jestem nowa i proszę o radę

17.10.03, 18:58
Dosyć niedawno natknęłam się na to forum, a ponieważ sama mam problem
postanowiłam napisać prosząc o radę, gdyż widzę, że w wielu sytucjach
potraficie świetnie doradzić, zasugerować, naprowadzić......

Mój problem wiąże się z mieszkaniem, a w zasadzie nieumiejętnością
przyzwyczajenia się do nowego miejsca zamieszkania (bloki).
Przed urodzeniem dziecka mieszkaliśmy z mężem w kawalerce , którą była moją
własnościa. Kiedy dowiedziałam się o ciąży zaistniała konieczność zmiany
mieszkania na większe. Poszukiwania trochę trwały , więc przez pewien okres
mieszkaliśmy u moich rodziców , którzy mają spory dom. Cała góra (4 pok,
łazienka) były nasze. Stosunki między rodzicami , a mną były ok, wiadomo, ze
zawsze miedzy matką, a córką są jakieś spory, ale zawsze potrafimy się jakoś
dogadać i znaleźć porozumienie.
Gorzej z moim mężem, który po prostu nie lubi mojej mamy, zresztą nie kryje
tego za bardzo. Owszem rozmawiają ze sobą, ale jeśli jest różnica zdań on
zraz musi to powiedzieć, choć rodzicom nieraz się to nie podobało. A wydaje
mi się , że powinien czasem zagryść zęby , nic nie mówić, a robić swoje.
Po pewnym okresie poszukiwań znaleźliśmy mieszkanie, które kupiliśmy w
blokach. DO momentu kiedy nie urodziłam dziecka byłam w miarę zadowolona z
tego mieszkania (20 km od moich rodziców), ale jak przyszło mi w nim mieszkać
na stałe , to za nic nie mogę się tu odnaleźć. Jest mi tu źle , zostaję na
większość dnia sama z dzieckiem, nie znam tu nikogo. Tam gdzie mieszkają moi
rodzice mam rodzinę, znajomych i tesknie za nimi. Tu gdzie teraz mieszkamy
mąż ma o 20 km bliżej do pracy. Ja jeszcze będę jakiś czas na macierzyńskim,
później wykorzystam zaległy urlop i pewnie będę musiała wrócić do pracy
(spłacam kredyt). Wobec tego będzie konieczność zaopiekowania się małą przez
moja mamę, a nie wyobrażam sobie codziennego zrywania dziecka rano i
dojeżdżania do mamy. Moi rodzice proponują nam przeprowadzkę do siebie (cała
góra wolna, moglibyśmy zrobić oddzielne wejście). Ja bardzo bym chciał, ale
mój mąż nie za bardzo. Uważam też , że dziecko inaczej się wychowuje, kiedy
ma wokoło trawę, piasek, własne podwórko, babcię...., mam przestrzeń, której
nie ma w blokach. Ja też się duszę.
Nie wiem jak mam przekonać męża do zamieszkania z rodzicami. WIem, ze wiele z
Was pisze o wielu zaletach osobnego mieszkania, ale przecież nie
mieszkalibyśmy na tzw "kupie". POza tym moja mama nie jest osobą, która
wtrącałaby się, pracuje w domu (własna działalność), więc nie ma za dużo
wolnego czasu.
Mieszkanie obecne (już na mnie i męża) moglibyśmy wynająć. Łatwiej byłoby nam
u rodziców ze względów finansowych (nie płacimy czynszu - 500 zł) a przecież
mamy do słaty jeszcze pożyczkę. Chciałabym wiedzieć jak postąpiłybyście w
mojej sytuacji, jak rozmawiać z mężem?
    • libra.alicja Re: jestem nowa i proszę o radę 17.10.03, 20:29
      kocka napisała:
      > Gorzej z moim mężem, który po prostu nie lubi mojej mamy, zresztą nie kryje
      > tego za bardzo. Owszem rozmawiają ze sobą, ale jeśli jest różnica zdań on
      > zraz musi to powiedzieć, choć rodzicom nieraz się to nie podobało. A wydaje
      > mi się , że powinien czasem zagryść zęby , nic nie mówić, a robić swoje.

      A dlaczego ma bez słowa robić swoje? Jest dorosłą osobą, która może mieć swoje
      zdanie (oczywiście rodzicom należy się szacunek).

      > Po pewnym okresie poszukiwań znaleźliśmy mieszkanie, które kupiliśmy w
      > blokach. DO momentu kiedy nie urodziłam dziecka byłam w miarę zadowolona z
      > tego mieszkania (20 km od moich rodziców), ale jak przyszło mi w nim mieszkać
      > na stałe , to za nic nie mogę się tu odnaleźć. Jest mi tu źle , zostaję na
      > większość dnia sama z dzieckiem, nie znam tu nikogo. Tam gdzie mieszkają moi
      > rodzice mam rodzinę, znajomych i tesknie za nimi.

      Każda przeprowadzka powoduje takie odczucia, ale może poznasz nowych znajomych,
      jak najczęściej zapraszaj do siebie starych znajomych.

      > Moi rodzice proponują nam przeprowadzkę do siebie (cała
      > góra wolna, moglibyśmy zrobić oddzielne wejście). Ja bardzo bym chciał, ale
      > mój mąż nie za bardzo.
      > Nie wiem jak mam przekonać męża do zamieszkania z rodzicami. WIem, ze wiele z
      > Was pisze o wielu zaletach osobnego mieszkania, ale przecież nie
      > mieszkalibyśmy na tzw "kupie". POza tym moja mama nie jest osobą, która
      > wtrącałaby się, pracuje w domu (własna działalność), więc nie ma za dużo
      > wolnego czasu.

      Skoro mama pracuje, to pewnie i tak nie mogłaby zając się wnukiem na cały etat.
      A jesli mąż nie chce mieszkać z rodzicami uszanuj to i ciesz się, że nie macie
      takiej konieczności - konflikty męża z teściami byłyby nieuniknione.

      Poczytaj wątki o teściowych i mieszkaniu u rodziców.
      Postaw się w sytuacji męża, czy Ty jeśli nie zgadzałabyś się z teściową, to
      chciałabyś jak piszesz "zagryść zęby , nic nie mówić, a robić swoje", mieszkać
      u niej i być na ich utrzymaniu.
      Myślę, że jeśli Twój mąż ma świadomość, że nie potrafi dogadać się z teściową,
      to słusznie postępuje chcąc mieszkać osobno. CIebie też dotknęłyby ewentualne
      konflikty.
      • kocka Re: jestem nowa i proszę o radę 17.10.03, 20:49
        libra.alicja napisała:


        > A dlaczego ma bez słowa robić swoje? Jest dorosłą osobą, która może mieć
        swoje
        > zdanie (oczywiście rodzicom należy się szacunek).

        Właśnie chodzi mi o ten szacunek, którego brak mojemu mężowi w stosunku do
        mojej mamy. Czasem te odzywki były beszczelne. Mój mąż jest cholerykiem i
        rzeczywiście gwałtownie reaguje.
        > Każda przeprowadzka powoduje takie odczucia, ale może poznasz nowych
        znajomych,
        >
        > jak najczęściej zapraszaj do siebie starych znajomych.

        Ja już mieszkam tu 3 m-ce i niestety się nie odnajduję. Wokoło tylko bloki,
        brak przestrzeni.
        MOże pisząc ten post bardzie się spodziewałam , że poprzecie mnie. Ja staram
        się zrozumieć męża (choć cieżko mi). Tylko czemu on nie chce mnie zrozumieć, że
        ja się mogę się zaaklimatyzować. Mała mało śpi w ciągu dnia, czasem nie mogę
        nic swojego zrobić. Z mamą miałabym inaczej, zawsze choś na trochę mogłaby mi
        pomóc.
    • pysia-aga Re: jestem nowa i proszę o radę 17.10.03, 20:42
      Popieram to co napisała Alicja.
      Na razie mieszkamy z mężem i dzieckiem u mojej mamy, ale nie mogę się doczekać
      przeprowadzki - a to już za jakieś 2 miesiące smile))
      U nas podobnie - mąż nie przepada za moją mamą, ja za jego mamą także. Nie
      kryjemy tego przed sobą. Tak się złożyło, że żadne z nas przed ślubem nie miało
      własnego mieszkania, więc musieliśmy albo wynająć, albo zamieszkać u jednej z
      mam - wybraliśmy to drugie, dzięki temu można było trochę odłożyć na własne M.
      Ale szczerze mówiąc, żałujemy tego wyboru. Gdybym mogła cofnąć czas,
      wynajęlibyśmy i od samego początku bylibyśmy sami. Pewnie finansowo byłoby
      gorzej, ale wiele rzeczy by się nie wydarzyło, uniknęlibyśmy paru awantur,
      stresów... awantur było "tylko" kilka, bo mój mąż w 90% przypadków gryzie się w
      język, ale to go naprawdę wiele kosztuje... takie duszenie w sobie to większy
      stres niż awantura z fajerwerkami.
      Dlatego w 100% rozumiem Twojego męża i za żadne skarby bym go nie namawiała do
      wyprowadzki do Twojej mamy. Mąż jest uczciwy wobec siebie i ciebie - nie
      ściemnia że lubi Twoją mamę. Wiesz na czym stoisz - nie przepada za nią, a
      wyprowadzka do niej może to tylko pogorszyć.
      Reasumując - albo woź dziecko do babci, albo bierz opiekunkę. Lepszej rady nie
      mogę Ci dać.
      • maja252 Re: jestem nowa i proszę o radę 17.10.03, 21:27
        wiesz jeśli bedziecie mnieć osobne wejście to namówiła bym meza do
        powrotu..luz i tyle zawsze możena podrzucić dziecko mamie iść do kina czy do
        teatru ..a sami to bedzie problem ..ja też mam męza choleryka i wiem jak to
        jest ale piszesz że mama sama oferuje osobne życie jak dla mnie to super układ
        i dla rodziców i dla was ..ja teraz mieszkam daleko od mamy w blokowisku ...i
        czuje się tu okkkkkkkrrrrrroooooooppppppnnnnnnieeeee....a to już 6 lat i mimo
        ze mam nowych znajomych to jak bym mogła to bym zwiała spowrotem...a co do
        twojego męza to może przemówi do niego kwestia fnansowa ...wkońcu jak
        wynajmiecie mieszkanie to bedzie się ono samo spłacało..i bedzie wam lżej...

        pozdrawiam
        • kocka Re: jestem nowa i proszę o radę 17.10.03, 21:36
          Właśnie chodzi mi o to jak namówić męża do powrotu, bo żadne z moich argumentów
          go nie przekonują. Ja już nie wim co zrobić. Dziś między nami była znów wymiana
          zdań na ten temat i on po raz kolejny powiedział mi, że nie chce. I co mam
          począć? A z kasą w obecnej sytuacji u nas niewesoło. Żałuję, że wyprowadzałam
          się od rodziców i blokowisko jest dla mnie okropne kiedy całe dzieciństwo
          człowiek spędzał w otoczeniu innym, tym bardziej , że teraz nawet nie
          musiałabym, gdyby nie mój mąż..................
          • libra.alicja Re: jestem nowa i proszę o radę 17.10.03, 23:10
            kocka napisała:
            > Żałuję, że wyprowadzałam
            > się od rodziców i blokowisko jest dla mnie okropne kiedy całe dzieciństwo
            > człowiek spędzał w otoczeniu innym, tym bardziej , że teraz nawet nie
            > musiałabym, gdyby nie mój mąż..................

            Chciałaś całe życie spędzić pod dachem rodziców?
            Ja uważam, ze warto się usamodzielnić, mieć własny dom i tworzyć swoją nową
            rodzinę.

            Nie krytykuję Cię, bo masz swoje racje i pewnie byłoby Ci wygodniej przy
            rodzicach, ale spójrz na to z innej strony. Teraz mąż i dziecko są Twoją
            rodziną. Oczywiście watro mieć jak najlepsze kontakty z rodzicami, ale oni
            zawsze będą po Twojej stronie, a o związek trzeba dbać cały czas. Po której
            stronie opowiesz się w atmosferze awantur?, będziesz musiała wybierać między
            mężem a mamą. To nie sprzyja relacjom małżeńskim.
    • p_swiat Re: jestem nowa i proszę o radę 17.10.03, 22:11
      witajsmile rozumiem Cie doskonale bo mieszkać sama w obcym miejscu z dala od
      znajomych i rodziny to nic fajnego, ale z drugiej strony żadna frajda mieć
      rodzine tuż obok na codzień.
      wiadomo wiele rozwiązało by osobne wejście, ale bedzie wspólny ogród wjazd
      itp , ale ja chyba chciałabym zrobić to co Ty.
      Sama teraz mieszkam z mężaem i córką z moimi rodzicami i zaraz czeka nas
      przeprowadzka do teściów - KOSZMAR!!! oczywiście to na jakiś czas do momentu
      kupna przez nas nowego, ale ja nie wiem jak to wytrzymam mam koszmar tesciową,
      a rodzice kupili nowe małe mieszkanko, a nam jeszcze trochę brakuje pieniędzysad
      dobrze jest mieć mame koło siebie zawsze pomoże, a nie bedzie sie wtrącac czy
      narzucac swoje zdanie, a siedzieć samemu w domu to żadna frajda, pogadajcie o
      tym na spokojnie np, przedstaw mężowi swoje argumenty i potrzeby.
      Powodzenia i dobrego wyboru!!!
    • mika_p Re: jestem nowa i proszę o radę 18.10.03, 00:17
      Może najpierw, zanim przypuścisz frontalny atak na męża, zastanów się, co jest
      głównym punktem zapalnym między nim a twoją mamą - bo jeżeli jednak uda ci się
      go przekonać, to TY i tylko ty będziesz buforem pomiędzy nimi. Zastanówcie się
      wspólnie, jak można by uniknąć konfliktów, a potem myślcie dalej.

      Na przykład nad tym, jak długo zamierzasz siedzieć z dzieckiem w domu, zanim
      wróćisz do pracy. Jeżeli 2-3 lata, to faktycznie jest o co powalczyć. Możliwe
      argumenty:

      - raz: 200 km z małym dzieckiem to cała wyprawa;
      - dwa: mama, nawet nie mająca za dużo czasu, bez problemu wyskrobie pół
      godziny, żebyś ty mogła spokojnie choćby wejśc do wanny - tylko inna młoda
      matka zrozumie, jak czasem jest to niezbędne dla psychiki i jak trudno
      osiągalne przy małym dziecku;
      - trzy: życie wkoło - ciężko się zaaklimatyzować w nowym miejscu, zwłaszcza z
      ukochanym cieżarem u boku, który przerwać potrafi kazdą pogawedkę, bo tak i już.
      - cztery: finanse... 24 miesiące razy 500 zł - sami policzcie, dla mnie to jest
      niewyobrazalna forsa wink
      - pięc: przestrzeń, trawka, piasek...

      Ergo: powiedz mu, że z frustracji i zmęczenia zmienisz sie we wredną megierę wink
      • kocka Re: jestem nowa i proszę o radę 18.10.03, 21:23
        Chciałabym Wam podziękować za wszystkie odpowiedzi. W każdej znalazłam coś
        cennego. Nie łatwo będzie mi przekonać męża (jeśli w ogóle mi się to
        kiedykolwiek uda) Ne pewno nie zostawię tematu ot tak sobie, bo nie chciałabym
        tak łatwo odpuścić. A może z czasem sam się przekona jak wyjdzie problem
        codziennego dowożenia małej do mamy. W ogóle na razie nie potrafię sobie tego
        wyobrazić. Dzięki Wam jeszcze raz.
    • odalie Re: jestem nowa i proszę o radę 18.10.03, 21:31
      A ja bym chciała mieć tak duży dom, żebyśmy sobie z małżonkiem i córcią
      mieszkali na piętrze, z osobnym wejściem (a może to byłaby część "bliźniaka"?)
      a rodzice moim blisko nas - chociaż nie bezpośrednio z nami.

      Rozumiem samodzielność i te de, może jednak to mi się trochę przejadło, a może
      widzę, jak ansza córeczka kocha mocno babcię, i jak babcia-moja mama się
      starzeje... Rodzice mnie wychowali, a teraz ja już powinnam pomyśleć, jak się
      nimi zająć na stare lata. zaczyna mnie to męczyć, czuję, że powinna pomóc
      mamie, a jestem tak daleko od niej.

      Oczywiście, nie chciałabym mieszkać w tym samym mieszkaniu czy nawet domu,
      dzieląc całkowicie przestrzeń (wspólna kuchnia, wejścia, łazienki). Mamy jednak
      odrębne zaintersowania, mamy znajomych, lubimy być na swoim.

      Ale to marzenia ściętej głowy... tylko takie marzenia.

      Tyle powiem od siebie.

    • helena21 Re: jestem nowa i proszę o radę 25.10.03, 18:51
      odpowiadalam juz na poznajmy sie alemoze nie czytalas weiec przekleje

      Twoj maz nie odbiega od normy, wiekszosc doroslych ludzi chce stworzyc swoj dom
      i czuc sie w nim w 100% swobodnie, miec 100% intymnosci. Niestety nawet
      mieszkajac na pietrze z oddzielnym wejsciem ale z tesciami czy rodzicami ta
      swoboda zostaje ograniczona. Nie tylko swoboda fizyczna, ale przede wszystkim
      psychiczna (co innego w bloku gdzie tez masz ludzi pod soba, ale sa to obcy
      ludzie o ktorych wogole na codzien nie myslisz ani nie przejmujesz sie czy
      uslysza odglosy z sypialni wink, albo glosniejsza wymiane zdan) Wiekszosc ludzi
      po ktorszym lub dluszym czasie taka sytucaja zaczyna meczyc i niestety wiem po
      swoim mezu ze u facetow odbija sie to negatywnie (tez mieszkalismy u mnie na
      pietrze). Moj zaczal sie izolowac coraz bardziej ode mnie i od dzieci, z pracy
      wracal jeszcze pozniej tylko na spanie w zasadzie. Niby wszystko bylo OK ale
      nie bylo. Moi rodzice sie niby nie wtracali, ale pytania w stylu "co Pawelek
      tak glosno plakal wczoraj wieczorem, babcia by nie pozwolila na cos takiego",
      pretensje, ze moj maz jest oschly i nie rozmawia z moja mama tez byly czeste i
      w koncu spowodowaly, ze moj maz zaczal mowic dokladnie to co mysli bez cenzury.
      Wszystko bylo w miare OK przez pierwsze 3-4 miesiace, potem niestety zaczelo
      byc coraz gorzej rowniez w stosunkach miedzy mna a mezem. Owszem mi bylo
      latwiej (2 dzieci - Pawelek ma pol roku) mama mi pomagala, ale niestety moj
      zwiazek z mezem zaczal sie po 6-7 miesiacach drobnymi kroczkami rozpadac, no na
      poczatku powiedzmy mocno ochladzac. Za rada znajomej psycholog (z doswiadczenia
      mi powiedziala, ze jesli jedna osoba potrzebuje bardzo intymnosci i
      niezaleznosci to wczesniej czy pozniej zwiazek taki mieszkajac z tesciami czy
      rodzicami zaczyna sie sypac a juz napewno niekorzystnie odbija sie to na
      dziecku), mimo iz wiedzialam, ze bedzie mi trudniej samej za dnia z dwojka
      berbeci kupilismy mieszkanie (maz wzial kredyt na spora czesc).
      Przeprowadzilismy sie i powiem Ci, ze maz juz w pierwszym tygodniu zaczal
      zachowywac sie jak przed slubem wink), nasze stosunki szybko sie ocieplily,
      wrocily dawne uczucia, maz stal sie bardzo cieply w stosunku do mnie. Po 2
      miesiacach jego podejscie do dzieci rowniez sie zmienilo o 180 stopni do tego
      stopnia, ze nie dawal mi kapac samej Pawelka chcial to albo robic ze mna albo
      sam (niestety wraca do domu okolo 21 i to byl jego jedyny dluzszy kontakt z
      dzieckiem na codzien)
      W zasadzie chyba dopiero wtedy pokochal naszego synka (pokochal, bo dbal i
      troszczyl sie o niego zawsze, ale bardziej z poczucia obowiazku)

      Zakladam, ze Twoj maz pomaga Ci i stara sie brac udzial w wychowaniu dziecka -
      bo nie skarzysz sie na niego w poscie smile) (oczywiscie kiedy nie pracuje)
      niestety obawiam sie, ze jak zaczniecie mieszkac pod jednym dachem z tesciami
      to moze sie to zmienic jesli juz teraz widzisz ze to zupelnie odmienne
      charaktery. Nawet jesli Twoj maz jest w stanie to zrobic dla Ciebie to z
      biegiem czasu niestety odbije sie to na waszym zwiazku napewno. A pamietaj, ze
      w koncu dziecko pojdzie do przedszkola, Ty znajdziesz zajecie i przestaniesz
      sie czuc samotna, bedziesz spieszyla do domu, zeby odpoczac od ludzi w ciszy
      (no powiedzmy wink z dzieckiem i mezem. I wtedy docenisz ze w waszym zwiazku jest
      wszystko OK. Pisalas, ze jak mieszkaliscie przez moment u Twoich rodzicow to
      juz zaczynalo byc nie tak, wiec zastanow sie, bo jesli chcielibyscie tam
      mieszkac ze 2-3 lata to obawiam sie, ze byloby jeszcze gorzej i nie chce dalej
      krakac.... Duza wiekszosc par marzy o takiej sytuacji jak wasza (wlasne
      mieszkanie, nawet kosztem kredytu), zeby tylko osoagnac niezaleznosc, intymnosc
      itd. Dziecko w koncu pojdzie do przedszkola Ty wrocisz do normalnosci dnia
      codzienniego i wtedy szczesliwy zwiazek ma naprawde olbrzymie znacznienie,
      znacznie wieksze niz dobre stosunki z rodzicami, tesciami i calym swiatem.
      Kiedys ich zabraknie, a Wasza rodzina powinna trwac. Z mojego doswiadzenia
      wiem, ze nie warto ryzykowac, nawet kosztem wiekszego zmeczenia i rezygnacji z
      pewnych rzeczy (przeciez chyba maz moze sie zajac od czasu do czasu malym, Ty
      mozesz gdzies wykoczyc sama na godzinke czy dwie - nie wiem jakies zajecia
      rekraacyjne czy cos, nawiazac jakies kontakty w nowym miejscu) Piszesz tez ze
      masz 20 km do mamy, jesli jest samochod to chyba zaden problem, zebys ja
      odwiedzala nawet w tygodniu z dzieckiem. Wiem, ze trzeba sie samej zaladowac do
      samochodu itd. ale da sie to przezyc.

      Ty piszesz o mezu, wiele kobiet z tego co slyszalam wprowadza sie do tesciowych
      z kolei, i niestety przypadki kiedy wszystko trwa szczesliwie przez lata tez sa
      w mniejszosci. Wczesniej czy pozniej pary jesli wytrwaja razem "zarzynaja sie"
      zeby pojsc tylko na swoje. Szkoda tylko ze wtedy ich psychika i nerwy sa juz
      czesto w strzepach i na granicy rozkladu. Oczywiscie sa przypadki kiedy wszyscy
      zyja zgodnie i szczesliwie przez lata, ale tu potrzeba duuuuzo szczesica zeby
      trafilo na kilka zgodnych charaktrow do tego roznych pokolen.
      • anes28 Re: jestem nowa i proszę o radę 25.10.03, 20:37
        Podpisuję się pod twoim Helena postem dwoma rękami !!!!!!!
        Nie ma jak swoje 4 kąty !!!!
    • neco Re: jestem nowa i proszę o radę 25.10.03, 22:24
      A mnie się wydaje, że zamiast zastanawiać się jak przekonać męża do przeprowadzki lepiej by było poszukać siebie w nowym mieszkaniu.
      Nie obraź się (bo nie o to mi chodzi), ale wygląda na to, że bardzo Ci brakuje "mamusi" (a to przecież nie z nią masz spędzić całe życie, więć może lepiej powoli zacząć żyć własnym życiem we własnym domu).
      Po za tym możesz mi wierzyć (bo znam to już sama dobrze), że na dłuższą metę z reguły nie sprawdzają się takie układy mieszkaniowe z teściami/rodzicami.
      Moim zdaniem wcale nie jest dobrze jak dziecko ma "ciągły" kontakt z dziadkami (tego niestety też już zaczynamy doświadczać na własnej skórze).
      A dlaczego nie możesz powiedzieć mężowi, że boli Cię jego brak szacunku dla Twoich rodziców?
      Czujesz się z dzieckiem samotnie w mieszkaniu? Powiem Ci, że tego uczucia doświadcza chyba większość świeżo upieczonych mam.
      Zamiast przekonywać męża porozmawiaj z nim i spróbujcie znaleźć wyjście chociaż w części satysfakcjonujące Was oboje.

      Kończąc... Dużo bym dała za własne M...
      Pozdrawiam
    • 73nikusia Re: jestem nowa i proszę o radę 26.10.03, 20:36
      Czesc

      Odradzam mieszkanie z rodzicami. Ja osobiscie mam to szczescie ze od samego
      poczatku mieszkalismy z mezem sami na sowim. Ale z rodzinnych obserwacji moge
      szczerze odradzic takowych eksperymentow.
      Moj brat mieszka bardzo blisko moich rodzicow (tzn juz tylko mamy, wciaz nie
      moge przyzwyczaic sie do tej mysli ale to nie temat na ten post). Mamy dom
      blizniak, polowka jest moich rodzicow, polwka brata i jego rodziny. osobne
      wejscia osobne domy ale jednak na tyle blisko aby moja mama (najukochansza
      najdrozsza jedyna) ale jednak osoba, czlowiek, czasem ciekawa, czasem
      dociekliwa. Mam wrazenie ze lepiej mieszkaloby sie im z dala od mamy.

      Co do mieszkania w domku czy w bloku. Ja cale zycie mieszkalam w domku,
      ogrodek, sniadania w soboty i niedziele na zewnatrz, cisza spokoj mnostwo
      zieleni. Teraz mieszkamy w bloku, zaleta ze nie w blokowisku, mieszkamy w
      pojedynczym niskim bloku a w okolo domy, w centrum duzego miasta. Jest to cicha
      okolica spokojna ale jednak blok.

      Ale wiesz co nie zamienilabym tego naszego mieszkanka na gore w domku ani mojej
      mamy ani tesciow (tez maja dom). Jestesmy na swoim, robimy co chcemy, kiedy
      chcemy, jak chcemy. Klucic sie nie klucimy wiec i tak nie mieli by czego
      slyszec i ewentualnie uspokajac.

      A co do pomocy, ja mam taka zasade, nasi rodzice wychowali juz swoje dzieci,
      teraz nalezy im sie troche wytchnienia, a i dla dobra dzieci lepiej jest aby
      wychowyla je mama ... potem ewentualnie nianie, jezeli mama musi wrocic do
      pracy ... Pomoc OK ale nie za wszelka cene ... a u Was cena moze byc wysoka
      Wasze malzenstwo.

      Co do tych 20 km od mamy, wiesz ile mnie dzieli teraz od mojej mamy ... 340 km.
      I jakos obie dajemy sobie rade (a jest ciezko i to bardzo bo zmarl moj tato i
      mama jest sama)

      Pozdrawiam zycze powodzenia i podjecia dobrej decyzji
      Nika
    • ivia Re: jestem nowa i proszę o radę 27.10.03, 07:47
      Może nie potrafię się do końca wczuć w twoje położenie ale muszę przyznać że
      zupełnie cię nie rozumiem. Cała masa ludzi marzy o tym by zamieszkać
      samodzielnie, jeśli jest to trochę dalej od rodziców to tym lepiej, a ty chcesz
      się do nich przeprowadzić mimio własnego mieszkanie. I chcesz zmusić męża by
      pokochał twoją mamę, z którą nie ma najlepszych stosunków. Zastanów się, czy
      nie wystawiasz na zbyt dużą próbę waszego małżeństwa.
      My z mężem od początku mieszkaliśmy sami, czasem było trudno, przyznaję, ale
      nigdy nie mieliśmy takiego dyskomfortu, że gdy chcieliśmy o czymś pogadać (lub
      pokłócić się) to musieliśmy uważać żeby ktoś nie słuchał. Poza tym mam ogromną
      satysfakcję z tego, że sama wychowałam swoje dzieci a nie babcie, których
      metody wychowawcze nie do końca popieram. Trzy lata temu rozbudowywaliśmy nasz
      dom i musieliśmy wyprowadzić się na jakiś czas do teściów. Nie mogę powiedzieć,
      że było źle, że się kłóciłam z teściową, ale oboje czekaliśmy by jak
      najszybciej się z tamtąd wyprowadzić.
      A w nowym miejscu też żyją wartościowi ludzie, może nawiązać nowe, wspaniałe
      przyjaźnie, tylko musisz chceić, a nie zamykać się w sobie. Nie zmuszaj męża do
      mieszkania ze swoją mamą, wyobraź sobie że ty miałabyś zamieszkać z jego matką,
      czy byłabyś zadowolona gdyby chciał, żebyś się zamknęła i robiła swoje?
      Mam nadzieję że twoja decyzja będzie przemyślana.
      Pozdrawiam
      Iwona
      • e.beata ;-)))) 28.10.03, 12:56
        Było parę postów od mam, które też chętnie by zamieszkały w domku z dziadkami.
        Bo ogród, cisza, pomoc....
        Tylko tak jakoś chodziło o ich rodziców a nie teściów wink)))))))))))
        Czy gdyby rodzice męża mieli domek tak samo chętnie byś do nich z osiedla
        zwiewała wink.
        Myślę że powinnaś zacząc budować gniazdo we własnym mieszkanku.
        Razem z mężem a nie mamą.
    • talusia Re: jestem nowa i proszę o radę 28.10.03, 16:01
      Nasunęły mi się takie myśli niuczesane:
      - mieszkałam w 360m domu przez rok z teściami i wiałam z mężem i córeczką do
      swojego 47m jak szybko mogłam a w zasadzie mogliśmy,
      - niwyobrażam sobie być młodym małżeństwem ( co innego za 15 lat ) kochać się,
      kłócić itp a za ścianą lub pod podłogą mieć teściów albo rodziców, moje życie
      seksualne legło w gruzach jak mieszkaliśmy u teściów,
      - jak sie chce to można znaleźć znajomych ( niekonicznie przyjaciół ) wszędzie,
      - 20 km to żadna odległość, tyle samo mam do swoich rodziców, mimo że
      mieszkamy w tym samy mieście
      - a drastycznie mówiąc w końcu trzeba odciąć pępowinę, budować własną rodzinę
      i zastanowić się na kim mi bardziej zależy na mamusi czy na mężu wiem, że nie
      jest to proste sama przez to przeszał a w zasadzie cały czas przechodzę
      pozdrawim i bardzo namawiam do zostania we własnej dziurze w betonie ( tak
      określał mieszkanie w bloku , bardzo mądry psycholog namawijąc młodych, że
      lepsze to niż pałac z rodzicami )talusia
Pełna wersja