no kurcze muszę się komuś wygadać. jestem i zła i smutna i
przestraszona...właśnie wróciliśmy do domu, ale wcale nie mieliśmy tego w
planach, bo jechaliśmy do moich rodziców na święta i po drodze zaliczyliśmy
wypadek

uderzyliśmy w sarnę która z nienacka wyskoczyła na jezdnię. cały
przód auta skasowany, wybite światło, pognieciona rejestracja, wbita blacha i
nie wiadomo czy w środku wszystko ok. musieliśmy wrócić i zapomnieć o
jutrzejszym pysznym śniadanku
rozumiem że jazdę autem należy dostosować do warunków i przepisów, ale dziwi
mnie jedno, to akurat był taki odcinek drogi gdzie wkoło same lasy a znaku z
wyskakującymi zwierzynami jak nie ma tak nie ma, no i masz...akurat trafiło na
nas