jako, że dziś mam wolny dzień, potomstwo w przedszkolu, usiadłam
spokojnie z kawą w ręcę i... NASZŁO MNIE, normalnie z dziką
przyjemnością
-poprałam co się dało
-posprzatałam w szafkach dzieci (jako, że małe a przegląd ubrań się
należał)
-pomyłam okna i drzwi a także fronty szafek
-odkurzyłam
-wypastowałam blaty i podłogi
-pomyłam okna
siedzę spokojnie NIE ZMĘCZONA

i się zastanawiam, czy może
umieram, czy jak? macie tak czasem? że jak nie ma musu, a tu ni z
tego ni z owego nachodzi Was i fizyczna praca pt. sprzatanie odpręża
najlepiej
a moze powinnam się leczyć ;p
pzdr