misiabela20
12.04.09, 13:25
jestem meżatką od pol roku. chcialam sprawic mezowi przyjemnosc i zaprosilismy moja tesciowa na swieta do siebie. przyjechala w piatek popoludniu - było ok. w sobote rano po sniadaniu zaczela sprzatac kuchnie, wiec poprosilam, zeby tego nie robila (nie lubie jak ktos to robi, uklada nie po mojemu itd.), a co gorsza zaczela zamiatac brudną miotłą podlogę (tego nienawidze jeszcze bardziej, bo tylko sie przy tym kurzy), wiec tym bardziej poprosilam, zeby tego robila. wole wyciagnac odkurzacz i szybko wszystko wciagnac niż zamiatac. obrazila sie na mnie i stwierdzila, ze jedzie do domu. maz jakos ja udobruchał, została.
dzisiaj rano podczas sniadania napieta atmosfera. probuje to jakos wytrzymac... zjadam kielbase, jajko... ona w miedzyczasie przeglada nasza-klasę! w trakcie sniadania wielkanocnego! tylem do nas odwrocona. mowie, zeby dolaczyla do nas, bo jest sniadanie itd. ona z dąsem na twarzy do mnie: czy ty uwazasz, ze ja jestem tutaj niepotrzebna, dlaczego ze mna nie rozmawiasz? stwierdziłam, ze nie chce sie denerwowac i wyszlam, aby ochlonac.
staram sie nie reagować na jej zaczepki, tym bardziej, ze jestem w ciazy... wywiazała sie z tego klotnia... ona stwierdza, ze wyjezdza. maz nie wie co ma zrobic.. jest pomiedzy mama a ciezarna zona... stwierdza, ze odwiezie ja do domu - raptem 300 km w jedna strone... jak chce to moge jechac z nimi - mowie, ze nie mam ochoty spedzac z nia juz czasu i niech jedzie...
zrezygnowalam ze swiat z moja rodzina na rzecz swiat z tesciowa, aby mąż wiedział, ze moge isc na kompromis itd. chcialam dobrze, wyszło źle... jestem sama w domu, siedze i rycze... pierwszy raz jest mi tak źle... jestem sama w obcym miescie - moi rodzice mieszkaja 250 km ode mnie, nie wiem co mam robic...
czy ja musze ją lubić i kochać tylko dlatego, ze jest matka mojego męża?