Dodaj do ulubionych

Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi

20.08.08, 22:46
Jako, że żona coraz bardziej mi dokucza w końcu nie wytrzymałem i postanowiłem nie iść do pracy, lecz zająć się dziećmi dając żonie szansę (bo to ja ją przecież najbardziej ograniczam) na zajęcie się zarabianiem pieniędzy.

Zacznę może od podsumowania. Nawet nie myślałem, że pozbawione trosk o byt zajmowanie się dziećmi jest tak fantastycznym zajęciem. Może to kwestia tego, że dzieci są dość duże (4,6,8 lat) gwarantuje, że zajmowanie się nimi to sama przyjemność. W sumie zapowiadało się nieciekawie, bo z młodszą córką trzeba było pójść na ekstrakcję mleczaka. To bardzo wrażliwe dziecko i bardzo przeżyła zabieg mimo znieczulenia. Płaczu było dużo, ale daliśmy radę. Piszę daliśmy bo rodzeństwo może na siebie liczyć i starsza siostra przyszła z pomocą i współczuciem. Po drodze załatwiliśmy jeszcze o dziwo masę spraw związanych z domem, a dzieci o ile nie pomagały to przynajmniej nie przeszkadzały.
Potem była wizyta ze starszą córką u lekarza. Zasadniczo nie wiem po co przyjechała żona, chyba by mi oddać po wizycie najmłodsze i udać się do koleżanek. W każdym razie potem całą trójką mieliśmy sporo dobrej zabawy, a pytania o mamę padały zadziwiająco rzadko. Niestety mama nie poinformowała ani mnie, ani dzieci gdzie i na jak długo się udaje więc dzieci miały w sobie sporo niepokoju przed zaśnięciem.
Niepokój pogłębił się rano, niestety nie bardzo mogłem go rozproszyć bo dowiedziałem się jedynie z majla że mama na noc nie wróci.

Za to rano przeżyłem szok. Najmłodszy sam się ubrał umył ładnie zjadł śniadanko i myk razem do przedszkola. Starszym zapowiedziałem, że czeka je mała wyprawa i mają się ubrać i najeść przed wyjazdem.
Gdy wróciłem z przedszkola dzieci stały gotowe w przedpokoju do wyjścia i oznajmiły mi że nawet posprzątały po śniadaniu! Znowu załatwiliśmy razem parę spraw (np. jakimś cudem bez większego problemu załatwiłem wizytę u ortopedy - zauważyłem że średnia trochę jakby kuleje) zaliczyliśmy plac zabaw i przyszła pora odebrać najmłodsze. Jako że okazało się że mama będzie po południu zajęta zabrałem wszystkich na kolejną wyprawę.
Oczywiście, że były chwile płaczu, złości itp. Ale ogólnie było niesamowicie.
Prawdę mówiąc to Wam - mamy - zazdroszczę. Takie dwa dni bez martwienia się o pieniądze (o co się martwić skoro ich nie ma), o wredotę kontrahentów, urzędy i inne pierdoły to niesamowity relaks. A dzieci doskonale działały jako środek pomagający o tym wszystkim co złe zapomnieć.
Bardzo łatwo jest namówić je do współpracy, wzajemnej pomocy. Ja np. uczę najstarszą, najstarsza młodszą i wszystko gra. Co więcej dzieci bardzo chętnie pomagają w pracach domowych. Sprzątanie po sobie jest dla nich nieomal czymś naturalnym i myślę że bez trudu dałoby się je namówić na pomoc przy typowych zajęciach domowych.

Wymyślamy razem różne zabawy. Dzieci mają niesamowitą fantazję czasem wystarczy je tylko lekko do czegoś zachęcić.

Przez te dwa dni, ani razu nie było sytuacji o których opowiada mi żona nieomal codziennie, że jakieś histerie, amoki, totalne nieposłuszeństwo.
Może ja mam jakiś ojcowski talent, ale zasadniczo zawsze działa myślenie z wyprzedzeniem o potencjalnie stresogennych sytuacjach. Zanim coś takiego nastąpi (np dłuższy niż parę minut przejazd samochodem, albo oczekiwanie aż coś załatwię) informuje je o tym co nastąpi i jednocześnie sygnalizuję, że potem będzie nagroda (np. pójdziemy na plac zabaw, albo kogoś odwiedzimy, albo coś fajnego będziemy robić). Pierwotnie nagrodą były lody (za dzielność u dentysty), ale szybko musiałem zacząć wymyślać coś bardziej sensownego, bo raz że kasa się skończyła, a dwa lody raz dziennie to aż nadto. Generalnie pomaga też wyluzowanie. W miejscach bezpiecznych, można dzieciom trochę odpuścić i reagować tylko w sytuacjach gdy ich zachowanie może być dla innych osób niemiłe. Przed powrotem robiliśmy zakupy w hipermarkecie i też spokojnie dało się to przejść bez stresu. Potem była apteka i tu niespodzianka. Starsze rozbrykane nie zauważyły jak wszedłem do apteki i się okazało że miały stres, a przy okazji nauczkę by się jednak trochę rozglądać za ojcem.


Szkoda tylko, że "odkryłem" to wszystko w takich okolicznościach, być może u progu rozpadu związku. Oczywiście nie pierwszy raz zostałem na dłużej z dziećmi. Sęk w tym, że wcześniej jakoś nie mogłem się pozbyć tego myślenia o firmie, zapewnieniu bytu rodzinie, a tym samym jakoś nie potrafiłem zaangażować się bardziej w relacje z dziećmi gdy z nimi przebywałem.
Pozdrawiam
Pan Sowa.
Obserwuj wątek
    • mama_kotula Wzruszające :P n/txt 20.08.08, 22:57


      • gabrysia5 Re: Wzruszające :P n/txt 20.08.08, 23:01
        Pan szara sowa szuka powiernika (czek)!?No cóż jak się ogólnie
        dziecim mało czasu powięca i rzadko sie z nimi przebywa to jak sie
        nagle ma dla nich tyle czasu to dla nich to ogromna frajda, bo to
        coś nowego.A z mamą wszytsko jest do przewidzenia , bo jak
        wyczytałam -ciągle są z mamą.Ojej wzruszyłam się do łez.
        • szara.sowa Oj nie 20.08.08, 23:06
          Z mamą to one ciągle nie są. Młodsze chodziły/chodzą do przedszkola, starsza do
          szkoły. Mama kilka razy w tygodniu jeździła sobie na swoje różne zajęcia. Dzieci
          zostawały albo z nianią, albo z tatą. Całkiem niedawno byliśmy na urlopie, gdzie
          dzieci też sporo z tatą były gdy mama była na swoich zajęciach.
    • demonii.larua Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:02
      Żaden talent, posiedzisz z nimi pół roku albo i dłużej to się odmienią smile Teraz
      jesteś dla nich atrakcją smile
    • jola9932 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:03
      niee no taki super ojciec z ciebie że aż musialeś taki poemat napisactongue_out
      • gabrysia5 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:04
        ale jesteśmy okrutne!!hahah No cóż prawdą jest jednak,że bycie z
        trójka, dwójką czy z inna liczbą dzieci dwa dni , a bycie kilka lat
        to zasadnicza róznica.
        • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:11
          Prawdę mówiąc, spodziewałem się że w Was jednak więcej macierzyńskiej radości
          znajdę. Może i ja się wcześniej rzeczywiście aż tak nie angażowałem, bo raczej
          wybierałem formy aktywności z jednym dzieckiem, tak by one miały też trochę
          indywidualizmu, ale mimo wszystko zwykle o tej 16-18 w domu byłem, a i rano
          dzieci też mnie "widziały".
          Najgorsze jest to, że dużo lepiej mi z dziećmi bez obecności żony, nie muszę się
          wycofywać i słyszeć co chwila że coś robię źle.
          • demonii.larua Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:14
            No smile Sam zauważyłeś że wcześniej się tak nie angażowałeś, dzieciaki to czują smile
            I fajnie smile Teraz pozostaje kwestia relacji Twoich z żoną, bo chyba cuś
            zardzewiało, no nie? smile
          • alinka.0 Sowo 20.08.08, 23:14
            żona strofuje cię przy dzieciach??Niepojęte!!To dziecinne i
            nieodpowiedzialne.Źle robi.Ale fajnie,że cieszysz się,że masz dobry
            kontakt z dziećmi.Mój mąż kontaktu nigdy nie miał dobrego.A teraz
            jest w więzieniu i chwała Bogu!!!!
            • szara.sowa Strofuje? 20.08.08, 23:17
              Potrafi mnie wyzwać używając niecenzuralnych słów. Do tej pory schodziłem jej z
              drogi i starałem się spełniać wszelkie zachcianki, ale jakby coś pękło.
              • lila1974 Re: Strofuje? 20.08.08, 23:29
                Czasami też mi się wyrwie jakies niecenzuralne słowo w kierunku
                mojego męża, a jednak on nie rozpisuje się o tym na forum, tylko co
                najwyżej bieże za rękę, prowadzi gdzieś, gdzie nie ma dzieci i
                próbuje uspokoić moje nadszarpnięte nerwy.

                Po prostu rozumie, że opieka nad dziećmi, dom, praca dośc mocno mogą
                człowieka sfrustrować i moje wybuchy łagodzi a nie podsyca.
                • szara.sowa Re: Strofuje? 20.08.08, 23:32
                  No to dobrze się dobraliście. Gratuluję. Gdy jednak słyszę potem od żony coś o
                  szacunku... czy też jego braku...
                  • lila1974 Re: Strofuje? 20.08.08, 23:43
                    Piszesz półsłówkami, więc nie bardzo wiem, do czego mam się
                    odnieść ... szanujesz żonę? doceniasz ją? jest w czymś dobra? mówisz
                    jej to?
                    • szara.sowa Re: Strofuje? 20.08.08, 23:49
                      A można żyć w małżeństwie nie szanując partnera? Ja sobie tego nie wyobrażam.
                      • lila1974 Re: Strofuje? 20.08.08, 23:51
                        Czyli rozumiem, że ją sznujesz ... powiem szczerze, z Twojego
                        pierwszego postu wynika coś zgoła innego uncertain

                        Może przeczytaj go jeszcze raz?
                • zonka77 NIGDY 21.08.08, 12:31
                  nie strofuję męża przy dziecku. Nie używam też wobec niego niecenzuralnych słów.
                  Nie przy dziecku! Poza tym nie tylko ja miewam nadszarpnięte nerwy i również
                  rozumiem że on ma o wiele bardziej stresującą pracę niż ja.

                  Szczerze mówiąc podobnie jak pan sowa uważam że kobiety często przesadzają
                  narzekając jaka to harówa w domu z dziećmi a jakie to mąż ma wspaniałe życie bo
                  "tylko" w pracy siedzi.

                  Sama pracuję ale ostatnio jestem już na zwolnieniu i będę do końca ciąży i mimo
                  że jestem nieruchawa, miewam okropne bóle głowy i mięśni to z paluszkiem nie
                  powiem gdzie trzymamy z córą porządek w domku i załatwiamy różne nie wymagające
                  siły fizycznej sprawy. Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać końca ciąży i
                  większej ilości obowiązków bo aż mi głupio że mąż zachrzania w nowej pracy i
                  jeszcze mi pomaga w tym wszystkim czego sama nie daję rady zrobić.
                  • mama_kotula Re: NIGDY 21.08.08, 12:36
                    Sama pracuję ale ostatnio jestem już na zwolnieniu i będę do końca ciąży i mimo
                    że jestem nieruchawa, miewam okropne bóle głowy i mięśni to z paluszkiem nie
                    powiem gdzie trzymamy z córą porządek w domku i załatwiamy różne nie wymagające
                    siły fizycznej sprawy


                    Ponowię: "wypierdzi taka jedna zdrową dzidzię sztuk 1 i wydaje jej się, że
                    opieka nad dziećmi (zaznaczam: liczba mnoga) i związana z tym logistyka
                    prowadzenia domu to pasmo sielankowych wzruszeń z paluszkiem w odbycie".
                    • zonka77 Re: NIGDY 21.08.08, 13:01
                      No cóż - niedługo "wypierdzę" jeszcze jedną sztukę więc może stanę się bardziej
                      wiarygodna smile Czy też muszę wypierdzieć jeszcze ze trzy żeby zasłużyć na
                      stateczne miano matki polki?

                      Swoją drogą - bardzo ciekawe określenie porodu smile Bardzo bardzo bym chciała żeby
                      było tak łatwe jak pierdzenie.

                      Moja mama "wypierdziała" trzy sztuki, zajmowała się nami i domem i żyła i to
                      dobrze. Tata pracował na dwa etaty więc wiele w domu nie pomagał kiedy byliśmy
                      mali. Tak to uzgodnili (ja mam totalnie inny pogląd ale szanuje że taką sobie
                      decyzję podjęli)
                      Zdecydowali się na taki podział, na trójkę dzieciaków - nikt im nie kazał.
                      Nie twierdzę że to pasmo sielankowych wzruszeń kotula. Ale też nie pasmo udręki
                      jednej wielkiej smile Co więcej - prawda jest taka że praca zawodowa również nie
                      jest pasmem sukcesów. Jest zmęczenie fizyczne, psychiczne, stres. Ja po prostu
                      nie lubię kobiet które uważają że robią nie wiadomo jaki wielki wysiłek w
                      przeciwieństwie do ich mężów którzy ich zadniem w pracy leżą i pachną. Uważam że
                      szacunek jest potrzebny w obie strony. W OBIE. Nie tylko mąż powinien szanować i
                      doceniać wysiłek żony. Odwrotnie również. Tyle.
            • lila1974 Bez przesady 20.08.08, 23:27
              Są sytuacje, gdy rodzic ma wręcz obowiązek przy dzieciach zareagować
              na to, co robi drugi rodzic - musi dac im wyraźny sygnał, że nie są
              same a tata lub mama nie ma prawa ich krzywdzić (psychicznie lub
              fizycznie)
              • szara.sowa Re: Bez przesady 20.08.08, 23:29
                ...ale tu niekoniecznie chodzi tylko o sytuacje związane z dziećmi...
              • zonka77 Re: Bez przesady 21.08.08, 12:34
                To się załatwia najpierw z mężem a potem z dziećmi.
                Zakładam że mówimy o normalnej rodzinie z normalnymi rodzicami i nie ma mowy o
                jakiś działaniach ekstremalnych.
                Owszem jak widzę coś co mi sięnie podoba to reaguję - odciągam męża na bok i
                rozmawiamy. I czasem to on przyznaje że racji nie miał i potrafi bez problemu
                dziecko przeprosić a czasem to ja muszę uznać że raguję emocjonalnie i wcale
                racji nie mam chociaż tak mi się zdawało.
                • lila1974 Re: Bez przesady 23.08.08, 02:52
                  Założenie może być na wyrost - może nasz autor robił dzieciom coś
                  takiego, co zasugiwało na zdecydowaną reakcję? Może żona prosiłą,
                  tłumaczyła ... bez skutku?
          • purpurowa_komnata Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:15
            Panie Sowo-jeśli po roku zajmowania się wyłącznie(bez aktywności
            zawodowej) domem i dziećmi będziesz tak pełen entuzjazmu-masz u mnie
            nagrodę do odebrania. Pozdrawiam.
            • szara.sowa ale dlaczego wyłącznie? 20.08.08, 23:19
              Moja żona realizuje różne swoje pasje poza domem. Dlaczego ja nie miałbym mieć
              prawa do tego samego?
              • purpurowa_komnata Re: ale dlaczego wyłącznie? 20.08.08, 23:24
                Pasje-ok-ja pisałam o braku pracy zawodowej. Pytanie jak długo
                wytrzymasz?.Nie jestem złośliwa-natomiast ciekawa czy jest na to
                szansa. Bo zrozumiałam z pierwszego Twojego posta,że miałeś
                niepracującą zawodowo żonę. To teraz zamiana ról.
          • lila1974 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:24
            > Najgorsze jest to, że dużo lepiej mi z dziećmi bez obecności żony,
            nie muszę si
            > ę
            > wycofywać i słyszeć co chwila że coś robię źle.


            To zdanie daje dużo do myślenia - dlaczego jest ci z żoną źle?
            Pouczania nie lubi nikt, ale musi być drugie dno - wiesz jakie?
            • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:27
              Bo jest agresywna. Nie tylko w stosunku do mnie, ale i do dzieci (i to nawet
              częściej). Szybko puszczają jej nerwy, niejednokrotnie przy błahych sprawach, a
              bywa nawet że z powodu spraw które siedzą tylko w jej głowie.
              • lila1974 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:31
                Próbowałeś jej jakoś pomóc?
                Dociekałeś co się za tymi wybuchami kryje?
                • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:34
                  Ona twierdzi, że taka jest. I owszem była taka jak się poznaliśmy. Potem jakby
                  trochę się wyciszyła. Teraz to ja jestem winien.
                  • lila1974 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:41
                    Ale nadal nie napisałeś, czy dociekałes, co stoi za wybuchowym
                    charakterem żony, czy w jakiś sposób próbujesz jej pomóc wyjśc z
                    tych nerwów, czy jestes dla niej opoką (prawdziwym przyjacielem i
                    silnym ramieniem zapewniającym psychiczne bezpieczeństwo)?

                    Zanim się kogoś skresli, a mam wrażenie, że to własnie robisz z
                    zoną, trzeba się nieco wysilić, by mu nie wyrządzić krzywdy (jak
                    również sobie samemu i dzieciom).

                    Tym bardziej, że widziały gały co brały, że się tak wyrażę. Nie
                    jesteś zatem w szoku, że zona się nagle zrobiła nerwowa, tylko
                    przyznajesz, że wiedziałes o jej temperamencie już przed slubem.
                    • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:44
                      ależ nie, nie chodzi tylko o nerwy. Zresztą to jest do przeżycia tak jak
                      piszesz. U nas jest totalny brak komunikacji i to się pogłębia.
                      • lila1974 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:46
                        Zawsze tak było?
                        Co się stało?
                        Długo jestescie małżeństwem?
                        • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:48
                          Kilkanaście lat minęło. A czy zawsze tak było? Nie wiem. Dziś żona np. twierdzi
                          że ja nią kiedyś manipulowałem (jeszcze na samym początku)
                          • lila1974 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:49
                            Niby jak?
                            • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:22
                              A niby tak, że okazywałem swoje uczucia, emocje, obawy, w efekcie ona
                              rezygnowała np. ze spędzenia nocy poza domem.
                              • iwoniaw Jednym słowem - sznatażujesz tę nieszczęsną żonę 21.08.08, 12:13
                                I po twoich fochach kobieta _rezygnowała_ z wyjścia, na które miała ochotę, a ty
                                _mimo tego_ masz czelność pisać na ematce posty, że jest złą żoną, bo śmiała w
                                ogóle mieć takie pomysły?
                                Wiesz co - jak napisała któraś z poprzedniczek, jesteś obrzydliwym, żałosnym (...)
                    • nenia1 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:10
                      Ciekawi mnie tylko jedna rzecz, czy gdyby to mężczyzna był
                      agresywny, i uzywał w stosunku do niech przy dzieciach słów, powszechnie uznanych za wulgarne, kobiecie doradzano by
                      dociekanie co stoi za jego wybuchowym charakterem
                      i bycie dla niego przyjacielem i opoką?
                      • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:17
                        No, nie. Jesteśmy w świecie kobiet. Trzeba przyjąć tę optykę. Naturalne jest
                        patrzenie z własnej perspektywy. Naturalne jest, że wystawiam się tu na krytykę
                        i pośmiewisko. Tyle, że piszę tu, jak chyba każdy bardziej dla siebie, a nie dla
                        zbierania pochwał. Zwykle gdy człowiek coś opisze, to przy okazji porządkuje
                        myśli, dochodzi do jakichś wniosków niejako przy okazji.
                        • nenia1 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:24
                          Ech, chłopiewink
                          Za mało ci bacików od zony, że przychodzisz na e-mamę,
                          aby zaliczyć jeszcze parę ciosów torebką?
                          • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:28
                            Może jestem masochistą? Nie wiem... Tak czy inaczej jednak zależy mi by poznać
                            inną optykę, a może naiwnie liczę na jakieś przejawy zrozumienia? Oczywiście
                            gdybym napisał, że dochodziło i do rękoczynów (bo tak w istocie było), to też
                            bym się dowiedział że sam sobie jestem winien, bo niepotrzebnie denerwowałem żonę.
                            • mama_kotula Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:34
                              > Oczywiście gdybym napisał, że dochodziło i do rękoczynów (bo tak w istocie było)

                              Och, typowe na forum tongue_out
                              Pierwszy post nie podziałał, nikt nie zechciał pomyj na żonę wylewać.
                              Zatem dołożyliśmy dyskusję z Lilą, wzmianki o agresji żony i tak dalej. Nadal
                              pomyje się nie polały.
                              A więc - czas wytoczyć ciężkie armaty, mimochodem niby tongue_out

                              A jak też nie podziałają, to zaraz się dowiemy, że żona się znęca nad dziećmi,
                              psychicznie i fizycznie, nie chciałeś wcześniej o tym mówić, ale... tongue_outtongue_outtongue_out
                              • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:42
                                Nie znęca się nad dziećmi. Przynajmniej ja tego dotąd nie zauważyłem. Może
                                jednak warto przeczytać, że napisałem coś wprost przeciwnego w tym wątku.
                                • mama_kotula Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:44
                                  szara.sowa napisał:

                                  > Nie znęca się nad dziećmi. Przynajmniej ja tego dotąd nie zauważyłem. Może
                                  jednak warto przeczytać, że napisałem coś wprost przeciwnego w tym wątku.

                                  No to się może jednak zdecyduj:

                                  Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi
                                  Autor: szara.sowa 20.08.08, 23:27
                                  Dodaj do ulubionych Skasujcie
                                  Odpowiedz cytując Odpowiedz

                                  Bo jest agresywna. Nie tylko w stosunku do mnie, ale i do dzieci (i to nawet
                                  częściej). (...)

                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=83631443&a=83633255
                                  • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:46
                                    To że jest agresywna nie znaczy, że się znęca. Po prostu łatwo wpada w złość.
                                    Bywa, że krzyczy na dzieci i je bije w tej złości, ale to nie jest znęcanie się.
                                    • mama_kotula Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:47
                                      szara.sowa napisał:
                                      > Bywa, że krzyczy na dzieci i je bije w tej złości, ale to nie jest znęcanie się

                                      Aaaa, skoro to nie jest znęcanie się, to przepraszam tongue_outPP
                                • iwles Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:48

                                  > A niby tak, że okazywałem swoje uczucia, emocje, obawy, w efekcie
                                  > ona rezygnowała np. ze spędzenia nocy poza domem.


                                  Pytanie pierwsze:
                                  1. czego dotyczą twoje obawy ?
                                  pytanie drugie:
                                  2. napisałeś to tak, jakby żona badzo często spędzała noce poza
                                  domem. Tobie na złość ? i co robiła ? szła imprezować ?

                                  • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:55
                                    Tak, chodziła (a raczej chciała chodzić) na imprezy. Gdy pracowała do późna w
                                    nocy przychodziłem po nią do pracy, bo bałem się jej samotnych powrotów.
                                    • iwoniaw Do pracy po nią chodziłeś? 21.08.08, 12:04
                                      To ona cały dzień w domu z dziećmi i jeszcze pracuje wieczorami, a ty ją jako
                                      jakąś leniwą babę przedstawiasz? Gorzej z tobą niż się po pierwszych postach
                                      zdawało...
                                      • szara.sowa Re: Do pracy po nią chodziłeś? 21.08.08, 12:08
                                        To było dawno temu gdy nie mieliśmy dzieci.
                                    • iwles Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 12:06

                                      ale nie.... nie....
                                      napisałeś, że przedstawiałes jej swoje obawy, gdy chciała WYJŚĆ z
                                      domu. Ja o te obawy pytam, a nie o to, że wychodziłes po nią do
                                      pracy. A w ogóle - kto w tym czasie był z dziecmi w domu, gdy Ty
                                      późnym wieczorem szedłes po zonę ?

                                      No i jescze jedno. Napisałeś, że nie wychodziła, tylko raczej
                                      chciała wyjść na imprezy. Czy to znaczy, że NIGDY żona nie chodzi na
                                      żadne imprezy ? Na np. spotkania z koleżankami ?
                                      • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 12:09
                                        To było dawno temu, dzieci nie było.
                                        Żona wychodzi i spędza noce poza domem. Czytałaś pierwszy post?
                                        • iwoniaw Człowieku, zdecyduj się wreszcie... 21.08.08, 12:15
                                          Najpierw na pytanie jak często i dokąd żona wychodzi piszesz, że nie wychodzi,
                                          bo ją szantażujesz swoimi fochami i oburzasz się, że w ogóle miewa ona takie
                                          pomysły, a teraz piszesz, że znika na całe noce. To w końcu jak to jest?
                                          • szara.sowa Re: Człowieku, zdecyduj się wreszcie... 21.08.08, 12:18
                                            A rozumiesz pojęcie upływu czasu? W dwóch postach napisałem o tym, że kwestia
                                            niewychodzenia z domu to czas sprzed nastu lat. Teraz żona wychodzi i nawet mnie
                                            nie informuje gdzie idzie.
                                            • iwoniaw Załóż jej GPS... 21.08.08, 12:25
                                              Niezły jesteś, skoro wywlekasz jakieś zdarzenia sprzed _nastu_ lat jako
                                              argumenty w dyskusji o teraźniejszości.
                                              Wcale się nie dziwię, że kobieta przestała się w końcu opowiadać, skoro
                                              dotychczas na każdym kroku miała do czynienia z fochami małżonka (ups, z
                                              "okazywaniem uczuć"...) Skoro przez te wszystkie lata tak dobrze wychowywała
                                              dzieci i całkiem sama radziła sobie z prowadzeniem domu, mając za zapłatę
                                              jedynie oburzenie i zarzucanie kłamstwa przy jakichkolwiek próbach poskarżenia
                                              się, to nie dziwię się, że się jej przelało. Dziwię się, że dopiero teraz.
                                            • iwles Re: Człowieku, zdecyduj się wreszcie... 21.08.08, 12:52

                                              oj, to chyba pomyliły Ci się czasy. Bo napisałeś, że żona NIE
                                              wychodzi (uzyłes czasu teraźniejszego), gdy przedstawisz jej swoje
                                              obawy.
                                              No własnie, może napisz szczegółowo, o jakie obawy Ci chodzi ?
                                              I... ze tak zapytam.... czy ten przypadek wyjścia żony na nocv
                                              (opisany w 1 poście) to pierwsze samodzielne wyjście odkąd są
                                              dzieci ?

                                              I czy wiesz, gdzie żona była ? Spytałeś ją ? czy sam sobie
                                              stworzyłeś scenariusz, gdzie była, z kim i co robiła ?

                                              A w ogóle.... czy Ty masz zaufanie do żony ? Spytam po raz kolejny:
                                              Czego dotyczą Twoje obawy ?






                                              • szara.sowa Re: Człowieku, zdecyduj się wreszcie... 21.08.08, 13:00
                                                Nie wiem gdzie była, nie pytałem jej o to. To nie było pierwsze wyjście na noc.
                                                Owszem pierwsze, gdy zrobiła to informując mnie majlem po fakcie. Moje obawy?
                                                Chyba dość oczywiste. Wy się nie martwicie o męża jak nie wraca na noc, bo na
                                                przykład idzie na imprezę z kolegami?
                                                • iwoniaw No wyobraź sobie, że nie 21.08.08, 13:06
                                                  > Chyba dość oczywiste. Wy się nie martwicie o męża jak nie wraca na noc, bo na
                                                  > przykład idzie na imprezę z kolegami?

                                                  Dlaczegóż niby miałabym się martwić?
                                                • iwles Re: Człowieku, zdecyduj się wreszcie... 21.08.08, 13:06

                                                  A Ty wychodzisz ?
                                                  • szara.sowa Re: Człowieku, zdecyduj się wreszcie... 21.08.08, 13:19
                                                    Chyba równie często co moja żona. W sumie to nie przypominam sobie. Na noc
                                                    raczej nigdy nie zostaję. Owszem zdarza się mniej więcej raz na rok jakiś
                                                    weekendowy wyjazd np w góry. W tym roku spędziłem po raz pierwszy od dwunastu
                                                    lat tydzień poza domem - na wyjeździe urlopowym.
                                                  • iwles Re: Człowieku, zdecyduj się wreszcie... 21.08.08, 13:23

                                                    A zona kiedy ostatni raz była na takim wyjeździe urlopowym? Bez
                                                    Ciebie, bez dzieci ?
                                                  • babcia47 Re: Człowieku, zdecyduj się wreszcie... 21.08.08, 13:26
                                                    pewnie 10 lat temu..bo 9 lat wczesniej była w ciązy..
                                                • babcia47 Re: Człowieku, zdecyduj się wreszcie... 21.08.08, 13:22
                                                  "Jako, że żona coraz bardziej mi dokucza w końcu nie wytrzymałem i
                                                  postanowiłem nie iść do pracy, lecz zająć się dziećmi dając żonie
                                                  szansę (bo to ja ją przecież najbardziej ograniczam) na zajęcie się
                                                  zarabianiem pieniędzy."

                                                  "Nie wiem gdzie była, nie pytałem jej o to. To nie było pierwsze
                                                  wyjście na noc.Owszem pierwsze, gdy zrobiła to informując mnie
                                                  majlem po fakcie."

                                                  Oj!! coś strasznie się plączecie w zeznaniach Panie Dzieju..

                                                  • szara.sowa Re: Człowieku, zdecyduj się wreszcie... 21.08.08, 13:27
                                                    Nic się nie plącze. Jedno było rano, drugie po południu (w nocy).
                                                  • babcia47 Re: Człowieku, zdecyduj się wreszcie... 21.08.08, 13:37
                                                    to z jakich powodów byłeś zmuszony/chciałeś zająć sie dziećmi przez
                                                    te dwa dni? bo żona poszła zarabiac pieniadze, szukać pracy czy
                                                    dlatego, że się urwała nie wiadomo gdzie i po co? do tego informując
                                                    mailem? a jezeli tak to skąd wiedziałeś że musisz zajać się dziećmi
                                                    od samego rana pierwszego dnia?
                                                  • szara.sowa Re: Człowieku, zdecyduj się wreszcie... 21.08.08, 13:46
                                                    Pierwszego dnia żona schowała mi buty i komórkę - stąd mój wniosek, że nie
                                                    zależy jej na tym bym poszedł do pracy. Zająłem się więc dziećmi, a nocny
                                                    (późniejszy) wypad żony to domyślam się że jednak był wypadem do koleżanek, a
                                                    nie w sprawie pracy.
                                                  • iwles Re: Człowieku, zdecyduj się wreszcie... 21.08.08, 13:49


                                                    Słuchaj - odpowiedz mi na pytanie, które zadałam ci wyżej:
                                                    kiedy ostatnio żona była na takim tygodniowym wyjeździe bez Ciebie i
                                                    bez dzieci ?
                                                  • iwoniaw ojojoj... 21.08.08, 13:53
                                                    > Pierwszego dnia żona schowała mi buty i komórkę - stąd mój wniosek, że nie
                                                    > zależy jej na tym bym poszedł do pracy. Zająłem się więc dziećmi

                                                    No to przepraszam bardzo, JEJ ma zależeć, żebyś ty szedł do pracy? To chyba
                                                    twoja praca i mógłbys sobie swoich rzeczy pilnować, a nie zwalać na żonę, w
                                                    końcu nie masz już 3 lat. A w ogóle jak to "schowała"? Pytałeś, gdzie są, czy
                                                    nie widziała, a ona na to "wiem, ale nie powiem"?

                                                    > (późniejszy) wypad żony to domyślam się że jednak był wypadem do koleżanek, a
                                                    > nie w sprawie pracy.

                                                    Aaaaaaaaaaaaa, "domyślasz się", tak? A bierzesz pod uwagę opcje, że twoje
                                                    domysły są funta kłaków niewarte?

                                                    Biedna kobieta, coraz bardziej mmi jej żal...
                        • mama_kotula Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:26
                          szara.sowa napisał:
                          > No, nie. Jesteśmy w świecie kobiet. Trzeba przyjąć tę optykę. Naturalne jest patrzenie z własnej perspektywy.

                          Zgadza się. Dlatego śmiech pusty ogarnia, jak jakiś zadowolony z siebie kogucik po dwóch dniach przebywania z dziećmi stwierdza "jak to jest cudownie proste, nie uwierzę już nigdy, że to kogoś może męczyć". Oczywiście, że po dwóch dniach jest to proste.
                          Że ponownie przytoczę tekst jednej z moich ulubionych forumowiczek: "wypierdzi taka jedną, niekolkową, zdrową dzidzię i myśli, że wie wszystko na temat wychowanie". Analogicznie "zajmie się taki dużymi już, w miarę samoobsługowymi dziećmi przez 2 dni i popada w samouwielbienie dla własnych możliwości wychowawczych".

                          > Naturalne jest, że wystawiam się tu na krytykę i pośmiewisko.

                          Owszem. Ale nie dlatego, że jesteś płci przeciwnej, tylko dlatego, że wypisujesz brednie. Sugerujesz solidarność jajników? Nic bardziej mylnego.


                          > Tyle, że piszę tu, jak chyba każdy bardziej dla siebie, a nie dla zbierania pochwał.

                          No patrz. A ja odniosłam wrażenie, że piszesz nie dla siebie, ale aby zebrać poparcie i pokazać potem wątek nieużytej żonie "patrz, jednak to ja miałem rację". No ale wrażenie jak wrażenie - może być mylne.

                          > Zwykle gdy człowiek coś opisze, to przy okazji porządkuje myśli,
                          > dochodzi do jakichś wniosków niejako przy okazji.

                          I do jakich wniosków pan doszedł?
    • mika_p Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:23
      I ile masz tego urlopu od pracy?
      BTW, sprząta się samo i gotuje też?
    • iwoniaw A poza tym wszyscy zdrowi? 20.08.08, 23:23
      Doprawdy, lekarz to by się przydał panu i to natychmiast. Psychiatrę mam na
      myśli. Jeśli połowa z tych bredni jest prawdą, to można tylko podziwiać świętą
      cierpliwość żony.
      • dlania Re: A poza tym wszyscy zdrowi? 20.08.08, 23:27
        Nie wiem, o co chodzi, ale to nudne.
        • dlania Autolaurka? Żenadka. 20.08.08, 23:30

      • raczek47 Re: A poza tym wszyscy zdrowi? 20.08.08, 23:29
        mój ty Boże....ależ z Ciebie nadęty bufon, sowo...nie dziwię się,że
        związek się rozpada-z twojej winy oczywiście.
        I nic więcej nie napiszę, bo słów szkoda...
        • trendsetterka Re: A poza tym wszyscy zdrowi? 20.08.08, 23:45
          A pomyślałeś kto mozolnie wychował tą trójcę na fajnych,
          samodzielnych, chętnych do pomocy i wspierających się???? Fajnie
          zajmować się "gotowcem".
          Poza tym dzieci nie będąc z Tobą 24h/dobę, cóż dzień z tatusiem miał
          posmak atracji, wierz mi, dzieci inaczej się zachowują w taki
          dzień...
          • lila1974 Słuszna uwaga - i jeszcze dodam 20.08.08, 23:48
            że z nieznanych mi przyczyn dzieci miewają takie tendencje, że w
            towarzystwie innych zachowują się jakby lepiej niż przy mamie smile
    • marghe_72 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:45
      Dorzucę sie do nagrody jeśli wytrzymasz w domu rok.
      I oprócz zajmowania się dziećmi zajmiesz sie też praniem,
      prasowaniem, zakupami bla bla bla
      • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:46
        ale żona nie prasuje, zakupy też raczej ja robię.
        • lila1974 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:52
          Czyli co? Lezy i pachnie?
          • mama_kotula Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 00:35
            lila1974 napisała:

            > Czyli co? Lezy i pachnie?

            Żona leży i pachnie, a mąż też pachnie. Kuszący aromat trolla wydaje... tongue_out
            • lila1974 skoro nie spisz, to na pocztę poproszę 21.08.08, 00:43

        • marghe_72 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:55
          szara.sowa napisał:

          > ale żona nie prasuje, zakupy też raczej ja robię.


          "raczej"..

          podziedź jeszcze trochę w domu a sam się przekonasz ile jest do
          zrobienia.
          No, chyba, że macie pomoc..
    • tennessee Re: na e-tatę chyba miało byc??!! 20.08.08, 23:49
      Pisanie takiego postu na emamie to jak opowiadanie o wykwintnym obiedzie
      zeserwowane wprost przed nos Jamiego Olivera..

      Pękam ze śmiechu. Doprawdy.
      ;-DDDD
      • purpurowa_komnata Re: na e-tatę chyba miało byc??!! 20.08.08, 23:54
        Jeden dzień to można się zachwycać-łatwe- a tak na dłużej, już
        niekoniecznie...
    • graue_zone Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:51
      Rozumiem, że swoim tekstem chcesz dołożyć niepracującym mamom? Jak im dobrze,
      niczym się nie muszą martwić, dzieci grzecznie się cichutko sobą zajmują, mąż
      kasę przynosi a mama siedzi na kanapie i piłuje paznokcie. Dzieci same się
      karmią, gotują sobie wychowują się, dom sam się sprząta. Jeśli wytrzymasz rok w
      domu u boku partnera przebywającego ok. 10 godzin poza domem, zajmując się całą
      domową logistyką sam, wtedy się wypowiadaj. Powstawaj nocą, podoglądaj w
      chorobach, łagodź konflikty. I jeśli tak Twoim zdaniem wygląda normalny dzień w
      domu i takie masz zdanie o pracy swojej żony, to nie dziwię się, że ma Cię dość.
    • graue_zone Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 20.08.08, 23:59
      A czego wiec tak naprawdę oczekujesz od żony? Jesteś z niej niezadowolony?
      Dlaczego? Bo zajmuje się nie tylko domem, dziećmi i Tobą? Śmie mieć inne pasje i
      realizować je, o zgrozo, poza domem? Jakie warunki musiałaby spełniać Twoja
      partnerka, żebyś był zadowolony? Ciekawa jestem.
      • szara.sowa Ale to proste... 21.08.08, 11:10
        Wystarczy, że przestanie być dla mnie złośliwa, roszczeniowa i totalnie negatywnie nastawiona.
        Taki przykład. Byliśmy razem na urlopie. Zrobiłem 2 (słownie dwa) zdjęcia dokumentujące moje jakieś tam osiągnięcie (kilka godzin starań). Pokazałem te dwa zdjęcia i poprosiłem aby ich nie kasowała. Na karcie mieści się około 2 tys zdjęć. Żona oczywiście zdjęcia skasowała, a gdy się o to wkurzyłem powiedziała, że jeśli uważam że zrobiła to złośliwie to się mogę z nią rozwieść. Po czym dodała, że chciała abym zapewnił jej na ten wyjazd laptopa więc skoro tego nie zrobiłem to sam sobie jestem winien, bo ona potrzebowała miejsce na karcie. Takich akcji jest sporo. Ostatnio wystawiła mi buty na klatkę, bo postawiłem je według niej w złym miejscu. Oczywiście co ja myślę na temat tego gdzie powinny stać te buty dyskusji nie ma. Jeśli nie wykonam rozkazu to jestem ten zły, niedobry mąż, któremu trzeba pokazać, że się z jego zdaniem w ogóle nie liczy. Jeśli ja nazwę to złośliwością z jej strony to się dowiaduję, że przypisuję jej złe intencje, a jej zachowanie było asertywne.

        • mama_kotula Re: Ale to proste... 21.08.08, 11:14
          Cherie - pozwól, że podzielimy to, co mówisz, przez 2.
          Nasuwa mi się jedno: audiatur et altera pars. Bo na razie wynika z twoich
          światłych postów, że żona jest w całości be, a ty jesteś skrzywdzony i
          niezrozumiany. Świat nie jest czarno-biały, zatem sytuacja jest zapewne inna.
          Chętnie wysłuchałabym wersji żony jednak.
          • szara.sowa Re: Ale to proste... 21.08.08, 11:19
            Ależ nigdzie nie napisałem, że żona jest w całości "be". Co więcej zgadzam się z
            prezentowanymi tu sugestiami, że takie, a nie inne zachowanie dzieci to głównie
            zasługa mojej żony (wychowanie).
    • mama_kotula Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 00:42
      > Sprzątanie po sobie jest dla nich nieomal czymś naturalnym

      Łaaaaa dopiero teraz doczytałam.
      Niniejszym ogłaszam - masz żonę anioła i ideał.
      Od trzech lat próbuję osiągnąć ten efekt, z marnym skutkiem tongue_out
    • mama_kotula Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 01:59
      Przeczytałam po raz kolejny, tym razem bardziej wnikliwie. I mam parę wnikliwych tongue_out wniosków.

      1. Dostałeś "gotowy materiał", a przynajmniej w pewnym stopniu "obrobiony" - przez dotychczasową opiekunkę, czyli twoją leniwą ponoć i nieudolną żonę. Z tego, co piszesz - dzieci są samodzielne i bardzo dobrze wychowane - wieeelki plus dla żony (zazdrość mnie żre zwłaszcza o tę "naturalną skłonność do sprzątania").

      2. Praktycznie od rana do wieczora organizowałeś dzieciom czas. Dzieci, mając wypełnioną każdą minutę zorganizowanymi zajęciami, są bardziej zdyscyplinowane. A teraz: konieczność stałej organizacji pomnóż sobie przez 365 dni w roku, wpleć w każdy dzień jeszcze prace domowe, zakupy, gotowanie oraz - bo widzę, że bardzo tego pragniesz - czas dla siebie (wyjście np. raz w tygodniu). 365 dni non stop na wysokich obrotach potrafi zabić. Nawet takiego Super Zorganizowanego Orła jak ty. Założę się, że po miesiącu konieczność ciągłej organizacji zacznie ci wychodzić bokiem i zaczniesz powoli odpuszczać ową organizację, bo człowiek nie jest komputerem i ma ograniczony rezerwuar siły i kreatywności. Efekt: dzieci zaczną się nudzić i świrować.

      3. Trafiły ci się dni z "atrakcjami" - tak, tak, wyjście do lekarza mieści się w kategorii "atrakcja", czyli "odmienność od standardowego dnia". Dni z atrakcjami będzie niewiele. Przeważnie czeka cię rutyna i powtarzalność. Rutyna potrafi wykończyć do tego stopnia, że będziesz się łapać na tym, że każdy twój dzień wygląda tak samo (wstać, zawieźć dziecko do przedszkola, zrobić śniadanie, zrobić obiad, posprzątać, odebrać dziecko z przedszkola, i tak dalej). Co wywołuje - np. u mnie - nastroje depresyjne i skłonność do agresji. Owszem, można sie zorganizować tak, aby każdy dzień był inny, ale w tym przypadku - patrz punkt 2.

      To początkowe wnioski. Tak, że nie ma co popadać w samouwielbienie. Na razie traktujesz to jako formę wakacji - popadasz w euforię, że jest tak przyjemnie, dzieci są grzeczne, a ty sobie tak świetnie radzisz. Jedziesz na lewej adrenalinie, ponieważ jest to dla ciebie nowość - i dla dzieci też, do tej pory nie spędzały całego dnia aktywnie z ojcem. Natomiast gdy lewa adrenalina i poczucie nowości się skończą, przyjdzie szara codzienność (patrz punkt 2 i 3), która nie jest już wypełniona wybuchami euforii i samozadowolenia.

      Doradzam więcej pokory i realizmu, panie Idealny Tato.

      Choć to w sumie duża szansa dla waszego związku. Może po miesiącu czy dwóch wreszcie dojdzie do zadowolonego łebka, jak męczącą pracę wykonuje ta leniwa i nieużyta żona. I może w tym zadowolonym łebku pojawi się choćby cień zastanowienia, skąd u żony napady złego nastroju i agresywne zachowania.
      • katse Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 08:35
        mama_kotula pięknie napisała to co miałam w głowie czytając Twój
        wpis i zgadzam się z nim w pełni.

        Mam nadzieje, że Pan Sowa zdaje sobie sprawę z tego co napisałaś. Bo
        jeśli nie to bardzo bardzo współczuję dzieciom.

        K

        -
        ------------------------------------------
        "życie reklamacji nie podlega i jest
        jedno. JEDNO!" ewka5
      • babcia47 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:21
        Kota, wyjełaś mi to z ust (bez skojarzeń)
      • gemmavera Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:30
        Kotula, powiedziałabym, że z ust mi to wyjęłaś, gdyby nie to, że chyba nie
        potrafiłabym tego tak zgrabnie opisać. big_grinD

        Panie Sowo, posiedź sobie z dziećmi dłużej niż kilka dni, sprzątaj, gotuj, rób
        zakupy, a potem się chwal na forum, jak cudowne, rozwijające i pozbawione trosk
        jest zajmowanie się dziećmi. uncertain
        Dwa dni z czterech, sześciu czy ośmiu lat to jest bardzo mały wycinek. Za mały,
        żeby można było radośnie oznajmiać, że siedzenie z dziećmi w domu to sielanka i
        relaks. Jak napisała Kotula, rutyna jest zabójcza.

        I nie zapomnij żonie podziękować, że tak świetnie wychowała Waszą trójkę dzieci.
        No a poza tym dla dzieci to tez była nowość i małe święto, że były przed dwa dni
        tylko z tatą, więc pewnie stąd ten brak "amoku, histerii i totalnego
        nieposłuszeństwa". Oczywiście gdzieżbym śmiała wątpić w Twoje ojcowskie talenta
        - ale oceniając sytuację trzeba brać pod uwagę wszystkie czynniki, a nie tylko
        te wygodne dla udowodnienia postawionej przez siebie tezy. ;P
    • iwles Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 09:08

      Poza tym wszystkim, co już wyżej zostało napisane.....
      poczekaj na dzień, gdy jedno z dzieci zachoruje.... jak wtedy
      zorganizowac samemu - i wyjście do lekarza, i odprowadzenie do
      przedszkola/szkoły pozostałych dzieci, i zakupy, i apteka, i obiad...

      No i fajnie, że możesz dzieci zostawić same (w domu, na ulicy itp.),
      bo gdy dzieci były ciut młodsze - tak się nie dało, trzeba było całą
      trójcę ciągnąć wszędzie ze sobą.
    • ala67 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 09:49
      A poza wszystkim, co już zostało napisane, weź jeszcze jedno pod
      uwagę, panie_tatusiu_idealny_i_bardzo_z_siebie_zadowolony: że dzieci
      świetnie wyczuwają wszelkie domowe klimaty. A jak widzą, że w domu
      atmosfera jest zła i między rodzicami iskrzy, to często grzecznieją,
      stają sie potulne i niekłopotliwe. Wydaje im sie bowiem, że jak będą
      grzeczne, to rodzice przestaną sie kłócić i wszystko wróci do normy.

      Ech, więcej zrozumienia dla innych, panie sowo. I więcej refleksji
      nad sobą.
    • sanna.i Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:25
      Najszczersze współczucia dla pańskiej żony, to na początek.

      >Może to kwestia tego, że dz
      > ieci są dość duże (4,6,8 lat)

      No nie da się ukryć, że dzieci w tym wieku są już dość samodzielne.

      >a pytania o mamę pa
      > dały zadziwiająco rzadko. Niestety mama nie poinformowała ani mnie, ani dzieci
      > gdzie i na jak długo się udaje więc dzieci miały w sobie sporo niepokoju przed
      > zaśnięciem.

      Skoro o matkę się nie pytały, to skąd ten niepokój?
      > Za to rano przeżyłem szok. Najmłodszy sam się ubrał umył ładnie zjadł śniadanko
      > i myk razem do przedszkola. Starszym zapowiedziałem, że czeka je mała wyprawa
      > i mają się ubrać i najeść przed wyjazdem.

      Brawa dla żony, że tak świetnie wychowała dzieci.

      > Prawdę mówiąc to Wam - mamy - zazdroszczę. Takie dwa dni bez martwienia się o p
      > ieniądze (o co się martwić skoro ich nie ma), o wredotę kontrahentów, urzędy i
      > inne pierdoły to niesamowity relaks.

      Dwa dni to może i relaks. A kilka lat?

      >Starsze rozbrykane nie zauważyły jak wszedłem do
      > apteki i się okazało że miały stres, a przy okazji nauczkę by się jednak troch
      > ę rozglądać za ojcem.

      To miłe, że cię w końcu jednak znalazły. Gorzej, jakbyś dzieci pogubił..

      > Szkoda tylko, że "odkryłem" to wszystko w takich okolicznościach, być może u pr
      > ogu rozpadu związku

      Ja się twojej żonie nie dziwię.
      Finito.

    • bri Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:30
      Zostawiłeś bez opieki sześcio- i ośmiolatka? To jest karalne.
    • zona_mi Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:45
      Z całego serca życzę twojej Żonie, żeby znalazła sobie pracę i
      uniezależniła się od ciebie zupełnie.
      Dla dzieci będzie wspaniale, kiedy spotkają się z tobą co jakiś czas
      na dzień-dwa pełen atrakcji i radości ze spotkania z tatusiem.
      Żona prawdopodobnie przestanie być złośliwa, czy agresywna, kiedy
      już pozbędzie takiego wrednawego balastu i manipulanta, kiedy będzie
      mogła odetchnąć pełną piersią i prawdopodobnie przestać liczyć
      naiwnie, że wszystko się między tobą a Nią poukłada.
      Nic się nie poukłada - ty udowadniasz to swoim postem. Nie chcesz
      się dogadać, pójść na kompromis, przemyśleć najważniejszych kwestii,
      pomóc swojej rodzinie - chesz udowodnić, jaki jesteś wspaniały.
      Wykaż się tą wspaniałością, płać jej alimenty i daj jej odżyć - bez
      siebie.
      • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:53
        No przepraszam bardzo, ale to jej jest źle. To jej ciągle mało. Uważa, że
        pieniądze zarabia się łatwo, przyjemnie i bez wysiłku. Sama co miesiąc na swoje
        potrzeby wydaje sporo i ciągle słyszę że to mało. Niby dlaczego miałbym jej
        przeszkadzać w pracy zmuszając do opieki nad dziećmi? Ja się chętnie nimi zajmę.
        Ja nie mam tylu potrzeb materialnych, nawet alimentów bym nie potrzebował.
        • mama_kotula Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 11:57
          "Uważa, że pieniądze zarabia się łatwo, przyjemnie i bez wysiłku"

          A ty wysuwasz identyczny argument z drugiej strony - uważasz że wychowywanie
          dzieci i prowadzenie domu to pasmo idyllicznych obrazków, niewymagające niemal
          żadnego wysiłku suspicious
          • purpurowa_komnata Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 12:05
            Kotula-trafiłaś celnie-pozdrawiam smile
          • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 12:07
            Hm... ja tego doświadczyłem osobiście. Nie twierdzę, że nie wymaga to wysiłku,
            bo wymaga, ale ja nie domagam się od żony by ciągle więcej zajmowała się
            dziećmi. Byłem na większości wywiadówek, mobilizuję starszą do nauki czytania,
            doskonalenia języka obcego, poznawania matematyki. Młodszą staram się
            mobilizować do poznawania podstaw czytania (składania liter w wyrazy).
            • mama_kotula Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 12:16
              szara.sowa napisał:
              > Hm... ja tego doświadczyłem osobiście. Nie twierdzę, że nie wymaga to wysiłku,
              bo wymaga, ale ja nie domagam się od żony by ciągle więcej zajmowała się
              dziećmi. Byłem na większości wywiadówek, mobilizuję starszą do nauki czytania,
              doskonalenia języka obcego, poznawania matematyki. Młodszą staram się
              mobilizować do poznawania podstaw czytania (składania liter w wyrazy).


              Obrazowo ci to wytłumaczę:
              Wyobraź sobie, że dostajesz z żoną pianino. Zadaniem żony jest pilnowanie linii
              melodycznej oraz rytmu. Twoim zadaniem jest naciskanie co jakiś czas kilku
              klawiszy wg określonego klucza.

              Powiedz teraz: czy wg ciebie tworzenie muzyki jest proste?
            • babcia47 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 12:22
              Byłem na większości wywiadówek, mobilizuję starszą do nauki czytania,
              > doskonalenia języka obcego, poznawania matematyki. Młodszą staram
              się
              > mobilizować do poznawania podstaw czytania (składania liter w
              wyrazy).
              ..a w przerwach pan pierzesz, gotujesz, układasz jadłospis na
              najbliższy tydzień, robisz zaopatrzenie nie zapominajac o takich
              pierołach jak chemia i kosmetyki, kupujesz dzieciom ciuchy, buty,
              wyprawkę do szkoy i przedszkola, płacisz rachunki, pilnujesz by były
              w normie a nie "pod niebo", godzisz dzieci gdy się kłócą,
              tłumaczysz, czemu kolega był dla niego wredny albo dlaczego taty
              znów nie ma w domu i właściwie nigdy sie z nimi nie bawi..i do czego
              ten tatuś własciwie jest potrzebny w tym domu?
              • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 12:26
                Tata jest w domu bardzo dużo. Tata na co dzień zajmuje się rachunkami i
                pilnowaniem by nie były "pod niebo", często też zakupami, także np. kwestią
                wyprawki. Na co dzień godzę dzieci, gdy się kłócą.
                • babcia47 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 12:33
                  Na co dzień godzę dzieci, gdy się kłócą.
                  i nie zastanowiło cie, ze przez te dwa dni było tak "idealnie"?
                  Tata na co dzień zajmuje się rachunkami i
                  > pilnowaniem by nie były "pod niebo",
                  w jaki sposób? bo raczej codziennymi czynnosciami sie nie zajmujesz?
                  a to w trakcie nich powstaje "zużycie"..
                  • szara.sowa Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 12:35
                    Ależ nie było tak idealnie. Napisałem, że były też i chwile kłótni, czy złości
                    między dziećmi.
                • bellisprimum Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 12:36
                  szara.sowa napisał:

                  > Tata jest w domu bardzo dużo. Tata na co dzień zajmuje się rachunkami i
                  > pilnowaniem by nie były "pod niebo", często też zakupami, także np. kwestią
                  > wyprawki. Na co dzień godzę dzieci, gdy się kłócą.

                  hmmm a tak OT jak to robisz?? skoro dzieciaki widzą 'przykład z góry' gdzie Ty z
                  Żoną nie potraficie się dogadać to jak potrafisz to wytłumaczyć?
                  tylko mi nie pisz że dzieciaki nie rozumieją, bo jeśli tylko taki właśnie
                  argument przyjdzie Ci do głowy, świadczy to tylko o tym jak mało znasz dzieciaki...
        • zona_mi Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 12:03
          Daj jej spokój. Określcie odpowiednią stawkę alimentów i daj żyć jej
          i dzieciom. Bądź wspaniały dwa razy w miesiącu - to raczej wszystkim
          wyjdzie na zdrowie.
          ty może byś nie potrzebował alimentów, ale dzieci owszem - odczep
          się od tej biednej kobiety i przestań robić tu z siebie nieboraczka -
          jesteś kuty na cztery nogi i doskonale widać tu twoje prawdziwe
          podejście do żony. Jak byś tego w eufemizmy nie ubrał - wyłania się
          obraz obrzydliwego gnojka.
        • babcia47 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 12:07
          Ja się chętnie nimi zajmę
          > .
          > Ja nie mam tylu potrzeb materialnych, nawet alimentów bym nie
          potrzebował.
          ..ale dzieci maja potrzeby i to nie tylko materialne..na dłuzszą
          mete nie da sie ich zaspokoic za pomoca stołowania w knajpach
          oddawania brudów do pralni czy wynajmowania pomocy do
          sprzątania..dzieci maja tez słabsze dni z powodu gorszego
          samopoczucia, choroby, nudów czy kłopotów w szkole..zajmij sie pan
          kompleksowo dziećmi i domem przez dwa miesiące a nie dwa dni..i
          jeżeli po ich upłynieciu ponowi pan wpis jak to wspaniale, lekko i
          przyjemnie być pania domu z trojgiem dzieci to pochyle czoła..nawet
          nie musi pan przy okazji pracować i zarabiac na utrzymanie domu..ps.
          ja idąc rano do pracy, kiedy dzieci juz poszły do "placówek" miałam
          wrażenie, że idę sobie odpocząć i rozerwać się, dopiero po powrocie
          do domuu dostawałam "w kość"..a zeby zrobić wieksze porzadki (duze
          pranie, mycie okin, pranie dywanów) musiałam brać z pracy wolne..o
          remontach i sprzataniu po nich juz nawet nie wspomnę
    • bellisprimum tato idealny 21.08.08, 12:07
      skoro jest tak super i ekstra to po co coś zmieniać - tzn skoro Tobie tak
      idealnie i wspaniale to rozważ ( i poważnie o tym piszę ) codzienne bycie z
      dziećmi - przecież to wspaniałe móc z nimi spędzać tyle czasu, relaksujące, nie
      trzeba się martwić inne sprawy...
      żona tak bardzo chce, wg Ciebie, od tego uciec - ok, niech ucieka, pracuje i
      'utrzymuje' dom, nie jest przecież nigdzie powiedziane że role wypełniane przez
      rodziców nie mogą wyglądać w ten właśnie sposób.
      Nie do wykonania? a czemu? jak się czegoś chce to wszystko da się zrobić

      a po roku codzienności poproszę o wątek, taki prawdziwie opisujący codzienność

      i wówczas również dorzucę się do nagrody
      • szara.sowa Re: tato idealny 21.08.08, 12:14
        Ależ ja jestem bardzo chętny. Serio. Na prawdę nie mam nic przeciwko by żona
        zarabiała na utrzymanie domu. Nawet nie musi zarabiać na moje hobby. Niech
        zarobi tylko na opłaty, życie i status jaki jej jest potrzebny. Ja się zajmę
        bardzo chętnie całym gospodarstwem. Nie będzie musiała nawet palcem w domu
        kiwnąć. Na prawdę bym tego chciał.
        • bellisprimum Re: tato idealny 21.08.08, 12:16
          a rzeczowa rozmowa była
          bo może jednej rzeczy tutaj brakuje
          KOMUNIKACJI??
          ale takiej na zasadzie WYSłUCHANIA drugiej strony

          ps. to nie wakacjebig_grin chyba się z tym liczysz, co?? smile))
          • szara.sowa Re: tato idealny 21.08.08, 12:24
            Rzeczowa rozmowa jest niemożliwa. Rozmawiamy różnymi językami. Przykład.
            Żona chce bym zostawiał buty w określonym miejscu. Ja mam inny pogląd (który
            mojej żony nie interesuje) na tę sprawę. Jeśli robię po swojemu żona nie
            przestawia butów w miejsce które sobie wymyśliła lecz wystawia mi je na klatkę.
            Ja to nazywam złośliwością ona asertywnością. Nie dochodzi w ogóle do rozmowy o
            butach, bo moja ocena jej zachowania tak ją wzburza, że w złości kończy rozmowę.
            • mama_kotula Re: tato idealny 21.08.08, 12:26
              Uhm. I sprawa butów jest tak kluczowa, że trzeba o nią koty drzeć, tak? wink
              Dobrze. Posłużmy się dalej tym idiotycznym przykładem stawiania butów. Czy
              zapytałeś żony, dlaczego zależy jej, aby buty stały akurat w tym a nie innym
              miejscu?
              • mama_kotula i jeszcze jedno pytanie z serii "buty a sprawa 21.08.08, 12:29
                polska".

                Kto w waszym domu dba o porządek w przedpokoju (chodzi mi o utrzymanie ogólnego
                ładu, mycie podłogi, odkurzanie i tak dalej)?
              • bellisprimum Re: tato idealny 21.08.08, 12:29
                patrz, mamo_kotulo, o to samo chciałam spytać, żeś mnie ubiegła

                to panie Sowo, jak z tym? pytałeś dlaczego?
                - odpowiedzi 'bo tak' nie uwzględniamy w rzeczowym dialogu
                a jeśli w dialogu do takich uników słownych dochodzi należy zastanowić się
                dlatego tak jest
                i wina ZAWSZE leży po dwóch stronach panie idealny tato, więc.. głowę popiołem i
                jak to z rzeczową rozmową jest?
                • nenia1 Re: tato idealny 21.08.08, 12:39
                  bellisprimum napisała:


                  > i wina ZAWSZE leży po dwóch stronach panie idealny tato, więc.. głowę popiołem
                  > i
                  > jak to z rzeczową rozmową jest?


                  Bzdura, wina nie zawsze leży po dwóch stronach. Wina lezy tam gdzie leży - parafrazując Łysiaka.

                  Są ludzie agresywni i czepliwi, którzy lubią wyładować się na swoich bliskich. Zazwyczaj dlatego, że bliskich mniej się boimy i maski nam łatwiej spadają niż przy obcych.
                  • bellisprimum Re: tato idealny 21.08.08, 12:42

                    wydaje mi się, że dorośli ludzie potrafią się ze sobą NORMALNIE porozumiewać,
                    nie wyciągając jakichś starych żali

                    dorośli ludzie potrafią rzeczowo rozmawiać
                    • bellisprimum Re: tato idealny 21.08.08, 12:44
                      ups smile dwa razy to samo poszło

                      jasne że są ludzie czepliwi, alesmile ja dalej nie wiem o co chodzi z tymi butami big_grinD
              • szara.sowa Re: tato idealny 21.08.08, 12:31
                Sprawa butów, to tylko przykład, bo akcji tego typu jest więcej. Ostatnio
                wrzuciła mi do łóżka moje spodnie i kurtkę którą przywiozła z wyjazdu
                urlopowego. To oczywiście według niej też przykład asertywności. Problem
                komunikacji tego rodzaju dotyczy bardzo wielu sfer. Jeśli ona opisuje jakieś
                zachowanie, a ja to ujmę słowem (definicją), to też się oburza i bulwersuje. Nie
                dochodzi do dyskusji na temat zasadniczy, bo dla niej niedopuszczalnej jest
                powiedzenie na głos definicji tego co ona przed chwilą opisała, gdyż jej ta
                definicja kojarzy się negatywnie (a sam opis sytuacji już nie).
                • mama_kotula Re: tato idealny 21.08.08, 12:33
                  Cherie, nie odpowiedziałeś na pytanie.
                  Ponawiam:
                  1. Czy zapytałeś żony, dlaczego zalezy jej na tym, abyś stawiał buty właśnie tam?
                  2. Kto u was w domu dba o porządek w przedpokoju?
                • ulkapolla Re: tato idealny 21.08.08, 13:19
                  szara.sowa napisał:

                  > Jeśli ona opisuje jakieś
                  > zachowanie, a ja to ujmę słowem (definicją), to też się oburza i
                  bulwersuje. Nie
                  > dochodzi do dyskusji na temat zasadniczy, bo dla niej
                  niedopuszczalnej jest
                  > powiedzenie na głos definicji tego co ona przed chwilą opisała,
                  gdyż jej ta
                  > definicja kojarzy się negatywnie (a sam opis sytuacji już nie).

                  Czyli krótko mówiąc wiesz lepiej niż ona sama co ona czuje, co miała
                  na myśli i jakie ma intencje (na pewno złe). Słyszysz ale nie
                  słuchasz. To jest bardzo irytujace.
                  • szara.sowa Re: tato idealny 21.08.08, 13:26
                    Nie, wprost przeciwnie. Ja próbuję zrozumieć co ona do mnie mówi, zaledwie
                    powtarzam swoimi słowami jej wypowiedź. Szokująca jest jednak dla mnie sytuacja,
                    gdy dochodzi do tego rodzaju sytuacji.
                    • iwoniaw Do jakiego rodzaju sytuacji? 21.08.08, 13:31
                      > Nie, wprost przeciwnie. Ja próbuję zrozumieć co ona do mnie mówi, zaledwie
                      > powtarzam swoimi słowami jej wypowiedź. Szokująca jest jednak dla mnie sytuacja
                      > ,
                      > gdy dochodzi do tego rodzaju sytuacji.

                      Szokuje cię, gdy żona usiłuje powiedziec cokolwiek, zamiast siedzieć cicho i
                      znać swe (zgodne z twymi oczekiwaniami) miejsce?
                      • szara.sowa Re: Do jakiego rodzaju sytuacji? 21.08.08, 13:36
                        Szokuje mnie, gdy ona wygłasza nieomal podręcznikową definicję jakiegoś
                        zjawiska, a gdy ja w rozmowie używam nazwy odpowiadającej temu zjawisku to ona
                        się złości i obraża.
                        • iwoniaw jakiś przykład? 21.08.08, 13:38
                          Możesz podać jeden przykład takiej definicji i twojego określenia?
                        • iwles Re: Do jakiego rodzaju sytuacji? 21.08.08, 13:41

                          szara.sowa napisał:

                          > Szokuje mnie, gdy ona wygłasza nieomal podręcznikową definicję
                          jakiegoś
                          > zjawiska, a gdy ja w rozmowie używam nazwy odpowiadającej temu
                          zjawisku to ona
                          > się złości i obraża.


                          Czy to znaczy, że twoja definicja diametralnie różni się od ogólnie
                          przyjętej definicji ksiązkowej tego zjawiska ?
                          • szara.sowa Re: Do jakiego rodzaju sytuacji? 21.08.08, 13:48
                            Nie, parę razy już wyciągaliśmy słownik i to nie moja definicja się różniła, ale
                            żona nie mogła zaakceptować faktu, że pewne rzeczy które opisuje tak się po
                            prostu nazywają.
                            • bellisprimum Re: Do jakiego rodzaju sytuacji? 21.08.08, 13:51
                              szara.sowa napisał:

                              > Nie, parę razy już wyciągaliśmy słownik i to nie moja definicja się różniła, al
                              > e
                              > żona nie mogła zaakceptować faktu, że pewne rzeczy które opisuje tak się po
                              > prostu nazywają.

                              nie dość że trójka dzieci na głowie to jeszcze mąż układający wszystko gdzie
                              popadnie (patrz szafka na buty) i do tego strofujący mnie słownikiem

                              boosh, joba bym dostała jak nic!

                              szkoda tylko że poza własnymi racjami innych nie widzisz Sowo
                              • szara.sowa Re: Do jakiego rodzaju sytuacji? 21.08.08, 13:56
                                A jaką widzisz inną możliwość porozumienia? Czy ja mam się nauczyć języka mojej
                                żony, wymyślonego po to by nie musieć nazywać pewnych rzeczy po imieniu? No
                                owszem mógłbym to zrobić ale sam musiałbym najpierw ten słownik pojęć mojej żony
                                dostać. Wydaje mi się prostsze jednak posługiwanie się pojęciami w zakresie
                                definicji uznanych za obowiązujące w społeczeństwie.
                                • bellisprimum Re: Do jakiego rodzaju sytuacji? 21.08.08, 14:01
                                  przede wszystkim SŁUCHAJ tego co żona chce Ci powiedzieć, ale NAPRAWDĘ słuchaj a
                                  nie żeby te słowa przelatywały przez Twoją głowę...

                                  normalnie opad nie powiem czego
                                  bo Sowo droga, nas też nie czytasz dokładnie, bo nie przytakujemy jakbyś Ty chciał
                                  ciężko się pogodzić z tym że jednak jakoś taka ilość kobiet mówi inaczej - a
                                  wierz mi solidarnością jajników tego nazwać nie możesz
                                  pamiętaj - w konflikcie są zawsze przynajmniej DWIE strony, porozumienie zaś
                                  osiąga się przez SŁUCHANIE siebie nawzajem a nie obrzucanie się pretensjami
                                  które do niczego nie prowadzą
                                • iwoniaw Przykład! Przykład! 21.08.08, 14:01
                                  Prosiłam, żebyś podał przykład takiej "definicji" żony i twojego jej "określenia"...
                                  • szara.sowa Re: Przykład! Przykład! 21.08.08, 14:05
                                    Podawałem już. Weźmy tę asertywność na tapetę.
                                    Definicja z wikipedii

                                    "Zachowanie asertywne polega na uznawaniu, że jest się tak samo ważnym, jak
                                    inni, na reprezentowaniu własnych interesów z uwzględnieniem interesów drugiej
                                    osoby. Zachowanie asertywne oznacza korzystanie z osobistych praw bez naruszania
                                    praw innych."

                                    Tymczasem moja żona nazywa działaniem asertywnym wyniesienie moich butów na
                                    klatkę. Nie w miejsce gdzie ona uważa, że się powinny znajdować, ale w miejsce w
                                    którym będę miał kłopot z ich znalezieniem. Czy to jest asertywność?
                                    • iwles Re: Przykład! Przykład! 21.08.08, 14:07

                                      a ile razy wczesniej wyniosła ci te buty do przedpokoju zanim
                                      wyniosła przed drzwi ?
                                      • szara.sowa Re: Przykład! Przykład! 21.08.08, 14:09
                                        Nie wiem, ale co to ma do rzeczy? Wystawienie ich za drzwi nie miało nic
                                        wspólnego z asertywnością.
                                        • iwoniaw Jak to nie? 21.08.08, 14:12
                                          Posługując się podaną przez _ciebie_ definicją:
                                          - zadbała o to, by jej te buty nie przeszkadzały
                                          - nie wywaliła ich na śmietnik - co niejedna by zrobiła, doprowadzona do
                                          ostateczności.
                                          Czyli wykazała się daleko posuniętą dobrą wolą i godnym pozazdroszczenia
                                          opanowaniem. Toż to obraz świętej kobiety się z twych postów wyłania!
                                          • szara.sowa Re: Jak to nie? 21.08.08, 14:18
                                            No widzisz, zachowujesz się podobne jak moja żona.
                                            Oczywiście nie chcesz dostrzec w definicji tego, że te działania mają nie
                                            naruszać dóbr innych osób. Owszem przeniesienie ich do przedpokoju byłoby
                                            asertywne. Nawet wystawienie ich na klatkę uznał bym (choć to naciągane) za
                                            mieszczące się w definicji asertywności gdyby żona poinformowała mnie o tym
                                            fakcie. Tymczasem miała sporą satysfakcję widząc jak szukam po całym mieszkaniu
                                            tych butów.
                                            • bellisprimum Re: Jak to nie? 21.08.08, 14:20
                                              szara.sowa napisał:

                                              > No widzisz, zachowujesz się podobne jak moja żona.


                                              jakaś plaga??
                                            • szara.sowa I oczywiście 21.08.08, 14:21
                                              była bardzo zbulwersowana gdy nazwałem to złośliwością z jej strony.
                                              • iwles Re: I oczywiście 21.08.08, 14:28

                                                szara.sowa napisał:

                                                > była bardzo zbulwersowana gdy nazwałem to złośliwością z jej
                                                strony.



                                                a jak nazwiesz swoje zachowanie ?
                                                żona niejednokrotnie zwraca ci uwagę, żebyś stawiał buty w innym
                                                miejscu, sama ci je przenosi, a ty uparcie robisz zupełnie na odwrót.

                                                Czy to nie złośliwość ?
                                                (no i czy życzysz sobie, zebym poszukała definicji w wikipedii co
                                                to jest złośliwość ?)
                                            • babcia47 Re: Jak to nie? 21.08.08, 14:28
                                              to do tego masz niezły zapłon..jak zona gdera co rusz o te buty (i
                                              pewnie grozi, że je wywali na klatke)... ony chodzi i szuka zamiast
                                              od razu na wycieraczce sprawdzić..
                                            • iwoniaw Ciepło, ciepło... 21.08.08, 14:29
                                              szara.sowa napisał:

                                              > No widzisz, zachowujesz się podobne jak moja żona.

                                              I jakieś wnioski ci to nasuwa?

                                              Wiesz, jest takie powiedzenie żydowskie "jak ci dwie osoby mówią, że jesteś
                                              pijany, to lepiej się połóż do łóżka". Popatrz ile osób ci w tym wątku usiłuje
                                              powiedzieć pewne rzeczy...

                                              > asertywne. Nawet wystawienie ich na klatkę uznał bym (choć to naciągane)

                                              Aaaaaaaaaa, czyli nie o słownik chodzi, tylko o _twoje_ uznanie zasadności
                                              określenia? No sorry, masz świętą kobietę za żonę.
                                    • iwoniaw Re: Przykład! Przykład! 21.08.08, 14:09
                                      > Tymczasem moja żona nazywa działaniem asertywnym wyniesienie moich butów na
                                      > klatkę. Nie w miejsce gdzie ona uważa, że się powinny znajdować, ale w miejsce
                                      > w
                                      > którym będę miał kłopot z ich znalezieniem. Czy to jest asertywność?

                                      Owszem. Nie wywaliła ci ich do śmietnika (co byłoby naruszeniem twoich
                                      interesów, co prawda na własne twe życzenie, ale jednak), tylko sprzed swych oczu.

                                      Co do kłopotu ze znalezieniem - nie miałbyś go, gdyby zamiast wkładać obuwie pod
                                      szafkę z zabawkami w pokoju dzieci (co za pomysł...) ustawiał je, zgodnie z
                                      sugesitą żony, w przedpokoju.
                                    • babcia47 Re: Przykład! Przykład! 21.08.08, 14:20
                                      nie doczytałeś tego tekstu do końca:
                                      Asertywność to:

                                      umiejętność wyrażania opinii, krytyki, potrzeb, życzeń, poczucia
                                      winy,
                                      umiejętność odmawiania w sposób nieuległy i nieraniący innych,
                                      umiejętność przyjmowania krytyki, ocen i pochwał,
                                      autentyczność,
                                      elastyczność zachowania,
                                      świadomość siebie (wad, zalet, opinii),
                                      wrażliwość na innych ludzi,
                                      stanowczość.
                                      Osoba asertywna ma jasno określony cel i potrafi kontrolować własne
                                      emocje, nie poddaje się zbyt łatwo manipulacjom i naciskom
                                      emocjonalnym innych osób.

                            • iwles Słuchaj 21.08.08, 13:53


                              czy Ty wogóle chcesz, zeby w Twoim małżeństwie było dobrze?
                              czy zalezy Ci tylko na tym, zeby pokazac, że twoja racja jest
                              najtwojsza? jedyna słuszna ?


                              Czy potrafisz spasowac i czasami naprawdę posłuchać, co mówi twoja
                              żona ? czy juz zawsze musisz być pod prąd i na przekór ?
                              • szara.sowa Re: Słuchaj 21.08.08, 14:01
                                Wiesz sęk w tym, że raz, nie wiem o co chodzi mojej żonie z powodów które tu
                                opisałem (totalny brak komunikacji). Dwa często te wymagania są wewnętrznie
                                sprzeczne.
                                • iwles Re: Słuchaj 21.08.08, 14:05

                                  Nie wierzę, no po prostu nie wierzę, że to żona zawsze jest
                                  wszytskiemu winna, że to ona mówi językiem innym niż ludzie. No to w
                                  jaki sposób dzieci ją rozumieją? jak udało jej się nawiązać
                                  wspaniałe relacje z dziećmi ? tak dobrze je wychowac ?
                                  • szara.sowa Re: Słuchaj 21.08.08, 14:10
                                    Sprawa dotyczy raczej wyłącznie rzeczy dla niej emocjonalnie trudnych.
                                    • iwoniaw Chyba najtrudniejsze emocjonalnie musi być dla nie 21.08.08, 14:15
                                      j przebywanie na co dzień z małżonkiem z zaburzeniami psychicznymi. Przecież ty,
                                      człowieku, bredzisz jak potłuczony, nie czytasz, co do ciebie dziewczyny w tym
                                      wątku piszą, a jeśli czytasz, to nie dociera - jeśli tak wyglądają twoje rozmowy
                                      z żoną, to naprawdę dziw bierze, że kobieta jeszcze ma siłę w ogóle z tobą
                                      dyskutować.
                                    • iwles Re: Słuchaj 21.08.08, 14:23

                                      szara.sowa napisał:

                                      > Sprawa dotyczy raczej wyłącznie rzeczy dla niej emocjonalnie
                                      trudnych.


                                      np. butów, tak ?
                                      smile
                                      nie mogłam się powstrzymać wink



                                      a tak na serio - top może Ty masz problem z komunikacją ?
                                      widzę to po tym wątku chociażby....
                    • babcia47 Re: tato idealny 21.08.08, 13:32
                      Ja próbuję zrozumieć co ona do mnie mówi,
                      i tu moze jest pies pogrzebany, to ze próbujesz nie musi znaczyc ze
                      ci sie udało..za to po zdefiniowaniu pozostajesz w błogim
                      przeswiadczeniu, że tak właśnie jest..jak z tymi nieszczęsnymi
                      butami..bo, jak sądzę, sprawa musi być dla niej z jakiegoś powodu
                      zasadnicza, skoro w koncu zdecydowała sie je wystawic na klatke,
                      dopuszczając możliwość, że ktoś je skubnie lub zniszczy..Ty jej po
                      prostu nie słuchasz..ty wymyślasz sobie jej wizerunek..i to taki
                      jaki tobie odpowiada
                    • ulkapolla Re: tato idealny 21.08.08, 13:34
                      Powtarzasz swoimi słowami czyli interpretujesz. I za pewne robisz to
                      tak, jak ci wygodniej.

                      Tak jak z tymi butami. Nawet nie chcesz powiedzieć gdzie je
                      stawiasz, kto dba o porzadek w domu a uwazasz, ze jej wymaganie,
                      zeby staly w przedpokoju jest zlosliwoscia i widzimisie. Mnie tez
                      szlak trafia jak maz stawia buty w salonie. Bo to ja sprzątam w
                      domu, salon nie jest miejscem na buty skoro jest wystarczajaco
                      miejsca w przedpokoju i nie mam ochoty stracic zebow potykajac sie o
                      nie. Moze sprobuje wystawienia na klatke.
                      • szara.sowa Re: tato idealny 21.08.08, 13:38
                        Tyle, że właśnie w przedpokoju jest u nas bardzo mało miejsca. Nie stawiam tam
                        tych butów bo często ktoś (zwykle dzieci) je przesuwa i w nocy jak się idzie do
                        toalety można się o nie potknąć. Znalazłem na nie miejsce w kąciku pod nota bene
                        szafką na buty w pokoju dziecięcym, ale oczywiście musi być tak jak żona chce
                        bez żadnej dyskusji.
                        • babcia47 Re: tato idealny 21.08.08, 13:42
                          o prosze to macie szafkę na buty!! i co w niej trzymacie? płyty?..bo
                          u mnie ta szafka słuzy do chowania butów właśnie..
                          • szara.sowa Re: tato idealny 21.08.08, 13:47
                            W szafce na buty trzymamy płyty z filmami i muzyką oraz zabawki dzieci.
                            • bellisprimum Re: tato idealny 21.08.08, 13:48
                              szara.sowa napisał:

                              > W szafce na buty trzymamy płyty z filmami i muzyką oraz zabawki dzieci.

                              grunt to logika smile
                            • babcia47 Re: tato idealny 21.08.08, 13:52
                              biorąc pod uwagę szczególna budowe szafki na buty to albo jest bez
                              sensu albo teraz pojechałeś..a, że jeszcze zadam niedyskretne
                              pytanie: to gdzie zona trzyma buty swoje i dzieci? w lodówce?
                              • mama_kotula Re: tato idealny 21.08.08, 13:59
                                Hm. To może ja sobie wpadnę na pomysł trzymania butów pod mężowskim biurkiem
                                komputerowym. Hmm, warte rozważenia suspicious
                                • iwoniaw Tak, Kotula, wtedy to będzie 21.08.08, 14:04
                                  "biurko na buty" - skoro szafka z zabawkami stojąca w dziecinnym pokoju jest
                                  "szafką na buty" (pod którą wredna żona uparcie nie chce widzieć mężowskiego
                                  obuwia). Proponuję jeszcze pralkę na buty, szafkę na buty w kuchni (trzymamy tam
                                  szklanki, współmałżonek upiera się, że w przedpokoju lepiej niż tam przechowywać
                                  buty, nie obchodzi go opinia niczyja) oraz lodówkę na buty...
                                  • mama_kotula Re: Tak, Kotula, wtedy to będzie 21.08.08, 14:17
                                    O!!! Najbardziej podoba mi się "lodówka na buty".

                                    To ja pójdę dalej.
                                    W sypialni pod małżeńskim łożem będę trzymać worek z kartoflami i kosz z cebulą.
                                    Bo cholera, w szafce w kuchni się nie mieszczą i wypadają za kazdym razem, jak
                                    sie szafkę otwiera, to szalenie niewygodne.
                            • ulkapolla Re: tato idealny 21.08.08, 13:54
                              Czyli to juz nie jest szafka na buty? To chociaz postawisz swoje
                              buty pod nia, zeby chociaz czesciowo nia byla?

                              Akurat meskie buty w dzieciecym pokoju, pod szafka z ZABAWKAMI to
                              jest jakis straszny dysonans. Juz nawet samo wyobrazanie sobie tego
                              powoduje we mnie niesmak. Cóz, buty moga byc ozdoba na nogach ale do
                              dzieciecego pokoju nijak nie pasuja. Ale jak ktos koniecznie chce
                              stawiac na swoim i pokazywac zonie i dzieciom miejsce w szeregu to
                              zawsze znajdzie sposob zeby to robic.
                              • szara.sowa Re: tato idealny 21.08.08, 13:59
                                Takich dysonansów w naszym mieszkaniu jest cała masa. Cały przedpokój ma
                                poobdzieraną na dole tapetę. Kupiłem więc klej, rolkę tapety i poprosiłem żonę
                                by mi pomogła ją przykleić. Nie wyraziła tematem zainteresowania.
                                • iwles a nie mogłes tego zrobić sam ????????????????????? 21.08.08, 14:01

                                  • bellisprimum Re: a nie mogłes tego zrobić sam ???????????????? 21.08.08, 14:04
                                    no co Ty, dzieci na głowie, praca, zakupy, cały biznes z codziennym życiem
                                    związanysmile nie wymagasz za wiele?? big_grinDDDDDDDDDDD
                                  • szara.sowa Re: a nie mogłes tego zrobić sam ???????????????? 21.08.08, 14:08
                                    Pewnie, że mogłem. Tyle, że mi to nie przeszkadza. Chciałem to zrobić dla niej.
                                    Przy okazji byłaby okazja do zrobienia czegoś razem. Natomiast jej grymas
                                    zniechęcenia mnie też zniechęcił. Owszem mógłbym zrobić to sam, być ponad to.
                                    Nie jestem wielkim człowiekiem.
                                    • bellisprimum Re: a nie mogłes tego zrobić sam ???????????????? 21.08.08, 14:09
                                      szara.sowa napisał:

                                      > Pewnie, że mogłem. Tyle, że mi to nie przeszkadza. Chciałem to zrobić dla niej.
                                      > Przy okazji byłaby okazja do zrobienia czegoś razem. Natomiast jej grymas
                                      > zniechęcenia mnie też zniechęcił. Owszem mógłbym zrobić to sam, być ponad to.
                                      > Nie jestem wielkim człowiekiem.

                                      jak mi coś nie przeszkadza to tego nie zmieniam więc nie kumam zakupu
                                      tapety w celu zrobienia czegoś 'razem'
                                      razem to można pójść na spacer, oderwać się od codziennego domowego życia...
                                    • iwles Re: a nie mogłes tego zrobić sam ???????????????? 21.08.08, 14:19

                                      Skoro chciałeś zrobić to dla niej, to trzeba było zrobić !!!!!!!
                                      chociażby tylko dla niej !!!!!!!!!!!!!!
                                      ale ja i tak nie rozumiem.... mieszkacie razem, to wasz wspólny dom -
                                      coś się rozwala, sypie, wymaga naprawy, a Ty mówisz, że tobie to
                                      nie przeszkadza, ale łaskawie możesz jej zrobić przyjemność i
                                      naprawic, pod warunkiem, że ona też będzie to robić ?


                                      sorry........... ale ja wysiadam...........


                                      czy jak zona robi obiad to też każe ci sobie pomagać? Obieracie
                                      jednego ziemniaka po połowie ? bo jak nie - to obiadu nie ma. I
                                      koniec ?
                                      • nenia1 Re: a nie mogłes tego zrobić sam ???????????????? 21.08.08, 14:26
                                        No ale tapetę chyba nieco trudniej przykleic samemu,
                                        niż obrać ziemniaka.

                                        Owszem można, sama kiedyś tapetowałam córce pokój, ale
                                        nie było to łatwe, bo nie jestem zawodowym tapeciarzem,
                                        a żeby ładnie to wyglądało, to tapeta musi przylegać równo,
                                        od góry do dołu.

                                        Co w tym dziwnego, że poprosił żonę o pomoc?
                                        Jakaś trauma dla niej z tego wynika?
                                        Na tej podstawie, co niektóre już wnioskują, że facet
                                        do wszystkiego potrzebuje asystentki.
                                        Bo poprosił o przytrzymanie tapety.

                                        A jak już piszecie, że ona ma prawo mieć w dupie
                                        oberwany i brudny przedpokój, bo jej nie przeszkadza,
                                        to może jemu też buty w pokoju moga nie przeszkadzać?
                                        • iwles ???????????????? 21.08.08, 14:30


                                          przeciez tu nie chodziło o wytapetowanie całego
                                          pokoju !!!!!!!!!!!!!!!!

                                          chodziło o podklejenie tapety, która lekko się poodrywała na
                                          dole !!!!!!!!!!
                                          do tego potrzeba dwóch osób ????
                                          śmiało może to zrobic jedna i to w pięć minut.
                                          • nenia1 Re: ???????????????? 21.08.08, 14:34
                                            Jest napisane, że kupił całą rolkę tapety.
                                            Chyba, że oni tapetują wzdłuż, a nie z góry na dół.
                                            • iwles Re: ???????????????? 21.08.08, 14:43

                                              nie wiem, jak tapetują, ale 1 rolka na wytapetowanie całego
                                              przedpokoju to chyba ździebko za mało ?
                                              no chyba, że facet kupił jedną rolkę z nadzieją, że żona dokupi
                                              resztę ????
                                            • mama_kotula Re: ???????????????? 21.08.08, 14:49
                                              nenia1 napisała:

                                              > Jest napisane, że kupił całą rolkę tapety.

                                              No, w przypadku tapety raczej trudno kupić np. 40 cm bieżących tongue_out
                                          • bellisprimum Re: ???????????????? 21.08.08, 14:35
                                            hmm rozdwojenie jaźni ??
                                        • babcia47 Re: a nie mogłes tego zrobić sam ???????????????? 21.08.08, 14:35
                                          hmm..tylko zauważ, że przez 8 lat jakos tatus niebardzo garnął się
                                          do spraw domowych i zajmowania dziecmi (stąd ten pean na temat 2 dni
                                          z nimi spedzonych), po lekarzach nie chodził..zdziwił sie bo w
                                          okresie urlopowym, kiedy ludziska powyjeżdżali udało mu sie dostac
                                          do ortopedy bez kolejki..i nagle bierze się za remont przedpokoju,
                                          bez uzgodnienia tego wcześniej z żona (wspaniała niespodzianka!!) i
                                          dziwi się, że moze ona akurat nie ma ochoty lub ma inne plany,
                                          pewnie oprócz pomocy jeszcze nusiałaby wszystko wynosic i
                                          sprzątać..a z małym kawałkiem tapety nie ma aż takiego problemu, by
                                          chłop sobie nie poradził, bez przesady..w remoncie zreszta
                                          najbardziej "upiredliwe" sa okoliczności towarzyszące..no i ktos
                                          musiałby sie zająć trójka dziatek..
                                  • babcia47 Re: a nie mogłes tego zrobić sam ???????????????? 21.08.08, 14:10
                                    jest taki rodzaj mężczyzn, którzy do wszystkiego potrzebuja
                                    asystenta lub sekretarki (skadś to znam)..a jak tak to ja zawsze
                                    wolałam juz zrobić sama niz dac sie dyrygować i tracic dwa razy
                                    wiecej czasu, bo jeszcze trzeba sie było powymadrzac i ponarzekać,
                                    że "to nie jest takie proste"..ale sie na tym przejechałam, bo
                                    oprócz "babskich" mam na głowie sprawy "męskie"..albo leżą odłogiem
                                    przez lata
                                • mama_kotula Re: tato idealny 21.08.08, 14:04
                                  szara.sowa napisał:

                                  > Takich dysonansów w naszym mieszkaniu jest cała masa. Cały przedpokój ma
                                  > poobdzieraną na dole tapetę. Kupiłem więc klej, rolkę tapety i poprosiłem żonę
                                  > by mi pomogła ją przykleić. Nie wyraziła tematem zainteresowania.

                                  Wiesz co, jak ktoś szuka punktu do przywalenia, to z całą pewnością sobie znajdzie.
                                  Przypomniał mi się facet mojej matki, z którym kiedyś (i z matką) przyszło mi
                                  mieszkać.
                                  Oburzał się o głośne zamykanie drzwi - ok. Starałam się zamykać cicho.
                                  Potem oburzał się o głośną (wg niego) muzykę - ok. Kupiłam sobie słuchawki.
                                  Ale jak któregoś dnia wpadł do mojego pokoju i zwyzywał mnie od rożnych, bo -
                                  uwaga - mój gorący kubek wydzielał jakiś tam zapach, wg niego nieprzyjemny i nie
                                  do zniesienia, to zrozumiałam, że czepia się dla samego rytuału czepiania.
                                • ulkapolla Re: tato idealny 21.08.08, 14:08
                                  A ty nie chcesz zlikwidowac jednego z nich. Z butami chyba latwiej
                                  niz z tapeta? Chyba, ze dalej bawimy sie w udowadnianie kto tu
                                  rzadzi.
                        • iwles Re: tato idealny 21.08.08, 13:45

                          to szkoda, że nie stawiasz ich na monitorze, wtedy nikt na pewno nie
                          potknie się o nie w nocy ;/
                        • purpurowa_komnata Re: tato idealny 21.08.08, 14:19
                          W pokoju dziecięcym śmierdzące buty? ok.metafora winkto tak jakby
                          uważać,że w koszu na brudną bieliznę jest za mało miejsca i kłaść na
                          stole w kuchni używane majtki lub slipy-no wybacz. Widzisz już gdzie
                          popełniłeś błąd?
                    • evee1 Re: tato idealny 21.08.08, 13:34
                      Ale moze ta Twoja definicja nie oddaje tego co ona miala na mysli i stad jej
                      oburzenie i irytacja, tym bardziej, ze przez taka bledna definicje mozesz
                      probowac udowadniac cos co nie ma miejsca. DO dla kogo to ma byc szokujace?
            • babcia47 Re: tato idealny 21.08.08, 12:29
              a nie zastanowiłeś się że z jakis powodów jej zdanie moze być
              słuszne i te Twoje buty mogą innym przeszkadzać?..ja sie tez nie
              szczypię, kiedy małż zamiast umyć po sobie naczynia lub odstawic
              chociaż do zlewu, stawiał je na blacie gdzie się szykuje posiłki
              mimo, ze przez lata prosiłam..zaczęłam wywalać przez okno na trawnik
            • iwoniaw I kto tu jest złośliwy? 21.08.08, 12:30
              > Żona chce bym zostawiał buty w określonym miejscu. Ja mam inny pogląd (który
              > mojej żony nie interesuje) na tę sprawę.

              Jak widać, ciebie b. interesuje pogląd żony... Kobieta chce mieć w domu trochę
              ładu, a pan mąż nawet butów odstawić nie potrafi na miejsce do tego
              przeznaczone, tylko nawet takie pierdoły wykorzystuje, aby pokazać, że jest
              ważny i musi być na jego. Żałosne po prostu.

              > Jeśli robię po swojemu żona nie
              > przestawia butów w miejsce które sobie wymyśliła lecz wystawia mi je na klatkę.

              Niby dalczego żona miałaby chodzić za tobą i buty ustawiać na miejsce? Nie
              chcesz po sobie sprzątać, to wywala bałagan poza zasięg wzroku i słusznie robi.
              Dziękuj Bogu, że na śmietnik ci ich nie wywala, skoro nie rozumiesz, co się do
              ciebie mówi albo jesteś świadomie złośliwy.
    • luxure Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 12:19

      Posiedzieć z dzieckiem...nawet trójką raz od wielkiego dzwonu może
      być atrakcją. Posiedź Miły Sowo sobie tak rok, dwa...pięć to
      zmienisz zdanie.
    • betty_julcia Czego to dowodzi??? 21.08.08, 12:34
      Że mężczyźni są stworzeni do wychowywania dzieci tylko, świnie się
      migają...


      Tylko szkoda że to zmyślona historia... Przynajmniej miałabym
      argument za tym, ze mój mąż lepiej by sobie radził w domu niż ja i
      moze dzięki temu przejąłby choć część obowiązków domowych i wykazał
      wiecej cierpliwości przy 100 pytaniu "a co to?" albo "a dlaczego...?"

      I nie dziwię sie ze jak zona dostała wychodne po ponad 8 latach i
      okazało się ze wredny facet jednak potrafi, tylko udawał ze nie!
      poszła w długąsmile
    • aluc kończ waść, wstydu oszczędź 21.08.08, 12:40
      żenujący przykład publicznego prania brudów
      a dla twojej żony świadomość, że ma męża - oględnie mówiąc - z
      dużymi problemami w Departamencie Mózgu, raczej mało
      satysfakcjonująca, jak podejrzewam
    • joanna35 Dzięki komu są samodzielne? 21.08.08, 12:41
      Wiesz ile się trzeba starać, żeby dzieci były samodzielne? Zaręczam
      Ci, że same z siebie takie się nie stają. Przynajmniej ja takich nie
      znam. A Twoja żona jeżeli chodzi o ową samodzielność odwaliła kawał
      dobrej roboty i przynajmniej za to powinieneś być jej wdzięczny, że
      dzięki jej pracy z dziećmi Ty możesz teraz spijać śmietankę.
      • szara.sowa Re: Dzięki komu są samodzielne? 21.08.08, 12:45
        Pisałem o tym, że doceniam jej spory wkład już kilka razy w tym wątku.
        Ale niestety często tak bywa, że gdy ja każę dziecku coś zrobić, żona uważa, że
        się dziećmi wysługuję i namawia je do tego by mnie nie słuchały.
        • evee1 Znowu te buty... 21.08.08, 13:05
          Ale nie napisales nam jeszcze ani razu dlaczego nie mogles stawiac butow w
          miejscu, o ktore prosila Cie zona. Wbrew pozorom nie jest to sprawa trywialna.
          Jezeli Ty wyciagasz z zachowania zony w tym przypadku daleko idace wnioski co do
          jej zlosliwosci, my mozemy w ten sam sposob ocenic Twoja niechec do zastosowania
          sie do prosby (podejrzewam, ze wyrazanej wielokrotnie) zony.
    • solejrolia Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 13:10
      Najgorsze, że Ty, Szara.sowo naprawdę wierzysz, w to co piszesz o
      sobie, że jesteś taki wspaniały, a żona jest tą "be" i to po całości.
      Jak strasznie trzeba nie lubić tej kobiety, by wypisywać takie
      rzeczy na forum, i prać te wszystkie brudy publicznie.

      Życzę Twojej żonie, żeby szybko znalazła sobie pracę, finanse to
      sprawa poboczna, życzę jej pracy, która sprawi jej przyjemność,
      stanie się pasją i będzie mogła się w niej rozwijać. Żyby mogła w
      pracy odpocząć od rutyny dnia codziennego, po latach spędzonych w
      domowym kieracie, oraz by mogła w niej odsapnąć od takiego męża-
      manipulanta.

      A Wam obojgu gratuluję dzieci, i życzę, by w zaistniałej sytuacji
      pomiędzy wami, oby ucierpiały jak najmniej.
    • moninia2000 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 13:16
      smile))
      Fajna ta Twoja opowiesc. Naprawde fajna. Dobrze, ze odnalazles
      radosci przebywania z dziecmi, one tego potrzebuja. Szkoda, ze, jak
      piszesz, juz przy rozpadzie prawie zwiazku, choc...kto wie?
      Byc moze Twoja zona sie wypalila?
      Inna sprawa jest od urodzenia i ciagle przebywanie z dziecmi, a moze
      czestsze, a inne miec odskocznie w postaci pracy (kontaktow, co za
      tym idzie, z ludzmi) i wracanie do domu na chwile.
      Nie tlumacze Twej zony, ani Ciebie, jednak wiem jak jest u nas. Ja,
      odkad mala sie urodzila,bylam w domu. Potem krotka praca na pol
      etatu, ale mala zawsze "uwieszona" na mnie. Jednak teraz poszlam na
      caly etat, mala ma juz prawie 3 latka, a maz zostal w domusmile
      Okazalo sie to cudowna wymiana. Tatus zawsze byl z Niego boski, wiec
      jest super. Tyle, ze w koncu, z czasem, maz zaczal sie wypalac,
      gorzkniec.. Nie z powodu opieki nad mala, ale z powodu "siedzenia" w
      domu...
      Zrozumial dlaczego czasem mialam juz dosc, poza tym dzieci tez
      zmieniaja sie przy matce, a moze Twoja zona jest bardziej nerwowa
      niz Ty, kto wie.
      Tak czy siak zycze Wam powodzenia, a Tobie gratuluje otwarcia oczusmile
      • moninia2000 Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 13:21
        I dodam jeszcze jedno: napisales wazna rzecz dla nas, kobiet. Jestes
        spokojniejszy bez niej, bo nikt nie krytykuje Cie, ani nie marudzi,
        ze cos zle robisz.
        Panie kochane? Jakze czesto popelniamy ten blad?
        Kto sie przyzna?
        Ja pierwsza...
    • iwles Re: Wspaniały dzień z samodzielnymi dziećmi 21.08.08, 13:38

      szara.sowa napisał:

      > Jako, że żona coraz bardziej mi dokucza w końcu nie wytrzymałem i
      > postanowiłem
      > nie iść do pracy, lecz zająć się dziećmi dając żonie szansę (bo to
      > ja ją przecież najbardziej ograniczam) na zajęcie się zarabianiem
      > pieniędzy.




      Szara sowo - Czy Ty uważasz, że Twoje ograniczanie żony tyczy się
      tylko zarabiania przez nią pieniędzy na dom ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka