belinda.0205
13.02.09, 13:08
Mam małe pytanie o stosunek sędziego do rozprawy alimentacyjnej a konkretnie
do jej stron. Czy na początku rozprawy może on wyrażać swoją opinię na temat
w/w stron? Może powiem o co chodzi: dwie córki (18 i 21 lat - jedna w liceum,
druga studiuje na dwóch kierunkach) pozywają matkę o alimenty (ojciec płaci
sumiennie i z naddatkiem, bo inaczej by nie przeżyły), matka przez jakieś 3, 4
lata dała obu córkom jakieś 300 - 400zł do czego w sądzie się przyznaje.
Gospodarstwo nadal wspólne, choć są po rozwodzie z tym, że to facet wszystko
opłaca i żywi córki. Mają 3 córkę (8 lat) ojciec płaci alimenty na nią i dla
matki tylko ona jest córką, tamte już nie, po tym jak po skończeniu 18 lat tak
jedna jak i druga sądownie zażądały aby alimenty od ojca dostawać na rękę a
nie przez mamusię gdyż ta kasę brała nic im nie dając. Przed rozprawą
"mamusia" wręcz zaszantażowała dziewczyny, że to jej będą musiały płacić
alimenty. No i na sprawie o alimenty na samym początku sędzina zrugała
dziewczyny, że to niemoralne, by żądały kasy od matki. No zjechała je "Jak
święty Michał diabła". Dodaję, że matka zdrowa w kwiecie wieku - 40 lat. Czy
to się godzi? no nie rozumiem tego, przecież jak chodzi o ojca to on ma
obowiązek dopóki się dziecko uczy, łożyć na jego utrzymanie, czy matka nie ma
takiego obowiązku? Jej powinność wobec dziecka to urodzić i dzieciak ma być
wdzięczny do końca życia?