamiętaj to
            sobie.
            Kobieta (żona ) od tego ma mózg i dwie ręce żeby sama zadbała o swoje zapachy i
            odpoczynek oraz o to , co ma zjesć na sniadanie. Skoro przed związaniem się z
            mężczyzną potrafiła sama się utrzymać nic nie stoi na przeszkodzie by robiła to
            dalej.
            My zas jestesmy cały czas mężczyznami, bez względu na to co osoby twego pokroju
            raczą sobie twierdzić.
              • deodyma Re: kasa małżeńska 09.06.09, 19:49
                bramasole2 napisała:

                > Kochankom kupujecie perfumy, bielizne. A żona sobie sama?

                podejerzewam, ze w niektorych wypadkach tak wlasnie jest.
                znam przypadek, gdzie malzenstwo z 30 letnim stazem rowniez ma oddzielne konta.
                on sobie i ona sobie.
                gdy jej zabraklo kasy na jedzenie, musiala kase pozyczac, bo maz ani myslal jej
                dac, bo przeciez maja oddzielne konta, wiec niech sama sie martwi, skad kase na
                zarcie wezmie.
                pan ostatnio kupil " sobie" nowiutkie auto, ktorym od czasu do czasu przewiezie
                zone, jak mus sie oczywiscie chce i jesli sobie kobita na to zasluzysmile
                • shellerka Re: kasa małżeńska 09.06.09, 21:51
                  mi na szczescie maz kupuje od czasu do czasu jakies perfumy - sam z siebiesmile
                  a jak kiedys dawno dawno temu byłam "tą drugą" to trafiłam na takiego
                  porządnego, co to żonie i mnie kupował po równosmile)) tak więc deodyma zdarzają
                  się wyjątki.

                  ty jakos tak wogole deodyma negatywnei do zycia nastawiona jestes...
                  i taka pewna swoich racji - uwazaj bo sie kiedys przejedziesz na tym wspolnym
                  koncie i cudownie oddanym mezu...
                  • deodyma Re: kasa małżeńska 09.06.09, 22:12
                    ja negatywnie nastawiona do zycia?
                    ja realistka jestem a ogolnie to wesola ze mnie kobitasmile
                    tyle tylko, ze mam te 34 latka, niejedno widzialam i wiem, co piszesmile
                    o mnie sie nie martw, kochaniesmile
                  • agnitunn Re: kasa małżeńska 28.07.09, 14:39
                    >mi na szczescie maz kupuje od czasu do czasu jakies perfumy - sam z siebiesmile
                    >a jak kiedys dawno dawno temu byłam "tą drugą" to trafiłam na takiego
                    >porządnego, co to żonie i mnie kupował po równosmile)) tak więc deodyma zdarzają
                    >się wyjątki.

                    Jak się takie rzeczy czyta to człowiekowi chce się żyg.... smile
                    Życzę Ci abyś kiedyś była równie potraktowana, żeby mąż przynajmniej kupował
                    Tobie i tej drugiej po równo.

                    Agnitum
            • babcia47 Re: kasa małżeńska 10.06.09, 12:32
              jak rozumiem, nie jest również obowiązkiem "udolnej"
              kobiety "obrabianie" męzczyzny czyli dbanie o niego i jego dzieci..
              odpada pranie, prasowanie, gotowanie, sprzatanie, robienie
              generalnych porządków i remontów, mucie oken, pranie dywanów,
              tapicerek, opieka nad ogrodem, zakupy.. ma prawo rządać równego
              podziału kosztów utrzymania dzieci, by w równym wymiarze czasu pan
              zawoził i odbierał dzieci do/z przedszkola, szkoły, zajęć
              dodatkowych, uczestniczył w wywiadówkach, zebraniach, chodził na
              spacery, odrabiał lekcje, rozmiawiał i wychowywał, opiekował sie
              dziecmi gdy zonka zapragnie z kolezankami po pracy wyskoczyc na
              drinka czy kawkę lub gdy umówi sie na weekendowy wyjazd "na ryby"..
              ma prawo wystawic Pana za drzwi, gdy burzy porządek w domu lub do
              opłacenia przez niego pomocy domowej, która zrobi po nim porzadek,
              wypierze skarpetki i gacie, uprasuje, ugotuje, zaopiekuje w
              chorobie.. i do opłacenia opiekunki do dzieci..?
              • silic Re: kasa małżeńska 11.06.09, 10:13
                Oczywiscie.
                Z dwoma uwagami: za drzwi Pana wystawić może tylko, gdy mieszkanie/dom należy do
                niej. Jesli jest jego lub wspólne to może sama się wystawić jak jej nie pasuje.
                I druga sprawa: jesli jego dzieci są też jej dziećmi to ma taki sam obowiązek
                jak mężczyzna by o nie dbać.
                • alexa0000 Re: kasa małżeńska 16.06.09, 13:26
                  Tak sobie czytam ten watek, i mam w głowie coraz wiekszy bałagan. Ja
                  jestem własnie taka żoną autora watku. Pracuję w wymiarze 5/8 etatu,
                  dostaję 1200 netto. Mamy dwuletnie dziecko. Mój mąz zarabia sporo
                  więcej niz ja, wlasciwie nie wiem ile, kwota jet rózna z miesiąca na
                  miesiąc. Wydaję cała swoja wypłatę na zakupy spożywcze,chemiczne i
                  paliwo do auta, którym jezdzę.Nie kupuję kosmetyków co miesiąc,
                  ciuchów też. Na wieksze zakupy wybieram sie kiedy mam nagły, wiekszy
                  przypływ gotówki, lub najdzie mnie szalenstwo typu:musze to miec! W
                  tym roku taki moment szaleństwa miałam raz(sukienka-200 pln, nagły
                  impuls).Ciągle słysze od męża teksty typu"za duzo wydajesz",uważa
                  mnie za osobe rozrzutną.Fakt, jemu nie przeszkadza jedzenie podłych
                  parówek, chleba i sera.Ja lubię urozmaicona kuchnie, a taka trochę
                  kosztuje. Nie jakies homary, kawior czy przegrzebki, ale czy oliwki,
                  dobra wedlina, owoce to taki straszny luksus?Mąz z checia zje
                  smaczny posiłek,ale wtedy nie odczuwa sie wydanych na produkty
                  pieniedzy.Nie chodze do kosmetyczki, nie robie tipsów, nie byłam
                  nigdy na masazu, do fryzjera ide raz na kilka miesiecy.Cholera, może
                  powinnam robic to co miesiąc?Nie uskarżam się, sama nie czuję
                  potrzeby uopiekszania sie w takim zakresie,ale zachodzę w
                  głopwę:moze ja naprawdę jestem rozrzutna?Często nie starcza mi do
                  przysłowiowego pierwszego, sięgam wtedy do zaskórniaków(uczę w
                  weekendy, i wpada mi wtedy od 200-300 pln miesiecznie, ale to tez
                  róznie)i tez je wydaje na rodzinę. zeby nie było,on tez czasem
                  kupuje pieluchy, jedzenie, proszek do prania. Nie jestem typem
                  zapisujacym wszelkie wydatki, nie zbieram paragonów, nie licze
                  kazdej złotówki.Może o to sie wscieka?Chciałabym zmienic nasz system
                  finansowania domu, ustalic jakies satysfakcomujacy podział, bo
                  takiego chyba po prostu do tej pory nie było.I żle mi z tym, bo mam
                  dosc trucia. Nie wiem tylko, jak sie do tego zabracsad
                    • shellerka Re: kasa małżeńska 16.06.09, 22:28
                      dokładnie tak jak pisze deodyma. jesli maz nie wie co ile kosztuje to nie wie
                      gdzie sie podziewaja pieniadze.
                      my wieksze cotygodniowe zakupy zawsze robimy razem - czasem place ja, czasem
                      maz, ale to daje nam obojgu swiadomosc gdzie ucieka kasa.

                      ja sama dla siebie zbieram w portfelu paragony, bo mam zwyczaj sprawdzania czy
                      wszystko sie zgadza, a po drugie od czasu do czasu spogladam na ceny, zeby
                      wiedziec jak rozplanowac nastepne zakupy. Ceny w sklepach zmieniaja sie dosyc
                      szybko...
                  • atena12345 alexa 03.05.10, 15:38
                    pamietam jak za którymś razem, gdy tata wymawiał mojej mamie, że za
                    dużo wydaje, ona nie wytrzymała. Pracowali oboje, zarabiali
                    porównywalnie, kasa wspólna, ale niewielka i było cieniutko.
                    Mama pozostawiła na jeden miesiąc ojca w sytuacji gospodarza: ze
                    wspólnej kasy miał opłacic rachunki i kupić wszystko co potrzebne.
                    Od tego czasu ojciec mamie nigdy nic nie wypomina, a my to
                    wspominamy i sie śmiejemy.
                • babcia47 Re: kasa małżeńska 29.07.09, 13:47
                  eye-witness napisała:

                  > Kobieto, a kto KAZE ci robic to wszystko?! Maz ci kazal, czy sama
                  uznalas, ze to
                  > nalezy do kobiety obowiazkow?
                  ..cóż tak sie składa, ze przewaznie to kobiety widzą potrzebę
                  wykonywania tych prac (sprzątanie) i poczuwaja sie do obowiazków
                  wobec dzieci..panowie jakos do tego sie niespecjalnie garna..o o ile
                  da sie do sprzatania zatrudnic "panią" to pomocy dziecku w lekcjach,
                  zajmowania sie nim, sapacerów, wychowywania, wożenia na zajęcia,
                  opieki w chorobie raczej nie..a przynajmniej wydaje mi sie, że to
                  nalezy do rodzica a nie do wynajetego opiekuna..panowie czesto nawet
                  nie zdają sobie sprawy z tego ile trzeba kupić, jakich srodków do
                  utrzymania czystosci, do prania, podstawowych kosmetyków do
                  codziennej pielegnacji (wyłaczając pachnidła i mazidła do makijazu)
                  i to dla każdego członka rodziny czesto oddzielnie i ile to
                  kosztuje, bardzo często to kobiety muszą pilnować domowych
                  płatności, bo panom to umyka..biorąc teoretycznie dużą wypłatę nie
                  zdają sobie sprawy, ze często duzy procent jej już wydali i teraz
                  trzeba opłacić rachunki..a nakłonic do jakichkolwiek oszczędności
                  czy kontroli wydatków to syzyfowa praca. O tym ile wydaje sie na
                  utrzymanie małego dziecka, o ile nie robią regularnie takich
                  zakupów, tez nie maja zazwyczaj wielkiego pojecia..potem sie dziwia
                  przy kasie gdy raz na jakis czas im się to zdarzy..podobnie z
                  wydatkami na żywność..chetnie się je przysmaki..gorzej z
                  świadomoscia ile one kosztują..i mam tu na mysli głównie panów,
                  którzy zakupami sie nigdy nie zhańbią, bo nie lubia, nie maja czasu
                  lub mają od tego żonę, chcą życ na "odpowiednim" poziomie..ale za to
                  chętnie "komentują" jej wydatki
            • dinkaa Re: kasa małżeńska 23.06.09, 00:42
              "mężczyzny nie jest utrzymywanie nieudolnej kobiety - zapamiętaj to
              sobie.
              Kobieta (żona ) od tego ma mózg i dwie ręce żeby sama zadbała o swoje
              zapachy i
              odpoczynek oraz o to , co ma zjesć na sniadanie. Skoro przed
              związaniem się z
              mężczyzną potrafiła sama się utrzymać nic nie stoi na przeszkodzie by
              robiła to
              dalej. " Jak rozumiem, obowiązkami domowymi dzielicie się 50/50?
              Gotujecie i sprzątacie w domu po równo?
    • dinkaa Re: kasa małżeńska 23.06.09, 00:21
      My mam swoje, oddzielne konta.Uważamy, ze tak jest bardziej przejrzyście smile Zrobiliśmy taki podział: ja płacę "sztywne rachunki" czyli prąd, czynsz, kablówkę ( TV, telefon, internet), ochronę, polisy za mieszkanie i moje ubezpieczenie na życie, a mąż resztę, czyli żywność, karmę dla zwierząt, ewentualne wyjścia do knajpek, kina i teatry, koszty wakacji i swoje ubezpieczenie. Ratę kredytu płacimy 50/50. Jeśli któremuś z nas brakuje kasy, to drugie się bezproblemowo dokłada.
      pozdrawiam
    • alfalfa Re: kasa małżeńska 06.07.09, 15:27
      Kolego, moja żona nie zarabia za to realizuje większość wydatków.
      Mnie mało co interesuje na co i ile bo wiem, że wydaje racjonalnie.
      Nie muszę jej pilnować jak dziecka a i ona ma do mnie zaufanie.
      Wydaje mi się, że po prostu za mało zarabiasz (tzn. nadal liczysz
      kasę). Przestań zwracać uwagę na to ile ona zarabia, skup się na tym
      żeby zarabiać jeszcze więcej a za chwilę przestaniesz też zwracać
      uwagę na jakieś wydane 500 czy 1000pln. Oczywiście założeniem
      podstawowym jest to co napisałem na początku: zaufanie.
      A.
      • alyeska Re: kasa małżeńska 06.07.09, 21:54
        Najlepszy uklad jest taki jaki odpowiada obu stronom. Jak poprzednik
        napisal podstawa zaufanie. My mamy wspolne konto, oboje pracujemy.
        Wszelkie wydatki ida z niego. Ja jestem dosc rozrzutna, ale w
        granicach rozsadku.Jakies wieksze wydatki typu : meble, czy wyjazd
        zagraniczny sa wspolnie uzgadniane.
        1000 zl, to co Twoja zona wydaje i to nie tylko na siebie to jest nic.
      • krzysztof-lis Re: kasa małżeńska 28.07.09, 17:39
        > Kolego, moja żona nie zarabia za to realizuje większość wydatków.
        > Mnie mało co interesuje na co i ile bo wiem, że wydaje racjonalnie.

        Jak widać po pierwszym wpisie w wątku, wątkotwórca nie uważa, by żona wydawała
        pieniądze racjonalnie.

        > Przestań zwracać uwagę na to ile ona zarabia, skup się na tym
        > żeby zarabiać jeszcze więcej a za chwilę przestaniesz też zwracać
        > uwagę na jakieś wydane 500 czy 1000pln.

        Śmieszna porada
        • alfalfa Re: kasa małżeńska 28.07.09, 23:03
          krzysztof-lis napisał:

          > > Kolego, moja żona nie zarabia za to realizuje większość wydatków.
          > > Mnie mało co interesuje na co i ile bo wiem, że wydaje
          racjonalnie.
          >
          > Jak widać po pierwszym wpisie w wątku, wątkotwórca nie uważa, by
          żona wydawała
          > pieniądze racjonalnie.

          Być może, ale to nie jestem wątkotórcą i piszę co innego.

          > > Przestań zwracać uwagę na to ile ona zarabia, skup się na tym
          > > żeby zarabiać jeszcze więcej a za chwilę przestaniesz też zwracać
          > > uwagę na jakieś wydane 500 czy 1000pln.
          >
          > Śmieszna porada
    • mniemanologia Re: kasa małżeńska 19.07.09, 10:07
      Ja bym ustaliła tak - 2/3 pensji każdej osoby idzie "do wspólnej
      kasy" (domowe zakupy, rachunki, dzieci), a 1/3 - to na własne
      wydatki.

      U nas jest podobnie - mąż zarabia ponad 2 razy więcej niż ja, ale
      kasa jest wspólna, choć oddzielne konta. Nie jesteśmy
      zakupoholikami smile Wychodzimy jedna z założenia, że to, że mąż
      zarabia więcej, jest jakby naszą wspólną zasługą - ja robię więcej w
      domu, więcej zajmuję się dzieckim (bo on na przykład siedzi po
      godzinach w pracy), zresztą to jest też kwestia szczęścia i
      wykształcenia.
      • moniowiec Re: kasa małżeńska 20.07.09, 11:50
        w poowie wątku przestałam czytać bo mnie znudziło wiec nie wiem czy nie powtórzę

        zarabiamy dość opdobnie, mąż odrobinę wiecej, ma też możliwość dorobienia (średnio zarabiamy 2000 zł na głowę). mamy oddzielna kasę i w sumie może 5 minut myśleliśmy czy nie miec wspólnego konta, ale to wg nas bez sensu. każde z nas ma oddzielne. ja, ze względu na kucharzenie i dbanie o ognisko domowe big_grin robie zakupy takie większe (chemia, jedzenie itp.) raz na 1-2 tygodnie (kupuje dużo i w razie czego mrożę częsć co można). codziennie mąż kupuje tylko chleb i czasem jak coś się skończy a ewidentnie jest potrzebne. mąż opłaca wszystkie rachunki (poza moją komórką). ja opłacam żłobek. do tego kupuje pierdołki dla siebie - kosmetyki, ciuchy. kupuję tez ubranka dla syna. mąż odkłada kase która zostaje (akcje, lokaty) lub zbiera na jakiś większy wydatek (np. ostatnio TV). jak mi nie starcza (zdarza się - lekarze i lekarstwa idą czasem z mojej czasem z jego kasy, mój budżet potrafi to zrujnować...) to mówię i dostaje trochę kasy przelewem, bez oddawania. mąż kupuje sam sobie ubrania. jak mu brakuje (rzadko) to ja coś wypłacam ze swojego konta.
        i o dziwo - przy dosć niskich zarobkach sporo oszczędzamy... trzeba tylko umieć!

        ja bym dawała na twoi miejscu kase na utrzymaie "ciuchowe" dziecka (bo serio przesadzają z cenami!) a na resztę (czyli "Waciki") niech żona sama zbiera kase. jak sobie w tym miesiącu nie kupi kremu to jej od razu zmarszczki nie wyskoczą! skoro zarabiasz więcej to zostawiaj własnie taki 1000 zł tylko dla siebie - i wydaje mi się to wtedy dość po równo smile bo macie na siebie tyle samo.
    • jak_matrioszka Re: kasa małżeńska 21.07.09, 01:09
      Zastanawia mnie dlaczego "sprawiedliwosc" w ponoszeniu kosztow wpolnego zycia
      sprowadza sie zawsze do "po rowno". Nawet jesli jest to rownosc wyrazona
      procentowo, to przeciez tam gdzie malzonkowie zarabiaja jedno malo a drugie
      kilka razy wiecej, to wciaz jedno ma malo, a drugie kilka razy wiecej na swoje
      wydatki.

      Wychodzi na to ze my gospodarujemy "niesprawiedliwie". Obie wyplaty przychodza
      na jedno konto, tam sie mieszaja i juz nie ma moje czy jego. Z konta placimy
      rachunki, jedzenie i wogole wszystko (nie zarabiamy w gotowce, wiec nie ma
      zadnych bokow). Kazde z nas ma karte platnicza i prawo wydawania pieniedzy z
      konta. Nie ma dyskusji kogo na co stac, bo saldo na koncie jest jedno, wiec
      stac nas na dokladnie to samo.
      Fizycznie to ja kupuje ubrania dla dzieci, w
      praktyce nie wiemy z czyjej pensji za nie place. Tak samo jest z zywnoscia,
      wiekszosc kupuje ja, placi konto. Malzonek placi rachunki przez internet (dom,
      auto), bo to on naciska klawisze. Raz na kilka miesiecy podejmujemy jedyna
      wspolna decyzje odnosnie kasy: kiedy na koncie jest nadwyzka i zastanawiamy sie
      ile przeznaczyc na splate kredytu.

      Kilka lat temu nie pracowalam, nie mialam dochodu, a opisany powyzej system
      funkcjonowal tak samo. Jestem zona swojego meza, a nie au-pair zajmujaca sie
      domem i dziecmi za kieszonkowe.
      • henryk5pio Re: kasa małżeńska 28.07.09, 13:24
        Ja narazie nie mam tego typu kłopotów (studiuje, nie mam dziewczyny), ale jak
        przyjdzie co do czego to postaram się wprowadzic w życie system opisany przez
        "jak matrioszkę" smile i sądzę, iż jest on najbardziej sprawiedliwy.
      • agnitunn Re: kasa małżeńska 28.07.09, 14:49
        jak_matrioszka: Bardzo zdrowe podejście!

        Ja również uważam, że w małżeństwie powinno być wspólne konto. Nie ważne, czy
        facet czy kobieta zarabia lepiej. Przecież jeśli komuś podwinie się noga to co?
        zostawimy go z tym kontem? a może ma żebrać?
        Wiele tu Pań piszących o rozdzielności majątkowej - założyło już jedną rzecz na
        początku. I ta myśl wróci jak bumerang. Otóż izolując się na początku,
        zmniejszają szansę na udany związek, no na taki związek "na zawsze". Już na
        początku założyły, że coś może nie pójść tak. I zazwyczaj tak wyjdzie i będzie
        "a nie mówiłam? a nie mówiłem?". Może jestem idealistą, ale ludzie wychodzą za
        mąż (przynajmniej tak powinni) dla uczucia i tego co ich łączy a nie dla
        materialności czy fizyczności. Jeśli uważa ktoś inaczej, ma inny związek tzn nie
        dojrzał do życia w związku.

        Dla panów rada:
        Nie bierzcie za żonę kobiet, które co miesiąc wydają kupę kasy na kosmetyki czy
        ciuchy. To są Istoty, którym media/reklama poprzewracały głowę.
        Rozumiem kupić coś od czasu do czasu...
        Dla Pań rada:
        Wybierajcie za mężów chłopaków, którzy mają zdrowe podejście do pieniędzy: brak
        hazardu, zbytniego dusigrostwa czy rozpusty monetarnej.

        Najważniejsze w małżeństwie to dogadać się. Jeśli para ludzi się kocha to dogada
        się również w kwestiach pieniędzy. Pełne zaufanie męża do żony, że ta nie poleci
        co miesiąc po dziesiątki nowych ciuchów czy kosmetyków, pełne zaufanie żony do
        męża, że ten nie wydaje na hektolitry piw, zabawki elektroniczne czy inne nałogi.

        Pozdrawiam smile
        Agnitum
        • krzysztof-lis Re: kasa małżeńska 28.07.09, 17:42
          > Ja również uważam, że w małżeństwie powinno być wspólne konto.
          > Nie ważne, czy facet czy kobieta zarabia lepiej. Przecież jeśli
          > komuś podwinie się noga to co? zostawimy go z tym kontem? a może
          > ma żebrać?

          A to fakt, że są wspólne konta oznacza, że osobie, która straci pracę partner
          pozwoli zdechnąć z głodu?

          To mi ciekawostka...
        • db-f Re: kasa małżeńska 29.07.09, 11:50
          My z męzem mieliśmy wspólny cel - mieszkanie. Mąż nie chciał nigdy
          wspolnego konta bo to ograniczałoby jego wolność. Obydwoje zarabiamy
          podobnie a z czasem okazało się że tylko ja dąze do tego "naszego
          celu".Każdemu wydatkowi towarzyszyła myśl o konieczności odłozenia
          na M3 i wkłąd własny rósł.Kiedy zaczęliśmy rozglądać sie za wspólnym
          lokum okazało się ze mój mąż całą pensję wydaje na zycie (blisko3
          tys) - swoje zycie i ze zapomniał ze mamy kupi c mieszkanie.Wydatki
          zwiazane z utrzymaniem pokrywalismy wpólnie, płaciliśmy na zmiane i
          mniej więcej generowało to podobne nakłady.
          Gdzie tu torebki i kosmetyki na które statystyczna małżonka wydaje
          pensję? To ja musze chodzić za mężem i wypytywać czy na pewno jego
          priorytetyzacja wydatków jest słuszna
      • jelly_kitten Re: kasa małżeńska 28.07.09, 15:17
        Jak_Matrioszko,
        Ale jesli ja mam jakas zachcianke, o ktorej nawet ja wiem, ze maz
        nie musi sie na nia zgadzac, jakas droga glupotka, ale naprawde mi
        sie tego chce, to nie chce musiec sie o to prosic, nie chce musiec
        sie z niczego tlumaczyc, po prostu mam swoje pieniadze, ide i kupuje
        jesli mnie stac. Oczywiscie to po wspolnym oplaceniu wszystkich
        niezbednych wydatkow (patrz moj post ponizej).
        To samo w druga strone. Maz potrzebuje nowych okularow. Dla mnie
        okulary za 200 zl w zupelnosci wystarcza, i takie kupuje sobie, ale
        on chce Gucci'ego za 1000 zl. Dlaczego nie? Jesli jemu na tym
        zalezy? Gdyby to bylo ze wspolnych to szlag by mnie trafil!

        jak_matrioszka napisała:

        > Zastanawia mnie dlaczego "sprawiedliwosc" w ponoszeniu kosztow
        wpolnego zycia
        > sprowadza sie zawsze do "po rowno". Nawet jesli jest to rownosc
        wyrazona
        > procentowo, to przeciez tam gdzie malzonkowie zarabiaja jedno malo
        a drugie
        > kilka razy wiecej, to wciaz jedno ma malo, a drugie kilka razy
        wiecej na swoje
        > wydatki.
        >
        > Wychodzi na to ze my gospodarujemy "niesprawiedliwie". Obie
        wyplaty przychodza
        > na jedno konto, tam sie mieszaja i juz nie ma moje czy jego. Z
        konta placimy
        > rachunki, jedzenie i wogole wszystko (nie zarabiamy w gotowce,
        wiec nie ma
        > zadnych bokow). Kazde z nas ma karte platnicza i prawo wydawania
        pieniedzy z
        > konta. Nie ma dyskusji kogo na co stac, bo saldo na koncie jest
        jedno, wiec
        > stac nas na dokladnie to samo.
        Fizycznie to ja kupuje ubrania
        dla dzieci, w
        > praktyce nie wiemy z czyjej pensji za nie place. Tak samo jest z
        zywnoscia,
        > wiekszosc kupuje ja, placi konto. Malzonek placi rachunki przez
        internet (dom,
        > auto), bo to on naciska klawisze. Raz na kilka miesiecy
        podejmujemy jedyna
        > wspolna decyzje odnosnie kasy: kiedy na koncie jest nadwyzka i
        zastanawiamy sie
        > ile przeznaczyc na splate kredytu.
        >
        > Kilka lat temu nie pracowalam, nie mialam dochodu, a opisany
        powyzej system
        > funkcjonowal tak samo. Jestem zona swojego meza, a nie au-pair
        zajmujaca sie
        > domem i dziecmi za kieszonkowe.
      • jelly_kitten Re: kasa małżeńska 28.07.09, 15:19
        Jak_Matrioszko,
        Ale jesli ja mam jakas zachcianke, o ktorej nawet ja wiem, ze maz
        nie musi sie na nia zgadzac, jakas droga glupotka, ale naprawde mi
        sie tego chce, to nie chce musiec sie o to prosic, nie chce musiec
        sie z niczego tlumaczyc, po prostu mam swoje pieniadze, ide i kupuje
        jesli mnie stac. Oczywiscie to po wspolnym oplaceniu wszystkich
        niezbednych wydatkow (patrz moj post ponizej).
        To samo w druga strone. Maz potrzebuje nowych okularow. Dla mnie
        okulary za 200 zl w zupelnosci wystarcza, i takie kupuje sobie, ale
        on chce Gucci'ego za 1000 zl. Dlaczego nie? Jesli jemu na tym
        zalezy? Gdyby to bylo ze wspolnych to szlag by mnie trafil!

        jak_matrioszka napisała:

        > Zastanawia mnie dlaczego "sprawiedliwosc" w ponoszeniu kosztow
        wpolnego zycia
        > sprowadza sie zawsze do "po rowno". Nawet jesli jest to rownosc
        wyrazona
        > procentowo, to przeciez tam gdzie malzonkowie zarabiaja jedno malo
        a drugie
        > kilka razy wiecej, to wciaz jedno ma malo, a drugie kilka razy
        wiecej na swoje
        > wydatki.
        >
    • hermilion Re: kasa małżeńska 27.07.09, 16:26
      > 100 zł na kilka obiadów które przynosi z pracy
      > - kupuje na stołówce)

      Ile konkretnie porcji obiadów - jeśli wychodzi
      poniżej 6-8 zł za porcję na jedną osobę to nie
      jest rozrzutna.

      > 3 stówy na ubranka dla dziecka

      I tu też pytanie co za te 300 zł kupiła .. bo jeśli
      przypadkiem chodziło np o komplet ubrań dziecięcych
      na lato np. z butami .. to .. ciesz się że tylko 300
      i że potrafi je dobrać .. a na sezon jesienno/zimowy
      sam:

      - przekop szafę i spisz czego i ile brakuje (weź
      pod uwagę ilość - a dziecko potrzebuje więcej par
      ubrań na zmianę niż dorosły)

      - przejdź się do sklepu (w tym lumpeksu - zobacz
      co tam bywa i jak się to ma do tego w co chciałbyś
      swoje dziecko ubrać) i kup wszystko to co będzie
      potrzebne.

      Myślę że osiągniesz wyższe zrozumienie tematu i
      poziomu cen ubrań ... oraz faktu że Twoje dziecko
      ROŚNIE i co pół roku trzeba mu połowę garderoby
      wymienić.

      A potem zamiast narzekać i poszukaj lepszej roboty wink
    • rayenne dziwaczne 28.07.09, 11:58
      U mnie zarabia póki co tylko mąż (urlop wychowawczy), a kasa wciąż
      jest wspólna, podobnie jak wakacje, zakupy, wzbagacanie biblioteki,
      wypady na kolacje. Zawsze tak było, jak jeszcze zarabiałam (mieliśmy
      i mamy wspólne konto)i tyle. Zawsze zresztą zarabiałam kilkanaście
      razy mniej od męża, ale gdybym miała chęc i ochotę przepłukać więcej
      na ciuchy, jego, swoje, dziecka, empik, to jest to oczywiste że
      wydaję z naszego konta i tyle. Myślałam, że to norma w małżeństwach,
      że wszystko jest wspólne. U mnie i w paru znanych mi rodzinach tak
      właśnie jest. Pozdrawiam
    • stinefraexeter Re: kasa małżeńska 28.07.09, 12:00
      Przyznam, że za każdym razem szokują mnie takie wątki.

      Nieważne, małżeństwo, czy para - są razem, mają dzieci, a wprowadzają jakieś
      sztuczne podziały. Wyliczanie każdego grosza żonie tylko dlatego, że zarabia
      mniej... Nie jestem tego w stanie pojąć.
      • olala_29 Re: kasa małżeńska 29.07.09, 11:23
        Mnie takie wątki nie szokują. Znam przypadki, gdzie facet zap.... jak mały
        samochodzik a żona lekką ręką tę kasę wydaje. Znam przypadek gdzie gość
        zapieprzał za granicą mało zawałem tego nie przypłacił (na mieszkanie, żeby
        zabezpieczyć byt rodzinie) - wrócił - na koncie pusto bo żonka kupowała ciuchy,
        perfumy, etc., w Pewexie - mało go szlag nie trafił.

        Są kobiety, które ciągną kasę z męża/kochanka/ etc. bez opamiętania - mnie
        wściekłość tych panów nie dziwi. I proszę nie mówić o całkowitej wspólnocie:
        1. nie z każdym się da
        2. fakt małżeństwa nie zlepia ludzi w jedno mentalnie, itp.
    • alza73 Re: kasa małżeńska 28.07.09, 12:39
      W naszym przypadku, mąż zajmuje się dzieckiem (czyt. nie zarabia).
      Kasę mamy wspólną. Z niej robimy wszystkie opłaty oraz każde z nas
      bierze np. 100 na tydzień na własne wydatki. Czy wydamy w całości
      czy zaoszczędzimy, np. na prezenty to już nasza sprawa. Raz na
      tydzień rozbimy zakupy (duże), a w tygodniu to chleb i gazety.
      Ubrania zwłaszcza dla synka kupujemy razem (bo sprawia nam to
      radość).
    • a-inka Re: kasa małżeńska 28.07.09, 12:52
      Podobał mi się post babci47-w życiu naprawdę różnie się dzieje,może się zdarzyć
      tak,że mężczyzna nagle traci pracę i to kobieta przejmuje wydatki w domu.Tak się
      zdarzyło u nas,ale wiedziałam,że to stan przejściowy.W tej chwili już to się
      zmienia,bo M. dostał lepszą pracę i skończy się zaciskanie pasa i życie z
      tego,co ja zarobię.
      I chociaż nie jesteśmy małżeństwem,mieszkamy razem i zawsze wspólnie dyskutujemy
      na temat wydatków,zwłaszcza tych poważniejszych.Nie ma wyliczania z kasy,a i
      obowiązki domowe są równe rozłożone...
      Mówiąc szczerze to ja częściej jestem skąpa i marudzę,że coś nie jest
      potrzebne,a potem się okazuje,że jednak było przydatnewink.
      Czasem mnie to śmieszy,bo kiedyś byłam w związku i ciągle słyszałam,jaka to
      jestem rozrzutna-nie pomagało branie byłego na zakupy,ani wysyłanie go z listą
      do sklepu-nie kupował połowy rzeczy,bo wymyślam niepotrzebnie;/.Gdy zaczęłam
      zarabiać,zrobiło się całkiem nieprzyjemnie,bo nie potrafiliśmy dojść do
      porozumienia właśnie w sprawie wydatków...koniec końców rozstaliśmy się,rzecz
      jasna nie było to głównym powodem tej decyzji,ale...
      Pozdrawiam.