audita
07.12.03, 09:49
... czy któraś z Was też ma taki egzemplarz? Ja zaczynam czuć się bezradna.
Rozmowy nie dają skutku. On po prostu nie widzi problemu. Spod gabinetu
psychologa, na wizytę u którego udało mi się go namówić, po prostu poszedł
sobie - bo coś się opóźniło, a on przecież nie może marnować czasu, bo coś
tam ma pilnego do zrobienia do pracy! Życie rodzinne - zero. Zdrowie mu
szwankuje. A on - jakby miał klapki na oczach, nie widzi związku między
naszymi problemami, a swoim uzależnieniem. Mam coraz bardziej ochotę zrobić
coś spektakularnego, co by nim potrząsnęło. Ale czy tędy droga?