Dodaj do ulubionych

Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać...

18.11.08, 15:21
...skoro nijak nie mogę się na szacunek ów zdobyć...?

Napisała kobieta uwagę w dzienniczku dziecia. Że łazi po klasie w czasie
lekcji. Nic więcej, tylko tyle. Punkty minusowe mu przyznała, pięć. Pomyślałam
sobie, że skoro łazi i przeszkadza, to słusznie mu wpisała uwagę, i prawie ją
podpisałam, kiedy sobie, tak z ciekawości, w kontrakt o zachowaniu zerknęłam.
A tam, jak byk, stoi - za niewłaściwy stosunek do nauczyciela - minus pięć
punktów. Za przeszkadzanie w prowadzeniu lekcji - minus dwa. No kurka...
Łażenie po klasie to raczej przeszkadzanie? Pytam smarka, czy nie odpyskował,
nie zrobił czegoś głupiego, ale przysiągł mi, że nie. Coś tam chciał się
zapytać kolegi, wyszedł z ławki, jak mu kobieta kazała dać dzienniczek, to
przeprosił i błagał, żeby uwagi nie wpisywała. Ona twardo, że ma być uwaga,
więc trudno, dał dzienniczek. No to zamiast podpisać i dać spokój, poprosiłam
nauczycielkę o wyjaśnienie kryterium przyznania większej ilości punktów. Tak
się wydaje, punkcik tu, punkcik tam, nauczyciele sobie nic nie robią z
kontraktu, a potem, jak podliczą punkty, to dzieciakowi obniżą ocenę z
zachowania. A ja nie chcę, bo to szósta klasa, zależy mi, noo...
Prawie pewna byłam tego, co mi odpisze. Nie pomyliłam się... Stwierdziła, że
młody chodził po klasie bez jej zgody (-2 pkt), a jak mu zwróciła uwagę i
kazała dać dzienniczek, to dyskutował, i nie chciał dać. Że przeprosił,
owszem, ale sam uwagi nie chciał sobie wpisać, więc ona uważa, że -5 to i tak
za mało. I prawie bym się zgodziła, ale...
Gdyby faktycznie odezwał się nieładnie, z pewnością napisałaby to od razu.
Skoro zwróciłam uwagę, że punkty niesprawiedliwe, musiała coś wymyślić.
Najwygodniej było wykombinować sobie, że uczeń bezczelny.

Na końcu notatki zamazała coś korektorem i zakleiła kawałkiem kartki.
Popatrzyłam pod światło, a tam widać słowa takie:
"Poza tym, trudno, żebym pisała takie elaboraty do Pani". Chyba zdała sobie
sprawę, że się zagalopowała.
Najgorsze jest jednak to, że w dziesięciu linijkach tekstu (szerokie pismo)
zrobiła... cztery błędy ortograficzne, dwa stylowe, dwa interpunkcyjne. I z
błędem napisała imię syna.

To ja się pytam grzecznie: jak, do cholery ciężkiej, mam odpisać kobiecie,
której tłumaczenie jest mętne, pozbawione sensu, sprawiające wrażenie
krętactwa, i do tego z bykami? Musi być kulturalnie, ale stanowczo, a przyznam
się, że aż mnie trzęsie, żeby jej tę smutną prawdę w nos wywalić. Że jest
niedouczoną, kłamliwą babą, ot, co.

To tak a propos tego, że dużo by opowiadać... smile A tekst na czasie, bo notatka
w dzienniczku z dzisiejszą datą wróciła... I na jutro coś muszę napisać.
Takiego, żeby zrozumiała, że przyznając się do błędnego wpisania punktów nie
straciłaby autorytetu tak bardzo, jak straciła tym tłumaczeniem...
Obserwuj wątek
    • alabama8 Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 18.11.08, 15:28
      No cóż, nie wiem czy warto zadzierać, sama oceń czy idziesz na wojnę
      czy ucinasz sprawę. Odpisz w tę mańkę:

      "Serdecznie dziekójem za udzielone wyjaśnienia, pszepraszam za
      zahowanie (tu imię dziecka z błędem). Połuczyłam syna rzeby sie w
      podobny sposub wiencej nie zahowywał".

      • robatchek Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 18.11.08, 15:34
        Za Ódzielone!! Kto Ciem pisać Óczył?? big_grin

        Bossskie <lol>

        Chyba tak zrobię big_grin
        Po czym oberwę minus pięć za niewłaściwy stosunek... tongue_out
        • pieskuba Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 18.11.08, 15:43
          No i jeszcze, że z konieczności piszesz krótko, bo w elaboratach,
          tak jak ona sama, nie jesteś zbyt mocna...
          • robatchek Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 18.11.08, 15:54
            big_grin

            To chyba na zebraniu we mnie czymś rzuci... big_grin
      • edunia73 Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 18.11.08, 15:38
        hihi no rewelacyjna propozycja odpisania smile Moja córka tez chodzi do
        6 klasy ,ale u nich nie ma kontraktów czy punkcików.Również miałą
        problemy,ale w 1 i 2 klasie.Dużo czasu spedzała w szpitalach,klasa
        była zżyta a ona wiecznie ta nowa.Pani w nagrodę sadzałą z nia po
        kolwi kazde dziecko,zeby sie zakumplowały,nie widziała jednak ze to
        bez sensu bo tym samym nie mogły siedziec ze soba dzieci które juz
        sie zaprzyjaźniły.Poprostu ja przeniosłam do innej klasy,bo
        stwierdziłam ze nauczycielka jest niewydolna wychowawczo smileAllle
        była obrazona winkWiem też tzn przypuszczam ,ze jak my rodzice
        walczymy to zwykle odbija sie to na dziecku.Moze synek będzie miał
        okazje jakos odrobic te punkty a nauczycielka teraz 10 razy pomyśli
        zanim wlepi mu kolejne,bo wie że nie siedzisz cicho .
        • robatchek Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 18.11.08, 15:56
          Ja też przeniosłam syna od niewydolnej nauczycielki, ale aż do innej szkoły, bo
          jej macki sięgały dość daleko... I też w pierwszej klasie smile
          • lola211 Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 18.11.08, 17:10
            No popatrz ile tych nauczycielek nie takich..

            Bronisz syna za wszelka cene, "atakujesz" nauczycielke.A moze warto
            zajac sie chlopakiem, ktory ma widoczne braki w wiedzy, co wolno na
            lekcji, a czego nie.Na tym proponowalabym sie skupic.Wowczas
            nauczyciel nie bedzie mial pretekstu do
            wpisywania "niesprawiedliwych" uwag.
    • beata985 Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 18.11.08, 15:42
      no to ja bym jeszcze kolegów/ koleżanki podpytała jak było.
      • robatchek Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 18.11.08, 15:59
        Dzieci zazwyczaj trzymają stronę kolegów, wiem z doświadczenia. Jednak w tym
        przypadku wierzę dziecku, bo wielu rzeczy się po nim spodziewam, ale nie
        chamskich odzywek do nauczycieli. A gdyby się tak odezwał, nauczycielka z
        radością wlepiłaby mu więcej niż pięć, bo przy tym wykroczeniu są widełki 5-20.
        A ona mia fioła na punkcie punktów smile
        • attiya Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 18.11.08, 16:37
          kiedyś nauczyciel był autorytetem bez względu czy miał czy nie miał
          racji - ale dziś są takie czasy, że każdy każdemu patrzy na ręce -
          wiec i trzeba też coś z siebie dać, a nie tylko brać szerokim gestem.
          A punkty? Jeszcze trochę i za mrugnięcie nie tym co trzeba okiem
          będą prace społeczne - np. mycie okien w domu nauczyciela.
          A z "tom ortografiom" to dobre smile I koniecznie odpisz jej" bes
          błeduw ortograwicznyh"
          • attiya aha... 18.11.08, 16:39
            i koniecznie jej napisz, że "Mam manię na pónkcie błenduf
            ortograficznyh i nie lubie jak inni je popełniajom
            Z powarzaniem"
    • barabelka Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 18.11.08, 17:01
      Może idź do pani i z troską w głosie zapytaj , czy nie poznaje po
      charakterze pisma który z kolegów syna napisał tą odpowiedź, bo nie
      dość, że to oszustwo to jeszcze jakże nieudolne, bo przecież
      z "taaakimi bykami" Ciekawe, czy pani przyzna się do autorstwa wink
      • dlania Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 18.11.08, 17:18
        Barabelka dobre!wink Ja bym babie nieuctwa nie przepuściła, o nie! Na chamstwo
        wpływu nie mam, ale wiedzy elementarnej od nauczycielki wymagać mogę.
        Zaniosłabym skserowany tekst z zaznaczonymi błędami do dyrekcji.
        • robatchek Otóż to! 18.11.08, 17:53
          Pozwól, Dlania, że na wszystkie wpisy przy Twoim odpowiem, hurtowo będzie, bo
          obiad robię i z doskoku przy komputerze siadam smile

          Lola211, nauczycielka z pierwszej klasy miała poważne problemy nie tylko ze mną,
          ale i z innymi rodzicami. Nie tylko ja zabrałam dziecko z jej klasy, i cieszę
          się, że zareagowałam niemal natychmiast, w przeciwieństwie do kilku innych
          rodziców. Jedno z dzieci było leczone przez długi czas ze szkolnej histerii.
          Mój syn zna granice, których przekraczać nie wolno, a ja nie jestem zapatrzoną w
          synalka mamuśką, która będzie za wszelką cenę broniła dziecko - bandytę.
          Wielokrotnie na tym forum pisywałam wątki o dziecku, a ci, którzy znają mnie
          dłużej i moje wątki czytują - wiedzą, że mam do syna duży dystans i nie wielbię
          go bezkrytycznie. Jestem jednak matką sprawiedliwą i tej samej sprawiedliwości
          oczekuję od nauczycieli.

          Attiya - jeszcze nie bardzo rozgryzłam, czy z żartem piszesz, czy na serio, ale
          Ci powiem, że coś jest w tym, co piszesz. Nauczyciele autorytet mieli, owszem,
          ale przypomnij sobie, jak uczniowie "szanowali" tych niesprawiedliwych czy
          surowych, czy zwyczajnie wrednych. Ser zamiast kredy, igły na stołkach, gąbka
          nasączona octem czy sól w herbacie to był standard. Teraz są punkciki, a oni z
          radością sięgają po tę jedyną broń. Smarkateria jest chamska i zdenerwowanego
          belfra nagrają telefonem albo poczęstują wiadrem po głowie. Znam jednak
          nauczycieli, którzy wzbudzają ogromny szacunek wśród uczniów nawet i teraz.
          Pewnie dzięki temu, że podchodzą do swych wychowanków jak do ludzi, a nie z
          założenia robią z nich bandytów.
          A co do ortografii - tak, jestem przeczulona. Nie oczekuję jej od pospolitego
          męta społecznego, który ledwie ukończył podstawówkę (choć wyjątków i tu jest
          wiele), ale od nauczyciela, po studiach, z maturą i magisterką - owszem. Dla
          mnie to oczywista oczywistość, że nauczyciel ma pisać bezbłędnie. Kiedyś nawet
          rozmawiałam na ten temat z kuratorem, który stwierdził, że nauczycielowi
          popełniającemu błędy ortograficzne wyrządzono wielką krzywdę, dopuszczając go do
          studiów pedagogicznych. Dla takich bowiem wśród nauczycieli nie powinno być miejsca.

          Barabelka - genialne!! Tylko nie wiem, czy ten numer przejdzie...?

          Dlania - jak wyżej. Chamstwa też nie toleruję, ani u syna, ani u nauczyciela. Z
          tego, co wiem - chamskich odzywek w tej sytuacji nie było ani ze strony dziecka,
          ani nauczyciela. Ale nieuctwo, niestety, wyszło... Bynajmniej nie u dziecka smile
          • naatka błędy ortograficzne nauczycielki 18.11.08, 19:05
            a napisz nam proszę, w jakich wyrazach ona te błędy popełniła.Z ciekawością
            zobaczęsmile
            • dlania Re: błędy ortograficzne nauczycielki 18.11.08, 19:08
              O własnie, mnie to imię z błędem zaintrygowało: Kszysztof? Edmónt?wink
              • asiaiwona_1 Re: błędy ortograficzne nauczycielki 18.11.08, 19:14
                Etam, pewnie Gżegoż smile
                • rita75 Re: błędy ortograficzne nauczycielki 18.11.08, 19:26
                  > Etam, pewnie Gżegoż smile

                  a moze syn ma na imię Bryan jak to ostatnio w modzie, a pani
                  napisala Brajan wink
              • angazetka Re: błędy ortograficzne nauczycielki 18.11.08, 19:17
                Od kiedy widziałam dorosłą panią piszącą "Agnieżka", niewiele w tej
                materii mnie zdziwi wink
                • mearuless olywer:) 18.11.08, 19:18
              • kawka74 Re: błędy ortograficzne nauczycielki 19.11.08, 10:15
                > O własnie, mnie to imię z błędem zaintrygowało:

                Ba, kogo nie zaintrygowało, ręka w górę.
                Mnie przyszedł do głowy Paweu ;p
            • robatchek Re: błędy ortograficzne nauczycielki 19.11.08, 11:27
              Teraz dokładnie wszystkich nie napiszę, bo dziecię z dzienniczkiem do szkoły
              powędrowało, ale utkwiło mi najbardziej w pamięci "niemniej" napisane osobno
              (nie mniej)w sensie "mimo to", zachowanie jest "nie dopomyślenia", i w tym
              przypadku wyraźnie widać, że jest to napisane razem, bo pani robi bardzo duże
              odstępy między wyrazami. Reszty naprawdę nie pamiętam, dopiszę później.
              A co do imienia, to fakt, że syn ma imię obcego pochodzenia, (zapewniam, że nie
              Brayan i podobny wynalazek tongue_out) coś jak Wiktor, z którego pani zrobiłaby Victora.
              A wystarczyłoby w dzienniczku rzucić okiem na tytułową stronę i odrobinę się
              wysilić, bo drukowanymi literami wypisane. Kolejny przejaw ignorancji? Może nie,
              może zwykłe niedopatrzenie. A może taka złośliwostka "przez kwiatek", maleńka
              szpileczka, z której przecież można się wykręcić, choćby udawaniem, że się nie
              zna pisowni imion wszystkich dzieci w szkole, bla, bla... wink

              W kraju pochodzenia imienia byłby to błąd w stylu naszej Agnieżki smileAlbo Pżemka big_grin
              • robatchek Re: błędy ortograficzne nauczycielki 19.11.08, 16:36
                Zgodnie z obietnicą sprawdziłam dzienniczek smile
                Mamy takie kwiatki:
                "w momęcie"
                "nie chciał mnie go dać" (o dzienniczku)
                wspomniane "nie dopomyślenia" oraz "nie mniej". No i stylowo-interpunkcyjne
                błędy, których nie da się tu umieścić bez zacytowania całej uwagi, a tego
                wolałabym uniknąć...
                • dlania Re: błędy ortograficzne nauczycielki 19.11.08, 19:58
                  Okropne. Słysze od razu mogą nauczycielke polskiego z liceum, absolwentkę
                  technikum włókienniczego i dwuletniego studium pedagogicznego, wygłaszającą z
                  niezapomnianym akcentem teksty typu: "Noz, ta podłoga slizga! Uże bym sie
                  wykopytła!" i "Zawier te drzwie, dzieweczko".
                  Mysli ktoś, że emerytka? A skąd! Dorobiła jakies studia wieczorowe, uparcie tkwi
                  na swoim wygodnym stołeczku, nadal korzystając z pożółkłych ściąg firmy Greg, a
                  teraz dodatkowo egzaminuje nauczycieli przy egzaminie na mianowanie... Brrr!
                  • robatchek Re: błędy ortograficzne nauczycielki 19.11.08, 20:16
                    Ręce i piersi opadają big_grin Serio, takie zabytki jeszcze chodzą po świecie?
                • osa551 Re: błędy ortograficzne nauczycielki 20.11.08, 13:42
                  > "w momęcie"
                  > "nie chciał mnie go dać" (o dzienniczku)
                  > wspomniane "nie dopomyślenia" oraz "nie mniej". No i stylowo-interpunkcyjne
                  > błędy,

                  No przepraszam, to ja z tą uwaga zgłosiłabym się jednak do kuratorium w celu
                  ustalenia, czy nauczyciel uczący szóstoklasistów i robiący takie błędy posiada
                  odpowiednie kwalifikacje do uczenia dzieci.

                  Pozostałe kwestie pomijam, bo ja bym po prostu wytłumaczyła dziecku, że pani
                  niekoniecznie ma rację, ale nie ma sensu się kłócić i takie duperele.
                • bacha1979 Re: błędy ortograficzne nauczycielki 21.11.08, 11:09
                  robatchek napisała:

                  > Zgodnie z obietnicą sprawdziłam dzienniczek smile
                  > Mamy takie kwiatki:
                  > "w momęcie"
                  > "nie chciał mnie go dać" (o dzienniczku)
                  > wspomniane "nie dopomyślenia" oraz "nie mniej". No i stylowo-interpunkcyjne
                  > błędy, których nie da się tu umieścić bez zacytowania całej uwagi, a tego
                  > wolałabym uniknąć...
                  >

                  Ehhhh skoro nauczyciele takie błędy popełniają. Tacy powinni sie realizować przy
                  zbieraniu ziemniaków.smile
          • attiya robatchek :-) 18.11.08, 22:00
            żartuję - choć pewnie Tobie nie do śmiechu, bo i "straszno i
            śmieszno" jak to niektórzy mówią...A te punkciki to już naprawdę
            przesada. No ale cóż niektórzy nadal ciągle myślą, że jak są kimś
            tam - np. nauczycielem, to moga z uczniami zrobić co chcą... mam
            nadzieję, że nauczyciel w końcu zrozumie, że stosowanie pewnych
            metod wychowawczych na dzieciach jest przegięciem.
            Pozdr.
          • lola211 Re: Otóż to! 19.11.08, 10:00
            Jestem jednak matką sprawiedliwą i tej samej sprawiedliwości
            > oczekuję od nauczycieli.

            Jeden istotny szczegól- Ty nie wiesz, jak naprawde sytuacja
            wygladala, ale automatycznie załozylas, ze pani klamie.
            Na podstawie mglistych dosc podstaw.
            • kawka74 Re: Otóż to! 19.11.08, 10:13
              > Jeden istotny szczegól- Ty nie wiesz, jak naprawde sytuacja
              > wygladala, ale automatycznie załozylas, ze pani klamie.

              ano
              Co ciekawe, to działa także w drugą stronę - gdyby wierzyć dzieciom w to
              wszystko, co opowiadają o rodzicach, o tym, co się dzieje w ich domu, należałoby
              nasłać na 1/3 z nich policję, a reszcie zafundować terapię.
              • robatchek Re: Otóż to! 19.11.08, 11:38
                Właśnie...
                • rita75 Re: Otóż to! 19.11.08, 12:51
                  > Właśnie...

                  Czy to jest próba uderzenia sie w piersi z twojej strony- " A jednak
                  moj syn mogl klamac"?
                  • kawka74 Re: Otóż to! 19.11.08, 13:11
                    Mniej więcej w tym kontekście to napisałam... Dzieciom dość często zdarza się
                    kłamstwem (czy też... ekhm... dyplomacją) bronić przed karą, tak ze strony
                    rodzica, jak i nauczyciela.
                    • robatchek Re: Otóż to! 19.11.08, 13:48
                      Aaa, nie nie! Ja nie w tym sensie. Szybko dziewczynom odpisuję, bo od wczoraj
                      się tu zaległości porobiły, a obiad jeszcze robię z doskoku i najwidoczniej nie
                      doczytałam.

                      Nie biję się w piersi, bo wiem, że młody nie kłamie. Potwierdziłam, że z
                      opowieści niektórych wynikałoby, że są to katowane, biedne, nieszczęśliwe ofiary
                      przemocy - bo matka stoi nad takim i lekcje każe odrabiać smile

                      Przepraszam za niedoczytanie smile
            • robatchek Re: Otóż to! 19.11.08, 11:36
              Nie, nie na podstawie mglistych podstaw. Na podstawie uwagi wcześniejszej, gdzie
              nie napisała, że dziecko jej odpyskowało, tylko, że chodziło po klasie. Mam
              prawo wierzyć w słowo pisane przez nauczyciela, a nie domyślać się, co on mógł
              mieć na myśli. Skoro napisała, że chodził, to chodził, a nie pluł na ławkę,
              kopał kolegę, ciągnął koleżankę za warkocze czy rzeźbił cyrklem w ścianie.
              Chodził, rozumiesz? A skoro chodził, to znaczy, że należała mu się taka, a nie
              inna ilość punktów. Kobiecie nie chciało się popatrzeć w licznik punktów i
              wpisać odpowiedniej ilości. Automatycznie machnęła -5 i myślała, że ten numer
              przejdzie. A nie przeszedł, bo kontrakt to kontrakt i obowiązuje wszystkie
              strony związane umową. Podpisywały go dzieci, wychowawcy i rodzice. Teraz
              kobieta chce się wywinąć od odpowiedzialności, a że nie umie powiedzieć głupiego
              "przepraszam" i przyznać się do pomyłki, poprawić na -2 i z honorem zakończyć tę
              sprawę, to inna rzecz. Mąci i sama się zakręciła w swoich kłamstwach. Tyle.
              • lola211 Re: Otóż to! 19.11.08, 12:20
                >Mąci i sama się zakręciła w swoich kłamstwach

                A moze po prostu tylko popelnila bład niestarannosci w dokladnym
                opisaniu zdarzenia.Pewnie juz bedzie wiedziec na przyszlosc, ze
                jednak trzeba pisac cale wypracowania, zeby sie rodzic
                niewychowanego ucznia nie doczepil.
                • robatchek Re: Otóż to! 19.11.08, 12:31
                  Rozumiem, że ten rodzic niewychowanego ucznia, to ja? Owszem, czepiam się i będę
                  się czepiać. Od tego jest dzienniczek, żeby napisać uwagę, a nie po to, żeby go
                  nosić w plecaku.
                  Dla Twojej informacji - ten niewychowany uczeń, jak go nazwałaś, właśnie zarobił
                  pierwszą uwagę w tym roku. Nie za nagranie nauczyciela komórką i wrzucenie go na
                  youtube'a, nie za rzucanie k...wami ani nie za wsadzenie nauczycielce kubła na
                  śmieci na głowę. Za wstanie z ławki. Coś jeszcze??
                  • rita75 Re: Otóż to! 19.11.08, 12:57


                    Zaraz wyjdzie, ze twoj synalek to lylyja.

                    >Za wstanie z ławki. Coś jeszcze??

                    To jest niedopuszczalne. Rozumiem dziecko w klasie I-
                    III...szóstoklasista powinien juz byc na tyle rozgarniety, zeby tego
                    nie robic- pomny konsekwencji. Niby takie nic- ale jakby 20 osob
                    zaczela wstawac i lazic po klasie....skoro lylyji wolno.
                    • robatchek Re: Otóż to! 19.11.08, 13:50
                      Napisałam niżej, dlaczego wstał. Poszukaj sobie smile
                      • rita75 Re: Otóż to! 19.11.08, 13:52
                        > Napisałam niżej, dlaczego wstał. Poszukaj sobie smile

                        Zadne wytlumaczenie, powinien podniesc reke i zapytac o pozwolenie.
                        • robatchek Re: Otóż to! 19.11.08, 13:59
                          Łomatkobosko....

                          Nie mam więcej pytań.
                          • rita75 Re: Otóż to! 19.11.08, 14:22
                            > Łomatkobosko....
                            >
                            > Nie mam więcej pytań.

                            Podstawowe zasady. No coz, niedaleko pada jablko od jabloni.
                            • robatchek Re: Otóż to! 19.11.08, 14:33
                              No nie mów, Tobie też trzeba, jak chłop krowie na miedzy, tłumaczyć??
                              I o co Ty się, kobieto, tak żołądkujesz? Przecież nie będę dyskutować z kimś, to
                              nie daje innym prawa do pomyłek i wykroczeń. Wobec siebie też jesteś taka
                              twarda, i taka wymagająca? Masz żelazne zasady, Twoja rzecz. Na forum Cię nie
                              przekonam, że elastyczność to podstawa dobrych stosunków, że czasem trzeba się
                              odrobinę nagiąć, a zasady są do przestrzegania, owszem, ale czasem trzeba na
                              niektóre sprawy przymrużyć oko.

                              No coz, niedaleko pada jablko od jabloni.

                              A tu Ci dziękuję, wbrew pozorom, to komplement smile Pomyśl sobie, dlaczego smile
                              • rita75 Re: Otóż to! 19.11.08, 14:43
                                > No nie mów.
                                zasady są do przestrzegania, owszem, ale czasem trzeba na
                                > niektóre sprawy przymrużyć oko.


                                mruzyc oko to mozesz do meza albo kochanka, zasady w szkole sa od
                                przestrzegania...jezeli sie mruzy oko, to za chwile mozna kontraktem
                                podetrzec tylek
                                • robatchek Re: Otóż to! 19.11.08, 16:48
                                  Dyskutując z Tobą czuję się, jakbym gadała z przedstawicielem PiSu. Oni też
                                  wykręcają kota ogonem, wyrywają wyrazy lub zdania z całej wypowiedzi i tworzą
                                  jakieś zdaniowe dziwolągi. Na koniec zaś kłamią w żywe oczy, i są przekonani, że
                                  im ktoś w te brednie wierzy. No wypisz wymaluj.... Bez obrazy, ale... Brałaś
                                  jakieś lekcje?
                                  • rita75 Re: Otóż to! 19.11.08, 17:50
                                    > Dyskutując z Tobą czuję się, jakbym gadała z przedstawicielem
                                    PiSu. Oni też
                                    > wykręcają kota ogonem, wyrywają wyrazy lub zdania z całej
                                    wypowiedzi i tworzą
                                    > jakieś zdaniowe dziwolągi. Na koniec zaś kłamią w żywe oczy, i są
                                    przekonani, ż
                                    > e
                                    > im ktoś w te brednie wierzy. No wypisz wymaluj.... Bez obrazy,
                                    ale... Brałaś
                                    > jakieś lekcje?

                                    z
                                    PIS powiadasz...to ostateczny dowód, ze nie rozumiesz tego, o czym
                                    piszesz. Sprawiasz wrazenie srednio rozgarnietej, nabzdyczonej
                                    mamuski z urazem wobec szkoly i nauczycieli, dodatkowo pozbawionej
                                    wyobrazni
                                    Widac, ze slabo sie orientujesz w wielu kwestiach...to o czym ci
                                    napisalam, to konsekwencja- czyli zelazna zasada, jaka musi
                                    przestrzegac nauczyciel chcacy utrzymac dyscypline na lekcji- wez
                                    obojetnie jaki podrecznik do pedagogiki...albo popros tego pedagoga,
                                    ktorego tak chetnie odwiedzasz, by dal ci kilka godzin korepetycji,
                                    bo tracisz tam czas, a moglabys sie przy okazji troche rozwinac.
                                    • liwilla1 Re: rita 19.11.08, 20:29
                                      ale przeciez robatchkowi nie chodzi o to, ze kara zostala przyznana
                                      bezpodstawnie, tylko o to, ze w zlym wymiarze. chodzenie po klasie jak
                                      najbardziej przeszkadza w prowadzeniu lekcji, ale sporadycznie taki wyskok moze
                                      sie chyba zdarzyc kazdemu 12latkowi. ja ze swojej 6 klasy podstawowki pamietam,
                                      jak koledzy mierzyli sobie ekierkami na lekcji geografii penisy pod lawkami...
                                      ile punktow za cos takiego?

                                      a tu masz cytat z robatchka (dobrze odmieniam??):

                                      "Pomyślałam
                                      sobie, że skoro łazi i przeszkadza, to słusznie mu wpisała uwagę, i prawie ją
                                      podpisałam, kiedy sobie, tak z ciekawości, w kontrakt o zachowaniu zerknęłam.
                                      A tam, jak byk, stoi - za niewłaściwy stosunek do nauczyciela - minus pięć
                                      punktów. Za przeszkadzanie w prowadzeniu lekcji - minus dwa. No kurka...
                                      Łażenie po klasie to raczej przeszkadzanie? Pytam smarka, czy nie odpyskował,
                                      nie zrobił czegoś głupiego, ale przysiągł mi, że nie. Coś tam chciał się
                                      zapytać kolegi, wyszedł z ławki, jak mu kobieta kazała dać dzienniczek, to
                                      przeprosił i błagał, żeby uwagi nie wpisywała. Ona twardo, że ma być uwaga,
                                      więc trudno, dał dzienniczek. No to zamiast podpisać i dać spokój, poprosiłam
                                      nauczycielkę o wyjaśnienie kryterium przyznania większej ilości punktów."
                  • lola211 Re: Otóż to! 19.11.08, 13:01
                    Popelnil czyn zagrozony uwaga i ja dostal.A Ty sie nie potrafisz z
                    tym pogodzic i szukasz kwadratowych jaj.
                    • robatchek Re: Otóż to! 19.11.08, 13:54
                      No i dobrze, dostał za łażenie po klasie, a nie za chamstwo wobec nauczyciela.

                      Napiszę inaczej, bo widzę, że jesteś z logiką na bakier, to Ci pomogę zrozumieć.

                      Idziesz do sklepu, kupujesz mleko, warte, powiedzmy, dwa złote. Przy kasie pani
                      nabija Ci śmietanę za dwa siedemdziesiąt. Zwracasz jej uwagę, że się pomyliła,
                      bo Ty mleko masz w koszyku, a nie śmietanę. Chcesz zapłacić za to mleko, nie
                      chcesz go za darmo, prawda? A kobieta Ci zaczyna wciskać ciemnotę, że mleko i
                      śmietana to to samo, to nabiał i to nabiał, czego się rzucasz?? Czepialska jakaś
                      ta baba, nooo...

                      Teraz jaśniej?
                      • lola211 Re: Otóż to! 19.11.08, 15:55
                        Ja swietnie rozumiem, nie musisz mi obrazowac.

                        >a nie za chamstwo wobec nauczyciela

                        No wlasnie tego NIE WIESZ.
                      • liwilla1 Re: robatchek 19.11.08, 20:33
                        dyskusje z lola211 jest jak kopanie sie z koniem o lepsze. po prostu nie znizaj
                        sie do jej kaluzy.
      • mamabuly to mi się podoba! :) 19.11.08, 12:34
        > Może idź do pani i z troską w głosie zapytaj , czy nie poznaje po
        > charakterze pisma który z kolegów syna napisał tą odpowiedź, bo nie
        > dość, że to oszustwo to jeszcze jakże nieudolne, bo przecież
        > z "taaakimi bykami" Ciekawe, czy pani przyzna się do autorstwa wink

        Świetny pomysł, ja bym tak zrobiła!smile
    • volta2 Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 18.11.08, 19:34
      co do błędów - pani może ma dysleksję?
      w czasach, gdzie na studia idzie się przy okazji zdania testowej
      matury, i gdzie jest specjalne kryterium oceniania dyslektyków, taki
      kandydat z powodzeniem przejdzie do magisterki.

      co do punków - zabolało cię, że syn dostał te punkty i próbujesz
      walczyć. to bez sensu, bo to on ma sobie radzić w szkole, do pracy
      też będziesz za jego przełożonym gonić, bo synkowi uwagę ktoś
      zwrócił?(toż w dorosłym życiu też zdarza się od przełożonego
      oberwać "niesłusznie")

      chodzenie po klasie w czasie lekcji jest niedopuszczalne w 6-tej
      klasie, na tym się skup a nie na elaboratach do nauczycielki.
      bo teraz walczysz o punkty, których de facto na świadectwie nikt nie
      wpisuje, a w ten sposób synowi załatwisz być może gorszą ocenę z
      zachowania, co do świadectwa już idzie...
      bo wiesz, pani może mu wpisała za spacerowanie nie jedne raz, może
      spacerował dnia poprzedniego, na co przymknęła oko. jak będziesz
      walczyć ze skrupulatnością - to ona też wyciągnie tę broń i będzie
      bardzo skrupulatnie mierzyć za gadanie na lekcji, za brak zeszytu...
      jak się chce, to bat znajdzie się zawsze...
      • robatchek Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 12:12
        > co do błędów - pani może ma dysleksję?
        Może ma. Jeśli tak jest, tym gorzej dla niej. Nie powinna w tym zawodzie
        pracować, w dodatku z dziećmi, które wciąż ortografii się uczą, i kto jak kto,
        ale nauczyciel w szkole podstawowej powinien na to zwracać uwagę. Albo przynajmniej
        świecić przykładem. Wyobraź sobie teraz, że mój syn wyciągnie dzienniczek przed
        kolegami z klasy i pokaże, jaką zdolną mają panią. Gwarantuję, że kobieta nie
        będzie miała życia w szkole. A dlaczego miałby pokazać? Choćby dlatego, żeby
        umniejszyć swoje przewinienie przy kolegach. Skoro ona ośmiesza jego, czemu on
        nie ma ośmieszyć jej?

        > co do punków - zabolało cię, że syn dostał te punkty i próbujesz
        > walczyć. to bez sensu, bo to on ma sobie radzić w szkole, do pracy
        > też będziesz za jego przełożonym gonić, bo synkowi uwagę ktoś
        > zwrócił?(toż w dorosłym życiu też zdarza się od przełożonego
        > oberwać "niesłusznie")

        Nie zabolało mnie, że zarobił punkty. Należało się, więc niech ma. Zabolało
        mnie, że niesprawiedliwie dostał ich więcej.
        A dziwi Cię, że walczę? To jest moje dziecko, dwunastoletnie. Nie student, nie
        trzydziestolatek. Kto ma mu dać poczucie bezpieczeństwa, jeśli nie rodzice? Po
        to mnie ma, żebym stała w jego obronie, jeśli tego wymaga sytuacja.
        A jeśli zawali sprawę, pierwsza przetrzepię mu skórę tongue_out
        W przyszłości, wobec przełożonego, będzie musiał sobie radzić sam. Mam nadzieję,
        że nie będzie musiał mieć przełożonego.

        > chodzenie po klasie w czasie lekcji jest niedopuszczalne w 6-tej
        > klasie,
        Chodzenie po klasie jest niegrzeczne i nie powinno mieć miejsca, ale nie jest
        niedopuszczalne. Mówimy o lekcji, a nie o egzaminie maturalnym. Może młody
        chciał pożyczyć ołówek, albo podać zeszyt, albo zapytać, ile do dzwonka. Nie
        wiem, nie wnikałam. Wystarczyło powiedzieć - siadaj na miejsce.

        Punktów na świadectwie nikt nie wpisuje. Punkty są sumowane na koniec
        semestru/roku szkolnego i na tej podstawie wystawiana jest ocena z zachowania.
        Czasem jeden punkt może zaważyć na ocenie. Przy świadectwie z piątkami
        zachowanie poprawne wygląda trochę, hmmm... nieciekawie. Nie sądzisz?
        Nie oczekuję, że pani przymruży oko na inne przewinienia. Jeśli gada, jeśli
        brakuje mu zeszytu - proszę bardzo, niech mu wpisuje uwagi czy punkty. Jeśli
        faktycznie na nie zasłużył.

        Bat się zawsze znajdzie? No tak. Żyjemy w czasach, gdzie króluje zasada - daj mi
        człowieka, znajdę Ci na niego teczkę. Ty się z tym godzisz? Ja nie.
        • ib_k Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 12:30
          robatchek napisała:
          > Chodzenie po klasie jest niegrzeczne i nie powinno mieć miejsca, ale nie jest
          > niedopuszczalne. Mówimy o lekcji, a nie o egzaminie maturalnym. Może młody
          > chciał pożyczyć ołówek, albo podać zeszyt, albo zapytać, ile do dzwonka. Nie
          > wiem, nie wnikałam. Wystarczyło powiedzieć - siadaj na miejsce.

          Czytam wątek i w zasadzie nie chciało mi się komentować ale tym tekstem mnie rozśmieszyłaś
          Nie wiem kiedy kończyłaś szkoły ale zawsze obowiązzywała zasada że dziecko podnosi rękę gdy coś chce, nie wstaje i nie przechadza się do kumpla w pierwszej ławce aby spytać "stary ile jeszcze do dzwonka?". O ile takie zachowanie nie jest naganne u 6 latków to u twojego 12-letniego syna powinno być dotkliwie napiętnowane.
          Prawdopodobnie jest to jego zwykłe zachowanie i prawdopodobnie wielokrotnie miał już zwracaną uwagę.

          Wyluzuj bo zaczynasz się już ośmieszać..
          • robatchek Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 12:58
            Kiedy ostatni raz byłaś w szkole podstawowej? Tak z ciekawości pytam.

            Dopytałam syna teraz, bo zaintrygowałaś mnie tymi paluszkami w górze.
            Opowiedział, jak było.
            Nauczycielka przy biurku, coś tam robiła w dzienniku. Dzieci gadały, ktoś się
            śmiał, ktoś rzucił zeszytem, prosto pod ławkę syna. On podniósł zeszyt,
            przeczytał nazwisko, zeszyt należał do kolegi, który siedział trzy ławki dalej,
            więc młody niewiele myśląc wstał i zaniósł zeszyt koledze. Skomentował coś, że
            zeszyty fruwają, kolega dopowiedział coś o rzucającym, i tyle. I w tym momencie
            nauczycielka zobaczyła mojego syna w ławce kolegi. Cała historia. Piętnuj sobie
            do upojenia smile

            > Prawdopodobnie jest to jego zwykłe zachowanie i prawdopodobnie wielokrotnie mia
            > ł już zwracaną uwagę.

            Oho... kolejny domorosły psycholog na forum, w dodatku jasnowidz. Podaj mi
            cyferki na totolotka, nie bądź taka smile

            > Wyluzuj bo zaczynasz się już ośmieszać..
            Dochodzeniem prawdy?? No brawo, kochana. Jeśli Twoje dzieci też tak na Ciebie
            mogą liczyć, to powodzenia w przyszłości. Odwdzięczą się z nawiązką smile
        • azile.oli Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 12:47
          Chodzenie po klasie u 6-klasisty jest niedopuszczalne.Napisałaś,że
          nie wnikałaś,dlaczego wstał,ale później dokładnie analizowałaś
          sytuację ''co powiedziała pani,co syn odpowiedział''itp.I nie
          przejmuj się tak tym sprawowaniem na świadectwie końcowym,tylko
          raczej tym,żeby syn sobie zakodował,że chodzenie po klasie w czasie
          lekcji jest niedopuszczalne,bo w gimnazjum będzie tym bardziej
          niedopuszczalne.(Poza przypadkami,kiedy uczeń np źle się poczuł i
          musi natychmiast wyjść).A przykładem,że może chciał zapytać
          kolegi,za ile dzwonek zupełnie mnie rozwaliłaś.
          • robatchek Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 13:57
            Racja, nie wypytałam dziecka, mój błąd. Jak przed chwilą wrócił ze szkoły, to go
            poprosiłam, żeby opisał jeszcze raz, tym razem ze szczegółami, co się wydarzyło.
            Opisałam niżej, proszę, zobacz sobie.
            Po raz setny chyba powtarzam, aż do znudzenia... Zawalił, łaził, bez względu na
            to, po co wstał, skoro przeszkodziło to pani, słusznie dostał uwagę. Szlag mnie
            trafił, że kobieta zawyżyła punkty. Wsjo na temat...
    • lilka69 Re: co to za szkola gdzie 18.11.08, 20:25
      takie dziwadla nauczycielki dzieci ucza??!!
      to pytanie retotyczne. po prostu to inna forma komentarza odnosnie szkoly, do
      ktorej dziecko poslalas.
      • robatchek Re: co to za szkola gdzie 19.11.08, 12:16
        Niestety, jedyna w okolicy. Mieszkamy w maleńkim miasteczku, prawie wsi.
        Niektórzy tutaj mają wielkie ambicje, żeby się wybić i trafić do wielkiego
        miasta, odległego o 20 km. My stamtąd uciekliśmy w zeszłym roku, ale rozumiemy,
        że kompleksy i piętno wsi potrafi czasem ludziom ograniczyć zdolność logicznego
        myślenia...
    • asia_i_p Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 07:09
      Ja prawdę mówiąc jestem zaskoczona szóstoklasistą, który chodzi po
      klasie w czasie lekcji. A czy odmowa wykonania polecenia nauczyciela
      nie kwalifikuje się jako "stosunek do nauczyciela", czy koniecznie
      trzeba przy tym tego nauczyciela skląć?
      • robatchek Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 12:25
        Asiu-i_p, czy zapomniał wół, jak cielęciem był? Czy chcesz mi wmówić, że
        należysz do pokolenia mojej prababci, gdy nauczyciele z rózgą czy linijką
        terroryzowali uczniów ciszą na lekcji, a o wyjściu na "siusiu" można było zapomnieć?
        Karność karnością. Polecenie nauczyciela jest święte, tak uczę dziecko. Skoro
        chodził po klasie, a pani kazała mu od razu wpisać sobie uwagę (tak, najpierw
        kazała to zrobić jemu, a gdy przepraszał i obiecał, że już nie wstanie, i prosił
        o niewpisywanie uwagi, wtedy zażądała dzienniczka), to znaczy, że kara się
        należała, bez względu na okoliczności. Ja pytam o ilość punktów, a nie o to, czy
        mu się należało, bo oczywiste jest, że słusznie został ukarany.
        Jeszcze jej nie sklęłam. Ale o tym pomyślę...
        Jeżeli ktoś zaczyna w chamski sposób dopisywać uwagę do rodziców, a potem
        zamazuje ją korektorem i zakleja karteczką, to wybacz, ale dla mnie to żenujące.
        Co mam myśleć o takiej osobie? Że jest zrównoważona psychicznie??
        • asia_i_p Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 22:49
          Nie byłam terroryzowana, ale nie chodziłam po klasie - to się wtedy
          (lata 80-te i 90-te) absolutnie nie mieściło w przyjętych kanonach
          szkolnego zachowania.
          Ja też koncentruję się tylko na ilości punktów. Z tego, co opisałaś
          wynika, że syn nie tylko chodził po klasie (przeszkadzanie), ale
          próbował wymusić zmianę decyzji nauczyciela (błaganie), a potem
          obraził się (ostatecznie nie wpisał sobie tej uwagi - wpisywanie
          sobie uwagi samemu jest prawdopodobnie częścią kontraktu, z takimi
          się przynajmniej stykałam). Miałam już uczniów, którzy mnie błagali
          o zmianę decyzji i w 90% to błaganie nie różniło się od żądania
          niczym poza formą. W przypadku odmowy albo atakowali (werbalnie, na
          szczęście), albo, tak jak twój syn, obrażali się i odmawiali
          współpracy. Jak dla mnie błaganie, po którym następuje obrażenie
          się, jest taką samą próbą wymuszenia jak awantura i jak najbardziej
          podpada pod "stosunek do nauczyciela".
          Nie twierdzę, że nauczycielka jest pedagogiem na miarę Korczaka, ale
          zaklejone "nie będę Pani elaboratów pisała" (zaklejone czyli
          odwołane) w porównaniu z Twoją reakcją - pozbawienie tej osoby
          całego twojego szacunku i rozważanie "sklęcia" jej - wydaje się mało
          szokujące. Ona się opamiętała, a Ty nie.
          • robatchek Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 20.11.08, 18:50
            Nigdzie, absolutnie nigdzie nie napisałam, że syn się obraził. Nigdzie nie
            napisałam, że odmówił współpracy. Nigdzie nie napisałam, że wpisywanie sobie
            uwagi w dzienniczku jest częścią kontraktu. To chore, żeby jeszcze zwalać na
            dzieci taką czynność. Chyba sobie trochę dodałaś, bo o niczym takim nie pisałam.
            Napisałam, że jak kobieta zwróciła mu uwagę, że chodzi po klasie, to przeprosił
            i wrócił na miejsce. Gdybym była nauczycielką, taka reakcja w zupełności by mi
            wystarczyła. Jej nie wystarczyła, kazała mu wpisać sobie uwagę. On powiedział,
            że przecież przeprosił, że wrócił na miejsce, i prosił o to, żeby mu nie kazała
            wpisywać tej uwagi. Ona twardo stała przy swoim i zażądała dzienniczka. Jakoś
            nie widzę tam żądania. Nie obraził się, podał dzienniczek, ona wpisała, gdzie Ty
            tu widzisz jakieś żądania? Jakąś obrazę? Oczyma wyobraźni?

            Napisanie w dzienniczku słów, których później musi się wstydzić, świadczy raczej
            o jej wybuchowym charakterze. Tym bardziej utwierdza mnie w opinii, że to ona
            nie jest w porządku. Zaklejanie świadczy o tym, że się wstydzi tego co napisała,
            korektor jej nie wystarczył, nie przykrył tekstu. Kartka też nie. Chcesz mi
            wmówić, że się opamiętała? Ja bym raczej powiedziała, że się przestraszyła
            ewentualnych konsekwencji. Też mi pedagogiczne podejście - tendencja do
            nadinterpretacji, krętactwa, tchórzostwo i brak kultury. Jeśli to dla Ciebie
            normalne, i do tego bardziej godne pochwały, niż to, że walczę o dobre imię
            dziecka - to chyba faktycznie jesteś nauczycielką, nikt inny nie zachwyciłby się
            takim oszustwem, tylko swój swojego broni...

            Swoją drogą, nie chciałabym, żebyś była nauczycielką moich dzieci...
    • momm.y Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 07:43
      Ech...a co mi tam. Jestem nauczycielką i pracuję w liceum. Do podstawówki raczej
      bym się nie wybrała dobrowolnie, broń Boże do gimnazjum (pracowałam przez rok,
      był to najgorszy jak dotąd rok w moim życiu i nie przesadzam)...no, chyba, że
      sytuacja materialna by mnie zmusiła. Nie chcę się odnosić do Twojego przypadku,
      nie będę bronić nauczycielki syna, bo wiem, jakie potrafią być. Nie wiem jaką
      mają politykę w tej kwestii w Waszej szkole, ale ja zawsze wolę spotkać się z
      kimś osobiście niż pisać sobie smsy w dzienniczku.
      Problem zachowania uczniów nie jest łatwy i przyjemny do dyskusji, bo to
      naturalne, że każda matka broni swojego dziecka, też bym tak robiła. Znam jednak
      takie sytuacje z tej drugiej strony i wiem ile nerwów i stresu kosztują ciągłe
      potyczki nie tylko z uczniami, którym przecież chcę i muszę (program nauczania)
      przekazać jakąś wiedzę, ale także z ich rodzicami, którzy prawie zawsze
      przychodzą z postawą roszczeniową. Nie chce mi się wypisywać setek przykładów,
      które znam z autopsji, ale warto się czasem zastanowić, czy tak naprawdę ten
      głupi, niedouczony i wredny nauczyciel nie ma choć odrobiny racji. Bo, wbrew
      temu, co dało się tu odczuć, większości(nie mogę się wypowiadać za wszystkich, w
      każdym zawodzie zdarzy się idiota)nauczycieli ciągłe upominanie, kłótnie (tak
      kłótnie, bo uczeń upomniany zawsze roszczy sobie prawo do potyczek słownych,
      choćby był przekonany o swojej winie)i stres nie sprawiają przyjemności. Do
      pracy przychodzi się po to, żeby wykonać pewne zadanie w jak najmilszej
      atmosferze i sprzyjających warunkach. Większość nauczycieli robi to, bo lubi
      swoją pracę, a nie dlatego, że może się poczuć jak panisko wielkie, którego
      rodzic ma słuchać i już.
      Nie chcę już się więcej rozpisywać, ale powiem jeszcze jedno. Najlepszą receptą
      jest, w każdej sytuacji, być spokojnym i nie nastawionym z góry wrogo. Ja bym
      się wybrała osobiście do tej Pani razem z synem i poprosiła o wyjaśnienie. Bo
      pamiętaj o tym, że syn może się bać tego, co Ty powiesz i naturalne jest, że
      przedstawi zdarzenie tak, aby nie była to do końca jego wina.
      Nie mówię, że tak jest w Waszej rodzinie, ale wystarczy raz czy dwa obejrzeć
      "Super nianię" na TVN, żeby się przekonać jak mało szacunku mają dzieci do
      własnych rodziców. Czy będą w takim razie mieć do znienawidzonego belfra, który
      im każe się uczyć?
      Jedno jest pewne: każdy kij ma dwa końce.
      • turzyca Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 09:36
        A mi sie wydawalo, ze superniani to sa takie wypadki skrajne, gdzie rodzice daja
        ciala z wychowaniem (owszem, czasem tez dlatego ze im sie trudne
        charektologicznie dziecko trafilo) i nie nalezy sie powolywac na dzieci z
        superniani jako na przyklad dziecka przecietnego.
        I ciekawi mnie, ze Twoi uczniowie maja taki stosunek do Was. Bo my miewalismy
        taki stosunek do kiepskich nauczycieli, ktorzy nas nie szanowali (przede
        wszystkim brak jasnych kryteriow oceniania, wyrazne faworyzowanie kogos
        przekladajace sie na oceny, ale tez np. czytanie podrecznika na glos zamiast
        przygotowania normalnej lekcji), cala reszta, nawet bardzo wymagajaca, byla
        traktowana z szacunkiem - w koncu mielismy wspolny cel: przygotowac nas jak
        najlepiej do matury i na studia i nauczyciele stawiali tak sprawe od poczatku.
        Bardzo ulatwia oddzielenie nauczyciela od oceny. A i przejrzyste ocenianie
        sprzyja takiej postawie.
        • momm.y Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 09:49
          Przebywając na zakupach w przeciętnym supermarkecie nie raz mogłam się
          przekonać, że jednak nie są to wypadki skrajne. Zresztą ja nie uogólniam.
          Napisałam tylko, że istnieje taki problem. Kwestia stosunku moich uczniów do
          mnie to inna sprawa, bo nie napisałam nic, że jest w tej kwestii źle. Ale to
          zależy od mojego podejścia w dużej mierze. To co piszesz o nauczycielach
          wymagających nie jest prawdą. Też miałam takiego nauczyciela w liceum i wiem, co
          o nim myślałam wtedy. Nie było to miłe. Uczyłam się, owszem, ale nie z tych
          pobudek, z których chciałabym, aby moi uczniowie się uczyli. Strach nie
          motywuje. Prosiłam tylko o zrozumienie, że nie jest intencją każdego belfra
          kłótnia z rodzicem i uczniem, bo o ile przyjemniej się pracuje w atmosferze
          wzajemnego szacunku i zrozumienia. Ale kiedy pojawia się problem z zachowaniem
          (nie mieszajmy systemu ocen czy punktów, bo to jest narzucone nauczycielowi
          przez statut szkoły)trzeba reagować i proszę nie dziwcie się, że nauczyciel też
          czasem reaguje nerwowo. Reakcja obronna i instynkt samozachowawczy każą tak się
          zachować. Dlaczego zawsze musi być podział MY i WY? z taką postawą od razu czuć
          wrogość.
      • robatchek Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 12:47
        Popieram każde Twoje zdanie. Bycie nauczycielem w dzisiejszych czasach to
        wyzwanie, trzeba mieć silne nerwy, albo, po prostu, kochać tę pracę. A dzieciaki
        takie głupie nie są i na pierwszy rzut oka widzą, czy ktoś będzie dbał o ich
        godność, i z sercem podejdzie do ich edukacji, czy robi to, co robi - bo musi.

        Nauczycieli z powołania znam wielu, wielu znam też nieuków i ignorantów. Każdemu
        nauczycielowi jednak należy się bezwzględny szacunek i posłuszeństwo, i moje
        dziecko ma to wbijane do głowy od początku edukacji. Zapewniam Cię, że gdybym
        się dowiedziała, że syn uchybił czymkolwiek nauczycielowi, nie miałabym dla
        niego litości. Nie życzę sobie mieć syna, za którym będzie się wlokła opinia
        chama, bandyty, czy nieuka. Syn jest leniem, jest roztrzepany, nie chce mu się
        odrabiać lekcji, ściemnia, że wszystko zrobił. Ale nigdy w życiu nie pozwoliłby
        sobie na odzywkę wobec nauczyciela, bo za to, mimo uwagi w dzienniczku, jeszcze
        i w domu spotkałaby go kara. Szanuję ten zawód i wiem, ile stresów nauczyciele
        doświadczają w pracy. Nie przyłożę do tego ręki, moje dziecko ma być - i jest -
        kulturalne. A wiem to, między innymi, z opinii wychowawcy, szkolnego pedagoga i
        dyrektorki, z którą nawet ostatnio całkiem szczerze sobie gawędziłyśmy.

        Uwierz mi, proszę, że w naszej rodzinie dzieci są wychowywane rozsądnie i muszą
        sobie zapracować na przyjemności, nie jesteśmy zapatrzonymi rodzicami pewnymi
        świętości swoich pociech. Dlatego, między innymi, wierzę w wersję syna. Gdyby
        syn nie był tak doskonały, świetny, grzeczny, ułożony, ohhh, ahhh... - uwag z
        pewnością byłoby więcej. Ich brak chyba też o czymś świadczy.
      • kra123snal Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 14:06
        > kłótnie, bo uczeń upomniany zawsze roszczy sobie prawo do potyczek
        słownych,


        Skoro głos nauczyciela w dyskusji, to czy ja się czepiam, czy jednak
        powinno być "rości" od słowa "rościć" a nie "roszczyć", którego to
        słowa nie znalazłam w słowniku?
        • azile.oli Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 14:24
          Masz rację.Powinno być''rości''.Ten wyraz ma odmianę nieregularną:ja
          roszczę,ty rościsz,on rości...
        • momm.y Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 15:47
          po 1 - tak, czepiasz się
          po 2 - mój błąd, nikt nie jest nieomylny a już na 100% nie ja
          po 3 - to właśnie założenie, że nauczyciel powinien być nieomylny sprawia, że
          wyłapywanie jego/jej błędów dostarcza tyle satysfakcji i przyćmiewa niektórym
          meritum sprawy i sprawiedliwy osąd.
          • kra123snal Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 17:48
            1. Mimo wszystko chyba jednak nie
            2. Wiem. Warto czasami jednak przyznać się do błędu, zamiast szukać
            usprawiedliwień typu "nikt nie jest nieomylny"
            3. Nieomylność nauczyciela jest założeniem dzieci w podstawówce, co
            jednak nie wyklucza stawiania wysokich wymagań "edukatorom" w
            późniejszym wieku. Szczególnie tutaj, w wątku, w którym wspomina się
            o błędach ortograficznych popełnionych przez "sprawiedliwie
            osądzaną" przez Ciebie koleżankę po fachu.
            • momm.y Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 20:52
              Kobieto...punkt drugi był właśnie przyznaniem do błędu. A wytykając mi błąd to
              chyba w Twoim założeniu miało być, że nie mam do tego prawa, więc, że powinnam
              być nieomylna, tak? Przejrzyj forum i zobacz jakie błędy robią ludzie,
              szczególnie pod wpływem emocji. Nie warto o tym dyskutować.
              • kra123snal Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 20.11.08, 18:08
                zwracam uwagę na błędy nie z powody czepialstwa, ale z powodu
                szacunku do siebie. Mnie uczono, że robienie błędów jest właśnie
                wyrazem braku szacunku. Przyznanie się do błędu nie zawiera
                formuły "ale". Jest bezwarunkowe w oczywistej sytuacji smile
    • mruwa9 Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 08:28
      IMHo dysleksja, dysortografia powinna dyskwalifikowac potencjalnego
      nauczyciela. osoby nieradzace sobie z poprawna pisownia nie powinne
      nauczac dzieci. A ja bym sprobowala odpisac nauczycielce w tym
      stylu: a za co mozna otrzymac punkty dodatnie? Jakie sa wedlug
      nauczycielki, dobre strony dziecka? Czy dla rownowagi moze napisac
      cos pozytywnego o Twoim dziecku?
      My przybralismy ostatnio taka postawe wobec nauczyciela, zmeczeni
      nieustannymi skargami na nasze dziecko (z diagnoza ADHD): na kazda
      krytyke i skarge odpowiadamy: to juz wiemy. prosimy o cos
      pozytywnego. Bo przeciez nasze dziecko nie sklada sie wylacznie z
      wad? Grzecznie i spokojnie.
      Nie masz pojecia, jaki efekt to przynioslo, ilosc skarg bardzo, ale
      to bardzo sie zmniejszyla, a stosunek nauczyciela do naszego dziecka
      bardzo zmienil sie na korzysc. Takoz- samo funkcjonowanie dziecka w
      szkole. Sprobuj.
      • robatchek Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 13:00
        Ciekawe podejście smile I najfajniejsze jest to, że nauczyciel zaczął
        współpracować. W jakim wieku masz dziecko?

        Co do dysleksji nauczyciela, mam podobne zdanie...
        • mruwa9 Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 13:01
          10 lat
    • kwirynia do robatchek 19.11.08, 08:44
      Wiesz, w pierwszej chwili myślałam, że ja to napisałam - też mnie
      wkurzają punkty - zwłaszcza, że minusowe można dostać za wszystko a
      plusowe za.... udział w konkuyrsie, zbiórkę makulatury (raz w
      semestrze). Za dobre zachowanie trudno...
      Mam nieodparte wrażenie, że mijam Cię w szkole moich dzieci: -)

      Pozdrawiam
      A
      • momm.y Re: do robatchek 19.11.08, 08:50
        A ja nie uważam, żeby za dobre zachowanie obowiązywały punkty dodatnie, bo to by
        sugerowało, że dziecko ma prawo wybrać jak się zachować. A tymczasem dobre
        zachowanie jest niejako obowiązkiem dziecka w szkole, tak jak dobre zachowanie
        nauczyciela wobec ucznia. Mnie za niestosowne zachowanie wobec uczniów może
        nawet aresztować policja, więc MUSZĘ się zachowywać grzecznie i broń boże nie
        urazić. Nikt mnie za to nie chwali, bo taki mam obowiązek. I taki sam obowiązek
        powinien mieć uczeń. Za co tu nagradzać? Nagrody można dać za szczególne
        osiągnięcia, a nie za to, jak każdy uczeń zachowywać się powinien. Sorry, takie
        mam zdanie.
        • mruwa9 sie nie zgadzam 19.11.08, 09:01
          czy skuteczniej motywuje Cie do pracy pochwala udzelona przez
          szefa , czy w domu-pochwala Twoich sukcesow kulinarnych, czy
          opieprzanie, krytyka, ze cos w pracy zawalilas, ze obiad przypalony
          czy przesolony?
          Chodzi o wzmacnianie dobrych, pozadanych zachowan. Przyciagniecie
          uwagi, wzbudzenie reakcji innych osob jest forma nagrody za
          zachowanie i istnieje duze prawdopodobienstwo, ze dziecko bedzie
          powielac, utrwalac to zachowanie , ktore jest "nagradzane" uwaga
          nauczyciela (nie w sensie wpisu w dzienniczku, ale zauwazeniem
          dziecka). Czyli- w metodzie kija i marchewki, to raczej marchewka,
          niz kij, uskrzydli dziecko.
          • momm.y Re: sie nie zgadzam 19.11.08, 09:21
            a to już co innego...nie neguję nagradzania ogólnie. Nie zgadzam się jedynie z
            przyznawaniem punktów za dobre zachowanie, bo mniemam, że mamy piszące przede
            mną posyłają dzieci do szkół, w których funkcjonuje system punktowy. Czyli
            dzieci nie dostają ocen tylko punkty. Za dobre zachowanie nie można przyznać
            punktów, bo nie wiem jak to wszystko miałoby funkcjonować na skalę klasy 30
            osobowej. Musiałabym przez lwią część lekcji obserwować komu ile punktów
            przyznać za dane zachowanie. Pochwała ustna w czasie lekcji to zupełnie inna
            sprawa i nie przeczę, że to wspaniała motywacja, lepsza niż karcenie złego
            zachowania. Poza tym dalej obstaję przy tym, że powinno się raczej chwalić i
            nagradzać za to, że dziecko pracuje, angażuje się i robi jakikolwiek wysiłek w
            czasie lekcji, a nie za to, że siedzi spokojnie i nie pyskuje do nauczyciela.
            Kwestia wychowania, nie boję się tego napisać wbrew temu, co myślą wszyscy, nie
            jest kwestią szkoły a RODZICÓW. To oni mogą nagradzać swoje dziecko za to, że
            uczy się panować nad sobą i zachowywać stosownie w różnych sytuacjach
            społecznych (nie tylko w szkole). Szkoła i nauczyciel powinien przekazać dziecku
            jak najwięcej wiedzy, aby mogło się rozwijać intelektualnie, a nie wpajać mu
            zasady dobrego wychowania.
            • kawka74 Re: sie nie zgadzam 19.11.08, 09:45
              Poza tym dalej obstaję przy tym, że powinno się raczej chwalić i
              > nagradzać za to, że dziecko pracuje, angażuje się i robi jakikolwiek wysiłek w
              > czasie lekcji, a nie za to, że siedzi spokojnie i nie pyskuje do nauczyciela.

              A dlaczego nie? Jest to dość pokrętna, ale skuteczna metoda na zmianę zachowania
              dzieci błaznujących czy nieposłusznych. Sama o tym pewnie wiesz.
              Jeśli chodzi o system punktowy, uważam, że jest całkiem do dupy. W założeniu
              miał pewnie ułatwić wystawianie oceny z zachowania i ewentualne wyjaśnienia,
              dlaczego Piotruś ma tylko poprawny, ale już widać, nie tylko po tym wątku, jak
              wiele budzi wątpliwości i jak bardzo się nie sprawdza.
              • robatchek Re: sie nie zgadzam 19.11.08, 13:34
                Też tak uważam. Więcej głasków da lepszy efekt, niż karanie za byle
                przewinienie. Czytając wypowiedzi niektórych pań mam wrażenie, że tu same święte
                siedzą, święte dzieci mają, same nigdy "dupa" nie powiedziały, bo to grzech.

                Ja ciekawa jestem, czy jakby ich dzieciom ktoś niesłusznie pałę postawił, albo
                uwagę wlepił, to by machnęły ręką i powiedziały - ucz się synu, że świat jest
                niesprawiedliwy, i daj się kopać w tyłek silniejszym, bo i tak nie wygrasz. A
                potem uśmiechały się słodko do wszechmocnej nauczycielki, bo wypada, i lepiej
                dziecku problemów nie narobić.
                Nawet, jeśli narobię problemów i nauczycielka będzie mu na ręce patrzeć i
                zadania sprawdzać co lekcję, to i tak uważam, że warto. Dziecko będzie
                wiedziało, że z niesprawiedliwością się walczy, a czasem jest się ofiarą
                własnych przekonania. I nie ma ludzi będących ponad prawem. Amen.
                • kawka74 Re: sie nie zgadzam 19.11.08, 13:57
                  Więcej głasków da lepszy efekt, niż karanie za byle
                  > przewinienie.

                  Widziałam ten efekt na własne oczy. Pochwała za banał - choćby za ciszę i spokój
                  podczas pracy na lekcji - działa w podstawówce cuda, bo wiecznie wywoływany do
                  raportu Staś czy Jaś nie otrzymuje od nauczycielki uwagi, której się domaga, a
                  jednocześnie widzi, jak może porcję tej uwagi otrzymać. Proste i skuteczne.
                  Co do reszty - nauczyciele też się mylą, też nie wiedzą wszystkiego, też bywają
                  niesprawiedliwi, dlatego przed wydaniem wyroku, tak na dziecko ("nieuk"), jak i
                  na nauczyciela ("kat") czy rodzica ("zaniedbuje") trzeba porozmawiać, zapytać
                  się, spróbować dojść do porozumienia. Bez płaszczenia się, ale i bez awantur.
                  Dlatego sądzę, że lepszym wyjściem będzie rozmowa zamiast korespondencji, która
                  IMO nie ma sensu.
                • momm.y Re: sie nie zgadzam 19.11.08, 15:59
                  Ale widzisz w tej właśnie Twojej wypowiedzi widać sedno sprawy. Dlaczego
                  zakładasz, że celem nauczyciela jest mszczenie się na Twoim dziecku, bo Ty się
                  nie zgadzasz z jej/jego opinią? Nauczyciel nie jest nieomylny. To też człowiek,
                  który czasem wyprowadzony z równowagi robi co s pod wpływem emocji. Ale od tego
                  jest właśnie rozmowa. A jak się nie da, to można się zwrócić wyżej. Przecież ta
                  uwaga w dzienniczku to nie jest zaczątek świętej wojny między Wami - rodzicami a
                  Nami - nauczycielami. To tylko sygnał, że coś było nie tak w zachowaniu syna.
                  Zamiast pójść i to wyjaśnić rodzice czują się, jakby ktoś chciał specjalnie
                  splugawić ich honor. I dlaczego robić od razu z tego krucjatę i uczyć dziecko,
                  że jest ofiarą własnych przekonań. Uczysz go, że ma prawo źle się zachować i
                  jeszcze mieć pretensje. Przecież nie walczy o wolność narodu! Uważam też, że
                  sprawdzanie zadania na każdej lekcji broń boże nie jest przejawem mszczenia się.
                  Ja tak robię, bo to niekiedy jedyny sposób, aby uczeń wogóle to zadanie miał
                  (nie mówię akurat o Twoim dziecku).
                  • robatchek Re: sie nie zgadzam 19.11.08, 19:50
                    Nie zakładam. Napisałam tylko, że nawet, gdyby coś takiego mogłoby się zdarzyć,i
                    tak warto walczyć o sprawiedliwość. I kaliber takiej sprawy jest mi obojętny,
                    uwierz. Z równym poświęceniem można walczyć o wolność narodu na barykadach, jak
                    i o niesprawiedliwą ocenę. Jestem idealistką, walczę o rzeczy ważne. Godność,
                    sprawiedliwość, uczciwość - to dla mnie są rzeczy ważne. Tak mnie wychowano, w
                    poczuciu poszanowania tych wartości.
                    Może fakt, że niektóre wątki piszę z humorem, czasem i "czarnym" humorem, że
                    bywam zgryźliwa, złośliwa, ironiczna - zaćmił istotę moich wypowiedzi. Trudno mi
                    tłumaczyć, powtarzać każdemu do znudzenia innych i siebie, że bardzo poważnie
                    podchodzę do wychowania dzieci. Że traktuję je poważnie, po partnersku, ale
                    wymagam też należnego osobom starszym wiekiem czy rangą szacunku. Że kłamstwo,
                    świństwo, chamstwo - wykluczają z mojej strony jakąkolwiek chęć współpracy, bo
                    tymi zachowaniami się brzydzę, obojętnie, czy występują one u przedszkolaka, czy
                    polityka. Potrafię odróżnić głupkowate ściemnianie przy odrabianiu lekcji (co
                    nie oznacza, że i tego nie piętnuję)od pomówienia, lub zrzucania winy na innych.
                    Kłamstwo wyjdzie na jaw zawsze, w różnych okolicznościach, i wtedy może być
                    tylko gorzej. Trudno mi przekonać innych, że znam swoje dziecko, bo z nim
                    rozmawiam, bo jesteśmy przyjaciółmi, i wiem, na co może sobie pozwolić. I że
                    wiem, że to, co miało miejsce ostatnio, nie jest jego normalnym zachowaniem, nie
                    biega po klasie, nie gada, jest nauczony karności i posłuszeństwa, i takich
                    zasad w szkole przestrzega. Wstał, bo chciał pomóc koledze, nie przewidział, że
                    kobieta, która najwyraźniej miała zły humor (posypało się kilka uwag), przyczepi
                    się do niego o taki drobiazg. Drobiazg, bo podanie zeszytu koledze wydało mu się
                    czymś zwyczajnym. Jakby mu rzucił tym zeszytem, zarobiłby uwagę, bo rzuca. A
                    tak, zarobił, że chodzi. Trudno, na przyszłość będzie ostrożniejszy i siedem
                    razy się zastanowi, czy warto komuś pomóc, czy lepiej nie wychodzić przed
                    orkiestrę.

                    Uczysz go, że ma prawo źle się zachować i
                    > jeszcze mieć pretensje.
                    Nie. Uczę go, że ma się zachowywać kulturalnie, i pomagać innym, gdy zajdzie
                    taka potrzeba. Chciał pomóc. Nie wyszło. A pretensje mam ja, nie on.
                    Sprawdzanie lekcji, zadań domowych - przecież to przenośnia była. Jeśli jednak
                    tak by zaczęła postępować, sama by sobie zaszkodziła, tracąc cenny czas. Bo mój
                    syn, choć mu się baaaaardzo nie chce, lekcje ma odrobione zawsze.
            • azile.oli Re: sie nie zgadzam 19.11.08, 10:07
              Ja też jestem nauczycielką i powiem tak:ucznia oczywiście trzeba
              chwalić,ale te pochwały musza być adekwatne do wieku dziecka,bo o
              ile można pochwalić pierwszaka,że po raz pierwszy grzecznie
              usiedział na lekcji,to chwalenie za coś takiego ucznia 6-tej klasy
              to przecież parodia.On ma siedzić,a nie łazić po klasie,czym
              przeszkadza nie tylko nauczycielowi,ale także innym dzieciom.I jako
              matka wyjątkowo spokojnego dziecka nie wysuwam żądań,żeby mojemu za
              to pozytywne zachowanie przyznawano punkty dodatnie.Nie jestem
              specjalną zwolenniczką punktacji ujemnej,ale nauczyciele ją
              stosują,bo tylko w ten sposób mogąż jakoś ukarać ucznia.W tej chwili
              nauczyciel nawet nie może podnieść głosu,choćby uczeń całkowicie
              wyprowadził go z równowagi.I jak widać na załączonym przykładzie te
              punkty działają,bo mama zareagowała,oburzona,że tych punktów za
              dużo,a jakby była sama uwaga,to by podpisała i już.Bo łazi po klasie
              czasami i ona o tym wie.Ale powiem wam,że można nie przyznawać
              karnych punktów i też obniżyć uczniowi ocenę ze sprawowania,nawet za
              to łażenie po klasie,jeśli jest nagminne,za nie wypełnianie poleceń
              nauczyciela itd.Dla mnie osobiście żadna korespondencja z
              nauczycielką nie ma sensu,bo jeśli ma się w stosunku do niej
              zarzuty,to trudno to grzecznie napisać.Trzeba się pofatygować do
              szkoły i z nauczycielką porozmawiać.Ja stosuję w stosunku do swoich
              dzieci pewną zasadę-idę Cię bronić,jeśli jesteś w porządku,jeśli sam
              zawaliłeś,trudno-poniesiesz konsekwencje.Nie będę wyciągała swoich
              argumentów,jeśli zarzut nauczyciela był słuszny.Jakby mój syn łaził
              w tym wieku po klasie(a jest tylko rok starszy od syna autorki
              wątku),to bym się chyba spaliła ze wstydu,że nie potrafę mu wpoić
              elementarnych zasad zachowania na lekcji.Nauczycielka zawsze może
              powiedzieć,że odmowę wykonania jej polecenia przez ucznia
              potraktowała jako lekceważenie i tu nic nie udowodnisz.Jeśli
              nauczycielka faktycznie zrobiła tyle błędów ortograficznych,w co
              trudno mi trochę uwierzyć,ale nie neguję,bo różne rzeczy się
              zdarzają,to pokazałabym tę uwagę dyrektorowi szkoły,aby się
              zastanowił,jakich pracowników zatrudnia.Robienie błędów
              ortograficznych przez nauczyciela jest niedopuszczalne! Natomiast
              uważam,że zbyt dużo uwagi poświęcasz tym punktom, zamiast wpłynąć na
              syna.Bo jak w gimnazjum będzie chodził po klasie,to też mu obniżą
              sprawowanie,chociaż tam zazwyczaj nie ma punktów karnych.
              • mruwa9 Re: sie nie zgadzam 19.11.08, 12:40
                Dzieci sa rozne. Dla 3-5% (te, ktore statystycznie maja szanse na
                ADHD) usiedzenie 45 minut na miejscu podczas lekcji moze byc
                ponadludzkim wysilkiem. I w przypadku tych dzieci pochwalenie samych
                staran usiedzenia jest bardzo wazne.
                • momm.y Re: sie nie zgadzam 19.11.08, 16:07
                  Autorka wątku nic nie zaznaczyła, że dziecko ma ADHD. Nauczyciel wie, który
                  uczeń ma jakie problemy (ADHD, dysleksja, dysgrafia itd.itp.) i powinien się
                  zapoznać z opinią poradni zanim zacznie uczyć. Program i zasady ustala się wtedy
                  indywidualnie i takiego ucznia traktuje się indywidualnie. My tu dyskutujemy na
                  temat przeciętnych uczniów, zakładając, że nie mają takich problemów.
                  • mruwa9 Re: sie nie zgadzam 19.11.08, 17:01
                    odnosze sie do postu azile.oli:
                    o
                    ile można pochwalić pierwszaka,że po raz pierwszy grzecznie
                    usiedział na lekcji,to chwalenie za coś takiego ucznia 6-tej klasy
                    to przecież parodia.On ma siedzić,a nie łazić po klasie

                    Koniec cytatu.
                    Azile.oli to nauczycielka, dla ktorej klasa to jednolita masa, ktora
                    ma siedziec cicho i nie przeszkadzac nauczycielowi w pracy. A nie
                    skupisko jednostek o roznych mozliwosciach, potrzebach i
                    temperamentach. I rowniez problemach.
                    • azile.oli Re: sie nie zgadzam 19.11.08, 19:53
                      Nie traktuję klasy jak jednolitego tworu i jeśli dziecko ma jakiś
                      problem,to nauczyciel powinien o tym wiedzieć i oczywiście w
                      stosunku do takiego dziecka stosuje się inne postępowanie,ale w
                      wątku założycielki nie ma ani słowa o tym,że dziecko ma jakieś
                      dysfunkcje.Dla mnie uczeń to jednostka,a nie element klasy,który ma
                      się nie wychylać,ale jednak w szkole pewne zasady obowiazują i nie
                      widzę powodu,aby zdrowy uczeń chodził po klasie,gdy specyfika lekcji
                      tego nie wymaga,podobnie jak nie zamierzam tolerować gadania,podczas
                      gdy coś tłumaczę.Bo nawet jak konkretnego ucznia to nie
                      interesuje,to przeszkadza po prostu innym,czy to tak trudno
                      zrozumieć.Ja bardzo lubię uczniów kreatywnych i zapewniam Cię,że
                      mogą się na moich lekcjach wykazać,cenię indywidualność,ale ona
                      chyba nie polega na łażeniu po klasie w trakcie lekcji.(Abstrahuję
                      już od konkretnego przypadku,bo dla mnie ten uczeń miał powód,żeby
                      wstać).Generalnie jednak uważam,że w pewnym wieku chodzenie po
                      klasie w czasie lekcji,przeszkadzanie itp to brak szacunku dla
                      nauczyciela i kolegów.Nie jestem nauczycielem wf i nie oczekuję na
                      moich lekcjach wykazywania się oryginalnością,polegającą na
                      przemieszczaniu się po klasie.Bardzo lubię natomiast,gdy uczeń
                      potrafi wyrazić swoją opinię,nawet,gdy różni się od mojej.Wymagam
                      jedynie kultury,niczego więcej.Ja pracuję z młodzieżą,ale mam dzieci
                      w wieku gimnazjalnym i wiem,czego można wymagać od dziecka,które nie
                      ma specjalnych potrzeb edukacyjnych i wychowawczych.
                      • robatchek Re: sie nie zgadzam 19.11.08, 20:11
                        Dziękuję, że po godzinach dyskusji ktoś wreszcie dojrzał, że był powód do tego,
                        żeby syn wstał. Może trochę niefortunnie dla niego się to skończyło, ale jednak
                        powód był.
                        Co do reszty Twoich słów, też się z nimi zgadzam. W pewnym wieku można już od
                        uczniów wymagać posłuszeństwa, karności, znajomości zasad współżycia i
                        funkcjonowania w społeczeństwie. Moim zdaniem, w tej sytuacji od początku coś
                        było nie tak - dzieci hałasowały, gadały, nauczycielka zajęła się sobą czy
                        dziennikiem i nie zwracała uwagi na to, co się dzieje w klasie. Gdy się
                        zorientowała, było już za późno. Nadrobiła uwagami. Padło m.in. na moje dziecko,
                        które dotąd uwag nie miało. Nie dojdę przecież, jakie uczucia nią miotały, gdy
                        mu dawała dzienniczek z wpisanymi punktami. Czy cieszyła się, że go wreszcie na
                        czymś przyłapała? Może go nie lubi? Czy dobrego, nie wyróżniającego się pod
                        względem zachowania ucznia mogła wreszcie przykładnie ukarać? Czy chciała
                        pokazać, że nie ma dzieci bezkarnych? Wszystko jedno. Miała rację, upomniała.
                        Czy mogła powiedzieć tylko, żeby siadał na tyłku i nie przeszkadzał? Mogła, bo
                        syn nie z tych, co się wykłóca z nauczycielami, nie należy do klasowych
                        rozrabiaków. Z pewnością by usiadł. Uznała jednak, że upomnienie nie wystarczy,
                        jest okazja, wpisze punkty. Trudno. Dwa punkty nie tragedia, nadrobi konkursem.
                        Z rozpędu wpisała pięć. Resztę historii znasz...

                        Uff... Jeszcze raz dzięki za konstruktywne uwagi i wnioski, wszystkie bardzo
                        poważnie przeanalizuję i mam nadzieję, że pomogą mi w podjęciu decyzji, co dalej...
              • robatchek Re: sie nie zgadzam 19.11.08, 17:21
                Nie wiem, czy Twój post, jako odpowiedź nauczycielki, powinien mnie utemperować
                w działaniach, zawstydzić, czy sprowokować?

                Nie będę kolejny raz opisywać, dlaczego syn wstał, nie chce mi się. Jednej mamie
                odpisałam, odszukaj sobie, proszę.

                I jak widać na załączonym przykładzie te
                > punkty działają,bo mama zareagowała,oburzona,że tych punktów za
                > dużo,a jakby była sama uwaga,to by podpisała i już.Bo łazi po klasie
                > czasami i ona o tym wie.

                Jakby była sama uwaga, to podpisałabym, bo w uwadze tylko mowa o chodzeniu po
                klasie. Syn i tak dostałby stosowną reprymendę i objaśniłabym, co wolno, a czego
                nie, jeśli o tym zapomniał.
                Nigdzie nie napisałam, że syn łazi czasami po klasie i ja o tym wiem.
                Przeciwnie, wiem, że nie łazi. Skąd więc u Ciebie taka nadinterpretacja?

                Ja stosuję w stosunku do swoich
                > dzieci pewną zasadę-idę Cię bronić,jeśli jesteś w porządku,jeśli sam
                > zawaliłeś,trudno-poniesiesz konsekwencje.Nie będę wyciągała swoich
                > argumentów,jeśli zarzut nauczyciela był słuszny.

                Stosuję dokładnie tę samą zasadę - jeszcze tego nie zauważyłaś?
                Skoro zawalił, dostał uwagę, trudno. Chodził po klasie, należy się za to kara,
                dwa punkty. Trudno, ma dwa punkty. A otóż nie, ma ich pięć, bo się pani
                rozpędziła. Zarzut nauczyciela był słuszny, na początku. Ale przy wytknięciu
                pomyłki w wycenieniu przewinienia zaczęła kręcić. Dla Ciebie, jako pedagoga, to
                normalne?

                Jakby mój syn łaził
                > w tym wieku po klasie(a jest tylko rok starszy od syna autorki
                > wątku),to bym się chyba spaliła ze wstydu,że nie potrafę mu wpoić
                > elementarnych zasad zachowania na lekcji.

                Jakby mój syn notorycznie łaził, też bym się spaliła ze wstydu. Przede wszystkim
                zaś, wbiłabym mu do głowy, że po klasie się nie chodzi podczas lekcji. Skoro
                dotychczas takiej uwagi nie otrzymał, to znaczy, że po klasie nie chodził, i nie
                ma tego w zwyczaju.

                Nauczycielka zawsze może
                > powiedzieć,że odmowę wykonania jej polecenia przez ucznia
                > potraktowała jako lekceważenie i tu nic nie udowodnisz.

                Aaa, to prawda. Wmówić można wszystko.
        • e_r_i_n Re: do robatchek 29.11.08, 08:49
          No więc nie stosujesz NAJLEPSZEJ metody wychowywania dzieci - czyli
          potywnego wzmacniania. Na WSZYSTKICH bardziej motywująco działają
          nagrody, nie kary.
      • robatchek Re: do robatchek 19.11.08, 13:25
        Ooo, faktycznie! Czyżby ta sama szkoła? smile

        Kontrakt z zachowania jest fatalny. Opisanie go, to osobny temat. W wielkim,
        naprawdę wielkim, skrócie:

        Dziecko dostaje kredyt zaufania w wysokości 150 punktów. Jeżeli chce zachować
        ocenę dobrą z zachowania, to musi mieć 150-174 punkty.
        Ocena poprawna, to punkty od 149 do 79, nieodpowiednia - 78 do 30 punktów,
        poniżej 30 - ocena naganna.
        W rezultacie, wystarczy jedna uwaga - jednorazowe spóźnienie się do szkoły lub
        sic! przyjście do szkoły wcześniej niż 15 minut przed lekcjami, żeby zarobić
        jeden ujemny punkt, który automatycznie odbiera szansę na dobre zachowanie.
        Punkty są odejmowane za wszystko, za co tylko da się je odjąć, czyli za:
        kradzież
        papierosy
        alkohol, narkotyki
        niszczenie mienia szkolnego
        bójki, wyłudzanie pieniędzy
        niewłaściwy stosunek do nauczycieli
        niewywiązywanie się ze zobowiązań
        wulgarne słownictwo, zaczepki
        zaśmiecanie otoczenia
        przebywanie w szatni w czasie lekcji i przerw
        przebywanie na boisku podczas przerwy bez dyżurującego nauczyciela lub w szkole
        podczas dużej przerwy (jak jest zimno i leje, a dziecko masz przeziębione, to
        jest nawet zabawnie...)
        godzina nieusprawiedliwiona
        samowolne opuszczenie terenu szkoły, przeszkadzanie w lekcji, używanie telefonu
        komórkowego w czasie lekcji
        niestosowny wygląd
        łamanie regulaminu
        brak dzienniczka.
        Ponadto, jednorazowo na koniec semestru, odejmują punkty za brak zainteresowania
        własnym rozwojem (nie wiem, jak chcą to sprawdzić, może uznają, że jak dziecko
        nie zapisało się na tenisa, bo go nie lubi, to właśnie taki brak...?)oraz za
        niską kulturę osobistą.

        Punkty dodatnie są za:
        Udział w konkursach przedmiotowych i artystycznych. Punkty są przyznawane w
        takich ilościach (piszę, bo to ciekawe):
        etap szkolny +5
        wyróżnienie lub awans do etapu gminnego +10
        wyróżnienie lub awans do etapu powiatowego +15
        wyróżnienie lub awans do etapu wojewódzkiego +20
        wyróżnienie w wojewódzkim +30
        Punkty są przyznawane jednorazowo po zakończeniu startu ucznia. Jeden konkurs to
        max 30 punktów.
        współudział w organizowaniu szkolnych imprez 5-10 punktów
        praca na rzecz szkoły i klasy 5-15
        przeciwstawienie się brutalności, obrona słabszych etc 10 pkt

        Jednorazowo można zarobić:
        za pracę w samorządzie, pełnienie szkolnych funkcji, pomoc kolegom w nauce
        (ciekawe, kto to sprawdzi...), 100% frekwencji (AŻ 10...)
        bycie "do dyspozycji" nauczyciela
        kulturę osobistą.

        Żeby mieć zachowanie bardzo dobre, trzeba zgromadzić od 175 do 199 punktów, na
        wzorowe trzeba mieć punktów co najmniej 200.

        Teraz widzicie, czemu się czepiam o każdy, niesłusznie przyznany punkt. Strata
        jednego tylko punktu jet bardzo łatwa. Odzyskać go można dzięki konkursom, pracy
        na rzecz szkoły itd. W czasie, gdy dziecko ma się przygotowywać do egzaminów,
        powtarzać materiał do gimnazjum, nauka wierszyków na konkurs recytatorski to
        przegięcie i strata czasu.

        Uffff... Ale się rozpisałam smile
        • to.ja.kas Re: do robatchek 19.11.08, 13:32
          Jakby tak oceniali w pracy pracowników to pewnie każdy z nas
          wyleciałby dyscyplinarnie a minusy łapałby codziennie chocby za
          pisanie tutaj tongue_out
          Widac, ze postanowili zmobilizowac dzieciaki kijem.
          Tylko, ze w człowieku jest takie cos, ze jak cel nieosiągalny to po
          grzyba sie meczyc...no i pewnie dzieciaki nie zawracaja sobie
          zdobywaniem dodatnich punktów głowe bo i po co.

          Kiedys w przedszkolu panie wymysliły sobie ze dzieciom za złe
          zachowanie bedą stawiac kropki przy nazwisku i wieszac to na
          drzwiach od sali. Po histerii dzieciaków (one takie punkty bardzo
          serio traktowały) i reakcji rodziców panie na szczescie zaniechały
          tego procederu.

          Superniania tez nie wrecza ujemnych tylko dodatnie punkty i potem
          jest nagroda.

          Widac długo ktoś myslał nad tym regulaminem u Ciebie w szkole smile
          • azile.oli Re: do robatchek 19.11.08, 13:54
            Napiszę tak,kontrakt,który przedstawiłaś jest tak durny,że dziwię
            się,że rodzice go podpisali.A wracając do Twojego problemu,to jakbyś
            zaczęła wyjaśnianie z synem sprawy od początku,a nie skupiała się na
            ilości tych punktów,to młody mógłby mieć je anulowane.Dam przykład
            (zmyślony)Mój syn przychodzi ze szkoły i pokazuje mi dzienniczek z
            taką samą uwagą,jaką otrzymał Twój.Moje pierwsze pytanie
            brzmi:''dlaczego wstałeś'',syn odpowiada,że podawał zeszyt
            koledze,ja pytam,jak zeszyt znalazł się pod ławką syna,wychodzi na
            jaw,że wszyscy wariowali,a pani jakiś czas nie reagowała.Ja nie
            skupiam się wtedy na ilości wpisanych punktów tylko idę,(a nie piszę)
            do pani i wyjaśniam sytuację,zeszyty fruwały po klasie,syn
            oddał,chyba dobrze zrobił,bo mógłby podeptać.Koniec .Kropka.Prosisz
            o anulowanie tych punktów i tyle.Jeśli pani oporna,lepiej wysłać
            męża.Oczywiście musisz mieć całkowitą pewność,że syn mówi
            prawdę,żeby się potem przed panią ze wstydu nie palić.Mój wie,że by
            mu się to z pewnością nie opłacało.A Ty zaczęłaś od złej
            strony,koncentrując się na ilości punktów i błędach pani,zamiast na
            zachowaniu syna.Bo tak naprawdę te błędy mają się nijak do
            punktacji,bo za określone przewinienie należy się kara,tak czy
            siak.A jakby do kobiety rzeczowe argumenty nie dotarły,to bym
            wspomniała delikatnie o braku kompetencji.Dam Ci radę na
            przyszłość:nie załatwiaj takich spraw korespondencyjnie.
            • to.ja.kas Re: do robatchek 19.11.08, 14:00
              Tez uwazam ze korespondencja nie ma sensu, poza tym pani moze mysli,
              ze sie boisz zwyczajnie przyjsc i porozmawiac.
              I tez uwazam, ze w takiej sytuacji jaka opowiedział Twój syn
              poszłabym o anulowanie punktów.
              • robatchek Re: do robatchek 19.11.08, 14:17
                I tu przyznaję Wam rację, dziewczyny. Dałam ciała, bo może rzeczywiście
                wyjaśnienie CAŁEJ sytuacji byłoby lepsze. Założyłam, że kobieta ma rację, i
                napisała prawdę. Wstał, nie powinien, powód nieistotny, ważny skutek.
                Przeszkodził, wlepiła uwagę, trudno, następnym razem nie będzie taki wyrywny.
                Tylko zapytałam, na jakiej podstawie aż tyle punktów? I tu zaczęło się całe
                zamieszanie, bo się pani rozpędziła w usprawiedliwianiu swojej oceny. A że
                zakręciła się przy tym i przeholowała, a potem musiała zaklejać nieładną
                odzywkę, to i mnie nerwy poniosły, bo mnie nikt po kątach rozstawiać nie będzie
                i jak do burej suki odnosić - też nie. Czekam na decyzję małżonka, ale już z
                góry mogę założyć, że płazem tych słów kobiecie nie puści.
                Dzięki za radę, następnym razem bardziej sięprzyłożę do wyjaśniania tematu... smile
    • madame_zuzu Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 09:46
      Weź w jej notce podkreśl wszystkie błędy na czerwono, identycznie jak to robią nauczyciele na klasówkach smile a swoja odpowiedź oczywiście napisz jak najbardziej poprawnie gram/ort/styl etc.
      Jak któraś z dziewczyn napisała możesz tez kopię tejże notki podać dyrekcji smile
      • robatchek Re: Jak mam z szacunkiem do nauczycielki napisać. 19.11.08, 13:43
        Małżonek się wściekł, sam chce do dyrektorki pójść z tą sprawą. Nie dziwię mu
        się, on też z tego pokolenia, co o prawdę walczyło, a z nieukami nie chce mieć
        do czynienia...

        Błędy kiedyś podkreśliłam w notatce pani z nauczania początkowego. Bo mi wpisała
        do dzienniczka, że syn ma ZNUW KREDKI NIENAOSZCZONE! No ręce mi opadły.... to
        pierwsza klasa była, syna pakowałam osobiście, w nocy z jego kredek korzystałam
        i sama je naostrzyłam. A kobieta mi wmawiała, że tępe są. A sama tępa była... smile
    • robatchek Przepraszam za opóźnienie... 19.11.08, 11:03
      ... w odpowiadaniu na Wasze rady i zarzuty, dziewczyny smile Wejdę za chwilkę i
      odniosę się do wszystkiego, ale teraz mam ryczącego bobasa na kolanach i uśpić
      go muszę, a że od wczoraj mała kicha, prycha i gorączkuje, to ciężko mi było
      wejść tu i poodpowiadać. Poprawię się, obiecuję smile Cierpliwości...
      • to.ja.kas A ja Cię Robatchek rozumiem 19.11.08, 13:06
        Jeśli szkoła ma nauczyć dzieciaki, ze sprawiedliwość nie jest pustym
        słowem to Pani powinna dawać przykład. Jeżeli syn prosił by nie
        pisac mu uwagi bo widział swoją winę, a nie rzucał się, że pani ma
        sie odwalić, mało tego przeprosił panią za chodzenie to nie rozumiem
        tej sadystycznej przyjemności dołożenia kilku punktów. Może gdyby
        pani nie była pedagogiem czyli kims "dla dziecka" to bym to
        próbowała zrozumiec.
        Rozmiem też, że starasz się sprawę wyjasnić a ten tekst pod
        korektorem zaniepokoiłby mnie na tyle, że pewnie bym do pani poszła
        bo nie świadczy on o chęci współpracy z rodzicami. Ba, pokazuje ze
        twierdzenie iz szkoła ceni rodziców którzy z nią maja kontakt,
        których interesuje postawa ich dzieci jest kolejnym mitem. Bo rodzic
        który wnika tak naprawde jest upierdliwy i ceniony jest tylko ten
        który łyka jak gęś to co mówi pani nauczycielka a nie słucha
        dziecka. Bo dziecko wiadomo, że kłamie...to należy załozyc z góry.

        Dlaczego jestem taka wściekła na takie sytuacje?
        Bo dwa razy moja Młoda została oskarżona o rzeczy których nie
        zrobiła. Raz chodziło o pobicie koleżanki. Zanim znaleziono sprawców
        miałam telefon, że to moja córka, że skończy się to na policji a
        wysnuto, ze to ona bo napastnik miał...czerwone adidasy (a moja
        córka miała pomarańczowe). Najsmieszniejsze w tym wszystkim było to,
        ze Młodej w tym dniu w szkole nie było. Ale zanim to wyjaśniłam, to
        myslałam, ze córkę "zabiję"...a potem było mi głupio. Pani
        nauczycielka, wychowawczyni, pedagod i psycholog (bo to grono zanim
        zbadano sprawe juz stwierdzio i oskarzyło córkę, bo "rozumie pani,
        te buty")nie przeprosiło ani mnie , o córce nie wspomnę.
        Nie ufam bezkrytycznie ani swojej córce ani nauczycielom. Dlatego
        rozumiem Cię Robaczku.

        A te mamy co sie złoszczą...ciekawe jak by zareagowały jakby tyczyło
        to ich dziecka.
        • robatchek Dziękuję!! 19.11.08, 13:39
          Naprawdę właśnie o to mi chodzi. Nie o puszczanie płazem przewinień, nie o
          wychowywanie bezstresowe (bezstresowe dla kogo??), lecz o sprawiedliwość,
          prawdę, uczciwość, odwagę cywilną. Zacofana jestem, te wyrażenia jakieś
          niemodne, czy co??

          Powodzenia w walce z wiatrakami życzę... big_grin
          • to.ja.kas Re: Dziękuję!! 19.11.08, 13:43
            Dzięki. Moja Młoda juz w liceum, dobrym liceum i poki co nie mam
            powodów do "walki". Ale gimnazjum miło nie wspominam dzieki
            wychowawczyni min. Nie bronie dzieci bo potrafia dołozyc do pieca
            ale kiedy nauczycielem rządza niskie uczucie dokopania zamiast
            wychowania (to wielkie słowo i nie oczekuję, ze nauczyciel wychowa
            za mnie dziecko, ale mógłby nie utrudniac) to daje mi to sporo do
            myslenia. I o ile jestem w stanie zrozumiec złosliwosc dzieciaków w
            wieku lat 13 to nauczycielki która złosliwie stara sie dokuczyc nie
            umiem zrozumieć.
            Wszystko przed Tobą smile
          • rita75 Re: Dziękuję!! 19.11.08, 13:49
            > Naprawdę właśnie o to mi chodzi [...]

            o sprawiedliwość,
            > prawdę, uczciwość, odwagę cywilną.

            jezeli o odwagę cywilną- to idz do tej nauczycielki- to bedzie
            przyklad odwagi cywilnej z Twojej strony
            • to.ja.kas Re: Dziękuję!! 19.11.08, 13:58
              Też bym poszła do szkoły. Panie jak sie do nich pójdą a czują, ze
              przesadziły spuszczają z tonu.
            • robatchek Re: Dziękuję!! 19.11.08, 14:02
              Pójdę, chyba w poniedziałek, bo malucha nie mam z kim zostawić, a pochorowało
              się dziecię i spacery nie wchodzą w grę, niestety. Ostatecznie, za kilka dni
              zebranie... smile
        • kawka74 Re: A ja Cię Robatchek rozumiem 19.11.08, 13:42
          ceniony jest tylko ten
          > który łyka jak gęś to co mówi pani nauczycielka a nie słucha
          > dziecka.

          Ceniony jest ten rodzic, z którym można nawiązać współpracę dla dobra dziecka, z
          którym można rozmawiać, który rozumie, co się do niego mówi, który potrafi
          powiedzieć, o co mu chodzi, bez indyczenia się. Ani rodzic-widmo, ani
          rodzic-pijawka nie są w stanie tego zrobić. Jednego wiecznie nie ma, drugi wie
          wszystko i wie lepiej.


          > Bo dziecko wiadomo, że kłamie...to należy załozyc z góry.

          Doświadczenie uczy, że nie kłamie zawsze - kłamie jednak częściej, niż się
          wydaje. I zawsze, zanim ktokolwiek, czy to nauczyciel, czy rodzic, zrobi dym,
          trzeba sprawdzić, czy faktycznie jest tak, jak dziecko mówi.

          W przypadku autorki wątku nie bawiłabym się w odpisywanie i mnożenie bytów ponad
          potrzebę, tylko poszłabym do szkoły i porozmawiała z nauczycielką.
          • to.ja.kas Re: A ja Cię Robatchek rozumiem 19.11.08, 13:57
            też wychodziłam z załozenia, ze jak nauczycielka dzwoni do mnie do
            pracy, że dziecko POBILO kolezanke pare dni temu, ze przyszła mama
            dziewczynki i bedzie sprawa na policji, to ze nauczycielka wie co
            mówi. I żeby nie moja mama to Młodą bym pewnie usiekła, zdązyłam
            tylko awanture przez komóre zrobić.

            Nie tylko rodzice bywaja wyrywni, nauczyciele również....bo buty
            czerwone...sama rozumiesz.
            Ufam dokładnie tak samo dziecku jak i nauczycielce od tamtej pory
            jak coś wynika to drążę temat i sprawdzam kto mówi prawde a kto sie
            z nią mija...na dwie takie sytuacje w gimnazjum dwa razy minęła sie
            z prawda pani...raz bo buty, a raz bo zdenerwowana była.

            Gdzie widzisz pieniactwo Robatchka, ze chce wyjasnic za co tak
            naprawde syn dostał taka ilość punktów? Przeciez nie poszła i nie
            powiedziała pani, ze to nieprawda ze syn chodził po klasie. Ona to
            wie i nawet wie, ze syn powinien za to dostac punkty.
            Nikt nauczycielcenie robi dymu i nie twierdzi, ze kłamie Twierdzi
            tylko, że jest za surowa w swej ocenie i ze jej ocena zachowania
            dziecka jest krzywdzaca dla syna.
            • kawka74 Re: A ja Cię Robatchek rozumiem 19.11.08, 13:59
              > Gdzie widzisz pieniactwo Robatchka, ze chce wyjasnic za co tak
              > naprawde syn dostał taka ilość punktów?

              Jakież znów pieniactwo?
              Wyjaśnić jak najbardziej, jak już napisałam, tyle że nie na piśmie, a w
              rozmowie, bez oskarżeń i awantur.
              • to.ja.kas Re: A ja Cię Robatchek rozumiem 19.11.08, 14:00
                Zgadzam sie w 100%
          • robatchek Re: A ja Cię Robatchek rozumiem 19.11.08, 14:09
            Tyle, że ja nie jestem rodzicem - widmem, ani rodzicem z gatunku
            pieniaczy-co-wszystko-wiedzą-lepiej. Jestem w szkole dość często, należę do rady
            rodziców, zebrań nie opuszczam, spacery z młodszą latoroślą zawsze wypadają mi
            po drodze i często do szkoły zaglądam bez powodu, bo miło mi się współpracuje ze
            szkolnym pedagogiem, i razem mnożymy pomysły na dotarcie do co bardziej opornych
            na wychowanie dzieciaków. Mojego też, bo moje nie anioł, tylko dziecko, i też
            trzeba do niego dotrzeć w odpowiedni sposób.

            I zawsze w szkole powtarzam do znudzenia - jakby coś się działo, proszę o
            kontakt. Uwaga, słabsze oceny, wszystko jedno. Wiedzą, jak mnie znaleźć.
            • kawka74 Re: A ja Cię Robatchek rozumiem 19.11.08, 14:11
              > Tyle, że ja nie jestem rodzicem - widmem, ani rodzicem z gatunku
              > pieniaczy-co-wszystko-wiedzą-lepiej.

              Ale ja nie twierdzę, że jesteś. Opisuję zjawisko z punktu widzenia nauczyciela.
    • robatchek Przerwa!! 19.11.08, 14:25
      Dziewczyny, wielkie dzięki za mnóstwo uwag, mniej lub bardziej krytycznych, i
      tych popierających i rozumiejących też smile

      Ale błagam, proszę, na kolanach prawie....
      Dajcie mi obiad zrobić!!!!!! Bo nie zdążę, jak będę wszystkim odpisywać big_grin

      Przerwa, jak nie do później, to do jutra, bo mnie głodomory z chaty wyrzucą, jak
      jeść nie dostaną tongue_out

      Z góry dziękuję za zrozumienie big_grin
      • spacey1 Re: Przerwa!! 19.11.08, 17:00
        Zafascynowało mnie naprawdę to, że starasz się odpisać każdej osobie z osobna
        na każdy jej akapit. Kiedyś kolega mi w takiej sytuacji napisał: "to nie
        ping-pong"...
        • robatchek Re: Przerwa!! 19.11.08, 17:27
          Wiesz, ja uważam, że skoro to ja rozpoczynam jakąś dyskusję, to byłoby
          niegrzeczne nie odpowiedzieć moim rozmówcom. Uważałabym to za lekceważące, i
          gdyby mnie tak potraktowano, więcej nie wtrącałabym się do rozmowy. smile
          • moni.ka32 Re: Przerwa!! 19.11.08, 17:49
            Brawo!Nalezy bronic swojego dziecka i tyle.Wierzyc jemu a nie pani
            bo niby taka madra.Pozdrawiam!
            • momm.y Re: Przerwa!! 19.11.08, 22:50
              Brawo! Należy nie myśleć i być bezkrytycznym dla własnej pociechy. Brawo! Niech
              wlezie na głowę wszystkim wkoło...Ręce opadają...
              • volta2 Re: Przerwa!! 20.11.08, 00:41
                robaczek, zdecydowanie przesadzasz z tymi punktami, tyle ci powiem

                gdyby u mnie taka sytuacja zaistniała, to w momencie przyłapania
                dziecka na łazikowaniu po klasie dałabym mu te punkty. 2 punkty

                w sytuacji, gdy uczeń odmówił wykonania polecenia(a u ciebie syn
                odmowił?) to gdbym już ten dzienniczek dostała dodałabym kolejne 3
                za lekceważenie. razem 5.

                i prośba o anulowanie byłaby śmieszna, taki rodzic nic by u mnie nie
                wytargował, bo szkoła to nie targ.

                dla jasności przekazu, być może napisałabym te uwagi jako 2 osobne,
                by było wiadomo, że najpierw łamie jedną zasadę, potem że drugą.
                suma punktów byłaby jw. 5.

                zaniepokoił mnie twój wpis, o tym że z jakiegoś miasta uciekliście
                na wieś - ty tam na tej wsi mam wrażenie, próbujesz udawać kogoś
                lepszego, oto ja zjawiłam się na wiosce, i patrz pani, jakie
                niedouki uczą mi dzieci!(podkreślam, że jest to tylko wrażenie, może
                tak wcale nie być, ale jakąś wyższość w tym, co piszesz o
                nauczycielce wyczuwam)

                a ja potraktowałabym tę szkołę jako bardzo przyjazną dzieciom -
                jeśli każde negatywne zachowanie jest punktowane, nauczyciele tego
                przestrzegają i chce im się wpisywać te karne punkty - to znaczy że
                dziecko jest w dobrych rękach. że ludziom tam pracującym zależy na
                nauczeniu reguł, dyscypliny, zasad współżycia społecznego - a
                zależy, skoro egzekwują.

                co do ortografii - tu jakoś naprawdę nie jestem w stanie uwierzyć,
                że te błędy istniejąsmile podaj przykłady. a pani jakiego uczy
                przedmiotu? choć to w świetle ortografii bez znaczenia jest.

                co do sytuacji szkolnych - rok temu, czyli chłopak lat 13 miał
                ochotę mi zaszkodzić, bo śmiałam go pytać na lekcji, zwracać uwagi,
                itp. gdy ktoś uderzył go książką w głowę, miał z mamą rozpętać
                aferkę, że ja niewydolna wychowawczo jestem i należy mnie zwolnić.
                tak miało brzmieć pismo do dyrekcji. (faktycznie nie widziałam, by
                go ktoś książką rąbnął tak, że o mało co na rezonans nie pojechał)
                mama przyszła wyjaśniać sprawę, winowajczyni się przyznała do ataku
                na głowę kolegi - nazwał ją burą suką, kur.., czymś tam jeszcze.
                na piśmie przyznał się do tego i ustnie nie obiecał, że nie będzie
                tak do koleżanki się zwracać. mama skargi nie złożyła, zapłakała nad
                losem swego dziecka i po sprawie...
                • robatchek Re: Przerwa!! 20.11.08, 10:58
                  Volta, moim zdaniem, jeśli dziecko łaziło po klasie, to zarabia dwa punkty.
                  Jeśli odpyskowało nauczycielce, zarabia minimum pięć. To razem daje punktów
                  siedem. Jakby wrócił mi do domu z siedmioma punktami - tego wątku by nie było.
                  Łaził, pyskował, zarobił - mam go bronić? Jeszcze by mu się w domu oberwało za
                  niewyparzoną buzię wobec nauczyciela. Wtedy taka ilość punktów miałaby sens. W
                  opisanym przypadku nie miała go za grosz.
                  Napisałam już, jakie błędy kobieta zrobiła. Tutaj:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=87375891&a=87429172
                  Pani uczy przyrody. Fakt, nie polskiego. Jednak podstawową ortografię powinna
                  mieć opanowaną...
                  Ja nawet nie mam zamiaru się targować, Volta. Skoro uznała, że syn wstając z
                  ławki przeszkodził jej w prowadzeniu lekcji (której de facto nie prowadziła), to
                  słusznie wpisała mu uwagę i ja nie mam powodu, by podważać jej decyzję. Jedyne,
                  czego oczekuję od pedagoga, to uczciwego załatwienia sprawy. Albo pisze w uwadze
                  od początku, co dziecko zmalowało, i jak to wycenia punktowo, albo uznaje swoją
                  pomyłkę i przyznaje taką ilość punktów, na jaką dziecko zasłużyło. Kto jak kto,
                  ale nauczyciel powinien wykazać się solidnością, tym bardziej, że mogłaby
                  zaistnieć sytuacja, jaką sama opisałaś - rodzic się czepia, awantury, dyrekcja
                  itp. Warto przemyśleć swoje decyzje będąc nauczycielem, niż narażać się na
                  stresy związane z kłótniami ze smarkaczami i ich rodzicami. Tak myślę. A ja w
                  swoim wątku opisałam kilkakrotnie swój stosunek do sprawy i oczekiwania. Proszę,
                  przeczytaj sobie, jeśli chcesz.

                  Co do wsi, to nie jest tak, jak myślisz. Szkoła jest bardzo fajna, bardzo
                  przyjazna. Dyrekcja sympatyczna, grono pedagogiczne w większości też. Wszyscy
                  chętni do współpracy w wychowaniu dzieciaków. No, prawie wszyscy. Pani od
                  przyrody to osoba bardzo młoda, bez doświadczenia - gdzieś uczyć się musi, i ma
                  prawo do błędów. Rozumiem, mogła mieć zły dzień, może wkurzył ją kolega z pracy,
                  może małżonek jej nie dał na buty, uczeń napyskował, PSM miała. Nauczyciel też
                  człowiek. Klasa jej podpadła, uwagi się posypały - to też się zdarza. Trafiło
                  się i mojemu, który dotąd uwag nie dostawał - i on musiał mieć swój pierwszy
                  raz. Wszystko ok. Z tym jednym, opisanym wyżej - ALE. Nie pozwolę, żeby osoba na
                  prośbę o wyjaśnienie, skąd taka ilość punktów za opisane wykroczenie,
                  potraktowała mnie jak małego Kazia i odpisywała w bezczelnym tonie, na koniec
                  zamazując korektorem i zaklejając karteczką bardziej dobitne słowa. Nie uważasz,
                  że to żenujące? Ja nie jestem jej uczennicą, której można pogrozić paluszkiem,
                  nie pozwolę wstawić się do kąta, a stanowisko nauczyciela jakoś nie wywołuje u
                  mnie miękkich kolan i nie zastrasza dożywotnio. Nie będziemy się targować, kim
                  jestem, czy moja praca jest ważniejsza, bardziej odpowiedzialna, lepiej płatna.
                  Mogę być panią minister i panią sprzątaczką, szacunek jednej i drugiej należy
                  się jednakowy. Jeśli pedagog tego nie rozumie, to kto ma zrozumieć?

                  No i ostatnia rzecz, te nieszczęsne punkty. Widziałaś kontrakt? Opisałam go tutaj:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=567&w=87375891&a=87419736
                  Nie dziw się, że walczymy o każdy punkt. Strata jednego to już duży problem.
                  Zresztą, prawie to samo już odpisałam Ci wcześniej... Spróbuj zrozumieć. Nie
                  chcę aktu łaski, chcę sprawiedliwego traktowania. I kultury od człowieka, który
                  tej kultury wymaga wobec siebie. Tylko tyle. Czy aż tyle?


                  --
                  Najwyższa stajenna ranga nie zrobi z osła mustanga
                  • volta2 Re: Przerwa!! 20.11.08, 15:45
                    No, prawie wszyscy. Pani od
                    > przyrody to osoba bardzo młoda, bez doświadczenia - gdzieś uczyć
                    się musi, i ma
                    > prawo do błędów.

                    Ja nie jestem jej uczennicą, której można pogrozić paluszkiem,
                    > nie pozwolę wstawić się do kąta, a stanowisko nauczyciela jakoś
                    nie wywołuje u
                    > mnie miękkich kolan i nie zastrasza dożywotnio.

                    nie podoba mi się to co piszesz w tych fragmentach o nauczycielce -
                    jakoś jej młodość i niedoświadczenie bardzo cię boli i jednocześnie
                    ośmiela do ataków na nią. nie dasz postawić się do kąta, a
                    jednocześnie próbujesz tam zagonić tę nauczycielkę. ona młoda i
                    pewnie niedoświadczona, to się daje psychologicznie uwikłać w jakąś
                    tam korespondencję? i może dyskusję?
                    też byś tak nacierała na panią po 50-tce, która zęby zjadła na
                    niegrzecznych uczniach i kłótliwych rodzicach? odpowiedz sama przed
                    sobą...


                    Nie dziw się, że walczymy o każdy punkt. Strata jednego to już duży
                    problem.
                    > Zresztą, prawie to samo już odpisałam Ci wcześniej
                    dziwię się, że walczycie - czy ty razem z tym synem do szkoły
                    chodzisz? czy was łączy pępowina? czy jego też zabolały mocno jak
                    ciebie te punkty? czy problem syn dostrzegł dopiero wtedy, gdy ty
                    dostałaś piany na ustach?

                    ciekawa jestem jak przebiegała będzie rozmowa z panią? napisz, jak
                    się zdecydujesz iść w tej sprawie, jestem ciekawa tak po ludzku...

                    co do błędów... nie widziałam ich wcześniej, ale właśnei nie mogłam
                    sobie wyobrazić, że starsza kobieta tak pisze, u młodej się tym
                    błędom nie dziwię, wszak dsyleksja rulezzz. dziewczę się ślizgało z
                    zaświadczeniami i magisterkę ma, a co? przecież podczas naboru do
                    pracy dyrektor szkoły nie robi konkursu ortograficznego a
                    zaświadczenia o braku dysleksji jeszcze nie są wymagane? (to ciekawa
                    sytuacja tak w ogóle- bo nawet na polonistykę są przyjmowani
                    dyslektycy, i nawet ją kończą)


                    • robatchek Re: Przerwa!! 20.11.08, 17:41
                      Volta, zaskakuje mnie, jak wybiórczo traktujesz moje wypowiedzi. Przeczytaj
                      sobie spokojnie jeszcze raz, co Ci napisałam powyżej. Doprawdy nie zauważasz, że
                      w zacytowanym przez Ciebie fragmencie bronię nauczycielki, i usiłuję znaleźć
                      wytłumaczenie dla jej, bądź co bądź, niekompetentnego zachowania? To, że jest
                      młoda i nie ma doświadczenia, działa raczej na plus - nauczycielkę, która, jak
                      to określiłaś, zjadła zęby na wychowywaniu dzieci, potraktowałabym surowiej i
                      nie zabawiała się w dyskusje i tłumaczenia, tylko mając do czynienia z taką
                      niekompetencją poszłabym do dyrektorki. To chyba oczywiste, że od specjalisty
                      wymaga się więcej, niż od amatora. A sam fakt, że ona jest nauczycielką, tak jak
                      już wspomniałam, nie rzuca mnie na kolana...

                      Dziwi Cię walka o punkty, rozśmiesza "pępowina"... Mnie zadziwia sam fakt, że
                      tak to widzisz. Dwunastolatka nie zostawia się samopas, Zgodnie z prawem jest to
                      osoba małoletnia będąca pod moją (i ojca) opieką. Gdyby coś zmalował, gdyby
                      kogoś pobił, zabił, gdyby ukradł - ooo, wtedy byłby powód, żeby pytać, jak
                      zwykle na forach - gdzie byli rodzice? Ładnie wychowali, pewnie patologiczna
                      rodzina. Kiedy dziecku dzieje się krzywda, na siłę chcesz zrobić z niego
                      dorosłego, samodzielnego faceta, który musi być na tyle odważny, żeby sam się
                      bronić przed niesłusznymi zarzutami nauczyciela, na tyle taktowny, żeby tego
                      nauczyciela nie urazić, być równocześnie dzieckiem i dorosłym. A ja ponoszę
                      odpowiedzialność za niego, za jego wybryki, za zniszczenie mienia, za głupie
                      odzywki, za pobicia i inne teoretyczne wybryki, ale nie mam już prawa, by go
                      bronić, tak? Coś tu chyba nie gra.
                      Jeśli chodzi o syna, to on sam wiedział, że chodzeniem po klasie mógł sobie
                      zasłużyć na karę. Było mu przykro, i tyle. Nie zna na pamięć punktacji, nie
                      dostaje uwag co drugi dzień, więc gdy przeczytał sobie kontrakt, sam zdał sobie
                      sprawę z tego, że został potraktowany niesprawiedliwie. Stąd "walczymy", a nie
                      "walczę". A że korespondencję z kobietą uprawiam ja, a nie on, to chyba oczywiste?

                      Co do polonistów dyslektyków nie będę się wypowiadać, dla mnie to sprzeczność
                      sama w sobie. Mogą sobie kończyć studia i robić karierę, ale raczej naukową, bo
                      przy pisaniu prac mogą skorzystać z programu do wykrywania błędów
                      ortograficznych. Pisząc do rodzica ucznia wysiliłabym się i sprawdziła pisownie
                      w słowniku. Zastanawia mnie jeszcze jedno - skoro pisała kolejne wyjaśnienie na
                      lekcji, potem zaczęła ją zamazywać, zaklejać, dopasowywać kratki, margines
                      (czerwony, identyczny jak w dzienniczku) - musiało to dość długo trwać. Ciekawe,
                      co w tym czasie robiły dzieci?
                      • malila Re: Przerwa!! 20.11.08, 18:49
                        robatchek napisała:
                        > Dziwi Cię walka o punkty, rozśmiesza "pępowina"... Mnie zadziwia
                        sam fakt, że
                        > tak to widzisz. Dwunastolatka nie zostawia się samopas, Zgodnie z
                        prawem jest t
                        > o
                        > osoba małoletnia będąca pod moją (i ojca) opieką. Gdyby coś
                        zmalował, gdyby
                        > kogoś pobił, zabił, gdyby ukradł - ooo, wtedy byłby powód, żeby
                        pytać, jak
                        > zwykle na forach - gdzie byli rodzice? Ładnie wychowali, pewnie
                        patologiczna
                        > rodzina. Kiedy dziecku dzieje się krzywda, na siłę chcesz zrobić z
                        niego
                        > dorosłego, samodzielnego faceta, który musi być na tyle odważny,
                        żeby sam się
                        > bronić przed niesłusznymi zarzutami nauczyciela, na tyle taktowny,
                        żeby tego
                        > nauczyciela nie urazić, być równocześnie dzieckiem i dorosłym. A
                        ja ponoszę
                        > odpowiedzialność za niego, za jego wybryki, za zniszczenie mienia,
                        za głupie
                        > odzywki, za pobicia i inne teoretyczne wybryki, ale nie mam już
                        prawa, by go
                        > bronić, tak? Coś tu chyba nie gra.

                        Nie gra, nie gra. Skoro dwunastolatek jest już taki dorosły, to w
                        jakim celu nauczycielka prowadzi korespondencję z rodzicami?
                        Już widzę tego dwunastolatka w samotnej walce z nauczycielką, która
                        weszła w rolę policjanta i sędziego w jednym. Zawód nauczyciela to
                        zbyt odowiedzialne zajęcie, żeby je oddawać ludziom, którzy uważają,
                        ze zawsze mają rację, a jakąkolwiek próbę wytłumaczenia ze strony
                        ucznia traktują jak podważanie autorytetu. Licze na to, że pewnego
                        pięknego dnia ten zawód będzie wysoko opłacany.
                        • iwles Re: Przerwa!! 20.11.08, 19:51


                          > Zawód nauczyciela to
                          > zbyt odowiedzialne zajęcie, żeby je oddawać ludziom, którzy
                          > uważają,
                          > ze zawsze mają rację,


                          bogobojne życzenie....



                          > Licze na to, że pewnego
                          > pięknego dnia ten zawód będzie wysoko opłacany.


                          a co to ma wspólnego z opisaną sytuacją ?????
              • iwles Re: Przerwa!! 20.11.08, 14:52


                > Brawo! Należy nie myśleć i być bezkrytycznym dla własnej pociechy.
                Brawo! Niech
                > wlezie na głowę wszystkim wkoło...Ręce opadają...



                i vice-versa....
                "Należy nie myśleć i być bezkrytycznym dla każdego nauczyciela.
                Brawo!",
                ... bo
                1. nauczyciel ma zawsze rację,
                2. a jeśli nie ma, to patrz punkt 1.



                przypomniała mi się sprawa jednej nauczycielka, która uczyła bzdur
                typu: delfin to ryba - i w tym przypadku oczywiście również: patrz
                punkt 1, tak ?
                • robatchek Re: Przerwa!! 20.11.08, 17:42
                  Dokładnie smile
              • robatchek Re: Przerwa!! 20.11.08, 17:47
                Istotnie. Dziecko wyszło z ławki, by podać koledze zeszyt. Wlazło babie na głowę
                jak cholera. Należy koniecznie zadzwonić po szkolnego psychologa, wezwać policję
                i kuratora, a najlepiej, jak tego niewychowanego smarkacza przymkniemy pokazowo
                w poprawczaku. A potem w Tworkach.

                Mi też ręce opadają...
                • momm.y Re: Przerwa!! 20.11.08, 19:17
                  Dziewczyny szkoda dyskutować. Ja bynajmniej nie zamierzam dłużej. Prawda jest
                  taka, że dopóki nie zobaczycie i nie poczujecie jak to jest z tej drugiej
                  strony, to nie zrozumiecie do końca.

                  I tak...może dziecko aż tak bardzo wlazło jej na głowę. Jedno podało zeszyt
                  koledze, drugie chce w tym czasie podać komuś długopis, trzecie pyta inne o
                  godzinę itd...
                • thana203 Tu nie chodzi tylko o punkty 21.11.08, 09:53
                  A mnie się wydaje, że ta sprawa jest głębsza i nie chodzi tylko o punkty.
                  Po pierwsze: pewnie nauczyłaś syna, że jak się ma w swoich rękach cudzą rzecz,
                  to trzeba ją szybko oddać właścicielowi. I odniosłaś sukces wychowawczy bo
                  dzieciak odruchowo tak właśnie postąpił. Ma po prostu odruch przyzwoitości i
                  bardzo dobrze - to bym podkreśliła i chłopakowi (oraz Tobie) pogratulowała.
                  Po drugie: masz okazję wytłumaczyć synowi, co znaczy "dura lex sed lex". Czasem
                  w życiu przyzwoitość nie pokrywa się z prawem i o tym bym z synem na Twoim
                  miejscu porozmawiała. Tu był konflikt dwóch zasad: "jak najszybciej oddać rzecz
                  właścicielowi" oraz "nie chodzić po klasie". Syn uznał, że zasada "oddać rzecz"
                  jest ważniejsza od zasady "nie łazić podczas lekcji". Konsekwencją tej decyzji
                  są punkty karne, co nie zmienia w moim odczuciu faktu, że dzieciak zachował się
                  przyzwoicie. Przypomina mi się tu opisywany niedawno w mediach przykład lekarki,
                  która leczyła bezdomnych i wypisywała im recepty na fikcyjne adresy bo
                  prawdziwych nie mieli. Złamała prawo? Tak i ponosi tego konsekwencje (proces
                  sądowy). Ale ja nadal uważam, że postąpiła przyzwoicie i jest porządną osobą.
                  Tak czasem w życiu bywa, że trzeba ponosić konsekwencje mimo dobrych intencji.
                  Prawo jest prawem.
                  Po trzecie: ten kontrakt, który opisałaś jest moim zdaniem zły. Jeśli jest dużo
                  "nie wolno" i dużo możliwości załapania punktów karnych, a mało możliwości
                  zdobycia plusów, to jak dziecko ma się zrehabilitować po popełnieniu błędu? Jaką
                  ma motywację do poprawy zachowania, skoro ma już te punkty ujemne i niczym nie
                  może ich zrównoważyć? Może pomyśleć, że skoro i tak jest "na minusie", to co za
                  różnica -5, czy -8? Ten kontrakt to taki "młot na dzieci" - robienie z nich
                  bezwolnych, pokornych tłumoków, które nie powinny wykazywać inicjatywy. Uważam,
                  że jako rodzice popełniliście błąd podpisując taki kontrakt i powinniście dążyć
                  do jego renegocjowania i dopisania więcej możliwości zdobywania plusów. Tak,
                  żeby dzieciak mógł te minusy "odpracować".
                  Z nauczycielką bym porozmawiała tak (bardzo grzecznie i bez cienia agresji):
                  "Myślę, że była pani bardzo zdenerwowana wpisując tę uwagę, bo nawet popełniła
                  pani błąd ortograficzny - pewnie ze zdenerwowania. Ani mój syn ani ja nie wiemy,
                  co panią tak zirytowało, że do dwóch punktów karnych dodała pani jeszcze trzy?"
                  A następnie porozmawiałabym właśnie z tą nauczycielką o tym, że kontrakt nie
                  daje dzieciom zbyt wiele możliwości "rehabilitacji." I że może trzeba go
                  wzbogacić o dodatkowe szanse na plusy i co ona o tym sądzi. A następnie
                  zapytałabym o to samo innych rodziców.
          • spacey1 Re: Przerwa!! 24.11.08, 12:42
            No ja wiem, ja zwykle jakoś tak hurtem odpowiadam, na najbardziej kluczowe
            wątki, jakie się pojawi,ą w dyskusji i z takim sposobem najczęściej się spotykam
            na forum smile
    • robatchek Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 01:24
      Wczoraj było zebranie. Poszłam, a jakże smile Najpierw pogadanka z wychowawczynią -
      taaaaaka baba wink (znaczy, że z jajami). Żeby nie było - polonistka. Odbieram
      kartkę z ocenami, pytam, co i jak, jak widzi dziecię na tle klasy, co z
      zachowaniem, i takie tam, bla bla. Kobieta zadowolona, bo co się będę krygować -
      siedzę w domu, niańczę malucha, ale dużego też cisnę do nauki - no i efekty są,
      średnią jej w klasie podniósł. Okazało się, że to faktycznie zdolna leniwa
      bestia. W zeszłym roku mierne z trójami, w tym piątki i szóstki. A mówiłam,
      tylko cisnąć! Pańskie oko konia tuczy... wink
      No to jej w końcu podałam dzienniczek, i mówię - niech sobie przeglądnie kartę
      uwag. Czyta, czyta...wraca do poprzedniego tekstu, znowu czyta... zamyśliła
      się... W końcu zaczęła mówić. A mówiła dłuuuugo....
      Że oni wszyscy, znaczy, grono pedagogiczne, mają kobietki dość. Że zadufana w
      sobie. Że ona sama (polonistka) błędy po niej w dzienniczkach poprawiała, bo
      wstyd jej było puścić to rodzicom. Że głucha na tłumaczenia, uparta i z nosem w
      chmurach. Że coś takiego zrobiła już parę razy, a do błędów nie przyznała się
      nigdy. Że naprawdę jedynym wyjściem byłoby poinformowanie o tym kogoś wyżej, ale
      rodzice się boją, a nauczycielom nie wypada. I że mnóstwo uwag po niej musiało
      być anulowanych, bo były bardzo wątpliwe kryteria ich przyznania...
      Obiecała, że zajmie się tą sprawą, bo tym razem już chyba przebrała się miarka.
      No i pyta, co ja na to, i co chcę zrobić? A ja na to, że jeszcze nic. Że przejdę
      się do pani G. i zobaczę, jak się będzie tłumaczyć. Ale jeśli okaże się, że pani
      od przyrody w jakiś sposób odgrywa się na dziecku, albo znów niesprawiedliwie go
      będzie karać, wtedy i ja zacznę działać. Drogę do gabinetu dyrektorki znam,
      adres kuratorium w internecie też znajdę. A nie bezpodstawnie o tym odgrywaniu
      powiedziałam - w poniedziałek zaczęła uwagi dziecku czynić, złośliwe dosyć, i
      zapytała, czy tym razem poskarży się babci? No i znów, niestety, nie miała
      racji... (ale to inna sprawa i wątku nie dotyczy, więc sobie daruję szczegóły)
      Poszłam najpierw do kilku nauczycieli, podpytałam o zachowanie młodego na
      lekcjach, i utwierdziłam się w przekonaniu, że młody nie przeszkadza. Owszem,
      jak to dzieciak, majta nogami pod stołem i raz, o zgrozo, rysował w brudnopisie
      jakieś potwory, zamiast notować rodzaje trójkątów, ale wystarczyło, że babeczka
      spojrzała na dziecię, i już brudnopisu na stole nie było. Poza tym, kulturalny,
      uczynny, w ogóle wzór we wzorek...
      Po takim wywiadzie powędrowałam do pani od przyrody. Jak mnie zobaczyła, jakoś
      tak dziwnie nerwowa się zrobiła. Owszem, miła była, nawet próbowała się
      uśmiechać. Pytam ją, pokazując dzienniczek - porozmawiamy o tym? Ano,
      porozmawiamy. Jak kobieta z kobietą, czy jak pedagog z rodzicem, pytam. A że
      dziewczę ode mnie przeszło o dychę młodsze (sprawdziłam na nieocenionej NK smile),
      to sama wyszłam z inicjatywą szczerej, luźnej rozmowy. Kobietka na to, że może
      uda nam się i tak, i tak. No to ją pytam, niech opowie, jak to było. I zaczęła
      opowiadać. I wiecie co? W zasadzie, to ja pamięć mam dobrą, spostrzegawcza też
      jestem i w ogóle raczej niegłupia, ale tego, co ona mówiła, ni cholery powtórzyć
      nie umiem. Zdania się wzajemnie wykluczały, ciągłe zaprzeczenia, raz było, że
      poszedł do ostatniej ławki, potem, że do ławki obok, i takie tam kwiatki.
      Powiedziała, że owszem, młody od razu ją przeprosił i wrócił do ławki. No to
      pytam, po co ta uwaga? Jakoś zawsze uwagi były ostatecznością, a teraz ma być na
      odwrót? Przecież osiągnęła sukces, zwróciła mu uwagę, on wrócił na miejsce i
      chciał siedzieć cicho. A ona mi na to, że jakby każdego tak miała traktować, to
      by żadnego autorytetu nie miała. A teraz, pytam ją, uważa, że go ma? Tak, tak
      uważa. A jest pewna? A jest. A po czym poznaje? A po tym, że ją przeprosił...
      Noshhh kurde, ręce mi opadły. To ja dziecko uczę od kołyski, że ma kulturalne
      być, zachowywać się jak człowiek i używać słów ogólnie przyjętych za
      parlamentarne (nie wnikam, czemu akurat parlamentarne, jak tam jest gorzej, niż
      na targowisku), że słowa "klucze" mają trwale towarzyszyć mu w życiu... A ona mi
      mówi, że to jej autorytet??
      Rozpisałam się, a to dopiero połowa rozmowy była. Żeby Was nie zanudzić, powiem
      tylko jeszcze, że babeczka usiłowała mi wmówić, że nie widać, co jest napisane
      pod korektorem i przyklejoną kartką. Nie wierzyła, że mogłam to przeczytać, i
      jak?? Wzięłam ją pod jarzeniówkę, kartkę pod światło, niech czyta, mówię. Ona
      udaje, że nie widzi. No to jak ja jej przeczytałam, to ją zatchnęło. I pyta,
      coraz bardziej natarczywie, i taka bezsilna złość z niej wychodzi - jak mogłam
      przeczytać, i po co, i dlaczego. A ze zwykłej, ludzkiej ciekawości... Jak mi
      jeszcze zaczęła wmawiać coraz to gorsze zachowanie dziecka, a za dwa, trzy
      zdania zrobiłaby z niego bandytę, ucięłam tę dyskusję. Powiedziałam jej wprost -
      że kłamie. Albo matematyki w zakresie dziesięciu nie opanowała. I że widać, że
      się pogrąża, więc wolę zaoszczędzić jej wstydu, niech już lepiej nie tłumaczy,
      bo co powie, to głupiej. A kłamać też trzeba umieć... Gdyby przyznała się do
      pomyłki, zwykła ludzka rzecz, nie byłoby tej afery. Gdyby dała mu 20 punktów za
      fatalne zachowanie, też nie byłoby problemu. Ale zmienia zdanie, zmienia treść
      uwagi, potem mnie usiłuje postawić do kąta. Aaaa, wiecie, co mi powiedziała? Że
      nikt jeszcze nie podważał zasadności jej uwag. Ja jestem pierwsza. A w domyśle -
      i jak śmiem to zmieniać?
      Hmm... Powiedziałam, żeby w przyszłości precyzyjniej pisała swoje uwagi. Nie,
      jak to ona określiła, elaboraty, ale żeby sprawdzała te punkty, czy adekwatne do
      wykroczenia. Bo choć jej to się wyda śmieszne, dzieci walczą tu o każdy punkt.
      Nie wspomniałam o bykach ortograficznych. Chociaż ona mówiła, że się w szkole
      śmieją z tej uwagi, nie prostowałam, że to nie z zachowania młodego, ale z tego,
      JAK ona to opisała. Niech żyje w błogiej nieświadomości wink Jak jeszcze raz
      dojdzie do podobnej sytuacji, albo jeśli będzie oceniała go niesprawiedliwie,
      wtedy z tego dzienniczka naprawdę zrobię użytek. Teraz jeszcze sobie poczekam,
      nie pokażę całego oręża wink A na koniec, w prezencie na pożegnanie szkoły, kupię
      jej piękne wydanie słownika ortograficznego smile

      Acha. A śmieją się, bo młody na przerwie zostawił dzienniczek na ławce, i
      wyszedł z klasy. A dyżurnym był klasowy dowcipniś... Poczytał sobie smile

      Uff... Jeszcze czekam na informacje, co na to wszystko wychowawczyni zrobi. Bo
      cięta była, widać. Może jej ta babeczka też za skórę zalazła?

      Tyle na temat. Mam nadzieję... smile
      • rita75 Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 08:49
        W końcu zaczęła mówić. A mówiła dłuuuugo....
        > Że oni wszyscy, znaczy, grono pedagogiczne, mają kobietki dość. Że
        zadufana w
        > sobie.

        zatarla ci sie granica miedzy fikcją a rzeczywistoscią, chyba, ze
        mamy zwiastun tego, ze zawód nauczyciela spadl na psy...i wcale nie
        mowie tu o pani od przyrody.
        • robatchek Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 09:50
          Mi się? Zatarła, znaczy? Kobieto, przeceniasz mnie smile Tu nie trzeba niczego
          wymyślać, życie pisze własne scenariusze, często dużo zabawniejsze od
          najlepszych komedii smile
          Dziwisz się, że nauczyciele też mogą mieć swoją opinię na temat innych
          nauczycieli? Czy może wydaje Ci się, że ślepo będą bronić "swoich"? No to pech,
          ja trafiłam chyba na takich zwykłych ludzi, a nie na towarzystwo wzajemnej
          adoracji. Co poradzę...?

          Czy zawód nauczyciela spadł na psy? Nie mnie oceniać. Ale, gdy przywołuję
          wspomnienia z dzieciństwa, z podstawówki, potem z liceum - to nauczyciele
          wzbudzali większy respekt. Ale też więcej pedagogów było z powołania. Takich,
          którzy potrafili swoją pasję do przedmiotu wpoić największym matołom, wyciągnąć
          z nich to, co najlepsze, zarazić przedmiotem jak grypą. Teraz pedagogikę
          studiują ci, którzy nie mogą się dostać na lepsze studia. Przykro mi, znam
          takich. W tym moją kuzynkę, tępą, nudną, i nienawidzącą dzieci. Nie dostała się
          dwukrotnie na bankowość, więc w końcu zdała na pedagogikę. Nie chciałabym mieć
          dzieci w jej klasie...

          Swoją drogą, wciąż nie mogę się nadziwić, że tak gorliwie bronisz nauczycielki,
          atakujesz moje dziecko, nie znając ni jednej, ni drugiej osoby. Gdyby nie fakt,
          że nie robisz błędów ortograficznych, przysięgłabym, że to ona znalazła wątek o
          sobie... Chociaż, w kompie to przynajmniej błędy można poprawić automatycznie... smile

          Zmykam, dziś nie dyskutuję, bo pomagam dziecku w przygotowaniach do próbnego
          testu do gimnazjum. W poniedziałek szaleństwo będzie...

          Pozdrawiam smile
          • kawka74 Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 10:01
            Czy może wydaje Ci się, że ślepo będą bronić "swoich"? No to pech,
            > ja trafiłam chyba na takich zwykłych ludzi, a nie na towarzystwo wzajemnej
            > adoracji. Co poradzę...?

            To nie jest kwestia towarzystwa wzajemnej adoracji. Mnie, nawet w uzasadnionych
            przypadkach, nie przyszłoby do głowy wylewać przed rodzicem żalu na kolegów po
            fachu, kwestia lojalności. Nie oznacza to, że nie zrobiłabym nic, żeby pomóc
            dziecku, ale na pewno rodzic nie jest partnerem do takich rozmów.
            Coś tam cienko z pedagogami w tej szkole.
            • rita75 Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 10:10
              > To nie jest kwestia towarzystwa wzajemnej adoracji. Mnie, nawet w
              uzasadnionych
              > przypadkach, nie przyszłoby do głowy wylewać przed rodzicem żalu
              na kolegów po
              > fachu, kwestia lojalności. Nie oznacza to, że nie zrobiłabym nic,
              żeby pomóc
              > dziecku, ale na pewno rodzic nie jest partnerem do takich rozmów.
              > Coś tam cienko z pedagogami w tej szkole

              wlasnie tak
            • mruwa9 Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 10:11
              kawka74 napisała:

              > Coś tam cienko z pedagogami w tej szkole.

              Albo zmeczenie materialu, jesli takie sytuacje powtarzaja sie od
              dluzszego czasu i po raz n-ty nauczyciele musza przed rodzicami
              tlumaczyc sie w imieniu kolezanki... a robatchek wyglada na bardzo
              sensowna osobe .. Niezle to zalatwilas, ale obawiam sie , ze trzeba
              miec duzo sily , zarowno Ty, jak i dzieko, aby utrzymac sie na
              froncie.. bo rozklad sil nie jest, neistety, symetryczny.
              Pisz, jak sie dalej akcja rozwija. Oby bylo dobrze.
              • rita75 Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 10:14
                > Albo zmeczenie materialu, jesli takie sytuacje powtarzaja sie od
                > dluzszego czasu i po raz n-ty nauczyciele musza przed rodzicami
                > tlumaczyc sie w imieniu kolezanki...

                taa terroryzujaca cialo pedagogiczne stazystka..
              • kawka74 Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 11:01
                Nauczyciele nie powinni się tłumaczyć w imieniu koleżanki, tylko powinni odesłać
                rodziców do inkryminowanej nauczycielki i tyle.
          • dlania Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 10:57
            Nawet jak nauczyciele maja opinię na temat kolegów z pracy, to lojalnośc
            zawodowa wymaga, żeby ich nie szkalowali przed uczniami i ich rodzicami. I wcale
            nie oznacza to, że maja kłamać! Wychowawczyni powinna była cie wysłuchać, a
            problem rozwiążąc w gronie pedagogicznym. Wg jest babą z jajami, bo obgaduje
            koleżanke z pracy za jej plecami?
            Co do Twojego, robaczku, podejścia do kstałcenia i wychowywania dziecka - hmm,
            dziwna sprawa. Masz zamiar do 24 roku życia stać nad nim i pilnować, żeby ten
            zdolny, le leniwy miała same 5 i 6? Nie lepiej, żeby miał konkretne
            zainteresowania? Po co komu same 5 i 6 z wszystkich przedmiotów?
        • donkaczka Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 10:11
          na psy?
          jakos inaczej to widze
          ze grono nauczycielskie to nie monolit, nienaruszalny, niepoddawalny krytyce
          ze to ludzie, ze widza, ze potrafia sluchac i widza plewy wsrod ziaren


          robaczku, rozumiem, popieram, podobnie bym sie zachowala zapewne
          a glosy matek krytykujacych Twoje zachowanie i stanowisko przypominaja mi
          postawe moich rodzicow, nauczyciel to swietosc, chocby byl chamski, zlosliwy i
          niesprawiedliwy, to racje ma a ty gnojku do zeszytow

          ja na wlasnej skorze doswiadczylam chamstwa nauczycieli, bylam prymusem na miare
          szkoly, konkursy obstawiali mna wszystkie i niestety co niektorzy nauczyciele
          postanawiali utrzec mi nosa dwoja za brak zeszytu, uwaga za gadanie,
          odpytywaniem co druga lekcje
          a w domu manto jak ta lala jak mi sie noga powinela
          do dzis pamietam tych fajnych madrych sprawiedliwych i tych glupich i
          zlosliwych, do dzis tez pamietam brak wsparcia ze strony rodzicow i konsekwencje
          jakie to mialo i pozniej
          • kawka74 Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 10:46
            Sprawa jakości pani od przyrody (bo, o ile dobrze rozumiem, to o nią chodzi) to
            jedna sprawa.
            Drugą, zupełnie inną, jest wywnętrzanie się przed rodzicem z problemów
            wewnętrznych grona pedagogicznego. Czytam ciąg dalszy kolejny raz i wydaje mi
            się, że wychowawczyni zwyczajnie Robatchka podpuszczała, żeby jej rękami
            załatwić problem koleżanki po fachu.
            • rita75 Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 10:55
              Czytam ciąg dalszy kolejny raz i wydaje mi
              > się, że wychowawczyni zwyczajnie Robatchka podpuszczała, żeby jej
              rękami
              > załatwić problem koleżanki po fachu.

              ta pani od przyrody to mloda osoba po studiach, raczej nie jest
              nawet mianowana- nie jest chyba trudno zalatwic taka osobę- nawet
              bez pomocy pieniaczki- mamuski
              • kawka74 Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 10:58
                Ale po co sobie ręce brudzić?
              • robatchek Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 11:30
                Oj Rita, Rita... Rzuciłam okiem, weszłam tu dla Ciebie, naprawdę mam mnóstwo
                roboty, a Ty mi tu takie prowokacje rzucasz, że oprzeć się nie mogę, żeby Ci nie
                odpisać.

                Powiedz Ty mi, ale tak uczciwie - naprawdę sądzisz, że tu chodzi o to, żeby
                załatwić nauczycielkę? A na co mi to? Pół roku jeszcze się jakoś przebujamy,
                potem zmiana szkoły, nie będę z nią miała do czynienia, ani ja, ani syn. To po
                co mi użeranie się z kobietą? Poza tym, może właśnie ta sprawa trochę wpłynie na
                jej trochę przerośnięte ego i następnym razem powstrzyma języczek? Wykładowcą
                jest dobrym, młody ma u niej oceny na poziomie 4,5 - i naprawdę umie tę
                przyrodę. Może się okazać, że w przyszłości pani G. będzie całkiem fajnym
                wykładowcą, wystarczy tylko, że przyjmie do wiadomości, że nie jest nieomylna,
                jak jej się zapewne wydawało.
                Nie martwcie się, nic moimi rękami nie będzie załatwiane. Ja nie z tych, co się
                dają wmanipulować w jakieś gierki. Jeśli będzie trzeba, trafię i do prezydenta.
                Jeśli będzie fajnie, na koniec roku dostanie wielki bukiet za nauczanie. To, co
                się będzie teraz działo, zależy już wyłącznie od niej. Ja powiedziałam, co
                miałam do powiedzenia, wykazałam się tzw. odwagą cywilną, o której pisałaś
                gdzieś wyżej, i wywaliłam w cztery oczy, co o niej myślę. I na tym koniec. Nie
                byłam świnia, nie poszłam do dyrekcji, nie opublikowałam w szkolnym biuletynie
                treści uwagi, nic z tych rzeczy. Wychowawczyni wie, bo wiedzieć musi. A że
                pracują razem już kilka lat, i pewnie przez ten czas była świadkiem niejednego
                wybryku tej pani, to jej się w końcu znudziło tłumaczenie koleżanki i
                ściemnianie, że jest ok, skoro nie jest.
                Daj już spokój, Rita. Nie rób ze mnie sfiksowanej mamuśki-pieniaczki, bo daleko
                mi do takiej. Zwyczajnie chcę, żeby dziecko miało chęć do pracy, sprawiedliwie
                ocenianej, prawo do walki o swoje przekonania i racje, prawo do godności i
                traktowania po ludzku, sprawiedliwie, a nie, jak napisała koleżanka wyżej -
                zamknij się i siadaj, gnojku, do zeszytów. Jeśli, według Ciebie, to za duże
                wymagania, to czym jest w takim razie kontrakt o zachowaniu, czym jest karta
                ucznia, po co instytucja rzecznika praw ucznia, po co w ogóle konstytucja, jeśli
                będą równi i równiejsi? I kto, jeśli nie szkoła, ma nauczyć moje dziecko
                sprawiedliwości? Sama nie dam rady.

                Tyle. Zmykam. A Ty ochłoń trochę i mimo wszystko, popatrz na sprawę także z
                drugiej strony. Mimo wszystko. I przyjmij do wiadomości, że nie wszystkie dzieci
                w tym wieku to potencjalni przestępcy, zdarzają się także zwyczajne, normalne
                dzieciaki. Możesz mi nie wierzyć, ale mój syn naprawdę nie jest zły. Bywa
                rozkojarzony, bywa leniwy, miewa zły humor, jak każdy z nas. To jednak nie
                powód, żeby robić z niego rozwydrzonego gó...arza, rozpieszczonego przez
                roszczeniową mamuśkę.
                • dlania Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 11:33
                  Robatchku, nauczyciel w podstawówce nie ma być wykładowcą!!! Ma nauczać i
                  wychowywać. Jak ona jest dobrym wykładowcą to niech robi doktorat i przeniesie
                  się na wyzsza uczelnię.
                • demonii.larua Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 11:38
                  Wiesz co... mam wrażenie, że piszesz o tej samej nauczycielce, która uczy
                  przyrody mojego syna. Tylko ta "moja" jest dużo starsza i przy okazji jest jego
                  wychowawczynią. Rozumiem zatem doskonale Twój problem.
              • iwles Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 23:34


                > ta pani od przyrody to mloda osoba po studiach, raczej nie jest
                > nawet mianowana- nie jest chyba trudno zalatwic taka osobę-


                noooooo............... niekoniecznie. Wystarczy, że
                jest "spowinowacona" z dyrektorem i już sprawa nie jest taka prosta.
                A jeśli jest "z polecenia" kogoś z władz samorządowych - to już
                wogóle - bez głośnej afery - osoba nie do ruszenia.


          • e_r_i_n Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 11:11
            Dla mnie też to akurat dobra informacja - że nie ma bezkrytycznosci
            w stosunku do innego przedstawiciela tego samego zawodu. Jesli z
            pania jest problem glebszy, to nic zlego w tym, zeby o tym glosno
            powiedziec. Naprawde pasuja Wam 'sady lekarskie'?
            • dlania Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 11:17
              e_r_i_n napisała:

              > Dla mnie też to akurat dobra informacja - że nie ma bezkrytycznosci
              > w stosunku do innego przedstawiciela tego samego zawodu. Jesli z
              > pania jest problem glebszy, to nic zlego w tym, zeby o tym glosno
              > powiedziec. Naprawde pasuja Wam 'sady lekarskie'?

              A co w tym fajnego, że nauczyciele, zamiast uporać sie z problemem konfliktowej
              koleżanki, nic w tym celu nie robią, siedzą na dupskach, za to obgadują ją przed
              rodzicami i próbują ich namówić do donosów?
              Tu nie chodzi o zamiatanie prawy pod dywanik tylko o lojalnośc wobec
              wspópracowników i instytucji, którą się reprezentuje. Co komu z tego obgadywania
              niby pryszło? jaki jest pozytywny efekt?
              • e_r_i_n Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 11:24
                Ja nie wiem, czy tylko obgaduja, czy cos robia.
                Tym bardziej, ze moja uwaga byla typu ogolnego - dobrze swiadczy o
                wychowawczyni stwierdzenie 'to kolejna skarga, tez mamy do niej
                zastrzezenia, temat jest na tapecie'. Gorsze byloby 'dziecko
                przesadza, pani tez'.
                • dlania Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 11:28
                  e_r_i_n napisała:
                  Gorsze byloby 'dziecko
                  > przesadza, pani tez'.

                  Sto tysięcy razy gorsze i zupełnie nie o to mi chodziwink Gdyby skończyła na
                  przyznaniu, że wie o problemie i że coś z tym zrobia ok. Natomiast cała dalsza
                  częśc była nieprofesjonalnym (a może własnie profesjonalnymwink)obrabianiem dupy
                  koleżance i próbą wrobienia robatchka.
                • kawka74 Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 11:29
                  A wystarczyłoby powiedzieć 'dziękuję za informacje, będę miała rękę na pulsie,
                  postaram się przeciwdziałać tego typu zachowaniom'.
                  Rodzic naprawdę jest ostatnią osobą do długich wynurzeń na temat jakości
                  nauczania koleżanki.
                  • robatchek Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 11:37
                    Przecież powiedziała, że już mają dość takich spraw, że to nie pierwsza, że
                    próbowali na nią wpłynąć, ale ona pewna swoich racji nie daje do siebie
                    przemówić. Że nie chcieli iść z tym wyżej, owszem - w końcu z ich strony też
                    byłby to donos na koleżankę, dziwicie się? Jeśli w końcu wkurzony rodzic
                    zareaguje, nie będą się dziwić. No i wyszło na to, że nasza sprawa jest chyba tą
                    ostatnią kroplą do przelania. Ale jeszcze wstrzymujemy się z działaniem,
                    zobaczymy, co dalej. A wychowawczyni porozmawia z koleżanką bardziej stanowczo,
                    nie wiem, czy z udziałem grona pedagogicznego, czy w cztery oczy. Nie mojej
                    babci buraczki, jak - po prostu ma być spokój. Amen.

                    Zmykam, paaaa smile
              • azile.oli Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 11:33
                Jestem nauczycielką.Nie uczę w szkołach,do których chodziły i chodzą
                moje dzieci.miałam sporną sytuację z pewną nauczycielką,z tym,że
                zanim ja zareagowałam,wielokrotnie rozmawiała z nią wychowawczyni
                córki.Szczerze mi powiedziała,że rozmawiała z kobietą(nauczycielką
                wf) i żadne argumenty do niej nie trafiają.W związku z tym
                wychowawczyni powiedziała,że jeśli wyrażę taką chęć,ona pójdzie ze
                mną w tej sprawie do dyrektora.I poszła,tyle,że towarzyszył jej mój
                mąż,bo on w takich sprawach lepszy.Tam,gdzie uczniowi dzieje się
                krzywda nie ma miejsca na solidarność zawodową.Wychowawczyni córki
                tym tylko różniła się od opisanej w wątku,że nie opowiadała o
                stosunku całego grona pedagogicznego do tej pani,nie omawiałyśmy też
                innych jej potknięć.Wyraziłyśmy tylko jednobrzmiącą opinię,że owa
                pani jest w stosunku do mojej córki złośliwa,co zostało w gabinecie
                dyrektora udowodnione.Przy okazji skorzystali na tym też inni
                uczniowie,aczkolwiek ich sprawy nie były tematem rozmowy.Wychowawca
                ma prawo wystąpić w obronie ucznia,ma też prawo nie zgodzić się z
                opinia innego nauczyciela przy rodzicu.Nie powinien natomiast
                powoływać się na ogólną opinię grona pedagogicznego,bo tu już
                wykracza poza kompetencje.Reasumując-wychowawczyni podbudowała nieco
                autorkę wątku,że ta pania nie warto się przejmować,ale w zasadzie
                nie zrobiła nic konstruktywnego.
                • kawka74 Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 11:44
                  Wychowawczyni córki
                  > tym tylko różniła się od opisanej w wątku,że nie opowiadała o
                  > stosunku całego grona pedagogicznego do tej pani,nie omawiałyśmy też
                  > innych jej potknięć.

                  AŻ tym.
                  • azile.oli Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 12:05
                    W sumie masz rację,że ''aż'' tym,bo nie wierzę ,że wszyscy
                    nauczyciele mają odnośnie koleżanki jednakowe zdanie,wychowawczyni
                    miała prawo wyrazić swój stosunek do tejże koleżanki.I tylko
                    swój.Inne rozważania należy zostawić sobie na Radę Pedagogiczną.
                    • kawka74 Re: Obiecałam ciąg dalszy... 29.11.08, 12:08
                      O to to.
                      Ja absolutnie nie twierdzę, że nauczyciel ma udawać, że nic się nie dzieje, ale
                      nie powinien tak się wywnętrzać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka