Dodaj do ulubionych

małżeńska samotność

21.10.03, 09:59
Dlaczego tak jest, że z upływem czasu zamiast czuć między sobą bliższą więź,
zaczynamy żyć obok siebie, razem ale osobno. Czuję się tak strasznie samotna
w swoim małżeństwie że coraz częściej myślę o rozwodzie, lub choćby o skoku w
bok, żeby zabić tą samotność. On i tak nie zauważy różnicy, bo ciągle jest w
pracy.0 A ja? Może wreszcie poczułabym sie dowartościowana jako kobieta,
ułożyłabym sobie życie z kimś kto byłby ze mną a nie obok. Nie kłócimy się -
po prostu mieszkamy razem. Nawet nie wiem czy go jeszcze kocham, czy to
raczej przyzwyczajenie. Nie wiem czy on mnie jeszcze kocha. Nie tak
wyobrażałam sobie małżeństwo. Mamy dziecko i to mnie powstrzymuje - ale czy
słusznie? Każdy kto nas widzi, myśli że jesteśmy niezłym małżeństwem, ale tak
naprawdę czuję się wypalona. Czy wy też macie takie odczucia i co radzicie?
Obserwuj wątek
    • tjoanna Re: małżeńska samotność 21.10.03, 10:23
      Bardzo Ci wspolczuje... Bo rozumiem, choc sama nie mam takich doswiadczen
      (jestesmy 1,5 roku po slubie). Znam jednak osoby, ktore mają i ktore są mi
      bliskie. Myślę, że warto zawalczyć o małżeństwo. W Twoim przypadku na pewno
      przydałaby się terapia małżeńska. Wiem, mężczyźni często są takim formom bardzo
      niechętni, ale jeśli mu powiesz, jak się czujesz i że przestajesz w Was
      wierzyć, jest szansa, że się przełamie. Jeśli nic nie zrobisz może pomóc Wam
      przypadek, ale bardziej prawdopodobne jest, że będzie coraz gorzej...
      Zyczę Ci powodzenia i serdecznie pozdrawiam!
      Joanna
    • goska271 Re: małżeńska samotność 21.10.03, 13:08
      sie czuje podobnie, chociaz nie myslałam o skoku w bok. Ale nie licz na to, ze
      facet to zrozumie, oni raczej nie potrafia myslec o małżeństwie w takich
      kategoriach jak my. Nie wydaje mi sie, żeby było warto walczyc o utrzymanie
      małżeństwa za wszelką cene, ale może jak nim "wstrząśniesz" to zauważy, ze
      jest jakiś problem. To by był dobry początek. Oni jeżeli maja czyste i
      wyprasowane ubrania, posprzątane mieszkanie, ciepły obiad i łóżko to wydaje om
      się, że jest ok. Chyba nie rozumieją, że my potrzebujemy czegoś więcej niż
      tylko obecności męża w domu.
      • donatta Re: małżeńska samotność 21.10.03, 13:25
        Bo to jest tak, że miłość trzeba pielęgnować. Jeśli nie - to nie ma co liczyć
        na cuda. Ja jestem 8 lat po ślubie, a razem jesteśmy juz 14 lat. Bywało
        różnie, raz pod górkę, raz z górki. Mimo, że trzy miesiące temu urodziłam
        trzecie dziecko, teraz przeżywamy drugą młodość wink. Ale po prostu staramy się -
        flirtujemy ze sobą (nawet teraz - internetowo); kochamy się (w sensie
        fizycznym) i staramy się wyglądać dla siebie atrakcyjnie. Bo jeśli kobieta
        łazi po domu w starych spodniach od dresu i rozlazłej bluzie to nie może
        liczyć na to, że będzie pociągała męża. I vice versa, oczywiście. Może
        powinnaś spróbować stać sie dla niego znów atrakcyjna? A jak, to już Ty
        będziesz najlepiej wiedziała. I w sensie wyglądu i stroju i zachowania.
        Powinno pomóc.
        Pozdrawiam
        d.
        • lula11 Re: małżeńska samotność 21.10.03, 13:56
          My jesteśmy 4,5 roku po ślubie, mamy dwoje dzieci . Kiedy czasem mam dość
          wszystkiego, także męża zaczynam przypominać sobie , jak to było na początku, jak
          rozkwitała miłość ... i to bardzo pomaga. Zaczynam patrzeć na świat i mojego męża
          znów tak jak kiedyś. Czuję , że kocham i mocno przytulam się do niego. Jestem
          szczęśliwa...
          O miłość trzeba dbać, a gdy czujemy , że ją mimo wszystko tracimy trzeba walczyć.
          Naprawdę warto. Dla niego, dla siebie, dla dziecka.
          I jeszcze jedno, kobieta , gdy jest zadbana, czuje się atrakcyjnie, seksownie, jest wtedy
          uśmiechnięta i to bardzo działa na mężów. Oni chcą spotykać po pracy swoją kobietę
          uśmiechniętą i ponętną, a nie zniechęconą i zawsze zmęczoną. Czasem warto
          przezwyciężyć swoje zmęczenie dla miłości niż potem żałować, że już jej nie ma.
          Wiem , że łatwo jest to wszystko napisać niż zrobić, ale przecież warto chociaż
          spróbować, by poczuć się szczęśliwym.
          • magdalena_76 Re: małżeńska samotność 21.10.03, 14:25
            Witaj
            Twój list taki smutny i króciutki... nie napisałaś, jak długo jesteście po
            ślubie, co zmieniło się po urodzeniu dziecka, jak czułaś się wcześniej, ile
            macie lat... Szkoda, że szczęście, które powinno towarzyszyć życiu w
            małżenstwie, gdzieś się zapodziało... Zastanawiałam się nad tym - to nie jest
            coś, co dokonuje się w jednej chwili, to długi proces, który narasta... a czy
            podzieliłaś się swoim poczuciem samotności z mężem? Mam na myśli łagodną
            rozmowę, która nie przeradza się w wyrzuty - chyba dawno takiej rozmowy między
            Wami nie było, a odniosłam wrażenie, że on też jest samotny. Czy
            rozmawialiście o tym, jak wyobrażacie sobie małżeństwo? O tym, że jesteście
            dla siebie ważni?
            My jesteśmy tylko półtora roku po ślubie ale nie wyobrażamy sobie życia bez
            rozmów na bieżąco - bo bez nich wyrasta mur...
            Pozdrawiam Cię mocno i trzymam kciuki
            Magda
          • zabuchna Re: małżeńska samotność 21.10.03, 14:44
            W naszym małżeństwie jest inaczej - to ja w kółko jestem pełna energii, chęci
            żeby coś zrobić, a on wiecznie albo w pracy albo zmęczony. Rozmawiałam z nim o
            tym już nie raz - ale nie ma poprawy. A przy tym mi też przestaje się chcieć
            starać i prosić. WOlę zrobić coś sama, niż spędzić pół dnia na namawianiu go,
            żeby ze mną poszedł. Może to źle, ale tak jest, a ja coraz rzadziej spędzam
            czas na czekaniu na niego, a po prostu wychodzę i robię coraz to kolejne rzeczy
            sama...
    • justyna1212 Re: małżeńska samotność 21.10.03, 14:57
      Owszem, o miłość trzeba dbać. Zgadzam się z tym twierdzeniem w 100%. Tylko, że
      dbać powinny obie strony. Zarówno ona jak i on. Trzeba mieć czas dla siebie,
      rozmawiać ze sobą, ale nie tylko o tym co dziś na obiad czy co trzeba kupić.
      Trzeba rozmawiać o swoich odczuciach, uczuciach. To na nic, jeśli tylko jednej
      stronie na tym zależy. Niewiele Ci doradziłam. Mi brak właśnie tych rozmów, o
      sobie, o nas, popatrzenia sobie w oczy, czułości. Mój małżonek nie umie
      okazywać czułości, nie czuje takiej potrzeby. Ja tak. Po urodzeniu się naszej
      córeczki nie mieliśmy czasu dla siebie. Skoncentrowaliśmy się na jej
      potrzebach. Teraz nie umiemy już rozmawiać, szeptać do siebie przytulając się
      i patrząc sobie w oczy (a tak było kiedyś i to było cudowne).
    • sarusia1 Re: małżeńska samotność 21.10.03, 14:57
      Mężczyźni już chyba tacy są!Ja równierz miałam taki problem, miałam dośc
      samotnych wieczorów przed telewizorem i oglądania dla zbicia czasu głupawych
      programów,co wieczór siedziałam sama w pokoju obok,w ciszy nie mając nawet do
      kogo się odezwać,a mąż oczywiście w drugim pokoju przy komputerze, prosiłam by
      ze mną pobył troszke,porozmawiał,byśmy chociaż razem obejrzeli film,płakałam,
      krzyczałam, nie pomogło on nie potrafił zrozumieć o co ja mam do niego
      pretensje,przecierz on nic nie zrobił!Po kolejnym sobotnim,samotnym wieczorze,z
      kieliszkiem wina w ręku i pilotem i ten znienawidzony
      odgłos"klikania"smile,uświadomiłam sobie,że dośc użalania się nad sobą!Na następną
      sobotę umówiłam się z koleżankami na imprezkę, zapytałam męża czy spędzi ten
      wieczór ze mną, czy przy komputerze, bo jak przy kompie to ja
      wychodzę.Położyłam dziecko spać i z czystym sumieniem poszłam sie
      pobawic,poczułam że żyję, że nadal mężczyźni się za mną oglądają,poczułam się
      atrakcyjna i pełna życia!I teraz robię tak często nie płaczę mężowi, tylko
      organizuję sobie czas sama,zapisałam się na aerobik,nagle znalazłam duzo więcej
      czasu na spotkanie się ze znajomymi.Poprostu nie mam już czasu na samotność!I
      zauwarzyłam ,że w naszym małżeństwie sie polepszyło,wydaje mi się że sekret
      tkwi w tym ,że gdy ty będziesz szczęśliwa i zadowolona to twój mąż będzie miał
      ochotę spędzać z tobą więcej czasu.U mnie tak było!
      pozdrawiam
      • sowa_hu_hu Re: małżeńska samotność 21.10.03, 21:50
        ojjjjjj u mnie jest tak już od dłuższego czasu - mój niemąż wykazywał sie
        wielką inicjatywą jak urodziło sie dziecko ale po miesiącu mu przeszło...
        w ogóle kiedyś był człowiekiem wielce działającym , z inicjatywą itd... a
        teraz zaminił sie w "budyń" - nic tylko praca przy komputerze , a jak nie
        praca to gry... ja czuje sie w naszym związku bardzo samotna... był już
        płacz , rozmowy , awantury - nic nie pomaga... taka jest prawda ze mój niemąż
        jest obojętny na moją osobe a ja przez to coraz bardziej dla niego złośliwa...
        on nie widzi chyba zadnego celu przed sobą , wydaje mi sie ze związek ze mną i
        ojcostwo odebrało mu wolność... samam juz nie wiem... próbuje go tez
        zrozumieć... chciałabym abyśmy byli szczesliwi.... nie chce już do końca zycia
        prosic o gesty czułości dla mnie , o to aby poświęcił mi torche czasu... to
        dobry człowiek - kocham go ale mam wrażenie ze zgubiliśmy na dorzodze
        codzienności tę odrobine magii...
        zaczęłam chodzic d psychologa(z innym problemem) ale okzazało sie ze skupiłam
        sie w rozmowach z panią psycholog własnie na moim związku... mój niemąz
        zgodził sie iśc rownież - widze w tym nadzieje dla nas...
        i nie koej wyrzutów sumienia ze myslsiz o skokach w bok - ja tez o tym mysle -
        chce sie po prostu czuć jak kobieta... pani psycholog powiedziała mi ze to
        normalne smile ale nie chciałabym tego robic - chce być szczęsliwa z moim
        męzczyzną...

        zycze ci i sobie aby nams ie udało...

        odezwij sie
    • tranik Re: małżeńska samotność 22.10.03, 13:36
      A moj maz zapomnial zamowic tort na moje trzydzieste urodziny, zapomnial o
      prezencie, nigdy nie organizuje milych wieczorow i ma pretensje, ze nie
      jestem "chetna" o 23.00 po calym dniu, kolejnym, takim samym jak poprzedni
      (jestem na urlopie wychowawczym). Aktualnie przechodze kryzys, nie mam ochoty
      na seks i potrzebuje jakiegos nastroju, bodzca, o czym usilowalam z Nim
      pogadac. No ale On odebral to jak napasc na jego nieskazitelny przeciez
      charakter. On wychodzi z zalozenia, ze jesli pracuje i przynosi kase do domu to
      powinno mi wystarczyc i o reszte powinnam starac sie ja. Mam dosyc Idola w tv,
      kretynskich komedii powtarzanych setny raz i za kazdym razem rownie ciekawych
      dla mojego meza, mam dosc Ligii Mistrzow, Lecha w puszce i kanapy, na ktorej
      spedzam wiekszosc czasu.
      Wczoraj dostalam zawiadomienie z mojej firmy, ze oglasza upadlosc i dziekuja mi
      za prace.
      Wiem, ze ostatnio duzo we mnie tego zalu, choc z natury jestem optymistka, to
      jednak brakuje mi koloru. Czuje sie przy moim mezu jak kura domowa, brzydka i
      glupia. Gdyby nie moje dziecko dawno chyba nie byloby mnie tutaj.
      • sugar_mama_danielcia Re: małżeńska samotność 22.10.03, 14:12
        No i co - ja tez sie dopisuje. I to wszystko, bo wiecej juz zostalo wyzej
        powiedziane. Nic dodac, nic ujac. Tyle, ze jaka jest perspektywa takiego
        malzenstwa? Czy znajdzie sie ktos, jakas kobieta, ktora napisze: Mysmy to z
        mezem przerabiali. Malzenstwo ugrzezlo w rutynie, ale sie otrzepalismy. Ale
        znowu jest jak bylo przedtem. Jest ktos taki???

        POzdrawiam reszte 'samotnych' kobiet

        Sugar
        • wikipati do sugar :)) 24.10.03, 11:29
          jasmile)
          i naprawdę jest fajnie smile)
    • zabuchna Re: małżeńska samotność 22.10.03, 15:41
      Czytam to co napisałyście dziewczyny i tak sobie myślę, że ta zdrada to wcale
      nie najgłupszy pomysł. Bo pomyślcie same: ja dowartościowana(to co że nie przez
      męża), uśmiechnięta, nie wymagam od niego rzeczy, które go przewyższają (czyli
      zainteresowania swoją osobą czy czasu). Nawet mi na rękę jeśli mi odmówi
      wspólnego spędzania czasu - bo nie muszę szukać wymówek, żeby spotkać się z
      kochankiem. Nie czuję się samotna bo jest ktoś ze mną, a więc nie przeszkadza
      mi to że on ciągle w pracy czy na komputerze. No i robię się bardziej
      wyrozumiała, nie mam pretensji do męża, a i on zaczyna mnie doceniać bo ma taką
      niewymagającą i szczęśliwą samą z siebie żonę.
      A wszystkie potrzeby związane z uczuciami załatwiam poza domem.

      Tylko czy o to w małżeństwie chodzi?????
      • mada27 Re: małżeńska samotność 24.10.03, 10:23
        zabuchna napisała:

        > Czytam to co napisałyście dziewczyny i tak sobie myślę, że ta zdrada to wcale
        > nie najgłupszy pomysł. Bo pomyślcie same: ja dowartościowana(to co że nie
        przez
        >
        > męża), uśmiechnięta, nie wymagam od niego rzeczy, które go przewyższają
        (czyli
        > zainteresowania swoją osobą czy czasu). Nawet mi na rękę jeśli mi odmówi
        > wspólnego spędzania czasu - bo nie muszę szukać wymówek, żeby spotkać się z
        > kochankiem. Nie czuję się samotna bo jest ktoś ze mną, a więc nie przeszkadza
        > mi to że on ciągle w pracy czy na komputerze. No i robię się bardziej
        > wyrozumiała, nie mam pretensji do męża, a i on zaczyna mnie doceniać bo ma
        taką
        >
        > niewymagającą i szczęśliwą samą z siebie żonę.
        > A wszystkie potrzeby związane z uczuciami załatwiam poza domem.
        >
        > Tylko czy o to w małżeństwie chodzi?????

        Nie o to. A poza tym znajdując kochanka możesz trafić na czyjegoś męża. A wtedy
        poczytaj sobie wątki związane ze zdradą - i pamiętaj, że krzywdzisz nie tylko
        swoją rodzinę.
    • m_o_k_o Re: małżeńska samotność 24.10.03, 11:22
      No własnie czemu małżeństwo w moim przypadku to wielka samotność. Żyjemy obok
      siebie i tyle.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka