Dodaj do ulubionych

sama w swieta... pierwszy raz

12.04.09, 13:25
jestem meżatką od pol roku. chcialam sprawic mezowi przyjemnosc i zaprosilismy moja tesciowa na swieta do siebie. przyjechala w piatek popoludniu - było ok. w sobote rano po sniadaniu zaczela sprzatac kuchnie, wiec poprosilam, zeby tego nie robila (nie lubie jak ktos to robi, uklada nie po mojemu itd.), a co gorsza zaczela zamiatac brudną miotłą podlogę (tego nienawidze jeszcze bardziej, bo tylko sie przy tym kurzy), wiec tym bardziej poprosilam, zeby tego robila. wole wyciagnac odkurzacz i szybko wszystko wciagnac niż zamiatac. obrazila sie na mnie i stwierdzila, ze jedzie do domu. maz jakos ja udobruchał, została.
dzisiaj rano podczas sniadania napieta atmosfera. probuje to jakos wytrzymac... zjadam kielbase, jajko... ona w miedzyczasie przeglada nasza-klasę! w trakcie sniadania wielkanocnego! tylem do nas odwrocona. mowie, zeby dolaczyla do nas, bo jest sniadanie itd. ona z dąsem na twarzy do mnie: czy ty uwazasz, ze ja jestem tutaj niepotrzebna, dlaczego ze mna nie rozmawiasz? stwierdziłam, ze nie chce sie denerwowac i wyszlam, aby ochlonac.
staram sie nie reagować na jej zaczepki, tym bardziej, ze jestem w ciazy... wywiazała sie z tego klotnia... ona stwierdza, ze wyjezdza. maz nie wie co ma zrobic.. jest pomiedzy mama a ciezarna zona... stwierdza, ze odwiezie ja do domu - raptem 300 km w jedna strone... jak chce to moge jechac z nimi - mowie, ze nie mam ochoty spedzac z nia juz czasu i niech jedzie...

zrezygnowalam ze swiat z moja rodzina na rzecz swiat z tesciowa, aby mąż wiedział, ze moge isc na kompromis itd. chcialam dobrze, wyszło źle... jestem sama w domu, siedze i rycze... pierwszy raz jest mi tak źle... jestem sama w obcym miescie - moi rodzice mieszkaja 250 km ode mnie, nie wiem co mam robic...

czy ja musze ją lubić i kochać tylko dlatego, ze jest matka mojego męża?
Obserwuj wątek
    • joanna35 Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 15:38
      Współczuję, bo pewnie teraz wszystko przeżywasz raz jeszcze. Nie
      wiem tylko czy pisanie na tym forum to był dobry pomysł, bo szczerze
      wątpię, żebyś znalazła tu pocieszenie i wsparcie, juższybciej
      posypią się gromy. Nie kłóć się z mężem jak wróci, tak jak
      napisałaś - on jest między młotem a kowadłem. Pozdrawiam serdecznie.
    • gacusia1 Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 15:40
      Twoj maz to pi....da,sorki. A Ty nie rycz tylko na spacer idz.Lody
      pyszne sobie kup i nie rozpaczaj. Tesciowe to zazwyczaj jakis "inny"
      gatunek kobiet .-) A mezowi jak wroci wytlumacz odpowiednio,ze w tej
      chwili to jego rodzina jestes TY i DZIECKO(w brzuchu) a matka jest
      juz na drugim miejscu,bo ona SWOJA rodzine juz "odchowala".
    • kali_pso Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 16:20


      Mogę tylko doradzic powżną rozmowę z mężem po jego powrocie.
      To, co opisałaś nie wróży dobrze Waszym dalszym relacjom teściowa-
      synek-synowa-wnuczek/wnuczka. Zapowiada się toksyczny związek, więc
      im wczesniej uzgodnicie z męzem jakiś wspólny front, tym lepiej.
      Piszę, wspólny bo coś mi się wydaje, że on nie bardzo wiedział co
      zrobic i jak wybrnąc z tej zawiesiny, jakąście obie zrobiły i uległ
      mamie, jak pewnie robił do tej pory, chcąc rozbroic tę minę.
      • misiabela20 Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 18:19
        maz sam mi powiedzial, ze nie wie co ma zrobic w tej sytuacji. jest mi przykro, ze musialam zostac sama w domu, a on pojechal ja zawiesc do domu. on jest jedynakiem i jego argumentem jest to, ze mama jest sama. chcialam dobrze, zaprosilismy do siebie, aby nie byla sama, ale ona nie potrafila zrozumiec, ze jest gosciem a my gospodarzami i w pewnych kwestiach nie powinna zabierac glosu badz tez sie wtracac.

        naprawde sie staralam...crying a teraz siedze sama w domu i czekam na jego bezpieczny powrot...
        • mruwa9 Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 18:24
          do meza powinno dotrzec, ze teraz Ty i Wasze dziecko to jego
          rodzina i wzgledem Was powinien byc lojalny przede wszystkim. Teraz
          znajduje sie w malo komfortowej sytuacji miedzy mlotem a kowadlem,
          ale troche asertywnosci i zrozumienie, ze teraz jest juz dorosly, ze
          jest mezem i ojcem, a nie tylko syneczkiem, by sie przydalo...Swoja
          drog, 300 km, chyba raczej wsadzilabym tesciowa do pociagu czy
          autobusu, niz porywala sie na taka podroz ad hoc.
          • marzeka1 Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 18:31
            Przy takim zachowaniu teściowej, masz z głowy następne święta. No chyba że mąż
            pojedzie sam,bo "mama jest sama", to jest chyba w waszym związku problem.
          • olka1986 Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 21:19
            mruwa9 napisała:

            > do meza powinno dotrzec, ze teraz Ty i Wasze dziecko to jego
            > rodzina .
            Matka to też Jego rodzina a nie tylko żona i dziecko co za bzdury sad
        • deodyma Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 19:19
          nie bron meza, bo maz nie zachowal sie wobec Ciebie tak, jak powinien.
          to nie sa Wasze pierwsze swieta wiec pomysl, co bedzie, gdy podobne beda mialy
          jeszcze miejsce, albo nie daj boze ktores spedzisz u tesciowej i wywiaze sie
          jakas wieksza awantura?
          powinnas pogadac z mezem poki nie jest za pozno.
        • gyba Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 22:41
          ale ona nie potrafila zrozumiec, ze jest gosc
          > iem a my gospodarzami i w pewnych kwestiach nie powinna zabierac
          glosu badz tez
          > sie wtracac.

          zastanow sie kogo zaprosilas - obca babe, czy matke twojego meza. to
          moze ustal z mezem o czym sie z toba nie rozmawia, czego w twoim
          domu nie wolno absolutnie robic a maz niech to mamie do wgladu
          przekaze.

          mam ciezarna kolezanke, nie pierwsza z reszta, ile razy odwiedzam to
          ja jej robie herbate, to ja po sobie i jej zmywam kubek.
          kurcze,musze sie zapytac, czy nie przekroczylam jakis granic.
        • gacusia1 Ze co,przepraszam?????? 13.04.09, 02:06
          Jego argumentem jest,ze mama jest sama???? A Ty to niby,kurka
          wodna,co??? Nie sama? Impreze zrobilas i znajomych pozapraszalas czy
          jak? Och,ale pizdus...OMG! Wspolczuje Ci serdecznie. Bylam kiedys
          zona JEDYNAKA i na moje nieszczescie zmarl jego ojciec. Malzenstwo
          trwalo 4 i pol roku. I wiesz,jak teraz wyglada jego zycie? Z mamusia
          i obecna zonka w jednym domu .-))))
    • deodyma Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 19:16
      skoro tesciowa soe obrazila, to niech jedzie i dziwie sie mezowi, ze maz
      postanowil ja odwiezc.
      moze babsko szukalo pretekstu, zeby go od Ciebie odciagnac?
      • misiabela20 Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 19:56
        powiedzial, ze sam ja zawiezie, bo dzis dzien swiateczny i nie ma dobrego polaczenia (chodzi o przesiadki z pociagu do pociagu, a pozniej jeszcze autobus). to jestem w stanie zrozumiec. ale mam zal, ze "zapomniał" o ciązy. z nia jest wszystko ok, ale przeciez wszystko sie może zdarzyc (odpukac), tym bardziej po takich nerwach jakie niesie klotnia z nia.

        nie wiem jak beda wygladac nastepne swieta... boje sie tego, ze powie, ze jak nie widzimy sie z jego matka, to z moimi rodzicami tez nie. wiem, ze to nieładny szantaż, ale raz juz to usłyszałam.
        on sie obawia, ze zabronie pozniej wizyt babci u wnuka. ja tego nie chce. bo wiem jak wazni sa dziadkowie w zyciu dziecka (mieszkałam z babcia 20 lat). mi chodzi tylko o jej wieczne skwaszenie i narzekanie. nie mam ochoty tego sluchac. tym bardziej w czas, kiedy chcemy odpoczac, pojechac na plaże na spacer, poptostu swietowac.

        ciezki orzech do zgryzienia.
        dziekuje za wszystkie wczesniejsze wypowiedzi.
        • deodyma Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 20:01
          szkoda, ze maz ja w ogole odwiozl.
          skoro jego mamusia az tak bardzo sie obrazila, to powinna jechac sama.
          wybacz, ale takie sytuacje moga miec miejsce czesciej i to nie jest pierwszy
          raz, gdy zostaniesz sama w domu, bo maz bedzie odwozil swoja mamusie.
        • yenna_m Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 22:24
          > ale mam zal, ze "zapomniał" o ciązy. z nia jest wsz
          > ystko ok, ale przeciez wszystko sie może zdarzyc (odpukac), tym bardziej po tak
          > ich nerwach jakie niesie klotnia z nia.

          Nie histeryzuj. Jak sie cos bedzie dziac - to zadzwonisz po taxi albo na
          pogotowie. Nie Ty jedyna na swiecie jestes w ciazy, sa dziewczyny, co zostaja
          same w zaawansowanej ciazy i z 2-letnimi dziecmi (albo kilkorgiem malych dzieci)
          na dodatek tez w zupelnie obcym miescie (gdy maz wyjezdza na pare tygodni czy
          miesiecy do pracy za granice) i tez sie da.

          Acha, w pierwszej ciazy notorycznie bylam sama (maz na rocznej delegacji),w
          drugiej - czesto bywalam sama z ponad rocznym dzieckiem. Zyję. Nie przesadzaj.
        • kali_pso Re: sama w swieta... pierwszy raz 13.04.09, 09:30
          powiedzial, ze sam ja zawiezie, bo dzis dzien swiateczny i nie ma
          dobrego polac
          > zenia (chodzi o przesiadki z pociagu do pociagu, a pozniej jeszcze
          autobus). to
          > jestem w stanie zrozumiec. ale mam zal, ze "zapomniał" o ciązy.


          Powinnaś się jednak zdecydowac, o co masz żal- bo dlaczego piszesz,
          że zapomniał? Czyli jednak nie rozumiesz, jak mógł zostawic Ciebie i
          pojechac odwieźc matkę, co? Poza tym sama pisałaś, że zaproponował
          Ci podróż- nie chciałas pojechac- może z uwagi własnie na ciążę, nie
          nalegał, byś jechała?
        • mondovi Re: sama w swieta... pierwszy raz 14.04.09, 16:55
          moje stosunki z teściową są powierzchowne i sztuczne do granic możliwości. w
          życiu nie wdałam się w nią w kłótnię: bo szkoda czasu i nerwów. widujemy się w
          porywach ze dwa razy do roku przez dwa dni: tyle łatwo wytrzymać. IMO lepiej
          czasem ugryźć się w język, niż potem tkwić w konflikcie, awanturować się itp. A
          co do Twojego męża, to nie wariowałabym - ładnie się zachował w stosunku do
          mamy. Twoim kosztem, to prawda, ale mimo wszystko: wolałabyś, zeby wyrzucił ją
          za drzei? pozdrawiam serdecznie
    • kattra_a Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 20:35
      A według mnie trzeba było jej odpuścić. Mieszkacie daleko od siebie i nie
      widzicie się co tydzień. Kobiecinie pewnie się nudziło i chciała "pomóc" po
      swojemu. Trzeba był zamknąć oczy i zacisnąć zęby a jutro by było po sprawie. Tak
      teraz masz doła, kłótnie z teściową i nie jasną sytuację z mężem.
      Wiem, że była u Ciebie w domu, gdzie panują Wasze zasady, ale takie kwasy
      rodzinne nie są warte twoich nerwów.
      Sama to przeżywałam i po 4 latach między mną a teściami jest względny spokój.
      Obie strony wyluzowały i na pewne rzeczy przymknęły oczy. A ponieważ widzimy sie
      co 2-3 miesiące to jest oki.
      No ale nad mężem to trzeba popracować, że owszem mama jest ważna, ale ważniejsza
      jesteś ty i dziecko.
      Powodzenia
    • kattra_a Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 20:38
      A kochac jak najbardziej nie musisz. Lubić też nie ale mieć wobec niej minimalny
      szacunek i większą zlewkę wobec jej zachowań.
      • ewelsia Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 20:48
        Współczuję Ci tej kiepskiej sytuacji i doskonale rozumiem. Ja mam
        trochę dłuższy staż małżeński i co za tym idzie - kontakty z
        teściową też. Ile razy bylo darcie kotów,awantury wręcz, obrażanie
        śmiertelne, uwagi " Jestem niepotrzebna/źle traktowana" były na
        porzadku dziennym, mimo,że widywałysmy się rzadko. Teraz jeszcze
        rzadziej. Ale z perspektywy czasu wiem, że pewne sprawy mogłam
        przemilczeć, dac spokój a następnego dnia byloby właśnie po sprawie.
        dlatego w pewnym sensie zgadzam się z przedmówczynią. Ale ja jestem
        typem człowieka, który nie potrafi siedzieć cicho dla świętego
        spokoju, aby tylko mamusi dogodzić i nie było obrazy za każde nie
        takie spojrzenie, czy słowo. Teraz staram się, aby nie powiedzieć o
        jedno słowo za dużo, co nie znaczy, że milczę.
        Moja rada: absolutnie nie kłóć się z mężem,pogadajcie na spokojnie,
        sytuacja pewnie jakoś przyschnie.Teściowa jest też moim zdaniem nie
        w porządku, skoro Święta zaczyna od komputera. Postaraj się nie
        martwić tym za dużo. Nie warto.
        Pozdrawiam.
      • daisy Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 20:56
        Podczytuję to forum od jakiegoś czasu, jestem zdumiona, że zazwyczaj dziewczyny
        takie waleczne, a w tej sytuacji radzą chować ogon pod siebie.
        No co wy. Czy wy pojedziecie kiedyś do synowej i zaczniecie jej robić "porządki"
        w kuchni - a nawet jeśli, to obrazicie się, gdy poprosi, żebyście przestały albo
        robiły to inaczej? Dla mnie to zachowanie jest nie do przyjęcia. Jeżeli
        przyjeżdżasz do kogoś jako gość, to nie wyciągasz miotły spod zlewu i nie
        zamiatasz. Jeżeli przyjeżdżasz jako rodzina i chcesz pomóc w sprzątaniu, to bez
        problemu stosujesz się do zaleceń pani domu - prawda? Proste.
        Młoda żona, we własnym domu, ma prawo liczyć na takt i szacunek zaproszonej w
        odwiedziny teściowej. Moim zdaniem teściowa okazała się kobietą niedojrzałą (o
        ile nie wredną) i do tego głupią matką, stawiając męża/syna w takiej sytuacji i
        zmuszając do zostawienia żony samej w święta. Wstyd.
        Porozmawiaj z mężem i wytłumacz mu, że jesteście teraz rodziną, macie własny
        dom, w którym panują wasze reguły. I wszyscy, którzy do was przyjeżdżają
        (również twoi rodzice) muszą was szanować i szanować wasz sposób życia. I że
        lojalność męża należy się przede wszystkim żonie, a dopiero potem mamie; takie
        jest życie.
        A zachowanie teściowej podczas "śniadania" wielkanocnego" - bezcenne. Zdaje się,
        że im mniej będziesz ją widywać, tym lepiej.
        • yenna_m Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 22:15
          baba najprawdopodobniej chciala poczuc sie potrzebna i pomoc kobiecie w ciazy

          natomiast to nie jest do konca tak, ze tylko tesciowa jako gosc ma obowiazki
          odnosnie gospodarzy. Obowiazki maja rowniez gospodarze i powinni zapewnic dobra
          atmosfere (pytanie, jak wygladalo owo zwracanie uwagi).

          czy gdyby przyjechala do ciebie najlepsza na swiecie przyjaciolka albo mama
          zachowalabys sie tak samo i tak samo zwrocilabys im uwage? w takim samym stylu?
          odpowiedz sobie uczciwie

          sama kiedys tez bedziesz tesciowa

          i jeszcze jedno - tesciowa tez mnie wkurza niemilosiernie, jednak (choc fakt,
          przyszlo to po wieeeelu wink latach malzenstwa) generalnie staram sie jej nie
          krytykowac bo zdaje sobie sprawe, ze dzieli nas roznica pokolen no i obie mamy
          zupelnie inny system wartosci. Co nie znaczy, ze trzeba wiecznie drzec ze soba koty.

          Zachowanie tesciowej przy sniadaniu - niefajne. Pytanie, czy nie bylo
          sprowokowane ciezka atmosfera rano i klotnia dzien wczesniej no i czy w
          miedzyczasie nie dalas jednak tesciowej odczuc, ze jest niemile widzianym
          gosciem w tym domu (to jednak matka Twojego dziecka, pomysl, jak bys sie
          poczula, gdybys przyjechala do syna i synowa by Cie tak potraktowala...)
          • yenna_m Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 22:18
            (> to jednak matka Twojego dziecka, pomysl, jak bys sie
            > poczula, gdybys przyjechala do syna i synowa by Cie tak potraktowala...)

            mialo byc: ojca Twojego dziecka hehehe smile
            ciekawe, co Freud by powiedzial na taka pomylke wink
          • deodyma Re: sama w swieta... pierwszy raz 13.04.09, 20:32

            yenna_m napisała:

            > baba najprawdopodobniej chciala poczuc sie potrzebna i pomoc
            kobiecie w ciazy


            a moze tu tez chodzilo o jeszcze cos innego.
            tu nie musialo chodzic o to, ze chciala poczuc sie potrzebna, ze
            chce wyreczyc ciezarna synowa, bo tej byc moze ciezko jest.
            moze chciala jej w ten sposob pokazac, kto tutaj rzadzi?
            ze ona potrafi lepiej sprzatac od synowej?
            moze chciala pokazac synowi, ze jego zona jest marna gospodynia w
            tym domu i potrzebna jemu jest prawdziwa kobieta, taka, jak ona
            sama, ktora mu ten brud w domu wysprzata.
            wiem cos o tym, poniewaz moje tesciowa jest taka osoba i usilowala
            nam przestawiac meble w chalupie, ukladac garnki, ciuchy w szafach,
            ale kategorycznie sie temu sprzeciwilismy.
            ja powiedzialam , ze to jest nasze mieszkanie a ona jest gosciem i
            nie powinna ukladac nam w szafach, poniewaz gdy przyjezdzamy do niej
            z wizyta do domu, to zadne z nas tego nie robi.
            maz natomiast strasznie sie z nia o to pozarlsmile
            • yenna_m Re: sama w swieta... pierwszy raz 13.04.09, 21:02
              no na milosc boską, kobieto

              wiesz, mam dwoch synow, zadnej corki
              przy zalozeniu, ze chcialabym przyjechac do dzieciakow na swieta i pomoc
              ciezarnej synowej - no na Boga, tak sie nawet psa nie traktuje (nie wierze, ze
              kolezance czy znajomym odwiedzajacym Was zwrocilybyscie w tak bezposredni sposob
              uwage). Niestety, kultura obowiazuje, nawet w stosunku do tesciowej.

              Od razu uprzedzam - tez mialam ciezkie stosunki z tesciowa, ale mysle, ze jako
              synowa bylam b. uprzedzona i chcialam za mocno zaznaczyc swoje terytorium. Z
              perspektywy czasu (i 16 lat malzenstwa) zaluje - bo wielu slow wypowiedzianych i
              sytuacji, ktore mialy miejsce nie da sie cofnac. Dobrze, ze umialysmy jakos,
              mimo wszystko, przejsc nad tym do porzadku dziennego.
              Tesciowa traktuje jak kazdego innego goscia (nawet przy zalozeniu, ze nie lubie
              gosci mojegomeza to moge sobie przeciez dac na wstrzymanie, byc kulturalna i
              uprzejma a w chwilach trudnych wsadzic gebe w kubeli wyjsc na spacer wink albo do
              innego pokoju). Zycie jest za krotkie by marnowac je na klotnie rodzinne.
              • deodyma Re: sama w swieta... pierwszy raz 13.04.09, 23:41

                yenna_m napisała:

                (nie wierze, ze
                > kolezance czy znajomym odwiedzajacym Was zwrocilybyscie w tak
                bezposredni sposo
                > b
                > uwage).


                na szczescie nie musze tego robic, poniewaz moja rodzina ani tym
                bardziej znajomi nie sprzataja mi w domu, nie grzebia w szafach ani
                w garach.
                ja sama zreszta tez tego nie robiesmile
                • yenna_m Re: sama w swieta... pierwszy raz 14.04.09, 09:27
                  a mama? nie wierze, ze nie przyjechalaby pomoc ciezarnej corce

                  z punktu idzenia meza tesciowa to mama, ktora przyjechala pomoc dzieciom

                  kompromisy trzeba cwiczyc
                  i troche nad kultura osobista popracowac wink
                  • deodyma Re: sama w swieta... pierwszy raz 15.04.09, 00:00
                    moja mama gdy do nas przyjezdza, nie kreci sie nam po kuchni.
                    co do pomocy, gdy urodzilam, to owszem, przyjechala do mnie, ale
                    pomagala mi przy dziecku a ja sama robilam wszystko.
                    pralam, sprzatalam, gotowalam.
                    bylam po cesarce i zalezalo mi na tym, zeby jak najszybciej stanac
                    na nogi i polegac na sobie.
        • lila1974 daisy 13.04.09, 00:33
          Człowiek po to ma rozum, by go używać a nie być walecznym za wszelką cenę jak
          zwierze broniące swego terytorium.

          Każdy człowiek ma inne poczucie intymności - to co dla jednego jest absolutnie
          normalne, dla drugiego jest nie do przyjęcia. Dlatego warto pięć razy POMYŚLEĆ
          niż raz wyskoczyć z pretensjami - często w mało kulturalnej formie.

          Tak, dla mnie jest to zupełnie normalne, że odwiedzająca mnie teściowa czuje się
          u mnie swobodnie. Przygotowanie przez nią posiłku, posprzątanie, przyszycie
          guzika przy sukience wnuczki, czy nawet zacerowanie dziury na kolanie rajstop
          nie jest przeze mnie odbierane jako zamach na moje terytorium, ani tym bardziej
          za rodzaj
          niemego zarzutu "jaką mam beznadziejną synową".

          Dla mojej siostry natomiast już sam fakt, że ktoś szwęda się po JEJ kuchni jest
          sporym nadużyciem.

          I teraz jak myślisz, jakie teściowe z nas wyrosną?
          Podejrzewam, że ja kiedyś być może zgrzeszę zbyt swobodnym zachowaniem u
          potencjalnej synowej, jesli bylaby ona typem podobnym do mojej siostry.

          Ona zapewne nie wejdzie do cudzej kuchni, nie wyciągnie z szafki kawy itp. i kto
          wie, czy jej ewentualna synowa nie będzie miala za złe - przyjechała i zachowuje
          się jak hrabina, wszystko trzeba pod nosek podstawić.

          Dlatego warto spojrzeć na drugiego człowieka z pewną dozą wyrozumiałosci dla
          jego bledów i wypaczeń a nie tylko przez pryzmat tego czego JA CHCĘ I OCZEKUJĘ.

          W opisanej wyżej sytuacji obu stronom zabrakło zwykłej ludzkiej życzliwości i
          spojrzenia z przymrużonym okiem.

          Co takiego się stało, że teściowa złapała za tę nieszczęsną miotłę?
          Dlaczego nie pozwolić jej drobny gest, którym w pewien sposób chciała, być może,
          ułatwić życie ciężarnej synowej?

          Co takiego się stało, że zajrzała na naszą-klasę i jeszcze ośmieliła się usiąść
          tyłem do pozostałych? Owszem, mało taktownie, ale czy warto było zwracać jej uwagę?

          Kobieta miała prawo poczuć się źle ... acz nie miała prawa się obrażać. Co to
          piaskownica? To już nie można po ludzku ze sobą pogadać?

          Obie panie nie są bez winy.

          A mąż i syn w tej sytuacji? Zachował się niefortunnie i owszem, ale czy to od
          razu musi świadczyć o KONDYCJI ZWIĄZKU autorki?
          Bez przesady tongue_out

          I po co dziewczynę napuszczać na męża? Przyniesie to komuś korzyść?

          Rozumiem żal, spotęgowany świętami, które w efekcie spędziło się samotnie, ale
          żal żalem a rozsądek rozsądkiem.

          Po powrocie najzwyczajniej w świecie pogadałabym z mężem, że głupio wyszło, że
          nie było moim celem świadome urażenie teściowej. Jednocześnie wyjaśniłabym
          mężowi co mną kierowało i poprosiła, by przy następnej okazji był bardziej
          wyczulony na moje odczucia i czasami przejął inicjatywę względem swojej mamy.

          Nie omieszkałabym powiedzieć o swoich uczuciach, że poczułam się, jakbym dostała
          w twarz, gdy on ani słowem nie stanął w mojej obronie i nie potrafił załagodzić
          konfliktu. Rozumiem, że stał między młotem a kowadłem, ale na przyszłość proszę,
          by zachował się jak odpowiedzialny facet i spróbował zapanować nad emocjami
          dwóch bliskich sobie osób, skoro one same mają z tym problem.

          daisy napisała:
          > Porozmawiaj z mężem i wytłumacz mu, że jesteście teraz rodziną, macie własny
          > dom, w którym panują wasze reguły. I wszyscy, którzy do was przyjeżdżają
          > (również twoi rodzice) muszą was szanować i szanować wasz sposób życia.

          Owszem, ludzie nas odwiedzający powinni szanować nasz sposób życia, ale jest
          NIEMOŻLIWE, by nie popełnili jakiegoś błędu, więc może warto na to wziąć
          poprawkę? Goście wszak mają również swój sposób życia - może jako gospodarze też
          to uszanujmy?


          daisy napisała:
          >I że lojalność męża należy się przede wszystkim żonie, a dopiero potem mamie;
          takie jest życie.

          Lojalność lojalnością a sprawiedliwość sprawiedliwością. Jeśli mój mąż słowem
          lub czynem uwłaczałby moim bliskim, to nie omieszkałabym nim z lekka wstrząsnąć
          ... inną sprawą jest tu miejsce i czas owego wstrząśnięcia.

          Dążę tym wywodem do jednej konkluzji - bądźmy bardziej sobie życzliwi niż
          zasadniczy, to życie będzie się toczyć przyjemniej i w mniejszych zawirowaniach.
          • daisy Re: daisy 13.04.09, 18:50
            Wszystko pięknie, ale mnie się jednak wydaje, że teściowa zagrała sobie z młodą
            synową, i to zagrała niefajnie. Urządziła klasyczną próbę sił. Potem
            (korzystając z terminologii pokerowej) "sprawdziła" młodych - i wygrała, dzięki
            postawie swojego syna.
            No na litość. Przecież wiadomo, że młodziutka ciężarna synowa, dopiero co na
            swoim gospodarstwie, bardziej zasługuje na uważność i wyrozumiałość niż
            "mamusia", która przyjechała w krótkie odwiedziny. Skąd u was ta uległość wobec
            matki męża? Skąd pogląd, że lepiej znosić i ustępować (a niestety, często dawać
            się skopać, nie oszukujmy się) - bo co właściwie? Bo teściowa to bezradna
            staruszka z demencją, która się już nigdy nie zmieni? G-prawda... Słyszałam masę
            historii, w których synowa bierze sprawy w swoje ręce i okazuje się, że można,
            że teściowie przestają się siłować i zaczynają szanować młodych.
            Niestety. Gdyby w tej historii mąż/syn powiedział: no trudno, jak sobie mamusia
            życzy, do zobaczenia; a mamusia tłukłaby się samotnie cały świąteczny dzień
            trzema pociągami do domu, to Z PEWNOŚCIĄ przy następnej wizycie nie byłaby już
            taka skora do konfrontacji i obrażania się. I z większym szacunkiem odniosłaby
            się do młodego małżeństwa, zamiast psuć im święta i fundować konflikty.
            Moja obecna teściowa jest już drugą w moim życiu i nie wyobrażam sobie sytuacji
            takiej jak opisana u mnie w domu. Pisząc to wszystko zakładam, że autorka wątku
            nie rzuciła się na teściową w stylu "ja sobie wypraszam!", ale co najwyżej
            "mamo, proszę zostawić, nie trzeba". Każda normalna kobieta i życzliwa teściowa
            zrozumie, da spokój i pójdzie np. z synem na spacer. Trzeba sporo złej woli,
            żeby urządzić młodym takie święta.
            • lila1974 Re: daisy 13.04.09, 20:40
              Dlatego napisałam, że i jedna i druga mogły wziąć na wstrzymanie.
              Wiesz skąd moje dość wyrozumiałe nastawienie?

              Za dużo widzę konfliktów o pierdoły, synowych i zięciów, co o byle
              pierdołę robią raban. Szczerze, to prawdziwie głupią teściową znam
              chyba tylko jedną. częściej spotykam się z wrogim nastawieniem
              młodych małżonków do teściów niż odwrotnie.

              Te stosunki na lini teściowa -synowa już tak wdrukowały się w
              podświadomość, że zamiast wykazać wobec siebie dobrą wolę ,
              kwitujemy wszystko westchnieniem, przez które rozumie się "nie moze
              być dobrze na tym polu" - bzdura - może, tylko trzeba sobie zdać
              sprawę, że to wymaga nieco pracy nie tylko nad teściową ale i nad
              sobą.
              • yenna_m Re: daisy 13.04.09, 21:04
                > Te stosunki na lini teściowa -synowa już tak wdrukowały się w
                > podświadomość, że zamiast wykazać wobec siebie dobrą wolę ,
                > kwitujemy wszystko westchnieniem, przez które rozumie się "nie moze
                > być dobrze na tym polu" - bzdura - może, tylko trzeba sobie zdać
                > sprawę, że to wymaga nieco pracy nie tylko nad teściową ale i nad
                > sobą.

                otoz to
                lepiej nie mozna ująć.
      • hanka20074 Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 21:06
        Współczuję i sytuacji i teściowej.Rozumiem co czujesz bo sama nieraz
        wylewam łzy przez teściową.I ona zawsze twierdzi że chce dobrze ale
        ileż można???
    • insomnia0 Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 20:46
      nic nie musisz...
      ale Ty zrezygnoałaś ze spotkania ze swoimi rodzicami i co? wyzylas sie na tesciowej?
      oczywiscie zakladam ..ze mąż jest mily dla twojej mamy.. bo przeciez to TWOJA
      mama.. i znią to super jest.
      No to zepsulas swieta mezowi.. no tak kobieta w ciazy to pepek swiata.
      Mysle, ze moglas darowac sobie "ustawiania"- tesciowej.. i zmusic sie na bycie
      milą na te 2 dni.. tak zyczajnie..aby mezowi sprawic przyjemnosc ze swiat z
      wlasną matką..
      na wlasne zyczenie zostalas sama..
      https://tickers.tickerfactory.com/ezt/d/1;20722;109/st/20091016/k/0486/preg.png
      [/url]
      • nutka07 Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 23:22
        Lubisz byc 'ustawiana' we wlasnym domu? Zaciskasz zeby i udajesz, ze jest w
        porzadku.
        Jezeli mi sie cos nie podoba to jasno komunikuje (oczywiscie w kulturalny
        sposob), ze czegos sobie nie zycze.

        Ja na poczatku sie nie odzywalam jak tesciowa probowala mnie rozstawiac w moim
        domu. Wszystko mowi tonem rozkazujacym. Kiedy zaczelam jasno mowic, ze ma czegos
        nie robic to kombinuje dopoki nie postawi na swoim. Idzie np. do mojego meza i
        mowi mu o danej sprawie i jak on ma to zrobic!

        Teksty kierowane do mnie:
        Wez podlej te kwiaty!
        Wylej ta wode z tego kwiata!
        Impreza u nas w domu, przychodzi znajomy X. Z mezem siedzimy obok siebie (wtedy
        chlopakiem, ale mieszkalismy juz dawno ze soba) ona do mnie siadaj tam! wskazuje
        miejsce w drugim rogu pokoju, bo X tu usiadzie! (odmowilam)
        Szykujemy impreze, znajoma wpadla o 15 zapraszalismy od 17. Ta dobija mi sie do
        lazienki i mowi, ze mam wszystko szybko robic bo to we mnie uderzy a nie w nia,
        ze wszystko nie jest gotowe! Ton rozkazujacy.
        Wpada do nas wchodzi do lazienki lapie gazety i rzuca do przedpokoju do wyrzucenia!
        Pretensje, ze ja z mezem jezdzimy wspolnie na kawe a ona nie!
        Pretensje o wyjazdy do Ikei!
        Mielsmy okres, ze chodzilismy spac o 3-4 godz. czasem pozniej. Dzwonila dzien w
        dzien o 8-9godz. i komentarz, ze spimy do 12! Telefonow kilka z rana. Jak
        slyszalam dzwonek to mialam ochote wyrzucic telefon przez okno.
        Wydzwania do mnie pijana i udaje trzezwa. Po kilku takich telefonach przestaje
        odbierac. Pojawiaja sie pretensje, ze nie odbieram.
        Obrazala sie o nasze wspolne wyjazdy do Polski bez niej. Za ktoryms razem (przed
        naszym wyjazdem) przestala odbierac telefony, maz sie do niej do mieszkania
        dobijal czy nic jej sie nie stalo. Ona nie odbiera telefonow bo kto do niej
        bedzie dzwonil!
        Miala pretensje do mnie o to, ze jej sie nie zwierzam! Ze nie wie o mnie nic.
        Mowie, ze mam przyjaciolki, z ktorymi sie kontaktuje. Odpowiada, ze one nie maja
        pojecia jak to sie zyje za granica i mnie nie zrozumieja(??).
        Przez pierwsze 5 miesiecy ciazy slowem sie o nic nie zapytala ani mnie ani meza.
        Bywalismy u niej 2-3 razy w tyg.
        Wieczne pretensje, ze nie ma sie dla niej czasu. Jak bywamy kilka razy w
        tygodniu to znowu pretensje o cos innego. Najlepsze jest to, ze jak sie widzimy
        to ja z nia caly czas rozmawiam. Ona ze swoim synem prawie wcale. Chyba, ze ma
        jej jakies papiery z urzedu przetlumaczyc.
        Na podsumowanie jest alkoholikiem.
        Obecnie sytuacja wyglada tak, ze to ja jestem ta zla. Ograniczam jej kontakty z
        synem (??), maz ponoc siedzi u mnie pod pantoflem (to mnie rozbroilo).
        Przykladow mozna by jeszcze niestety mnozyc.

        U mnie tez sie zaczynalo od przykladowej 'miotly do zamiatania'. Jak juz siedzi
        taka obrazona i niechciana to ja bym odrazu sprawe zalatwila. Nie dala sie
        'ustawiac' bo bedzie jeszcze gorzej skoro juz funduje takie klimaty.

        Moze da sie z nia normalnie porozmawiac z wylozeniem kawy na lawe? Czego np. nie
        chcesz. Moze dojdziecie wspolnie do kompromisu. Warto sprobowac bedzie sie lzej
        zylo. Tylko nie chowaj ogona pod siebie.

        Ja mialam z nia konfrontacje i niestety wyszlo fatalnie. Zaczela mnie oskarzac,
        najezdzac na mnie sugerowac, ze nawet znajomi meza dziwili sie jaki on jest
        dziwny(??). Najgorsze w tym wszystkim, ze maz to slyszal. On twierdzi, ze sie
        nie wsluchiwal w nasza rozmowe. Rozmawialysmy przez telefon. Maz byl wtedy u
        niej. Nie wytrzymalam tego i sie rozlaczylam. Po kilku tygodniach zadzwonilam
        sama ze wzgledu na corke. Bylo ok a potem znowu to samo. Kolejka gorska.
        Powiedzialam, ze wiecej nie zadzwonie.
        • yenna_m Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 23:47
          no dobrze, tylko Wasze problemy z tesciowa (w przeciwienstwie do problemu
          Autorki) wynikaja z choroby alkoholowej tesciowej... I tu widze ogromna roznice.
          • nutka07 Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 23:57
            Wlasciwie to sie z Toba zgadzam ale czy uwazasz, ze wszystko mozna przypisac
            chorobie alkoholowej?

            U mnie w domu naduzywano alkoholu (o ironio losu) a moja mama nie byla taka,
            ojciec tez nie.
            • yenna_m Re: sama w swieta... pierwszy raz 13.04.09, 00:06
              choroba alkoholowa plus znoszenie, delikatnie mowiac, dziwactw (mniej delikatnie
              - chamstwa)

              ale zgodzisz sie, ze jednak Autorka ma troche inny problem. Teciowa zabrala sie
              do pomocy kobiecie w ciazy (swoja droga - ladny gest) i zostala
              obcyndolona/skrytykowana. Natomiast, z tego, co zrozumialam, to raczej Ty jestes
              obcyndalana i krytykowana. A to jednak jest ogromna roznica, prawda?
              • nutka07 Re: sama w swieta... pierwszy raz 13.04.09, 00:17
                Widzisz kazdy mierzy swoja miara.

                Ja niestety mam zle doswiadczenia stad moj post. Nie wiem jak to wygladalo. Moja
                tez sama wyciagala smieci i wynosila, zaczynala sprzatac itd. Ja tego nie lubie.
                Uwazam, ze powinna sie zapytac czy pomoc.
                Poza obrazonej i niepotrzebnej tesciowej w jej wlasnym mniemaniu mi sie nie
                podoba. Napisalam jednak, ze moze da sie cos z tym zrobic. Zeby z nia normalnie
                pogadala a nie wyruszala na wojne. Sprobowac warto.
    • gyba Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 22:37
      no coz, sytuacja nie za ciekawa, ale ja sie zastanawiam, na ile sama
      na nia sobie zapracowalas.
      piszesz, ze tesciowa chciala cos pomoc (posprzatac, pozamiatac) -
      czy to zle?? i co z tego,ze zrobi to nie po twojemu, czy to az takie
      przewinienie?
      wiesz ile tu dziewczyn narzeka na tesciowe, kolo ktorych trzeba
      skakac, ktore przychodza i trzeba im uslugiwac, a twoja jeszcze po
      sobie sprzatnac chciala.
      mam tesciowa, bylam w ciazy, odwiedzala mnie po porodzie, zamiatala
      podloge, zmywala po obiedzie, robila obiad gdy ja lezalam z
      temperatura i zupelnie nie przeszkadzalo mi, ze robi te rzeczy nie
      po mojemu. jak poczlam sie dobrze - przestala. ja te pomoc docenilam
      ogromnie.
      zastanow sie - czy warto bylo.
      na przyszlosc - wyluzuj, nie traktuj tesciowej z gory jako osoby
      gorszej, tej "zlej", ktora chce ci dokuczyc, chce tobie robic na
      zlosc. to taki sam czlowiek jak ty. odrobina humoru tez dobrze zrobi.
      mama jego - no coz poczula sie urazona, i zachowala sie jak obrazona
      ksiezniczka.
      a maz - dla niego ta sytuacja byla bez watpienia trudna. co mogl
      zrobic - postawic i ciebie i mame do pionu. powiedziec "dosc" zanim
      sytuacja zrobila sie nieciekawa.
      • kurka.domowa Re: sama w swieta... pierwszy raz 12.04.09, 23:36
        Widzisz, są różne szkoły. Ja bym była wdzięczna teściowej, że do mnie
        przyjechała i jeszcze chce mi zamieść podłogę smile Jak chciałaś mieć w miarę
        atmosferę, to trzeba się było przymknąć. Niektóre matki nie chcą czuć się jak
        "goście" tylko jak domownicy. Trudno im wejść w rolę obcego zaproszonego na
        obiad. Wolą złapać za przysłowiową miotłę i poczuć się jak u siebie. Na drugi
        raz wyluzuj.
        • hanka20074 Re: sama w swieta... pierwszy raz 13.04.09, 00:07
          A wg mnie dobrze zrobiła ze od razu się postawiła.A kto wie jakby
          sie to skończyło?W końcu gość to gość.
          Autorka przecież napisała że teściowa zamiatała nie tak jak trzeba i
          do tego złą miotłąsmile
          Nie wiadomo też czy to nie typ teściowej co "chętnie pomaga" a
          później obarbia tyłek synowej że taka niezaradna.
          • gryzelda71 Re: sama w swieta... pierwszy raz 14.04.09, 09:35
            hanka20074 napisała:

            > A wg mnie dobrze zrobiła ze od razu się postawiła.A kto wie jakby
            > sie to skończyło?

            Jeszcze by pranie zrobiławink

            > Nie wiadomo też czy to nie typ teściowej co "chętnie pomaga" a
            > później obarbia tyłek synowej że taka niezaradna.

            O teściowej tego nie wiemy,wiemy natomiast,ze jej synowa jest wredna.
    • lola211 Re: sama w swieta... pierwszy raz 13.04.09, 08:22
      Sama jestes sobie winna.
      >cryingnie lubie jak ktos to robi, uklada nie po mojemu itd.), a co
      gorsza zaczela zamiatac brudną miotłą podlogę (tego nienawidze
      jeszcze bardziej, bo tylko sie przy tym kurzy), wiec tym bardziej
      >poprosilam, zeby tego robila.

      No straszne- co by ci sie stalo, jakby tesciowa , raz od wielkiego
      dzwonu zrobila u ciebie po swojemu? Jestes czepialska to i masz za
      swoje.
      Trzeba umiec dogadywac sie z innymi, byc elastycznym.
    • zebra12 Pierwszy raz jest smutno 13.04.09, 09:19
      potem się przyzwyczaisz smile
      Moja teściowa też mi się zawsze bierze do sprzątania. Taki typ. Na dodatek
      uważa, że i ja tak samo powinnam robić u niej. Bez gadania. Zostałam inaczej
      wychowana. Każdy sam sprząta swoje brudy, chyba, że prosi się kogoś o pomoc.
      Zapewne Twoja teściowa też będzie oczekiwała, ze sprzątniesz u niej. Więc uważaj!
    • umasumak Re: sama w swieta... pierwszy raz 13.04.09, 22:23
      Tak szczerze - mogłaś odpuścić. Teściowa za parę dni i tak by wyjechała, ale za
      to z przeświadczeniem, że miło spędziła święta. Tobie nic by nie ubyło z tego
      powodu. Ćwicz dziewczyno sztukę kompromisu, bo życie i tak jest trudne, wiec po
      co sobie je jeszcze dodatkowo komplikować złymi relacjami z teściową?
      • nutka07 Re: sama w swieta... pierwszy raz 14.04.09, 11:45
        Sztuka kompraomisu ma polegac na tym, ze robimy tak jak sobie tesciowa zyczy?
        • yenna_m Re: sama w swieta... pierwszy raz 14.04.09, 13:05
          sztuka kompromisu polegana tym, ze jesli zapraszamy (podkreslam: zapraszamy)
          rodzine na swieta (pal licho: siostre, ciocie, babcie, skoligaconych kosmitow i
          te de wink ) to robimy wszystko, zeby goscie sie dobrze czuli a nie doprowadzamy,
          ze goscie w swieta sie od nas wynosza, bo de facto bedac niegrzeczni wrzucilismy
          ich stamtad

          pomyslalas, co czula tesciowa?
          czy np miala chleb na kolejn wolny dzien?
          czy miala co do zjedzenia w lodowce?

          wiesz, bylam kiedys w takiej sytuacji, ze moja prywatna matka (bo jej cos
          przestalo pasowac) w zasadzie w wielka sobote dala mi do zrozumienia, ze
          wlasciwie to jednak wolalaby swiat wielkanocnych nie spedzac w towarzystwie
          calej mojej rodziny (poszlo o to, ze osmielilam sie powiedziec, ze nie podobami
          sie zachowanie mojej siostry - mieszkajac u mnie w czasie studiow generalnie nie
          wlaczala sie do zadnych prac domowych, wracala do domu o godz. 1-2 w nocy budzac
          moje malutkie dzieci i mama wziela strone siostry). Efekt byl taki, ze z dwojka
          malutkich dzieci (2,4 lata) w wielka sobote wracalam do domu o godz. 17 majac
          swiadomosc, ze w lodowce nie mam absolutnie nic na swieta (bo inaczej te swieta
          zaplanowalam no i dolozylam sie do wpolnych, rodzinnych swiat w miejscowosci, z
          ktorej pochodze)..

          Wiesz, na widok otwartego supermarketu rozplakalam sie z radosci wink Bo moglam
          cokolwiek kupic do lodowki.

          Nawet nie wyobrazasz sobie, jak czuje sie osoba wyrzucona przez najblizszych w
          swieta.
          Ja to przerobilam (mialam dosc trudna relacje z mamą) i wiem, ze to nic fajnego.

          Dziewczyny, jesli kogos zapraszacie na swieta, to badzcie ludzmi i czasem
          przymknijcie oczy na niedoskonalosci blizniego i zdajcie sobie sprawe z pewnych
          przyziemnych sytuacji typu chocby zamkniete sklepy i niemoznosc kupienia chocby
          chleba.

          W swieta to sie nawet psa z domu nie powinno wywalac a co dopiero czlonka
          rodziny (ktory nota bene nic zlego nie zrobil,chcial tylko pomoc, zrobil to po
          swojemu i... no wlasnie).

          Dziewczyny i czasami zastanowicie sie generujac sobie sztuczne problemy. Tez
          bedziecie tesciowymi i tez mozecie zostac tak potraktowane przez synowe (zieciow).
          • e.logan Re: sama w swieta... pierwszy raz 14.04.09, 15:00
            Yenna .Pieknie to i tresciwie napisałas.Pozwolisz ze podpisze sie
            pod to wszystkimi dwiema ba 4 konczynkami.
            Rozpetac wojne o to ze tesciowa cos chciala ustawic badz po
            zamiatac. I dopatrywac w tym ze chciala komus cos udowodnic no to
            naprawde trzeba miec bujna wyobraznie.

            Sadze ze ona chciala poprostu byc czescia tej nowej rodziny syna, a
            zostala od delegowana do etatu goscia. . Gdyby przyjechala i zwalila
            sie na kanape to tez byloby zle bo wtedy bys pisala ze nie pomogla
            ciezarnej.Mieszka od was ok 300km wiec nie wpada codziennie.

            I jestem pewna ze swieta to nie moment na probe sil, pokazywanie
            kto jest kim a kto nie.Od pazdzienika minelo jedynie kilka mc a Ty
            juz jej pokazujesz gdzie jej miejsce, tak dalej.
    • osa551 Re: sama w swieta... pierwszy raz 13.04.09, 22:27
      mam na to dwa zdanie, które powtarzała moja mama:

      Każdy dobry uczynek musi byś ukarany i kto ma miękkie serce - musi mieć twardą dupę.

      Przygotuj się już teraz, bo nie będzie lekko w życiu - taki egzemplarz teściowej
      Ci się trafił. Jeszcze Ci baba da do wiwatu.
    • betty_julcia Re: sama w swieta... pierwszy raz 13.04.09, 22:35
      Ja takze uważam ze mogłaś odpuścić. Taki kwas przez przestawienie
      kilku szklanek po swojemu... Ja mam otwarty dom, jest u mnie niania,
      wpada moja mama, teściowa swego czasu często przyjeżdżała i wszyscy
      mogą wejść do kuchni i umyć garnki i nawet podłogę...ale się jakoś
      do tego nie rwą. Znajomi przychodzą i sami sobie herbatę robią. Ae
      ja z tych bezkonfliktowych. Nie mogłaś dać teściowej tego odkurzacza
      zeby poodkurzała?
    • fajka7 Re: sama w swieta... pierwszy raz 14.04.09, 03:49
      Uma uzyla slowa kompromis.
      Ja sie dopisuje.
      Musisz sie jeszcze wiele nauczyc. Tesciowa jest jakby Ci to
      powiedziec... czlowiekiem i matka Twojego meza. Owszem stawianie
      granic, owszem wlasne terytorium, owszem asertywnie, wszystko sie
      zgadza. Ale jest tez druga strona - nie jest Twoja rola wychowywanie
      matki Twojego meza i pouczanie jej. Dlatego potrzebny jest
      kompromis. Bo ta kobieta jest, istnieje i jeszcze troche bedzie
      istniec. Co wiecej nalezy jej sie szacunek, nawet w Twoim domu
      (sic!).
      Niektore synowe sa zabawne pod tym wzgledem - uwazaja, ze u nich w
      domu tesciowa ma chodzic jak tresowana wiewiorka. Nie daj boze
      pisnac po swojemu, przeciez nie jest u siebie, jak moze w ogole sie
      odzywac niepytana!
      smile
      Troche to wyglada poza tym jakbyscie nigdy z mezem nie
      przedyskutowali ze soba roli rodzicow w Waszym ukladzie.
      No to macie okazje smile
    • e.logan Re: sama w swieta... pierwszy raz 14.04.09, 08:19
      Agatko .Tesciowa to nie swinka morska ktorej dasz karme a ona nie
      wyscibi nosa z swojej kuwetki.Powinnas to wiedziec.
      Z reszta zgadzam sie z piszacymi ze sama sobie jestes winna.
      • xxe-lka Re: sama w swieta... pierwszy raz 14.04.09, 12:44
        I takie są skutki uszczęśliwiania siebie i otoczenia na siłę

        Nie masz obowiązku lubić teściowej, ale po co w takim razie robisz z
        siebie męczennicę i zapraszasz ją na święta stwarzając jakąs
        sztuczną sytuację. Nic dziwnego, że tak się to zakończyło
        • daisy Curiouser and curiouser... 14.04.09, 14:11
          E, mamy! No co wy?? Nie mogę tego spokojnie czytać. Przestańcie pisać, że
          dziewczyna wyrzuciła teściową z domu, bo z historii wynika, że teściowa
          wyrzuciła się sama i to jeszcze w wielkim stylu. A jak było NAPRAWDĘ wiedzą
          tylko sami zainteresowani.
          Uważam, że teściowa przekroczyła granice - oczywiście wcale wtedy, kiedy wzięła
          się za miotłę, ani nawet nie wtedy, kiedy się obraziła na prośbę o przestanie.
          Chodzi mi o śniadanie wielkanocne. To jakby teściowa u was przy wigilii odpaliła
          DVD i zamiast usiąść z wami do stołu zaczęła, tyłem do wszystkich, oglądać
          "Szklaną pułapkę". Fajnie, nie?
          Dla bardzo wielu kobiet kuchnia jest prywatnym miejscem pracy i mają do tego
          prawo. Wyobraźcie sobie znowu, że wasza mama przyjeżdża z gospodarską wizytą i
          postanawia urządzić zięciowi, waszemu mężowi - powiedzmy naukowcowi - porządek
          na biurku i w papierach. A na jego prośbę, żeby przestała, obraża się i grozi,
          że wyjedzie. Nie postukałybyście się w głowę? Przecież to sytuacja prawie
          identyczna.
          I dajcie spokój, że biedna kobiecina tylko "chciała pomóc". Święta naiwności.
          Gdyby po prostu chciała pomóc, to na prośbę o przestanie powiedziałaby
          zwyczajnie: "aha, w porządku, ja tylko chciałam pomóc" i koniec historii.
          Rozumiem kompromisy itd. I ja i moja teściowa (i poprzednia teściowa) mamy swoje
          za uszami (kto nie ma), ale obie staramy się dla wspólnego dobra i od czasu do
          czasu przełykamy różne żaby - to normalne. Ale dziewczyny!! Są takie gry, do
          których nie warto robić dobrej miny. Życie jest za krótkie, żeby nie wiadomo po
          co znosić jakiś, excusez-moi, szajs i dawać się wdeptywać w podłogę.
          • yenna_m Re: Curiouser and curiouser... 14.04.09, 14:29
            jednakowoz to nie jest taka sama sytuacja

            maz naukowiec (dlaczego tylko mazmoze byc naukowcem? mowie to z pozycji
            osoby,ktora pare lat na tej uczelni pracowala wink ) ma papiery z
            notatkami,ktorych odtworzenie mogloby byc trudne. Zrobienie porzadku w kuchni to
            nie to samo, co robienie porzadku w dokumentach. Prosze nie porownywac umycia
            podlogi (jesli ktos chetny, zapraszam do siebie, swinia nie bede,malo tego -
            jeszcze sie uciesze z pomocy wink tongue_out ) do robienia porzadkow w dokumentach. Troche
            inna jakosc.

            Jesli idzie o sniadanie wielkkanocne. Pytanie, czy zachowanie tesciowej nie
            zostalo wywolane przez fochy synowej. Ewetualnie czy rzeczywiscie sytuacja
            wygladala w 100 procentach tak,jak Autorka to opisywala.

            Jak powiedzial rezyser wink nie ma rozy bez ognia wink

            Mysle, ze tesciowa BALA sie wtracac do organizacji sniadania, zeby znow nie
            zostac zjechana za chec pomocy i przycupnela w kąciku. A ze sie zasiedziala -
            zdarza sie w najlepszej rodzinie.

            Nie wiem, co dla Was w swieta jest najwazniejsze. Atmosfera, mozliwosc
            odpoczynku, czy stawianie calego domu na bacznosc, bo tradycja.

            Czasami mozna podejsc do sprawy elastycznie i grzecznie zaprosic goscia do stolu.
            Czasami mozna odstapic od zwyczajow (mi sie nie chcialo robic w pon.
            wielkanocnego sniadania z uprawianiem swiatecznego obzarstwa w tle - za to
            wyspalismy sie za wszystkie czasy,jak stado malych prosiątek wink ).

            Oczywiscie - kazdy zyje tak jak lubi.
            Ale jesli ktos lubi w sposob sformalizowany, to kultura osobista i grzecznosc
            doskonale uzupelniaja ową formę. Bo jednak formalizacja bez kultury to juz nie
            to samo wink Ino cos na ksztalt papierka po cukierku bez zawartosci, czy
            wydmuszki. Niby tak samo wyglada, ale brak tego czegos najwazniejszego,prawda?

            Poza tym - goscia ktos zaprosil. Jesli zapraszasz gosci - robisz wszystko, zeby
            czuli sie u ciebie dobrze. Proste. Inaczej nie zapraszaj gosci, skoro nie jestes
            w stanie przestrzegac zasad dobrego wychowania.
          • anorektycznazdzira Re: Curiouser and curiouser... 14.04.09, 15:44
            Daisy, a ja sie z Tobą zgadzam. Bardzo.
            To forum ewoluuje i z niegdysiejszego skakania do gardła teściowym
            (tym egoistycznym francom) przeszło na skakanie do gardła synowym
            (tym egoistycznym francom). Mam teorię, że jest to funkcja
            procentowego udziału matek synom na forum w ogóle. wiedzą, ze będą
            kiedys po drugiej stronie, stąd ta niezwykła empatia.
            Dla mnie szacunek dla teściowej to jedno- i się jej należy- a
            szacunek dla synowej, to drugie. Żadna matka w domu swojego syna
            nie jest U SIEBIE. Jest u synowej, taki lajf. Pouczanie,
            poprawianie zwane wyręczaniem (ja ci to okno umyję kochanie, bo
            okropnie brudne, okropnie) a na końcu wysoooookie oczekiwania w
            temacie wdzięczności mogą sobie panie teściowe na samym starcie
            wsadzić głęboko.

            Dziewczyna z tego wątku w wyniku manipulacji teściowej ZOSTAŁA SAMA
            W ŚWIETA!!! Nie mogła mamunia jeszcze trochę posiedzieć obrażona
            przed tym kompem, TV, czy co to tam było?! Nie zauważyła, ze syn
            ciężarną żonę zostawia samą w święta i jedzie 2x300 km odwieść
            obrażona dupkę mamuni?! E, forumki, otrzeźwiejcie trochę i
            przestańcie jechać po dziewczynie, chyba, ze się przyzna, iż
            teściówkę wulgarnie zwymyślała, ubliżyła i obraziła.
            Autorko, obraziłaś?
            No tak, zamiatać nie dała i może uśmiechnęła się przy tym nie dość
            szeroko.
            • chloe30 Re: Curiouser and curiouser... 14.04.09, 15:55
              Też się zgadzam z Daisy.
              A rady typu: mogłaś jej dać posprzatać żeby sie dobrze czuła
              wywołuja u mnie wysypkę - DLACZEGO teściowa ma się dobrze czuc
              kosztem synowej? Tym bardziej ciężarnej???

              A siedzenie przed kompem w trakcie śniadania - no coż, widac kto
              jest chamski i wredny i kto kogo obrażał.
              • lila1974 Re: Curiouser and curiouser... 14.04.09, 16:03
                Chloe

                Obie panie mogły wziąć na wstrzymanie - tylko tyle i tyle.

                Nie jestem zwolenniczką robienia "dobrej miny", bo to jedynie rodzi
                frustracje i wrzody na żołądku, ale wytłumaczyć samej sobie, że nie
                zawsze jest o co kopie kruszyć to zupełnie odmienna sprawa.

                Nie cierpię stawiania spraw na ostrzu noża, bo rzadko które sa tak
                istotne, by nie dało się ich po ludzku przegadać.

                A siłą rzeczy obrywa bardziej autorka, bo teściowej tu nie ma. Jakby
                założyła post "obraziłam się na synową" pewnie dostałoby się jej tak
                samo tongue_out
                • yenna_m Re: Curiouser and curiouser... 14.04.09, 16:37
                  > A siłą rzeczy obrywa bardziej autorka, bo teściowej tu nie ma. Jakby
                  > założyła post "obraziłam się na synową" pewnie dostałoby się jej tak
                  > samo tongue_out

                  a dokladnie smile
              • yenna_m Re: Curiouser and curiouser... 14.04.09, 16:30
                dlatego, ze to bylprzede wszystkim gosc

                jak sie nie umie uszanowac gosci, to sie ich nie zaprasza smile

                na szczescie - dziewczyna przy okazji nastepnych swiat bedzie wiedziec, ze z
                tesciowka sie nie zgadzaja i na pewno nie popelni bledu zapraszajac na swieta
                niechcianych gosci

                tyle w temacie wink
            • yenna_m Re: Curiouser and curiouser... 14.04.09, 16:36
              > To forum ewoluuje i z niegdysiejszego skakania do gardła teściowym
              > (tym egoistycznym francom) przeszło na skakanie do gardła synowym
              > (tym egoistycznym francom). Mam teorię, że jest to funkcja
              > procentowego udziału matek synom na forum w ogóle. wiedzą, ze będą
              > kiedys po drugiej stronie, stąd ta niezwykła empatia.
              > Dla mnie szacunek dla teściowej to jedno- i się jej należy- a
              > szacunek dla synowej, to drugie. Żadna matka w domu swojego syna
              > nie jest U SIEBIE. Jest u synowej, taki lajf.

              tak jak zadna matka swojej corki nie jest u siebie - jest u ziecia.

              Pytanie, czy zachowujac sie w taki sposob dajemy DOBRY przyklad naszym dzieciom?
              Bo dzieci wychowuje sie nie poprzez dlugie nadete przemowy, tylko poprzez przyklad.
              Jesli Twoja corka/syn beda wiedziec, ze niesforna babcie mozna wywalic w swieta
              zdomu, zareczam Ci - nieswiadomie nawet powiela ten wzorzec. Tyle, ze ta
              wyrzucona matka moze byc kazda z nas (niezaleznie od tego, czy jest tesciowa z
              jedne czy z drugiej strony).

              Jesli synowa ma problem i widzi w pomocy zlosliwe "pouczanie czy poprawianie" to
              chyba musi nad wlasna samoocena popracowac. Mysle,ze osoby z wysoka samoocena i
              bez sklonnosci do upatrywania w bliznich zamiarow z cyklu "bo ona chce to
              zlosliwie, specjalnie, bo ona mnipuluje" takie zachowanie najwyzej by
              rozsmieszylo. Na pewno nie doprowadziloby do furii.

              Tyle, ze mowie to z perspektywy wlasnego, nie polrocznego ale 16-letniego
              doswiadczenia w byciu żoną i synową tongue_out
              • anorektycznazdzira ke? 14.04.09, 19:33
                Masz swoją wizję, to ciężko dyskutować. Ty wiesz, że dziewczyna
                ją "wywaliła", ja wyczytałam co innego. Może wróć do pierwszego
                postu?
                Dla Ciebie teściowa siedząca tylcem do swiątecznego stołu z nosem w
                naszej klasie to nie ostentacja i brak czegokolwiek (już nie tylko
                dobrych chęci ale zwykłej kultury) tylko problemy z samooceną u
                synowej. Bomba. I jeszcze patetyczny tekst o wychowaniu plus takie
                małe pogrozenie paluszkiem "oj, ustępuj teściowej, ustępuj, bo cię
                kiedyś dzieci z domu wyrzucą"...
                uffff...
                wymiękam.

                • yenna_m Re: ke? 14.04.09, 20:53
                  nie pilam do Autorki watku

                  odnioslam sie raczej do stwierdzenia "Pouczanie,
                  poprawianie zwane wyręczaniem (ja ci to okno umyję kochanie, bo
                  okropnie brudne, okropnie) a na końcu wysoooookie oczekiwania w
                  temacie wdzięczności mogą sobie panie teściowe na samym starcie
                  wsadzić głęboko. "

                  nie bardzo mi sie podoba takie zakladanie, ze tesciowa jest be a synowa cacy

                  mysle,ze jesli synowa pisze takie slowa, to jest w duzej mierze winna zlych
                  stosunkow z wlasna tesciowa tongue_out

                  bo sobie tak mysle, ze to tzw oczekiwanie wdziecznosci czesto jest tworem
                  urojonym. Nie wiem, mi sie czesto zdarza robic cos dla samej przyjemosci pomocy
                  komus. Tak bezinteresowanie. Dziwne, prawda?
                  Moze i co ktoras tesciowa tak ma? (zwlaszcza, ze pomaga mlodym, z ktorych jedno
                  jest jej wlasnym, rodzonym dzieckiem?)

                  rozbraja mnie taka spiskowa teoria dziejow, w ktorej tesciowa z nienawiscia w
                  oczach i kalachem w reku wyglada zza krzaka i zastanawia sie, jak odstrzelic
                  bidulke synową wink

                  no, ale masz swoja wizje i tez ciezko dyskutowac wink
                • triss_merigold6 Re: ke? 14.04.09, 20:57
                  Pani teściowa strzeliła focha. Jeśli pani domu (tu synowa) nie życzy
                  sobie pomocy to gość ma grzecznie siedzieć na d..ie i rozkoszować
                  się odpoczynkiem, rozmawiać, jeść, robić na drutach, oglądać tv etc.
                  Dobrymi chęciami piekło wybrukowano. Nienawidzę jak ktoś mi sie
                  kręci nieproszony po kuchni albo bierze za sprzątanie MOJEGO TERENU
                  PRYWATNEGO. Nie muszę preferować życia w wielkiej afrykanskiej
                  rodzinie.
                  Efekt jest taki, że laska w ciąży została w święta sama bo synuś
                  musiał odwieźć obrażoną mamusię - drobne 600 km w obie strony
                  wycieczki.
                  I piszę to jako matka syna.
                  • umasumak Re: ke? 14.04.09, 23:11
                    Nie no Triss, myślałam, że jesteś rozsądniejsza wink. Naprawdę nie odpuściłabyś
                    tematu sprzątania w kuchni? Teren prywatny mam na co dzień , a od święta to
                    pozwalam się NAWET PANOSZYC w mojej kuchni. Tak się składa, że aktualnie, aż do
                    niedzieli, jest to moja osobista mama. Innym razem będzie teściowa. I co?
                    Poprzestawiają, pozamiatają zamiast odkurzyć, pojadą, a ja sobie znowu poukładam
                    po mojemu i po sprawie. W pewnych sprawach trzeba umieć wyluzować w trosce
                    chociażby o swój własny święty spokój, po to właśnie, żeby nie doprowadzić do
                    tak nieprzyjemnej sytuacji, w jakiej się znalazła autorka wątku.
                    • chicarica Re: ke? 15.04.09, 08:55
                      Tak jak napisała Triss, jest to kwestia tego, że jedni ludzie są bardziej
                      terytorialni, a inni nie. Tobie nie przeszkadza że ktoś Ci w kuchni czy w
                      szafkach przestawia, a mnie owszem - gotowa jestem zagryźć za ruszanie
                      czegokolwiek w moim domu, kiedyś na własnego ojca naskoczyłam bo przyjechał do
                      mnie pierwszy raz do nowego mieszkania i pierwsze co, to zaczął przestawiać mi
                      tv bo wg niego stał źle i niewygodnie się oglądało. Teraz już nie rusza nic,
                      nauczył się.
                      U moich teściów też jest zasada, że goście siedzą w salonie i wstępu do kuchni
                      czy sypialni nie ma. Ja tej zasady skrupulatnie przestrzegam, zdarza mi się coś
                      upichcić/ upiec i przywieźć na święta czy jakieś tam imieniny (np. piernik dla
                      teścia, bo teść lubi), ale przekazuję zapakowane i do stołu podają państwo domu,
                      bo nie lubią jak ktoś im się kręci po kuchni i ja to szanuję. U moich rodziców z
                      kolei mam się czuć jak domownik i w związku z tym parzę herbatę, pomagam mamie
                      podczas imprez czy świąt, ogólnie w kuchni pojawiam się często, bo takie tam
                      zasady panują. Z kolei u mnie w kuchni działam ja i mąż, nie lubię jak mi się
                      tam ktoś szarogęsi.
                      Powiem tak - są ludzie, w których zachowaniu NIC nie jest przypadkiem i naprawdę
                      da się wyczuć, czy teściowa łapie miotłę bo chce pomóc, czy bo chce COŚ
                      zademonstrować. Ta widocznie jest z tych bardziej demonstrujących, o czym
                      świadczy to siedzenie tyłem przy kompie i strzelanie fochów.
                      • umasumak Re: ke? 15.04.09, 09:34
                        Ależ ja jestem terytorialna, serio. Jak mi ktoś nagminnie coś przestawiał w
                        domu, to bym wyraźnie ustaliła granice. Jednak w sytuacji, kiedy ktoś przyjeżdża
                        naprawdę rzadko, szkoda mi nerwów i swoich, i rodziny.
                        Szczerze powiedziawszy wcale nie twierdzę, że teściowa tej dziewczyny to anioł.
                        Całkiem możliwe, że to diabeł wcielony i faktycznie, być może, chwytając za
                        miotłę, chciała coś udowodnić, a nie pomóc. W tej sytuacji tym bardziej bym
                        odpuściła - po co walczyć z absurdem?
                        • lila1974 Uma 15.04.09, 09:42
                          Zauważyłam, że słowo "odpuścić" kojarzy się ludziom z "dac sobie wejść na głowę"
                          - nic bardziej mylnego, prawda smile
                          • chicarica Re: Uma 15.04.09, 09:47
                            Powiem tak - to zależy, z kim ma się do czynienia. Są ludzie, którym naprawdę
                            nie można odpuścić, bo wykorzystają to żeby wleźć na łeb.
                            Nie wiemy jaką osobą jest teściowa autorki wątku, ale z zachowania (odwracanie
                            się tyłem, siedzenie przy kompie i ostentacyjne wynoszenie się w święta) można
                            wnioskować, że mamusia lubi terroryzować otoczenie swoimi fochami.
                            Sterroryzowała zresztą dość skutecznie tym razem. Wśród normalnych ludzi sprawa
                            byłaby krótka: "mamo, nie sprzątaj" - "ok, spoko". Tu widać nie było tak prosto.
                            A z takimi babusami trzeba krótko, bo właśnie wlezą na łeb.
                            • triss_merigold6 Re: Uma 15.04.09, 10:13
                              Się podpiszę. Zasadniczo uważam, że kobietom z pokolenia naszych
                              matek nie wolno odpuszczać niczego, bo mają tendencje do
                              zawłaszczania całego terenu, powoli ale nieubłaganie. Prośby,
                              uprzejmość etc. działają średnio za to brutalne postawienie na
                              swoim - świetnie.
                              • lila1974 Tris 15.04.09, 10:23
                                Nie im odpuszczać a sobie ... nerwy sobie odpuszczać.
                                I przede wszystkim rozwazyć, czy rzeczywiście o ajkąś pierdołę warto kopie kruszyć.

                                Układa mi ciuchy w szafce - mamo, wiem, ze chcesz pomóc, ale nie lubię jak ktoś
                                grzebie w moich szafach, nawet MOJA mama.

                                Siedzi tyłem - niech siedzi - starą babę mam wychowywac?
                                • triss_merigold6 Re: Tris 15.04.09, 10:28
                                  Moja matka nie żyje a ojcu nie pozwalam się wtrącać.
                                  Nie odpuszczać w sensie od rzemyczka do koniczka, najpierw mimo
                                  sprzeciwów podłoge umyje, potem w szafkach poprzestawia a w końcu
                                  zacznie robić bardziej gruntowne porządki i np. powyrzuca według
                                  własnego widzimisię. Prywatność, qrwa, prywatność jest cennym dobrem
                                  i nie rozumiem dlaczego nadal lansuje się model życia stadnego.
                                  • lila1974 Re: Tris 15.04.09, 10:50
                                    Ano dlatego Triss, że nie ma OBOWIĄZKU prowadzenia życia wg Twojego modelu.
                                    Nie masz ogromne poczucie intymności, prywatności - twoja sprawa, ale osoba,
                                    która ma inne spojrzenie na świat nie musi być od razu potraktowana z buta, nie
                                    uważasz?

                                    Ludzie sa różni i różny sposób postępowania ich charakteryzuje - zatem należy
                                    kulturalnie wyznaczyć granice komuś, kto je przekracza, ale warto również się
                                    zastanowić, czy aby nie przesadzam a ta osoba rzeczywiście wyrządza mi krzywdę.
                                • anorektycznazdzira Re: Tris 15.04.09, 19:24
                                  Hmmm... Nigdy nie widziałaś teściowej, dla której taka odpowiedź:
                                  "Układa mi ciuchy w szafce - mamo, wiem, ze chcesz pomóc, ale nie
                                  lubię jak ktoś grzebie w moich szafach, nawet MOJA mama"
                                  jest odbierana jako nieprzychylna czyli nieuprzejma?
                                  Dokładnie taką teściową ma moja przyjaciółka. Nie jest to pewnie
                                  nagminne ale nie jest niespotykane. Moja teściowa też by się
                                  obraziła, więc stosuję technikę "mamo, jesteś gościem, więc nie
                                  będziesz mi przecież sprzątać, usiadź sobie, dam ci herbatę".
                                  Jeśli siada i pije- rozumiem, że tym razem chciała dobrze. Jeśli
                                  przewraca oczami, wzdycha, a na koniec informuje, że może jednak
                                  ona mi ten bałagan sprzątnie, to tym razem ich nie miała. Nie
                                  czarujmy się.
                            • lila1974 Re: Uma 15.04.09, 10:19
                              Odpuścić SOBIE, rozumiesz?

                              Moja siostra okupuje strasznymi nerwami swoje rozmowy i spotkania z teściową.
                              Obiektywnie trzeba stwierdzić, że kobieta jest trudna we współżyciu.
                              W przypadku takiej osoby właśnie ja bym ODPUŚCIŁA SOBIE nerwy.
                              Kobieta jest taka aktorką, że dawno już powinna Oskara dostać - po co zatem psuć
                              sobie humor jej zagrywkami?

                              Przyjmujesz do wiadomości, że masz do czynienia z osobą nie do końca normalną i
                              robisz swoje.

                              Siedzi tyłem w trakcie rodzinnego posiłku - niech siedzi - to o świadczy tylko o
                              niej. W życiu bym sobie tym nerwów nie szarpała.

                              Przecież, jeśli założyć, że teściowa wykańczała naszą autorkę Z PREMEDYTACJĄ, to
                              ma teraz pełną satysfakcję, bo młoda synowa dała się wmanewrować w głupie zagrywki.
                              Jak się ma do czynienia z osobą perfidną, to nakrecanie się jest tylko wodą na
                              jej młyn.

                              Dlatego zalecam - spokój, rozwagę i zajęcie się własnymi sprawami.
                          • umasumak Lila 15.04.09, 19:11
                            Ano prawda. I ciągle, nieustannie uważam, że tylko spokój, spokój i
                            TYLKO spokój nas ratuje od niedogodnosci wszelakich smile.
                            Wszytko inne można ustalić/wynegocjować (byle bez zbędnych emocji)

                            To napisałam ja Uma
                • azile.oli Re: ke? 15.04.09, 08:39
                  Otóż to. Tej teściowej nikt nie wywalał. Gościa też obowiązują pewne
                  zasady wychowania. A o prawdziwych intencjach tej teściowej świadczy
                  fakt, że w końcu wywalczyła to, co chciała - święta z synkiem ,
                  przez 300 km. Sama mam syna ( córkę też), ale nie wyobrażam sobie,
                  żeby przez moje fochy synowa w ciąży została sama w domu.
                  Natomiast co do ''pomocy'' w kuchni - ja swojej matce nie pozwalam
                  tam nic robić i ona zawsze pyta, czy mi pomóc. Więc teściowa mogła
                  zapytać. A poproszona o to, aby nie sprzątała, powinna przestać i
                  tyle. Naprawdę ja też mam taki egzemplarz teściowej, która zaczęłaby
                  sprzątać nie , by mi pomóc, ale pokazać, że mam brudno i tego nie
                  ogarniam.
                  • lila1974 azile 15.04.09, 10:32
                    Prawdopodobnie macie dziewczyny, które jadą po teściowej maja rację, co do jej
                    intencji.
                    Tym bardziej nie warto dawać się prowokować, żeby raszpli wrednej nie dawać pola
                    do popisu.

                    Można iść na otwartą wojnę - ale na wojnie ofaiary sa po OBU stronach prosze nie
                    zapominac.

                    Można podkulić ogon - tego oczywiście nie polecamy.

                    A można na spokojnie wyznaczyć granice, odwaznie ale i taktownie pilnować ich, a
                    jak kochana mamusia próbuje sztuczek to się nie dac na nie nabrać.
              • chicarica Re: Curiouser and curiouser... 15.04.09, 08:46
                Yenna, ale nikt teściowej nie WYWALIŁ w święta. To ona się wyniosła, a synuś jak
                grzeczny piesek poleciał łasić się do mamusi.
            • chicarica Re: Curiouser and curiouser... 15.04.09, 08:42
              Dokładnie.
              Zwłaszcza, że nikt tam mamusi z domu w święta nie wywalał, mało tego, proszono
              ją do stołu, a że nie chciała usiąść, to był jej foch.
              Mam wrażenie, że w całej tej sytuacji to mąż nie stanął na wysokości zadania.
              Powinien był sprawdzić rozkład i mamusię odwieźć na pociąg/autobus, skoro
              mamusia zażyczyła sobie wracać do domu. W ten sposób teściowa "załatwiła"
              synowej samotne święta, manipulując synusiem. A grzeczny synuś na skinienie
              paluszka pojechał mamusię odwozić, bagatela, 600 km w sumie (czyli cały dzień
              jeżdżenia).
      • lliimmonka Re: sama w swieta... pierwszy raz 15.04.09, 23:09
        Durne te Twoje gadanie, w końcu jak do kogoś przyjeżdżam to się pytam jak mogę
        pomóc a nie zabieram się za przestawianie. Teściowa zachowała się jak idiotka i
        tyle. Sama mam teściową i też bym nie wytrzymała gdyby mi taki numer
        odstawiła...a za przeproszeniem ja tez jej się nie wtykam gdy tam jestem, co nie
        znaczy, że uważam , że wszystko jest super...
    • suger_mouse Re: sama w swieta... pierwszy raz 14.04.09, 15:54
      Hmmm, miałam trochę podobną sytuację jak teściowa Misiabeli. Byliśmy z mężem
      częstym gościem u rodziny, m.in. częstowano nas obiadem i kolacją. Ponieważ
      dostawaliśmy gotowe żarcie pod nos, starałam się być pomocna jak się da, w tym
      po posiłku leciałam myć gary. Patrzano na to krzywym okiem, i w końcu usłyszałam
      dosadnie i stanowczo, żebym tego nie robiła. Bo tego nie lubią, bo wolą sami
      sobie pozmywać. Nawet mi nie zaświtało w głowie - nawet mi przez myśl nie
      przeszło, że mogłabym poczuć się urażona. Jakoś nie mam problemów ze
      zrozumieniem, że ktoś może sobie nie życzyć, żeby robić mu porządki w jego kuchni.

      A co, miałam się obrazić i podczas posiłku ostentacyjnie usiąść do wszystkich
      tyłem i np. oglądać telewizję?? Przecież to zachowanie poniżej wszelkiej
      krytyki! Może jeszcze do tego powinnam zacząć szlochać, że jestem niepotrzebna i
      wychodzę? I pozwolić, żeby mnie odwieziono do domu?

      Dziwię się dziewczynom, które atakują autorkę wątku. Jeśli Misiabela
      rzeczywiście tylko POPROSIŁA teściową, żeby nie sprzątała, a poza tym była dla
      niej grzeczna i uprzejma - to teściowa zachowała się jak histeryczka do
      kwadratu. Rozpieprzyła synowi i synowej święta - przecież 600 km to jazda na
      cały dzień, zdenerwowała dziewczynę w ciąży.

      Moim zdaniem, Misiabela postąpiła wzorcowo (powtarzam, zakładam przy tym, że
      prośba o niesprzątanie była grzeczna, a oprócz tego zachowanie względem
      teściowej z szacunkiem i sympatią). W odpowiedniej chwili postawiła granice.
      Niewykluczone, że teściowa po przestawieniu przedmiotów w kuchni zabrałaby się
      za przemeblowywanie domu i wybieranie imienia dla dziecka.
    • black-cat Re: sama w swieta... pierwszy raz 14.04.09, 20:45
      Zmienić męża... a przynajmniej poważnie z nim porozmawiać. To ty
      masz być na pierwszym miejscu, później Wasze dziecko, później długo,
      długo nic i dopiero rodzice. Jeżeli tego nie zrozumie niech
      zamieszka z mamusią.
      • angazetka Re: sama w swieta... pierwszy raz 14.04.09, 23:52
        > To ty
        > masz być na pierwszym miejscu, później Wasze dziecko, później
        długo, długo nic i dopiero rodzice.

        Nawet jeśli żona strzela focha o to, że teściowa zamiata nie tą
        miotłą?
        I ogólnie: zawsze myślałam, że rodzice powinni być w zyciu nawet
        dorosłych dzieci ważni, a nie "długo długo nic i dopiero rodzice".
        Smutne. Własnych rodziców też uważasz za mało ważnych?
        • chicarica Re: sama w swieta... pierwszy raz 15.04.09, 08:58
          Tak, ja tak. Tzn. nie za mało ważnych, ale za zdecydowanie mniej ważnych od
          męża. Mam ojca "kierownika całego świata" i staram się bardzo często podkreślać
          przy nim, że decyzje podejmujemy WSPÓLNIE z mężem, że pewne rzeczy w moim domu
          uzależniam od zdania męża itp. Ogólnie to próby "ustawiania" nas przez mojego
          ojca ucinam krótko, na szczęście on też nie jest bezrefleksyjny i parę spraw
          sobie przemyślał. Zauważyłam, że to dobrze robi mojemu małżeństwu, a ojciec się
          przyzwyczaił, stosunki są harmonijne.
          • angazetka Re: sama w swieta... pierwszy raz 15.04.09, 09:57
            No tak, w sumie dużo zalezy od tego, jakie egzemplarze rodziców nam
            się trafiły.
    • misiabela20 Re: sama w swieta... pierwszy raz 17.04.09, 14:32
      dziękuje bardzo za wszystkie wypowiedzi. wiem, ze musze nauczyc sie zyc z ta kobieta - dla mojego męża, bo jemu bardzo zalezy na naszych poprawnych stosunkach.

      ja poprostu nie umiem sie zaprzyjazniac na sile, a ona bardzo by tego chciała i takie sie pozniej rodza historie. jest bardzo depresyjna, ciągle narzeka.. takie osoby zle wplywaja na mnie samą i staram sie normalnie ich unikac. wiem, ze ze wzgledu na mojego meza bedziemy w jakims tam kontakcie, ale nie rozumiem dlaczego wszystko na juz i na sile. ja potrzebuje czasu.

      ps. e.logan - moja swinka morska jest chyba troche bardziej wychowana, bo takiego focha w swieta nie strzeliła.

      • nutka07 Re: sama w swieta... pierwszy raz 17.04.09, 14:53
        Ehh to przyjaznienie. Moja tesciowa tez na poczatku mi mowila jak ona by chciala
        sie przyjaznic i ze mna szczerze rozmawiac bo nigdy nie miala siostry ani corki.
        Zebysmy sie sobie zwierzaly.
        Niektorzy nie rozumieja, ze nie kazdy z kazdym moze zyc blisko i na stopie
        przyjacielskiej. Niestety nie wystarczaja normalne stosunki tylko caly czas chca
        wiecej i wiecej, taki bluszcz.
      • yenna_m Re: sama w swieta... pierwszy raz 17.04.09, 21:53
        nie mujsisz zaprzyjazniac sie z tesciowa
        malo tego - nie musisz jej lubic

        powinnas ja szanowac, a prznajmniej probowac nauczyc sie panowac nad emocjami

        i nic na sile - jesli wiesz, ze tesciowej nie lubisz - nie prowokuj dluzszych
        kontaktow wbrew sobie; po prostu spotykajcie sie w taki sposob, zeby nie miec
        stresa, ze musisz ja znosic dluzej niz 3-5 godzin

        wtedy, mysle, dasz rade polubic tesciowa (za pare lat) wink

        ale szanowac ja musisz

        i jesli juz zapraszasz - musisz cwiczyc techniki relaksacyjne i nauczyc sie
        odpuszczac

        czasami swiety spokoj jest cenniejszy nizmanifestowanie, ze potrafisz postawic
        na swoim

        no przeciez sama wiesz, ze jesli zechcesz, to potrafisz postawic na swoim wink

        cwicz olewanie

        i, jesli wizyty sa dla Ciebie stresujace - ogranicz je na jakis czas.
        • czar_bajry Re: sama w swieta... pierwszy raz 18.04.09, 15:48
          teściowa to też rodzina/niestetysmile/ i jeżeli ją zaprosiliscie to
          pomimo tego iż działała na nerwy powinniście z mężem jakoś wytrzymać
          a tu wychodzi że każda z pań okopała się na zajętej pozycji i ani
          myślała choć trochę ustapić, w tym że Twój mąż odwiózł ja do domu
          nie widzę nic złego w końcu to jego matka, wolałabyś aby wykopał ją
          na ulicę.
          Jesteś w ciaży i niekture bzdety urastają do rangi tragedii, czas
          ureguluje wasze stosunki na razie chcesz pokazać że jesteś
          ważniejsza a to nie o to w tym wszystkim przecież chodzi.
    • sir.vimes Moment, jedno pytanie 17.04.09, 23:06
      "zjadam kielbase, jajko... ona w miedzyczasie przeglada nasza-klasę! w trakcie
      sniadania wielkanocnego! tylem do nas odwrocona. mowie, zeby dolaczyla do nas,
      bo jest sniadanie itd."

      zaczęliście jeść bez niej?
      • misiabela20 Re: Moment, jedno pytanie 18.04.09, 15:26
        nie, nie zaczelismy jesc bez niej. usiadla sobie do kompa, przegladala nk i jednoczesnie jadła. zaprosiłam do stołu (grzecznie).
        • myelegans Re: Moment, jedno pytanie 18.04.09, 16:28
          Ot i klase pokazala. Tesciowka z tych co sie nadymac lubia.
          Na drugi raz powiedz, zeby sie z wnukiem pobawila jak ty bedziesz
          sniadanie wielkanocne przygotowywac.
          Moja tesciowa zawsze pyta czy moze w czyms pomoc i juz od 4 lat
          mowie to samo "zajmij sie w tym czasie wnukiem" co robi z
          przyjemnoscia. Zreszta ona tak formalnie pyta, bo zajec domowych nie
          lubi. Czasami w porywie zdarza jej sie pralke wlaczyc, pranie
          przerzucic do suszarki, a pozniej poskladac, ale ja nauczylam, ze
          jak chce to syna i wnuka tak, moje nie, ja piore. Focha nigdy nie
          bylo, znaczy nieporozumienia byly, ale nie o pierdoly.
          Wiecej asertywnosci, wyznacz granice od poczatku, grzecznie, ale
          stanowczo.
    • ada828 Re: sama w swieta... pierwszy raz 18.04.09, 22:05
      Jaka jesteś wspaniała, ze nie korzystasz z komputera w czasie śniadania
      Wielkanocnego. Kocmołuchy i buraki jedne tylko tak potrafią!!! Precz z nimi, a
      jeśli nie, ja jestem w ciąży !!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka