Dodaj do ulubionych

Nie wiem co robić

14.12.13, 10:57
Może mi coś podpowiecie, bo wydaje mi się, że jestem w ślepym zaułku i nie wiem jak z niego wybrnąć. Moja historia jest długa i skomplikowana, ale spróbuję ją opisać w jak najkrótszy sposób:
Mam 50 lat, 10-letnią córkę i 15-letni staż małżeński. Jak z tego wynika, nie spieszyło mi się z zakładaniem rodziny. W zasadzie w ogóle nie miałam takiego zamiaru, bo nie mam absolutnie instynktu matki-polki i kury domowej, największą satysfakcję daje mi praca zawodowa, podnoszenie swojej wiedzy, kwalifikacji, działalność społeczna, hobbystyczna. Ale spotkałam na swojej drodze mężczyznę, z którym znaleźliśmy wspólny język, wspólne pasje, zainteresowania, poczucie humoru, spojrzenie na świat. To on namówił mnie na małżeństwo i dziecko. Moje obawy, że nie dam sobie rady z domem, rodziną, uspokoił, tłumacząc, że we wszystkim tym pomoże mi jego matka, u której po ślubie zamieszkaliśmy. Rzeczywiście tak było przez pewien czas, ale później stosunek mojej teściowej diametralnie się zmienił. Zaczęła mieć do mnie pretensje, że nie spełniam jej wymogów co do sposobu zajmowania się domem i dzieckiem. Pretensje zmieniły się w ustawiczne gderanie, obmawianie mnie wobec znajomych, rodziny, nawet tej mojej najbliższej. Zauważyłam też, że prawdopodobnie nastawia córkę przeciwko mnie, bo czasem mała miała takie odzywki, których sama by nie wymyśliła. Ja nie reaguję na te zaczepki, ale sytuacja stała się drastyczna, żyjąc pod jednym dachem w zasadzie się do siebie nie odzywamy (oprócz jej napaści na mnie).
Jakiś czas temu byłam zmuszona wyprowadzić się do moich rodziców, ponieważ oboje byli bardzo chorzy, a dojazdy do nich były zbyt uciążliwe. W tym czasie moje kontakty z rodziną się bardzo pogorszyły. Straciłam więź z córką, kiedy przyjeżdżam ją odwiedzić, grzecznie się wita, a potem idzie do swoich zajęć, do zabawy. Traktuje mnie jak gościa. Teściowa w ogóle zamyka się w swoim pokoju i nie wychodzi przez cały czas mojego pobytu.
Miesiąc temu zmarł mój ojciec, a mama dogadała się ze swoją siostrą, że ta, również samotna, przeprowadzi się do niej. Zaczęła więc mnie poganiać, żebym wróciła do swojej rodziny. Ona nie zna dokładnie powagi mojej sytuacji, nie opowiadam jej, żeby się nie martwiła. Tymczasem jak się okazała, podczas mojej nieobecności teściowa przemeblowała mieszkanie tak, że nie bardzo jest tam dla mnie miejsce. Z naszej sypialni zrobiła pokój córce, męża przeniosła do pokoju, który przeznaczyliśmy do pracy. Nie mam więc nawet swojego łóżka. Moją szafę też opróżniła, a rzeczy wyniosła na strych.
Idą święta. Chciałabym je spędzić z córką i mężem, ale również z matką. Przy tych układach nie widzę możliwości, żeby teściowa przyjęła moją matkę, nawet przy krótkich dotychczasowych wizytach okazywała jej lekceważenie. Z drugiej strony mąż na pewno się nie zgodzi, żeby swoją matkę zostawić na święta. Nie wiem co robić, jak z tego wybrnąć, w jakim kierunku iść?
Może ktoś ma pomysł, może mi doradzicie?
Obserwuj wątek
      • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 11:20
        maminsynki, synowie toksycznych mamusiek nie mają jaj, żeby reagowac w takiej sytuacji, autorko porozmawiaj z męzem sam na sam, poza jego domem, co zamierza z tym fantem zrobic, obawiam się, że nie uzyskasz żadnej konkretnej odpowiedzi, a następnie porozmawiaj z nim jeszcze pro forma w obecnosci adwokata (poszukaj takiego, który specjalizuje się w kwestii unieważnienia małżeństwa z uwagi na niedojrzałosc i nieodpępowienie małzonka od rodziny pochodzenia), niech to będzie ostatnia szansa dla niego. A gdy facet nie będzie chciał działac dla dobra Ciebie i swojej własnej rodziny, zakładaj sprawę przez adwokata o unieważnienie tego małżeństwa. Teściowa przejęła Twoje dziecko i nastawiła je negatywnie w stosunku do Ciebie, ta pani jest zaburzona, toksyczna i patologiczna, a jej syn jest od niej współuzalezniony, więc raczej nie kiwnie palcem, aby cokolwiek w tej sytuacji zrobic dla Was. Bardzo współczuję, weszłas do zaburzonej i toksycznej rodziny i lepiej nie będzie. Porozmawiaj z adwokatem na temat córki. Dziewczyna od dłuższego czasu była poddawana manipulacjom tesciowej i dlatego tak się zachowuje, musisz zrobic wszystko, aby nawiązac z nią ponownie bliską więź, ale dopóki mała będzie poddawana manipulacjom przez teściową, Twoje szanse na zbudowanie tej więzi ponownie, są marne. Powinnas na jakiś czas zabrac dziewczynkę z tego domu, wynając chocby i kawalerkę i spróbowac odseparowac i ją i siebie od tej zaburzonej, chorej rodziny. Mamusia męza chce sprawowac pieczę nad Twoją córką i pełnic rolę partnerki dla swojego syna, czyli chce aby było jak dawniej, syn ma niby rodzinę, ale to mamusia dalej gra w niej pierwsze skrzypce. Poszukaj dobrego adwokata, który z takimi chorymi przypadkami ma do czynienia na codzień, normalny adwokat nie będzie wiedział o co chodzi w tej patologii. Idź jeszcze do psychologa, specjalizującego się w takich zaburzonych, przemocowych relacjach jakie są pomiędzy tesciową a jej synem, opisz mu dokładnie sytuację i poproś o diagnoze na piśmie, dla celów adwokata. Takie zaburzone matki niszczą małżeńśtwa swoich dzieci, aby ich dorosłe dzieci nie odeszły z domu, tylko dalej żyły z nimi pod jednym dachem, a takie "mamusie" zajmują się wnukami jak ich własnymi dziecmi. To jest chore i nieuleczalne, Twój mąż aby się z tego wyplątac, musiałby przejsc poważną terapie psych. dla osób współuzaleznionych, a im większemu praniu mózgu byl poddawany latami przez swoją matkę, tym ma mniejszą świadomosc w jakiej patologicznej sytuacji się znajduje, może również nie miec co do tego żadnej świadomosci, bo tak został sprytnie zmanipulowany. Bądź dzielna i działaj, walcz o córkę, a gdy o męża się nie da, to sobie go odpusc i nie trac zdrowia na tą chorą rodzinę, zakończ z nimi jakiekolwiek kontakty.
          • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 11:45
            Nie wiem z jakiej rodziny pochodzi autorka wątku, więc decydując się na opiekę tesciowej nad dzieckiem, mogła nie wiedziec, że własnie pakuje dziecko w ręce zaburzonej osoby, która zamiast sprawowac normalną opiekę jako babcia będzie chciała zabrac jej dziecko i odseparowac emocjonalnie od matki. Nikt normalny, który z taką patologią nie miał wczesniej do czyneinia nie będzie w stanie przewidziec w co się i swoje dziecko "pakuje". Ponadto, normalnym jest, że gdy rodzice z powodu choroby potrzebują wzmożonej opieki, można do nich jechac pomóc, nawet na dłuższy czas, normalna teściowa w tym czasie, mająca pod opieką wnuczkę, nie pozbywa się łózka swojej synowej z domu i nie odseparowuje od niej emocjonalnie wnuczki. Obstawiam, że ta chora tesciowa jest albo narcyzem albo socjopatką/psychopatką, albo 2 w 1, a synek współuzaleziony od niej. Wielu ludzi korzysta z pomocy tesciow/rodziców przy dzieciach, z uwagi na długi czas pracy, ale normalni tesciowie/rodzice nie próbują nastawiac dziecka przeciwko własnej matce i nie próbują zagarniac całkowitej opieki nad dzieckiem. Czyż nie? czy się Twoim zdaniem mylę Triss? Czy uważasz, że to z czym autorka ma do czynienia jest normalne i autorka ma normalną, zdrową na umyśle teściową i normalnego męża?
            • triss_merigold6 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 11:51
              Autorka sama napisała, że mężczyzna - mąż, jej dylematy rozwiewał słowami, że wszystkim zajmie się jego matka, po to aby autorka mogła spełniać się w pracy zawodowej. Wiedząc o tym, zamieszkała z teściową.
              Co do wyjazdu w celu opieki nad rodzicem - z perspektywy dziecka jest to porzucenie i więź się rozluźnia, nie ma inne opcji. Na miejsce matki jeszcze bardziej weszła babcia - przy braku sprzeciwu matki.
              Uważam, że autorka ma szanse wypracować sobie na nowo pozycję w rodzinie i odzyskać jakieś miejsce, ale nie może żadać żeby automatycznie zostało jej dane.
              • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 12:01
                triss napisała:"Co do wyjazdu w celu opieki nad rodzicem - z perspektywy dziecka jest to porzucenie i więź się rozluźnia, nie ma inne opcji. Na miejsce matki jeszcze bardziej
                weszła babcia - przy braku sprzeciwu matki."

                Porzucenie piszesz? Nie zgadzam się z Twoją opinią. I to raczej nie przy braku sprzeciwu matki, ale przy braku jej świadomosci, że zaburzona babcia zamierza przejąc całkowicie jej obowiązki matczyne nad JEJ dzieckiem.

                "Uważam, że autorka ma szanse wypracować sobie na nowo pozycję w rodzinie i odzyskać jakieś miejsce, ale nie może żadać żeby automatycznie zostało jej dane."

                Jakies miejsce? w dodatku wypracowywac? No sorry, ona nic nie musi wypracowywac, bo podstępnie zostało jej odebrane to, co jest jej nalezne jak psu buda, czyli bycie matką dla swojego dziecka. Rozumiem Triss, że zakładasz, że autorka z lenistwa i niechęci do dzieci i życia rodzinnego pozbyła się śwadomie opieki nad własnym dzieckiem i dlatego utraciła na własne życzenie tą więź. A dlaczego nie może żądac, żeby automatycznie zostało jej przywrócone to, co jest jej nalezne? Uważasz, ze babcia zajmująca się wnuczką ma prawo do takich działań jakie robi teściowa autorki wątku? Czy autorka powinna na pismie wystąpic o przywrócenie jej dawnej sypialni na miejce i powrót łózka do domu? Pytanie czy syn spał na swoim łózku a autorka na swoim, czy teściowa im pozwoliła na własne wspolne łoze małżeńskie? W takich patologicznych rodzinach wszystko jest możliwe, więc nic mnie nie zdziwi.

          • 3-mamuska Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 12:40
            Co Ty powiesz, teściowa przejęła? Nienienie, to matka pozwoliła na przejęcie córki ponieważ było jej tak z wielu względów wygodnie. Nieobecni nie mają prawa głosu.


            Dokładnie, pani nie chciała dzieci, kariera praca na pierwszym miejscu, dziecko oddala pod opieke babci , bo praca była ważniejsza.

            Tylko zastanawia mnie jedno, ze pani pracująca przez tyle lat mieszka u teściowej zamiast z kasy ktora zarobi kupić/wybudować sobie własny dom.
            W którym byłaby u siebie.


            --
            -----------------
            ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
        • edw-ina Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 12:29
          Powiem ci zuzi, że kategoryczność twoich wniosków wysnuwanych na podstawie skąpych informacji mnie powala. Na dzień dobry serwujesz teksty o toksyczności, zaburzeniach, patologii i diabli wiedzą czym jeszcze. Normalnie nawet House nie stawia diagnoz tak szybko. Teraz ja wysnuję tezę: myślę, że kompletnie zbędnie przeczytałaś zbyt wiele książek z dziedziny psychologii, w dodatku uczyniłaś to nie mając tzw. narzędzi poznawczych w danych zakresie. Narzędzi, które poznaje się w trakcie długiej i żmudnej nauki danej dziedziny. Nie znam psychologa, nawet świetnego, który tak szybko byłby w stanie ocenić sytuację danego człowieka, jego rodziny, relacji. Więcej - większość psychologów, psychiatrów i terapeutów z jakimi miałam do czynienia twierdzi, że różnorodność relacji rodzinnych/przyjacielskich/domowych jest tak olbrzymia i tak dynamiczna, że nie można stworzyć schematów, pod które podciągnie się każdy przypadek. Myślę, że mogłabyś nieco przystopować z zapędami psychologicznymi, bo niedługo zastąpisz na forum panią Agnieszkę.
          • triss_merigold6 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 12:34
            Och, jak miło, że nie ja to napisałam.
            Każdy układ ma swoją dynamikę i z każdego ukladu dorosłe strony czerpią profity, nawet jeśli wydaje nam się że ktoś jest wyłącznie pokrzywdzony.
            Rada dla Zuzi: nie czytaj tyle, a jeśli już czytasz, to nie traktuj dosłownie i zerojedynkowo.
            • triss_merigold6 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 12:39
              A, i taki drobiazg. Unieważnić na podstawie rzekomej niedojrzałości małżonka można ślub kościelny, to trochę trwa i sporo kosztuje. Nie ma to również absolutnie żadnych skutków prawnych i nie jest równoznaczne z rozwodem.
              KRiO wymienia sytuacje kiedy ślub jako akt prawny jest nieważny od początku, ale bycie maminsynkiem do nich nie należy.
              Szafowanie zaleceniem unieważnienia małżeństwa przez Zuzi jest cokolwiek śmieszne i wprowadza w bład.
              • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 14:21
                Dziękuję dziewczyny, że mnie wyprowadziłyscie na prostą, z niewiedzy. Oczywiscie każdy z nas ma jakiś tam punkt widzenia na sprawę, który szczególnie po jednym poście autorki, może byc jednym z wielu możliwych scenariuszy. I tak jest również w tym przypadku. Gdyby dla kogoś nie było to jasne, ja nie piszę, że jest tak NA PEWNO, ale że może tak byc. To jest jedynie mój własny punkt widzenia, oparty na własnych doświadczeniach, a nie jedynie na podstawie wiedzy z przeczytanych książek. Tak się jakoś ciekawie składa, po czytaniu tego forum, że forumki zazwyczaj dzielą się na takie, które z góry skreślają uczciwosc autorki wątku-zazwyczaj kobiety i na takie, które przyjmują to co pisze, jako możliwe i dopuszczalne. Zastanawia mnie dlaczego niektóre osoby z góry zakładają czyjąś nieuczciwosc w opisywaniu sytuacji i dlaczego niektóre osoby na podstawie równie niewielu informacji zakładają, że autorka jest jedynie atrapą realnej matki, a jej teściowa jej wybawczynią. Widocznie kazda z nas, ma jakieś uwarunkowania w tym doświadczenia życiowe, które czynią, że taki a nie inny punkt widzenia przyjmuje na wstępie. Dzięki za komentarze. A unieważnienie małżeństwa jest jak najbardziej możliwe z uwagi na niedojrzałosc współmalzonka do małzeństwa i brak tworzenia realnej wspólnoty z mężem/żoną, a tworzenie tej wspólnoty z rodziną pochodzenia.
                  • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 14:35
                    Jakbys nie zauważyła Triss, to wprowadziła się do chorych rodziców (ojca) żeby im pomóc w opiece, jak najbardziej ludzkie i dopuszczalne zachowanie w takiej sytuacji, nie wiemy jak długo to trwało więc poczekajmy co napisze autorka. I jeszcze jedno do czego się kiedyś nie odniosłam po tym co napisałaś, nie o moją rację tu chodzi, czy w jakimkolwiek innym wątku, bo moją racją w każdej z tych sytuacji mogę sobie co najwyżej pomachac nad głową, a to i tak nikomu w niczym nie pomoże, mi również...
                    • triss_merigold6 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 14:46
                      Autorka na razie milczy.
                      Cóż, czasem trzeba wybierać między rolami, autorka wybrała rodziców, zdając sobie sprawę z tego, że jej pozycja jako matki i współgospodyni domu jest co najmniej chwiejna. Dała teściowej znakomity oręż do ręki. Opiekę nad rodzicami mogą zorganizować w inny sposób, niekoniecznie osobisty.
                      Formułujesz bardzo kategoryczne sądy - antymęskie z definicji i diagnozujące ludzi jako psychopatów, socjopatów, patologicznych, toksycznych itd.

                      Btw zdrowym odruchem człowieka, który nie czuje się "u siebie" w domu teściów i który ma możliwości finansowe, jest dążenie do wyprowadzki i budowania własnego gniazda. Autorka przez X lat tego nie zrobiła więc najwyraźniej układ jej odpowiadał, mimo niedogodności i krytyki. Dopiero teraz zauważa, że została wymiksowana z układu.
                      • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 15:04
                        Triss masz zupełnie inne podejscie niż ja do kwestii roli teściowej w życiu małzeństwa swojego syna i wnuków, nie uważam, żeby autorka musiała oceniac stabilnosc swojej roli w takim układzie, w tym mieszkając formalnie w domu rodziców męza, i pod tym kątem decydowac czy może rodzicom samodzielnie pomagac w czasie cięzkiej choroby czy też nie. Nie wiem z jakimi teściowymi się spotkałaś w swoim życiu, lub niedoszłymi teściowymi i dlaczego zakładasz, że tutaj jakieś wartosciowanie roli i jej ocenianie powinno miec miejsce, gdy występuje potrzeba pomocy ciężko choremu rodzicowi. Dla mnie oczywiste jest, że w takiej sytuacji aurotka ma prawo pomóc swoim rodzicom, a jej mąż ma obowiązek zając się w takiej sytuacji opieką nad własnym dzieckiem, więc nie demonizowałabym roli tesciowej w tym układzie i jej niezwykłej opieki nad dzieckiem. To dziecko ma ojca, pełnosprawnego, który w takich okolicznosciach bez dwóch zdań tą opiekę na siebie powinien przejąc, nie przerzucając jej na teściową. Więc jeśli ta tesciowa powinna miec do kogokolwiek, jakiekolwiek pretensje z uwagi na np. zmęczenie opieką nad wnuczką, wówczas pretensje te powinna kierowac do swojego syna, a nie do synowej, zmuszonej sytuacją życiową do opieki nad schorowanym rodzicem. Poza tym opiekę nie zawsze da się zorganizowac w sposób inny niż osobisty, poza tym wielu ludzi chce miec własnie osobisty kontakt z umierającym rodzicem tuż przed jego śmiercią, bo jest ostatni czas na bycie razem.

                        triss napisała:"Formułujesz bardzo kategoryczne sądy - antymęskie z definicji i diagnozujące ludzi jako psychopatów, socjopatów, patologicznych, toksycznych itd."

                        Ty je odbierasz jako kategoryczne, może z uwagi na formę mojej wypowiedzi. Tak jak napisałam, jest to jeden z wielu możliwych punktów widzenia i scenariuszy. Poza tym, jest wiele cech wspólnych, które takich ludzi łączą, gdybys przeczytała wnikliwie te książki o ludziach toksycznych i spotkała się z zagadnieniem toksycznosci w życiu, wówczas moze też dostrzegałabyś więcej punktów stycznych, do poczynienia takich spostrzeżeń, jak wiele cech i zachowań podobnych występuje u takich ludzi.
        • yoma Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:11
          > Idź jeszcze do psychologa, specjalizującego się w takich zaburzonych, przemocowych relacjach jakie są pomiędzy tesciową a jej synem, opisz mu dokładnie sytuację i poproś o diagnoze na piśmie, dla celów adwokata.

          Zaoczna diagnoza i to na piśmie? Kto się na to zdecyduje, będzie kompletnie niewiarygodny.
          --
          Grupa G8. Kraje rozwinięte. Trzeci Świat. IV RP.
            • zuzi.1 Re: Wzrusza mnie ta potrzeba doradzania 14.12.13, 19:56
              Już Ci Triss lepiej? Cieszę się ;) naprawdę. Jedna uwaga do mnie i jedna do suflerki, a już piszesz o doradzaniu totalnie bez znajomosci tematu. Lubisz generalizowac i strzelac z armaty do much ;) Zawsze tak? Ciekawe dlaczego? Budujesz swój image na forum, aha, rozumiem.
          • anula36 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 13:37
            Stad ,ze 10 letnie dzieci nie maja jeszcze prawa wyboru kto sie nimi ma opiekowac. Skoro dla matki dziewczynki nie ma miejsca w domu meza, to pozostaje jej zorganizowac dla siebie i dziecka miejscowke samodzielnie.
            • paris-texas-warsaw Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 13:50
              Napisze krótko, bo nie mam czasu ani na "działaność hobbystyczną, ani społeczną" (WTF?), a na popołudnie umówiona jestem z przyjaciółkami (z dziećmi, of kors:))) i to jest takie moje małe "hobby";)
              Jeśli pogrzeb był MIESIĄC temu, i już matka Cię wygania, to pewnie tam z pół roku jesteś. Uważam, że Twój mąż i Teściowa - prawdziwa matka Twojej córki, to anioły. Dziwię się, że wynieśli Twoje łachy na strych. Ja męża rzeczy wywaliłabym po dwóch tygodniach takiej nieobecności na śmietnik. Ojciec z matką i tak umrą, a dziecko ktoś chowac musi.

              Tak, moja matka tez była takim meteorytem w moim zyciu i jestem stronnicza!

              Nie mieszaj córce dalej w zyciu, daj im wszystkim żyć, a sama podnoś kwalifikejszyn i działaj w "paczce od św. Mikołaja".
              • verdana Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 14:06
                A ja chciałabym, aby niektóre forumki przestały traktować dziecko jako rzecz, należącą do matki, z którą ta ma prawo zrobić wszystko, nie tracąc prawa własności.
                Nie da sie ukryć, że rolę matki spełnia w tym układzie teściowa. Nieszczególnie jej się dziwię, ze nie ma ochoty być osobą, która ma obowiązek zajmować sie dzieckiem, a jednocześnie dbać o matkę "na przychodne", która uznaje, zę nie ma wobec dziecka żadnych zobowiązań, bo jest babcia. Wyrzucenie z domu jest dziwne, ale niewątpliwe mężowi jakoś to nie przeszkadza - stąd wniosek, ze i on nie ma ochoty nadal mieszkać z żoną.
                Pomoc rodzicom rzecz szlachetna, ale jeśli odbywa sie kosztem dziecka i małżeństwa oznacza jedno - ani dziecko, ani mąż nie są szczególnie ważnymi postaciami w życiu.
                Radzę spakować walizki i szukać mieszkania. Mam wrażenie, zę małżeństwo sie skończyło, a córka ma już matkę- babcie - i innej nie potrzebuje.
                --
                  • verdana Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 14:17
                    Zawalczyć - tak. Zawalczyć uczuciem, próbą zyskania przychylności dziecka, zajmowaniem sie. A nie odebraniem dziecka, bo jej się "należy". W tym wypadku na pierwszym miejscu jest dobro dziecka, a nie matki, która nagle sie ocknęła, ze ma dziecko. Trudno, trzeba czasem ponieść konsekwencje swoich decyzji.
                    --
                        • anula36 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 14:48
                          po czym nie ma gdzie wrocic. I to jest ok Twoim zdaniem.
                          Nie bede z Toba polemizowac, bo wiem ze wiesz wszystko najlepiej, wiec szkoda mojego i twojego czasu.
                          Obys nigdy nie byla w takiej sytuacji ze, twoja rodzina zamiast Cie wesprzec w trudnej sytuacji zamknie przed Toba drzwi.
                          • verdana Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 14:56
                            Nie, nie jest OK, ale nie teściowa tu winna, tylko mąż. Być może odpowiedź jest prosta - mąż oczekiwał, ze zona będzie uwazała za swoją rodzinę w pierwszym rzędzie męża i dziecko, a nie rodziców. Nie wiem, jak długo trwała nieobecność autorki. Jezeli miesiąc, to jest to co najmniej dziwne. Jeśli rok - cóż, trudno się dziwić, ze po roku można uznać czasem małżeństwo za zakończone. Autorka wyjechała nie na tydzień czy dwa, ale na czas nieokreślony, zostawiając małe dziecko - być moze mąż nie ma zwyczajnie ochoty kontynuować związku - albo nie wierzył, że żona kiedykolwiek wróci.
                            Co to ma wspólnego ze wspieraniem - matka, która uznaje, ze nie interesuje jej szczególnie rodzina, a teściowa zajmie się dzieckiem, bo ona nie jest matką _polką nie powinna oczekiwać, że rodzina będzie wspierać.
                            --
                            • anula36 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 15:04
                              a kto tu cos mowil o jakiejs winie tesciowej? Skorzystala kobieta z okazji i tyle.Nie ona pierwsza i nie ostatnia
                              Byl nawet jeden z odcinkow Dekalogu Kieslowskiego, bardzo podobny w tresci.
                              • sanciasancia Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:58
                                > a jesli maz uznal to malzenstwo za zakonczone, to mogl chociaz w tej sprawie wy
                                > slac smsa, jak sie bal powiedziec glosno.
                                Założę się, że po prostu tak zinterpretował zachowanie żony i nie widział powodu do stawiania kropki nad i.
                                --
                                Loitering with content.
                                  • sanciasancia Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 20:26
                                    > i dzieki temu uwazasz go za rasowego dzentelmena?
                                    Nigdzie tego nie napisałam.
                                    Gdyby mój mąż zachował się analogicznie do autorki wątku, to bym pewnie wprowadziła takie same zmiany (gdyby były potrzebne). Pewnie bym męża o moim zamiarze poinformowała, bo nie jestem milczkiem (rasową damą też nie). Ale również rozumiem wprowadzenie takich zmian bez mówienia o tym, żeby zwiększyć wagę komunikatu. Bo de facto teściowa i mąż zakomunikowali coś autorce wątku, a ona się zastanawia, co zrobić, żeby tego komunikatu nie zrozumieć, co też rozumiem, bo taki komunikat (w naszym życiu nie ma miejsca dla Ciebie) nie jest miły i mało kto chciałby coś takiego usłyszeć.
                                    --
                                    Loitering with content.
                            • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 15:09
                              verdana napisała:"Autorka wyjechała nie na tydzień czy dwa, ale na czas nieokreślony, zostawiając małe dziecko - być moze mąż nie ma zwyczajnie ochoty kontynuować związku - albo nie wierzył, że żona kiedykolwiek wróci."

                              Tak, i dlatego autorki teściowa ZAMIAST MĘŻA cytuję: "podczas mojej nieobecności teściowa przemeblowała mieszkanie tak, że nie bardzo jest tam dla mnie miejsce. Z naszej sypialni zrobiła pokój córce, męża przeniosła do pokoju, który przeznaczyliśmy do pracy. Nie mam więc nawet swojego łóżka. Moją szafę też opróżniła, a rzeczy wyniosła na strych.
                              Idą święta. Chciałabym je spędzić z córką i mężem, ale również z matką. Przy tych układach nie widzę możliwości, żeby teściowa przyjęła moją matkę, nawet przy krótkich dotychczasowych wizytach okazywała jej lekceważenie. Z drugiej strony mąż na pewno się nie zgodzi, żeby swoją matkę zostawić na święta."
                              • verdana Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 15:46
                                Taak, a mąż jest jakiś niespotykanie roztargniony i nawet nie zauważył, że nie ma już żony łóżka, ani rzeczy. I jakoś nic nie zrobił. Niewinny całkiem, mamusia tak przestawiła, no to jakżeby mógł zaprotestować? Został przeniesiony, to znaczy, ze musiał sie przenieść.
                                Jakoś trudne jest uwierzyć, że to straszna teściowa wyrzuciła facetowi żonę, a on rozpacza, ale nic nie może poradzić. Raczej należy sądzić, ze nie widzi w przemeblowaniu nic szczególnie złego. Zatem nie bardzo mu zależy na powrocie żony.
                                --
              • banksia paris-texas i verdana, skad do jasnej 19.12.13, 14:33
                holery tyle jadu i wrogosci w waszych wypowiedziach...?

                piszecie tak, jakby autorka wyjechala sobie na wakacje na karaiby na pol roku i olala rodzine. a tu chodzilo o opieke nad ciezko chorym rodzicem co jest jak najbardziej normalnym ludzkim zachowaniem. i nie, nie bylo to wyjscie idealne, ale jak juz powyzej zauwazyla zuzi (i tu sie z nia zdecydowanie zgadzam) kochajaca sie i silna rodzina z taka sytuacja sobie poradzi, opieke nad dzieckim przejmie na ten czas ojciec, babcia moze pomoc i wesprzec jesli chce, dziecko bedzie malo kontakt z matka mozliwie jak najczesciej. nie wyobrazam sobie zupelnie jak w takiej sytuacji mozna matke i zone usunac z domu.
                i nie odpowiadajcie prosze ze "sama sie usunela" bo to nie byla jej fanaberia, a zyciowa koniecznosc. a co gdyby autorka powaznie zachorowala lub miala wypadek i wymagala dlugotrwalego leczenia czy rehabilitacji poza domem? tez usuwamy, bo nieobecna?

                zastanowcie sie prosze, serio.
                • verdana Re: paris-texas i verdana, skad do jasnej 19.12.13, 15:13
                  Rodzice mają przede wszystkim obowiązki wobec swoich dzieci. Zostawienie dziecka na rok (a mogło być dłużej), aby zająć sie rodzicami oznacza, że dziecko zostaje faktycznie półsierotą - to nie jest dobre rozwiązanie. Poza tym istnieje chociażby skype, pociągi, samochody - można regularnie, nawet codziennie kontaktować sie z własnym dzieckiem i je odwiedzać. Tu kontakty przez ten rok zostały prawie zerwane - a tego nie usprawiedliwia nic.
                  Autorka wybrała rodziców, zaniedbując dziecko, to jest wybór, nie choroba.
                  --
                    • verdana Re: paris-texas i verdana, skad do jasnej 19.12.13, 19:48
                      Jest. Bo dziecko jest zależne od rodziców, nie może samo podjąć decyzji i rodząc dziecko decydujemy, ze będziemy sie nim zajmować - nie tylko zapewniając ubranie i jedzenie. Innymi słowy, jesli rodząc dziecko, podejmujemy decyzję, zę gdy trzeba będzie zająć sie rodzicami (nie pomóc rodzicom) porzucając na rok czy dłużej dziecko, nawet, gdyby miało ponieść szkodę, to to zrobimy - po prostu nie należy dziecka mieć. To nie jest obowiązkowe.
                      Jest - komu bardziej. Rodzicom należy sie pomoc w potrzebie. Dziecku należy się dom rodzinny.
                      --
            • sanciasancia Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 15:58
              > Stad ,ze 10 letnie dzieci nie maja jeszcze prawa wyboru kto sie nimi ma opiekow
              > ac.
              I sąd zwykle ustala prawo pobytu przy rodzicu, który lepiej się dzieckiem zaopiekuje.
              I naprawdę nie ma co liczyć na miejsce zamieszkania dziecka przy matce, która ani się tym dzieckiem specjalnie zajmowała ani nie ma z dzieciem więzi.
              --
              Loitering with content.
          • krokodil123 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 15:09
            A skąd pomysł, że autorka wogóle zechce mieszkać samodzielnie i na dodatku sama się opiekować i odpowiadać za swoim dzieckiem?

            Przecież napisała że od początku i układ pasował.

            A i skąd wiecie że ona będę chciała się rozwieść?

              • anula36 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 15:17
                dokladnie. a w zyciu jest wiecej opcji niz jedna przewaznie, nawet w zyciu autorki sa rozne mozliwosci, nawet calkiem sporo w sumie.Moze zamieszkac sama, z matka, jesi jest zameldowana u tesciowej,moze sobie tam wrocic na prawach niechcianego goscia.
                • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 15:23
                  może też znalezc mieszkanie i zaproponowac męzowi i córce przeprowadzenie się tam, a jeżeli mąż odmówi wówczas będzie miała podstawę do tego, aby formalnie zadziałac w sprawie tego małżeństwa, może też nic nie robic i znosic tą sytuację w nieskończonosc, mieszkając z dala od męża i córki, ku uciesze tesciowej
    • enith Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 15:50
      Nie mająca instynktu małżeńsko - macierzyńskiego kobieta, wychodzi za mąż i rodzi dziecko zapewniona przez mężczyznę, że logistyką wychowania dziecka zajmie się teściowa, tak, by synowa mogła nadal rozwijać swoje ambicje zawodowe. Po czym zostawia dziecko, męża, teściową i cały ten rodzinny kram i wyjeżdża na czas nieokreślony do rodziców. Po czym wraca i dziwi się, że jej ubrania są na strychu, a więzi z córką zanikły. No cóż, na moje oko tej więzi zapewne niewiele było od samego początku, a wyjazd tylko dokończył dzieła w jej rozpadzie.
      Oczywście akcja z przemeblowaniem domu pod jej nieobecność to gruba przesada, bo tego typu posunięcia elementarne zasady dobrego wychowania nakazują jednak choćby skonsultować z osobą, której będą dotyczyć. Ale też sytuacja ta pokazuje jakąś tam dynamikę więzi i układów w tej rodzinie. Teściowa robi za matkę praktycznie od samego początku, mąż poddaje się woli mamusi, matka i żona wyjeżdża na nie wiadomo jak długo... Dość nietypowa to rodzina i dziwne, jak na mój gust, układy.
      Autorce wątku nie pozostaje nic innego, jak zdobyć na nowo i utwierdzić swoją pozycję w rodzinie, czyli wrócić do domu i przemeblować nazad jak było. Po czym popracować nad więzią z dzieckiem i mężem, bo im jej głębsze zaangażowanie w życie rodziny, tym mniejszy wpływ i szanse teściowej na intrygi, obmawianie i knucie za jej plecami.
      A na marginesie to pytanie do autorki wątku: jakie to zarzuty dotyczące wychowania dziecka i prowadzenia domu postawiła ci teściowa?
      • enari Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 16:19
        enith napisała:

        > A na marginesie to pytanie do autorki wątku: jakie to zarzuty dotyczące wychowa
        > nia dziecka i prowadzenia domu postawiła ci teściowa?

        Ogólne i szczegółowe. Ogólne, że nie dbam o dom i o dziecko należycie. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że ona nigdy nie pracowała zawodowo i cały czas zajmowała się tylko domem i dziećmi. Nie rozumie, że pracując zawodowo, zwłaszcza tak intensywnie jak ja, nie mogę poświęcać tyle czasu na prace domowe i wychowanie dziecka, ile poświęcała go ona.
        Jeśli chodzi o szczegółowe zarzuty, to są one na każdym kroku - że dziecko źle ubrane, źle uczesane, że za późno idzie spać, że kuchnia nieposprzątana (po ugotowaniu obiadu zostawia nam ją do posprzatania w stanie jakby przeszedł huragan), że bałagan, że okna źle umyte... długo by wymieniać.
    • enari Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 16:11
      Ojej, ale się narobiło! Spodziewałam się różnych opinii, również skrajnych. Ale to, co przeczytałam, przeszło moje oczekiwania! Ledwo dałam radę wszystko przeczytać i zapamiętać o czym pisałyście. Pewnie powinnam coś jeszcze wyjaśniać, bo pytacie, a ja na początku nie pisałam o wszystkim, bo nie bylo miejsca.
      Przede wszystkim ja wcale nie chcę się z mężem rozwodzić, rozstawać. Nadal mamy wiele wspólnego - nadal łączą nas dobre emocje, wspólne interesy. Podczas mojej nieobecności w domu wielokrotnie się spotykaliśmy - nie ukrywam, nie zawsze w domu, razem wyjeżdżaliśmy, razem pracowaliśmy. Jeśli chodzi o jego reakcję na zachowanie matki, to zawsze brał moją stronę, prawdę mówiąc wciąż się z matką kłócił i kłóci. Ale też prawdą jest, że jej nawymyśla, nakrzyczy, a potem robi tak, jak ona chce. Albo ją olewa i wtedy ona krzyczy jeszcze bardziej. Oczywiście o takie zachowanie syna obwiniana jestem ja - bo on jest super, a tylko pod moim wpływem tak się zachowuje. Co do zgody na przemeblowanie, to rzeczywiście stało się to po ponad roku mojej nieobecności. Po prostu teściowa uznała, że trzeba dziecku zrobić osobny pokój, a innego nie było. Mąż ustąpił na zdecydowane jej i córki żądanie, licząc, że jak wrócę, to coś się wymyśli. To, niestety, częste jego podejście - po co się martwić na zapas, jak będzie trzeba to wtedy będziemy myśleć. Na moje pytanie, jak sobie wyobraża mój powrót, powiedział, że przecież ma szeroki tapczan i damy radę na nim razem spać.
      Jeśli chodzi o wyprowadzkę, to zwyczajnie nas na to nie stać. Moja praca, oprócz tego, że jest ciekawa, bardzo rozwijająca i dająca mi satysfakcję, dużych profitów nie daje. Mąż pracuje dorywczo, często więcej wydaje niż zarabia. Mieszkanie z teściową daje nam szanse na przyzwoite życie po niedużych kosztach. Zresztą to też jest kość niezgody, bo teściowa uważa, że to my powinniśmy finansować wszelkie remonty, modernizacje domu. A nas zwyczajnie na to nie stać!
      Czy rozmawiałam z mężem o świętach? Tak. On oczywiście uważa, że nie ma żadnego problemu. Święta spędzamy w domu, moją mamę mogę zaprosić. Kiedy zwróciłam mu uwagę, że mama będzie się źle czuła przy nieprzychylnej gospodyni, odpowiedział :"oj, czym się przejmować, mama sobie musi pomarudzić, nie ma sensu się tym przejmować". I tak zawsze mi powtarzał, dlatego też trwałam tyle lat znosząc jej zachowanie. Ale teraz martwię się nie tylko o siebie, ale i o mamę, której też należy się trochę delikatności, zwłaszcza po ostatnich jej przeżyciach.
      • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 16:31
        Dlaczego wyprowadzka trwała aż rok? jakie więzi miałaś z córką w czasie swojej nieobecnosci w domu, jak często się z nią spotykałaś, czy były jakieś inne formy kontaktu z dzieckiem? Nie przeszkadza Ci tak długa rozłąka z dzieckiem? Skoro rozwodzic się nie chcesz, to wracaj do domu, śpijcie na tym tapczanie lub przemeblujcie sobie ten dom tak, jak się da, a mamę zabieraj do tego domu na Święta, nie przejmując się gderającą teściową. I zrób wszystko co się da, aby spiskująca przeciw Tobie teściowa nie miała żadnej mocy sprawczej i żadnego realnego wpływu na relacje w Waszym małżeństwie.
        • azja001 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 16:40
          Życie składa się z wielu decyzji. Ty wybrałaś życie z teściową w tle a to nigdy nie może sie udać choćbyście sobie z dziubków spijały. Teraz płacisz cenę za życie na koszt teściowej, za darmową i wygodna opieke nad dzieckiem, za brak konieczności zadbania o własne lokum. Tylko dziecka szkoda bo pewnie sama już nie wie kto ma byc dla niej opiekunem i autorytetem.
          A rada? Wziąć odpowiedzialnośc za własną rodzinę i relacje a własnym dzieckiem, wyprowadzić się i żyć na swoich zasadach. A jak nie stać to meczyć się dalej. Tylko jeśli jasno nie dasz córce do zrozumienia kto tu ustala zasady i kto ją wychowuje to pretensje będziesz mogła mieć do siebie i swojego męża. Ale to za kilka lat gdy córka zacznie dojrzewać.
        • krokodil123 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 16:42
          Ale jak ta wredna teściowa ma nie mieć "mocy sprawczej"?
          A kto się zajmował z dzieckiem przez ten czas? Kto ją do/z szkoły odprowadzał, kto odrabiał z nią lekcji, kto chodził na wywiadówki.
          Teściowa jest w swoim domu, utrzymuję i remontuję swój dom, jej syn, wnuczka i ew. synowa mieszkają tam za darmo. Ona się opiekuję od 10 lat wnuczką chyba non-stop.
          To jak chcecie żeby ona nie miała mocy?
          Przecież to jest super babcia.


          Autorka niech napiszę jak mała miała parę miesięcy kto się z nią zajmował i kiedy wróciła do pracy po porodzie....aaaaa i czy dziecko chodziło do żłobka i do przedszkolu.
          • enari Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 16:57
            OK, masz rację, nie zajmowałam się córką za wiele. Ale taki był układ. Kiedy decydowaliśmy się na dziecko, mąż obiecał, że to on pójdzie na urlop wychowawczy i będzie się nią zajmował. I tak się stało. Teoretycznie. Bo on wprawdzie był na urlopie, on przewijał, karmił i bawił się z dzieckiem, ale jak to można się domyślić, jeśli byli cały dzień razem w domu z babcią, to ona też angażowała się w to wszystko. Zwłaszcza, że jest osobą, która wyręczałaby syna na każdym kroku. Zwłaszcza w takich "niemęskich" pracach.
            Tak, teściowa pomagala nam, ale czy to znaczy, że teraz muszę za to płacić taką cenę?
            • triss_merigold6 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 16:59
              Tak, taka jest właśnie cena za rezygnację z odpowiedzialności i bycia dorosłym człowiekiem.

              Teściowa jest u siebie, a Ty i mąż macie się z uśmiechem podporządkować, bo siła waszych argumentów i moc sprawcza są zerowe.
            • aqua48 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 17:02
              enari napisała:

              > OK, masz rację, nie zajmowałam się córką za wiele. Ale taki był układ.
              > Tak, teściowa pomagala nam, ale czy to znaczy, że teraz muszę za to płacić taką
              > cenę?

              Tak, dokładnie, taka jest cena tego, że córką się nie zajmowałaś..i tego wygodnego, ale bardzo egoistycznego "układu".
            • sanciasancia Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 18:53
              > Tak, teściowa pomagala nam, ale czy to znaczy, że teraz muszę za to płacić taką
              > cenę?
              Tak. Teściowa zajmowała się dzieckiem i wytworzyła z dzieckiem więź. Ty tego nie robiłaś i więzi nie masz. Dokładnie tak samo to wygląda w przypadku "siedmiominutowych ojców".

              I mam jeszcze taką refleksję, że gdyby sytuacja była odwrotna, małżeństwo mieszka z matką żony, matka i babcia zajmują się dzieckiem, by mąż mógł robić karierę. Mąż w którymś momencie wyprowadza się do swoich rodziców na ponad rok by się nimi zająć i żonę i dziecko "odwiedza", to nikt by się nie zdziwił, że żona ze swoją matką zrobiły przemeblowanie i rzeczy męża wystawiły na strych. I fakt, że w przypadku rozwodu dziecko mieszka z matką i babcią też byłby oczywisty.

              Enari, jak chcesz mieć więź ze swoim dzieckiem, to na nią zapracuj. Zacznij uczestniczyć w życiu córki i się nią zajmować. Wprowadź się z powrotem do męża. I naprawdę nie rozumiem, jak możesz mieć w tej kwestii jakiekolwiek wątpliwości.
              --
              Loitering with content.
                • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:28
                  triss_merigold6 napisała:

                  Gdyby to był facet z identyczną historią, to zostałby na forum rozjechany czołgiem.

                  Masz rację Triss. A ponieważ to kobieta, potraktowana zostanie łagodniej przez forum. Ta matka jest mega ułomna emocjonalnie, ma jakis problem, robi krzywdę dziecku ogromną, dziecko mało dla niej znaczy. Co gorsza pisała o sobie w pierwszym poście, że do tworzenia rodziny się nie nadaje i na matkę też nie bardzo, bo nie ma instynktu. Czyli jakąś świadomosc siebie samej ma:
                  "nie spieszyło mi się z zakładaniem rodziny. W zasadzie w ogóle nie miałam takiego zamiaru, bo nie mam absolutnie instynktu matki-polki i kury domowej, największą satysfakcję daje mi praca zawodowa, podnoszenie swojej wiedzy, kwalifikacji, działalność społeczna, hobbystyczna. Ale spotkałam na swojej drodze mężczyznę, z którym znaleźliśmy wspólny język, wspólne pasje, zainteresowania, poczucie humoru, spojrzenie na świat. To on namówił mnie na małżeństwo i dziecko. Moje obawy, że nie dam sobie rady z domem, rodziną, uspokoił, tłumacząc, że we wszystkim tym pomoże mi jego matka, u której po ślubie zamieszkaliśmy."

                  Egositką nie jest jak pisała verdana, bo na długookresową pomoc się zdobyła. Zapomniała jednak w tym wszystkim o uczuciu i empatii do dziecka, nie czuje tego...
                    • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:33
                      ciekawe co by powiedziała na to sama dziewczynka, czy woli miec taką ułomna matkę w domu, czy matkę tylko na weekendy, czy nie chce miec kontaktu z taką matką wcale, po lekturze wpisów o toksycznych rodzicach wydaje mi się, że wolałaby miec taką ułomną w domu, zamiast nie miec wcale z nią kontaktu, mimo wszystko, chociaż kto to wie...
                      • verdana Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:37
                        Dziecko nie może decydować o takich sprawach. Pewnie wolałaby mieć matkę w domu, w złudnej nadziei, ze mama w końcu zacznie zwracać na nia uwagę. Poza tym weekendowa mama, to nie jest mama "bez kontaktu". Przeciwnie, z mama kontakt jest, tylko nie codziennie. To żaden dramat. Mnóstwo dzieci ma taki kontakt z ojcami i nie ma przez to traumy i zmarnowanego dzieciństwa.
                        --
                        • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:41
                          Ciekawe Verdano, czy tak samo jest z matkami weekendowymi i ich wpływem na psychikę dzieci? Czy odbywa się to podobnie jak w przypadku weekendowych tatusiów. Może jeśli ojciec lub inne osoby są w stanie dac takiemu dziecku dużo miłosci i zainteresowania, wówczas dziecko jakoś z tej sytuacji wyjdzie, mało skrzywdzone emocj.
                          • verdana Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:48
                            Zapewne nie ma reguły. Są dobre i złe matki, dobrzy i źli ojcowie - zarówno weekendowi, jak i ci "na stałe". Nie ma żadnego powodu, aby sadzić, że dziecko musi mieć mamę w domu, ale ojca już niekoniecznie.
                            --
        • enari Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 16:49
          Dlatego trwała tak długo, bo tak długo byłam potrzebna rodzicom. Ojciec od kilku już lat nie wstawał z łóżka, mama jakoś dawała radę się nim opiekować, ale w końcu i ona się mocno pochorowała i nie dawała już rady. Ona też ma już swoje lata, fizycznie to już ponad sily osiemdziesięcioletniej kobiety. Gdyby nie decyzja ciotki, być może nadal bym musiała z nią mieszkać.
          Faktycznie, moje relacje z córką nigdy nie były jakoś szczególnie bliskie. Wiem, że bardziej była zżyta z ojcem i babcią, którzy przebywali z nią dużo więcej niż ja. Ale taka była umowa od początku, a ja sama nie miałam takiej potrzeby i umiejętności dziecięcych pieszczot. Jednak co innego brak bliskości, a co innego coraz większa obojętność, a czasem wręcz pogarda, jaką u niej widzę. U 10-latki to już nie jest dziecinność, już zaczyna być widoczna osobowość i ta osobowość jest dla mnie nieprzychylna jak jej babcia. Przez okres mojej nieobecności w domu widywałam się z nią tak często jak to było możliwe. Jeździłam do niej, zabieraliśmy ją często na wspólne wyjazdy. Myślę, że poświęcałam jej niewiele mniej czasu jak wówczas, gdy mieszkałyśmy razem.
          • aqua48 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 16:59
            enari napisała:

            > Faktycznie, moje relacje z córką nigdy nie były jakoś szczególnie bliskie. Wiem
            > , że bardziej była zżyta z ojcem i babcią, którzy przebywali z nią dużo więcej
            > niż ja. Ale taka była umowa od początku, a ja sama nie miałam takiej potrzeby

            Ale z córką nikt się tak nie umawiał, a jej potrzeby być może były i są inne, tylko nikt z dorosłych nie brał ich nigdy pod uwagę? A zwłaszcza zdziwiona teraz matka?
            Nie można bezkarnie zostawić dziecka na rok i wrócić do niego jakby nigdy nic.. To nie pakunek, to człowiek i to w bardzo trudnym okresie rozwojowym.
          • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 17:07
            Rozumiem, że jestes jedynaczką i nie stac Cię na płatną opiekę nad rodzicami? Jakie Ty sama miałaś relacje ze swoimi rodzicami, czy ciepłe czy sztywne i niezbyt czułe i bliskie, dlaczego nie potrafisz i nie czujesz potrzeby dziecięcych pieszczot z własną córką? Wiesz, że jest to pewien rodzaj ułomnosci emocj., który może miec wpływ na poczucie wartosci i generalnie charakter i osobowosc Twojej córki, bo córka oprócz ojca i babci potrzebuje też PRZEDE WSZYSTKIM matki i ciepła od niej. Co zrobiłaś, znając swoje ułomnosci, aby się przełamac i zapewnic jednak córce niezbędną jej czułosc i ciepło? Ta pogarda z jej strony i obojętnosc (oprócz negat. nastawiania przez babcię) może byc przede wszystkim jej oznaką wsciekłosci na Ciebie, bo po pierwsze jej matki nie ma BARDZO DUŻO W DOMU a po drugie, gdy w tym domu jest nie potrafi byc dla własnej córki czuła, bliska i ciepła, BO NIE UMIE. To może rodzic u dziecka OGROMNĄ frustrację i żal do matki. Moim zdaniem powinnas po pierwsze więcej przebywac w domu, mniej pracowac, będąc świadomo tego, jaki tak intens. praca ma neg. wpływ na córkę i powinnas sama lub z pomocą fachowca zacząc pracowac nad poprawą swoich umiejętnosci w zakresie czułosci do dziecka, ciepła i tworzenia z córką bliskiej relacji. Mozesz zabrac córkę do psychologa, który też wyjaśni jej, że jej matka jest w pewnym sensie trochę emocj. ułomna jeśli chodzi o umiejętnosc okazywania czułosci, miłosci i ciepła i może duża już dziewczyna będzie w stanie to jakos ogarnąc rozumowo i nie czuc sią tak odrzuconą emocj. przez własną matkę, jak czuje się obecnie...gdy zrozumie dlaczego tak się dzieje. I wytłumacz mi jedną rzecz, bo nie rozumiem, jaki jest sens tak intensywnej pracy za małe pieniądze, które nie pozwalają na wyprowadzkę na swoje, a zabierają Ci sporą częsc czasu z życia rodzinnego? Czy Ty jesteś pracoholikiem i pracujesz głównie dla przyjemnosci, bo lubisz pracowac?
            • triss_merigold6 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 17:14
              Innymi słowy, proponujesz niewydolnej wychowawczo i emocjonalnie matce zabranie olewanej 10-letniej córki do psychologa, żeby psycholog wmówił dziewczynce, że jej matka jest ułomna i że nie powinna wobec niej czuć żalu, wściekłości, pogardy ani nie powinna czuć się odrzucona. Mimo, że faktycznie była i jest przez matkę odrzucona.

              I naprawdę sądzisz, że jakikolwiek psycholog, który ma choć cień poczucia etyki zawodowej, pójdzie na taką manipulację kosztem dziecka?
              • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 17:20
                Ja proponuję matce przede wszystkim pracę nad swoimi emocj. ułomnosciami, a wizyta z dzieckiem u psychologa miałaby na celu zmniejszenie jej emocjonalnych szkód, które w wyniku posiadania takiej matki już poniosła i jeszcze poniesie, i nie tylko matki, i nie ma tu mowy o żadnej manipulacji, tylko twardym określeniu z czym mamy do czynienia w przypadku autorki wątku. Dziewczynka jest już duża i rozumowe przyjrzenie się braku emocjonalnosci, ciepła i czułosci u matki, może pozwoli jej poniesc mniejsze szkody emocj., gdy zrozumie, że matka nie robi jej tego celowo, tylko inaczej nie potrafi, bo jest w pewnym sensie ułomna emocjonalnie.
                • pade Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 18:22
                  10 latka tego nie zrozumie.
                  Zuzi, faktycznie piszesz w taki sposób, że ma się wrażenie, że Twoje opinie są bardzo kategoryczne i czasem nieprzemyślane. Wiem, że bardzo chcesz pomagać.
                  Ale czy zastanawiałaś się dlaczego?
                  --
                  „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
                  • verdana Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 18:33
                    A ja się zastanawiam, czy 10-latka (a także 20-latka, 50-latka) powinna w ogóle "zrozumieć", że matka tak ma, więc trudno, nie ma jej o co obwiniać. Wydaje mi sie., że tłumaczenie dziecku, iż mama nie jest winna temu, że o nią nie dba emocjonalnie jest wręcz szkodliwe. Praktycznie wszystko sprowadza sie do wmawianiu dziecku, że nie powinno mieć pretensji do mamusi, mamusia juz taka jest, trzeba ja zrozumieć. A dziecko, normalne, zdrowe psychicznie dziecko ma jak najbardziej prawo być wściekłe i mieć do mamusi cholerne pretensje. Wszystko inne jest zwyczajnie nienaturalne i w niczym dziecku nie pomoże.
                    --
                    • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 18:41
                      ale verdano ta mała ma prawo jak najbardziej do swoich uczuc wsciekłosci na matkę i ma prawo ją za to obwiniac, ale żeby łatwiej jej było się tej zlosci pozbyc, pogodzic się z uczuciami jakie ma do matki, może za jakiś czas jak trochę dorośnie warto by porozmawiac z nią o konstrukcji emocj. jej matki, jaka jest, dlaczego, i nie po to aby matkę oczyscic z zarzutów, bo tego się nie da zrobic, a nawet nie powinno się, mnie zastanawia dlaczego ta matka nie potrafi wykrzesac z siebie czulosci do dziecka, nie potrafi, nie umie, czy nie chce...
                      • verdana Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 18:48
                        Temu dziecku nie jest potrzebna terapia, tylko kochający ludzie - babcia, ojciec, dziadek , którzy przytula, powiedzą, że jest wspaniała i dla nich najważniejsza na świecie. Psycholog raczej nie pomoże, bo dziecko ma prawo być złe - pozbycie sie złości na matkę nie jest możliwe. Gdy dziecku ta złość nie przeszkadza w codziennym życiu, może spokojnie czuć ją nadal. Złość nie jest niczym złym, co trzeba wykorzenić z dziecka. Nie widzę też potrzeby "oczyszczania " matki, która nie jest chora, tylko po prostu nie jest dobrą matką i nic tego nie zmieni.
                        Nie należy dziesięciolatki w zaden sposób nakłaniać, aby nie czuła złości czy rozczarowania, gdy są to uczucia adekwatne do sytuacji. Potem okaże się, że nie należy być wściekłym na chłopaka, który zdradził, czy na męża, który jest obojętny.

                        --
                      • triss_merigold6 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:11
                        Hm... a w imię czego córka miałaby pozbyć się złości na matkę i dociekać dlaczegoż to matka taka jest? Dziecku jest w praktyce doskonale obojętne czy matka je odrzuca i opuszcza z powodu ambicji zawodowych, głupoty, choroby psychicznej, okrucieństwa czy np. z zemsty na mężu.
                        Efekt jest taki sam, tu wybaczać nie ma czego, bo matka ma IQ w normie, potrafiła wykazać się opiekuńczością wobec rodziców, jest skupiona na własnej aktywności.
                  • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 18:37
                    kategoryczne bo takiego stylu nabrałam po doświadczeniach z mężem i jego rodziną, ciężko mi się tego nawyku teraz pozbyc, przeskoczyłam z zachowań nieasertywnych na kategoryczne pisanie i pewne siebie zachowania, trochę ze skrajnosci w skrajnosc, mam tego świadomosc, dlatego proszę tego tak nie odbierac mimo wszystko ;) a nieprzemyślane, bo często intuicyjne, czasem zbyt długie zastanawianie się nad problemem nie ułatwia a utrudnia wyciągnięcie wniosków, podziwiam pade Twój spokój w tym co piszesz i widac że Twoje wypowiedzi są przemyślane, podobnie suflerki, sorviny ale są i inne osoby, z których wpisów bije spokój i takie pozytywne wrażenie

                    a co Ty pade sądzisz o tej sytuacji autorki wątku i konsekwencjach dla jej córki, czy tej dziewczynce można na tym etapie jakoś pomóc?
                    • pade Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 18:46
                      Gratuluję świadomości Zuzi, naprawdę.
                      Co do wątku, to jak dla mnie autorka ma jakiś problem z emocjami. Nie chcialabym jej tutaj diagnozować, bo nie mam kompetencji, ale sądzę, że jedynie ogromna chęć autorki, żeby zbliżyć sie do corki i jej praca nad sobą moglaby pomóc tej dziewczynce. Jeśli "układ" pozostanie bez zmian, dziecko będzie mialo ogromne problemy emocjonalne w przyszłości.
                      Napiszę teraz coś bardzo kategorycznego: autorka zrobiła i robi nadal, straszną krzywdę swojemu dziecku. I zgadzam się z Triss, że je porzuciła.
                      Zachowanie autorki, opisane przez nią samą, jest niedojrzałe. Egoizm w czystej postaci, zero odpowiedzialności za wlasne czyny. Jakby zatrzymała się na pewnym etapie rozwoju a dalej rozwijała się tylko intelektualnie.
                      --
                      „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
                      • verdana Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 18:52
                        Obawiam się, że to nie jest żadna "chęć zbliżenia się do córki". Autorce rozwala sie rodzina, nie bardzo wie, co dalej - więc chce odzyskać córkę, aby nadal mieć gdzie mieszkać. To nie są wyrzuty sumienia, tylko oburzenie kogoś, komu zabrano coś, co mu się prawnie należy. Córka ma być z matką, nie dlatego, ze matce na niej zależy - tylko to JEJ dziecko.
                        Ja nie wiem, czy dla dziecka nie byłoby o wiele lepiej, gdyby matka sie zmyła, dziecko zostało z babcią i ojcem. To nie jest koniec świata.
                        Autorka nie jest egoistką, egoiści nie opiekują sie rok chorymi rodzicami. Ona po prostu nie nadaje sie na matkę. I dlatego nie powinna nią dłużej być.
                        --
                          • aqua48 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:26
                            triss_merigold6 napisała:

                            > Bo matka autorki wyraźnie zasugerowała autorce, żeby ta spadała z jej mieszkani
                            > a więc ta traci dach nad głową.

                            Moim zdaniem autorka nie chciała specjalnie mieć dziecka, ale mężowi zależało, więc poszła na "układ" z nim, że dzieckiem i sprawami domowymi zajmie się teściowa. Autorka tylko nie zauważyła, że dziecko, jego potrzeby i uczucia w "układzie" w ogóle nie były brane pod uwagę.
                            W tym małżeństwie w ogóle wszystko jest ważniejsze niż dziecko. Ważna jest wygoda, osobny pokój do pracy, rzeczy autorki, to żeby nie płacić za dom w którym się mieszka, żeby teściowe żyły zgodnie, a wyobrażenia o rodzinnych Świętach realizowały się mimo rocznej wyprowadzki matki i żony z domu.
                            Mąż się podporządkował. Teściowa wypięła. A dziecko zamiast zrozumieć i podporządkować się, zaczęło się stawiać. Zonk..
                        • pade Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 20:11
                          Proponuję przeczytać jeszcze raz to, co napisałam.

                          Co do egoizmu, Verdano, ja mam prawo mieć swoje zdanie, Ty swoje. Tak więc wybacz, pozostanę przy swoim.
                          --
                          „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
                    • pade Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 18:51
                      Zuzi, a myslałaś o tym, że to nie nawyk, a mechanizm obronny? Taka skorupa, jeśli której się pozbędziesz i pokażesz swoją miękką część, możesz zostać zraniona?
                      --
                      „Tak długo, jak będziesz się martwił tym, co inni o tobie myślą, tak długo będziesz od nich zależny”.
                      • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 18:59
                        pade, w moim przypadku raczej nawyk, bo ja już posprzątałam problemy które miałam z mężem i z jego rodziną, nie mam się czego obawiac, to raczej oni obawiają się mojej zdobytej siły, konsekwencji i żelaznej woli, którą zdobyłam "dzięki" nim, trochę to śmieszne, trochę żałosne, ale tak to wygląda...
            • krokodil123 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 17:21
              " Rozumiem, że jestes jedynaczką i nie stac Cię na płatną opiekę nad rodzicami?"

              Ale chwile-ktoś powyżej pisał że dzięki mieszkaniu u teściowej i nie płacenie za remonty stać go na w miarę wygodnie życie a też że przez te ponad rok opiekę i nie bycia w domu wyjeżdżał na wyjazdy z mężem.
          • kafana Re: Nie wiem co robić 07.01.14, 00:37
            Odkładając na bok słuszność wyborów kto pracuje na dom a kto dziecko wychowuje jedna rzecz jest dla mnie totalnie niezrozumiała. Świadomie podjełaś decyzję, że Twoją córkę będzie wychowywać stara kobieta. Kurde no nie mogę sobie wyobrazić, że 10 letnią dziewczynkę wychowuje 80 latka. Ty późno urodziłas dziecko i juz jest miedzy wami na prawde duża przepaść a oddajesz córkę na wyłączne wychowanie kobiety, która pamięta wojnę? Ja wiem, że ona może sobie świetnie radzić i kochać to dziecko nad życie ale ona mentalnie psychicznie i niedługo za pewne zdrowotnie jest o totalne lata świetle od tego dziecka. Przecież to musi mieć kolosalny wpływ na przyszłość dziecka.
      • krokodil123 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 16:35
        Jeszcze nie doczytałam całego postu:

        "Co do zgody na przemeblowanie, to rzeczywiście stało się to po ponad roku mojej nieobecności. Po prostu teściowa uznała, że trzeba dziecku zrobić osobny pokój, a innego nie było. Mąż ustąpił na zdecydowane jej i córki żądanie, licząc, że jak wrócę, to coś się wymyśli. To, niestety, częste jego podejście - po co się martwić na zapas, jak będzie trzeba to wtedy będziemy myśleć. Na moje pytanie, jak sobie wyobraża mój powrót, powiedział, że przecież ma szeroki tapczan i damy radę na nim razem spać. .."


        Miałaś 9-letnie dziecko i nie było cie rok czasu???
        A twój mąż co robił bez ciebie rok czasu???
        Przypuściłam że nie ma mowy o rozwodzie i zamieszkaniem samej-przecież tu chodzi tylko o to że jest potrzebny dodatkowy mebel-twoje łóżko, a i wygodnie jest mieć darmową niańkę, kucharkę, sprzątaczkę etc.

        Nie zdziw się że po meblach i ciebie się pozbędą kiedyś.
        • aqua48 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 16:55
          Nie bardzo rozumiem te dylematy, teściowa do czarnej roboty, kiedy potrzebna - przy zakładaniu rodziny, opiece nad małym dzieckiem, do zajmowania się dzieckiem kiedy matki nie ma, ale potem won i ma nie odzywać się we własnym domu tylko płacić?
          To bardzo wygodne podejście, tyle, ze zazwyczaj nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka.
          A co do przemeblowania, to wiele jest takich małżeństw, które w dwóch pokojach świetnie sobie radzą, z dwójką dzieci, nie z jednym i z pracą w domu..
          Proponuję autorce zejście z wyśrubowanych standardów i zastanowienie się nad tym co jest do dyspozycji. A jeśli nie podoba jej się, że teściowa decyduje w jej rodzinie to prostą sprawą jest wynajęcie mieszkania i zamieszkanie osobno. Wtedy można święta urządzać bez problemów i zapraszać kogo się tylko zapragnie. I piszę to bez złośliwości, tak po prostu jest. Przy dwójce osób pracujących nie jest to jakiś super wydatek, choć zapewne trzeba by zrezygnować z dotychczasowych przyzwyczajeń. Ale może dla spokoju w domu i dobrych relacji z córką oraz mężem i dwiema teściowymi warto?
          • triss_merigold6 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 16:58
            Słabo mi...
            Z całego serca tej nieszczesnej teściowej współczuję. Dwoje mocno dorosłych pasożytów przez całe swoje życie zawodowe nie pomyślało o cieniu usamodzielnienia się.
            Postawie córki się nie dziwię, coraz więcej widzi i nie ma podstaw żeby darzyć matkę szacunkiem czy miłością.
            • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 17:15
              A ja tesciowej nie współczuję, w końcu sama wychowała takiego syna, który nie dąży do usamodzielnienia się i wyprowadzki na swoje, tylko jest wygodny i spolegliwy wobec matki, a żonę wybrał sobie w podobnym stylu, pytanie ile lat miał ten syn, gdy doszło od slubu?

              Współczuję natomiast temu dziecku, bo od początku swojego życia, żyje w dysfunkcyjnej rodzinie, w której role są zamieszane, a matka i ojciec to tylko przepraszam, że tak napiszę: atrapy prawdziwych rodziców...smutne to bardzo, biedna dziewczyna.
              • anula36 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:23
                jakos nie wspolczuje za bardzo nikomu z tego watku,ani wygodnickiej ale tez malo przewidujacej i raczej naiwnej autorce tegoz, ani synusiowi pantoflarzowi z szerokim tapczanem, ani tez nie wspolczuje tesciowej, raczej sprytnie sie kobieta urzadzila, krzykiem i manipulacja wychowala sobie syna ,ktory jej przyprowadzil schodzaca z drogi zone, ktora owszem mieszka gratis,ale nie ma w niczym prawa glosu, a jak przestala pasowac do schematu,moze sobie wypie...c w podskokach i zrobil dziecko ktorym sie tesciowa moze zajmowac jak swoim spelniajac sie po raz kolejny jako matka, choc juz dawno po menopauzie.
                Jak dla mnie wszyscy aktorzy tej kiepskiej sztuki sa siebie warci.

    • lucerka Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:22
      Dziewczyny maja racje - taka jes cena ukladu miedzy Toba, ojcem dziecka a tesciowa. Twoja corka ma prawo byc zla na Ciebie. Pewnie nie moze zrozumiec, czym zasluzyla na takie odrzucenie. Mysle, ze to bedzie jej ciezko zrozumiec przez cale zycie. Nie potepiam Twoich czynow, staram sie tylka wziac wszystkie czynniki pod uwage.
      Z drugiej strony to ojciec i tesciowa maja wplyw na Twoja corke. Corka, widzac ciagle ataki tesciowej na Twoja "niezaradnosc" polaczone z wlasnym poczuciem odrzucenia, obrala front babki, z ktora jest po prost silnie zwiazana. Gdyby tesciowa kochala Twoje dziecko dobra, nietoksyczna miloscia, nigdy nie podburzalaby jej przeciwko Tobie.

      Jak ten problem rozwiazac? Powiem krotko....ta sytuacja wydaje sie byc patowa.
      Jesli chodzi o Swieta to maz ma racje - uodpornic sie na fochy tesciowej, niech Twoja mama przyjmie to zaproszenie.
      • triss_merigold6 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:29
        Trudno żeby teściowa, opiekując się na co dzień dzieckiem i widząc niewydolność i obojętność matki, powstrzymywała się od komentarzy. Kochanie nietoksyczną miłością w takim wypadku, to bardzo piękne założenie ale dotyczy bytów idealnych, a nie żywych ludzi.
        Ojciec i teściowa mają wpływ na córkę, ciekawe dlaczego? Och, pewnie dlatego, że z nią mieszkają i zajmują się tym nieszczęsnym dzieckiem.
      • aqua48 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:40
        lucerka napisała:

        Gdyby tesciowa kochala Twoje dziecko dobra, nietoksyczna miloscia, nigdy nie podburzalaby
        > jej przeciwko Tobie.

        Dziesięcioletnia dziewczynka zapewne swój rozum ma i po prostu oddaje matce tyle samo miłości i szacunku ile dostaje od niej. Matka ma pretensje, że dziewczynka dostała pokój dla siebie, że córka ją traktuje jak gościa, no cóż, JEST gościem w domu a decyzja o przeznaczeniu pokoi w cudzym domu, w którym na dodatek nie mieszka, nie do niej należy. Jest to wszystko bardzo przykre i trudne, ale też jest prostą konsekwencją jej własnych decyzji. Tak samo jak to że teściowa w tej sytuacji nie traktuje jej z szacunkiem, tylko jak nieczułą matkę.
        Na więź z dzieckiem i jego szacunek trzeba sobie ciężko zapracować, a nie oczekiwać jak należności wyłącznie z tytułu urodzenia. I nie jest do tego potrzebne roztkliwianie i zachwycanie się dzieckiem, tylko rozmowy, wychowywanie, spędzanie czasu, wspólne zabawy, zainteresowanie jego sprawami, uczenie i dbanie o jego rozwój. A z tym radzą sobie nawet osoby nieco chłodniejsze emocjonalnie. Jeśli tylko chcą.

        • triss_merigold6 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:44
          Obecność i dbanie na co dzień. To codzienne pilnowanie mycia zębów, chodzenie do lekarza i na wywiadówki, dawanie obiadu, towarzyszenie przy odrabianiu lekcji, szukanie czerwonej bibuły do przedszkola, wspólne oglądanie kreskówek, rozmawianie jak się z kimś pokłoci itd., tysiące codziennych banalnych czynności świadczących o zainteresowaniu dzieckiem.
          • aqua48 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:47
            triss_merigold6 napisała:

            tysiące codziennych banalnych czynności świa
            > dczących o zainteresowaniu dzieckiem.

            Dokładnie, a nie odwiedziny, w czasie których autorka chyba nie interesuje się tym co w życiu córki się dzieje i okazjonalne wyjazdy.
              • aqua48 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 19:55
                My tu wiemy tylko, że autorka miała "układ" z mężem, że nie będzie się domem ani dzieckiem zbyt wiele zajmować, bo być może sobie nie poradzi z ogromem tych problemów...
                Nie wiemy czy sprawę swojej przeprowadzki do rodziców uzgodniła z córką, wytłumaczyła jej, zapewniła, że jeśli nie będzie się to wyjście sprawdzać i córce będzie zbyt ciężko, to postara się przeanalizować sytuację i zmienić swą decyzję, nawet kosztem swej niewygody. Wiemy, że oburzyła ją decyzja babci, że dziecko będzie miało swój osobny pokój. A wzięła pod uwagę potrzeby dziecka?
      • ada16 Re: Nie wiem co robić 15.12.13, 12:12
        Nie czytałąm całego wątku, ale dla mnie niewyobrażalna jest sytuacja , że matka wyprowadza się do swoich rodziców zostawijąc córkę.
        Duża odległość dzieli oba domy?
        Nie dało sie zorganizować opieki dojeżdzając, np na zmianę z mężem, rodzeństwem , siostrą matki?
        Autorka porzuciła własne dziecko , a teraz się dziwi , ze nie ma dla niej miejsca.
        Toskczna teściowa, mąż maminsynek i autorka , której tak było wygodnie?
        albo troll.
    • marianka_marianka Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 20:04
      Wysmarowałaś post, który zieje grozą, w tym kontekście rozważanie, że "idą święta", a w związku z tym ma być przytulnie i rodzinnie, to dla mnie osobiście jakaś abstrakcja.
      Nie przejmuj się świętami, śmiem wątpić, że Twoja obecność jest im niezbędna.
      Tu trzeba zacząć mozolną pracę od podstaw. Pierwsza sprawa - wyprowadzka na swoje. Nie wierze, że dwojga ludzi w wieku 50 lat, robiących kariery, nie stać na wynajęcie własnego mieszkania.
      Piszesz, że teściowa po pewnym czasie zmieniła stosunek do Ciebie, na negatywny.
      Być może pojęła, że nie macie zamiaru się wyprowadzić, a co gorsza opieka i wychowanie dziecka, spadają na nią dożywotnio.
      Trudno tutaj cokolwiek doradzać, kiedy z postu wyłania się obraz matki, która z widoczną ulgą scedowała opiekę nad dzieckiem na teściową i ojca maminsynka, który nigdy się od mamy nie wyprowadził, zarówno fizycznie, jak i mentalnie.
      • anula36 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 20:11
        marianka, autorka napisala ze maz pracuje dorywczo, a ona zarabia marnie, choc sie realizuje w pracy, tak ze z wynajeciem moze byc problem. Poza tym do tego trzeba dojrzec,niestety.
        • marianka_marianka Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 20:24
          anula36 napisała:

          > marianka, autorka napisala ze maz pracuje dorywczo, a ona zarabia marnie.

          Ach tak. Czyli ojciec dziecka, sam funkcjonuje na zasadzie dużego dziecka, który ma wikt i opierunek u mamy, a na przyjemności "dorabia"... Pytanie, czy od zawsze miał takie podejście, czy to chwilowa niedyspozycja.
          Dziecko, w sumie mogło trafić gorzej, a tak ma babcię, która ją kocha i ojca na co dzień.
          • paris-texas-warsaw Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 21:41
            "Ale spotkałam na swojej drodze mężczyznę, z którym znaleźliśmy wspólny język, wspólne pasje, zainteresowania, poczucie humoru, spojrzenie na świat." - wspaniałe, chyba za motto może robić;)

            W moim poście z południa stawiałam, że z pół roku nie było mamusi. A to po roku dopiero przemeblowanie domownicy zrobili... Nie doceniłam Cię:)

            Ale mnie ta historia wnęrwiła. No znowu trochę terapeuta zarobi na mnie;)

            Big career - wow, to chyba jakiś nauczyciel z marna pensyjką, cieszący się działalnością społeczną:)))

            Zuzi i inni, co piszą o Babci-toksyku. I radzą się wyprowadzić...
            Po pierwsze to ta Babcia - zajmuje się dzieckiem od 10 lat, gotuje obiady, daje inne posiłki, pierze, sprząta, oporządza, rozmawia i milion innych rzeczy robi. Niech dziecko sobie spokojnie tam mieszka, co zawiniło by mu życzyć by nagle matki z big career i bez czasu. Ciekawe ile tych obiadów w ciagu 10 lat upichciła...
            Po drugie - Autorka watku wcale nie pisze, że chce coś zmieniać (no, może tez by chciała dostać jak córka własny pokój;), ale martwi się o samopoczucie matki na Wigilii (tej, co już też jej ma dość na głowie). Podejrzewam, że łatwiej było mieszkać u starych rodziców (matka gotowała, hę?), niż wysłuchiwać gderania teściowej na nicnierobienie. Zauważmy, że do pracy i od rodziców można było jeździć, więc to nie były jakieś kosmiczne odległości, tylko określone jako "uciążliwe".

            Podsumowując - nie mieszaj córce w głowie, zacznij na siebie zarabiać, no i na córkę (na razie pokój dostało dziecko od babci). Jej opiekązaj mie się babcia na pewno lepiej niż Ty. Co smutne dla córki, majacej teraz w miarę stabilne życie , to to, że takie babcie zazwyczaj szybciej umieraja niż te pseudomatki i wtedy można się czuć w młodym wieku sierotą:( Ale przynajmniej się miało, kogoś kto kochał i dbał:)
            • izabelski Re: Nie wiem co robić 20.12.13, 23:37
              Big career - wow, to chyba jakiś nauczyciel z marna pensyjką, cieszący się działalnością społeczną:)))
              po co wrzucac takie bezsensowne komentarze?
              nijak sie nie maja do tematu watku
              a pokazuja, ze zapominasz kto uczy nasze dzieci - wlasnie ci marnie zarabiajacy nauczyciele
    • enari Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 21:33
      Jestem. Znów przeczytałam długie wasze wywody i jetem zdruzgotana. Ale myślę, że wiele Waszych domysłów wynika z tego, że nie byłam dotąd w stanie wyjaśnić dokładnie sytuacji.
      A więc... nie wiem dlaczego uważacie, że córka jest odrzucona, wściekła, cierpiąca. To szczęśliwe, radosne dziecko, które nigdy nie narzeka, nie marudzi, a przede wszystkim nie ma lęków, jak wiele znanych mi jej rówieśników. Owszem, nie ma między nami bliskości typowych dla matek i córek, ale czasem sobie myślę, że to może i lepiej, bo jak tu czytam o różnych patologicznych zaborczościach i emocjonalnych manipulacjach, to może lepiej, że tak jest. Córka zawsze traktowała mnie jak przyjaciela, tak, może bardziej jak koleżankę niż matkę, ale czy to źle? Dzięki temu potrafi szczerze powiedzieć nawet przykrą rzecz, zamiast ukrywać przez jakiś sztuczny szacunek. Nie zauważyłam, żeby moją nieobecność odebrała jako przykrość, więcej, nawet jak się pojawiam, traktuje mnie obojętnie. Myślicie, że ma jakąś traumę, że akurat w jej rodzinie jest inny układ sił, że więcej zajmuje się nią babcia czy tata? Myślicie, że istnieje w dziecku jakiś podświadomy wzorzec, że to właśnie matka powinna jej okazywać najwięcej zainteresowania i czułości? Jeśli tak, to przyznaję, że nie byłam tego świadoma i popełniłam błąd, że ją w ogóle powołałam na świat, bo doskonale wiedziałam, ze nie podołam takim obowiązkom. Świadomie wybrałam taki układ i gdyby był on stosowany, nie byłoby problemu. Ale to teściowa go złamała, bo pomimo, że uprzedzałam o mojej "niewydolności", uznała post factum, że jest to moim obowiązkiem i powinnam te obowiązki spełniać, w dodatku według wzorców przez nią wyznaczanych. Próbowałam tak jak potrafię, ale jej to wszystko za mało.
      Nie potrzebuję walczyć o córkę, odbierać jej i przeciągać jej na swoją stronę. Chcę tylko spokoju, dobrego traktowania, nie wieszania na mnie psów przy każdej okazji i nie buntowania córki oraz całej rodziny. Z resztą sobie poradzę.
      • yoma Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 21:45
        > nie wieszania na mnie psów przy każdej
        > okazji

        Zrobiłaś dziecko jego babci i dziwisz się, że psy wiesza?
        --
        Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
        • verdana Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 22:05
          Dziecko jest szczęśliwe, radosne, ma dobre kontakty z matką-przyjaciółką, tylko na niej psy wiesza. Bardzo interesujące.
          Ja wierzę, ze dziecko jest szczęśliwe. Bo matka do szczęścia nie jest jej potrzebna. Ma babcie i ojca. Najwyraźniej jednak, gdy matka sie pojawia, to ze szczęścia jej dokucza. Dlatego też dla dobra dziecka należałoby zostawić sytuację taką, jaka jest. Dziecko w domu, mama daleko.
          --
          • enari Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 23:10
            Ale kto powiedział, że wiesza psy? To, że czasem z przekąsem, w stylu babci, rzuci jakąś złośliwą uwagę pod moim adresem, to już jest wieszanie psów. Raczej uważam, że widzi jak odnoszą się do mnie inni i naśladuje. Niw widzę w tym wrogości, raczej małpowanie pewnych zachowań.
        • ewa9717 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 22:06
          I chociaż Yoma nie jest człowiekiem w swoim wieku, ja o wieku własnie. Teściowa ma minimum siedemdziesiątkę na karku, a oprócz tego prowadzenie domu, wychowanie dziecka i jeszcze ma jej się za złe, ze ugotowawszy obiad nie pozmywa. O rany...
      • nammkha Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 22:12
        Kobieto, przyjaciółkę to dziecko ma w szkole, a matka nie powinna być przyjaciółką tylko matką! Powinnaś trochę poczytać o tym jak powinna wyglądać relacja matki z córką.
        Druga sprawa to taka, że piszesz jakbyś kompletnie nie miała empatii w stosunku do twojego dziecka. Jak ona może być szczęśliwa jeśli ty z nią nie mieszkasz i masz ją gdzieś? Na razie twoja córka ma lat 10, ale za 6 lat zaczniesz słuchać o wiele bardziej nieprzyjemne teksty pod swoim adresem. Możliwe że w innej kulturze twoje dziecko nie cierpiało by, ale w naszej, w ktorej każda z jej koleżanek ma rodzców mame i tatę, i to zwykle mama jest n apierwszym miejscu to nie jest możliwe, a ty wykazujesz się wielką ignorancją mówiąc, że układ był wszystkim znany od początku. Chyba zapominasz, że racjonalne powzięcie jakiegoś postanowienia nie jest równoznaczne z emocjonalną zgodą na nie. Emocje idą swoją drogą jak widzisz, i teściowa a także córka będą nadal te emocje w stosunku do ciebie okazywać. Temu nie zaradzisz. Nie mam zamiaru Cię obrażać, bo uważam, że każdy ma prawo żyć jak chce, kochać dzieci i ich chcieć lub nie, ale Twoje posty są bardzo naiwne. Czy ta na prawdę uważałaś, że urodzisz dziecko zajmie się nim twoja teściowa i tata i wszyscy w tym układzie będą szcząśliwi i zadowoleni? Na prawdę dziwisz się, że pojawia się w tym układzie napięcie, niezadowolenie, sprzeciw, wyrażany krytyką najmniejszych twoich czynności?
        --
        „Ludzie idą do nieba nie za opanowanie i kontrolę nad swoimi żądzami, lub też za ich brak, lecz w nagrodę, że pracowali nad ich zrozumieniem” (William Blake, Wizja sądu ostatecznego).
        • enari Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 23:08
          Myślicie, że córka ma poczucie bycia gorszą, bo jej rodzina prezentuje inny wzorzec niż jej koleżanek? Myślę, że jest na to odporna. Zawsze ją uczyliśmy, że nie powinna się oglądać na innych, powinna być sobą. I to nie jest tylko moja nauka. Podobnie myślą i to jej przekazują zarówno mąż jak i teściowa. Faktycznie, model naszej rodziny jest trochę inny niż typowy, nawet w naszym najbliższym otoczeniu. Zwłaszcza, że mieszkamy w małej miejscowości, gdzie drobnomieszczański model życia jest bardzo wyraźny. Musieliśmy się uodpornić na różne uwagi dotyczące naszych zachowań. I tego też uczymy dziecko. Z moich obserwacji wynika, że przynajmniej dotychczas znakomicie sobie z tym radzi. W każdym razie nigdy jeszcze nie przyszła do nas z problemem, że nie ma czegoś, co mają jej koleżanki, albo że nie robimy czegoś, co robią inni.
          • lilith76 Re: Nie wiem co robić 15.12.13, 01:16
            Zawsze ją uczyliśmy, że n
            > ie powinna się oglądać na innych, powinna być sobą.

            tego też uczymy dziecko. Z moich obserwacji wynika, ż
            > e przynajmniej dotychczas znakomicie sobie z tym radzi. W każdym razie nigdy je
            > szcze nie przyszła do nas z problemem, że nie ma czegoś, co mają jej koleżanki,
            > albo że nie robimy czegoś, co robią inni.

            W tym zawiera się nie uznawanie matki biologicznej za coś ważnego i istotnego.
            Jesteś na tyle wyzwolona i nie drobnomieszczańska by to znieść?

            --
            Wschody słońca są owszem całkiem niczego kiedy podejść do nich powoli od strony poprzedniej nocy ale zetknięcie się z takim wschodem słońca nos w nos od strony bieżącego poranka jest rzeczą zupełnie nieznośną. Gertruda Stein
          • krokodil123 Re: Nie wiem co robić 15.12.13, 09:16
            Myślicie, że córka ma poczucie bycia gorszą, bo jej rodzina prezentuje inny wzo
            > rzec niż jej koleżanek? Myślę, że jest na to odporna. Zawsze ją uczyliśmy, że n
            > ie powinna się oglądać na innych, powinna być sobą. I to nie jest tylko moja na
            > uka. Podobnie myślą i to jej przekazują zarówno mąż jak i teściowa. Faktycznie,
            > model naszej rodziny jest trochę inny niż typowy, nawet w naszym najbliższym o
            > toczeniu. Zwłaszcza, że mieszkamy w małej miejscowości, gdzie drobnomieszczańsk
            > i model życia jest bardzo wyraźny. Musieliśmy się uodpornić na różne uwagi doty
            > czące naszych zachowań. I tego też uczymy dziecko. Z moich obserwacji wynika, ż
            > e przynajmniej dotychczas znakomicie sobie z tym radzi. W każdym razie nigdy je
            > szcze nie przyszła do nas z problemem, że nie ma czegoś, co mają jej koleżanki,
            > albo że nie robimy czegoś, co robią inni.

            Nie mam czasu przeczytać wszystkiego i ci tłumaczyć.
            Napiszę tylko-ja nić nie myślę o twojej córce.

            Sama napisałaś-Nie było cie ponad roku i wyrzucili czy przemebłowali twój pokój i teraz nie ma tam dla ciebie miejsca.
            A to oznacza:
            1-Że teściowej tak odpowiadało.
            2-Że mężowy tak odpowiadało.
            3-Że córki tak odpowiadało. (wolała mieć swój pokój niż mama własny kąt).

            Nie pisałaś jak daleko byłaś przez ten czas opiekując się matką a jednocześnie pracując.
            Nie pisałaś czy w ogóle miałaś zamiar wracać jeżeliby cie nie pogonili z rodzinnego domu.
            Twoja matka jest bardzo stara ale nie napisałaś ile lat ma twoja teściowa.
      • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 22:18
        enari napisała:"Jeśli tak, to przyznaję, że nie byłam tego świadoma i popełniłam błąd, że ją w ogóle powołałam na świat, bo doskonale wiedziałam, ze nie podołam takim obowiązkom. Świadomie wybrałam taki układ i gdyby był on stosowany, nie byłoby problemu. Ale to teściowa go złamała, bo pomimo, że uprzedzałam o mojej "niewydolności", uznała post factum, że jest to moim obowiązkiem i powinnam te obowiązki spełniać, w dodatku według wzorców przez nią wyznaczanych. Próbowałam tak jak potrafię, ale jej to wszystko za mało."

        Skąd wiedziałaś, że nie podołasz takim obowiązkom? Z czego wynika Twoja niewydolnosc?

      • marianka_marianka Re: Nie wiem co robić 15.12.13, 12:17
        Świadomie wybrałam taki układ i gdyby był on stosowany, nie byłoby problemu. Ale to teściowa go złamała, bo pomimo, że uprzedzałam o mojej "niewydolności", uznała post factum, że jest to moim obowiązkiem i powinnam te obowiązki spełniać, w dodatku według wzorców przez nią wyznaczanych.

        Uprzedziłaś ją przed ślubem, że to ona dożywotnio będzie sprawować opiekę i wychowywać wasze dziecko? Że w jej domu będziesz funkcjonować na zasadzie obojętnego lokatora?
        Że oboje nigdy się nie wyprowadzicie na swoje?
        Jaki układ złamała teściowa, czego konkretnie od niej oczekiwałaś?

        Piszesz, że nie chcesz się rozwieść z mężem, bo wiele was łączy.
        Mogłabyś w kilku punktach wyłuszczyć, co konkretnie?
        Na moje oko nic was nie łączy. Małżeństwa działają na różnych zasadach, ale podstawą jest wspólna bytność i wspólne drobne lub poważniejsze sprawy. A gdzie u was bycie razem, kiedy Ty rok siedzisz u matki, a Twój mąż akceptuje wywalenie Twoich rzeczy na strych?! Z takim mężem nic dobrego Cię w życiu już nie spotka, bo on się ożenił ze swoją matką, nie widzisz tego?

        Trudno jest Tobie dawać złote rady, z tego prostego powodu, że Twoje małżeństwo i rodzina nie opierają się na zdrowych fundamentach, na podstawowych zasadach.
        To Ty musisz to rozumieć i zreorganizować swoje życie.

        Z Twoimi rodzicami coś jest mocno nie halo, mimo że inaczej ich opisujesz, ponieważ żaden normalny rodzic nie pozwoli na porzucenie pracy i własnego dziecka i męża na tak długi okres czasu. Piszesz o tej sytuacji luźno, bez emocji, a tu emocje powinny buzować, bo normalny rodzic nie porzuca dziecka z dnia na dzień, z jakiś nawet istotnych powodów. Kilka razy na form pisały dorosłe dzieci, które z poczucia obowiązku chciały zaopiekować się chorym, niedołężnym, samotnym rodzicem, ale żadne z nich nie pomyślało nawet o wyprowadzce z własnego domu i porzuceniu rodziny. Tobie przyszła taka decyzja z niezrozumiałą łatwością.

    • enari Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 23:01
      Naprawdę już zaczynam się czuć jak z kosmosu. Naprawde nie ma ludzi, którzy tak myślą i czują jak ja? A może tylko się nie ujawniają na takim forum?
      Skad wiedziałam, że nie podołam? Dlatego, że nei miałam żadnych w tym kierunku ciągot. Od dziecka nie lubiłam prac domowych i jeśli musiałam coś zrobić (mama pracowała), to robiłam to z przymusu. Nigdy też nei lubiłam dzieci. Moje koleżanki ze studiów są nauczycielkami, ja broniłam się przed tym zaciekle, szukałam zupełnie innej pracy. Znalazłam taką, która daje mi satysfakcję. Zawsze lubiłam się uczyć, czytać książki, robić różne analizy, pracuję teraz naukowo właśnie w ten sposób. Powiecie, że po porodzie kobiety instynktownie umieją pokochać. Mnie się to nie zdarzyło. Nie poczułam wybuchu emocji wobec tego wrzeszczącego i śliniącego się malucha. Wszystko co robiłam, było z obowiązku. W domu też. Bo jak wspomniałam, teściowa z większości obowiązków się wycofała. Więc póki tam mieszkałam , musiałam je spełniać. Ale robiłam to po swojemu, zdaniem teściowej nie tak perfekcyjnie jak powinnam, więc cały czas daje mi do zrozumienia, że jestem do niczego. Nawet teraz, kiedy przyjeżdżałam tylko na kilka godzin, czekały na mnie okna do umycia albo prasowanie, bo przecież to moja rodzina, to nawet z oddalenia powinnam to robić. Robiłam bez szemrania, ale i to jest źle. Nawet jeśli chodzi o te nieszczęsne Święta, to teściowa już zapowiedziała, że ona nic nie robi, a ja mam wszystko wysprzątać i przygotować. Zresztą w zeszłym roku było podobnie. OK, nie żądam, żeby ona to robiła, może i nie ma już tej siły co kiedyś. Ale niech pozwoli mi robić po swojemu, na moją miarę i umiejętności.
      • zuzi.1 Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 23:10
        wiesz bo Ty chyba jestes z kosmosu, naprawdę ;) nie spotkalam nigdy takiej osoby jak Ty i nawet o takiej nie słyszałam ;) zastanawia mnie to, dlaczego wobec rodziców czujesz potrzebę zaopiekowania się a w stosunku do własnego dziecka nie? I dlaczego nimi potrafisz, a nią nie? Jakie było Twoje dzieciństwo, jak je wspominasz, jacy byli rodzice, ich wzajemne relacje?
        • enari Re: Nie wiem co robić 14.12.13, 23:54
          Wydaje mi się, że miałam normalne dzieciństwo i normalną rodzinę. Rodzice pracowali, ale zajmowali się nami kiedy tylko mogli, w pobliżu była babcia, więc też im pomagała, rodzina trzymała się razem, była serdeczna (jest do dziś, zawsze mogę liczyć nawet na kuzynki, ciocie). Ale też rodzice do niczego nas nie zmuszali, dawali wolny wybór, dużo chwalili, zaszczepili we mnie miłość do nauki (byli nauczycielami), do myślenia. Uczyli też być sobą, nie być małostkowym i nie dawać się wciskać w sztywne ramy konformizmu. Mama do dziś nie rozumie jak może być pomiędzy mną a teściową taki konflikt, dlatego jej o tym jak najmniej mówię, dlatego też "wygania mnie" żeby, wracała do męża i córki. Nie dlatego, że mnie nie chce, tylko uważa, że powinnam być z nimi. Zresztą zarówno męża jak i córkę uwielbia, choc akurat w przypadku córki ta miłośc nie jest specjalnie odwzajemniana. Ale też przypuszczam, że tutaj duża zasługa jest teściowej, bo oczywiscie tak jak za złe zachowanie syna obwinia mnie, tak ciągle słyszę, że moje wady to wina wychowania mnie przez rodziców. :(