Dodaj do ulubionych

jestem zła, oj zła bardzo>:(

22.03.08, 19:57
no kurcze muszę się komuś wygadać. jestem i zła i smutna i
przestraszona...właśnie wróciliśmy do domu, ale wcale nie mieliśmy tego w
planach, bo jechaliśmy do moich rodziców na święta i po drodze zaliczyliśmy
wypadekangry uderzyliśmy w sarnę która z nienacka wyskoczyła na jezdnię. cały
przód auta skasowany, wybite światło, pognieciona rejestracja, wbita blacha i
nie wiadomo czy w środku wszystko ok. musieliśmy wrócić i zapomnieć o
jutrzejszym pysznym śniadankusad
rozumiem że jazdę autem należy dostosować do warunków i przepisów, ale dziwi
mnie jedno, to akurat był taki odcinek drogi gdzie wkoło same lasy a znaku z
wyskakującymi zwierzynami jak nie ma tak nie ma, no i masz...akurat trafiło na
nassad
Obserwuj wątek
    • aniazm Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 22.03.08, 20:04
      dobrze, że nic Wam się nie stało. złość minie, zobaczysz smile
      no i mimo wszystko wesołych świątsmile
    • wobbler Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 22.03.08, 20:07
      Pal licho auto-co z sarną?
      • moninia2000 Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 22.03.08, 20:13
        Wspolczuje serdecznie strachu...
        Co z sarenka?sad
      • bombastycznie Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 22.03.08, 20:14
        a sarna zniknęła, ale podejrzewam że niestety zdechnie gdzieś w lesie bo dostała
        dość mocno i to w sam środek tułowia.
        • wobbler Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 22.03.08, 20:25
          Czyli winowajca zbiegł...
          W takiej sytuacji ubezpieczenie Wam pokryje szkody?
          • bombastycznie Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 22.03.08, 20:31
            raczej nie bo uderzenie w sarnę to tzn NW czyli nieszczęśliwe wypadki, a NW to
            dodatkowe opłaty za auto których nie płacimy
            • wobbler Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 22.03.08, 20:42
              No faktycznie marnie...I to akurat na Święta.
              Ale przecież mogło być o wiele gorzej.I tak dobrze,ze nic Wam nie jest!
    • oplica Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 22.03.08, 21:43
      kurcze a sarenka pewneie tez biegla do rodziny na swieta kiss(
      • buzka25 Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 22.03.08, 21:48
        najwazniejsze ze wam sie nic nie stalo, ale nie zwalac prosze winy na brak
        znaku, bo nawet bez takich informacji nalezy wiedziec ze w lesie zyją takie oto
        zwierzatka, jak m.in sarenkismile,wiec nalezy nozke z gazu, niestety. Wesolych
        swiąt zycze pomimo tegosmilea auto sie naprawi, ale nie wiadomo co z sarenka,
    • graue_zone Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 22.03.08, 22:26
      Ale jeśli nie było znaku to macie prawo domagać się odszkodowania od zarządcy
      drogi, pod warunkiem, że udowodnicie, że to była sarna.
      • sympatyczna1980 Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 22.03.08, 22:28
        nie ma co narzekac najwazniejsze ze wam nic nie jest, ja ostatnio mialam dwa
        wypadki i za kadnym razem ja prowadzilam, w tym raz wjechalam pod autobus a raz
        facet scial nam przod auta
        • demarta Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 22.03.08, 23:47
          sympatyczna1980 napisała:

          > nie ma co narzekac najwazniejsze ze wam nic nie jest,

          no tak i kij z tym, że sarna zdycha w lesie w męczarniach.
          najważniejsze, że im nic nie jest. postawa godna człowieka... pożal
          się boże.
    • gku25 Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 22.03.08, 23:31
      A płacicie AC? Jeżeli tak, to należy wam się odszkodowanie. Jest jeszcze drugie
      wyjście, ale czasochłonne. Jeżeli naprawdę nie było znaków ostrzegawczych,
      można(przynajmniej teoretycznie)pozwać koło łowieckie z danego terenu. Ale i tak
      dobrze, że się skończyło jak skończyło.
      • bombastycznie demarta... 22.03.08, 23:56
        mi też jest żal zwierzęcia, ale co ja mogę zrobić. wyskoczyła na drogę wprost
        pod nasze auto i uciekła. gdyby leżała w rowie czy na jezdni na pewno jakoś
        musielibyśmy się tym zająć, ale ona zniknęła, mieliśmy ją gonić i sprawdzić czy
        przeżyje?
        • demarta Re: demarta... 23.03.08, 00:06
          na wstępie zauważę, że odpowiedziałam w ten sposób bezpośrednio
          sympatycznej, bo jej postawa mnie zjeżyła. a skoro ty sama stawiasz
          bezpośrednio mi pytanie, to już ci odpowiadam:

          nie byłabym w stanie odjechać stamtąd nie zorientowawszy się
          wcześniej, co stało się z tą sarną. potrącona z pewnością nie była w
          stanie biec na złamanie karku 10 kilometrów. nawet jeśli musiałabyś
          poświęcić godzinę swojego czasu na poszukanie jej, to myślę, że
          warto było. to nie ona weszła wam w drogę. gdybyś była w stanie
          wczuć sie w tą sarnę, to zrozumiałabyś, że to wy wjechaliście na jej
          teren. nagle, szybko i bez uprzedzenia. to wy ją potraciliście, a
          nie ona zagrażała wam z premedytacja. choćby dlatego należało ją
          spakować do samochodu i podwieźć do weterynarza.
          • bombastycznie Re: demarta... 23.03.08, 00:17
            po pierwsze były dwie sarny, jedna zdążyła przebiec zanim trafiliśmy na drugą
            która wpadła prosto na nas, choć chciała się wycofać. gdyby jednak mielibyśmy ją
            zawieść do weta to i tak raczej nie dalibyśmy rady bo...skasowała nam auto.
            ledwo co dojechaliśmy z powrotem do domu. oprócz tego było już ciemno, poza tym
            mój mąż się zdenerwował(bo to on prowadził) i nawet moje namawianie go na
            cokolwiek nic by nie dało. wiem, że z jednej strony zrobiliśmy źle, ale w taki
            sposób ginie mnóstwo saren i nie tylko saren, ale niestety taka jest kolej
            rzeczy. i mnie też jest przykro kiedy widzę porozjeżdżane zwierzęta na jezdni.
            to już wina tych ludzi którzy tworzą drogi wzdłuż lasów, a potem postawią(lub
            nie postawią)znak i myślą że załatwią sprawę. i uwierz mi, dręczą mnie wyrzuty
            sumienia z powodu tego zwierzęcia, ale z drugiej strony takie oszołomione sarny
            mogą być niebezpieczne, a ta miała poroże.
            • demarta Re: demarta... 23.03.08, 00:21
              sarna zachowała się tak, bo przede wszystkim ją oszołomiły światła
              waszego samochodu. a była w lesie, w swoim naturalnym środowisku.
              skoro wy tym samochodem dotarliście do domu, to i ona z wami
              dotarłaby nim do weterynarza.

              cieszę się, że przynajmniej masz wyrzuty sumienia. ja też bym je
              miała na twoim miejscu.
              • fajka7 Re: demarta... 23.03.08, 00:45
                Demarta troche chyba jednak pojechalas. Najwazniejsze, ze nic im sie
                nie stalo. Najpierw ludzie, potem zwierzeta jednak.
                Nie wyobrazam sobie ganiania po ciemku w lesie za sarna, ktora bedac
                w szoku mogla poleciec bog wie gdzie i bog wie jak daleko-
                adrenalina potrafi poniesc. Jak sobie wyobrazasz pozostawienie auta
                wieoczorem w lesie i tropienie sarny w nie wiadomo jakim kierunku,
                ktora w dodatku zapewne wsciekle by sie bronila przed pojmaniem?
                Sznurowadlem ja skrepowac??
                Owszem- moznaby zadzwonic na 112 czy inny telefon alarmowy i to
                zglosic- niech sie tym zajma odpowiedni ludzie, ale na to trzeba
                najpierw wpasc, co nie jest oczywiste, gdy czlowiek jest w szoku po
                zderzeniu z niemalym jednak zwierzeciem.
                To nie byla niczyja wina. Nawet jadac wolno, mozna potracic nie
                tylko sarne, ale i czlowieka, ktory znienacka wpakuje sie na jezdnie.
                • demarta Re: demarta... 23.03.08, 00:51
                  śmiem twierdzić, że skoro wątek powstał w pieleszach domowych, po
                  ówczesnym dotarciu do domu i w miarę uspokojeniu się o 19.57, to
                  podczas potrącania sarny nie było ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
                  co to będzie, co to będzie.

                  • fajka7 Re: demarta... 23.03.08, 00:54
                    Nie chce mi sie czytac od poczatku, ale wydaje mi sie, ze widzialam
                    stwierdzenie, ze bylo ciemno. Nie bede robic za detektywa w tej
                    kwestii, bo i tak nie lecialabym za ta sarna. Zwierzeta przenosza
                    rozmaite chorobska i nie powinno sie ich tykac bez znajomosci tematu.
                    Nie wiem czy jechali z dzieckiem, ale jesli tak, to w ogole wyklucza
                    taka akcje fizycznie, bo niby jak?
                • demarta a ponadto... 23.03.08, 00:55
                  najpierw ludzie, a potem zwierzęta zrozumiałabym, gdyby na placu
                  defilad w warszawie sarna mi pod auto wpadła. ale w lesie jest jakby
                  inaczej. diametralnie inaczej wręcz.
                  • fajka7 Re: a ponadto... 23.03.08, 00:57
                    Hmm, no coz, nie zgadzam sie. Kilka lat temu w analogicznej sytuacji
                    zginal tata mojej kolezanki. Na droge wybiegl dzik. Dzik tez nie
                    przezyl. Zdecydowanie bardziej bylo mi przykro z powodu smierci
                    czlowieka jednak.
                    • demarta Re: a ponadto... 23.03.08, 01:02
                      aaaa to już kompletnie nowa kwestia do dyskusji wkracza. trup
                      człowieczy kontra trup zwierzęcy byłby wart oddzielnego wątku. w tym
                      jednak naprzeciw śmiertelnie zranionej sarnie stawia się lampę
                      samochodową, błotnik, maskę przednią... nie doczytałam może, ale
                      nawet guza na człowieczym czole w tym przypadku nie było. a sarna wg
                      autorki wątku zapewne zdechła w lesie...
                      • fajka7 Re: a ponadto... 23.03.08, 15:26
                        Nie no- stawia sie, czyli ja stawiam w sensie, 'zraniona sarna'
                        a 'nic im sie nie stalo', a nie reflektor od auta - to oczywiste smile
              • przeciwcialo Re: demarta... 23.03.08, 07:45
                MOzna było chociaz policje zawiadomic , oni daliby znac leśniczym z
                tego terenu i ktoś poszukałaby sarny.
          • gacusia1 demarta... 23.03.08, 03:03
            wiesz...chyba bys sie zalamala psychicznie albo zbankrutowala
            oplacajac weterynarzy,gdybys pomieszkala troszke w moim
            miescie.Wiosna,latem,jesienia...na ulicach sa setki martwych
            wiewiorek i szopow praczy(Kanada).Na poczatku bylam
            zszokowana,zrozpaczona i oburzona,jak mozna potracic i zostawic tak
            zwierze...Nie odzywalam sie do meza po tym,jak na moje pytanie
            odpowiedzial,ze nie zatrzymalby sie po przejechaniu
            zwierzecia.Teraz,po 3 latach,po widoku setek zwlok na
            drogach...zobojetnialam.No,dodam tylko,ze z sarenka nie mialam do
            czynienia i nie jestem w stanie zajac stanowiska w sprawie.
            P.S.Nam wczoraj na parkingu jakis s...syn porysowal auto i
            spieprzyl.No i co mam o takim CZLOWIEKU myslec?Wrrr...
            • demarta trochę jednak przesadziłam z tym weterynarzem 23.03.08, 08:27
              nawet nie tyle chodzi o koszty (chociaż też), co o sam fakt, że
              weterynarz dzikiego zwierzaka by nie przyjął chyba. no i trzeba było
              by go może odwieźć na miejsce a potłuczonym samochodem mogłoby to
              być niemozliwe. chyba wzburzenie mnie wczoraj zaćmiło.

              ale napewno poszłabym zobaczyć tą sarnę, zadzwoniłabym do
              nadleśnictwa z informacją, a jeśli miałabym problem z dodzwonieniem
              się do nadleśnictwa, to ostatecznie zgłosiłabym to na policji. nie
              wiem, czy takich zwierzaków nie przygarnia czasowo zoo, ale nie
              każdy ma zoo w okolicy...
              • przeciwcialo Re: trochę jednak przesadziłam z tym weterynarzem 23.03.08, 08:48
                Większośc lecznic ma umowy z gminami na opieke nad bezpańskimi i
                dzikimi zwierzetam. Może w małym domowym gabinecie nie przyjąłby
                zwierzecia ale w wiekszej lecznicy pewnie tak. Zawiadomiliby
                leśników i pewnie oni zabraliby zwierze.
    • volta2 Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 23.03.08, 00:44
      moja mama lata temu miała taki wypadek,
      z tym że sarna padła na miejscusad
      czasy kartkowe były, więc ludzie którzy zatrzymali się, jak to przy
      wypadku, szybciutko zaproponowali, że oni tę sarnę zabiorą(na
      jedzonko), mama w szkou się zgodziła

      potem ubezpieczyciel nie wypłacił kasy bo nie było korpus
      delicti,prawidłowo policja w tym wypadku powinna była wezwać
      leśniczego, ten zająłby się sarną(w sensie finansowo-gospodarczym) i
      wydał zaświadczenie do pzu.
      ale to były czasy komuny, więc te przepisy to już może nieaktualne?

      i nie oskarżajcie autorki, że nie zainteresowała się sarną, byli
      pewnie z małym dzieckiem i też w szoku.
      a sarna pobiegła prosto na drogę, bo tak sarny się zachowują-jeśli
      przewodniczka pobiegła, czyli ta pierwsza, to następna widzi tylko
      tyłeczek sarenki, zwany lusterkiem, i idzie jak w dym.
      w końcu przewodnikiem stada nie zostaje się ot, tak...
    • kawad Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 23.03.08, 07:28
      nie można na 100% powiedzieć że sarna jest śmiertelnie rana. Może
      nic jej nie jest. Mój pies (naprawdę olbrzym) wpadł kiedyś pod
      samochód. W szoku zwiał i szukanie nic nie dało (już pisałam
      ogłoszenia o zaginięciu. Po paru godzinach pojawił się pod drzwiami
      mieszkania. Pojechalismy z nim do weta i wyobraźcie sobie że NIC mu
      nie było (opócz potłuczeń)a samochód mocnogo walnął, mąż mówił że
      pies poleciał w powietrze, spadł no i zwiał.
      Szukanie wystraszonej sarny w lesie, po ciemku to dla mnie zbyt duże
      ryzyko.
    • przeciwcialo Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 23.03.08, 07:42
      A sarna żyje ?
      Pewnie jechaliscie za szybko i nie zdążyliscie z hamowaniem.
    • limonka_3 Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 23.03.08, 13:31
      A co z sarną?!

      Jak nie było znaku to dostaniecie odszkodowanie.
    • semida Ja Cię chyba widziałam 23.03.08, 14:28

      Jechaliśmy wczoraj na święta do rodziców i widzieliśmy laskę która
      głaszcze ranną sarnę na poboczu,a obok stały 2 auta.
      Czyżby to TY?
      A TAK SWOJĄ DROGĄ TO BARDZO WSPÓŁCZUJĘ.
    • semida Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 23.03.08, 14:29
      oJ TO chyba jednak nie Ty.Nie doczytalam ze Twoja sarna zwiala.
      • bombastycznie Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 23.03.08, 19:20
        na początku powiem tak, jechaliśmy przepisowo aczkolwiek wiadomo, że jadąc drogą
        otoczoną lasami trzeba mieć oczy wkoło głowy, jednak z drugiej strony jechaliśmy
        do rodziców na święta i myśleliśmy już tylko o tym a poza tym na dodatek
        gadaliśmy kiedy sarna wyskoczyła na jezdnię. z jednej strony dziwię się że
        zadajecie pytania typu co z sarną? bo przecież co ja mogę odpowiedzieć skoro ona
        zniknęła, a ja nie miałam ochoty wchodzić w ciemny las w godz wieczornych i
        szukac zwierzęcia które nie wiadomo gdzie pobiegło, to dla mnie trochę bezsensu,
        mogłabym tak szukać do rana i nie wiadomo czy bym ją znalazła. z drugiej strony,
        kiedy na drodze leży rozjechany lis czy zając, także dzikie zwierzę to jakoś
        nikt się nie kwapi żeby dzwonić po gajowego, żeby chociaż usunęli zwłoki z
        jezdni, bo to też jakby nie patrzeć utrudnia jazdę. dla mnie teraz najważniejsze
        jest to że mi i mężowi nic się nie stało, że auto pomimo stłuczeń nie jest
        doszczętnie rozbite i to że cało wróciliśmy do domu pomimo złego humoru. i
        powtarzam się, jest mi żal zwierzaka, nawet jeśli nie zginął, to cierpi. ale to
        był dla nas taki szok że nie pomyśleliśmy o dzwonieniu do leśnictwa czy na
        policję tylko myśleliśmy o tym żeby wrócić do domu. podejrzewam że większość z
        Was też by tak zareagowała, co innego gdyby zwierze padło na jezdnię a to
        uciekło. wydaje mi się że tak właśnie działa ludzki mózg w trakcie wypadku,
        najpierw się sprawdza czy wszyscy żyją a potem ocenia się straty i podejmuje
        dalsze kroki typu dotarcie do domu lub szpitala. widocznie taki był los tej sarny...
        • tosina Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 23.03.08, 20:45
          WAsza reakcja jest typowa dla 90% spoleczenstwa w normlnym zyciu nie
          na forum.JAk wiesz forum to cud miod ideal. SArna przerazona ,
          dzika "napewno " dałaby sie potulnie spakowac i zawiesc do
          weterynarza na badania ba nawet na przeswietlenieu ultrasonografem
          pewnie by poszla jak na sznurku. O naiwnosci. Zwierze po potraceniu
          bylo zapewne pzrerazone i oszolomione . wiec napewno by sie nie
          udalo.ALe faktem jest ze powinniscie incydent zglosic lesniczemu
          jako dowod zajscia gdybyscie chcieli sie sadzic. A co do znaku. To
          ty znaku potrzebujesz by wiedziec ze w lesie moze droge przebiec
          dzika zwierzyna??...A jak jestes na plazy to zadasz znaku ze woda
          moze byc mokra i cie ochlapac??
    • hamerykanka Re: jestem zła, oj zła bardzo>:( 24.03.08, 15:38
      Ja bylam swiadkiem podobnego wypadku rok temu. Trzy sarny
      przebiegaly przez droge akurat przed jadacym w przeciwna strone
      pickupem. Facet walnal je wszystkie trzy i zatrzymal sie dobre 300 m
      dalej. Ja zatrzymalam sie na swoim poboczu po drugiej stronie i
      widze ze dwie z tych trzech saren sa na srodku jezdni, wiec zlapalam
      je za nogi (byly oszolomione i nie bronily sie) i sacignelam je na
      pobocze, zeby nastepny kierowca nie najechal, bo balam sie ze
      samochod osobowy jednak niski jest i jak walnie to bedzie
      nieszczescie.Zadzwonilam do swojego szefa co robic-coz , jestem w
      Stanach i nie wiem gdzie powinno sie zawiadomic). On na to ze takie
      rzeczy sa na porzadku dziennym i nikogo nie obchodzi, nawet policji,
      ze moge ewentualnie zadzwonic do Wildlife, ale to zajmie im sporo
      czasu zeby przyjechac no i pewnie tamci po prostu sarny zastrzela.
      Facet z pockupa w miedzyczasie zwinal sie i odjechal. Przy mnie
      stanal inny pickup i gosc pyta czy moze mi pomoc. Ta pomoc w sumie
      polegala na tym ze zapytal czy chce mieso, bo jak stwierdzil, sarny
      mialy polamane nogi. Mi zrobilo sie niedobrze na takie cos, on
      zapytal wiec grzecznie, czy nie przeszladzaloby mi zeby on zabral je
      dla rodziny na swieta. Kiedy odjezdzalam, wlasnie dozynal je
      scyzorykiem...
      W moim stanie na kazdej mili cos lezy zabitego i nikt sie nie
      przejmuje. Ja tez zaczynam obojetniec, bo co w sumie moge zrobic..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka