Jestem zmeczona. dzis dostalam kolejnego maila od mojego znajomego z
przypomnieniem czy kupilam juz dla niego pewne CD z muzyka.
Wkurzylam sie, bo ostatnie miesiace musialam wpakowac sporo
pieniedzy w moj samochod (pareset dolcow na karcie jeszcze do
splacenia), wspomagam finansowo rodzicow (to osobna historia), a za
dwa miesiace ide na bezplatny macierzynski wiec staram sie
oszczedzic kase na przezycie. Weszlam na strone Amazon zeby znalezc
te plyte i ...niespodzianka: cena 80 do 160 dolarow. No i jestem
wkurzona. Czy jak znajomy, nawet dobry prosi o kupno czegos,
zwlaszcza ze wiem ze traktuje to w kategoriach prezentu bez szans na
zwrot kasy, nie powinien najpierw sprawdzic ile ta przyjemnosc
kosztuje? On sam zarabia marne grosze-jest muzykiem i gra od
przyapdku do przypadku, ma pare polgodzinnych lekcji w tygodniu, bo
sie boi przepracowac, a w zasadzie jedzie na garbie zony-
pielegniarki, wiec chyba powinien rozumiec ze ktos tez ma swoje
problemy i wydatki. Zwlaszcza ze jak pisalam-za dwa miesiace urodze
i bede bez pracy przez dluzszy czas. Nie licze na ojca dziecka bo ma
swoje wydatki i choc zarabia 2 x wiecej niz ja, wydatki pochlaniaja
90% jego pensji.
telefony do rodzicow tez ostatnio przypominaja raczej koncert zyczen-
'kup mi to czy tamto', bez pytanai ile to kosztuje i czy mam na to
pieniadze. Przez ostatni rok wyslalam im bardzo duzo, czesto
rownowartosc 1/4 pensji w pieniadzach i rzeczach, na kazde jekniecie
o problemach finansowych robilam przelewy...ale ta zachcianka
znajomego przelala krople goryczy. Czuje sie wykorzystywana i nie
wiem jak to zakonczyc. Zwlaszcza co do rodzicow-dalam im wedke a nie
rybe. Mama byla wiele lat na bezrobociu. Wiadomo, wies, jak ktos nie
ma gospodarstwa, nie ma za wiele mozliwosci pracy. zasponsorowalam
jej wyjazd za granice do pracy przy opiece nad strasza osoba. jest
tam miesiac. Dzwonie regularnie. warunki ma swietne, zarobki dobre.
ale caly czas tylko placze do sluchawki ze jest jej ciezko i nie
rozumie jezyka. Tylko ze to byl jej wybor, a ja tylko dalam
pieniadze na wyjazd plus jej pelna dentystyka przed wyjazdem tez
mnie kosztowala sporo. Mnie tez nie bylo lekko. Byla czas po
przyjezdzie ze brakowalo mi na jedzenie, a prace znalazlam w
klinice wet za marne grosze, asystowalam przy zabiegach,
utrzymywalam klinike w czystosci, jako jedyny pracownik-wlascicielka
oszczedzala na pracownikach. Ale odbilam sie i teraz mam w miare
dobra prace w nauce, tyle ze kontrakt wkrotce sie konczy i bede
musiala szukac nowego miejsca pracy. Ale wydaje sie ze nikogo to nie
obchodzi, ze wszystkich stron slysze tylko: daj, daj, kup mi...
ech, wyzalilam sie. teraz mozecie dac mi kopa