Jak z tym jest w Waszych rodzinach? Bo w naszej od jakiegoś czasu zaczyna się
robić szaleństwo. Mnie w dzieciństwie Sw. Mikołaj pod poduszkę wkładał
(rękami rodziców) jakieś drobiazgi, "prawdziwe" prezenty zostawiając na
święta. Oprócz tego były Mikołajki urządzane w szkole (w przedszkolu -
przychodził Mikołaj ze słodyczami, ale to chyba nie 6.XII, tylko przed samymi
Świętami). Tymczasem moim dzieciom prezenty mikołajkowe chce robić cała
bliższa i dalsza rodzina, babcie, ciocie, chrzestni... B. to miłe, ale...
1) robi się z tego jakaś orgia prezentowa, konkurencja dla Bożego Narodzenia
2) rzadko są to drobiazgi (bo np. autobus długości 80 cm

)))
3) babcie najczęściej przynoszą prezenty ze sobą z tekstem "Mikołaj u mnie
zostawił dla was" (no bo jak prezent nie od babci tylko od Świętego, to
przynajmniej niech na babcię trochę splendoru spłynie jako na posłańca

4) i w ogóle zaczyna mnie to trochę drażnić, bo ja miałam zupełnie inną
koncepcję na to święto (Św. Mikołaj "wpada" po list od dzieci, przy okazji
coś tam zostawi, żeby zaznaczyć, że to on tu był - ale bez przesady, bo -
patrz pkt 1)
W dodatku tak w ogóle to babcie twierdzą, że nasze dzieci mają za dużo
zabawek - ale na tegoroczną próbę ograniczenia mikołajowej prezentomanii
zareagowały "no jak to tak, a potem koleżanki w przedszkolu zaczną opowiadać,
co im Mikołaj przyniósł, i małej będzie przykro" (Jakoś do głowy im nie
przyszło, że jak Mała zacznie opowiadać, to może jakimś koleżankom będzie
przykro...)
Reasumując: co Waszym zdaniem zrobić z tym fantem? Zostawić, jak jest, czy
walczyć?