Dodaj do ulubionych

Pani z parku...

20.05.08, 16:11
Pani z parku, gdy tylko widzi mnie z całym moim "inwentarzem" (synek
w wózku, pies i ja plus zakupy), nie ceregieli się zanadto i kiwając
mi z daleka, niemal natychmiast przyłącza się do wspólnego spaceru
ze swoim pieskiem "ras wielu". Dzięki tym codziennym pogawędkom,
niedługo życie pani z parku będzie mi znane bardziej niz moje
własne wink Otóz, piesek pani z parku wzięty z potrzeby serca ze
schroniska "musiał bardzo wiele przejść" bo boi się ludzi i innych
psów. Rybka (bojownik?) córek pani z parku zginęła na nieznną
chorobę, w efekcie czego żałoba trwała wieki całe i nastała zaraz po
uroczystym pogrzebie. Królik należący do pani z parku (równiez
świętej pamięci) zmarł na chorobę genetyczną podniebienia - udusił
sie biedaczek w Noc Wigilijną, ot co. To były najsmutniejsze Święta,
jakie pani z parku przezyła. Rodzina pani z parku zawsze baaardzo
przezywa śmierć swoich zwierząt - od teściowej po najmłodszą córkę
pani z parku, która ma 17 lat. Pani z parku opowiadając o swoich
przezyciach ze zwierzętami, zawsze jest pełna emocji. Dziś, w
odróznieniu od wcześniejszych pogawędek zdominowanych tematyką
zwierzęco-chorobową, pani z parku wyznała, że wybiera się na
wywiadówkę do córki, nie omieszkała także wspomnieć jakie jej córki
są i jak ta młodsza napyskowała, w skutek czego DOSTAŁA LANIE a
potem "znów napyskowała pomimo tego, ze dostała". Pani z parku mowi
o tym bez emocji, tak jakby to było cos normalnego, jakby zdawała
relację z bieżaych zakupów w spożywczaku za rogiem. Nie przyjdzie
jej do głowy, że to może byc dla kogoś bulwersujące. Ja siedzę i
słucham. Pozwalam sobie na konentarz w rodzaju "napyskowała znowu BO
dostała, agresja rodzi agresję", co pani z parku potwierdza. Wyraz
twarzy zmienia mi się z pewnością w tempie zastraszającym, zaczynam
żałowac że nie mam lustra i siebie nie widzę. W głowie mam tysiące
mysli - JAK reagowac, CZY reagować? Wiem, ze nie chcę zmieniac
całego świata i "uszczęsliwiać" swoimi przekonaniami tych, którzy i
tak nie przyjmą tych przekonań, a jedynie spowodują wrogie
nastawienie. Nie zmienię mentalności akurat tej konkretnej 50-
letniej pani z parku - to nie ten typ. Nie zmienię funkcjonowania
jej rodziny. Teoretycznie powinnam zgłosic przypadek na policję, do
prokuratury - to przestepstwo ścigane z urzędu. Jednoczesnie wiem,
że to małe miasteczko, do którego przeprowadziłam się rok temu z
wielkiego miasta, inaczej funkcjonują tu miejscowe układy, wykonanie
litery prawa jest żadne (w sąsiedniej kamienicy ciagle są
interwencje policyjne w jednej z patologicznych rodzin, praca
kuratora i nic sie nie zmienia, leją się ciagle tak samo).

Wracam do domu z kacem moralnym, że cos należy zrobić, że może
powinnam była tupnąć nogą, ochrzanić tę panią (jaki sens? Jestem
młodą mamą, "nie wiem jak się dzieci chowa")i z przekonaniem, że i
tak nic się nie da zrobić. Czy ja mam tę panią "oświecać" w kwestii
szkodliwości przemocy? Pani z parku odpowie, że "starsza była bita
a "skończyła magistra" (czytaj: wyszła na ludzi). Pani z parku nie
będzie zainteresowana takimi słowami jak "wyparcie" czy "mechanizmy
obronne". Bo to nie taka pani. Z drugiej strony mam wrażenie, że nie
specjalnie wyraźnie wyraziłam swoją dezaprobatę wobec takich
zachowań - uznałam, ze choćby taka moja postawa byłaby jakąś formą
przekazu społecznego, że to metody, które nie są aprobowane w
cywilizowanym świecie.
Park jest pełen niespodzianek. Któregos razu jeden pan zwany
potocznie "żulem" straszył swojego małego synka, który go zaczepiał,
że "zaraz dostanie". Stałam w odległości kilku metrów i przeszywałam
owego pana wzrokiem i pilnując psa. Pan chyba wystraszył się mojego
parszywego spojrzenia i odpuścił (na jak długo?). Żałowałam, że mam
wyżła, a nie rottweilera.
Innym razem, wychodząc z supermarketu, patrzę na scene, gdzie
mamuśka leje po pupie i szarpie małego chłopca. Stosuje tę samą
metodę "spojrzenia bazyliszka", pani odpuszcza. Znów wracam do domu
z kacem, że może nalezało wezwać policję. I znów z wątpliwością, "co
by to dało"?

Wiem teoretycznie, jak nalezy reagować. Policja, prokuratura, opieka
społeczna itd. Wiem, ze policja przyjedzie, spisze protokół, wrzuci
do swoich papierów, wejdzie kurator, prokuratura lub sąd umoży
sprawę bo "przeciez siniaków nie było", "to tylko klaps"
albo "szarpanie". Ja jednocześnie "spalę się energetycznie" za cenę
czystego sumienia. A ci ludzie nadal będą bić swoje dzieci, bo choc
prawo niby jest dobrze skonstruowane, to jego wykonalność - żenująca.

Jutro znów z pewnością spotkam panią z parku. Pewnie dowiem się, jak
to jej biedny piesek był bity, jaki tragiczny los zgotowali mu
ludzie, że musiał wylądować w schronisku a potem - "szczęściarz?"
trafił w jej "dobre?" ręce. A może powinnam zmienić park albo
godziny wychodzenia na spacer...
Obserwuj wątek
    • arwen8 Re: Pani z parku... 20.05.08, 16:53
      M_zonka, gratuluję wrażliwości i empatii!

      Rozumiem Twoją frustrację i bezradność w stosunku do "pani z parku".
      Nie wiem, co można jeszcze zrobić w takiej sytuacji oprócz
      stanowczego wyrażenia swojej opinii i współczucia dla córki. "Pani z
      parku" by móc zrozumieć o co Ci chodzi z tym laniem musiałaby
      najpierw przypomnieć sobie, jak sama była lana w dzieciństwie,
      musiałaby też odczuć współczucie dla dziecka, którym była, a nie
      tylko dla swoich piesków i innych zwierzątek. Niestety niemal pewne
      jest to, że "pani z parku" nie widzi żadnego problemu a więc i
      darmowej parkowej psychoterapii nie doceni. Ale przede wszystkim Ty
      w to się nie będziesz bawić.

      Myślę, że już Twoje spójrzenia mówią dużo. Myślę też, że warto
      zwracać uwagę na takie traktowanie dzieci i mówić o tym. W przypadku
      jeśli znasz adres maltretowanego dziecka warto dzwonić na policję.
      Warto poruszać temat klapsów i przemocy przy każdej okazji. Tyle
      możemy zrobić. I nie przejmować się tym, co o nas pomyślą
      takie "panie z parku".

      Dziękuję za Twój mądry, wzruszający post!
    • arwen8 Re: Pani z parku... 21.05.08, 15:36
      No proszę, będziemy "śledzić losy dziecka" zamiast zająć się
      właściwą emocjonalną edukacją rodziców (przed narodzeniem dziecka):

      wiadomosci.onet.pl/1753649,11,item.html

      • m_zonka Re: Pani z parku... 23.05.08, 10:17
        > No proszę, będziemy "śledzić losy dziecka" zamiast zająć się
        > właściwą emocjonalną edukacją rodziców (przed narodzeniem dziecka):


        Wiesz, Arwern, prawdziwy lider w pierwszej kolejności zabezpiecza
        straty i ten pomysł to pewnie coś tego typu. Bo brak kontroli
        dziecka krzywdzonego po przeprowadzce to skandal tak czy siak. Ale
        to "wierzchołek góry lodowej" tego, co należałoby zrobić. Jest
        przeciez wielu psychologów, którzy nie są certyfikowanymi
        psychoterapeutami, a którzy mogliby po prostu zająć się
        psychoedukacją np. w ramach szkół rodzenia. Ja myślę, że u nas
        jeszcze długo takiej profilaktyki społecznej nie będzie. Jak sami,
        we wlasnym zakresie nie porozliczamy się ze swojej przeszłości i nie
        porozliczamy z niej swoich rodziców, to niestety, tak to wszystko
        będzie wyglądać. To nasze pokolenie dopiero powolutku uwalnia
        katharsis czarnej pedagogiki. mam nadzieję, że nasze dzieci będą
        miały lepiej.

        Swoją drogą ciekawi mnie, jak to jest, że ludzie tak bardzo
        kochający zwierzęta, współodczuwający niemal ich krzywdę, nie
        potrafią tak samo kochać ludzi, ich krzywda nie budzi takich uczuć.
        Wczoraj rozmawialiśmy z mężem i ostro zweryfikowaliśmy swój pogląd,
        który w duzym skrócie brzmiał: "kocha zwierzęta = dobry człowiek."
        Myslę, że to bujda na resorach. Zwierzę jest łatwiej "kochać(?)", bo
        zwierzę kocha bezwarunkowo. Człowiek jest "jakiś", ma swoje mysli,
        uczucia, rózni się. Trudniej go kontrolować i uczynic go jakimś na
        swoją modłę.

        dzięki Ci, Arwen, za dobre , mądre słowo smile
        • arwen8 Re: Pani z parku... 23.05.08, 15:02
          Myślę, że sporządzenie takiej komputerowej listy niczego nie zmieni.
          Czy te "losy dziecka" są udokumentowane na papierze i gniją w
          teczkach, czy siedzą w komputerowych folderach, to i tak potrzebny
          jest CZŁOWIEK, który po te informacje sięgnie a następnie odwiedzi
          taką rodzinę i zobaczy na własne oczy, co się dzieje. To właśnie
          takich osób brakuje.

          Czemu nie uchwalą np. ustawę o klapsach, podobną do tej szwedzkiej
          sprzed 30 lat? To też mało co zmieni, ale jest sensowniejsze od
          listy sińców i skaleczeń.

          Zmiany należy zacząć od uświadamiania WSZYSTKIM, że klaps to jest
          przemoc, że krzyk i umniejszanie, to jest przemoc. A nie tylko
          przypadki Bartka i Amandy. Póki są rodzice, dziadkowie, wujkowie i
          obce osoby uznające klaps za normalną metodę wychowawczą, NIC sie
          nie zmieni. A wystarczy rozglądnąć sie po różnych forach, poczytać
          artykuły, porozmawiać z różnymi osobami, przysłuchać się politykom
          (w kwestii klapsów odrazu na myśł przychodzą panowie Cymański i
          Korwin-Mikke) - wciąż klaps jest powszechnie akceptowany, krzyk też,
          straszenie dziecka również, umniejszanie w ogóle nie jest nawet
          zauważane.

          Nic się nie zmieni, póki osoby, które dostawały klapsy w
          dzieciństwie będą z uporem maniaka twierdziły, że to było dla ich
          dobra, że należało im się, że właśnie dlatego wyrosły na porządne
          osoby, albo , że to było takie śmieszne i wcale nie było przykre czy
          bolesne.
    • mama-cudownego-misia Re: Pani z parku... 23.05.08, 16:51
      A ja, M_zonko, podałam swego czasu sąsiada na policję, bo jego synek miał na
      ręce i karku siniaki w kształt palców, a żona ślicznie podbite oko. Bardzo mnie
      znielubił i jego żona również. I szczerze mówiąc, mam to głęboko w d...
      A zgłoszenie o biciu dziecka można złożyć anonimowo. Wprawdzie Pani z parku nie
      wygląda na taką, co w przypływie natchnienia wychowawczego zatłucze dziecko
      żelazkiem, bo jednak jakąś tam wrażliwość posiada, ale wizyta dzielnicowego to
      może być kubeł zimnej wody. A Ty się przynajmniej uwolnisz od przynudzającego
      towarzystwa w parku wink
      • earl.grey Re: Pani z parku... 25.05.08, 00:00
        ja niestety z przykrością informuje, że bicie dziecka nie jest w tym pięknym
        kraju przestępstwem. Jeśli nie wierzycie, służę długą listą orzecznictwa sądów
        karnych dotyczącego "dozwolonego karcenia".
        Karalne jest znęcanie, ale to musi być ustawiczne, wielokrotne, nie polegające
        na jednym czynie, a tylko taki widziałaś.
        Żeby nie było - jestem gorącą zwolenniczką zawiadamiania Policji i w ogóle
        wszystkich świętych w przypadku nawet tylko podejrzeń o znęcanie (np słyszysz,
        że dziecko sąsiadów często płacze, a oni mu grożą). Ale tzw klapsy sa nie tylko
        powszechnie akceptowane, ale również mieszczą się w obecnym prawnym rozumieniu
        "władzy' (no właśnie) rodzicielskiej. Więc prawdopodobnie nie dojdzie nawet do
        prokuratury. Jeśli widzę coś w tym rodzaju (a kiedyś widywałam często, bo
        mieszkałam tuż nad przychodnią dla dzieci w takiej dosyć społecznie zapuszczonej
        dzielnicy), to jeśli tylko jest to mozliwe, staram się dotrzeć do "pani z parku"
        słowami, które ona jest w stanie zrozumieć: "on/a pani/panu kiedyś odda"... Ale
        tak naprawdę, to myślę, że jedynie rozpowszechnianie wiedzy o tym, gdzie może
        szukać pomocy regularnie "karcone" dziecko ma jakiś sens. Może straszakiem na
        takie panie byłoby hasełko: "dam pani córce telefon do niebieskiej linii".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka