Mamy spotkanko klasowe w piatek. Dzien ruchliwy, jesli chodzi o ruch, ale bez przesady. Oswiadczylam mojemu mezowi, ze jade samochodem. I co uslyszalam? "Absolutnie, jest ogromny ruch, jezdza jak wariaci. Ja codziennie jezdze ta trasa i jest makabra."
Tyle moj maz. Jest w pracy, jutro sie z nim zobacze na zywo

I teraz:
a- postawic na swoim i wracac pozno wieczorem(bo niby czemu on moze rzadzic mna???)
b- odpuscic i jechac autobusem, zostac na noc u mamy i wrocic nastepnego dnia(zabawa wtedy potrwa dluzej i bedzie przyjemniejsza, bo nie pokloce sie z nim.)
To 50 km w jedna strone. Samochodem o wiele wygodniej. Jeszcze nigdy ta droga niejechalam sama, zawsze on obok byl. Czuje sie na silach, ale moj maz ma mnie chyba za wyjatkowego nieudacznika drogowego. Zla jestem.