Dodaj do ulubionych

Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy?

    • d.o.s.i.a Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 12:11
      Teraz to matka ma zrezygnowac z pracy bo mniej zarabia. Za dwa lata,
      po macierzynskim, nie bedzie mogla znalezc pracy, wiec zostanie w
      domu z drugim dzieckiem - przeciez nie pracuje, a jakby nawet poszla
      do pracy to... bedzie mniej zarabiac. A za dwa lata znowu to ona
      zostanie w domu, bo dzieci choruja, a ona... przeciez nie zarabia. I
      tak w kolko macieju. Na koniec maz ja zostawi z dwojka dzieci, bez
      alimentow, bez zawodu i ot... zwyczajna kariera matki-Polki. Placz i
      zgrzytanie zebow.

      Uprzejmie przypominam, ze gdy dziecko jest chore takze OJCIEC moze
      wziac chorobowe na dziecko i z nim siedziec w domu.

      Swoja droga, zastanawiajace jest jak to sie dzieje, ze w 99%
      przypadkow takich jak opisany okazuje sie, ze to jednak matka mniej
      zarabia od ojca. Moze mi ktos to wytlumaczyc?
      • titta Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 12:19
        Bo zarabiajace wiecej matki (przeklada sie chyba tez na
        inteligencje) nie posylaja dzieci na sile do zlobka?
        Czemu @bez alimentow@? Ciekawe, ze oczekuje sie od facetow, ze
        zostana| zajma sie dziecmi, a z odpowiedzialnosci za rodzine jako
        calosc sie ich zwalnia?
        • d.o.s.i.a Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 12:22
          > Bo zarabiajace wiecej matki (przeklada sie chyba tez na
          > inteligencje) nie posylaja dzieci na sile do zlobka?

          Tylko co robia? Jesli nie stac ich na opiekunke?

          > Czemu @bez alimentow@? Ciekawe, ze oczekuje sie od facetow, ze
          > zostana| zajma sie dziecmi, a z odpowiedzialnosci za rodzine jako
          > calosc sie ich zwalnia?

          Zycia nie znasz? Mozna miec wieeelkie oczekiwania w stosunku do
          faceta. Nie znaczy to, ze nie odejdzie pewnego dnia z kochanka, nie
          zostawi dzieci i nie zacznie ukrywac dochodow przed alimentami.
          Gdzies tu na gazecie jest cale forum dla takich matek... Poczytaj.
          • titta Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 12:32
            Poza oczekiwaniami mozna miec tez konkretne wymagania. I je
            egzekwowac. Tymczasem wiele kobiet predzej samodzielne przejmie
            wselkie role niz uzna, ze jasnie pan tez ponosi odpowiedzialnosc.
            • d.o.s.i.a Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 12:41
              > Poza oczekiwaniami mozna miec tez konkretne wymagania. I je
              > egzekwowac.

              Historia zna wiele przypadkow kobiet probujacych wyegzekwowac marne
              alimenty.

              Tymczasem wiele kobiet predzej samodzielne przejmie
              > wselkie role niz uzna, ze jasnie pan tez ponosi odpowiedzialnosc.

              Pieknie i szumnie napisalas. Ale przeczysz sama sobie, bo
              jednoczesnie w opisanej sytuacji oczekujesz, ze jak dziecko chore to
              matka wlasnie ma samodzielnie przejac role opiekunki, nie ogladajac
              sie na ojca.
              • titta Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 00:30
                Moze oczekuje, ze kobieta powinna miec ,mozliwosc podjecia roli
                opiekunki, a obowiazkiem mezczyzny w takiej sytuacji bylo by jej te
                role umozliwic?
                (Lacznie z zapewnieniem na dlusza mete zabespieczenia w przypadku
                swojej choroby lub smierci).
                • titta Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 00:39
                  dluzsza
                  Ogolnie zgadzam sie ze kobiety powinny pracowac. Jednak nie kosztem
                  rodziny jesli taka mozliwosc istnieje. Nie podoba mi sie
                  presja "wyzwalania" na sile.
        • madziamamula Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 12:32
          co rozumiesz pod pojęciem 'zarabiająca więcej matka' i w jaki
          sposób 'przekłada się to na inteligencję'?
          • titta Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 00:33
            Moze nie matka, a kobieta. Tak sie jakos sklada, ze w moim otoczeniu
            (bynajmniej nie uwazam tego za regule, a jedynie za przyklad)
            kobiety zarabiaja podobnie lub wiecej od partnerow - majac podobne,
            lub "lepsze" wyksztalcenie (np. ona lekarz, on mechanik).
      • kali_pso Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 13:29


        > Swoja droga, zastanawiajace jest jak to sie dzieje, ze w 99%
        > przypadkow takich jak opisany okazuje sie, ze to jednak matka
        mniej
        > zarabia od ojca. Moze mi ktos to wytlumaczyc?


        To chyba nie chodzi o "matkę" i "ojca" tylko o to, że to kobiety
        generalnie zarabiają mniej niż faceci i ich pozostanie z dzieckiem
        jest dla rodziny bardziej opłacalne finansowo.



        "Nihilizm to poza, a nie doktryna. Proszę spróbowac postawic
        świeczkę pod jądrami nihilisty, a przekona się pan, jak prędko
        zobaczy światło egzystencji"

        Andreas Corelli
    • ofiara_przemian A co cię to obchodzi? 07.05.09, 13:08
      Rozumiem, że jesteś jedną z tych "dobrych cioć", co nie może znieść,
      że ktoż działa nie po jej myśli. Nie twoja sprawa, co robi matka,
      ojciec, że dziecko chodzi do żłobka, a w sytuacjach nagłych opiekują
      się nim Ukrainki. Odpieprz się od tej rodziny i nie swoich spraw,
      czy chciałabyś, żeby ktoś wciskał swoje trzy grosze w twoje sprawy,
      wchodził z butami w twoje życie? A może jesteś jedną z tych starych,
      zdziwaczałych panien, bezdzietnych, bez faceta i z nudów obserwujesz
      czyjesz życie, bo nie masz własnego? Kup sobie kota albo psa, zapisz
      się na jakiś kurs, zajmij się swoją pracą, a nie ludźmi, z którymi
      niewiele masz wspólnego.
      • nisar Ofiaro-przemian 07.05.09, 13:21
        umarłam smile))

        Zwłaszcza czytając opis mojej domniemanej sytuacji życiowej smile))

        Co jak co, ale na nudę to ja nie narzekam. Może dlatego, że nie mam
        kiedy?
        • ofiara_przemian Jesteż upierdliwa i wścibska 07.05.09, 16:22
          Widać, że bardzo się nudzisz, jak jakaś stara panna, która nie ma
          własnych zmartwień. Proponuję zająć się szydełkowaniem, lepieniem z
          plasteliny albo zrobić sobie dziecko - pierwsze lub kolejne, jeśli
          już masz. Wścibstwo i życie problemami innych to brzydkie
          drobnomieszczańsko-prowincjonalne cechy.
      • atina44 Re: A co cię to obchodzi? 09.05.09, 13:54
        Takie odpowiedzi to absolutny skandal.Kiedy ktos bije dziecko, kiedy
        ktoś maltretuje wszyscy widzą i nie reagują poki czas, bo to właśnie
        nie wtykanie nosa w cudze sprawy
        .Kiedy gwałcą dziecko też nie moja , to nie moje dziecko.Po co
        pózniej wszyscy winią sąsiadów, rodzinę ,że nie reagowali??? na
        krzywdę.Przecież kup sobie psa, kota i zamknij pysk nie wcinaj
        się .To jest taka bezpieczna postawa -zupełne zero dla mnie .
    • madziaq Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 13:10
      Jak to co wtedy? Nic - to nie Twoje dziecko przecież. Jeśli Ty chcesz się swoim
      dzieckiem opiekować sama i siedzieć w domu to fajnie. A znajoma chce pracować,
      może nie dla kasy tylko dlatego, że lubi swoją pracę i faktycznie źle by się
      czuła non stop w domu. I Tobie nic do tego. Dziecko raczej od tego nie umrze, a
      jak pójdzie do przedszkola, będzie już uodpornione i będzie chorowało mniej niż
      jego rówieśnicy, którzy nie chodzili do żłobka
    • wiu Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 13:12
      Wątek rozwinął się w dyskusję nt. tego czy posyłac dziecko do żłobka
      czy nie.

      Przy takiej decyzji trzeba wziąść pod uwagę to, czy:

      - dziecko jest gotowe na żłobek (reakcja na obcych, sposób żywienia,
      stan zdrowia),

      - jaki jest ten żłobek (bywają naprawdę świetne, bywają
      beznadziejne),

      - jakie stosunki panują w tej rodzinie tzn., czy juz "teraz"
      wiadomo, że matka kiedyś może potrzebować owej "dochodowości",
      chodzi o zaufanie i odpowiedzialność Pana Małżonka,

      - jakimi ludźmi są rodzice, tzn. jak mąz będzie odnosił się do
      żony "domowej" i jak żona będzie się w tym domu odnajdować,

      - czy matka będzie mogła po macierzyńskim+wychowawczym
      odzyskać "dochodowość",

      - czy któreś z rodziców jest gotowe brac L4 "na dziecko" w razie
      jego choroby,

      I może w końcu przyjmijmy, że nic na tym świecie nie jest czarno-
      białe i automatyczne, tzn. dziecko wcale nie musi chorować w żłobku
      podczas gdy w domu było by zdrowe, żłobki mają też swoje zalety
      (edukacyjne, socjalizacyjne itd.)...a w drugą stronę: są ludzie, w
      których przypadku ukłąd "żona domowa przy dziecku, mąż utrzymuje
      rodzinę" naprawde sprawdza się świetnie...

      Wracając do postu początkowego - nie znamy wszystkich szczegółów,
      nie jesteśmy wszechwiedzący i nie posiadamy Boskiej niemalże
      mądrości by osądzić, co jest dla tej rodziny najlepsze...

      Co mozna zauważyć na tym forum i wielu innych - baardzo łatwo jest
      osądzać innych w celu poprawienia sobie samooceny.

      Jestem bardzo ciekawa, jakie naprawdę są pobudki autorki postu
      początkowego.
      • nisar Wiu, zaspokoję Twoją ciekawość. 07.05.09, 13:23
        Pobudki są dokładnie takie same, jak wszystkich tu piszących:
        natykam się na sytuację, co do której mam mieszane uczucia, więc się
        nią tu dzielę ciekawa opinii innych osób.

        Hm, myślałam, że użytkownikom forów jest to raczej jasne...
    • tangerka a dlaczego ty się w to wtrącasz? 07.05.09, 13:32
      i od razu serwujesz prostą receptę - kobieta do garów i dzieciaka,
      bo przecież nie wolno jej tak beztrosko pracować i mieć odrobinę
      osobistej wolności skoro ma dziecko i to dziecko jeszcze choruje!
      Jest oczywiście fatalną matką, nie realizuje wizji upadającej na
      twarz od poświęceń matki - polki, więc huzia na nią!
      A tymczasem mało wiesz o ich życiu i sytuacji, skąd wiesz czy
      finansowo im się rzeczywiście tak świetnie powodzi, własna firma nie
      przesądza jeszcze o zamożności, może nie mają na opiekunkę i praca
      tej kobiety jest im finansowo potrzebna? Skąd wiesz, że dziecko
      choruje dlatego, że chodzi do żłobka? Może wogóle jest chorowite,
      może cierpi na coś przewlekłego i chorowałoby i tak? Wreszcie -
      każde dziecko w żłobku czy przedszkolu przechodzi taki etapt
      wzmożonych zachorowań, potem się uodparnia i wzmacnia i normalnie
      funkcjonuje, należy cierpliwie przeczekać ten etap, tak właśnie
      doradzają lekarze, i może to dziecko przechodzi coś takiego i za
      kilka tygodni sytuacja się unormuje? Naprawdę, irytująca i naganna
      jest twoje potępienie dla kobiety, która pewnie realizuje inny model
      życia niż ty, może nawet jej zazdrościsz, więc od razu wypisujesz o
      niej niesmaczne posty, wstydź się!
      • kali_pso Re: a dlaczego ty się w to wtrącasz? 07.05.09, 13:35
        Naprawdę, irytująca i naganna
        jest twoje potępienie dla kobiety



        Naprawdę irytujące i naganne złotko, to jest nadinterpretowanie
        wypowiedzi innych ludzi i folgowanie swojej wybujałej wyobraźniwink
        Co jedna to lepsza wróżbitka....


        może nawet jej zazdrościsz


        Ooooo.....tego chwytliwego "argumentu" chyba jeszcze tutaj nie byłowink
        P
      • alexandra74 Re: a dlaczego ty się w to wtrącasz? 07.05.09, 13:38
        pieprzysz tangerka, pdobnie jak ofiara_losu, że aż ziemniaki w
        piwnicy gniją. A kto tutaj potępia i do garów zagania?

        Chyba naprawdę pojęcia nie macie co to znaczy chorujące i
        faszerowane antybiotykami dziecko i jak to sie odbija na jego
        zdrowiu. Chorowite bardziej czy mniej, żłobek mu w tym na pewno nie
        pomoże.

        Autorka wyraźnie podkresliła sytuację materialna rodziny, nie
        rozumiem skąd ten atak. I te uwagi w stylu: co cię to obchodzi?
        Gdyby nikogo z nas nic nie obchodziło wszelkie fora dyskusyjne nie
        miałyby prawa bytu.
        • kali_pso Re: a dlaczego ty się w to wtrącasz? 07.05.09, 13:42
          > Autorka wyraźnie podkresliła sytuację materialna rodziny, nie
          > rozumiem skąd ten atak



          A tam, co autorka może wiedzieć, na pewno się myli, niedowidzi
          pewnie albo zwyczajnie zazdrości tamtej pani- tylko ciekawe czego,
          bo ja jakoś powodów do zazdrości nie dostrzegam.
          • memphis90 Re: a dlaczego ty się w to wtrącasz? 09.05.09, 11:47
            > A tam, co autorka może wiedzieć, na pewno się myli,
            No ale SKĄD może wiedzieć, czy stać ich na nianię na stałe czy nie?
            Skąd może wiedzieć, ile mają kasy na plusie każdego miesiąca? Bo tak
            to wygląda na zewnątrz?
        • tangerka "pieprzysz" - rzeczowy argument w dyskusji! 07.05.09, 13:51
          dyskutować można do woli tylko po co? Po co analizować czyjąś
          sytuację życiową, skoro nie ma się na nią wpływu, nie ma się
          wszystkich danych o tej sytuacji, a nasza ocena jest tylko naszą
          oceną i oceniani mają prawo mieć ją w dupie i będą mieli w tym
          rację? ten post to poprostu zwykłe plotkarstwo i chęć przyłożenia
          jakiejś koleżance za to, że ma pracę i męża z firmą, więc trzeba jej
          przysr..., że jest fatalną matką zaniedbującą swoje dziecko, ale
          złośliwa satysfakcja, że jej dzieciak choruje i co za krowa - nie
          rzuci pracy dla dziecka, skandal, z ambony taką napiętnować! Taka
          właśnie jest postawa założycielki wątku, widać wyrażnie jej
          intencje, bo skoro ona by tak zrobiła, to kobieta która tego nie
          robi jest dziwna i pokręcona i jeszcze biedne dziecko na tym cierpi!
          Nawet jeżeli ma rację, to jest tylko jej własna racja i matka tego
          dziecko ma pełne prawo kierować się inną racją, a fakt że nie jest
          matką - kwoką w moim pojęciu przemawia na jej korzyść, da szansę
          swojemu dziecku na normalny rozwój wśród rówieśników zamiast trzymać
          go w domu, wkładać do liceum barchanowe gacie i serwować dokładkę
          kotleta.
          • alexandra74 Re: "pieprzysz" - rzeczowy argument w dyskusji! 07.05.09, 14:27
            oceniamy innych własnymi kategoriami?
          • szyszunia11 o maaaaaatko:):):) 09.05.09, 21:26
            > dziecko ma pełne prawo kierować się inną racją, a fakt że nie jest
            > matką - kwoką w moim pojęciu przemawia na jej korzyść, da szansę
            > swojemu dziecku na normalny rozwój wśród rówieśników zamiast trzymać
            > go w domu, wkładać do liceum barchanowe gacie i serwować dokładkę
            > kotleta.


            ależ się usmiałam setnie - dzieki tangerkabig_grin
            ten słowotok pod koniec nabrał cech rasowej literatury pisanej pod natchnieniembig_grin
            nawiasem mówiąc moja mama nie pracowała kiedy byłam dzieckiem, ale barchanowych gaci w liceum mi poskąpiła, a na dokładke kotleta nie zawsze mogłam liczyć - nie zawsze obroniła przed żarłocznym braciszkiem....
      • epistilbit Re: a dlaczego ty się w to wtrącasz? 07.05.09, 13:44
        Jak dobrze, że teraz na maturze wymagają czytania ze zrozumieniem.

        Nikt nie zagania opisanej kobity do garnków
        nikt nie namawia do rezygnacji z pracy
        pytanie brzmi
        skoro dziecu nie służy pobyt w żłobku
        to czemu do jasnej anielki
        rodzice nie rozważą innej opcji
        np NIANIA

        i czy

        tak częste choroby nie pozostaną bez wpływu na psychikę dziecka
      • nisar Tangerka, zwracam delikatnie uwagę, 07.05.09, 13:44
        że moją cichą sugestią nie było oderwanie matki od pracy, tylko
        zatrudnienie jednej niani, z którą dziecko mogłoby jeszcze pobyć w
        domu (tak jak było to przed posłaniem go do żłobka).
        Finansowo to oni na obecnym rozwiązaniu są raczej do tyłu: za
        prywatny żłobek płaci się sporo, niezależnie czy dziecko chodzi cały
        miesiąc czy kilka dni, dodatkowo płacą Ukrainkom, które są z
        dzieckiem w domu. Nie rozumiem, niestety.
        • tangerka Re: Tangerka, zwracam delikatnie uwagę, 07.05.09, 13:59
          widocznie dla nich takie rozwiązanie jest z jakichś powodów
          korzystne, chociażby dlatego że w żłobku dziecko szybciej i inaczej
          się rozwija, zyskuje umiejętności społeczne, ma stały kontakt z
          dziećmi w jego wieku, z różnymi ludźmi a nie tylko z jedną stale tą
          samą osobą, tam ma szansę się wzmocnieć i uodpornić po okresie
          wzmożonej zachorowalności, wreszcie w żłobkach pracują
          profesjonaliści,którzy wybrali też pracę, biorą za dzieci
          odpowiedzialność, zdrowie dzieci monitoruje lekarz i pielęgniarka,
          natomiast niania to najczęściej prosta kobieta, która nie może
          znaleźć innej pracy, najczęściej obca i wcale nie zachwycona że musi
          siedzieć z jakimś dzieckiem i podcierać mu tyłek, więc ilość złych
          niań znacznie przewyższa ilość dobrych i pożądanych, więc
          znalezienie tej ostatniej trochę trwa i nie zawsze ma się szczęście -
          mówię to z własnych doświadczeń. Czy nie wystarczy argumentów żeby
          przestać analizować problem pt: "dlaczego żłobek a nie stała niania"?
          • atina44 Re: Tangerka, zwracam delikatnie uwagę, 09.05.09, 14:04
            i zanim znajdzie się dobra nianię to właśnie trwa i to dziecko
            zostaje z przypadkowymi kobietami i zbiera owoce tego zostawania, bo
            mama testuje nianie -w końcu jakaś może się znajdzie.Bo mama ma
            ambicje i nie lubi być zajeta tylko własnym ukochanym dzieckiem.Choc
            przeciez jest dla niej najważniejsze.
            • monkamaj Re: Tangerka, zwracam delikatnie uwagę, 09.05.09, 21:11
              z punktu widzenia psychologii rozwojowej temu dziecku dzieje się wielka
              krzywda
              , ponieważ nie ma w nikim oparcia, nie wie gdzie może na stałe
              ulokować swoje uczucia, gdyż opiekunowie szybko się zmieniają, obawia się
              przywiązywać do ludzi, skoro tak szybko odchodzą i przychodzą nowi, to dziecko
              jest bardzo samotne i kiedyś to się uwidoczni tym, że nie będzie umiało
              nawiązywać kontaktów interpersonalnych,
              dziecko jako obiekt zainteresowania istnieje stosunkowo krótko, wcześniej nikt
              się nie zastanawiał nad jego rozwojem, miało szybko pracować i pomagać w
              rodzinie (przed XIX w.), od niedawna (w kontekscie historycznym) dzieckiem
              zajmują się nauki pedagogiczne, psychologiczne i wiemy, że dla rozwoju dziecka
              kluczowe są pierwsze lata życia, tylko co z tej wiedzy skoro większośc ludzi
              decyduje się w pierwszych miesiącach na żłobek?
        • kyyriad dlaczego myślisz, że niania to taki świetny pomysł 07.05.09, 14:25
          ja mam wyłacznie negatywne doświadczenia z nianiami, profesjonalna,
          przygotowana do zawodu i chętna aby go wykonywać na stałe niania to
          rzadkość i jest bardzo kosztowna, a inne opcje to jakieś
          niewydarzone studentki gadające przez komórkę i oglądające seriale
          podczas gdy dziecko jest zasmarkane i zasrane po pachy, emerytki
          dorabiające do niskiej emerytury i nieszczęśliwe z tego powodu,
          wcale nie zainetresowane dobrą, rozwijającą opieką, względnie
          właśnie emigrantki ze wschodu, które nauczą dziecko kaleczyć język
          polski, też bez żadnej gwarancji właściwej opieki. Natomiast zlobek
          ma wiele zalet poza jednym mankamentem chorobowym, który jednak z
          czasem mija, np. szybszy rozwój, wychowanie społeczne wśród dzieci w
          tym samym wieku, nauka dyscypliny itp.
    • quistista Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 14:09
      Jestem zdania, że szczęśliwe mamy mają szczęśliwe dzieci. Jeśli ta kobieta
      byłaby nieszczęśliwa w domu to myślę, że dla dziecka nie byłoby to najlepsze
      wyjście. Nie rozumiem jednak dlaczego nie wezmą stałej niani.
      Pozdrawiam,

      Ewa

      ---------
      www.travelliada.pl
      • tomeksa Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 14:21
        A może po prostu wziecie stałej niani kosztowałoby ich wiecej niz przypadkowych, gdy dziecko chore.Moze liczą, że za ten czas co jest w żlobku nie muszą płacić na nianię?
      • titta Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 01:02
        Raczej na odwrot: nieszczesliwe mamy, maja nieszczesliwe dzieci.
        Dosc latwo sobie wyobrazic, "szczesliwa", spelniajaca sie kobiete,
        ktorej dzieckiem zajmuja sie po prostu inni ludzie albo jest
        pozostawione samo sobie.
    • panlevi Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 14:23
      Kobiety to jednak podła rasa. Czy widzieliście kiedyś, aby facet krytykował
      drugiego, bo ten pracuje chcąc zapewnić byt rodzinie?
      Wyobraź sobie kobieto, że nawet jeśli mąż ma dobrą pracę to nie wiadomo, czy np.
      nie wpadnie jutro pod pociąg. I wtedy co? Żebrać? Nawet jeśli zarabia mało, to
      ZARABIA. Poza tym może awansować i zarabiać więcej. Szczególnie w czasie kryzysu
      bardzo ważna jest praca obojga rodziców.

      Dalej kwestia opiekunka-żłobek. Twoim zdaniem opiekunka to jest takie super
      wyjście? Jak widzę wydaje ci się, że nie robią tego ze skompstwa? Kompromitujesz
      się tutaj.

      Wiedz, że prywatny żłobek jest droższy niż opiekunka. Dlaczego więc ludzie je
      wybierają? Powiem po sobie, bo mam 2 córy w złobku:
      - dzieci w złobku rozwijają się dużo szybciej
      - dzieci w żłobku ktoś wychowuje sensownie, czego nie robi większość
      rozchisteryzowanych mamusiek - ostatnio właścicielka żłobka mi mówiła że poza
      nami wszyscy inni rodzice śpią z dziećmi, i wszystkie dzieci trzeba było uczyć
      zasypiania samemu. Pytanie czemu jest w stanie neuczyć tego żłobek w
      tydzień-dwa, a nie są rodzice?
      - dzieci w żłobku dostają sensowne jedzenie - nie ma opcji że mama da mu colę
      "bo lubi" albo tylko owoce "bo musi coś jeść biedactwo a nie chce kaszki"
      - dzieci w żłobku uczą się zachowania w grupie - są bardziej śmiałe, aktywne,
      lepiej sobie radzą w późniejszej edukacji
      - dzieci w żłobku uczą się doceniać zabawę z rodzicem - jak starsza córka nie
      chodział do żlobka to gdy wracałem z pracy chciała na plac zabaw do dzieci.
      Teraz chce się bawić z tatą, bo z dziećmi się bawi cały dzień. Dla mnie bosko!
      - matki, co pokazują WSZYSTKIE BADANIA, są szczęśliwsze, czują się bardziej
      zaanagażowane społecznie, są pewniejsze siebie i efektywniej spędzają czas z
      dziećmi.

      Wracając do chorowania - jeśli choruje tam bardzo, to raczej jest problem jego
      odporności, niż żłobka. Jeśli tak, tym bardziej powinno tą odporność nabywać.
      Lepiej aby chorowało całą pierwszą klasa podstawówki? Każdy lekarz powie ci, że
      nie. Większość chorób lepiej przechodzić jak sie jest małym.

      Swoją drogą - ciekawe czy sama masz dzieci? Coś czuję że nie.
      • titta Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 01:22
        Poza samodzielnyoscia sa jeszcze wiezi emocjonalne. Dziecko
        szczegolnie takie male powinno miec przede wszystkim zapewniona
        potrzebe bespieczenstwa (a nie koniecznie byc "samodzielne" vide nie
        byc klopotliwe). Nie kazde dziecko uczy sie w zlobku zachowania w
        grupie. Czesc z nich jeszcze do tego nie doroslo. Kolezanka, pedagog
        zajmujaca sie namlodszymi grupami w zlobku mowi ze serce jej sie
        kraje jak rodzice przyprowadzaja codziennie splakane maluszki, ktory
        przez caly dzien potem jest spiete i placza o byle co (chodza
        wtulone w ciocie, w wydaniu z mojego dziecinstwa - tkwia samotnie po
        kontach), i tak miesiacami. Takich dzieci jest zawsze kilkoro. Nie
        zawsze zlobek jest najlepszym rozwiazaniem.
        Poza tym dzieci majace zapewniona osobista uwage bliskiej doroslej
        osoby w najmlodszych latach maja bogadsze slownictwo. Sa zdrowsze,
        pewniejsze siebie. Bardziej empatyczne. Starsze dzieci lepiej
        aklimatyzuja sie w grupie, no i maja silniejszy uklad odpornosciowy.
        Ja rozumiem, ze dla niektorych zlobek to jedyna mozliwosc. Ale w
        niektorych przypadkach naprawde powinien byc ostatecznoscia.
        • panlevi Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 11:25
          > Poza tym dzieci majace zapewniona osobista uwage bliskiej doroslej
          > osoby w najmlodszych latach maja bogadsze slownictwo.

          To zależy. Zauważ że rozważamy tu opcję nania vs żłobek. Wszystko zależy więc od
          niani. Są takie co są super, i takie co nie. Żlobek gwarantuje pewien standard,
          a naiania to ruletka.

          >Sa zdrowsze,

          Oczywiście nie. W końcu idą do przedszkola albo szkoły i zaczyna się dramat.

          >Starsze dzieci lepiej aklimatyzuja sie w grupie

          To już jest szczyt!!! Im później dziecko zacznie aklimatyzację w grupie, tym
          gorzej dla niego. W szkołaj największe problemy mają dzieci "wypieszczone w
          domu", które nie chodziły do przedszkola czy żłobka

          >no i maja silniejszy uklad odpornosciowy.

          Układ odpornościowy uodprarnai się dzięki zarazkom. Układ dziecka, kóre miało
          mało kontaktów z równieśnikami, jest z reguły słabszy.

          To nie jest tak że żłobek to jedyna możliwość. Żłobek to NAJLEPSZA możliwość
          jeśli matka chce pracować. Jeśli jednak nie chce, to powinna jak najwięcej
          chodzić z dzieckiem na różne zajęcia. Nie izolować go w domu. Wtedy jednak nagle
          się okazuje, że kasa jest ważniejsza niż dziecko, bo 2-4 godz zajęć dziennie
          kosztują tyle co niania czy żłobek, a matka nie zarabia.
      • izabelar0 Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 09.05.09, 18:04
        zgadzam sie z PANLEVI w 100%!!!
        mam dwoje dzieci, jedno ma 12 lat, a drugie 2 latka...syn przez
        pierwsze lata byl praktycznie zawsze pod moja opieka, corka (z
        powodu pracy) juz od poltora roku chodzi do zlobka.
        Wlasnie w zlobku nauczyla sie wiecej przez ten czas, niz moj syn ze
        mna (wstyd przyznac, ale taka jest prawda):
        dyscyplina, posilki spozywane bez oporow (i z apetytem), relacje z
        dziecmi i doroslymi, samodzielnosc
        Uwierzcie mi - nie jest to takie tragiczne rozwiazanie...
    • sir.vimes Jestem zdziwiona 07.05.09, 14:24
      ilością wypowiedzi pod wspólnym hasłem "a co cię to obchodzi?".

      Jasne, nikogo niech nic nie obchodzi, jak znajomy naparza żonę po twarzy też
      zapewne nie powinno obchodzić. Przestaję się dziwić, ze ludzie latami słuchają
      wrzasków bitych dzieci a potem dziwią się do kamery.

      Zauważać, ze coś u znajomych szwankuje i rozważać to sobie - źle, doradzać rolę
      mediatora miedzy własną matką i bratem (też wątek na pierwszej stronie, Lila
      doradzająca mediację i rozmowę ogólnie potraktowana została jako coś zabawnego i
      z innego świata) - źle. W ogóle interesować się ludźmi jest bardzo brzydko i źle
      - nieważne, że to przyjaciele czy rodzina.

      Nisar, jasne, że masz prawo rozważać sytuację znajomych i pomóc im jeśli
      potrafisz. A rozmowa normalnych ludzi nie urazi - natomiast ciebie może
      uspokoić. To zrozumiałe, ze współczujesz temu dziecku.
    • alabama8 Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 14:25
      Ta głupia i samolubna matka powinna zostać w domu. Nie pracować, za
      rok dać sobie machnąć drugie dziecko, potem trzecie. Cały czas bez
      pracy, bez prawa do zasiłku. Potem po trzecim dziecku mąż znajdzie
      sobie młodszą, samoluna matka zostanie sama z trójką, bez prawa do
      zasiłku, bez prawa do emerytury czy renty.
      Jej świat POWINIEN się kręcić wokół pieluch, kup, mleczek i soczków.
      Głupia zamiast siedzieć w domu chodzi do słabopłatnej pracy. Pewnie
      nawet nie potrafi znaleźć wspólnego tematu z autorką wątku, która
      pewnikiem tylko o kupkach, soczkach i mleczkach nawijać potrafi.

      Ojciec dziecka bęcek nie dostanie bo ... dużo zarabia wię pracy nie
      rzuci.
      Autorka wątku bezmyślnie zupełnie szufladkuje kobiety jako te które
      z zasady zarabiają mniej i ich praca jest bezwartościowa, co innego
      ojciec rodziny - utrzymuje rodzinę, zarabia na żonę która się
      opierdziela i wypracowuje sobie kasę na waciki.
      Głupie podejście, sama sobie budujesz szklany sufit!
      • nisar No dobra, 07.05.09, 14:28
        czuję się pobitasmile

        Nie mam co pisać, że mam dwoje dzieci (w tym jedno
        dziesięciomiesięczne), że pracuję (głównie w domu, ale dwa razy w
        tygodniu jeżdżę do biura, a wtedy małym zajmuje się mąż), że
        zarabiam kilka średnich krajowych.

        Nikt mi nie uwierzy sad

        Idę się powiesić...
        • alexandra74 Re: No dobra, 07.05.09, 14:32
          a daj sobie siana, bo zaraz skoczą, że sie chwaliszwink
        • kyyriad faktycznie - nie wierzę 07.05.09, 14:41
          bo gdybyś faktycznie tak żyła, to rozumiałabyś swoją koleżankę i nie
          wypisywała takich głupot z pseudotroski, wiedziałabyś także jakie są
          minusy opiekunek do dzieci, bo pewnie sama byś z nich korzystała
          (mąż jest bezrobotny, że może zajmować się dziećmi podczas twojej
          nieobecności?) albo koleżanki z pracy, poza tym doceniałabyś raolę
          żłobka czy przedszkola w życiu dzieci i rozumiałabyś że to ważne,
          żeby mimo problemów miały kontakt z innymi dziecmi. Dlatego - nie
          wierzę zupełnie!
        • osa551 Re: No dobra, 07.05.09, 16:06
          nisar, ja mam dwoje dzieci i nie posyłam dziecka do żłobka, tylko przy naprawdę
          dużym koszcie zatrudniam na 3 lata opiekunkę, bo mijego dziecka w żłóbku sobie
          nie wyobrażam. dodatkowo przy starszej zatrudniałam jeszcze opiekunkę jak była w
          1 grupie przedszkola - bo wiedziałam że pewnie będzie chorowała ale nie zmienia
          to faktu, że:

          1. tamci ludzie zdecydowali się na żłobek - i to ich sprawa
          2. powinnaś zatytułować wątek - praca rodziców kosztem dziecka
        • izabelar0 Re: No dobra, 09.05.09, 18:12
          nisar napisała:

          > czuję się pobitasmile
          >
          > Nie mam co pisać, że mam dwoje dzieci (w tym jedno
          > dziesięciomiesięczne), że pracuję (głównie w domu, ale dwa razy w
          > tygodniu jeżdżę do biura, a wtedy małym zajmuje się mąż), że
          > zarabiam kilka średnich krajowych.
          >
          no wlasnie, to jest twoj przypadek, nie zawsze jest tak rozowo, nie
          wszyscy moga sobie pozwolic na prace w domu i jednoczesnie kilka
          średnich krajowych, wiec po co oceniasz innych
      • alexandra74 Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 14:30
        słowo daję, nie da się dzisiaj z bandą usamodzielnionych feministek
        dyskutować.
        • nisar Alexandra, off topic 07.05.09, 14:32
          umieram za każdym razem czytając Twoją sygnaturkę smile
          • alexandra74 Re: Alexandra, off topic 07.05.09, 14:52
            chyba zmienię, bo sie do niej prawie nigdy nie stosujębig_grin
        • sir.vimes Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 14:36
          Akurat jedyne choć raz zdeklarowane feministki wypowiadające się w tym wątku to
          ja i Kalipso (chyba się deklarowała kiedyś) więc chybiłaś.
          • alexandra74 Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 14:51
            nie muszą się deklarować, a piszą wg mnie głupoty jeżeli sytuacja
            wygląda dokładnie tak jak opisała Nisar.
            • sir.vimes Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 15:31
              Czyli nie rozumiesz czym jest feminizm.

              BTW - to feministki uznają pracę domową kobiet za równą pracy zarobkowej, nie
              strażniczki patriarchatu.

              Zanim się coś skrytykuje, użyje jako obelgi, warto dowiedzieć sie co to
              właściwie jest.
              • alexandra74 Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 17:01
                nie miałam na celu użyć tego jako obelgi. Po prostu nie kojarzy mi
                sie za dobrze. Ale skoro któraś za feministkę się uważa i jest to
                dla niego podwód do dumy - jej prawo.
        • agiatami spis feministek = nie opiekunek 07.05.09, 15:35
          ksiezna diana - podrozowala i balowala
          wiesniaczki od piasta do dzis - urodzily a potem w pole szly
          panny kuchenne po zbrzuszeniu przez pana - topily sie
          proletariuszki po 12godzinach pracy odpoczywaly razem z dziecmi bo te tez pracowaly
          szlachcianki - mamki,bony,guwernantki mialy a potem do szkoly albo na pensje
          kiedy to matka w domu sama z dzieckiem siedziala i mu za rozrywke sluzyla?
          na dzikim zachodzie w domku na prerii to i sama byla ale robote miala gospodarska i dzieci ROBILY tez.
          co to za aspoleczne wzorce rodem z ksiezyca "matka niewolnica" ?
        • kali_pso No proszę Cie.... 07.05.09, 15:39


          usamodzielnionych feministek



          Ja myślałam, że ich problemem jest wybujała fantazja a nie
          feministyczne zacięcie;0p
          To, co piszą te panie nie ma nic wspólnego z feminizmem- one
          zwyczajnie dopisały sobie to, czego w poście założycielskim nie było
          i pojechały standardem forumowym- jak coś komentujesz to pewnie
          dlatego, że zazdrościsz a w ogóle to jesteś wścibską babą, ot i
          tyle, bo nie należy niczego widzieć i słyszeć a jak się zobaczy i
          usłyszy, to nie należy o tym mówićwinkP
          • llollobrygida Re: No proszę Cie.... 08.05.09, 08:39
            kali_pso napisała:
            >
            > usamodzielnionych feministek
            >
            Ta samodzielność boli. I nieprzypadkowo Aleksandra ma taką
            sygnaturkę smile - zero rzeczowego argumentu, za to obrażanie
            feministek. Otrzymała za to pochwałę od założycielki wątku, wciąż
            umierającej kobiety idealnej.
    • troll_bagienny Ale magiel! 07.05.09, 16:24
      Do roboty babo, a nie wściubiać nos w nie swoje sprawy, bo ci się
      gary z obiadem przypalą.
    • kasia_kasia13 Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 18:12
      A prowadzenie firmy przez ojca nie odbywa sie kosztem dziecka?
      • kellss Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 19:01
        nie, bo tatus to chlop, a chlopu wolno.


        • titta Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 00:50
          Albo calkiem racjonalnie (ale to dzis nie modnie):
          nie, bo ta konkretna kobieta rodziny nie utrzyma. Przy odwrotnej
          sytuacji zarobkowej (ktora sie tez zdaza) nikt zdrowy na umysle nie
          oczekiwal by aby to obieta sie dzieckiem zajela, tylko ojciec.
    • liliankaa77 Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 19:31
      > Szkoda mi tego dziecka, nie ukrywam.
      A mi szkoda Ciebie, seksistowska Matko-Polko.
    • axio-mat Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 19:34
      rozumiem, ze szanowna Pani jest rowniez matka, w dodatku taka, ktora poswieca
      caly swoj czas dziecku, tak? proponuje, zeby Pani zajela sie wlasnym zyciem,
      zamiast wsadzac nosem w cudze sprawy. moze jeszcze Pani zlozy donos na ta
      wyrodna matke?
      tez chodzilem do zlobka, tez wciaz chorowalem, ale jakos przezylem i miewam sie
      swietnie. im szybciej dziecko odchoruje, tym lepiej. jak nie zrobi tego w
      zlobku, to bedzie chorowac w przedszkolu, albo szkole. a im wczesniej dziecko ma
      konktakt z innymi dziecmi, tym lepiej.
      • nisar Swoją drogą 07.05.09, 19:45
        naprawdę się nie spodziewałam, że na forum Matek będzie tyle osób,
        które nie widzą nic dziwnego w fakcie, że rodzice nie reagują na
        ciągłe choroby dziecka, mimo że bez większego problemu by mogli.

        W sumie co by nie mówić, jesteśmy odpowiedzialni za swoje dzieci.
        One są bezbronne i zdane tylko na nas. I dlatego niestety ich
        PODSTAWOWE potrzeby powinny być ważniejsze niż nasze widzimisię. A
        zabezpieczenie dziecku możliwości zdrowego wzrastania uważam za
        podstawowy obowiązek rodzica.

        Hm. A jak ktoś pisze, że dał klapsa to "larum grają" o krzywdzeniu
        dziecka.

        Więc ja jestem już kompletnym dziwolągiem: zdarzało mi się dać
        dziecku w tyłek, za to nigdy ciężko chorym dzieckiem nie opiekował
        się nikt dla niego obcy, nikt taki nie był też nigdy z moim
        dzieckiem na szczepieniu ani przedstawieniu w przedszkolu.

        Różnica w hierarchii wartości i tyle.
        • ratel Re: Swoją drogą 07.05.09, 21:45
          nisar,
          Nie dziwię się Tobie, że serce się kraje na to co widzisz. W ocenie
          większości zapewne jest to szkodliwe dla dziecka. Ale my nie wiemy
          wszystkiego, nie znamy motywacji ludzi i dlatego zaskakuje nas
          ogromnie np. samobójcza śmierć zwykle uśmiechniętego człowieka.
          Jeśli chcesz dowiedzieć się czym naprawdę kieruje sie Twoja
          koleżanka wystarczy po prostu ją wysłuchać bez oceniania i postarać
          się postawić w jej sytuacji. Ona sama może sobie nie uświadomiać
          dlaczego ucieka, dlaczego opuściła swoje dziecko emocjonalnie, co
          przeżywa, skąd ten bunt.
          Dlaczego tak surowo oceniasz matkę, a zdajesz się nie winić zupełnie
          ojca dziecka, bo przecież utrzymuje rodzinę? To nie jest
          wytłumaczenie, on tak samo jest odpowiedzialny za tę sytuację. Może
          to mąż wtłacza ją w rolę matki-polki, która ma poświęcić wszystko
          dla dziecka, karierę, swoje potrzeby, bo jest niewolnikiem
          tradycyjnego modelu polskiej rodziny? Ma kochać dziecko bo to jest
          jej obowiązkiem. W ten sposób można zabić każda miłość.
          Chcąc pomóc dziecku trzeba postarać się pomóc przede wszystkim ich
          rodzicom zrozumieć motywy swoich działań.
          To może pomóc;
          www.charaktery.eu/charaktery/2004/03/2848/Mniej-egocentryzmu-wiecej-rozumienia/
        • joanna35 Re: Swoją drogą 08.05.09, 20:56
          nisar napisała:

          > naprawdę się nie spodziewałam, że na forum Matek będzie tyle osób,
          > które nie widzą nic dziwnego w fakcie, że rodzice nie reagują na
          > ciągłe choroby dziecka, mimo że bez większego problemu by mogli.
          Nisar, lata całe jesteś na tym forum i jeszcze nie zauwazyłaś, że
          dla e-matek dobro matki wartością najwyższą? Cóż z tego, że kosztem
          dziecka.....grunt, żeby mamusia była szczęśliwa.
      • llollobrygida Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 08:44
        axio-mat napisał:

        > tez chodzilem do zlobka, tez wciaz chorowalem, ale jakos przezylem
        i miewam sie
        > swietnie. im szybciej dziecko odchoruje, tym lepiej. jak nie zrobi
        tego w
        > zlobku, to bedzie chorowac w przedszkolu, albo szkole.


        Dokładnie, ja też tak miałam a nie chodziłam do żłobka, mieszkaliśmy
        w takich warunkach, że miałam po prostu kontakt z wieloma dziećmi
        niemalże od urodzenia. Dzięki temu że przeszłam chyba wszystkie
        choroby wieku dziecięcego uodporniłam się, i mając grubo po 30-tce
        nie jestem chorowitą osobą w przeciwieństwie do tzw "wychuchanych".
    • wj_2000 Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 22:18
      mruwa9 napisała:

      > Czy matka pracujaca to matka wyrodna?

      W niektórych okolicznościach - TAK. I o tym jest ten wątek.
      Jeśli kobieta pracuje "na siłę", za marne pieniądze, w nieciekawej pracy, tylko
      dlatego, że taka jest moda, że sobie ubzdurała, że "nie będzie kurą domową".
      Jeśli jej zarobki nie są niezbędne dla domknięcia budżetu, a przerwa na urlop
      wychowawczy nijak nie wpływa na "rozwój zawodowy", którego w prostych zawodach
      po prostu nie ma, to taka matka jest zwyczajną, nieodpopwiedzialną egoistką.
      Egoistką, w dodatku genetycznie skażoną!
      Instynkt macierzyński, to nie jest kwestia kulturowa, jak utrzymują
      feministki. W czasie ciąży już zaczynają wydzielać się rozmaite hormony,
      kulminujące, w momencie porodu, uwolnieniem dużej ilości cytozyny, narkotyku,
      który stwarza
      nieprawdopodobnie silne uczucie miłości do dziecka.
      Jeśli ktoś nie wierzy, to niech przywoła obraz kury siedzącej najpierw na
      jajach, zamiast grzebać za robaczkami, a potem pilnującej swoich kurcząt. Woli
      to niż pieprzyć się na nowo z
      kogutem! W czasie ewolucji powstały mechanizmy poza naszą świadomością
      dające kobiecie rozkosz z dobrostanu i uśmiechu jej dzieci. Jeśli w konkretnym
      wypadku jest inaczej, to należy to traktować albo jako chorobę (taką jak autyzm,
      anoreksję, oziębłość, głuchotę wrodzoną, etc.), albo jako silne ulegnięcie
      propagandzie feministycznej.
      Ssanie piersi zaś, powoduje przywiązanie do matki, którego żaden ojciec, ani
      niania nie są w stanie zastąpić.
      Howgh, powiedziałem.
      • premeda Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 09:34
        Nikt jakoś nie zauważył, że praca tej matki to nie jest tylko niska
        pensja obecnie ale też korzyści które wyniesie z niej w przyszłosci,
        czyli nabywanie prawa do emerytury. To też marne ale zawsze
        zabezpieczenie finansowe tej pani, na wypadek gdyby kiedyś została
        sama z dzieckiem. Można dodać do tego jeszcze kontakt z ludźmi, a
        więc większa wiedza co się na rynku pracy dzieje, przecież osobom
        pracujacym łatwiej zmienić pracę niż ją znaleźć siedząc w domu itd.
        • wj_2000 Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 10:40
          premeda napisała:

          > Nikt jakoś nie zauważył, że praca tej matki to nie jest tylko
          niska
          > pensja obecnie ale też korzyści które wyniesie z niej w
          przyszłosci,
          > czyli nabywanie prawa do emerytury.

          Podam Ci swój osobisty przykład. Teraz dobiegam już 70-tki.
          Odchowaliśmy dwoje udanych dzieci, mamy czwórkę niexle obiecujących
          wnuków. Ja zarabiałem (wyjazdy za granicę w czasacg PRL. Na
          uniwersytecie w Anglii, na przykład, płacono mi za dwa miesiące tyle
          co w kraju za 7 lat) prawdziwe pieniądze. Żony pensja wystarczała na
          nianie dla odchowania naszej dwójki do wieku szkolnego. Prosiłem
          często: weź urlop! Nic z tego. Gadala jak Ty. Z czym zostanę na
          starość bez emerytury?

          Teraz jej emerytura to ok 1000 zł, moja prawie 4000. Oprócz tego
          pracuję jeszcze na full etat, i mamy niepotrzebne duże oszczednosci.
          Gdy umrę wcześniej, żona dostanie 85% mojej emerytury jako rentę.
          Będzie to przeszło 3 razy więcej niż jej własna.

          Pracowała jako laborantka od matury do emerytury.


          Teraz przyznaje mi, że postąpiła niesłusznie. Dramatu nie było. Ale
          dzieci z kluczem na szyi NARAŻALIŚMY NIEPOTRZEBNIE na
          niebezpieczeństwa różnego rodzaju. Na szczęście nic złego im się nie
          stało.
          • gatta5 do wj_2000 08.05.09, 17:48
            wj_2000
            nie narzucaj innym swojego poglądu, praca jest ważna dla rozwoju
            każdego człowieka - zarówno kobiety jak i mężczyzny. To że kobiety
            często zarabiają mniej nie winika z tego, że są gorsze. Kobiety są
            tak wychowane, że nie potrafią walczyć o podwyżkę, jak faceci, przez
            poglądy takich jak ty wydaje im się, że wychowanie dziacka polega na
            całkowitym poświęceniu się, że powinny zrezygnować z pracy i że jak
            pracują to są zle. To g... prawda. Twoja żona mniej zarabiała i ma
            mniejszą emeryturę tylko dlatego, że jest kobietą. To jest
            dyskryminacja. Ty i tak tego nie zrozumiesz, po części dlatego, że
            masz już 70 lat.
          • bazylea1 wj_2000 10.05.09, 16:07
            Twoja żona miała (ma) tego farta, że się z nią nie rozwiodłeś i nie
            zmarłeś przed osiągnięciem wieku emerytalnego. gdyby tak się stało,
            zostałaby z emeryturą 1000zł - zawsze to lepiej niż nic.
      • madami Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 10.05.09, 12:45
        wj_2000 napisał:
        Instynkt macierzyński, to nie jest kwestia kulturowa, jak utrzymują
        > feministki. W czasie ciąży już zaczynają wydzielać się rozmaite
        hormony,
        > kulminujące, w momencie porodu, uwolnieniem dużej ilości cytozyny,
        narkotyku,
        > który stwarza
        > nieprawdopodobnie silne uczucie miłości do dziecka.
        > Jeśli ktoś nie wierzy, to niech przywoła obraz kury siedzącej
        najpierw na
        > jajach, zamiast grzebać za robaczkami, a potem pilnującej swoich
        kurcząt. Woli
        > to niż pieprzyć się na nowo z
        > kogutem! W czasie ewolucji powstały mechanizmy poza naszą
        świadomością
        > dające kobiecie rozkosz z dobrostanu i uśmiechu jej dzieci. Jeśli
        w konkretnym
        > wypadku jest inaczej, to należy to traktować albo jako chorobę
        (taką jak autyzm
        > ,
        > anoreksję, oziębłość, głuchotę wrodzoną, etc.), albo jako silne
        ulegnięcie
        > propagandzie feministycznej.
        > Ssanie piersi zaś, powoduje przywiązanie do matki, którego żaden
        ojciec, ani
        > niania nie są w stanie zastąpić.
        > Howgh, powiedziałem.

        A szanowne dziecko się historii w szkole uczyło czy akurat ten
        przedmiot skutecznie omijało? Robaczu Drogi, dzisiejsze trendy
        opieki nad dzieciem to wytwór początku XX wieku, wcześniej nikt nie
        słyszał o wielkiej miłości do dziecka, owszem pewne kobiety
        doświadczały je w szoku endorfinowym ale nie było to standardem,
        dziecko oddawało się mamce, która je wykarmiała a mama szlachcianka
        oddawało się czynnościom towarzyskim, na wsi było podobnie, wbrew
        pozorom instytucja mamki była tam całkiem popularna, matka szła do
        roboty, jak dziecko podrosło dzło do roboty wraz z nią. NIKT SIĘ
        NAD DZIECKIEM NIE ROZTKLIWIAŁ. W skutek dużej śmiertelności
        niemowląt nawet nie było sensu specjalnie się do owego przywiązywać.
    • kobrzastaa Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 22:38
      Przestan sie ,,zamartwiac``. Mieszkam w kraju gdzie mama ma
      calkowita swobode w podjeciu decyzji o zostaniu z dzieckiem w domu i
      nie ma presji srodowiska, czyli zyczliwych znajomych takich jak ty
      lub rodziny. I nie oznacza to, ze dzieci sa mniej szczesliwe badz
      zdrowe a mamy na pewno bardziej zadowolone i nie zgnusniale jak
      czasem te, ktore widze w Pl. Takze zajmij sie swoimi problemami i
      pozwol sie innym realizowac.
    • bgoralska1972 Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 07.05.09, 22:39
      Jak zwykle pełno uczonych odpowiedzi.
      Jednego nie rozumiem czemu nie zatrudnia opiekunki na stałe?
      Jesli juz ma byc zlobek to doradzałabym wybrać inny. Być może dziecko łapie
      ciągle jakś bakterie, która wychodzi w wymazach. U znajomej był taki problem.
      Przepisała dziecko do innego (nowszego) złobka i jak na razie prob lemów nie ma.
    • fajka7 Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 00:10
      A ja mam caly czas wrazenie, ze ta dyskusja nie ma szans, chocby
      dlatego, ze brakuje kilku istotnych konkretow.
      Na czym polega problem Ukrainek, bo nie do konca rozumiem.
      Zmieniaja sie co jakis czas tzn. co jaki? Co miesiac? Co pol roku?
      To jest jakas rotacja czy zawsze nowe? Ile ich jest czy bylo?
      Bo tak wszyscy zakladaja jakby to byl jakis tabun obcych kobiet
      przewalajacych sie przez dom tych ludzi, a moze lacznie bylo ich 3.
      To, ze sa Ukrainkami kompletnie nie robi na mnie wrazenia.
      Zapytaj ile nian jak najbardziej polskiego pochodzenia niektore
      matki przerobily w karierze - nierzadko po kilkanascie i to nie
      budzi zwykle az tak zywych emocji jak tutaj te Ukrainki.
      Czesto w opiece nad dzieckiem pomaga kilka osob: jedna babcia, druga
      babcia i jeszcze siostra awaryjnie.
      Stwierdzenie, ze choruje srednio co drugi tydzien tez jakos pompuje
      ten opis, a nie jest do konca logiczne. Rzetelne chorobska i
      rekonwalenscencja trwaja znacznie dluzej, przyjmowanie antybiotykow
      tez troche trwa- nie da sie zdrowiec i potem znowu ciezko chorowac,
      i tak co 2 tygodnie.
      Skonczylo sie szpitalem - ale tez znowu ja mam pytanie: tzn.
      konkretnie co? tydzien w szpitalu? miesiac? czy 2 dni na obserwacji,
      bo rodzice spanikowali?
      No i taka odpowiedz jak zacytowana dlaczego nie zatrudnia 1 stalej
      niani tez nie dziala jednoznacznie na niekorzysc tych rodzicow.
      To wszystko trwa od kilku miesiecy, tak?

      Brak takich najwazniejszych danych powoduje po prostu, ze ten caly
      opis wydaje sie mocno subiektywny i zwyczajnie nierzetelny, i stad
      tyle zdecydowanych reakcji, ze sie wtracasz nie majac pelnej wiedzy
      o sytuacji tych ludzi.
      Ja tam nadal nie wiem, co o tym myslec.
      • llollobrygida Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 08:48
        fajka7 napisała:

        > A ja mam caly czas wrazenie, ze ta dyskusja nie ma szans, chocby
        > dlatego, ze brakuje kilku istotnych konkretow.

        Brawo, Fajka! Jak dla mnie to najmądrzejsza wypowiedź.
      • madami Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 10.05.09, 12:49
        Problemem może tu być nadużywanie antybiotyków, które wyniszczają
        ochronną florę bakteryjną i powodują paradoksalne obniżenie
        odporności. Może więc problem tkwi w niekompetentnym lekarzu tego
        dziecka a nie zatrudnianiu niań i żłobku.
    • phalaphael Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 07:48
      Osobiście wolę posyłać dziecko (9 mcy) do przedszkola niż zostawić na cały dzień
      sam na sam z jakąś psychopatką.
    • morekac Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 09:24
      Sytuacja materialna rodziny jest może i dobra (a może i nie, kryzys ostatecznie
      mamy - PIT im wypełniałaś, że to wiesz?), ale może oboje powinni przeorganizować
      swoje życie, a nie tylko matka? A może pan mąż skąpi żonie na jej potrzeby i po
      prostu musi ona na siebie zarobić?
      • joannaiwa Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 11:03
        zgadzam się z nisar, że sytuacja w tym przypadku nie wygląda dobrze,
        aczkolwiek rzeczywiście nie znamy dokładnie sytuacji materialnej
        rodziny - być może mają duże kredyty i firma nie jest stabilna.
        Niemniej jednak, jeśli matka niewiele zarabia to finansowo nie jest
        w stanie pomóc, a dziecku ewidentnie dzieje się krzywda, bo to nie
        jest normalne, żeby dziecko tak często chorowało. Zaś jeśli pan i
        władca skąpi pieniędzy - i na takich są sposoby z rozwodem i
        pozwaniem o alimenty włącznie. Dla mnie żłobek to w ogóle jest
        ostateczność - jak juz ktoś naprawdę nie ma wyjścia. Dziecko w tym
        wieku nie czuje żadnych jeszcze potrzeb uspołeczniania (dopiero
        powyżej 3 roku, a niektóre i po 4 roku), a czesto jest właśnie
        wylegarnią chorób. Natomiast, czy matka, która nie chce zostać w
        domu i wyrywa się do jakiejkolwiek choćby kiepsko płatnej pracy
        uczyniłaby dziecko szczęśliwszym w domu - wątpię, wyżywałaby
        prawdopodobnie tylko swoje frustracje. Dobrym rozwiazaniem w takiej
        sytuacji są dziadkowie lub dobra niania, choćby Ukrainka - ale jedna
        stała (moja koleżanka musiała wrócić do pracy, gdy syn miał 7
        miesiacy - stała się jedynym zarabiajacym w rodzinie- synem
        opiekowała się niania Ukrainka - aż do czasu gdy poszedł do
        przedszkola - bardzo ciepła osoba, która uczuciowo wrecz sie z nimi
        związała jak rodzina, u drugiej koleżanki - niania Ukrainka pełni de
        facto rolę babci, której prawdziwa z różnych względów spełniać nie
        chce). I jesli tylko są pieniądze - ku takiemu rozwiązaniu powinni
        dążyć, no chyba że matka się opamięta albo sie okaże że to po prostu
        depresja i zacznie ją leczyć.
        • burza4 Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 11:17
          wiadomo że szkoda dzieciaka, ale NIC nie wiemy o tej rodzinie, to
          zaledwie ZNAJOMI, którzy w dodatku dają wyraźne sygnały, że nie mają
          ochoty dyskutować z Nisar o swoich decyzjach.

          wszyscy psy wieszają na matce, ale NIE WIEMY czy ona nie musi
          pracować, chocby dla ochrony własnej godności. Nie wiemy np. czy mąż
          istotnie świetnie zarabia, nie wiemy czy nie wydziela jej 10 zł
          dziennie, nie wiemy czy nie ma np. kochanki na boku, nie wiemy czy
          nie zapowiedzial jej "chcesz pracować, radź sobie sama" - i np. nie
          stać jej na opłacenie opiekunki z pensji. Możliwości jest wiele.
          Ojciec dziecka jest dokładnie tak samo odpowiedzialny za sytuację,
          bo tak samo może wynająć opiekunkę na stałe. Dlaczego ON tego nie
          robi?

          może dlatego że chce wymusić na żonie powrót do domu? moze jest
          typem gościa, ktory chce kontrolować sytuację i wykorzystuje do tego
          możliwości ekonomiczne a kobieta ma dość płaszczenia się przed nim?
          można się rozwieść, ale nie wiadomo jakie panują między nimi układy
          finansowe, może wszystko jest jego a ona nie ma gdzie odejść z
          dzieckiem? przypominam, że średnie alimenty w tym kraju to kwoty
          około 500 zł.

          NIC nie wiemy o tej rodzinie, więc może nie zakładajmy z góry że
          matka to egoistyczna karierowiczka, która z premedytacją niszczy
          zdrowie swojego dziecka.
          • nisar Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 11:28
            może dlatego że chce wymusić na żonie powrót do domu?

            Wiesz Burza, że mnie to nie przyszło do głowy? Ale Ty możesz mieć
            rację - być może to nie ona a on blokuje inne rozwiązania, bo chce
            mieć żonę w domu i być Jedynym Panem i Władcą?
            Prawdę mówiąc mnie się w głowie nie mieści, żeby takie rzeczy
            rozgrywać kosztem swojego dziecka, ale mnie się wiele rzeczy nie
            mieści w głowie niestety.

            • ratel Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 11.05.09, 12:59
              Ale nie róbmy od razu z męża potwora smile
              Warto sie przyjrzeć jak wyglądał jego rodzinny dom, w jakim modelu rodziny się
              wychowywał, może rzeczywiście gdzieś ma mocno zakodowane, że kobieta to tylko w
              domu i stąd napięcia, a koleżanka Twoja się przed tym broni, bo chce się
              rozwijać, realizować swoje pasje, a tutaj ktoś narzuca jej jakąś z góry ustaloną
              rolę.
              Gdy mąż odpuści i da jej prawo do realizacji swoich celów i zobaczy, że w niczym
              mu to nie zagraża, znikną napięcia, i wówczas rodzice zaczną zauważać potrzeby
              dziecka. I okaże się że na wszystko jest rozwiązanie tak aby nikt w rodzinie nie
              cierpiał.
              Jednak do tego potrzebna jest ciepła, szczera rozmowa, bez oceniania jednej jak
              i drugiej strony, taka, która pozwoli Twojej koleżance ponazywać pewne rzeczy i
              odsłonić przed nią samą prawdziwe motywacje jej działania i pragnienia.

              Powodzenia!
          • joannaiwa Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 08.05.09, 13:34
            "przypominam, że średnie alimenty w tym kraju to kwoty
            około 500 zł."

            Są też wyższe. Wszystko zależy od dochodów ojca, a sąd potrafi
            zasądzić je nawet, gdy ojciec ukrywa dochody z firmy (znam taki
            przypadek). No i problem w okresie przejściowym, zanim sąd zasądzi.
            No, ale gdybamy jak rzeczywiście wyglada sytuacja. A Ty Nisar nie
            możesz zapytać delikatnie czy nie trzeba jej pomóc? Może by się
            otworzyła i powiedziała cos wiecej. Niektórzy mogą to nazwać
            wścibstwem, ale w sumie lepiej zaoferować pomoc w byc może trudnej
            dla niej sytuacji, niż nie.
            • verdana Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 09.05.09, 18:16
              Mam wrazenie, ze dyskusja poszla w niewlasciwym kierunku. Nisar ani
              przez moment nie sugeruje, ze matka powinna przestac pracowac i
              zająć się dzieckiem! Tylko, ze opiekę nad dzieckiem mozna zalatwić w
              inny sposób. Lepszy dla dziecka.
              Trudno powiedziec, dlaczego rodzice wybieraja żłobek. Być może nie
              ufaja nianom - temu akurat bym sie nie dziwiła. Może lekarz zapewnil
              ich, ze dziecko trochę przechoruje i nabierze odpowrnosci. Moze - i
              to nikomu do glowy nie wpadlo - dziecko uwielbia złobek. Moje z
              tesknotą mowi o żłobku jeszcze dzis, po 11 latach.
        • morekac Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 11.05.09, 15:09
          Zaś jeśli pan i
          > władca skąpi pieniędzy - i na takich są sposoby z rozwodem i
          > pozwaniem o alimenty włącznie.
          W Polsce 12%(słownie dwanaście) alimentów jest płaconych w terminie... Uznajmy
          więc, że na pana i władcę może nie być łatwego sposobu.
    • delfina77 Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 09.05.09, 22:04
      Male dzieci w duzych skupiskach ludzi czesto choruja - jesli nie pochoruje w
      zlobku, bedzie chorowal w przedszkolu itd. 2,5 roku to duze dziecko, matka
      pewnie ma nadzieje, ze w koncu nabierze odpornosci. Ja tez czesto chorowalam w
      przedszkolu a jednak nie mam matce za zle, ze mnie tam posylala. Sa plusy i
      minusy kazdej sytuacji a do pracy chodzi sie nie tylko dla kasy
      • dzagreus Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 10.05.09, 17:12
        Zastanawiam czy niasr nie ma racji. Słucham narzekań rodziców, którzy mają
        dzieci i pytam po się na nie decydowali, jak to jest katorżnicza praca, w
        dodatku dom, rodzina, pochłania ogromne ilości pieniędzy.
        Rodzice nieszczęśliwi bo dzieci: często chorują i nie można sobie pozwolić na
        kolejne L4, straszna nuda tak siedzieć w domu przez cały dzień...dzieci są z
        kolei niezadowolone bo trzeba pójść do obskurnego przedszkola (na tle rodziców
        stać). Każda ze stron ma rację. Tylko dlaczego rodzice wcześniej się nie
        zastanowią, jak to będzie gdy pojawi się nowy członek rodziny. Bo jeżeli ludzie
        się decydują na dziecko tylko dlatego, że chcą mieć rozkosznego bobasa, a dalej
        to już jakoś to będzie..uważam to za bezmyślność i egoizm, świadome skazywanie
        dzieci na nieszczęśliwe życie.


        • delfina77 Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 10.05.09, 22:44
          To co, uwazasz, ze nikt nie powinien miec dzieci bo byc moze beda one duzo
          chorowaly w przedszkolu??
    • deodyma Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 10.05.09, 19:07
      ich sprawa, jak zyja.
    • flydot Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 11.05.09, 10:47
      Nisar, jak wiesz z innego forum (nasze dzieci są rówieśnikami), moje
      dziecko chodzi do "żłobka" (piszę w cudzysłowiu, bo nie jest to
      klasyczny żłobek, bardziej przedszkole dla maluchów, prywatny punkt
      opieki) i również choruje średnio dwa razy w miesiącu. Świadomie nie
      wypisuję Jej stamtąd bo: zatrzymam Ją w domu teraz, teraz nie będzie
      chorować, temat jednak wróci jak pójdzie do przedszkola, bo tam to
      chyba i Ty swoje dziecko poślesz. Ponadto przeczytałam, usłyszałam,
      potwierdziła Pani doktor do której chodzimy prywatnie i do której
      mamy duże zaufanie, że im młodsze dziecko tym łagodniej przechodzi
      choroby. Moja córeczka przez to, że szybko znalazła się wśród dzieci
      bezboleśnie przeszła odstawienie ode mnie, jest odważną, wesołą
      dziewczynką, mimo chorób. Bardzo dobrze się czuje wśród "koleżanek i
      kolegów" a na widok cioć ze "żłobka" cieszy się prawie tak jak na
      mój czy taty widok.
      • joannaiwa Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 11.05.09, 11:14
        no własnie z tymi chorobami to ja nie do końca lekarzom wierzę
        (lekarze też ludzie i mogą się mylić - mylili sie 10 lat temu nie
        wpuszczając rodziców na oddziały pediatryczne, mogą się mylić i
        teraz co do obowiązkowych chorób w żłobku i przedszkolu, do czego
        przyznają się za kolejne 10 lat). Bo jak to jest że np. tej zimy ja
        chrowałam 3-krotnie (paskudne przeziebienia, mąż 2-krotnie zarazony
        ode mnie, dziadkowie 3-krotnie (na szczęście nie wszyscy w tym samym
        czasie), a mały zdrowy? W tym czasie syn koleżanki średnio bywał w
        przedszkolu 4 dni w miesiacu bo ciagle chorował (dodatkowo wyjatkowo
        źle znosi akurat przedszkole). Może ktoś ma jakieś doświadczenia
        albo przemyślenia w tym zakresie?
    • camel_3d Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 11.05.09, 16:09
      a..kiedys bylem za tym, zeby dzieck onie chodzilo do zlobka czy przedszkola.
      Jednek obecnie zmienilem zdanie i uwazam, ze dziecko powinno isc do zlobka czy
      przedszkola, chocby po to, zeby nauczyc sie nawiazywac kontakty z innymi dziecmi.
      To ze dziecko choruje, swiadczy o tym, ze cos jest nie tak. Moze ma slaby
      organizm, moze slaby system odpornosciowy... Bo inaczej kazde z tych dziec w
      zlobku chorowaloby co tydzien.
      Co do niani..fakt popieram, powinna byc jedna styla, ktora dziecko zna i moze
      jej zaufac...

      • kasiabazia Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 11.05.09, 23:13
        Jeżeli chodzi o choroby dziecięce to nie ma tu reguły,więc nie ma
        sensu tezy stawiać typu "odchoruje w żłobku czy w przedszkolu"to
        póżniej mniej bedzie chorowało.Na dwoje babka wróżyła.A może bedzie
        jeszcze gorzej chorowało,bo bedzie organizm osłabiony.Zdrowie to nie
        żarty.Jeżeli ktoś nie szanuję własnego no to kij z nim,ale dziecku
        wolałabym tego oszczędzić.Dziwi mnie zachowanie rodziców.No ale nie
        mnie ich osądzać.Oczywiście każdy ma prawo spełniać się zawodowo czy
        też zarabiać(kobieta tymbardziej)ale wydaje mi się że dziecko jest
        ważniejsze.Myśle że niania to lepsze rozwiązanie niż żłobek.Co
        prawda droższe,ale jak nie bedzie chorowało to zaoszczędzą na
        lekach.Ale jak wiadomo niania to ruletka i ciężko znależć dobra i
        zaufaną.
        Ja mam ten luksus że mąż zarabia 1,5 tyś i moge sobie pozwolić na
        pierdzenie w stołek z dziecięciem(bo oczywiście razem pierdzimy).
    • anorektycznazdzira no i dobrze 12.05.09, 21:19
      Moża firma męza nie prosperuje tak świetnie, jak się osobom
      postronnym wydaje? Mój maż ma firmę, zdziwiłam sie, jaki to miód.
      Postronni uważają, ze siedzimy na kasie. To do argumentu, że nie
      wezmą niani na ful tajm.
      Drugi argumen: że nei che być zamknięta w domu z dzieckiem
      przekonuje mnie w 100%. Jak nie chce, to tylko na złe dziecku
      wyjdzie, jeśli to zrobi. Inni chcą- to siedzą. Jak ktoś nie chce,
      niech lepiej nie siedzi.
    • ollele Re: Praca matki kosztem dziecka? Co wtedy? 13.05.09, 11:23
      może matka poprostu chce być niezależna. może jej mąż niewerbalnie mówi żonie,
      że na swoje trzeba zapracować i kobita chcąc zachować twarz i niezależność idzie
      do pracy za nieduże pieniądze ale wie że one są jej i ma pewną swobodę w
      dysponowaniu nimi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka