Nawet nie wiem jak zaczac, ale chyba od tego ze sama bije sie z
ocena calej sytuacji.Chyba tez troche potrzebuje sie wygadac.
Otoz mam wrazenie(ba jestem przekonana) ze tesciowa mysli ze
pozjadala wszystkie rozumy, wie wszystko o wychowaninu i pielegnacji
dziecka . Nie sposob odmowic jej doswiadczenia w koncu wychowala
syna, ponad 30 lat temu i na tym chyba koniec. Tak wiec wiedza
troche przestarzala, lacznie z podnoszeniem dziecka za nogi przy
zmianie pieluchy, na co ja sie nie zgadzam. Ciagle strofuje meza
(swojego syna) ktory swietnie radzi sobie z pielegnacja Malej, ze
cos nie tak, ciagle te same teksty o tym jak przemywac pupe
dziewczynki itd. Wkolo gada jak to wybieramy zlych lekarzy( bo nie
jej znajomych albo jasnie profesorow), jest zla ze jej nie ciagamy
ze soba po lekarzach. Ale coz jak poszla ze mna raz to nie doszlam
do glosu, bo przeciez ja sie nie znam i nie mam prawa rozmawiac z
lekarzem o swoin dziecku. Wogole wszyscy wokol nic nie wiedza tylko
ona sie swietnie nadaje.
Jestem mila, nie lubie zatargow ale irytuje mnie taka sytuacja.Nie
chodzi tu o babcie_dobra_rada bo chyba bym sobie poradzila, ale
wlasnie takie wszystkowiedzaca osobke. Najgorsze to to gadanie wokol
a potem czlowiek sie dowiaduje ze nie potrafi sie zajac swoim
dzieckiem i na pewno sobie nie da rady.
Wiem ze kocha wnuczke ale chyba przesadza. Ciagle teksty jakby to
ona decydowala o jej diecie (jak to ze ona rozwaza podanie mleka
modyfikowanego, Mala miala wysypke), ciagle teksty oddajcie mi
dziecko itd. Nie oczekuje ze ktos powie mi co robic, bo w zasadzie
nie ma tutaj co zrobic, chcialam sie troche wygadac, moze uslyszec
ze nie tylko ja tak mam