asku100
11.05.06, 13:05
Witam wszystkie mamy, dzis przezylam taki szok, ze do tej pory jeszcze nie
moge przestac o tym myslec. Zaczelo sie od tego ze wczoraj odebralam mojego
synka z przedszkola. Byl juz ubrany mial czapeczke i czekal na mnie. Dopiero
w domu, kiedy zdjelam czapke odkrylam ze ma pod wlosami na czole wielkiego
guza i zdrapana skore(wlosy sa juz dosc dlugie). Bylam zla bo nikt mi nic nie
powiedzial a guz jest naprawde spory. Powiedzialam mezowi ze jak bedzie
odprowadzal synka do przedzkola dzis rano,to niech sie zapyta co sie stalo.
Jakie bylo meza zaskoczenie(a potem moje), kiedy dowiedzial sie ze ten guz na
glowie to nic wielkiego. Poprostu wpadl na sciane....Prawdziwy "wypadek"
wydarzyl sie troche wczesniej. A mianowicie panie postanowily przewitrzyc
przedszkole, otworzyly drzwi zewnetrzne i do ogrotka. W wyniku, jak
stwierdzily zamieszania, bo ktos wlasnie przyszedl, kilkoro dzieci w tym moj
2,5letni Piotrus wybieglo na ulice. Dodam bardzo ruchliwa (po dwa pasy w
kazdym kierunku)ulice.Z relacji pani wynika ze moje dziecko bylo juz na
wysepce pomiedzy. Teraz sie zastanawiam po tym co mi maz przekazal, co mam
powiedziec tym bezmyslnym kobetom?. I chyba nawet nie bede w stanie wyrazic
po angielsku tak jak po polsku wszystkich moich mysli.