gabrysia5
22.06.08, 14:00
Słuchajcie rzecz miała sie wczoraj w godzinach dopołudniowych.Ide
sobie z córka na spacer, patrze a tu facet spada z barierki na
której siedział.Biegnę ,żeby zobaczyc co sie stało.Gośc
półprzytomny, zlany lepkim , zimnym potem, puls ledwo
wyczuwalny.Odwracam dziecie tyłem do faceta i staram sie nawiązac z
nim jakikolwiek kontakt.Nic z tego.Nagle przestaje wyczuwać
puls.Sprawdzam dodatkowo na tętnicy szyjnej - nic.Reanimuje
chwilę.Dość szybko puls wraca.Myślę sobie,ze to raczej nie zawał,
jak tak szybko udało ki sie faceta do życia przywrócić.Ktoś
zadzwonił po pogotowie.Przyjeżdża w 30 sekund!!!Okazało sie ,że
przez przypadek przejeżdżali.Wysiada "ktoś" bo nie wiem czy
lekarz.Zdaje mu relacje co się działo , aon mi na to ,że facet jest
pijany!!!!!!!!Nie był pijany na 100 %.Nie było czuc od niego
alkoholu (przeciez w czasie reanimacji bym wyczuła).Zbadali
cukier ,RR i co było dalej nie wiem, bo wróciłam do domu sie umyć i
przebrać (koło mojego bloku rzecz sie
działa).Wracam ,a.......kobieta z koosku mi mówi,że panowie z
pogotowia go zostawili i powiedzieli,że pijany i niech go kumple
jacyś odprowadzą do domu!!!!!!!Nie mogłam w to uwierzyć.Jak mozna
zostawic człowieka półprzytomnego na ulicy??Czy wy to rozumiecie?Ja
jestem zszokowana i strasznie zbulwersowana.Zastnawiam się, czy nie
zgłosić tego przypadku odpowiednim służbom.Jak myślicie?Co stało sie
z facetem nie wiem.Może będę coś wiedzieć jutro.Dam znać.