Dodaj do ulubionych

Bite dzieci dwadzieścia lat później

30.01.09, 10:09
Dostawalam klapsy kiedy bylam dzieckiem i oczywiscie pamietam, ze
nie bylo to mile, jednak nie pozostawilo traumy. Wydaje mi sie, ze
niektorzy rodzice potrafia stosowac kary nie cielesne, ktore
zostawiaja o wiele gorsze slady od klapsow. Obrazanie sie na dzieci,
nie odzywanie sie do nich za kare, mowienie jak ich unieszczesliwily
swoim zachowaniem - to tez jest forma znecania sie. Niestety na to
nie moze zareagowac ani ministerstwo ani kampania z udzialem
slawnych osob.
Obserwuj wątek
    • mkdaddy Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 10:22
      "Co dziesiąte dziecko dostało porządne lanie w ciągu miesiąca
      poprzedzającego badanie, co piąte w ciągu ostatniego roku - podają
      organizatorzy kampanii "Dzieciństwo bez przemocy". - Najczęściej
      bite są dzieci w wieku przedszkolnym (20% dostało solidne lanie w
      ciągu ostatniego miesiąca) i dzieci poniżej 3 lat (14%). W
      tzw. "dobrych rodzinach" skala stosowania surowych kar fizycznych
      wobec dzieci wcale nie odbiega, od wskazań dotyczących ogółu
      rodziców. Klapsy i bicie ręką stosowało wobec dzieci 82% rodziców z
      warszawskich rodzin o wysokim statusie socjo-ekonomicznym. Blisko
      25% przyznawało, że robi to często, 5%, że bardzo często. Solidne
      lanie sprawiało swoim dzieciom 38,5% rodziców, większość rzadko.
      4,5% przyznało, że dzieje się tak często. Do bicia pasem bądź innym
      przedmiotem przyznało się 44% badanych (3,5% - dość często).". -
      Skąd te badania, na jakiej próbie wykonane, jaką metodą?
      • aleksandrynka Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 23:37
        Skąd te badania, na jakiej próbie wykonane, jaką metodą?

        Prawdopodobnie są to badania p. Sajkowskiej z FDN. Potrzebujesz szczegółów?
        Napisz do niej, na pewno odpowie. O ile nie ma szczegółów w necie...
        • offler Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 19:55
          Wszystkie te klutnie sa o d... potluc. Ja bylem czasami bity, nie mysle zeby to na mnie jakos wplynelo wiec moich dzieci nie bije ale nie powiem, ze nie ma miejsca w wychowaniu na klapsa. Tyle, ze dziecko musi wiedziec dokladnie dlaczego dostalo. Male dzieci czasami trzeba uderzyc, zeby przestaly robic glupoty, a nie sa w stanie zrozumiec argumentow, np jak ciagle wsadza palec do kontaktu. Problem polega na tym, ze statystyka pokazuje, ze dzieci bite maja wieksze szanse na to zeby byc jakimis tam przestepcami. Tak ale to dlatego, ze wiele z nich jest z rodzin patologicznych gdzie bice przestaje byc kara, a staje sie norma. Nie karanie dziecka tez prowadzi do patologi ale mniej. Zawsze prawda jest po srodku. Statystycznie kazdy czlowiek ma 1,9 nog 1,9 oka i 2,2 dziecka staystyka w tych wypadkach nic nie mowi pozytecznego. Trzeba bic jak najmniej ale nigdy nie mow nigdy.
          • ka.mka Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 26.03.09, 14:43
            offler napisał:

            ''Male dzieci czasami trzeba uderzyc, zeby przestaly robic glupoty,
            a nie sa w stanie zrozumiec argumentow, np jak ciagle wsadza palec
            do kontaktu. ''

            Durtnoty piszesz ... kup zatyczke do kontaktu to wiecej palcow tam
            nie wlozy, a jak podrosnie to samo zrozumie, ze nie wolno - tylko mu
            wytlumacz.
          • ma_dre Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 29.03.09, 00:17
            "Nie karanie dziecka tez prowadzi do patologi ale mniej."
            "Trzeba bic jak najmniej ale nigdy nie mow nigdy." chlopie, ty sie na ostatnia
            strone "Przekroju" nadajesz.
            Bicie kogokolwiek to patologia, a juz bicie malutkiego czlowieczka to hanba.
            Biciu mowie NIGDY! Bylam bita i ponizana jako dziecko, bardzo chcialabym
            oszczedzic tego typu cierpienia moim dzieciom, bo dzis wiem jak wielkie zlo mi
            zostalo wyrzadzone. Dziecko mozna ukarac, ba! wychowac, nie ponizajac go.
          • memphis90 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 27.06.13, 22:35
            Jasne, utłuczmy też dupska całej gównażerii w samochodach, która prowadzi po piwie, leci 100 na 50 i wyprzedza na podwójnej ciągłej. Skoro nie potrafią zrozumieć argumentów...
    • broceliande Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 10:55
      Ja byłam bita taką "dyscypliną" (pasek z końcówką pociętą na
      rzemyki), wisiało to na drzwiach i teraz sie zastanawiam, czy to
      normalne.

      Ja nie biję dziecka, jest w wieku przedszkolnym, ale jest mi dość
      trudno, bo jestem raczej agresywna i impulsywna. W ogóle wychowuję
      inaczej niż rodzice.
      • jestem.mama Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 11:19
        broceliande napisała:

        > Ja byłam bita taką "dyscypliną" (pasek z końcówką pociętą na
        > rzemyki), wisiało to na drzwiach i teraz sie zastanawiam, czy to
        > normalne.

        nie jestem żadnym specjalistą, ale dla mnie to normalne nie jest. Ciąć
        specjalnie pasek na rzemyki (!!!) żeby.. no właśnie co..? bardziej bolało?
        Większy strach wzbudzało? Efektowniej wyglądało????
        Ociera mi się to jakiś sadyzm, perwersję niemal. Wyobrażam sobie tego rodzica,
        który gruby pas z mozołem tnie na wąziutki paseczki. Ciekawe co sobie wtedy
        myślał (myslała)???!!!
        Koszmar po prostu.
        ogromnie współczuję.
        • broceliande Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 11:24
          Dziękujęsmile
          Jeśli czytałaś artykuł, to wiesz, że to było wtedy do zaakceptowania
          przez dziecko.
          Tak naprawdę dopiero mając własne dziecko, przeżyłam to jeszcze raz.
          Ani ja, ani mój brat nie przenosimy bicia na następne pokolenie.
      • perfect4u Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 15:17
        To ze jestes impulsywna i agresywna to sa to wlasnie skutki bicia w
        dziecinstwie.Dzieci sa jak kalka i nasladuja podswiadomie rodzicow.I
        czesto przekazuja sklonnosci do przemocy na nastepne
        pokolenie.Dobrze to bylo pokazane w filmie ,,Pregi'' z Zebrowskim.
        Mozna te skutki przemocy zlikwidowac poprzez psychoterapie.
        Kobiety ktore mialy ojcow brutali czesto wiaza sie z takimi
        mezczyznami.Podswiadomie daja sie ,,podrywac'' przez takich mezczyzn
        ktorzy przypominaja ojcow.
        • net79 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:47
          ja nie byłam bita, i też jestem. Za to Ojciec lubił japę powydzierać, niestety
          chyba mi się udzieliło, czasem myślę, że ten klaps byłby lżejszy, niż to moje
          dzimganie na mega wqrwie... to będą pewnie dzieci pamiętać, o klapsie szybko
          się raczej zapomina. Podobno ja trzy w życiu dostałam i gdyby Matka sie w tym
          nie rozpamiętywała pojęcia bym o nich nie miała...tzn, nie pamiętam, za to słów
          wile pamiętam...
      • kwaczynski Siostrzyczko, to Ty? 03.03.09, 14:00
        Karolina, nie zgrywaj glupa na forum. Ale tak powaznie, to pierwsze co
        pomyslalem to moje doswiadczenie z "dyscyplina". Dobrze, ze nie powielasz tego
        sposobu. Potwierdzam, ze w wieku 30 lat nabierasz dystansu do tego. Wiec, byle
        dozyc do 30ki smile
    • polsz Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 11:12
      ależ różne psycho i srolożki właśnie takie postępowanie uważają za wychowawcze.
      Dziecka nie wolno uderzyć ale wolno maltretować je psychicznie. A potem rosną
      całe tabuny nieczułych gnojków
      • broceliande Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 11:14
        Myślę, że kary psychiczne sa równie złe, jak bicie.
        • polsz Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 11:31
          myślę, że czasami nawet gorsze, klaps to często kwestia impulsu. Szybka kara,
          szybka reakcja, szybki efekt. Pupa zapiecze ale za sekndę już nie boli i tylko
          wspomnienie zostaje: nie dotykać kryształu bo od tego tyłek zapiecze. A kary
          psychiczne? Wymagają zaplanowania i wykonania, często nie da się ich zrealizować
          od razu "w miejscu popełnienia przestępstwa". I kiedy dochodzi do kary maleństwo
          już nawet nie wie o co chodziło. Kary wymierzane najczęściej na zimno i z
          premedytacją. Czy na tym ma polegać miłość rodziców i wychowanie? Na zimnej
          kalkulacji?
          • broceliande Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 11:36
            Oczywiście klaps niezaplanowany może się zdarzyć. Pewnego dnia na
            przykład ja mogę nie wytrzymać, nie ma sie co zarzekać.

            A ja tak byłam bita nawiasem mówiąc. Nie na zimno, tylko z taką
            furią, w afekcie.

            Nie sądzę, żebym potrafiła ukarać psychicznie. Na przykład nie
            odzywać się do dziecka przez pół godziny. To straszna kara.
            • peryklejtos Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 15:59
              broceliande napisała:

              > Oczywiście klaps niezaplanowany może się zdarzyć. Pewnego dnia na
              > przykład ja mogę nie wytrzymać, nie ma sie co zarzekać.


              Czyli nie chodzi tu o sprawiedliwą karę, lecz o proste wyżycie się,
              kiedy nie potrafimy poradzić sobie z dzieckiem.
              Co takiego strasznego może zrobić dziecko, żeby dostać lanie?
              • patryk_r83 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:09
                peryklejtos napisał:

                > broceliande napisała:
                >
                > > Oczywiście klaps niezaplanowany może się zdarzyć. Pewnego dnia na
                > > przykład ja mogę nie wytrzymać, nie ma sie co zarzekać.
                >
                >
                > Czyli nie chodzi tu o sprawiedliwą karę, lecz o proste wyżycie się,
                > kiedy nie potrafimy poradzić sobie z dzieckiem.
                > Co takiego strasznego może zrobić dziecko, żeby dostać lanie?

                Rodzic nie jest sługą dziecka. Można mieć cierpliwość do pewnego momentu, ale
                jeśli dziecko nie ma zamiaru słuchać, to pojedynczy klaps może je przywrócić do
                równowagi.

                Wczoraj w autobusie widziałem małego gnojka, który ryczał (dosłownie: ryczał jak
                koza) na cały autobus, bo to ON a nie jego brat miał siedzieć ojcu na kolanach.
                A tatuś tylko "syneczku, on tez może siedzieć na kolankach" i sadza go spowrotem
                na jego siedzeniu. A ten - syrena i znowu się wpycha.
                • peryklejtos Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:21
                  Tobie nie chodzi o prawidłowe wychowanie, ale o szybkie uciszenie
                  dziecka klapsem, w trosce o komfort uszu otoczenia smile

                  Klaps nie jest rozwiązaniem tylko stanowczość zachowania. Dziecko
                  musi wiedzieć, że "nie" znaczy "nie". Widać ojciec dziecka z
                  przytaczanego przypadku nie potrafi stanowczo ustawić granic swoim
                  dzieciom - bez bicia. To o wiele trudniejsze niż "klaps".

                  A swoją drogą... zrobiłeś coś żeby im zwrócić uwagę w autobusie, na
                  hałaśliwe zachowanie, czy tylko stałeś biernie? Sądzę, że to byłoby
                  skuteczniejsze od klapsa.
                  • rock73 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 17:47
                    A można wiedzieć, co powinien zrobić ojciec z przykładu powyżej? Pytam poważnie,
                    bo nie wiem, a potrzebuję wiedzieć, i mam wrażenie, że Ty wiesz. Że to o wiele
                    trudniejsze niż "klaps" to już wiemy, proszę o więcej.
                    • peryklejtos Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 19:27
                      rock73 napisał:

                      > A można wiedzieć, co powinien zrobić ojciec z przykładu powyżej?
                      Pytam poważnie
                      > ,
                      > bo nie wiem,

                      Nie pytasz poważnie, tylko sarkastycznie.
                      W wychowaniu dzieci nie ma prostych, łatwych recept. Najważniejsza
                      jest konsekwencja.
                      W opisywanym przypadku jasno wynika, że to ojciec nie uczy dzieci
                      szacunku dla otoczenia, bo sam go nie ma. On ma z tym problem, a
                      razem z tym jego dzieci.
                      Co miałby zrobić? Mógłby np. wysiadać z dziećmi z autobusu za każdym
                      razem gdy któreś z dzieci robiłoby awanturę i iść z nimi na piechotę
                      + dodatkowo rozmowa o ich zachowaniu. Po kilku razach przyniosłoby
                      to skutek.

                      • rock73 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 23:24
                        peryklejtos napisał:
                        > Nie pytasz poważnie, tylko sarkastycznie.

                        Przecież specjalnie napisałem, że pytam poważnie. Jak mam napisać, żeby brzmiało
                        poważnie, a nie sarkastycznie? Jak napiszę, że mam dziecko i problemy z nim, to
                        będzie poważniej? Nikogo w Internecie nie powinna interesować moja sytuacja
                        prywatna, rodzinna, czy zawodowa. Dbam o anonimowość. Nie, nie jestem
                        paranoikiem. Nie będę pisał kim jestem z zawodu, ale z tego też wynika moja
                        dbałość o anonimowość.

                        > W wychowaniu dzieci nie ma prostych, łatwych recept.

                        Dla mnie to brzmi jak "nie ma odpowiedzi na Twoje pytanie". A jednocześnie nadal
                        mam wrażenie, że Ty znasz odpowiedź. Mam dysonans poznawczy, jakbyś znał
                        odpowiedź i ją ukrywał.

                        > Najważniejsza
                        > jest konsekwencja.
                        > W opisywanym przypadku jasno wynika, że to ojciec nie uczy dzieci
                        > szacunku dla otoczenia, bo sam go nie ma. On ma z tym problem, a
                        > razem z tym jego dzieci.

                        Nie bardzo wiem gdzie tu widać brak (albo istnienie) szacunku dla otoczenia, ale
                        domyślam się, że tego przez forum nie da się wytłumaczyć.

                        > Co miałby zrobić? Mógłby np. wysiadać z dziećmi z autobusu za każdym
                        > razem gdy któreś z dzieci robiłoby awanturę i iść z nimi na piechotę
                        > + dodatkowo rozmowa o ich zachowaniu. Po kilku razach przyniosłoby
                        > to skutek.

                        OK, przyjmuję taką odpowiedź.
                  • patryk_r83 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 17:52
                    peryklejtos napisał:

                    > A swoją drogą... zrobiłeś coś żeby im zwrócić uwagę w autobusie, na
                    > hałaśliwe zachowanie, czy tylko stałeś biernie? Sądzę, że to byłoby
                    > skuteczniejsze od klapsa.

                    Raz próbowałem, na przystanku. Niepozorny tatuniek mało nie zaczął bójki ze mną,
                    tak się zapieklił, że dzieci mają prawo krzyczeć.

                    I tak, chodzi mi o uciszenie. Gdy ktoś dorosły mi krzyczy nad uchem proszę, żeby
                    się uciszył. Gdy dalej krzyczy, odchodzę (z dzieckiem tego nie mogę zrobić). Gdy
                    będzie uparcie krzyczał, doprowadzając mnie do pasji, dostanie w dziób,
                    cierpliwość ma swoje granice. Nie wiem ilu ludzi stałoby i dyskutowało z dorosłą
                    osobą lub czekało na jego uciszenie; dlaczego wobec tego dziecka, gdy zacznie
                    przekraczać dopuszczalne granice, nie mozna skutecznie uciszyć lekkim strzałem w
                    zadek?

                    A, jeszcze jedno; nie trzeba lać dziecka z całej siły. Czasami wystarczy
                    delikatne, bezbolesne klepnięcie, by dziecko zrozumiało, ze poniosło karę.
                    • peryklejtos Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 19:16
                      W tym przypadku sam widzisz, że to rodzic dał ciała. Widać nie uczy
                      ich szacunku dla innych, bo sam go nie ma. I klaps tu w żadnym
                      wypadku nie rozwiązuje sprawy.

                      Trudno o złote recepty na wychowanie, ale gdyby facet wysiadł z
                      autobusu i wrócił z nimi na piechotę raz, drugi i trzeci i do tego
                      powiedział szczerze parę słów co sądzi o ich zachowaniu, efekt byłby
                      lepszy niż od klapsa.

                      Dzieci są dobrymi obserwatorami i najszybciej ucza się od nas samych.
                      Rodzic, który nie szanuje innych, żadnymi klapsami nie nauczy swoich
                      dzieci szacunku dla otoczenia.

                    • memphis90 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 27.06.13, 22:43
                      Gdy ktoś dorosły mi krzyczy nad uchem proszę, żeb
                      > y
                      > się uciszył. Gdy dalej krzyczy, odchodzę (z dzieckiem tego nie mogę zrobić). Gd
                      > y
                      > będzie uparcie krzyczał, doprowadzając mnie do pasji, dostanie w dziób,
                      No i wszystko jasne uncertain Żałosny jesteś, mały człowieczku... Twoja pasja to Twój problem, a nie powód, żeby bić kogokolwiek.

                      Nie wiem ilu ludzi stałoby i dyskutowało z dorosł
                      > ą
                      > osobą lub czekało na jego uciszenie;
                      Rozumiem że w Twoim świecie bójka na ulicy jest receptą na wszystko. Gratuluję. Mam nadzieję, że nigdy się nie spotkamy.
          • marychna31 ale co ty piszesz?? 30.01.09, 12:57
            klaps to przede wszystkim okaleczanie psychiczne i to często na całe
            życie! Słyszałaś kiedyś opinię: "mnie rodzice nie bili więc ja biję
            moje dziecko"? Bite dzieci biją bardzo często później swoje dzieci.
            Im się wydaje, że bicie jest normalne, a nawet niezbędne. Nikt ich
            nie nauczył rozładowywania własnych emocji w normalny sposób oraz
            wychowywania i właściwych relacji ze swoim dzieckiem.

            > Pupa zapiecze ale za sekndę już nie boli
            Boli przez całe życie. A potem boli jeszcze następne pokolenia.

            > A kary
            > psychiczne? Wymagają zaplanowania i wykonania
            Niekoniecznie. Psychicznie się znęcać też można w ramach impulsu.
            Naprzykład wrzaskiem i wyzwiskami. Zresztą najczęściej każdemu biciu
            towarzyszy znęcanie się psychiczne.
            • sanna.i Re: ale co ty piszesz?? 30.01.09, 14:39
              > > Pupa zapiecze ale za sekndę już nie boli
              > Boli przez całe życie. A potem boli jeszcze następne pokolenia.

              Przesadzasz.Ja nie mam takich traumatycznych przeżyć.Pewnie,że tysiąc razy
              lepiej nie bić w ogóle,ale uważam,że jeśli ktoś dostał w dzieciństwie kilka
              klapsów to niekoniecznie nadaje się tylko na kozetkę u terapeuty.Dramatyzujesz.
              • wespuczi Re: ale co ty piszesz?? 30.01.09, 18:03

                >
                > Przesadzasz.Ja nie mam takich traumatycznych przeżyć.Pewnie,że tysiąc razy
                > lepiej nie bić w ogóle,ale uważam,że jeśli ktoś dostał w dzieciństwie kilka
                > klapsów to niekoniecznie nadaje się tylko na kozetkę u terapeuty.Dramatyzujesz


                jaaaaaaasne

                wszystko zalezy od wrazliwosci dziecka,
                ja bolu nie pamietam, za to ponizenie jakie sie przy tym czulam (JA) jest nie do
                opisania...
              • grafingraf Re: ale co ty piszesz?? 02.03.09, 16:46
                hm ... tu nie chodzi o kilka klapsów... regularne lanie to nie klapsy ale bicie
                np kablem, z wściekłością, regularnie powtarzające się za coraz to mniejsze
                przewinienia... kilka klapsów w ciągu całego dzieciństwa to jeszcze nie przemoc,
                to o czym napisałem wyżej jest już przemocą domową... kiedyś widziałem taką
                sytuację, jadąc w autobusie, jak ktoś chciał sie złapać górnej poręczy...
                dziecko, które akurat siedziało obok tej osoby bardzo szybko, odruchowo
                zasłoniło się ręką jakby chciało uniknąć ciosu... dopiero po chwili zorientowało
                się, że to nie ręka kochających: mamy czy taty i że nikt nie chciał go
                uderzyć... i tutaj widzimy destrukcję psychiki dziecka, której jest bite
              • krawiec6661 Re: ale co ty piszesz?? 02.03.09, 20:22
                Może być tak, że nie ma jednej recepty pt. "bić" albo "nie bić". Ludzie, także
                młodzi bywają różni, jednego to skrzywi, drugiego nauczy pokory, która potem w
                życiu się czasem przydaje np. przy pracy zespołowej albo relacjach międzyludzkich.
                • memphis90 Re: ale co ty piszesz?? 27.06.13, 22:48
                  Taaa, jak widać kilka postów powyżej. Szczególnie te relacje międzyludzkie, kiedy zadeklarowany zwolennik klapsowania opowiada, jak wali w dziób obce, dorosłe osoby, bo mu przeszkadzają i doprowadzają do pasji. Sam miód i sama słodycz.
              • memphis90 Re: ale co ty piszesz?? 27.06.13, 22:46
                Jeśli ktoś dostał kilka klapsów, to zapewne miał rodziców, którzy nie pochwalali bicia i nie stosowali go jako metody wychowawczej, a raz czy dwa w życiu zwyczajnie puściły im nerwy. Ludzie, którzy dopuszczają bicie jako metodę dyscyplinowania dziecka nie robią tego raz czy dwa, tylko ciągle.
            • fantasmagorii Re: ale co ty piszesz?? 30.01.09, 22:35
              Bite dzieci biją bardzo często później swoje dzieci.
              > Im się wydaje, że bicie jest normalne, a nawet niezbędne. Nikt ich
              > nie nauczył rozładowywania własnych emocji w normalny sposób oraz
              > wychowywania i właściwych relacji ze swoim dzieckiem.
              Ha i tu widzisz, całe szczęście, nie masz racji. Moja babcia
              wywoziła moją mamę do lasu zeby ją sprać dyscyplinką, a żeby
              sąsiadzi nie słyszeli. Raz w tygodniu i z "winy" i dla kurażu. Mama
              mnie lała równo: sznurem od prodiża, szczypała, ciągnęła za włosy.
              Stosowała też przemoc psychiczną, szantaże, obmawiała mnie przed
              znajomymi i nauczycielami.
              ja swoich dzieci nie biję, nie szantażuję. Nie powiem o nich złego
              słowa obcej osobie. jezeli chcę się wyżalić, mówię, kiedy nie
              słyszą, ale tylko bliskiej osobie. czasem podnoszę głos i czasem
              powiem: zejdź mi z oczu. Ale pomna krzywd w mojej psychice, wiem do
              czego się mam odwołać kiedy puszczają mi nerwy. Mimo wszystko. Wiem,
              że tamto było złe, ja tak nie mogę, nie wolno mi.
              Więc fajnie, ze w kwestii bicia przekazywanego z pokolenia na
              pokolenie można się wyłamać i stanowić, jak mniemam nie wyjątek, ale
              właśnie przykład, że tak być nie musi.

              • daga_1 Re: ale co ty piszesz?? 02.03.09, 15:32
                Dla mnie, powiedzenie do dziecka "zejdz mi z oczu" jest najgorszą rzeczą jaka
                może być. Dostałam od mamy nieraz, nie uważam zeby to było dobre, ale gdyby
                powiedziała do mnie w ten sposób, to chyba bym sobie odebrała życie. To takie
                straszne słowne odtrącenie. Nigdy bym tak nie powiedziała do swojego dziecka.
                Chociaż nieraz dostały ode mnie klapsa.
                • simon_r Re: ale co ty piszesz?? 02.03.09, 17:03
                  Rany... jakież to wszystko delikatniutkie.

                  Kurczę... toż wygląda na to, że we współczesnych cywilizowanych społeczeństwach
                  to ludziska mają jedną wielką traumę bo im ktoś coś powiedział nie tak.
                  Straszne jest nie mieć problemów smile
                  I co mają powiedzieć na to biedne dzieci w Afryce???..
                • sparxx Re: ale co ty piszesz?? 03.03.09, 12:25
                  Naprawdę? To co byś powiedziała na słowa matki "nie powinno cię tu być, powinnaś
                  umrzeć, ja chciałam mieć syna, a ty zasługujesz na śmierć". I do tego codziennie
                  lanie z wymyślnym okrucieństwem i obietnicami, że "kiedyś cię zatłukę".
                  Są i takie matki. Dlatego ja nie mam i nie będę mieć dzieci, bo nie wiem, czy
                  byłabym w stanie nie powtórzyć dziecku tej gehenny.
                  W dzieciństwie powtarzałam sobie że ja swojemu dziecku nigdy tak nie zrobię. Ale
                  życie pokazało, że niekoniecznie "swojemu" i niekoniecznie "dziecku". Rodzinie,
                  znajomym, a i obcym ludziom też potrafiłam wyjechać z numerem, z którego moja
                  matka byłaby dumna. Chciałam tego? Ależ skąd! Po prostu zadziałały emocje -
                  błyskawicznie, zanim zdążyłam pomyśleć. Lata mi zajęło zastąpienie takich
                  odruchów zachowaniem akceptowalnym w społeczeństwie. Lata pracy i mnóstwo
                  cierpienia.
                  Zdobyłam się na wybaczenie jej tego, ale nigdy nie zapomnę co mi zrobiła. Ona
                  się wypiera, "bo przecież nie byłam bita aż tak bardzo". No, może nie, do
                  skończenia 17 lat tylko jeden raz nie sprała mnie a ja wtedy szybciutko poszłam
                  spać, "żeby mamusia sobie nie przypomniała że dzisiaj jeszcze mnie nie biła",
                  żeby nie pchać się na oczy, bo jak zobaczy to się wk*rwi i ruszy po kabel.
                  Samobójstwo? A czy dziecku jest łatwo odebrać sobie życie? Takie czcze gadanie
                  "to chyba bym sobie odebrała życie" - akurat. Człowiek (nawet dziecko) jest
                  trudny do wykończenia.
            • pamejudd Re: ale co ty piszesz?? 02.03.09, 16:29
              Niebita pupa też boli - szczególnie otoczenie tak wychowanego bachora...
              • ma_dre Re: ale co ty piszesz?? 29.03.09, 00:30
                ty za to jestes cham i prymityw, zadne dziecko, jakkolwiek by sie nie zachowalo,
                nie zasluguje na inwektywy. Bicie dziecka nie daje gwarancji sukcesu w
                wychowaniu. Jestes tego dobitnym przykladem.
          • 444a Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 17:23
            > wspomnienie zostaje: nie dotykać kryształu bo od tego tyłek
            zapiecze.

            rzekłbym klasyczny błąd bijącego rodzica.

            W głowie dziecka zostanie przekaz: dotykać jak rodzic nie widzi
          • 444a Aha 02.03.09, 17:25
            NIKT przecież nie udowadnia, że znęcanie psychiczne jest dobre.

            Jedno i drugie złe, z biciem łatwiej walczyć, bo prostsze do udowodnienia.
      • echtom Tak jak przeczuwałam, 30.01.09, 23:56
        psychologowie wymyślają już kolejny zespół posttraumatyczny z cyklu DD...
      • rikol Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:14
        Alez kazda kara fizyczna jest jednoczesnie kara psychiczna. Bledem jest
        rozdzielanie tego. Jakie psycholozki zalecaja znecanie sie psychiczne? Moze
        jakies nazwiska podasz, zamiast opluwac ludzi, ktorzy pomagaja innym?
      • salaminko Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:22
        zgodze sie z toba - nikt nie wspomina o psychicznym znecaniu sie nad dzieckiem, a o klapsie na kazdym kroku. Sadze, ze bardziej rani to co sie przykrego uslyszy od rodzica. To tez rani, a blizny goja sie znacznie dluzej, a moze nawet i nigdy...
      • tojatojatoja Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 03.03.09, 10:03
        polsz napisał:

        > ależ różne psycho i srolożki właśnie takie postępowanie uważają za wychowawcze.
        > Dziecka nie wolno uderzyć ale wolno maltretować je psychicznie. A potem rosną
        > całe tabuny nieczułych gnojków

        Tak? Naprawdę? Nigdy nie spotkałam psychologa (a pracując jako konsultant w telefonie zaufania dla ofiar przemocy w rodzinie spotkałam ich bardzo wielu), który powiedziałby, że zamiast bicia, warto znęcać się psychicznie. Taka "rada" powstała chyba tylko w Twoim, nie do końca normalnym, umyśle... sad Nie masz zielonego pojęcia, co psycholodzy mówią na temat przemocy psychicznej! Generalnie uważają, że jest tak samo zła, jak przemoc fizyczna. A może nawet gorsza.
      • memphis90 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 27.06.13, 22:38
        Idiotyzmy wypisujesz.
    • zawsze_bita Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 14:18
      Ja bylam bita w dzecinstwie, ostatni raz oberwala na pierwszym roku studiow,
      wrocilam rozanielona z udanej randki i niestety spoznilam sie 15 minut, matka
      juz na mnie czekala, dostalam smycza w twarz...To bylo po bardzo dlugiej
      przerwie, wczesniej chyba w szkole podstawowej, nie pamietam, troche mi sie to
      juz pozacieralo w pamieci...pamietam ja mama uczyla mnie skakac na skakance
      lejac mnie ta sama skakanka po nogach i plecach(chwila sie tym na imieninach
      ktorejs ciotki, mowiac ze to bardzo skuteczna metoda, pamietam jak sie
      przewrocilam i zdarlam kolano, nie dawalam sobie polac woda utleniona - bila
      mnie pasem w kacie przy drzwiach a ja sie zaslanialam rekoma, raczej jeszcze nie
      chodzilam do szkoly;bylo tego duzo wiecej ale nie chce mi sie ropamietywac.
      Czasem ja usprawiedliwam, bo wychowywala mnie sama a wiem jak to moze byc
      wyczerpujace, ale jednak nie, nic nie usprawiedliwia bicia dziecka!
      Sama mam teraz dziecko, slodkiego 11 miesiecznego brzdaca, stosunki z mama mam
      raczej dobre ale na pewno sie nie przyjaznimy, dopiero od niedawna mysle o tym
      ze mnie bila, nie chce z nia o tym rozmawiac.
      Czy mialo to na mnie jakis wplyw? Mozliwe, ze tak, jestem bardzo niepewna siebie
      i mysle, ze mam sklonnosci do agresji (co nie znaczy, ze zachowuje sie
      agresywnie, nie pozwalam sobie na to, ale czasem mam ochote).
      NIe che bic swojego dziecka i nikomu innemu na to nie pozwole.
      Mam cudownego meza i jest nam razem wspaniale, rozmawiamy o wszystkim, ale o tym
      mu nigdy nie mowilam, nie chce, zeby wiedzial takie rzeczy o mojej mamie...glupi
      powod, ale szczery.

      • sanna.i Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 14:41
        O rany,współczuję.Ewidentnie twoja matka pojechała po bandzie.
        • soah Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 15:47
          (Przepraszam za brak polskich znakow, pisze z UK)

          Tez bylam spokojnym dzieckiem i raczej zamknietym w sobie. W dziecinstwie czesto
          bylam karcona przez matke, szczegolnie od czasu pojscia do szkoly, dostawalo mi
          sie przy odrabianiu lekcji albo kiedy klamalam, to bylo potrzasanie, sciskanie
          za ramie, ucho, oderzenie w glowe...dokladnie nie pamietam bo nie staram sie...
          Najgorzej bylo kiedy bylam juz w liceum i przy awanturach z mama
          (szkola,niezmyte naczynia itp) mama wybuchala zloscia najczesciej z rana przed
          wysjciem do pracy, kiedy ja jeszcze lezalam w lozku...Zaczynalo sie od
          drobnostki, konczylo na tym, ze ja nie wytrzymywalam (chociaz bardzo staralam
          sie milczec i jej nie sluchac zeby nie wybuchnac zloscia) i mowilam cos
          nieprzyjemnego, wtedy bylo juz 'po mnie', najczesciej bylo to szarpanie za ramie
          i bardzo raniace slowa (chyba to gorsze)...Najbardziej patologiczne jednak bylo
          kiedy ja lezalam przykryta koldra, a moja matka w jakiejs beznajdziejnej
          bezsilnosci wziela do reki rure od odkurzacza i zaczela mnie bic przez ta
          koldre...Chyba nie bolalo ale bylo okropne.

          Najbardziej frustrowalo mnie to, ze ja nie moglam wybuchac zloscia, nie bylo to
          akceptowanie przez moja mame w zadnym wypadku. Odbierala to jako brak szacunku itp.

          Wiem,ze ojciec mojej matki ja bil, zanim odszedl od rodziny...Pewnie to stad.

          W pamieci utwilo mi tez kiedy dostalam akurat w swieza szczepionke, polecialo
          troche krwi,mama pozniej sie poplakala i mnie przepraszala...
          Po czasie raczej zawsze przepraszala (chociaz to najczesciej ja musialam zrobic
          pierwszy krok)...Burze przychodzily rownie szybko jak mijaly...

          Nie staram sie tego wsztyskiego zapamietywac i wypominac, raczej zaakceptowac i
          zrozumiec. Matka jest dla mnie bardzo wazna i nikogo tak bardzo nie kocham...

          Od mniej wiecej dwoch lat jest coraz lepiej i swietnie sie dogadujemy...Poza
          tymi wydarzeniami nasza relacja byla zawsze wyjatkowa.


          Acha. Przynam sie,ze czasami nie potrafie opanowywac swojej zlosci albo odczuwam
          agresje. Nigdy nikogo nie uderzylam, konczy sie tylko na rzucaniu
          przedmiotami...czy raczej zrzucaniu.

          Chyba najwazniejsze to zdawac sobie sprawe z tych slabosci...i z nimi walczyc.

          Pozdrawiam
          • ka.mka Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 26.03.09, 14:58
            Wiem dokladnie o czym piszesz ... przezylam dokladnie ro samo.
            Szybki atak zlosci, ktory odbijal sie na mnie a potem jakby nigdy
            nic wszystko jest ok. Tylko kiedy ja nadal jestem zla za to, ze mnie
            uderzyla to wtedy ona krzyczy na mnie, ze strugam paniusie. Tez
            dostawalam za byle co ... nie te okno otwarte zeby przewietrzyc
            pokoj, scierka zle w kuchni powieszona, a nejlepszy przyklad to ....
            kiedys mielismy okragly dywan w przedpokoju z fredelkami no i trzeba
            bylo go zawsze najpierw odkurzyc a potem wyszesac grzebieniem
            fredzelki, a ja raz zrobila to na odwrot o dostalam wtedy kopa w udo
            i do dzisiaj pamietam jak bolalo, bo ja siedzialam na podlodze a
            moja mam stala w butach na obcasach ... oprocz fizycznego bicia mam
            potrafila zgnebic mnie psychicznie, ze nic nie umiem, nic nie robie
            itp. uczylam, sie dobrze, skonczylam dobre studia, nie pilam i
            palilam, uprawialam sporty i duuuzo czytalam zamknieta w pokoju
            (czytanie tez jej ptrzeszkadzalo jak mial zly dzien).
      • iwonka1973 do : zawsze bita 03.03.09, 13:56
        z calego serca Ci wspolczuje. Mialam podobnie, choc moze nie az tak
        drastycznie. Moja matka JEDYNIE polamala kij od szczotki na mnie.
        Jest egocentryczna, zimna laska, ktora mnie obwinia o nieudane
        nmalzenstwo, poniewaz jestem z "wpadki". Znecala sie nade mna
        fizycznie,ale przede wszystkim psychicznie. Kiedys myslalam, ze tak
        jest "normalnie" - jak to pisza w artykule...teraz wiem, ze dzieki
        jej zachowaniu, mam zaburzona samoocene, sklonnosci depresyjne i
        samobojcze. Pracuje nad tym, ale tej "matki" nie chce widziec na
        oczy.
    • sanna.i Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 14:28
      Napiszę tak - po mnie te kilka klapsów,które od rodziców dostałam spłynęły jak
      po kaczce.Ale pamiętam kuzynkę,która nie dostawała klapsów,ale...burę.I to było
      straszne przeżycie dla niej, zresztą,jak pamiętam miny i zachowanie jej matki
      (mojej ciotki),takie drwiące,potępiające...brrrrr, to i mnie się niedobrze robi.
      • mama-maxa Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 14:37
        ja tak samo...pare klapsów nie wywołało u mnie traumy, ale
        rzeczywiście wolałabym, żeby ich nie było wogóleuncertain bardziej meczące
        i trwające do dziś są takie klapsy psychiczne, obrażanie się,
        robienie wyrzutów, wytykanie itd - to boli równie mocno i niestety o
        ile o klapsach myslimy jako o przemocy fizycznej, czymś złym, to ta
        psychiczna w nas siedzi i ujawnia się w najmniej oczekiwanym
        momencie, tracimy pewność siebie, nie działamy,jak powinniśmy,
        stajemy sie nagle małymi dziecmi, które ktoś musi postawić do pionu -
        to jest przykresad
        • jam-agru Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 15:42
          Mnie ojciec bił. A byliśmy normalną rodziną, żadna patologia. Kiedy umarł,
          poczułam ulgę.

          Pozdrowienia dla tych, którzy teraz biją. Ciekawe, na co będą czekać wasze
          dzieci za 20 lat.
          • oli.nek Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 15:59
            byłam bita często pasem. długo miałam to w pamięci. co więcej, moja mama nie
            pozwala mi dziś bić moich dzieci, po tylu latach nagle ona chce szukać innego
            rozwiązania. aż jej nie poznaję. ludzie chyba z wiekiem dojrzewają. tzn. na pewno.
          • pitahaya1 Przeczytaj jeszcze raz... 04.02.09, 18:13
            jam-agru napisała:

            > Mnie ojciec bił. A byliśmy normalną rodziną, żadna patologia.

            Mój ojciec pił. Też byliśmy normalną rodziną, nie patologią.
            Podobne myślenie. To znak, że zaakceptowałaś coś, co normalne nie jest. Przynajmniej nie w "normalnej rodzinie".
    • lubie.garfielda Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 17:43
      Ja pamiętam jak rodzice mi strzelili pogadankę przy znajomym -
      starszym panu.
      Jego mina pełna politowania jak patrzył na kmoich rodziców. i potem
      zaczął mnie uświadamiać jaki ja mam dobrych rodziców bo ON TO
      DOSTAWAŁ P.R.A.W.D.Z.I.W.E lanie. uncertain A tak naprawdę to widziałam w
      jego wzroku "ty to masz za miękkich rodziców! na ludzi to nie
      wyjdziesz!"
    • esi1 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 20:05
      Ja nie byłam regularnie bita jako dziecko; dostałam dwa razy w życiu pasem i
      pamiętam to do dzisiaj jako wyjątkowo paskudne i niesprawiedliwe
      • echtom Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 23:53
        Ja dostałam pasem raz, sprawiedliwie, i szczerze mówiąc, jestem dumna z mamy, że
        wbrew swoim zasadom zdobyła się na taką karę za wyjątkowo paskudne przewinienie.
        • mrarm Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:58
          Co do opisu: czy można by wiedzieć, kto projektował system, i kto właściwie się do niego loguje, i po co?
        • konishiko Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 03.03.09, 12:55
          Tak samo bylo u mnie. Dostalam pasem raz w zyciu, czulam ze kara jest
          sprawiedliwa, bo dostalam za zastosowanie przemocy (pogryzlam dentystke do
          krwi). Traumy to zadnej nie zostawilo, ale dlatego, ze poza tym moi rodzice nie
          stosowali kar cielesnych ani znecania psychicznego. Mam wrazenie, ze moj ojciec
          przezyl to bardziej niz ja...
          • memphis90 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 27.06.13, 22:54
            Pobicie dziecka pasem za ugryzienie dentystki (zapewne ze strachu)? To chore, to skrajnie chore uncertain
    • eilian Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 30.01.09, 22:20
      Mam ochotę wydrukować ten artykuł i przesłać go moim rodzicom, choć nie byłam
      bita regularnie, klapsów nie pamiętam, za to pamiętam wszystkie razy (było ich
      kilka), kiedy dostałam lanie pasem od ojca. Tak jak ktoś inny napisał, nie
      pamiętam bólu, ale straszne upokorzenie, jakie wtedy czułam i czuję nadal gdy te
      wspomnienia wracają.
      Sama jestem nerwowa i porywcza, ale staram się panować nad sobą i nie powtarzać
      błędów moich rodziców wobec swojego dziecka (gdy był mniejszy zdarzyło mi się
      kilka klapsów, teraz już bym chyba nie potrafiła go uderzyć).
      • simon_r Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 16:54
        No i co z tego, że pamiętasz??... a pamiętasz przy okazji z jakiego powodu one były?
        Bo ja też pamiętam razy, kiedy dostałem po doopie i dokładnie pamiętam
        dlaczego... czasem się zastanawiam, czy pamiętam jakiekolwiek inne kary i ich
        przyczyny... i jakoś ich sobie przypomnieć nie mogę. Tak więc przynajmniej w
        moim przypadku lanie w doopsko pozwoliło mi zapamiętać czego nie powinienem robić.
        • black_halo Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 17:06
          Ja pamietam, ze dostalam lanie pasem za to ze zbilam kubek jako
          czteroletnie dziecko. Troche z niezdarnosci bo kubek byl wielki i
          wysliznal mi sie z rak. Jak moja matka dostanie jakiegos parkinsona
          na starosc i bedzie tez taka niezdarna to tez mam prawo spuscic jej
          lanie bo zbila kubek czy wazon?
          • kitty4 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 05.04.13, 08:23
            Tak - ja uważam że mam takie prawo. I powiedziałam o tym mojemu ojcu, który lał mnie ile wlezie i zależnie od jego humoru. Nie uwierzył mi . He he, ale zaczął bardzo intensywnie oszczędzać na dom opieki, jak mu powiedziałam że ja go tam nawet nie odwiozę, bo nie wytrzymam z nim sam na sam w samochodzie jednej godziny. żałuję że nie miałam aparatu wtedy, bo jego mina - bezcenna.
      • gudrunn Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 17:04
        Masz rację. W biciu nie chodzi o ból (chociaż nie wiem do końca bo nigdy porządnego lania nie dostałam, mówie raczej o pojedynczych uderzeniach), ale o upokorzenie, przynajmniej w moim przypadku. Ja np. dostałam od ojca kiedyś za to, że nie zjadłam kożucha od mleka tylko wyrzuciłam.
        • wen_yinlu Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 19:26
          Dżizas, o co im chodziło z tymi kożuchami? Ja miałam to samo, co prawda
          najlepszym sposobem było wziąć kożuch do ust i jakoś tak naturalnie potem
          rzygało się na całą kuchnię.
          • rock73 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 23:33
            Ja też rzygałem po kożuchach i innych takich świństwach. Na szczęście bicia za
            rzyganie nie przypominam sobie. Jedyne co, to rady dziadka, że jakiś jego znajomy,
            jak mu się dziecko zrzygało, to zgarnął te rzygowiny i kazał mu zjeść. Od tej pory
            dziecko nie rzygało. (Że niby moi rodzice powinni tak samo zrobić, żeby mnie
            nauczyć). Dlaczego nasi rodzice zmuszali nas, czasami również biciem, do jedzenia
            różnych paskudztw, które wywoływały u nas wymioty? Jest tu ktoś z pokolenia
            kilkudziesięciolatków?
        • squonk Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 03.03.09, 09:35
          U mnie bylo tak, że jak sie źle gdzieś zachowałam - a byłam dość
          żywym dzieckiem to mialam przyobiecane lanie. Po powrocie do domu
          był cały teatr: mój placz i błaganie, ściąganie majtek, wypinanie
          pupy i łomot o różnym natężeniu. Porządna rodzina, rodzice z wyższym
          wykształceniem itp. Moja młodsza o 8 lat siostra tego nie
          doświadczyła. Po osiągnięciu dorosłości: rodziców toleruję i
          utrzymuję kontakt ale ich nie lubię.
    • mama303 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 31.01.09, 09:34
      Chyba jestem tu jedyną osobą, której rodzice nigdy nie uderzyli.
      Jestem z tego dumna i tym bardziej doceniam ich wysiłki wychowawcze.
      Współczuję tym którzy byli bici a szczególnie tym, którzy swoje
      klapy z sentymentem wspominają
      • angazetka Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 01.02.09, 12:31
        > Chyba jestem tu jedyną osobą, której rodzice nigdy nie uderzyli.

        Mnie mama nigdy nie uderzyła (ojca nie było). Kar też nie stosowała,
        pamiętam dwa szlabany i tyle. Jej sposobem na wychowanie mnie były
        rozmowy - i to działało.
        Co do wspominania z sentymentem - znam ludzi, którzy dostali parę
        razy lanie od rodziców, ale traumy z tego powodu nie mają, bo poza
        tym dostali w domu dużo miłości i ciepła. Chyba tak się da, choć mi
        się to w głowie nie mieści uncertain
        • echtom Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 01.02.09, 15:36
          > Co do wspominania z sentymentem - znam ludzi, którzy dostali parę
          > razy lanie od rodziców, ale traumy z tego powodu nie mają, bo poza
          > tym dostali w domu dużo miłości i ciepła. Chyba tak się da, choć mi
          > się to w głowie nie mieści uncertain

          I o to chodzi! Dlatego tak mnie wścieka ta kampania, która sprowadza problem do
          jednego klapsa, a nie podstawowej więzi emocjonalnej w rodzinie. Co dziecko z
          tego ma, że rodzice nigdy w życiu go nie uderzyli, bo tak naprawdę było im
          zupełnie obojętne? Znam takie przypadki.
          • gaja78 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 12.02.09, 11:13
            echtom napisała:

            > I o to chodzi! Dlatego tak mnie wścieka ta kampania, która sprowadza problem do
            > jednego klapsa, a nie podstawowej więzi emocjonalnej w rodzinie. Co dziecko z
            > tego ma, że rodzice nigdy w życiu go nie uderzyli, bo tak naprawdę było im
            > zupełnie obojętne? Znam takie przypadki.

            Wściekasz się na jedną kampanię za to, że druga - na zupełnie inny temat - nie istnieje ?
        • mama303 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.02.09, 21:55
          angazetka napisała:

          > Co do wspominania z sentymentem - znam ludzi, którzy dostali parę
          > razy lanie od rodziców, ale traumy z tego powodu nie mają, bo poza
          > tym dostali w domu dużo miłości i ciepła.

          Wszystko można wybaczyć. Policzek od męża też- jeśli potem jest
          dobry i przeprosi wink
      • atteilow Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 05.04.13, 09:37
        mama303 napisała:

        > Chyba jestem tu jedyną osobą, której rodzice nigdy nie uderzyli.
        > Jestem z tego dumna i tym bardziej doceniam ich wysiłki wychowawcze.

        I widzisz jak to działa? Ty jesteś dumna nie za swoje zaslugi, a inni czuja wstyd również nie ze swojej winy. Bo bicie jest upokarzające i zawstydzajace dla bitego. I tak to wlaśnie ma funkcjonować, a oprawcy-rodzice doskonale o tym wiedzą.
        • aguila_negra Nie ma to ... 05.04.13, 09:43
          ... jak odpowiadać komuś na post sprzed czterech lat big_grin
      • srebrnarybka Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 19.10.14, 12:35
        No, a ja pamiętam, jak dumnie opowiadałaś tu o tym, jak skonfiskowałaś siedmioletniej córce wymarzoną komórkę, którą dostała bodaj od dziadka, i oddałaś po dwóch latach, kiedy była ona oczywiście obciachowym szmelcem. Moim zdaniem to gorsze od lania.
    • yokohama.pl Bite dzieci dwadzieścia lat później 01.02.09, 00:01
      mnie rodzice bili i to często. raczej ojciec niż matka. były dwa
      sposoby jeden to "egzekucja na zimno" - "przynieś pas, połóż się
      itd." a drugi walenie po łbie w ataku złości. do tej pory nie wiem
      co jest potworniejsze... potrzebowałam lat terapii żeby otrząsnąć
      się z tej traumy, bo miałam skłonności to nieopanowanych wybuchów
      złości - tak jak mój ojciec...
      mam dwoje dzieci i zdarzyło mi się dać klapsa, kiedy mi puściły
      nerwy, ale nigdy nie uważałam klapsów za metodę wychowawczą i nie
      usprawiedliwiałam się przed swoimi dziećmi, że np. jakby były
      grzeczne to by nie dostały. mówiłam wprost: "mama się zdenerowała i
      nie zapanowała nad sobą, ale nie powinnam była cię uderzyć. nikogo
      bić nie wolno, a już szczególnie słabszych! przepraszam."
      oczywiście, że wyrzucam to sobie, ale nie zadręczam się. ważne jest,
      żeby dzieci wiedziały dwie rzeczy w kwestii przemocy:
      - bicie jest oznaką słabości, a winien jest ten który bije a nie ten
      bity,
      - rodzice są tylko ludźmi i też popełniają błędy.
      dzieci w rodzinie muszą nauczyć się takze wybaczania.
      • jufox Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 01.02.09, 12:03
        Mnie matka lała w amoku. Często za jakieś bzdety i sprawy które stały się
        poniekąd niechcący - np klej się wylał w tornistrze. Wpadała w szał i waliła na
        oślep, myślę że nie używała kabla czy innych tego typu rekwizytów, bo zwyczajnie
        nie miała ich pod ręką. Jej siostra a moja ciotka robiła z moją siostrą
        cioteczną dokładnie tak samo, a wydaje mi się, że jeszcze gorzej. Dodam, że moja
        babcia ich nie tknęła palcem przez całe ich dzieciństwo. Dziadek był daleko więc
        w ogóle był nieobecny, nie wiem skąd miały wzorce tego typu zachowań. Teraz
        widzę jak wielkie zawdzięczam temu problemy w dorosłym życiu. Jak kiedyś
        przypomniałam mojej matce, że mnie regularnie prała, to mi odpowiedziała, że ho
        ho! ja to nie wiem co to znaczy takie prawdziwe lanie, inni to dostawali! Jak
        rozumiem powinnam być jej wdzięczna, że nie katowała mnie i nie lądowałam w
        szpitalu. Teraz już nie wracam do tego tematu.
        • yokohama.pl Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.02.09, 00:38
          jufox napisała: "Jak kiedyś przypomniałam mojej matce, że mnie
          regularnie prała, to mi odpowiedziała, że ho ho! ja to nie wiem co
          to znaczy takie prawdziwe lanie, inni to dostawali! Jak rozumiem
          powinnam być jej wdzięczna, że nie katowała mnie i nie lądowałam w
          szpitalu. Teraz już nie wracam do tego tematu."

          i jej właśnie o to chodziło, żeby ci zamknąć buzię, bo z takim
          argumentem naprawdę nie ma jak polemizować. co to za tekst w ogóle?!
          konkurs jakiś był kto gorzej jest bity? i skarżyć się może tylko ten
          kto wygrał? ohydne...
          czasu nie da się cofnąć, ale trzeba im/jej wygarnąć. nie po to żeby
          się kłócić, tylko po to żeby wiedzieli, że nie będziemy udawać że
          nic się nie stało. stało się i niech pamiętają o tym każdego dnia.
        • na_pustyni Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.02.09, 09:57
          Identycznie z moją matką! Już nie chodzi o poczucie winy, ale o najzwyklejszą
          uczciwość. Wypierają, pewnie czują się winni, że okaleczyli nas emocjonalnie na
          całe życie.
          • madzioreck Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 27.06.13, 19:28
            na_pustyni napisała:

            > Identycznie z moją matką! Już nie chodzi o poczucie winy, ale o najzwyklejszą
            > uczciwość. Wypierają, pewnie czują się winni, że okaleczyli nas emocjonalnie na
            > całe życie.

            No, mój tata do tej pory z dumą powtarza (i oczekuje potwierdzenia), że my nigdy nie byłyśmy bite...
            • wyznawczyniwielkiegoczerwia Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 27.06.13, 19:46
              Moi rodzice tak samo.
        • ca.melia Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 05.02.09, 19:48
          jufox napisała:

          Jak kiedyś
          > przypomniałam mojej matce, że mnie regularnie prała, to mi
          odpowiedziała, że ho
          > ho! ja to nie wiem co to znaczy takie prawdziwe lanie, inni to
          dostawali! Jak
          > rozumiem powinnam być jej wdzięczna, że nie katowała mnie i nie
          lądowałam w
          > szpitalu.


          zupełnie jak moja a rękę miała bardzo lekką do podnoszenia, tylko
          pamięć jakoś wybiórczą.... i szlag mnie trafia, kiedy zaczyna mnie
          pouczać co do wychowania mojego dziecka.
        • ilquad To samo 02.03.09, 19:08
          I ta negacja maltretowania robi dużo więcej krzywdy niż świadomość
          bycia "karanym". Potem już myślisz, że bycie bitym jest tak
          normalne, jak powietrze. Że jak czujesz ból, to on nie istnieje, bo
          przecież kochany rodzic zaprzecza, że w ogóle coś zrobił. Potem
          oszukujesz samego siebie i w rezultacie dochodzisz do wniosku, że
          sam sobie to zrobiłeś...
    • erba Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.02.09, 01:02
      Ja klapsów nie pamiętam, zresztą wiem o nich, bo sama zapytałam mamę, czy mi je
      dawała, to odpowiedziała, że sporadycznie. Za to pamiętam ciche dni rodziców,
      ich osobne półki w lodówce, poniżanie mamy przez ojca i to teraz odbija się na
      moim życiu, a nie jakieś lekkie klaśnięcie w pieluchę. Czemu tak mało się mówi,
      że dziecko potrzebuje zgodnej rodziny, że awantury rodziców, które nie dotyczą
      dziecka, tak bardzo je dotykają. Ja tylko proszę te emamy, które tak grzmią nad
      każdym lekkim klapsem (które utożsamiają z katowaniem kablem), żeby pamiętały
      następnym razem jak przyjdzie im ochota na kilkudniowy foch, że napięcie między
      rodzicami dla dziecka jest o wiele bardziej bolesne niż klaps.
      • japoneczki Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.02.09, 15:11
        klaps w pieluchę... chyba nie o tym rozmawiamy,
        choć każda przemoc, zwł. w stosunku do słabszego, jest okrutna... po
        co dawać klapsa, skoro można porozmawiać...

        u mnie w domu były i kłótnie miedzy rodzicami i przemoc fizyczna i
        psychiczna. Dopiero dzisiaj, po wielu latach niemieszkania z
        rodzicami (którzy się rozwiedli w okropnych klimatach), po
        małżeństwie z facetem, który mnie bił, jestem w stanie przyznać się,
        że byłam bita...
        I nie mówię o 'klapsie w pieluchę', jak to jedna osoba podsumowała,
        ale o laniu z siniakami, krwią, gdy osoba bijąca wpadała w szał z
        byle powodu... awantury, po których chciało się umrzeć... nigdy nie
        było wiadomo, kiedy i z jakiego powodu to się stanie, ani jak się
        skończy... a co słyszałam: że siniaki to moja wina...
        i tak to wygląda, przemoc to oznaka słabości, niestabilności
        emocjonalnej, może się zdarzyć, ale cudownie, gdy rodzice przeproszą
        dziecko i tego nie powtórzą. ale przeważnie rodzice wmawiają swojej
        ofierze, że jej się należało, a to nieprawda!

        tak, sama miałam problem z agresją, teraz mogę powiedzieć, że po
        wielu rozmowach, sytuacjach i staraniach ze strony mojej i mojego
        narzeczonego, to nie jest już mój problem... swojego dziecka nigdy
        nie uderzę, znam lepsze i skuteczniejsze sposoby komunikacji.
      • mama303 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.02.09, 22:06
        erba napisała:

        >Czemu tak mało się mówi,
        > że dziecko potrzebuje zgodnej rodziny, że awantury rodziców, które
        nie dotyczą
        > dziecka, tak bardzo je dotykają.

        Oczywiście że potrzebuje tylko że wątek jest na inny temat /i nie
        chodzi o pieszczotliwy klaps w pieluchę/.

      • gondra Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 03.03.09, 08:22
        > Za to pamiętam ciche dni rodziców, ich osobne półki w lodówce,
        > poniżanie mamy przez ojca i to teraz odbija się na moim życiu, a
        > nie jakieś lekkie klaśnięcie w pieluchę. Czemu tak mało się mówi,
        > że dziecko potrzebuje zgodnej rodziny, że awantury rodziców, które
        > nie dotyczą dziecka, tak bardzo je dotykają.

        Pogadaj z tymi "mądrymi", którzy są zwolennikami utrzymywania
        kiepskiego związku i nie rozwodzenia się dla "dobra" dziecka.uncertain
        Rozwód rodziców też pozostawia traumę, ale z dwojga złego...
    • na_pustyni Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.02.09, 09:52
      Mnie bili, "bo pyskowałam". Dostawałam też w twarz i nigdy tego nie zapomnę.
      Chyba nie ma nic bardziej sadystycznego niż wykorzystanie swojej przewagi
      fizycznej/psychicznej na człowieku w 100% od nas uzależnionym.
    • jufox Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.02.09, 15:14
      Zastanawiam się na ile rozmowa mogłaby coś zmienić. Moja matka np uważa, że jej
      specjalność do genialność i nawet jej do głowy nie przyjdzie, że bicie mnie na
      odlew to był błąd - no bo ona błędów nie popełnia. A ja byłam spokojnym
      dzieckiem, stąd przerażenie jak sobie o tym teraz myślę. Nie dostawałam za to,
      że narażam swoje zdrowie i życie. Po prostu trzeba było wyładować frustrację a
      ja byłam obok. Jak patrzę na moją córkę (2,5 roku) i pomyślę, że mogłabym z nią
      tak wywijać jak moja matka ze mną to chybabym od razu poszła do psychiatry. W
      ogóle sobie tego nie wyobrażam, mimo tego że jest niezmiernie żywym dzieckiem i
      wystawia moją cierpliwość na wielkie próby.
      • japoneczki Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.02.09, 15:17
        mam dokładnie takie same odczucia jak Ty... moja matka też jest
        nieomylna i nie znosi sprzeciwu... nawet nie zaczynam z nią rozmowy,
        bo ja już tego nie potrzebuję, a jej to już nie zmieni... może kiedyś
        jej powiem, ale zwyczajnie zamknęłam już ten rozdział za sobą.
        Rozumiem podnieść głos, ale bić drugą osobę, do tego małe dziecko -
        straszne.... naprawdę straszne
        • jufox Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.02.09, 15:25
          Pamiętam jak kiedyś w przedszkolu pojawiłam się z wielkim siniarem na udzie.
          Była jakaś rytmika czy coś tam i pani to zauważyła. Spytała skąd to mam, ja
          odpowiedziałam, że to moja mama mnie uderzyła. Matka mnie odebrała i przez całą
          drogę do domu nie odezwała się do mnie słowem. Okazało się, że kobieta z
          przedszkola wzięła ją na dywanik, nie wiem co jej tam powiedziała, ale moja
          matka się na mnie OBRAZIŁA smile. Wyobrażacie sobie taki absurd?!
          • japoneczki Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.02.09, 15:34
            a ja się zastanawiam, co sobie myśleli sąsiedzi, podczas gdy u nas
            dzień w dzień niemalże działy się dzikie głośne awantury... do
            dzisiaj wstydzę się, gdy tam przyjeżdżam...wydaje mi się, ze wszyscy
            wiedzą i osądzają
            • na_pustyni Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.02.09, 21:08
              Nie wstydź się!! Jeśli osądzają, to na pewno nie Ciebie!
          • yokohama.pl Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 03.02.09, 23:50
            to i tak była łagodna wink mój ojciec zagroził mi, że jak będę
            opowiadać o tym co się dzieje w domu to mnie zbije do
            nieprzytomności.
      • yokohama.pl Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 03.02.09, 23:46
        jufox, japoneczki
        nie przyjdzie jej do głowy bo nikt jej tego nie mówił.
        oczywiscie nawet jak coś jej powiesz to mało jest prawdopodobne, że
        usłyszysz od niej "córczko wybacz traktowałam cię niegodziwie" ale
        sensem konfrontacji nie jest zmuszenie napastnika do kapitulacji ale
        przeciwstawienie się mu i strachowi, który nadal obezwładnia. chodzi
        o to, żeby zawalczyć o siebie i powiedzieć na głos sobie i innym
        jaka jest prawda, a nie poddawać się na zasadzie "było minęło po co
        do tego wracać". prawda jest taka, że to było ale nie minęło...
      • soah Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 15:45

        (Przepraszam za brak polskich znakow, pisze z UK)

        Tez bylam spokojnym dzieckiem i raczej zamknietym w sobie. W dziecinstwie czesto bylam karcona przez matke, szczegolnie od czasu pojscia do szkoly, dostawalo mi sie przy odrabianiu lekcji albo kiedy klamalam, to bylo potrzasanie, sciskanie za ramie, ucho, oderzenie w glowe...dokladnie nie pamietam bo nie staram sie...
        Najgorzej bylo kiedy bylam juz w liceum i przy awanturach z mama (szkola,niezmyte naczynia itp) mama wybuchala zloscia najczesciej z rana przed wysjciem do pracy, kiedy ja jeszcze lezalam w lozku...Zaczynalo sie od drobnostki, konczylo na tym, ze ja nie wytrzymywalam (chociaz bardzo staralam sie milczec i jej nie sluchac zeby nie wybuchnac zloscia) i mowilam cos nieprzyjemnego, wtedy bylo juz 'po mnie', najczesciej bylo to szarpanie za ramie i bardzo raniace slowa (chyba to gorsze)...Najbardziej patologiczne jednak bylo kiedy ja lezalam przykryta koldra, a moja matka w jakiejs beznajdziejnej bezsilnosci wziela do reki rure od odkurzacza i zaczela mnie bic przez ta koldre...Chyba nie bolalo ale bylo okropne.

        Najbardziej frustrowalo mnie to, ze ja nie moglam wybuchac zloscia, nie bylo to akceptowanie przez moja mame w zadnym wypadku. Odbierala to jako brak szacunku itp.

        Wiem,ze ojciec mojej matki ja bil, zanim odszedl od rodziny...Pewnie to stad.

        W pamieci utwilo mi tez kiedy dostalam akurat w swieza szczepionke, polecialo troche krwi,mama pozniej sie poplakala i mnie przepraszala...
        Po czasie raczej zawsze przepraszala (chociaz to najczesciej ja musialam zrobic pierwszy krok)...Burze przychodzily rownie szybko jak mijaly...

        Nie staram sie tego wsztyskiego zapamietywac i wypominac, raczej zaakceptowac i zrozumiec. Matka jest dla mnie bardzo wazna i nikogo tak bardzo nie kocham...

        Od mniej wiecej dwoch lat jest coraz lepiej i swietnie sie dogadujemy...Poza tymi wydarzeniami nasza relacja byla zawsze wyjatkowa.


        Acha. Przynam sie,ze czasami nie potrafie opanowywac swojej zlosci albo odczuwam agresje. Nigdy nikogo nie uderzylam, konczy sie tylko na rzucaniu przedmiotami...czy raczej zrzucaniu.

        Chyba najwazniejsze to zdawac sobie sprawe z tych slabosci...i z nimi walczyc.

        Pozdrawiam


    • jufox Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.02.09, 22:19
      A mnie jeszcze najbardziej wnerwia argument, że wyrośliśmy na ludzi, zatem to
      manto które nam spuszczali co i raz to nas wykreowało. Znaczy, że współtworzyli
      tymi metodami Nowego Wspaniałego Człowieka. Ostatnio moja koleżanka przyznała
      się, że jej ojciec też walił nie patrząc gdzie mu ręka leci. I ona i ja nie
      pochodzimy z rodzin patologicznych, wręcz przeciwnie - inteligenckie, zadbane
      domy, my wzorowe uczennice. koszmar.
      • annie_laurie_starr Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 04.02.09, 09:26
        Znam przypadek z dobrej rodziny. Wszyscy sie kochali i bylo fajnie. Rodzina
        byla wielopokoleniowa, ale gdy umieral senior rodzin to dorosla wtedy corka
        dostala strasznej schizy i odmowila pozegnania sie z ojcem, bo wrocily
        wspomnienia z dziecinstwa zwiazane z biciem. Nie znam sprawy na tyle dokladnie,
        czy corka w koncu sie przelamala, ale pzez lata nie miala do ojca pretensji,
        dopiero jak zaczal umierac to sie na niego wsciekla.

        Jako dziecko dostalam pare klapsow, ktore pamietam, a ktore moi rodzice uwazaja
        za nic wielkiego. Ja tez gneralnie uwazam, ze nie byly bolesne bardziej
        symboliczne, ale mogloby sie bez nich obejsc. Na pewno nie zrobly ze mnie
        lepszgo czlowieka.

        Jednak gdybym stosowala klapsy (nie robue tego!) wobec corki na pewno moi
        rodzice byliby pierwszymi, ktorzy rzuciliby we mnie kamieniem, bo to ich
        ukochana wnusia, oczko w glowie. Gdy raz opowiadalam rodzicom jak w jednej
        rodzinie dziecko dostalo klapsa od dziadka, bo nie moglo sie doczekac mieska na
        rodzinnej kolacji i zaburzylo poczatek wieczoru, to moj ojciec stwierdzil ze by
        tego dziadka chetnie przez leb walnal. Jak dziecko chce jesc miesko, to trzeba
        przerwac porzadek kolacji i w ogole wszystko i to miesko dac.
        • rock73 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 18:17
          annie_laurie_starr napisała:

          > [...] pzez lata nie miala do ojca pretensji,
          > dopiero jak zaczal umierac to sie na niego wsciekla.

          A może to był początek Sądu (Ostatecznego) nad duszą tego człowieka i już za
          życia rozpoczęło się wyliczanie jego grzechów? Może to nie była świadoma reakcja
          tej kobiety, tylko głos z zaświatów? Myślicie czasami o tym, że taki bijący
          rodzic zostanie kiedyś z każdego klapsa rozliczony i może za to trafić do
          piekła? Brrr, straszne, nie chcę wiedzieć co było dalej.
    • wojsm Bite dzieci dwadzieścia lat później 04.02.09, 12:58
      Za to że zabroniłam mojemu teściowi bić moje dzieci od dwóch lat jestem w
      stanie wojny z całą rodziną męża (z teściem oczywiście też). Zaznaczam że
      mieszkam z nim i teraz szkalują mnie i niszczą mi życie. oczywiście teraz już
      za wszystko smile. I tak to jest jak stajesz w obronie dzieci, a co dopiero
      obcych? Mimo to nie zmieniam zdania, że dzieci bić nie wolno. A tym bardziej
      dziadkom.
    • zapach.mango Ja też byłam bita 04.02.09, 17:18
      Kablem, ręką, pasem, czym sie dało. Ciągnęli mnie za uszy, za włosy.
      Opowiadali znajomym jaka jestem zła. Dziś staram sie o tym nie
      pamiętać. Właściwie wszystkie moje "przypadki" wymazałam z pamięci,
      nie chcę ich wspominać ale za to doskonale pamiętam jak raz tata
      tłukł mojego brata w przedpokoju, a on lezał skulony na podłodze.
      Pamietam jak bardzo się wtedy bałam i jak bardzo krzyczałam. Nigdy
      tego nie zapomnę. Bił go wtedy bo dowiedział się, że zamiast do
      kościoła brat poszedł odwiedzić kolegę. Nigdy z bratem o tym nie
      rozmawialismy ale czasem chodzilismy na długie spacery bez jednego
      wypowiedzianego słowa. Eh, nawet teraz łzy leca po polczkach.
      Nie, nie bylismy patologiczną rodziną. Wszyscy z wyższym
      wykształceniem, z dobra pracą, alkoholu rodzice nigdy nie pili.
      Muszę przyznać, że jak juz dorosłam to w czasie kłótni uderzyłam
      matkę i wykrzyczałam jej, że to za te wszystkie razy. Wbrew pozorom
      nie pomogło ani trochę.
      Wyjechałam z kraju i od kilku lat nie widziałam rodziny. Oni chcą,
      zebym wróciła, ja niby też ale jednak nie umiem sie na to
      zdecydować.
      Jestem samotna, nie mam dzieci. Jesli kiedyś będe je miała postaram
      się je kochać bardziej i lepiej.
      • bsl Re: Ja też byłam bita 04.02.09, 17:37
        czytam te wasze posty i dopadły mnie wspomnienia , chcialam
        zapomnieć ale sie nie da sad
        • justek20 Re: Ja też byłam bita 04.02.09, 18:14
          A ja nie będę biła moich dzieci.

          Sama dostałam parę razy lanie. Rodzice owszem coś tam pamiętają, ale na zasadzie
          "och taki tam klaps niewinny!". Niby żadnej traumy i problemów w życiu dorosłym,
          ale okazuje się, że nie mam poczucia nienaruszalności mojej osoby. Niektórym
          ludziom w głowie się nie mieści, że ktoś mógłby ich uderzyć. Ja nie mam tego
          cudownego poczucia. Czasem wycofuję się z sytuacji konfliktowych z obawy, że
          ktoś mógłby mi "przyrżnąć" ... jeśli to nie od tych "klapsów niewinnych" to nie
          wiem czemu jestem taka popaprana smile)))
          • joalicja Re: Ja też byłam bita 05.02.09, 14:38
            justek20 napisała:

            "Czasem wycofuję się z sytuacji konfliktowych z obawy, że
            > ktoś mógłby mi "przyrżnąć" ..."

            ...albo zacząć wrzeszczeć
    • hanilein Bite dzieci dwadzieścia lat później 05.02.09, 10:20
      Rodzice, oboje ludzie wykształceni, po studiach, z tak zwanych
      dobrych domów, w dzieciństwie zawsze po moich dziecięcych wybrykach,
      np. zrzucanie zabawek z balkonu, używali pasa lub skakanki. Do dziś
      pamiętam jak się bałam tego bicia, usiłowałam wszystki pasy ojca
      chować za wersalkę, w nadzieji, że nie będzie mnie bić nie mając
      odpowiedniego narzędzia. Zdecydowanie pozostała mi trauma z tamtych
      czasów. Mam wrażenie, że z energicznego, radosnego dziecka, wyrosłam
      na dobrze wytresowaną, ale niedowartosciowaną i bojącą się ludzi
      osobę.. Obecnie, kiedy z rzadka podejmuję ten temat w rozmowach z
      rodzicami, słyszę, że powinnam być wdzięczna, że mam takich
      rodziców, i co mają powiedziec dzieci alkoholików np... mam
      wrażenie, że się tego wstydzą,ale za nic się do tego nie
      przyznają..Bicie to okropna krzywda robiona dziecku!!! nieważne czy
      to tylko uderzenie pasem, czy juz maltretowanie. Moja córeczka ma
      roczek i mam madzieję, że nigdy nie podniosę na nia ręki.
    • sophie124 Bite dzieci dwadzieścia lat później 05.02.09, 18:43
      Byłam w dzieciństwie karana za przewinienia, które zdaniem moich
      rodziców zasługiwały na porządne bicie albo policzek lub też pasa.
      Teraz kiedy jestem dorosła, mam problem z wyładowaniem złości,
      przykładem jest niecierpliwość mojego ojca. Czasem mam takie
      momenty, że mam wrażenie, że mnie zaraz rozerwie. Nie potrafie sobie
      radzić z tym, ale staram sie kontrolować, choć i tak nosze sie z
      zamiarem poproszenia o pomoc fachowca. Co jesli nie będę mogła sie
      opanowac przed własnym dzieckiem, tego boje się najbardziej....
      • niki_222 jezu,a co to za kara"nieodzywanie" sie do dziecka? 05.02.09, 19:40
        kto to wymyslił?
        wspaniali psychologowie?
    • irena.earl Bite dzieci dwadzieścia lat później 06.02.09, 10:26
      To ważny artykuł. W zasadzie to artykuł o mnie. Moi rodzice też mnie bili, mnie i moje rodzeństwo. Dla mnie i rodzeństwa to była normalność, nie dziwiło mnie to, myślałam, że tak widocznie jest we wszystkich domach. Zwłaszcza, że matka powtarzała, że w dobrym domu, dobry ojciec, to by nas DOPIERO sprał. Wynikało z tego, że im lepszy ojciec, tym mocniej bije, a nasz widocznie nie był zbyt dobry. Cóż, gdyby był choć trochę lepszy w tym, co robił na trzeźwo i po pijaku, na gorąco i na zimno, zabiłby brata - jego bił najmocniej, kopał, rzucał o podłogę, tłukł nim o ścianę i dusił szelkami spodenek. Ojciec też bił matkę, a matka - nas, zwykle w szale, aż leciały kłaki. Na zewnątrz porządna rodzina.

      Nie wierzę, że są siedzi nie słyszeli - nie w bloku z wielkiej płyty, w którym słychać, co sąsiad dwa piętra wyżej robi w toalecie. Pewnie to samo robili swoim dzieciom. Nic złego nie zauważył też żaden nauczyciel. Byliśmy wszyscy bardzo dobrymi, inteligentnymi uczniami. Nikt nam nie pomógł.

      Pamiętam, jak matka mnie uczyła, że jeśli zobaczę na podwórku, że jakiś dorosły bije dziecko, mam wołać kogoś na pomoc. Chyba że dziecko jest bite przez rodzica - wtedy mam nic nie robić, bo każdy rodzic ma prawo bić swoje dziecko. Było to dla mnie tak normalne oczywiste, jak to, że mieszka się w domu, je z talerza i trzeba odrabiać lekcje.

      Do pewnego momentu nie było ani jednego dnia w moim życiu bez płaczu. Nie ma w tym słowa przesady, płakałam każdego dnia mojego życia, każdego. I ten strach potworny, który teraz, po 9 mies terapii, po leczeniu depresji, jest już tylko zwykłym niepokojem i poczuciem opuszczenia, które zostanie ze mną chyba na zawsze, niezależnie od kochających i kochanych osób wokół.

      Przeprowadziłam konfrontację z rodzicami, odważyłam się. Milczeli przez cały czas, nie wiedziałam czy mnie w ogóle usłyszeli. Ich odpowiedzi były bardzo standardowe, w zasadzie zostały już wymienione w artykule: kłamiesz, nieprawda, wyolbrzymiasz, nic takiego nie pamiętam, może karciliśmy was, ale nie biliśmy, zrzucasz winę na nas za swoje problemy, zawsze taka byłaś, teraz już do końca życia będziesz nas oskarżać o swoje nieszczęścia, było nam trudno, byliście niegrzeczni, a co ja miałam zrobić z takimi bachorami, mąż pił i mnie bił, nie maiłam znikąd pomocy. Ojciec na komunikat, że chodzę na terapię DDA, zapytał - a kto jest alkoholikiem?

      Teraz jest już dużo lepiej. Rodzice powoli i z oporami i przyznali, ze nie wszystko było jednak tak idealnie, ze nie byli w porządku, że robili źle. Powiedzieli słowo przepraszam. Myślę, że była to jedna z najtrudniejszych rzeczy w ich życiu. Dla mnie to jak czysta woda w dotychczasowym bagnie. Umożliwiło to jakieś załatanie, choćby mierne naprawienie naszych relacji. To byłam jedna ja, zostaje jeszcze rodzeństwo. Z siostrą rozmawiamy o przemocy i alkoholu w domu, brat - ucina szybko takie rozmowy. Ojca nienawidzi. Widać to zbyt bolesny kawałek, ale rozumiem go, bo nie wiem, czy na jego miejscu umiałabym choć trochę wybaczyć ojcu. Pewnie bym nie umiała, bo to, co mu robił, było straszne, jak długoletnie więzienie, tortury albo obóz koncentracyjny, urządzony przez najbliższego, kochanego człowieka.
      • ledzeppelin3 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 06.02.09, 11:16
        nie wiem, czy na jego miejscu umiałabym choć trochę wybaczyć
        > ojcu.

        I nie ma takiej potrzeby
        NIE TRZEBA doprawdy wybaczać takich rzeczy.
        Nie ma takiego obowiązku
        Dawno wykazano w psychologii, że "wybaczenie" nie jest konieczne do
        przywrócenia zdrowia psychicznego ofiarom przemocy
        • az-3 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 29.03.09, 21:00
          byłam bita.szarpana a czasem wleczona za nogi,pochodze z rodziny
          wielodzietnej wychowywała nas matka ojciec ciągle wyjeżdzał za pracą
          po Polsce a jej puszczały nerwy i w tedy obrywało się nietylko mi
          ale i rodzeństwu,starsze rodzeństwo broniło młodsze.Nigdy niezapomne
          tego i niewybacze ponieważ teraz wiem że mama mogła poprosić o
          porade psychologa i brać leki a ona swoje nerwy wyładowywała na
          nas,najgorsze jest to że ona mówi nigdy dziecka nie uderzyłam bo
          wszystkie kochałam jak to słysze chce jej wszystko wykrzyczeć prosto
          w twarz,ale po co żeby mi ulżyło,niepotrafie jej powiedzieć słowa
          kocham,bo nigdy niezaznałam tej miłości od niej.Mam dwoje
          wspaniałych dzieci,czasem dam klapsa a puzniej uciekam do łazienki i
          płacze bo czuje się okropnie,czuje się jak bym w tym momencie
          postępowała jak moja matka choć przecież nią niejestem bo nie katuje
          swoich dzieci ale trałma została i będzie do końca życia.
      • ledzeppelin3 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 06.02.09, 11:16
        nie wiem, czy na jego miejscu umiałabym choć trochę wybaczyć
        > ojcu.

        I nie ma takiej potrzeby
        NIE TRZEBA doprawdy wybaczać takich rzeczy.
        Nie ma takiego obowiązku
        Dawno wykazano w psychologii, że "wybaczenie" nie jest konieczne do
        przywrócenia zdrowia psychicznego ofiarom przemocy
      • ilquad Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 19:14
        Gratuluję, że ci się udało.
      • markus202020 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 06.08.09, 08:38
        Mnie i brata wychowywała tylko matka. Rodzice rozwiedli się. Matka
        bila nas smyczą psa, znęcała się nad nami psychicznie, słownie,
        fizycznie. Z jej ust słyszałem " ty bezmózgowcu jak pie...ę to
        zabiję". Jak juz mnie zbiła, a dalej była zła to pytała czy " zrobić
        powtórkę z rozrywki". Mówiła tez wiele razy, że załuje, że mnie nie
        wyskrobała i ze w scikach nie popłynałem. Dodam, że byłem bardzo
        spokojnym dzieckiem, ze wzorowym zachowaniem w szkole, czerwonym
        paskiem na świadectwie co roku. Nie sprawiałem zadnych kłopotów.
        Całymi dniami zastanawiałem sie co zrobić, zeby mnie pokochałam jak
        sie jej przypodobać. Naduzywała także alkoholu, ciągala nas po
        imprezach. Pamiętam jak z zazdrością patrzyłem na okna moich
        kolegów, gdy wieczorem zapalało sie w nich swiatło i rodzice wołali
        do domu. Nas nikt nigdy nie wołał. Wieczorem rozpoczynaliśmy
        poszukiwanie matki, od jej znajomych i nasłuchiwaliśmy czy jest juz
        na tyle pijana, że zasnie czy będzie nas bić. Mój brat nie
        wytrzymał. W wieku 16 lat został narkomanem. Dziś ma ok 40 - jest
        wrakiem człowieka. Pierwszy raz spotkał kogoś kto chciał mu pomóc
        dopiero w więzieniu.
        Ja skonczyłem studia, mam bardzo dobrą pracę, ale mimo 30-u lat nie
        załozyłem rodziny. Boję się, że kogos skrzywdzę. Jest mi zle. Nie
        jestem szczesliwy. Mam pieniądze, jestem niezależny z perspektywami
        na przyszłośc zawodową, ale zazdroszczę moim znajomym ich rodzin,
        dzieci, żon. Wiem, że dla mnie to nieosiągalne. Musze się jeszcze
        dużo nauczyć. Czytam fora internetowe, blogi rodzinne, oglądam
        zdjęcia usmiechniętych rodzin i uczę się kazdego dnia jak taka
        rodzina powinna wyglądac.
        Mam 30 lat i na zewnatrz wyglądam jak spełniony, szczesliwy człowiek
        ( singiel). To jednak tylko pozory. W głębi duszy jestem dzieckiem,
        które nigdy nie miało szansy tym dzieckiem być. Zyję w dwóch
        światach. coraz częściej myslę, że nie ma dla mnie nadziei...
    • mamma3 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 06.02.09, 12:23
      Nie czytałam wszystkich waszych postów wybaczcie. Muszę podzielic
      się tylko jedną myślą. My pokolenie dwudziesto i trzydziestolatków
      mamy wpojone nawykowo ze dzieci trzeba bic lub karac. Tak naprawdę
      nie umiemy wychowywac. Myslę że rolą rządu jest nie tyle zakazywanie
      bicia co ogólnopolska kampania społeczna (nie koncząca się wyłącznie
      tylko na bilbordach) która obejmie również przedszkolanki( straszące
      dzieci pasem) oraz nauczycieli jak wychowywac dzieci by wyrosły na
      dorosłych myślących, zdrowych emocjonalnie, silnych psychicznie i
      niezależnych. Dorosłych o szerokich horyzontach i tolerancyjnych.
      Tak naprawdę wszyscy chcemy dla tych dzieciaków najlepiej jednak
      wychowywanie nas w duchu posłuszeństwa i strachu ( czy to
      ojcowskiego pasa czy matczynego nieodzywania się) powoduje że ten
      schemat nieswiadomie powielamy. Tak naprawdę nie wiemy jak można
      dzieci wychowywac inaczej (prawidłowo) bo nikt nas tego nie nauczył.
      Popełniamy mnóstwo błędów ale tak boimy się nieraz kar fizycznych że
      uciekamy w psychiczne, bo dziecko ma byc posłuszne (i koniec
      kropka). Albo wręcz przeciwnie pozwalamy by dzieci nami rządziły
      wierząc że rozpieszczone dziecko to szczęśliwe dziecko.


      • fajny_franio Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 07.02.09, 00:32
        Nie ma wychowania bez kar. To jest utopia! Psychologowie tworzą coraz to nowe
        teorie, jedna głupsza od drugiej, a poziom rozwydrzenia młodzierzy ciągle
        rośnie. A tym wszystkim "znanym" którzy nawołują żeby dzieci biły swoich
        rodziców proponuję szybką wizytę u psychiatry. Przypadki pobicia rodziców przez
        dzieci są corza częstsze nie tylko w Europie ale i w Polsce. A biją nie te
        dzieci które same były bite i chcą się zrewanżować tylko bezstresowcy którym w
        odpowiednim czasie nie wpojono szacunku dla rodziców. Nowoczesnym rodzicom
        dostaje się za to że nie dali dziecku kasy, ośmielili mu się sprzeciwić albo po
        prostu pociecha w danym dniu miała gorszy humor.
        Ja sam nie raz oberwałem nie tylko klapsy ale i normalne lanie pasem i do głowy
        by mi nie przyszło żeby mieć do kogoś pretensje. Większość moich rówieśników
        była traktowana podobnie i nie spotkałem nikogo kto by miał żal czy uraz do
        rodziców. Choć chyba jesteśmy większością to psychologowie nie uwzględniają nas
        w swoich "badaniach". Oni się ekscytują przypadkami patologicznymi i wmawiają
        wszystkim, że te przypadki są typowe. To jest zwykła manipulacja!
        • yokohama.pl Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 07.02.09, 21:29
          fajny_franio napisał:

          > Nie ma wychowania bez kar. To jest utopia! Psychologowie tworzą
          coraz to nowe
          > teorie, jedna głupsza od drugiej, a poziom rozwydrzenia młodzierzy
          ciągle
          > rośnie. A tym wszystkim "znanym" którzy nawołują żeby dzieci biły
          swoich
          > rodziców proponuję szybką wizytę u psychiatry. Przypadki pobicia
          rodziców przez
          > dzieci są corza częstsze nie tylko w Europie ale i w Polsce. A
          biją nie te
          > dzieci które same były bite i chcą się zrewanżować tylko
          bezstresowcy którym w
          > odpowiednim czasie nie wpojono szacunku dla rodziców. Nowoczesnym
          rodzicom
          > dostaje się za to że nie dali dziecku kasy, ośmielili mu się
          sprzeciwić albo po
          > prostu pociecha w danym dniu miała gorszy humor.
          > Ja sam nie raz oberwałem nie tylko klapsy ale i normalne lanie
          pasem i do głowy
          > by mi nie przyszło żeby mieć do kogoś pretensje. Większość moich
          rówieśników
          > była traktowana podobnie i nie spotkałem nikogo kto by miał żal
          czy uraz do
          > rodziców. Choć chyba jesteśmy większością to psychologowie nie
          uwzględniają nas
          > w swoich "badaniach". Oni się ekscytują przypadkami patologicznymi
          i wmawiają
          > wszystkim, że te przypadki są typowe. To jest zwykła manipulacja!
          jest różnica między karą a wyciąganiem konsekwencji. co do szacunku -
          na ile jest trwały szacunek zrodzony ze strachu? rodzice najlepiej
          nauczą dzieci szacunku do siebie, jeżeli sami będą je traktować z
          szacunkiem - a to wyklucza bicie.
          a ciebie jest mi żal. bo jeżeli naprawdę wydaje ci się, że nie masz
          żalu o to, że najbliższe ci osoby, które miały cię chronić, kochać,
          dbać o ciebie i uczyć cię świata stosowały wobec ciebie przemoc to
          naprawdę jesteś biedny.
          • fajny_franio Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 09.02.09, 04:11
            Sam jesteś biedny/biedna bo nie potrafisz samodzielnie myśleć. Nie
            przeczytałeś ze zrozumieniem tego co napisałem tylko os razu
            strzelasz wyuczonymi na pamięć sloganami. Mój szacunek do rodziców
            nie jest zrodzony ze strachu tylko z wdzięczności za to, że mnie
            chronili, kochali(i kochają), dbali o mnie i uczyli świata i NIGDY
            NIE STOSOWALI WOBEC MNIE PRZEMOCY bo rodzicielskie lanie za karę
            żadną przemocą nie jest!
            • yokohama.pl Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 09.02.09, 13:00
              a czym jest? dowodem miłości? i czego to cię nauczyło? że jak ci nie
              starcza cierpliwości, argumentów itp. to możesz walnąć? a co to
              dziecko jakiś półdebil, któremu nie można wytłumaczyć tylko od razu
              trzeba bić?

              i coś za często wmawiasz swoim rozmówcom zaślepienie i brak
              samodzielnego myślenia. w moim odczuciu sam masz z tym problem -
              jakbyś samodzielnie myślał, a nie schematami narzuconymi ci przez
              rodzicieli to byś zobaczył, że bicie dzieci przez rodziców jest
              przemocą. ale gdybyś to uznał musiałbyś ich zrzucić z piedestału, a
              to wymaga wielkiej odwagi i gruntownego przebudowania swojego
              systemu wartości. nie każdy ma na to siłę.
              • morgen_stern Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 09.02.09, 13:06
                Może franio jest ciągle mentalnie małym franiem, który dostaje lanie od rodziców
                smile i jeszcze się spod tego nie wyzwolił wink
                • yokohama.pl Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 10.02.09, 21:36
                  morgen_stern napisała:
                  "Może franio jest ciągle mentalnie małym franiem, który dostaje
                  lanie od rodziców smile i jeszcze się spod tego nie wyzwolił wink"
                  na to wychodzi wink
                  • fajny_franio Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 11.02.09, 01:57
                    yokohama.pl napisała:

                    > morgen_stern napisała:
                    > "Może franio jest ciągle mentalnie małym franiem, który dostaje
                    > lanie od rodziców smile i jeszcze się spod tego nie wyzwolił wink"
                    > na to wychodzi wink

                    Nie dumajcie tak Drogie Panie nade mną bo Was główki rozbolą od tego myślenia a mnie będzie przykro big_grin
              • fajny_franio Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 09.02.09, 15:14
                yokohama.pl napisała:

                > a czym jest? dowodem miłości? i czego to cię nauczyło? że jak ci nie
                > starcza cierpliwości, argumentów itp. to możesz walnąć? a co to
                > dziecko jakiś półdebil, któremu nie można wytłumaczyć tylko od razu
                > trzeba bić?
                >

                Nauczyło mnie min. tego, że pobłażliwość nie jest wykładnikiem rodzicielskiej miłości. To naprawdę bardzo cenne doświadczenie.

                > i coś za często wmawiasz swoim rozmówcom zaślepienie i brak
                > samodzielnego myślenia. w moim odczuciu sam masz z tym problem -
                > jakbyś samodzielnie myślał, a nie schematami narzuconymi ci przez
                > rodzicieli to byś zobaczył, że bicie dzieci przez rodziców jest
                > przemocą. ale gdybyś to uznał musiałbyś ich zrzucić z piedestału, a
                > to wymaga wielkiej odwagi i gruntownego przebudowania swojego
                > systemu wartości. nie każdy ma na to siłę.

                Nie mogę "czegoś za często wmawiać moim rozmówcom" bo moja poprzednia wypowiedź była pierwszą w tym temacie. Przepisałaś nie tą formułkę co trzeba smile Nie znasz mnie ani moich rodziców ale od razu nas oceniasz i usiłujesz wcisnąć w swoje ciasne stereotypy. Kto Ci dał to tego prawo? I komu tu bardziej brakuje dobrego wychowania? Ty pewnie już dawno gruntownie przebudowałaś swój system wartości. Zrzuciłaś z piedestału rodziców i postawiłaś na nim jakieś "autorytety" z telewizora. Gratuluję odwagi! Jak kiedyś Twoje "wychowywane rozmową" dzieci spuszczą Ci solidny łomot to zrozumiesz co to jest prawdziwa przemoc smile
                • yokohama.pl Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 10.02.09, 11:02
                  "Nauczyło mnie min. tego, że pobłażliwość nie jest wykładnikiem
                  rodzicielskiej miłości. To naprawdę bardzo cenne doświadczenie."
                  rozumiem, że według ciebie nie bicie dzieci jest równoznaczne z
                  pobłażaniem im i osławionym "bezstresowym wychowaniem"? otóż to nie
                  jest jedno i to samo. dyscyplinę dziecom trzeba wpajać, ale nie
                  biciem. nie tylko dlatego, że agresja rodzi agresję (obserwując
                  dzieci na podwórku gołym okiem widać które są bite, bo to właśnie
                  one są najbardziej agresywne), ale dlatego, że dziecko bite nie
                  zastanawia się nad swoim postępowaniem i dlatego bicie to żadna
                  metoda wychowawcza. ty być może teraz jako dorosły rozumiemsz
                  dlaczego rodzice cię bili i dostrzegasz w tym jakiś sens, ale nie
                  chce mi się wierzyć, że jak cię bili jako dziecko, to myślałeś
                  sobie "tak tato masz rację zrozumiałem swoje postępowanie, byłem
                  okropny wal śmiało" będąc małym bitym dzieckiem czujesz tylko ból,
                  strach i upokorzenie. refleksja przychodzi z czasem.

                  a w kwestii łomotu, którego mi życzysz z rąk moich dzieci, nie
                  obawiam się aby to kiedyś mi się przydarzyło. nie znam przypadku,
                  żeby dzieci, które wynoszą z domu, że przemoc to nie rozwiązanie
                  biły swoich rodziców. natomiast znam kilka przypadków, gdy chłopaki
                  bite przez ojców, urosły i tatusiowie się zdziwili. tego też nie
                  popieram nawiasem mówiąc.
                  proponuję zakończenie tej dyskusji, bo do niczego nie prowadzi. mam
                  nadzieję, że kiedyś przekonasz się, że to co piszę to nie
                  tylko "slogany autorytetu z telewizora", albo nie będziesz miał
                  dzieci, bo ktoś tak niereformowalny w swoich poglądach na przemoc
                  wobec dzieci nie powinien ich mieć. pozdrawiam.
                  • jufox Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 10.02.09, 23:17
                    poza tym malemu franiowi chyba umknęło, że większość osób biorących
                    udział w tym wątku nie teoretyzuje sobie na podstawie jakiś
                    programów w TV czy innym medium. Znamy to bowiem z autopsji. Nie
                    wiem doprawdy jak z rozrzewnieniem można wspominać rodziców
                    wpadających w szał i walących na odlew, że się latało po ścianach.
                    Przecież to trzeba być psychopatą, żeby widzieć w tym sposób
                    wychowawczy! trzeba być masochistą żeby po czymś takim nie mieć
                    urazów psychicznych.
                    • jufox Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 10.02.09, 23:19
                      nie mały tylko fajny ten franio. pardonnez moi.
                  • fajny_franio Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 11.02.09, 01:50
                    Yoko, przeczytałem Twoje wcześniejsze posty. Zrozumiałem skąd u Ciebie taki upór
                    ale nadal będę Cię namawiał żebyś i Ty pewne sprawy postarała się zrozumieć.
                    Wygląda na to, że jesteśmy trochę "z innych bajek". Twoi rodzice przekroczyli
                    granice patologi a moi nie. Mnie rodzice nigdy nie "walili po łbie", nie
                    szarpali, nie wyzywali. Jak coś poważniej przeskrobałem to dostawałem zwyczajne
                    lanie po tyłku jak Bóg przykazał i tyle. Było zwykle raczej "na spokojnie"
                    niezbyt często ale za to zdarzało się bardzo mocno. Zawsze, nawet będąc małym
                    dzieckiem, widziałem ścisłą zależność między bólem tyłka a swoim postępowaniem i
                    odbierałem to jako karę a nie przemoc. To oczywiste, że bałem się lania ale nie
                    bałem się rodziców bo wiedziałem, że nie zrobią mi krzywdy tzn. wiedziałem że
                    tata nie będzie mnie bił aż się zmęczy tylko dostanę ile się należy i koniec a
                    jak się wypłaczę to będziemy normalnie rozmawiac (jak byłem młodszy to mama
                    zawsze mnie przytulała i pocieszała) i już nie będą się na mnie gniewać za to co
                    zrobiłem. Te lania to były tylko przykre chwile bo swoje dzieciństwo wspominam
                    jako szczęśliwe i beztroskie a rodziców bardzo kocham i jestem im wdzięczny za
                    to jak mnie wychowali. Czy według Ciebie nie mam do tego prawa? Bo ja rozkazu
                    znienawidzenia swoich rodziców nie wykonam chodźby mnie mieli za to zamknąć w
                    więzieniu! Rozumiem, że ludzie wychowywani w patologiczny sposób mogą mieć
                    odczucia takie jak Ty ale Ty zrozum, że nie każde lanie to patologia a Wy w
                    grupie osób dostających w dzieciństwie lania jesteście jednak mniejszością.
                    Gdyby było inaczej to społeczeństwo składałoby się dzisiaj w większości z
                    psychicznych wraków i pensjonariuszy zakładów zamkniętych a tak nie jest. A Wy
                    usiłujecie narzucić wszystkim swój punkt widzenia i uważacie, że z powodu
                    istnienia patologii w waszych domach rodzinnych teraz trzeba wprowadzić zakaz
                    klapsów. Wolniej!

                    Nie życzyłem Ci lania od własnych dzieci tylko sugerowałem, że decydując się na
                    wychowanie bezstresowe powinnaś brać pod uwagę taką ewentualność smile Ja znam ze
                    słyszenia kilka przypadków znęcania się dzieci nad rodzicami i zawsze robili to
                    bezstresowcy. Dlatego nie mam powodów żeby nie wierzyć statystykom i nadal
                    uważam, że państwo Kurzajewscy kwalifikują się do psychiatry. Z obserwacji
                    podwórek i piaskownic mam też odmienne wnioski. To bezstresowcy są najbardziej
                    agresywni, nie wahaja sie używać przemocy żeby wymusić swoją wolę na
                    rówieśnikach albo po prostu dokuczają innym dla zabawy. A jak trafią na
                    silniejszego i dostaną w nos to zaraz lecą na skargę do mamusi big_grin
                    Pozdrawiam.
                    • yokohama.pl Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 11.02.09, 15:03
                      miałam już się nie odzywać, ale że pofatygowałeś się wyjaśnić mi
                      szerzej swój punkt widzenia to i ja nie będę gorsza smile chcę pewne
                      rzeczy uściślić.
                      nie mogę zgodzić się z tobą, że bicie "za karę" nie jest przemocą
                      wobec dziecka. bicie jest biciem i bez względu na wszystko cel nie
                      uświęca środków w tym wypadku. ty uważasz inaczej i pozostańmy przy
                      swoich zdaniach, bo nie zanosi się, żebyśmy się nawzajem przekonali.
                      ale nie masz racji twierdząc, że psychologowie nawołują do tego,
                      żeby znienawidzić rodziców. to w ogóle nie o to chodzi. większość
                      ludzi bitych przez swoich rodziców ma poczucie niskiej wartości,
                      zagrożenia i tłumioną złość - często sobie tego nie uświadamiają - a
                      to rzutuje na ich obecne życie. terapia polega na tym, żeby
                      przewartościować swoje relacje z rodzicami tak aby wyrządzone
                      krzywdy nie działały obecnie, bo dopiero wtedy można zauważyć
                      pozytywne rzeczy, które otrzymaliśmy od rodziców. obecnie ze swoją
                      mamą utrzymuję normalne kontakty a z ojcem, z bardzo wielu przyczyn,
                      oszczędne, ale też poprawne. właśnie dzięki terapii i temu, że w
                      swoim czasie im wygarnęłam mogę patrzeć na nich jak na ludzi, a nie
                      potwory.
                      to czy ktoś ma traumę zależy od wielu czynników. nie tylko od tego
                      jak mocno był bity, ale od atmosfery jaka panowała w domu w ogóle,
                      od tego czy dzieckiem się interesowano, a także wrażliwości układu
                      nerwowego. nie masz traumy? to super, ale uwierz mi, że większość
                      ludzi bitych ma.
                      a co do bezstresowców jest w tym co piszesz trochę prawdy. tyle, że
                      ja swoich dzieci nie wychowuję bezstresowo. jak wyglądają rodziny
                      takie rodziny możemy zobaczyć w wielu odcinkach superniani (ale tak
                      na marginesie są tam też przypadki kiedy dzieci dostają klapsy i to
                      nie tylko nie pomaga, ale działa wręcz przeciwnie), a ja sobie nie
                      wyobrażam żeby mnie dzieci tak skakały po głowie. poza tym granice
                      są potrzebne także dziecku - żeby czuło się bezpiecznie.
                      dawno temu sięgnęłam po książkę "jak mówić, żeby dzieci nas słuchały
                      jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" i po gruntownym przemyśleniu
                      i intenstwnym treningu udało mi się wprowadzić w życie te zasady.
                      polecam lekturę - nawet dla ciekawości.
                      dzięki temu nie mam problemu z utrzymaniem dyscypliny, ale nigdy nie
                      musiałam uciekać się do bicia. dzieci, którym tłumaczy się dlaczego
                      tak a nie inaczej należy postępować i KONSEKWENTNIE nie pozwala się
                      na przekraczanie granic z czasem uczą się, że widocznie tak musi
                      być. to zajmuje mnóstwo czasu, ale z drugiej strony nie mam nic
                      ciekawszego do roboty niż dobrze wychowywać dzieci wink pozdrawiam.
                      • fajny_franio Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 12.02.09, 01:39
                        Tak miło się gawędzi, że aż żal się rozstawać smile Dzięki Yoko że poświęciłaś mi tyle uwagi. Uważam jednak, że trochę nadużywasz słowa "większość". Jeśli 80 albo nawet 90 procent dorosłych było bitych w dzieciństwie i dla większości była to trauma to by znaczyło że dzisiaj grubo ponad połowa społeczeństwa pozostaje pod silnym wpływem tych przeżyć. Gdzie Ty zaobserwowałaś takie objawy to ja naprawdę nie wiem. "Bici w dzieciństwie" to jednak w większosci przypadki podobne do mojego. To psychologowie celowo eksponują przypadki patologiczne bo są one dla nich dowodami potwierdzającymi słuszność ich poronionych teorii.

                        Życzę Ci z całego serca sukcesów w wychowaniu dzieci bez uzycia "przemocy". Teraz idzie Ci łatwo bo dzieci są pod Twoim silnym wpływem. Ale z wiekiem ten wpływ będzie słabł na rzecz rówieśników i mediów. Co będzie jak dzieci w kiedyś uznają, że to jednak wzorce płynące stamtąd są tymi własciwymi? Może jednak warto trzymać w szafie jakiś solidny pasek. Zawsze może się przydać np. do podtrzymywania spodni big_grin
                        Pozdrawiam (jak nie odpiszesz to się nie obrażę smile )
                        • mamma3 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 12.02.09, 09:05
                          Teraz ja chciałabym zadać ci pytanie czy jedyną karą za przewinienie
                          musi być bicie? Zgadza się wychowanie bez bicia też może być
                          toksyczne.
                          Wróćmy jednak do meritum ja popieram wychowanie bez bicia a nie bez
                          kar i nagród. Wychowuję mego syna według ściśle określonych zasad.
                          Za to jest to a za to to. Nie boję przyznać się do błędu ale i nie
                          boję się wyciągać konsekwencji. ( wyłączam komputer gdy maluje
                          kredką po monitorze i koniec kropka). Ja dostawałam lanie i uważałam
                          do chwili poznania mego męża że to jedyny środek do wychowania
                          dzieci na porządnych ludzi. Ale okazało się że mój mąż nigdy nie był
                          bity i wiesz co Ci powiem nigdy nie uderzył swoich rodziców. Jest
                          porządnym człowiekiem, nigdy na mnie nie podniósł ręki. I wiem jedno
                          ja nigdy nie uderzę swego dziecka bo go kocham i szanuję.
                          • mamma3 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 12.02.09, 09:06
                            P.s. Czy szesnastolatka lub więcej też uderzysz tym pasem. Tym pasem
                            można straszyć pięciolatka ale nie nastolatka.
                            • fajny_franio Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 13.02.09, 14:45
                              Szesnastolatek lub więcej może jest trochę za stary ale gdzieś tak około 12 roku
                              życia wielu dzieciom nagle zaczyna się wydawać że są już dorosłe. No i wtedy
                              właśnie niektóre elementy galanterii skórzanej mogą się okazać bardzo pomocne smile
                          • fajny_franio Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 13.02.09, 16:54
                            Ja nigdzie nie pisałem, że lanie musi być jedyną karą. Powinno ono być karą za poważniejsze przewinienia i niestosowanie się do innych, "bezprzemocowych" kar.

                            To, że Twój mąż nie był bity nie oznacza zaraz że był bezstresowcem. Spokojne dzieci pewnie da się wychować bez bicia. Dawniej też nie wszyscy dostawali ale ci co nie dostawali wiedzieli że jak ostro przegną to jednak mogą w końcu dostać bo, chociażby z opowiadań kolegów wiedzieli, że to powszechnie stosowana metoda wychowawcza. A dziś mówi się młodym ludziom, że chociaż nie wiem jak by rozrabiali to nikt im nie może przylać. To wzmacnia ich poczucie bezkarności, które potem daje takie efekty jak ostatnio w Rykach.

                            Mammusiu, życzę Ci żebyś wytrwała w swoich postanowieniach co do metod wychowawczych. Ale widziałem już nie raz takich rodziców, którzy zaraz po narodzeniu dziecka deklarowali wobec rodziny i znajomych, że nigdy go nie uderzą, będą wychowywać nowocześnie itp. No a po kilku czy kilkunastu latach prali pasem i tyko patrzyli czy tyłek równo puchnie big_grin
                        • gaja78 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 12.02.09, 11:35
                          fajny_franio napisał:

                          Jeśli 80 alb
                          > o nawet 90 procent dorosłych było bitych w dzieciństwie i dla większości była t
                          > o trauma to by znaczyło że dzisiaj grubo ponad połowa społeczeństwa pozostaje pod silnym wpływem tych przeżyć.

                          Z moich rozmów z najbliższą rodziną oraz przyjaciółmi wynika, że tak właśnie jest.
                          • fajny_franio Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 13.02.09, 14:50
                            A z moich rozmów z najbliższą rodziną oraz przyjaciółmi wynika coś wręcz
                            przeciwnego.
                            • xavras Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 15:13
                              A ja zgadzam się z franiem. A szczególne z wypowiedzią dotyczącą psychologów.
                              Mają skłonność do dopasowywania faktów to swoich tez i opisywania przypadków
                              marginalnych jako normy. Ale cóż - biorąc pod uwagę ilość nonsensownych i
                              bzdurnych teorii, które są generowane przez tą młodą "naukę" można chyba
                              domniemywać, że przed badaczami z tej dziedziny jeszcze bardzo długa droga i
                              kilka rewolucyjnych zmian poglądów.
                        • yokohama.pl Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 14.02.09, 16:53
                          witam po przerwie.
                          zdaję sobie sprawę, że mój wpływ na dzieci teraz jest silny bo są
                          małe, a z czaem będzie słabł. przeraża mnie to trochę wink, ale
                          niestety wiem, że kiedyś przyjdzie moment, że mój syn powie mi "mamo
                          daj se na luz jestem dorosły i nie będziesz mi rozkazywać". niestety
                          nic na to nie poradzę, taka jest kolej rzeczy. pozostaje mi mieć
                          nadzieję, że wychowam ich na tyle dobrze, że będą umieli dokonać w
                          życiu właściwych wyborów. z dzieckiem jak z walizką - co włożysz to
                          wyjmiesz. problem w tym, że wiele rzeczy pakujemy tam zupełnie
                          nieświadomie a potem po otwarciu się dziwimy. mam nadzieję, że to co
                          zobaczę po otwarciu tej walizki nie zwali mnie z nóg wink
                          kiedyś przeczytałam takie porównanie, że wychowywanie dziecka jast
                          jak strzelanie z łuku. do siedmiu lat kształtujesz jego charakter -
                          tworzysz strzałę, do czternastu lat tworzysz jego system wartości -
                          napinasz łuk, a potem twój wpływ na dziecko jest minimalny, zbierasz
                          plony - możesz już tylko patrzeć dokąd strzała leci.
                          • katarzyna4511 Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 17:26
                            I tak właśnie jest, jak piszesz. Nie słowami kształtujemy postawę
                            swych dzieci, ale czynami (w tym biciem, niestety). One biorą z nas
                            przykład w każdej sytuacji - przebywają z nami, więc widzą nasz
                            stosunek do innych, obserwują i w ten sposób kształtują swoją
                            postawę. Franio twierdzi, że był bity "Jak Pan Bóg przykazał"... A
                            gdzie ten Pan Bóg tak nakazuje? W przykazaniu o miłości bliźniego?
                            Hipokryzja sięgająca niebios.
                            Wychowywanie dzieci bez bicia (czy bez klapsa, eufemistycznie
                            mówiąc) jest dla wielu osób niewyobrażalnie niemożliwe. Opowiadają,
                            jak Franio, dyrdymały o niespokojnych dzieciach czy sytuacjach,
                            które o takiego klapsa aż się proszą. A to ZAWSZE jest porażka.
                            Niczego nie tłumaczy, nie wyjaśnia, ale za to efekt natychmiastowy.
                            I najlepiej przeciwstawiać mu "bezstresowe wychowanie" chociaż taki
                            termin nie istnieje. Albo się dzieci wychowuje, albo nie. I można
                            bez bicia. Dziecko mam już spore, rodzina i znajomi to też nie
                            młodziki i jakoś radzą sobie bez bicia, chociaż sami w swoim życiu
                            lania doświadczyli. Cenne przedmioty kładliśmy wysoko na pewnym
                            etapie rozwoju dziecka, żeby nie kusiły, większym tłumaczyliśmy, że
                            nie wyrywamy się przy przechodzeniu przez ulicę, bo można wpaść pod
                            samochód, a bardziej krnąbrne chwytaliśmy za rękę, trzymaliśmy mocno
                            i mówiliśmy, że będzie z nami chodziło w ten sposób dopóty, dopóki
                            nie przyniosło to rezultatów. I tak dalej, i tak dalej.
                            Pewnie, że czasem zdawało nam się, że ze złości eksplodujemy, że
                            spierzemy dzieciaka na kwaśne jabłko, ale jakoś udawało nam się nad
                            sobą zapanować, szliśmy na daleki spacer, albo gadaliśmy z
                            partnerami. I wciąż się zastanawiamy, jakie będą dla nas i dla
                            innych nasze dzieci, kiedy już wyruszą w świat (niektóre juz
                            wyfrunęły). I wierzymy, że będą miały szacunek nie tylko dla innych,
                            ale przede wszystkim dla siebie samych.
                            • fajny_franio Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 03.03.09, 01:18
                              Katarzyno, ja nigdy nie twierdziłem,że nie da się dziecka wychować bez bicia
                              tylko że nie dotyczy to wszystkich dzieci. Absurdem jest sprowadzanie całego
                              tematu wychowania do zagadnienia "bić czy nie bić". Ostateczny efekt wychowania
                              zależy od całokształtu relacji dzieci z rodzicami. Jeśli w rodzinie panuje
                              harmonia i wzajemna miłość to sporadyczne, zasłużone lanie nie jest żadnym złem.
                              Wiem to bo właśnie w takiej rodzinie się wychowałem. Ale na tym forum są też
                              wspomnienia osób które nie były bite a pomimo to wspominaja swoje dzieciństwo
                              jako koszmar. Bądź łaskawa te wypowiedzi przeczytać i wyciągnąć jakieś wnioski.
                              Są też oczywiście tacy, którzy byli bici w sposób patologiczny tzn. bicie ich
                              nie było karą tylko wynikało z odchyłek psychicznych ich rodziców. I to własnie
                              oni, podpuszczani przez psychologów, usiłuja narzucić wszystkim swój punkt
                              widzenia na kwestie bicia. A niby jakim prawem? Ja rozumiem ich stanowisko ale w
                              zamian domagam się zrozumienia dla mojego. Ja mam prawo kochać swoich rodziców
                              tak jak oni maja prawo swoich nienawidzić. Kiedy czytam ich insynuacje, że moi
                              rodzice mnie "skrzywdzili" a ja nie jestem tego świadomy to mi się przysłowiowy
                              nóż w kieszeni otwiera. To już jest jakiś fanatyzm!

                              Klaps to nie jest "porażka" ani "sukces" tylko metoda wychowawcza. Sprawdzona i
                              skuteczna o ile jest rozsądnie stosowana. Jesli ktoś klapsami wychowa porządnego
                              człowieka to odniesie sukces. A jak ktoś fanatycznie powstrzymując się od
                              klapsów wychowa chama czy chuligana to dozna porażki.

                              O tym "gdzie Bóg nakazuje" napisałem w innym poście smile

                              Pozdrawiam
                  • p_a_m Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 15:36
                    no, popatrz, chyba pszcholożkasmile
                    ja okiem ubranym widzę że te które są bite są zalęknione i siedzą w kącie, bo
                    nie dość że dostają w domu to i tutaj dzieci wychowane bezstresowo, którym wolno
                    wszystko mogą im wlać.

                    jak masz pisać takie bzdury, to może lepiej nic nie pisz.

                    ciekawe dlaczego teraz, kiedy panuje moda na bezstresowe, bezkarne wychowanie to
                    strach dziecko do szkoły wysłać.

                    może trzeba odróżnić dawanie klapsów od bicia dzieci?

        • ilquad Mylisz karę z maltretowaniem 02.03.09, 19:24
          Kara jest reakcją na przekroczenie przez dziecko jakiegoś przepisu,
          który rodzic wcześniej wydał. Na przykład mówisz, nie dotykaj tego,
          a dziecko dotyka i je klapsem napominasz. I ten przepis musi być w
          miarę normalny, bo jeśli karasz dziecko za to, że ubrało czerwony
          sweterk we wtorek, a ty mu powiedziałeś, że we wtorki nie może nosić
          czerwonych sweterków, to jednak nie jest to normalne.
          Normalne jest napomnienie, kara, która spowoduje, że dziecko nie
          powtórzy tego samego.

          A tymczasem jaką karą i za co jest:
          - wyciągnięcie w nocy z łóżka, powieszenie do góry nogami i obicie
          kijem?
          - kopanie po brzuchu?
          - topienie w wannie?
          - przypalanie papierosami, przygrzewanie żelazkiem?
          - trzymanie w ciemnościach przez parę godzin/dni?
          - kaleczenie nożem, igłami, nożyczkami?
          - rozpowiadanie kłamliwych historii o dziecku?
          - wynajmowanie i namawianie kolegów z podwórka, by pobili dziecko?

          Czy potrafisz podać jakie "przestępstwo" popełnia dziecko, które
          jest tak traktowane?
          -
      • gondra Re: Bite dzieci dwadzieścia lat później 03.03.09, 08:37
        mamma3 napisała:

        > Nie czytałam wszystkich waszych postów wybaczcie. Muszę podzielic
        się tylko jedną myślą.
        > My pokolenie dwudziesto i trzydziestolatków mamy wpojone nawykowo
        ze dzieci trzeba bic lub karac.
        > Tak naprawdę nie umiemy wychowywac. Myslę że rolą rządu jest nie
        tyle
        > zakazywanie bicia co ogólnopolska kampania społeczna (nie koncząca
        się wyłącznie
        > tylko na bilbordach) która obejmie również przedszkolanki(
        straszące
        > dzieci pasem) oraz nauczycieli jak wychowywac dzieci by wyrosły na
        > dorosłych myślących, zdrowych emocjonalnie, silnych psychicznie i

        Mam koleżanke po pedagogice, która uważa, że dzieci powinno sie bic
        i zapowiedziała, ze swoje przyszłe dzieci będzie biła.
    • ewelsia Bite dzieci dwadzieścia lat później 12.02.09, 09:12
      Mam 34 lata.Miałam niby normalny dom, wykształconych rodziców. W
      dzieciństwie tato często lubił wypić i wszczynał awantury, na
      trzeźwo też lał, np. za złe stopnie. Awantury i bijatyki między
      rodzicami , których świadkiem byłam w dzieciństwie spowodowały u
      mnie silną nerwicę, lęki, strach i depresję, ktora objawiła się u
      mnie 2 lata temu. Dziś leczę się psychiatrycznie, chodzę na
      psychoterapię i dziękuję Bogu każdego dnia, że postawił na mojej
      drodze ludzi, którzy mi pomogli. Dzięki nim zrozumiałam swoje życie.
      Mam cudownego męża i syna, mój dom jest inny niż ja miałam.
      Tato nie żyje od 9 lat, wybaczyłam mu, naprawił swoje błędy i
      odszedł nagle.
      Każda agresja wobec dziecka jest złem.
      Pozdrawiam,
      Ewelina
    • marcjank Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 02.03.09, 15:00
      • mhm6 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 02.03.09, 16:46
        Kościół tylko popiera, bo to przecież nie przemoc, a zakatowanie kilkuletniego
        dziecka w odróżnieniu od aborcji nie jest złem...
        mnie i siostrę też bito, teraz siostra bije swoje dzieci, a ja nie chcę mieć
        dzieci bo się boję że nie będę umiała inaczej "wychowywać"
        • rock73 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 02.03.09, 18:43
          mhm6 napisała:

          > Kościół tylko popiera, bo to przecież nie przemoc, [...]

          Skąd takie przekonanie? Chyba z jakiejś stereotypowej propagandy antykościelnej
          albo z okolic Radia Maryja. Bicie dzieci, podobnie jak każde inne bicie, jest
          grzechem i trzeba się z tego spowiadać. Oczywiście są wyjątki typu obrona
          konieczna, ale nie o tym mowa w tym wątku.
          • n0e2008 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 03.03.09, 10:52
            > Bicie dzieci, podobnie jak każde inne bicie, jest
            > grzechem i trzeba się z tego spowiadać.

            oczywiscie, po wyspowiadaniu sie ma sie juz "czyste konto". potem mozna znowu
            pogrzeszyc, i znowu "reset". no problem.

            mozna tez kogos zabic, potem pozalowac, wyspowiadac sie, Bog wybaczy.
            • rock73 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 03.03.09, 16:18
              Nie o tym jest wątek, ale niech będzie. Ty w ogóle chodzisz do spowiedzi
              czasami? Bo mam wrażenie, że w ogóle nie wiesz na czym spowiedź polega. Wiesz co
              to jest rachunek sumienia, żal za grzechy, postanowienie poprawy, pokuta? Wiesz,
              że są przypadki, kiedy ksiądz nie może udzielić rozgrzeszenia? Wiesz co to
              znaczy, że "będzie wybaczony każdy grzech, oprócz grzechu przeciwko Duchowi
              Świętemu"? Bo z Twojej wypowiedzi wynika, jakby spowiedź to było coś w rodzaju
              "takie i takie mam grzechy, ksiądz zapuka w tę deseczkę i one znikną, i cześć".
      • fajny_franio Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 02.03.09, 23:37
        Taka dajmy na to Księga Przysłów mówi nam:

        "W sercu chłopięcym głupota się mieści, rózga karności wypędzi ją stamtąd" (Prz 22, 15)

        "Ćwicz syna, dopóki jest nadzieja, nie unoś się, aż do skrzywdzenia go" (Prz 19, 18)

        "Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz, nie umrze. Ty go uderzysz rózgą, a od Szeolu zachowasz mu duszę" (Prz 23, 13 - 14)

        "Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, i kto kocha go, w porę go karci" (Prz 13, 24)

        Zatem wychowując bezstresowo - GRZESZYCIE ! big_grin
        • focus35 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 03.03.09, 14:39

          w Pismie zwanym swietym znajdziesz cytat na popracie prawie kazdej
          tezy i na popracie tezy przeciwnej - wszystko zalezy od
          interpretacjiwink
          jesliby ludzie faktycznie stosowali sie do wybranych fragmentow
          Pisma mordowanie innych na zyczenie Pana wykonywaliby ze spiewem na
          ustach (co zreszta sie dokonywalo i dokonuje).
          Religia uczy nie tyle niegrzeszenia co posluszenstwa - dlatego
          katolicy lubia autorytety niezaleznie od tego, czy to co glosza jest
          moralne, etyczne, czy nie - grunt to posluszenstwo. Fajny Franio
          czci ojaca i matke swoja - w koncu taki jest odgorny nakaz. A czy
          Abraham pytal sie Jahwe, pardon Adonaiwink o sens polecenia, jakim
          bylo zarzniecie wlasnego syna? Nie, do glowy mu nie przyszlo - grunt
          to wiedziec kogo sie sluchac i niegrzeszenie oraz ogolna milosc i
          harmonia zapewnione...


          fajny_franio napisał:

          > Taka dajmy na to Księga Przysłów mówi nam:
          >
          > "W sercu chłopięcym głupota się mieści, rózga karności wypędzi ją
          stamtąd" (Prz
          > 22, 15)
          >
          > "Ćwicz syna, dopóki jest nadzieja, nie unoś się, aż do
          skrzywdzenia go" (Prz 19
          > , 18)
          >
          > "Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz, nie umrze. Ty go
          uderzysz rózg
          > ą, a od Szeolu zachowasz mu duszę" (Prz 23, 13 - 14)
          >
          > "Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, i kto kocha go, w porę go
          karci" (Prz 13, 24
          > )
          >
          > Zatem wychowując bezstresowo - GRZESZYCIE ! big_grin
          • fajny_franio Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 03.03.09, 15:30
            Wbrew temu co pewnie sądzisz, nie jestem ortodoksyjnym katolikiem. Jeśli już to tylko "statystycznym". Cytaty które podałem nakazują przede wszystkim troszczyć się o dzieci a nie bić je w myśl zazady: "tak trzeba ponieważ tak trzeba". Karcenie ma być środkiem a nie celem.

            Tak, czczę ojca swego i matkę swoją. Ale nie dlatego, że jest jakiś odgórny nakaz tylko dlatego, że ich kocham, szanuję i jestem im wdzęczny że wychowali mnie na porządnego człowieka. Wiem, że ludzie "nowocześni" nie są w stanie tego zrozumieć ale to już jest ich problem a nie mój smile
            • focus35 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 03.03.09, 16:29
              ok - nie tyle chodzi mi o Ciebie - odnioslam sie do Pisma, ktore
              zacytowales, a ktore katolicy uwazaja za ksiege swieta. Pisalam nie
              tyle o statystycznych, gleboko wierzacych czy plycej wierzacych co o
              katolickich wartosciach, wyrazajacych sie w nakazach i zakazach oraz
              w pieknych slowach o milosci tezwink oraz o najcenniejszech cnocie
              religii czyli posluszenstwie.

              Wspaniale, ze kochasz rodzicow, szanujesz itd. Zycze calej Twojej
              rodzinie wszystkiego najlepszegosmile - ale wychowanie na porzadnego
              czlowieka zalezalo nie tylko od nich, a w rownje mierze od Ciebie
              samego i od wplywow srodowiska takze - a jak porzadny jestes
              bedziesz mogl powiedziec pod koniec zyciasmile.
              Poza tym wielu myslacych o sobie, ze sa dobrymi i porzadnymi ludzmi
              ulega samooszukiwaniu - nie pisze o Tobie w tej chwili - sadzisz, ze
              np. oprawcy hitlerowscy nie uwazali, ze sa dobrymi patriotami i
              porzadnymi, kulturalnymi ludzmi? Oni przeciez sumiennie wykonywali
              rozkazy, tylko... Wiem, ze ostry przyklad i nie dotyczy Ciebie w
              zadnym raziesmile - chodzi o psychologiczny mechanizm
              samousprawiedliwiania - jak wynika chocby z postow na tym forum
              rodzice uzywajacy kabla czy bijacy do krwi nie maja sobie nic do
              zarzucenia, bo byli i sa porzadnymi ludzmi, na poziomie i swoje
              dziecko dobrze wychowali, czyz nie? W ich mniemaniu dobrze robili.

              Nie wiem co rozumiesz przez nowoczesnosc - ona zmienia sie za jakis
              czas w przeszlosc i przychodzi nowa nowoczesnosc, zatem kazda
              tradycja kiedys byla nowoczesnoscia!smile

              Co do karcenia to karcic, karac, wplywac na dziecko mozna na wiele
              sposobow, nie tylko przez fizyczne odruchy czy impulsy (przywalic
              mocniej gdzie popadnie czy "tylko" zlopic pupe).

              Bezstresowe wychowanie czy bicie dziecka to awers i rewers tej samej
              monety - wychowawczej bezradnosci, w ktorej dorosly nie ma kontaktu
              z dzieckiem i albo metoda tresury, wywolywania strachu poprzez
              psychiczne czy fizyczne ataki albo pozwalaniem na
              wszystko, "podazaniem za potrzebami" dziecka chce uzyskac spokoj czy
              wplyw na konkretne jego zachowania. I to i to krzywdzi dziecko, tyle
              ze w rozny sposob. Jedno i drugie niweczy granice - agresja
              naruszajac integralnosc dziecka (co wobec doroslego jest uznawane za
              przestepstwo), a tzw. bezstresowane podejscie w ogole nie ustala
              granic, zrzucajac na dziecko ich znalezienie czy postawienie.

              Klaps oczywiscie nie jest biciem - zgoda, ale tez oczywiscie jest
              wykorzystaniem przewagi fizycznej doroslego i latwizna wychowawcza.
              A ludzie najczesciej wybieraja latwizne, wiec nie dziwie sie, ze
              klapsy sa tak popularne.
              Jeszcze raz wszystkiego dobrego dla Twojej rodziny czy tez rodzin!


              fajny_franio napisał:

              > Wbrew temu co pewnie sądzisz, nie jestem ortodoksyjnym katolikiem.
              Jeśli już to
              > tylko "statystycznym". Cytaty które podałem nakazują przede
              wszystkim troszczy
              > ć się o dzieci a nie bić je w myśl zazady: "tak trzeba ponieważ
              tak trzeba". Ka
              > rcenie ma być środkiem a nie celem.
              >
              > Tak, czczę ojca swego i matkę swoją. Ale nie dlatego, że jest
              jakiś odgórny nak
              > az tylko dlatego, że ich kocham, szanuję i jestem im wdzęczny że
              wychowali mnie
              > na porządnego człowieka. Wiem, że ludzie "nowocześni" nie są w
              stanie tego zro
              > zumieć ale to już jest ich problem a nie mój smile
        • rock73 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 03.03.09, 16:27
          Kurczę, to ja chyba jakimś złym katolikiem jestem, skoro mam przeciwne zdanie.
          To co, mam teraz iść sprać swoje dziecko, żeby wiedziało, że ojciec jest po to,
          żeby bić? Czy poczekać na pretekst, np. jak zacznie wrzeszczeć? A jak po biciu
          zacznie wrzeszczeć jeszcze głośniej, to bić do skutku, aż ucichnie? A jak go
          skrzywdzę, fizycznie albo psychicznie, to trudno - wypadek przy pracy? Że się da
          skrzywdzić psychicznie, to przykładów na tym forum masz mnóstwo.

          Przestań powtarzać w kółko o "wychowywaniu bezstresowym". O tym przecież nikt
          nie mówi. W tym miejscu chodzi tylko o bicie.
          • fajny_franio Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 03.03.09, 17:31
            Zgrzeszysz jeśli powstrzymując się od użycia przysłowiowej rózgi pozwolisz dziecku zejść na złą drogę. Tak wg mnie mależy rozumieć cytowane słowa. A Ty jeśli nie potrafisz czytać tekstu ze zrozumieniem lepiej nie bierz udziału w dyskusjach bo tylko wprowadzasz chaos smile Dziecko da się skrzywdzić psychicznie także bez bicia. Jest wiele takich przypadków ale są rzadko przytaczane bo nie pasują do aktualnie obowiązujących bzdurnych teorii nierozerwalnie łączących wychowawczego klapsa z patologicznym maltretowaniem. Szkoda, że nikt nie mówi o "wychowaniu bezstresowym". Propagując zakaz klapsa należałoby ludziom jasno powiedzieć jakie to da skutki w skali społecznej ale "propagatorzy" nie mają na to odwagi i od dyskusji o znanych już efektach wychowania bezstresowego uciekają jak diabeł od święconej wody big_grin
            • rock73 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 03.03.09, 18:52
              fajny_franio napisał:

              > Zgrzeszysz jeśli powstrzymując się od użycia przysłowiowej rózgi pozwolisz dzie
              > cku zejść na złą drogę. Tak wg mnie mależy rozumieć cytowane słowa.

              Jeśli celem jest niepozwolenie w zejściu na złą drogę, to OK, bo myślę, że taki
              cel mają wszyscy. Pytanie: czy ta rózga ma być przysłowiowa, czy dosłowna? Bo
              to, że rózga ma być przysłowiowa, pojawia się na tym forum po raz pierwszy. Pod
              "przysłowiową rózgą" można rozumieć bardzo wiele kar, albo po prostu żeby w
              ogóle dziecko wychowywać. Dyskusja dotyczy tego, żeby zlikwidować rózgę
              dosłowną. Dodatkowo pytanie: czy bicie na pewno sprowadza na dobrą drogę? OK,
              jestem w stanie uwierzyć, że są przypadki, w których nie zaszkodziło. Ale
              rozejrzyj się, ilu ludziom zaszkodziło.

              > A Ty jeśli
              > nie potrafisz czytać tekstu ze zrozumieniem lepiej nie bierz udziału w dyskusja
              > ch bo tylko wprowadzasz chaos smile

              Zakładam, że to żart.

              > Dziecko da się skrzywdzić psychicznie także be
              > z bicia. Jest wiele takich przypadków ale są rzadko przytaczane bo nie pasują d
              > o aktualnie obowiązujących bzdurnych teorii nierozerwalnie łączących wychowawcz
              > ego klapsa z patologicznym maltretowaniem.

              Oczywiście, że masz rację, że nie bijąc też można skrzywdzić. Tylko z tego nie
              wynika, że bijąc nie można skrzywdzić.

              > Szkoda, że nikt nie mówi o "wychowan
              > iu bezstresowym".

              Miałem na myśli, że nikt nie namawia, nikt nie propaguje. Ustalmy może, że nikt
              nie chce wychowywania bezstresowego, OK? Wszyscy się zgadzają?

              > Propagując zakaz klapsa należałoby ludziom jasno powiedzieć j
              > akie to da skutki w skali społecznej ale "propagatorzy" nie mają na to odwagi i
              > od dyskusji o znanych już efektach wychowania bezstresowego uciekają jak diabe
              > ł od święconej wody big_grin

              No właśnie, mylisz wychowywanie bezstresowe z wychowywaniem bez bicia. Nikt nie
              mówi (w sensie: nie namawia), żeby dziecku było wszystko wolno, żeby nie miało
              żadnych ograniczeń, żadnych norm. Chodzi tylko o to, żeby go nie krzywdzić, żeby
              nie wyrosło na człowieka dorosłego bojącego się wszystkich ludzi, bo ktoś może
              go zbije, żeby mogło widzieć w swoich rodzicach kogoś innego niż wróg i kat.

              Wychowywanie bezstresowe mnie nie interesuje, ale może niech ktoś wypisze skutki
              w skali społecznej wychowywania z biciem i bez bicia. Ktoś wspomniał, że
              wychowywanie przez bicie doprowadziło do powstania totalitaryzmu w Niemczech (od
              Bismarcka do Hitlera). W Polsce mam wrażenie, że prowadzi do powstania
              społeczeństwa biernego, nieufnego i tchórzliwego.
              • fajny_franio Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 04.03.09, 13:43
                rock73 napisał:


                > Pytanie: czy ta rózga ma być przysłowiowa, czy dosłowna? Bo
                > to, że rózga ma być przysłowiowa, pojawia się na tym forum po raz pierwszy. Pod
                > "przysłowiową rózgą" można rozumieć bardzo wiele kar, albo po prostu żeby w
                > ogóle dziecko wychowywać. Dyskusja dotyczy tego, żeby zlikwidować rózgę
                > dosłowną. Dodatkowo pytanie: czy bicie na pewno sprowadza na dobrą drogę? OK,
                > jestem w stanie uwierzyć, że są przypadki, w których nie zaszkodziło. Ale
                > rozejrzyj się, ilu ludziom zaszkodziło.
                >

                "Stopień przysłowiowości rózgi" trzeba dobierać każdemu dziecku indywidualnie. Jednemu można wytłumaczyć a innemu trzeba czasem przylać. Lanie zastosowane w odpowiednim momencie może sprowadzić na dobrą drogę. Znam wiele takich przypadków wśród rodziny i znajomych. Oczywiście pewnosci nigdy nie ma bo pewna jest tylko śmierć smile

                > Oczywiście, że masz rację, że nie bijąc też można skrzywdzić. Tylko z tego nie
                > wynika, że bijąc nie można skrzywdzić.

                Bijąc można skrzywdzić ale nie każde bicie jest automatycznie krzywdą. Gdyby zamiast straszyć ludzi wiezieniem za klapsa uczyć ich jak rozsądnie i bezpiecznie skarcić dziecko (np. że można dać klapsa w tyłek ale nie wolno bić pięścia po głowie) to dałoby to znacznie lepszy efekt. Ale niestety w temacie wychowania ideologia całkowicie wyparła zdrowy rozsądek.

                > No właśnie, mylisz wychowywanie bezstresowe z wychowywaniem bez bicia. Nikt nie
                > mówi (w sensie: nie namawia), żeby dziecku było wszystko wolno, żeby nie miało
                > żadnych ograniczeń, żadnych norm.

                Nic nie mylę. Zakaz klapsów spowoduje, że w większości rodzin dzieci zaczną być wychowywane bezstresowo (w potocznym znaczeniu). Oczywiście niektórzy sobie poradzą i wychowają bez klapsów dzieci na porządnych ludzi ale na jednych którym się "uda" przypadnie 10, 50 może nawet 100 którym się "nie uda" i to właśnie te "nieudane" egzemplarze zdominują przyszłe społeczeństwo. I nie pisz mi zaraz, że psychologowie na pewno coś poradzą i każdemu doradzą. Sukces w wychowaniu zależy od wielu czynników a ja czytałem już wiele wywiadów z psychologami którzy kajając się jednak przyznawali, że sami czasem dawali swoim dzieciom po tyłkach.

                >Chodzi tylko o to, żeby go nie krzywdzić, żeby
                > nie wyrosło na człowieka dorosłego bojącego się wszystkich ludzi, bo ktoś może
                > go zbije, żeby mogło widzieć w swoich rodzicach kogoś innego niż wróg i kat.
                >

                Czy Ty musisz ciągle uogólniać? Ja nie raz dostałem w tyłek i jakoś nie widzę w swoich rodzicach wrogów i katów i w ogóle nie jestem strachliwy.

                > Ktoś wspomniał, że
                > wychowywanie przez bicie doprowadziło do powstania totalitaryzmu w Niemczech (od
                > Bismarcka do Hitlera).

                Proszę nie mieszać skeczów kabaretowych z realnym życiem big_grin
                • rock73 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 04.03.09, 16:55
                  fajny_franio napisał:

                  > [...] Gdyby za
                  > miast straszyć ludzi wiezieniem za klapsa uczyć ich jak rozsądnie i bezpiecznie
                  > skarcić dziecko (np. że można dać klapsa w tyłek ale nie wolno bić pięścia po
                  > głowie) to dałoby to znacznie lepszy efekt. Ale niestety w temacie wychowania i
                  > deologia całkowicie wyparła zdrowy rozsądek.

                  A to, niestety, prawda. Nadal nie zgadam się, żeby klaps był całkowicie
                  bezpieczny, ale zgadzam się, że sam zakaz bicia jeszcze nie rozwiąże sytuacji,
                  jeśli nie będzie do tego odpowiedniej akcji edukacyjnej, tłumaczącej co zamiast
                  bicia i jak to zrobić, żeby nie bić.

                  >
                  > > No właśnie, mylisz wychowywanie bezstresowe z wychowywaniem bez bicia. Ni
                  > kt nie
                  > > mówi (w sensie: nie namawia), żeby dziecku było wszystko wolno, żeby nie
                  > miało
                  > > żadnych ograniczeń, żadnych norm.
                  >
                  > Nic nie mylę. Zakaz klapsów spowoduje, że w większości rodzin dzieci zaczną być
                  > wychowywane bezstresowo (w potocznym znaczeniu). Oczywiście niektórzy sobie po
                  > radzą i wychowają bez klapsów dzieci na porządnych ludzi ale na jednych którym
                  > się "uda" przypadnie 10, 50 może nawet 100 którym się "nie uda" i to właśnie te
                  > "nieudane" egzemplarze zdominują przyszłe społeczeństwo.

                  To, niestety, też może być prawda. To akurat nie moje spostrzeżenie, ale gdzieś
                  ktoś napisał, że dzisiejsi rodzice nie chcąc bić dzieci w ogóle przestają je
                  wychowywać. Nie znając innych metod uznają, że "nie bić" = "nie wychowywać". To
                  tylko pokazuje, że problem jest szerszy, bardziej skomplikowany i poważniejszy.

                  > I nie pisz mi zaraz,
                  > że psychologowie na pewno coś poradzą i każdemu doradzą.

                  Pomogliby, gdyby nad każdą rodziną stała 8 godzin na dobę jakaś "superniania" i
                  doradzała. Ale tak się oczywiście nie da. Albo gdyby były jakieś kursy
                  przygotowujące do roli rodzica zakończone egzaminem, który niekoniecznie wszyscy
                  zdają. (Zgodnie ze spostrzeżeniem, że teraz żeby jeździć samochodem trzeba mieć
                  prawo jazdy, a żeby mieć dziecko wystarczy spłodzić...)

                  > [...] a ja czytałem już wiele wywiadów z psychologami którzy
                  > kajając się jednak przyznawali, że sami czasem dawali swoim dzieciom po tyłkach
                  > .

                  To jeszcze nie świadczy o niesłuszności idei niebicia, tylko o niedoskonałości
                  tych psychologów, z której zresztą jak widać zdają sobie sprawę.

                  > >Chodzi tylko o to, żeby go nie krzywdzić, żeby
                  > > nie wyrosło na człowieka dorosłego bojącego się wszystkich ludzi, bo ktoś
                  > może
                  > > go zbije, żeby mogło widzieć w swoich rodzicach kogoś innego niż wróg i k
                  > at.
                  > >
                  >
                  > Czy Ty musisz ciągle uogólniać? Ja nie raz dostałem w tyłek i jakoś nie widzę w
                  > swoich rodzicach wrogów i katów i w ogóle nie jestem strachliwy.

                  Nie uogólniam. Nie twierdzę, że wszyscy stają się tacy, tylko że niektórzy,
                  czyli jakieś tam ryzyko istnieje. Nie wiem jak to się dzieje, że jedni ludzie
                  wspominają dzieciństwo ze śmiechem, a inni wychowani w taki sam sposób i w
                  takich samych warunkach (czy na pewno?) jako koszmar, z którego po dziesiątkach
                  lat nie mogą się otrząsnąć.
                  • fajny_franio Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 04.03.09, 19:28
                    rock73 napisał:


                    > Nadal nie zgadam się, żeby klaps był całkowicie
                    > bezpieczny, ale zgadzam się, że sam zakaz bicia jeszcze nie rozwiąże sytuacji,
                    > jeśli nie będzie do tego odpowiedniej akcji edukacyjnej, tłumaczącej co zamiast
                    > bicia i jak to zrobić, żeby nie bić.

                    Nie ukrywam, że jestem przeciwnikiem "idei niebicia". Nigdzie na świecie się ona
                    nie sprawdziła. Lanie traktowane jako "najwyższy wymiar kary" jest odpowiednim,
                    bardzo pomocnym w wychowaniu "czynnikiem odstraszającym" i nie powinno być
                    traktowane jako jakieś zło.

                    > Pomogliby, gdyby nad każdą rodziną stała 8 godzin na dobę jakaś "superniania" i
                    > doradzała. Ale tak się oczywiście nie da. Albo gdyby były jakieś kursy
                    > przygotowujące do roli rodzica zakończone egzaminem, który niekoniecznie wszyscy
                    > zdają. (Zgodnie ze spostrzeżeniem, że teraz żeby jeździć samochodem trzeba mieć
                    > prawo jazdy, a żeby mieć dziecko wystarczy spłodzić...)
                    >

                    Totalna bzdura (bez urazy wink ). Obca osoba stale obecna w domu i na oczach
                    dzieci pouczająca i strofująca rodziców to uwertura do rodzinnej katastrofy!
                    Już po krótkiej wycieczce po mieście można dokonać jeszcze jednego ciekawego
                    spostrzeżenia. Mianowicie takiego, że spora część osób posiadających prawo jazdy
                    tak naprawdę nie ma zielonego pojecia o prowadzeniu samochodu smile Wnioski wyciąg
                    sam wink
                    A jeśli ktoś obleje egzamin a pomimo to spłodzi dziecko to co? Odbiorą mu je "z
                    urzędu"? A może oblewających egzamin będzie się przymusowo sterylizować? Czy Ty
                    przypadkiem nie oglądasz za dużo filmów o Korei Północnej? big_grin

                    > To jeszcze nie świadczy o niesłuszności idei niebicia, tylko o niedoskonałości
                    > tych psychologów, z której zresztą jak widać zdają sobie sprawę.

                    A wg mnie właśnie świadczy! Skoro psychologowie sami nie potrafią swoich
                    bzdurnych teorii wcielić w życie to nie powinni tego wymagać od innych. Jeśli
                    psycholog może byś "niedoskonały" to normalny człowiek chyba też, nie?

                    > Nie wiem jak to się dzieje, że jedni ludzie
                    > wspominają dzieciństwo ze śmiechem, a inni wychowani w taki sam sposób i w
                    > takich samych warunkach (czy na pewno?) jako koszmar, z którego po dziesiątkach
                    > lat nie mogą się otrząsnąć.

                    Żeby się tego dowiedzieć to trzeba zacząć odróżniać bicie wychowawcze od
                    faktycznego maltretowania. A zwolennicy idei niebicia z pobudek ideologicznych
                    nie chcą tego zrobić wink
        • focus35 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 03.03.09, 16:42

          z owych swietych cytatow wynika, ze syna prac wychowawczo mozna ale
          od corek wara z tymi metodami - ani slowa o nichwink
          corek sie nie kochalo czy wychowywalo sie je bezrozgowo?wink

          fajny_franio napisał:

          > Taka dajmy na to Księga Przysłów mówi nam:
          >
          > "W sercu chłopięcym głupota się mieści, rózga karności wypędzi ją
          stamtąd" (Prz
          > 22, 15)
          >
          > "Ćwicz syna, dopóki jest nadzieja, nie unoś się, aż do
          skrzywdzenia go" (Prz 19
          > , 18)
          >
          > "Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz, nie umrze. Ty go
          uderzysz rózg
          > ą, a od Szeolu zachowasz mu duszę" (Prz 23, 13 - 14)
          >
          > "Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, i kto kocha go, w porę go
          karci" (Prz 13, 24
          > )
          >
          > Zatem wychowując bezstresowo - GRZESZYCIE ! big_grin
          • rock73 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 03.03.09, 18:56
            Aha, i jeszcze jedno: to są cytaty ze Starego Testamentu, a dla katolików i w
            ogóle chrześcijan ważniejszy jest Nowy Testament. Ciekawe że Żydzi, w końcu
            specjaliści od Starego Testamentu, podobno dzieci w ogóle nie bili. Dziwcie się
            potem skąd tylu intelektualistów wśród Żydów.
            • focus35 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 03.03.09, 19:42

              ok - uwielbiam te katolicka czy tez ogolnie chrzesciajnska logikewink -
              swieta jest calosc Pisma ale swietsza jest nowsza czesc... to
              wlasnie mialam na mysli piszac, ze w tzw. swietych ksiegach znajdzie
              sie poparcie czy tez podparciewink na kazda teze - wszystko zalezy kto
              i jak interpetuje owa swietosc oraz jak ja stopniujesmile



              rock73 napisał:

              > Aha, i jeszcze jedno: to są cytaty ze Starego Testamentu, a dla
              katolików i w
              > ogóle chrześcijan ważniejszy jest Nowy Testament. Ciekawe że
              Żydzi, w końcu
              > specjaliści od Starego Testamentu, podobno dzieci w ogóle nie
              bili. Dziwcie się
              > potem skąd tylu intelektualistów wśród Żydów.
              • rock73 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 03.03.09, 20:46
                Rozumiem, że słuszna jest logika ateistyczna, wg której żadne Pismo nie jest
                święte?
                • focus35 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 03.03.09, 21:11

                  logika jest areligijna (ale nieateistyczna, bo o Bogu czy bogach sie
                  nie wypowiada) - faktycznie istota wiary jest bycie na bakier z
                  logika i wiara sie tym zreszta chlubiwink
                  Dla mnie logika nie jest najwyzszym autorytetemsmile, ale nie sa nimi
                  takze nazywane swietymi teksty czy zasady, ktore sa wewnetrznie
                  sprzeczne a czasem zwyczajnie, banalnie nieprawdziwe...

                  rock73 napisał:

                  > Rozumiem, że słuszna jest logika ateistyczna, wg której żadne
                  Pismo nie jest
                  > święte?
                  • rock73 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 04.03.09, 16:40
                    Fajnie, że logika wg Ciebie nie ma związku z religią (tzn. jedno od drugiego
                    jest niezależne), ale Ty pierwszy zacząłeś z logiką katolicką i chrześcijańską.
                    Co do sprzeczności/niesprzeczności i prawdziwości/nieprawdziwości tekstów
                    religijnych pozostaniemy przy swoich zdaniach, bo jeszcze nie słyszałem o
                    przypadku, żeby ktoś kogoś przez Internet przekonał w którąkolwiek stronę.
                    • focus35 Re: Katolicy lubią bić dzieci? Co na to Kościół? 04.03.09, 22:23

                      nie ma w tym nic fajnego - tak jest, to stwierdzenie stanu rzeczysmile
                      a logike chrzescijanska opatrzylam usmieszkiem z oczkiem czyli byla
                      to ironia - chrzescijanstwo to zespol tez do przyjecia na wiare a
                      nie do logicznego rozbioru - nalezalo widac uzyc cudzyslowia po
                      prostu...
                      Nie mam ambicji czy zamiaru przekonywania Ciebie czy kogokolwiek do
                      czegokolwiek (wiem z doswiadczenia i z ksiazek o psychologii
                      dotyczacych uzasadniania wlasnego systemu wartosci i wlasnych
                      przekonan, ze jest dokladnie tak jak piszesz w tym wzgledzie,
                      oczywiscie istnieja wyjatki od tej zasady, ale to rzadkoscsmile-
                      skomentowalam tylko teze o swietosci zapisow o kochaniu przez
                      traktowanie synow rozga, podane przez innego forumowicza, bo tez
                      wiekszosc osob uwaza, ze to swiete i tylesmile

                      rock73 napisał:

                      > Fajnie, że logika wg Ciebie nie ma związku z religią (tzn. jedno
                      od drugiego
                      > jest niezależne), ale Ty pierwszy zacząłeś z logiką katolicką i
                      chrześcijańską.
                      > Co do sprzeczności/niesprzeczności i prawdziwości/nieprawdziwości
                      tekstów
                      > religijnych pozostaniemy przy swoich zdaniach, bo jeszcze nie
                      słyszałem o
                      > przypadku, żeby ktoś kogoś przez Internet przekonał w którąkolwiek
                      stronę.
    • optymista1000 Bite dzieci dwadzieścia lat później 02.03.09, 15:06
      dostawalem klapsy od rodzicow ale szczerze mowiac nie traktuje tego jako
      'przemocy domowej'. to byly takie zwykle, niegrozne klapsy dla upomnienia. ktore
      zreszta nie robily na mnie wiekszego wrazenia.
      nie mam zadnej traumy, nie winie rodzicow, wogole bym o tym zapomnial gdyby nie
      to, ze temat pojawia sie co rusz w mediach.
    • garnek_z_neolitu Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 15:09
      z laniem kablem czy nawet pasem.
      Dostalem klapsa pare razy. Nic nie bolalo, bylo to raczej symboliczne niz
      straszne. Jest to co innego niz zamierzone sprawianie bolu paskiem czy piescia
      i nie powinno byc utozsamiane z biciem jako takim.

      Klaps zawsze byl ostatecznoscia, kiedy do mnie nie docieralo, byl poprostu
      jednym ze srodkow perswazji (jak kiedys rozpalilismy z kolegami ognisko w
      krzakach o malo nie przyprawiajac ojca o zawal serca).

      I nawet za to, za narazenie zycia swojego i kolegow nie doznalem bolu.

      W naszych czasach ojciec trafilby do ciupy a jak chlalbym z kolegami z domu
      dziecka smile
      • patryk_r83 Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 15:25
        Ja dostałem w życiu klapsa tylko kilka razy, za najgorsze przewinienie, jakie
        zrobiłem, był klaps na goły tyłek. Jakoś nie mam do nikogo pretensji o to, że
        oberwałem, przeciwnie, już po oberwaniu wiedziałem, że zasłużyłem na lanie.
        Psychiki mi to nie skrzywiło, nie czuję się upodlony.

        Faktycznie, zaczynam rozumieć przeciwników klapsa, gdy czytam tu o laniu pasem,
        kablem czy dyscypliną... ale pojedynczy strzał w tyłek?
        Gdy patrzę w supermarkecie na rozwydrzonego gó...arza, który wydziera zię
        wniebogłosy, bo ON CHCE BATONIKA, wyrzuca batony z półek, a taki tatulek lata
        dookola i bezstresowo przekonuje to dziecko, że batonika ono miec nie może, to
        krew mnie zalewa. Krótka piłka - jeden strzał w zadek. I cisza, i spokój, i
        dziecko od razu rozumie, że "nie" znaczy "nie".

        Faktycznie, macie rację: pojedynczy klaps bardziej skrzywi dziecku psychikę niż
        jego zupełne rozwydrzenie. Lepiej, żeby wyrósł na człowieka, któremu wydaje się,
        że może mieć wszystko, niż żeby miał mieć zrytą psychikę bitego dziecka.
        • lena575 Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 15:52
          I tu nie masz racji, dziecko nie drze się bo batonika nie dostaje
          ale dlatego,ze go w końcu dostaje.
          Konsekwencja jest kluczem do wychowania.
          • patryk_r83 Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 16:12
            lena575 napisała:

            > I tu nie masz racji, dziecko nie drze się bo batonika nie dostaje
            > ale dlatego,ze go w końcu dostaje.
            > Konsekwencja jest kluczem do wychowania.

            Ja doskonale wiem, że tak to wygląda, to jest oczywista wina rodziców.

            Niemniej jednak mam w rodzinie takiego dzieciaka, który wie, że batonika nie
            dostanie, ale będzie ryczał - tak dla zasady, żeby wyrazić swoją złość.
            • te_rence Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 16:34
              patryk_r83 napisał:
              > Niemniej jednak mam w rodzinie takiego dzieciaka, który wie, że batonika nie
              > dostanie, ale będzie ryczał - tak dla zasady, żeby wyrazić swoją złość.

              No i myślisz że bicie go będzie dobrą metodą żeby tego nie robił? Lęk i strach
              zamiast beczenia... super!
              • delfina77 Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 16:38
                Moje dziecko jest takie wlasnie. Dalabym klapsa gdyby skutkowal w tym przypadku
                ale wiem (z doswiadczenia) ze nie skutkuje. Nie wszystkie dzieci to aniolki, na
                szczescie z histerii sie wyrasta
              • patryk_r83 Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 16:45
                te_rence napisał:

                > patryk_r83 napisał:
                > > Niemniej jednak mam w rodzinie takiego dzieciaka, który wie, że batonika
                > nie
                > > dostanie, ale będzie ryczał - tak dla zasady, żeby wyrazić swoją złość.
                >
                > No i myślisz że bicie go będzie dobrą metodą żeby tego nie robił? Lęk i strach
                > zamiast beczenia... super!

                Jeśli raz dostanie klapsa, nauczy się, że następnym razem może skończyć się
                podobnie. Ja nie widzę powodu, żeby rodzic znosił ryki tylko dlatego, że dziecko
                ma prawo sobie popłakać.
                te_rence: co w takim razie Ty byś zrobiła: czekała uprzejmie, aż dzieciaczkowi
                się znudzi i ucichnie, tak?
                • delfina77 Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 16:53
                  Ja bym wziela je za fraki i wyprowadzila ze sklepu. Czesto tak robie z moja choler
                  • patryk_r83 Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 16:59
                    Jak to za fraki? Toż to przemoc wink (żart)

                    Dobra, weźmy jako przykład samochód: jedziesz autem, trasa długa, a dziecko
                    nagle zapuszcza syrenę, tłumaczenie nie pomaga. I co, czekamy aż skończy ryczeć,
                    ryzykując stresem, rozkojarzeniem i w konsekwencji własnym (i dziecka!) życiem,
                    czy zatrzymujemy się na poboczu, dajemy strzała w dupkę i jedziemy dalej w
                    zupełnej ciszy?
                    • black_halo Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 17:23
                      Zatrzymujemy samochod i mowimy, ze w domu idzie prosto spac i stoimy
                      na poboczu tak dlugo az malec przestanie wyc. Dzieciom wycie sie w
                      koncu nudzi kiedy widza, ze nic nim nie zdzialaja. Moja kuzynka
                      stosuje taka metode z powodzeniem, dziecka nigdy nie uderzyla a
                      chodzi teraz jak w zegarku. Plakac sobie moze bo dorosli tez placza a
                      nikt im w tylek nie daje za to. Natomiast czego ona nie akceptuje to
                      histeria. Dzieciak pare razy w sklepie rzucil sie na podloge ale
                      szybko sie nauczyl, ze to nic nie pomaga. Ona powiedziala, ze idzie
                      odlozyc slodycze i zabawki na polki za kare i tyle. Efekt
                      natychmiastowy chociaz tacy jak ty spraliy tylek i tyle, jak i rozne
                      moherowe babcie - swiadkowie zdarzenia. Zreszta dzieci raczej w
                      dlugich trasach nie placza, chyba ze te co wlasnie narobily w
                      pampersa. Ale przeciez nie dasz dzieckowi w tylek za to, ze mu nie
                      pasuje siedziec w zasranym pampersie co?
                      • patryk_r83 Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 17:30
                        black_halo napisała:

                        > Zatrzymujemy samochod i mowimy, ze w domu idzie prosto spac i stoimy
                        > na poboczu tak dlugo az malec przestanie wyc. Dzieciom wycie sie w
                        > koncu nudzi kiedy widza, ze nic nim nie zdzialaja. Moja kuzynka
                        > stosuje taka metode z powodzeniem, dziecka nigdy nie uderzyla a
                        > chodzi teraz jak w zegarku. Plakac sobie moze bo dorosli tez placza a
                        > nikt im w tylek nie daje za to. Natomiast czego ona nie akceptuje to
                        > histeria. Dzieciak pare razy w sklepie rzucil sie na podloge ale
                        > szybko sie nauczyl, ze to nic nie pomaga. Ona powiedziala, ze idzie
                        > odlozyc slodycze i zabawki na polki za kare i tyle. Efekt
                        > natychmiastowy chociaz tacy jak ty spraliy tylek i tyle, jak i rozne
                        > moherowe babcie - swiadkowie zdarzenia. Zreszta dzieci raczej w
                        > dlugich trasach nie placza, chyba ze te co wlasnie narobily w
                        > pampersa. Ale przeciez nie dasz dzieckowi w tylek za to, ze mu nie
                        > pasuje siedziec w zasranym pampersie co?

                        O tak. Jak już mówi o klapsie, to pewnie sadysta, który sprałby dziecko za
                        nabrudzenie w pieluchę. Zakładam, że to było pytanie retoryczne.
                        • black_halo Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 17:45
                          > O tak. Jak już mówi o klapsie, to pewnie sadysta, który sprałby
                          dziecko za
                          > nabrudzenie w pieluchę. Zakładam, że to było pytanie retoryczne.

                          A mozesz wyjasnic dlaczego dziecko mialoby plakac w podrozy?
                          Jezdzilam z rodzicami w dlugie trasy i nigdy nie plakalam ani zadnego
                          dziecka nie znam.
                          • patryk_r83 Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 17:47
                            To jest tylko przykład. Niemniej jednak - powiedzmy, ze dziecko koniecznie chce
                            dostać batona.
                          • catriona Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 17:53
                            Ja chce dopisac o tych dzieciach marudzacych w samochodzie - bo rzeczywiscie
                            marudza. Przeciez rodzice moga wziac ze soba w podroz plyte czy kasete z bajkami
                            i piosenkami i spiewac piosenki razem z dzieckiem. MOga wziac kolorowanki. MOga
                            tez grac w gry , np. kazdy wybiera kolor i liczy mijane samochody w tym kolorze
                            - wygrywa ten kto doliczy najwiecej. I takie tam.
                            Jak sie takie cos zaplanuje to dziecko nie bedzie marudzic. Trzeba po prostu
                            odwrocic jego/jej uwage od tego ze jest nudno jak trzeba przez 2 czy wiecej
                            godzin byc w samochodzie. Dzieci nie sa zwyczajne siedziec w jednym miejscu bez
                            zajecia godzinami, wiec reaguja naturalnie.
                            • patryk_r83 Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 17:54
                              Mi nie chodzi o marudzenie, ludzie!
                              Mi chodzi o normalne, tradycyjne wydzieranie ryja wniebogłosy!
                              • catriona Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 17:57
                                Patryk - ale dlaczego one sie wydzieraja w nieboglosy? Bo sa znudzone. Trzeba
                                dojsc do przyczyny a bezmyslnie nie dawac lomot w tylek. To pojscie na latwizne.
                                • patryk_r83 Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 18:05
                                  Zastanawia mnie, dlaczego każdy zakłada, ze osoba, która twierdzi, ze klapsy
                                  powinny być dopuszczalne, z założenia jest półdebilem lejącym dziecko za wszystko?

                                  Moim zdaniem klaps powinien być ostateczną formą kary, gdy nic innego nie
                                  skutkuje. Oczywiście, że najpierw trzeba wyeliminować możliwe powody
                                  płaczu/złości, pogadać, uspokoić... ale wszystko ma swoje granice. Zmierzam
                                  właśnie do tego, że stopniując reakcje na niepoprawne zachowanie dziecka, nie
                                  powinno się kończyć tylko na słowach. Ostatni powinien być klaps i tylko w
                                  przypadku, gdy nic innego nie skutkuje.

                                  Poza tym, moim zdaniem jeden strzał w tyłek mniej skrzywi dziecku psychikę niż
                                  niejena z metod "bezstresowego wychowania". Wychowując bezstresowo łatwo trącić
                                  o psychiczne znęcanie się.
        • 1-mitocha Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 16:00
          Mnie nikt nie bił, mama wychowywała mnie sama, wyrosłam na pewną
          siebie osobę (w pozytywnym znaczeniu).
          Mojego 3-letniego syna nigdy nie uderzyłam, mimo że czasem jest nie
          do wytrzymania, są inne metody wychowacze...
          Bicie jest oznaką słabości... a nie siły
          ...poza tym...jak można bić tak małe dzieci, 2-3 latki ?- rodzic nie
          radzi sobie z takim maluchem?
          • patryk_r83 Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 16:06
            Pojedynczy klaps nie jest biciem. Pupcia popiecze i przestanie.

            Jak można bić takie małe dzieci? A bo ja wiem? wink Wiem jedno, że takie dzieci
            można rozpuścić tak bardzo, że można sobie z nimi nie radzić.

            Może są bezstresowe sposoby na to, żeby dziecko było posłuszne. Jesli są takie,
            na pewno mojego dziecka nigdy nie skarcę klapsem.

            Szczególnie w supermarketach można obserwować takie bezstresowo wychowane
            rozpuszczone bachory.

            Może i faktycznie bezstresowe wychowanie jest super i daje lepsze efekty, ale
            rodzice mający np. wykształcenie zawodowe specjalistycznej wiedzy
            psychologicznej nie będą mieli.
            • peryklejtos Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 16:13
              > Jak można bić takie małe dzieci? A bo ja wiem? wink Wiem jedno, że
              takie dzieci
              > można rozpuścić tak bardzo, że można sobie z nimi nie radzić.

              ani rozpuszczanie ani bicie, czy dawanie klapsów nie jest
              rozwiązaniem. To, że często nie chce się nam być konsekwentnymi,
              żeby dziecko wiedziało, że "nie" znaczy "nie" to nasza słabość-nie
              dziecka.
              • catriona Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 18:14
                Duzo przyjemniejsza i skuteczniejsza metoda jest nie okazywanie uwagi dziecku
                jak sie zachowuje niestosownie, za to natychmiastowo chwalic jak zrobi cos
                dobrego/milego/fajnego. Tak wychowywane sa moje siostrzenice i siostrzence i sa
                bardzo dobrymi dzieciakami a do tego nie sa cichutkie i stlamszone ani zastraszone
            • morekac Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 19:56
              Bo akurat najczesciej w supermarketach dziecko postanawia wymusic
              cos na rodzicach. Za duzo tam pokus, dzieciaj zmeczony etc. Moze mu
              sie to zdrazyc raz czy dwa razy w zyciu. Czy ty za kazdym razem
              widzisz to samo dziecko czy tez wszystkie ryczace dzieci wrzucasz
              do jednego wora?
            • morekac Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 20:13
              Ja tez zasluzylam na bicie. Moj maz (juz eks) uznal, ze musi mnie
              skarcic za kilka slow prawdy i totalna awanture, nazywana przez
              niego histeria. Tylko ze ja jestem juz duza dziewczynka i potrafilam
              zadzwonic na policje.
              • fajny_franio Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 03.03.09, 23:02
                Widziały gały kogo brały big_grin
      • salaminko Re: Zarabiscie! Wrzucac klapsa do jednego wora 02.03.09, 16:28
        garnek_z_neolitu napisał:

        > z laniem kablem czy nawet pasem.
        > Dostalem klapsa pare razy. Nic nie bolalo, bylo to raczej symboliczne niz
        > straszne. Jest to co innego niz zamierzone sprawianie bolu paskiem czy piescia
        > i nie powinno byc utozsamiane z biciem jako takim.

        Masz racje i zgadzam sie z toba, jednak chyba wlasnie w tym cale halo, ze nie mozna ustalic jakiejs granicy gdzie jest symboliczny klaps a gdzie zamierzone bicie. Pamietam moja kolezanke, ktora mowila, ze np dzis wraca do domu i mama ja zleje po tylku paskiem za to ze cos tam przeskrobala wczesniej...glupota!
      • anorektycznazdzira na tym forum 28.03.09, 07:14
        garnek_z_neolitu napisał:

        > z laniem kablem czy nawet pasem.
        > Dostalem klapsa pare razy. Nic nie bolalo, bylo to raczej
        symboliczne niz
        > straszne. Jest to co innego niz zamierzone sprawianie bolu paskiem
        czy piescia
        > i nie powinno byc utozsamiane z biciem jako takim.
        >
        > Klaps zawsze byl ostatecznoscia, kiedy do mnie nie docieralo, byl
        poprostu
        > jednym ze srodkow perswazji (jak kiedys rozpalilismy z kolegami
        ognisko w
        > krzakach o malo nie przyprawiajac ojca o zawal serca).
        >
        > I nawet za to, za narazenie zycia swojego i kolegow nie doznalem
        bolu.
        >
        > W naszych czasach ojciec trafilby do ciupy a jak chlalbym z
        kolegami z domu
        > dziecka smile

        Na tym forum klapsa wzuca się do jednego wora nie tylko z laniem
        pasem, ale też z kopaniem, walenim głową ościanę i przypalaniem
        papierosami.
        Histeria jest ostatnio bardzo trendy. Nikt się tylko nie oburza, ze
        przytrzymywanie siłą wierzgajacego dzieciaka do daleko posunięta
        przemoc fizyczna, a metody typu "mamusia już cię nie kocha bo
        zrobiłeś to-i-to" w nikim nie budza tak gorących emocji i nawet sie
        o nich nie wspomina.
        Ot, kwestia mody.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka