yummy_mummy2
31.01.08, 15:28
I jak czesto sie zdarza, problem mam z tesciowa. Kocham mojego meza, i w zadnym wypadku nie jest on mamim synkiem, ale niektore rzeczy do niego nie docieraja. Pochodzimy z 2 roznych miast i do tego mieszkamy za granica. Bralismy slub cywilny, teraz w maju mamy miec koscielny. Pojechalam do Polski w pazdziertniku zeszlego roku w zwiazku z przygotowaniami do slubu na 3 tyg. Mialam byc 1 tydz u tesciowej, ale nie mialam transportu- a od poczatku mowilam ze nie bede tluc sie z kilkumiesiecznym dzieckiem, wozkiem i torba pociagiem. Zaprosilam wiec tesciowa na pare dni do rodzicow do domu- ale nie! jak uslyszala ze moj tata nie moze przyjechac po nia na pkp stwierdzila ze pewnie nie bedzie miala autobusu (mieszkamy 25km od centrym miasta) i ze ja mam przyjechac.... ojciec wiec mnie zawiozl ale na 1 dzien. Bo jak powiedzialam ze jesli na 2 dni to moi rodzice musieliby zostac na noc- to tez nie! Maz oczywiscie pretensje, ze mialam to tak zalatwic aby byc tydzien u jego mamy i nic go nie obchodzi. W swieta pojechalismy wiec najpierw do niego. Corka miala 9 miesiecy. Najpierw nasluchalam sie ze dziwnie ja zywie bo nie chce jej dac ziemniakow z sosem i kotleta smazonego. Pozniej tesciowa poczestowala moje dziecko ziemniakami- szkoda tylko, ze byly juz zimne i corka pozniej wymiotowala. Mała od urodzenia nie przespala jeszcze calej nocy- najpierw kolki, pozniej zabkowanie- i oczywiscie wg tesciowej to moja wina bo pewnie corka glodna chodzi spac. Jak plakala- tez z pretensjami do mnie, ze to cos nie tak. No i uslyszalam ze to nienormalne zeby dziecko 9 miesiecy nie umialo wstawac na nogi ( zaczela tydzien po tej dyskusji, ale co sie nasluchalam...)A jakie oburzenie jak nie pozwolilam dac dziecku czekolady, i powiedzialam ze ustalilismy z mezem ze nie bedziemy dawac przez przynajmniej pierwsze 4 lata zycia. Stwierdzial ze nam tez nie da jesc.wrrrr. Obrazila sie i poszla do meza naskarzyc po tym jak jej nie chcialam dac dziecka na rece gdy ona palila papierosa. A jak dzwonilismy teraz do tesciowej i maz sie spytal czy jak bede w maju wczesniej w Polsce to czy moge przyjechac- z laskawym glosem powiedziala "nooooo....jesli bedzie miala ewentualnie czas...."- wielkiej checi nie uslyszalam w jej glosie. A maz oczywiscie ze to niby przeze mnie- bo ostatnio bylam na 1 dzien. Wrrrr Rozpisalam sie , ale musialam to z siebie gdzies wyrzucic.
MAsakra