Dodaj do ulubionych

Dlaczego nie ma patosu MATKI?

    • 73nikusia Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 07.01.04, 18:28
      Witam smile

      Najpierw do martynki30 ... alez ja nie zazucam ze bronisz mi sie wypowiadac,
      powiedzialas, co ja przytoczylam w swojej odpowiedzi, ze powinam miec
      swiadomosc. Alez ja ja mam. Chyba Wszystkie mamy maja te SWIADOMOSC i dlatego
      wiedza co moze je czekac kiedy na swiat przyjdzie dziecko. Jedne maja te
      SWIADOMOSC z obserwacji innych mam, inne maja rodzenstwo.

      Nawet jedynacy sobie z tym jakos radza.

      Bo nie chcialabym byc calkowicie zaskoczona bardziej badz mniej wszystkim tym
      co wiaze sie z maluszkiem i jego obecnoscia posrod nas.

      Niestety nie mozliwe jest wypozyczenie dzidzi na jakis czas, sprawdzenie
      wszystkich za i przeciw i pozniej albo zostawiamy ja sobie na cale zycie, albo
      uciekaj od nas.

      Wiec uwarzam ze wypowiadanie sie zarowno mam jak i nie mam jest rowne w mierze.
      A zmiany decyzji ... podejmujemy je nie tylko w temacie dzieci ale wogole w
      zyciu. Tak postepuje madry czlowiek, ktory na trzezwo ocenia sytuacje.

      A teraz tak ogolnie.
      Nie rozumiem do konca tej dyskusji o tym czy pracowac czy zostac z dzieckiem.
      Tak wiele czynnikow decyduje o podjeciu tej decyzji. Gdybysmy chcialy rozwazac
      ja choc po trosze obiektywnie trzebaby sie rozpisac na wiele wiele stron.
      Oczywiste jest ze pierwszy rok zycia dzidzia powinna spedzic z mama ... Czy oby
      na pewno?? A dlaczego tylko pierwszy? Jakze waznym rokiem w zyciu malca jest
      pierwszy rok w szkole. Czy ten okres nie powinno dziecko spedzic z mama. Jest
      wiele waznych dni, miesiecy, lat ...
      Troche to nasze gadanie takie nie do konca "prawdziwe"

      Pozdrawiam Nika
      • martynka30 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 07.01.04, 18:41
        Nawet jakbyś mogła wypożyczyć dzidzię, to to nie będzie to samowink)))). Bo
        zobaczysz, że Twoje będzie najpiekniejsze, najmądrzejsze, najwrażliwszewink. Co
        innego zostawić pod opieka opiekunki nawet najukochańszego siostrzeńca czy
        bratanka, który powiedzmy sobie tu szczerzewink, jest bardzo miłym, niezwykle
        bystrym i ślicznym dzieckiem, ale daleka mu do geniuszu i oszałamiającej urody
        i Twojego maluchawink)))))))))))))

        Dlaczego tylko pierwszy? Nikt nie mówi, że tylko pierwszy, ale że to bez
        wątpienia najważniejszy rok pod kątem fizycznej obecności mamy.
        Kilkumiesięczne dziecko nie do końca zdaje sobie sprawę z własnej odrębności
        cielesnej, nie ma poczucia własnego ja, w uproszczeniu: wydaje mu się, że mama
        jest jego przedłużeniem. I dlatego codzienne zabieranie mu mamy na sporą część
        dnia (cały etat to zo dojazdami najmarniej 9 godzin) zmniejsza mu poczucie
        bezpieczeństwa. O takim drobiazgu jak karmienie piersią nie wspominamsmile
        • 73nikusia Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 07.01.04, 19:53
          Tak jak olbrzymie jest urozmaicenie dzieciaczkow, tak olbrzymie jest
          urozmaicenie ich mam. Z moich obserwacji nie wszystkie zachowuja sie tak jak
          mowisz martynko30.
          Mam w swoim bliskim otoczeniu duzo mam. Jedne juz pracuja, zostwiajac w domku 6-
          7 miesieczne maluchy. Inne zostawily w domku 2,5 latki a jeszcze inne z prawie
          3-latkami "siedza" nadal w domu. Jedne sie ucza, doksztalcaja przy okazji
          tego "siedzenia" inne nie robia nic poza opieka i wychowaniem dziecka.

          Czy te mamy ktore pracuja, majac w domku 8 miesieczne teraz maluchy czuja ze
          robia zle? Wlasnie je o to zapytalam. Nie uwazaja ze robia zle. Mialy rozne
          powody aby wracac ale nie zaluja. Dzieci chowaja sie zdrowo, napewno tesknia za
          mama bo po ich powrocie tula sie do nich i pragna ich ale one daja z siebie
          wtedy wszystko.

          Mam rowniez kolezanke, ktora jest w domu w 3 latkiem. Dziecko na pewno sie
          cieszy ale ona zrobila sie nerwowa, czesciej na nie krzyczy, coraz czesciej
          chce sie wyrwac z domu choc na chwile. Wiekszosc obowiazkow popoludniowych
          przejmuje maz gdyc ona nie ma juz cierpliwosci do malej. A dziecko jest dosc
          zywe ...

          W temacie wynajmowania chyba nie zrozumialysmy sie najlepiej ...

          Pozdrawiam
          Nika
          • maak3 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 08.01.04, 11:51
            73nikusia napisała:
            > Mam w swoim bliskim otoczeniu duzo mam. Jedne juz pracuja, zostwiajac w
            domku 6
            > -
            > 7 miesieczne maluchy. Inne zostawily w domku 2,5 latki a jeszcze inne z
            prawie
            > 3-latkami "siedza" nadal w domu. Jedne sie ucza, doksztalcaja przy okazji
            > tego "siedzenia" inne nie robia nic poza opieka i wychowaniem dziecka.

            > Czy te mamy ktore pracuja, majac w domku 8 miesieczne teraz maluchy czuja ze
            > robia zle? Wlasnie je o to zapytalam. Nie uwazaja ze robia zle. Mialy rozne
            > powody aby wracac ale nie zaluja. Dzieci chowaja sie zdrowo, napewno tesknia
            za
            >
            > mama bo po ich powrocie tula sie do nich i pragna ich ale one daja z siebie
            > wtedy wszystko.

            nikusiu!
            czy zauważyłaś,że często Ci się zdarza pisać o mamach pozostających w domu
            dość pejoratywnie? a o tych pracujach entuzjastycznie?
            maluchy z matką w domu są krzykliwe i etc. a te których mamy pracują czule
            tulą sie do ukochanych mam wink))) coś mi tu nie pasuje, moze ''poszukaj'' w
            swoim otoczeniu dzieci, których mamy są z nimi w domu i nie są z tego powodu
            na skraju załamania nerwowego, a to że ojciec zajmuje sie dzieckiem po pracy
            jest zupełnie naturalne

            a poza tym zdaje mi się, że ciagle piszesz o powrocie do pracy jedynie z
            perspektywy mam
            a tutaj warto spojrzeć z perspektywy maluszka, który przez pierwsze lata zycia
            odnajdując sie w świecie i budując swoje JA potrzebuje betonowego poczucia
            bezpieczeństwa, a mama znikająca na kilka/kilkanaście godzin dziennie zapewnic
            takiego bezpieczeństwa dziecku nijak nie może
            nawet mając przeświadczenie o tym,że ''nic się nie zmieniło, kiedy wróciłam do
            pracy - dziecko tuli sie do mnie czule kiedy wracam z pracy i resztę dnia
            spędzamy razem i jestem w pełni dyspozycyjna emocjonalnie i czasowo''
            trele morele
            jakoś nie chce mi się wierzyć,że matka po kilku/kilkunastu godzinach pracy
            (bez względu czy na stanowisku menadzera czy sprzątaczki) nie jest zmęczona i
            nie ma ochoty na odpoczynek, za to entuzjastycznie podchodzi do opieki nad
            wymagajacym ciągłej uwagi maleństwem

            a co do patrzenia z perspektywy maleństwa to wystarczy ''wyposażyć'' czy
            wyobrazić sobie smile skoro wiedzy brakuje, że dziecko również ma życie
            psychiczne i wtedy bardzo łatwo jest przewartosciować swoje zycie planując
            narodziny dziecka
            a bycie z dzieckiem przez pierwsze trzy lata to rzecz bardzo podstawowa, bo to
            czas konstytuowania sie własnego JA dziecka i nie sądzę,żeby
            pracownik/opiekunka zabezpieczał i adekwatnie odpowiadał na potrzeby dziecka -
            do tego potrzebna jest kochająca, bliska osoba

            i w zwiazku z tym zastanawiam sie czy nie warto byłoby wszystkim potencjalnym
            rodzicom robić kursy, takie jakie mają kandydaci na rodziców zastępczych i
            adopcyjnych - dawać certyfikat ''potencjalnie dość dobrego rodzica'' hi hi
            (info dla mam mających trudnosci z poczuciem humoru: to ŻART wink))
          • martynka30 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 08.01.04, 12:01
            73nikusia napisała:
            > Tak jak olbrzymie jest urozmaicenie dzieciaczkow, tak olbrzymie jest
            > urozmaicenie ich mam. Z moich obserwacji nie wszystkie zachowuja sie tak jak
            > mowisz martynko30.

            A ja napisałam, że jak się zachowują?

            > Mam w swoim bliskim otoczeniu duzo mam. Jedne juz pracuja, zostwiajac w
            domku 6 7 miesieczne maluchy. Inne zostawily w domku 2,5 latki a jeszcze inne
            z prawie 3-latkami "siedza" nadal w domu. Jedne sie ucza, doksztalcaja przy
            okazji tego "siedzenia" inne nie robia nic poza opieka i wychowaniem dziecka.
            > Czy te mamy ktore pracuja, majac w domku 8 miesieczne teraz maluchy czuja ze
            > robia zle? Wlasnie je o to zapytalam. Nie uwazaja ze robia zle.

            Nikusiu, fakt, że Twoje znajome nie uważają, że robią źle, nie zmienia faktu,
            że dziecku szczególnie w 1 roku życia fizyczna obecność matki jest bardzo
            potrzebna.

            Mialy rozne
            > powody aby wracac ale nie zaluja. Dzieci chowaja sie zdrowo, napewno tesknia
            za mama bo po ich powrocie tula sie do nich i pragna ich ale one daja z siebie
            >wtedy wszystko.

            Przecież nikt nie mówi, że jak matka wróci do pracy to dziecko zacznie
            chorować. Skutki są mniej spektakularne niż infekcje, co nie znaczy, że ich
            nie ma. I w przypadku kilkumiesięcznego malucha codziennej nieobebecności
            matki przez większą część nie da się w pełni zrekompensować dawaniem z siebie
            wszystkiego po powrocie.


            > Mam rowniez kolezanke, ktora jest w domu w 3 latkiem. Dziecko na pewno sie
            > cieszy ale ona zrobila sie nerwowa, czesciej na nie krzyczy, coraz czesciej
            > chce sie wyrwac z domu choc na chwile. Wiekszosc obowiazkow popoludniowych
            > przejmuje maz gdyc ona nie ma juz cierpliwosci do malej. A dziecko jest dosc
            > zywe ...

            Toteż ja napisałam, że w nikogo kamieniem nie rzucę, bo naprawdę nie wiem jak
            bym się zachowała gdyby brak pracy mnie frustrował. Fakt, że uważam, że
            to "siedzenie" przez pierwszy rok jest ważne, nie oznacza, że mam gotową
            receptę dla matek, które bardzo chcą wrócić do pracy. Ja faktycznie nie wiem,
            czy sfrustrowana, może nawet pełna żalu do dziecka matka w domu jest lepszym
            wyjściem dla malucha, od tej która pracuje i dzięki temu psychicznie czuje się
            dobrze, co przekłada się na stosunek do dziecka. Sądzę, że idealnie jest gdy
            matka zostaje z dzieckiem, bo chce. A co mają robić te które bardzo tego nie
            chcą? Nie wiem i dlatego żadnego wyboru nie będę oceniać

            > W temacie wynajmowania chyba nie zrozumialysmy sie najlepiej ...

            Chyba się zrozumiałyśmy smile

            > Pozdrawiam
            > Nika

            Pozdrawiam
            Martyna
    • agusiah Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 08.01.04, 11:42
      Hmmmm....
      A ja lubię zmieniać mojej córeczce pieluchy. Serio. Te wierzgające pulchne
      stópki, te uśmieszki, gugania...
      Może to dlatego, że nie mam doktoratu? Na kołku zatem powiesiłam tylko
      fakultety. A może dlatego, że odczuwam organiczną niechęć do zachowań
      patetycznych?
      Etos na stos!
    • aluc jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów :) 08.01.04, 11:57
      hmm... wieszanie nieetyczne????

      weźmy policzmy

      skończyłam darmowe dzienne studia - fakt
      od prawie 10 lat pracuję w swoim zawodzie za niemałe pieniądze, za moje podatki
      z pewnością Szan. Państwo mogło, po opłaceniu mojego urlopu macierzyńskiego i
      odzyskaniu kasy wydanej na moje studia, które do drogich nie należą,
      wykształcić przynajmniej kilku wink takich darmozjadów jak ja
      studia doktorancke za pieniądze (moje własne)
      w dodatku jeszcze wieszając doktorat na kołku zwalniam miejsce dla jakiegoś
      młodszego i zdolniejszego, co to będzie się chciał bardziej Nauce przysłużyć wink

      to gdzie tu brak etyki????? ja się zapytowywuję wink

      bo mi z tego podliczenia wynika, że jeśli ktokolwiek na tym cokolwiek traci (w
      znaczeniu materialnym jak i ogólnofilozoficznym i samorozwojowym) to tylko i
      wyłącznie ja wink

      no chyba, że chodzi o to, że jak powieszę i zajmę się tylko wyłącznie
      zmienianiem pieluch, to Szan. Pańswto już grosza podatku ze mnie nie
      ściągnie wink
      • wieczna-gosia Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 12:19
        No wlasnie...
        ja doktorat co prawda panstwowy, ale w koncu jakas liczbe godzin mam, czyli
        place podatki czyli tez sie zwracam (chyba).
        Ja to juz zupelnie pomine ze wszystkie dzieci urodzilam w czynie spolecznym
        bez urlopow macierzynskich, wychowawczych oraz zwolnien lekarskich bo kurom
        domowym takich nie daja.
        Im wiecej dzieci posiadam i dluzej zyje tym wieksze mam wrazenie ze jesli ktos
        komus powinien placic to panstwo mi za produkcje obywateli. No slowo daje
        wyrzutow sumnienia nie posiadam wink)
        Tak na marginesie powiedzialam dzisiaj o ciazy babci... i oczywiscie co
        uslyszlam? To teraz juz sie kompletnie uziemisz. Po co ci to wysztalcenie
        bylo? Nie ma to jak wsparcie rodziny hehe wink)
        • mumin_ek Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 13:22
          Ech, punkty widzenia nam sie rozmijaja.
          Ja nie bronie dostepu do edukacji mamom masci wszelakiej.
          Ale przegielas Goska, ze panstwu dzieci w czynie spolecznym rodzisz i powinni
          Ci za to doplacac. Panstwu nic do tego, sorki za szczerosc, ale to Twoje dzieci
          i Twoj obowiazek, a takze przyjemnosc i radosc macierzynstwa, choc na pewno nie
          zawsze rozowa.
          A ja bym miala wyrzuty,ze miejsce na elitarnych studiach zablokowalam, choc do
          mojego rozwoju osobniczego to tez potrzebne i do wychowania Muminka tez sie
          przyda. Ale przeciez bedac na wychowawczym moglabym sama sie przez ten material
          przeczolgac i bez dyplomu miec te sama wiedze.

          Chyba to wszystko kwestia swiatopogladu jest...

          Choc nie zarzekam sie ze przy czwartym-piatym-szostym brzdacu na wychowawczym
          nie wyladuje, choc te brzdace malo prawdopodobne. ALe przynajmniej wtedy bede
          miala swiadomosc ze poppracccowalam.
          • martynka30 Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 13:36
            Państwo ma bardzo wiele do tego, bo to dzieci Gośki będą pracować na Twoją
            emeryturę. Pozdrawiam
            • aluc Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 13:41
              martynka30 napisała:

              > Państwo ma bardzo wiele do tego, bo to dzieci Gośki będą pracować na Twoją
              > emeryturę. Pozdrawiam

              eee, wieczna jak na razie same córy ma, mogą z nich wyrosnąć takie same
              darmozjady jak matka smile)
              • mader1 Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 14:10
                ale jezeli te cory - darmozjady porodza po pieciu synow, to mamy 25
                podatnikow smileZ Gosi i jej meza. Tak, Szan. Panstwo ma wiele do rodzenia
                dzieci, bo przy tym systemie podatkowo - emerytalnym przyszli dorosli
                podatnicy sa Panstwu bardzo potrzebni. Mysle tez, ze zadna z nas nie
                blokowala nikomu miejsca ani na studiach magisterskich ani doktoranckich, po
                prostu, wybacz, bylysmy lepsze smile Za to nie blokujemy nikomu miejsca na rynku
                pracy, ktory sie teraz kurczy ! A ja jeszcze stworzylam sobie miejsce
                pracy bez udzialu Panstwa i place ZUS i podatki nie chodzac na
                zwolnienia, urlopy itd. W dodatku czesto korzystam z prywatnej sluzby
                zdrowia, a moje dzieci chodza do prywatnej szkoly !
                Gosiu, jezeli mam napisac jakies deklaracje - uwazam, ze mama powinna jak
                najwiecej czasu spedzac z dzieckiem. Ja bylam z pierwszymi po 3 lata,
                teraz z innych wzgledow jestem z ostatnim troche mniej. Ale wciaz to z
                nim jestem najwiecej - tylko dwa razy w tyg. wychodze do pracy. Malo
                tego, uwazam , ze w zyciu starszych niz 3-lataa dzieci moga byc
                takie sytuacje, kiedy ktorys z rodzicow bedzie musial odlozyc swoje
                szczescie zaawodowe na chwile i przybiec z pomoca. Nie wyobrazan sobie
                zostawienia dziecka w chorobie, w potrzebie - choc mam na tyle juz
                pokory, ze wiem, ze zycie moze mi splatac figla.
                I nie lubie feministek - mimo iz nie wynalazly pracy. Potem napisze
                jeszcze o fiu bzdziu , ale teraz musze wracac do synka.
                Babci juz nie mam, wiec nastepnego dziecka nie skomentuje.
                • mumin_ek Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 14:21
                  Jej - teraz to sie juz nie odzywam, bo to ja jestem darmozjad, ze zamiast
                  dzieci rodzic do biura chadzam. Nieladnie, Mumin, nieladnie.

                  Jakie to szlachetne nie blokowac miejsc prracy! I korzystac z prywatnej sluzby
                  zdrowia i szkoly. Pieknie, czesc Ci i chwala za to!

                  I teraz to juz byla przegieciowa, mile Panie.

                  Pozostanmy przy swoich pogladach i rozstanmy sie w pokoju.

                  A Mumin idzie sobie dac po lapkach ze nie planuje kolejnego Muminka wkrotce.
                  Coz, zdrowie nie to...

                  Kasia
              • martynka30 Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 14:20
                aluc napisała:
                > eee, wieczna jak na razie same córy ma, mogą z nich wyrosnąć takie same
                > darmozjady jak matka smile)

                Im ich więcej tym mniejsza szansa, że wyrosną same darmozjadysmile
                Jeśli niestety jednak zgubny przykład matki sprawiwink, że wszystkie zostaną
                darmozjadami, to jest spora szansa, że narodzą tyle dzieci w czynie
                społecznym, że emerytury naszych dzieci będą zabezpieczonesmile.
                Jeśli nawet to nie okaże się prawdą, to może chociaż zostanie im tyle
                przywoitości, by nie pracując wesprzeć mężów w karierze, dzięki czemu ZUS
                będzie mógł ich bardziej złupićsmile.

                Poza tym do tego czasu, może pewnemu ruchowi samozwańczo określającemu się
                femizmem uda się w imię naszego szczęscia doprowadzić do obowiązku pracy dla
                kobiet i obowiązkowego urlopu ojcowskiego, co uniemozliwi córkom Gosi zostanie
                darmozjadami, ha! Śmiałe marzenia, ale skoro w Szwecji już istnieje
                obowiązkowy urlop ojcowski to kto wie? wink
            • mumin_ek Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 14:16
              Nie licze na emeryture od panstwa :p Nie starczy tego na zaden dom starcow.

              I nie zapominaj, ze moje dziecie tez bedzie prracowac na Wasze emerytury, choc
              nie wiadomo, bo moze uzna, ze najbardziej meskie jest pojscie na wychowawczy wink

              Ojej, nie wyjezdzajcie juz z takimi tekstami! Matka Polka wonie na odleglosc.
              Pisalam, ze to kwestia swiatopogladu, ja mam taki a nie inny. Wy macie swoje
              poglady. I wieszajcie sobie te doktoraty gdzie chcecie - wszakoz to tez
              swiadczy o szacunku do siebie wink

              A co do pieluch, to ja nie mam nic przeciwko ich zmienianiu, tylko chce cos
              jeszcze w zyciu robic.

              I wiecie, co - teraz to sie nagonka na Mumina zrobila.

              Juz pisalam, ze to kwestia priorytetow i wyznawanych zasad.

              Pozdrawiam,
              Kasia
              • aluc Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 14:23
                ależ muminku, ja też chcę coś w życiu zrobić smile))

                jeśli cokolwiek tu atakuję, to jedynie pewne myślowe uproszczenia wink

                ja - Matka Polka pracująca - jak na razie - zawodowo 12 godzin na dobę smile)))
                • mumin_ek Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 14:43
                  Mialam sie nie odzywac, ale ten Aluc taki sympatyczny smile
                  I ja tez chce cos zrobic i czuje to samo co Ty wzgledem swojego Dzieciecia...
                  NIe jest lekko. I dlatego, ze nie ma wsparcia moralnego przynajmniej, a sama
                  jedna nagonka, slabo mi. Szczegolnie zem taki darmozjad i dzieci wiecej nie
                  rodze.

                  I tez chce cos w zyciu zrobic smile

                  Moze poslugujemy sie pewnymi uproszczeniami - trudno - takie zycie. Nie
                  wyjasnimy tu tego z detalami, zycia nie starczy.

                  Mam nadzieje, ze wogole tej emerytury dozyje, bo Martynka zapomniala, ze wielu
                  z potencjalnych emerytow moze jej nie doczekac, czego nikomu nie zycze.

                  I dajcie juz spokoj z tym wywlekaniem doktoratow, to byla PROWOKACJA (sorki
                  ALuc, ze w poscie do Ciebie). Teraz to juz nudne.

                  Pozdrawiam,
                  Matka nie-Polka prraccujaca zawoodowo
                  • martynka30 Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 14:55
                    > Mam nadzieje, ze wogole tej emerytury dozyje, bo Martynka zapomniala, ze
                    wielu
                    > z potencjalnych emerytow moze jej nie doczekac, czego nikomu nie zycze.

                    Nie zapomniała,nie zapomniała, ale procent zejść przed wiekiem emerytalnym
                    jest za niski (i wciąż wiek życia się wydłuża), by mógł sprawić, by przyrost
                    naturalny był odpowiednio (odpowienio do liczby emerytur) dodatni.

                    Mumin powiedz proszę jak to jest z tą nagonką? Dlaczego to działa w 1 stronę?
                    Jak Ty piszesz takim jak ja, że do pieluch niepotrzebny doktorat (tak tak
                    wiem, ze jestem nudnasmile, bo to prowokacja, coż z tego że ze świadomą
                    złośliwością jak sama zauważyłaś), że blokujemy miejsca na elitarnych studiach
                    itd itd itd to nie jest nagonka. Absolutnie! Ale jak ja (ktoś) pisze, że
                    dzieci innych będa zarabiać na Twoją emeryturę to jest nagonka, he? tongue_out wink

                    p.s. ja też jestem sympatyczna, tylko czasem się z tym kryjęwink)) Pozdrawiam
                    • brendastar Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 15:05
                      Kurcze blaszka, czy jest o co kruszyć kopie?
                      Cudze dzieci będą pracowały na nasze emerytury za to my pracujemy teraz aby
                      rzeczone dzieci mogły być leczone za darmo.
                      Zresztą jak to będzie z tymi emeryturami to Bóg jeden raczy wiedzieć. Zrobią
                      jeszcze z 5 reform i człowiek zamiast emerytury dostanie talon na miskę rosołu
                      z samolotusmile
                      Ja tam ufam OFE do którego się zapisałam i mam nadzieję, że MOJE pieniądze
                      pracują tam na MNIE. Ale zawsez może być jakaś przewałka, prezes pryśnie do
                      Izraela i bryndza...
                    • mumin_ek Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 15:17
                      Ojoj - ja o sobie pisalam, ze nie chcialabym blokowac miejsca na studiach itd.
                      O qrcze blade - no taki typ czlowieka jestem. NIe napisalam, ze Wy
                      blokowalyscie miejsca na studiach. Pisalam o SWOICH pogladach. Wiele innych
                      rzeczy tez pisalam, ktore umknely. Ze wkurza mnie fanfaronada pt. doktorat i co
                      z tego, bo ja w domu. A nie lepiej i prosciej napisac, ze dziecko najwazniejsze?

                      Moze to problem potrzyby dowartosciowania sie? Mysle, ze chyba o to chodzi. Czy
                      to wstyd przyznac, ze dla dziecka, a nie zaczynac, ze mam 5 fakultetow, ale mam
                      to wszystko w nosie, bo z dzieckiem jestem. Coz dziwak ze mnie i pewnie sie
                      slow czepiam, ale mi naprawde tylko o te kolejnosc chodzi. Nie chodzi przeciez
                      o to ze ktos gwizdze na swoje wyksztalcenie, ale o to ze wazne jest dla niego
                      dziecko.

                      No czasem sympatyczna jestes :p

                      Jestes, jestes, mimo ze sie kryjesz.

                      Mumin
              • martynka30 Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 14:30
                > Nie licze na emeryture od panstwa :p Nie starczy tego na zaden dom starcow.

                no przy ujemnym przyroście naturalnym (swoją drogą fajne wyrażenie "ujemny
                przyrost") to rzeczywiście nie ma siły, by starczyło. Jesli jednak starczy na
                więcej to właśnie dzięki dzieciom Gośki. I jakoś jestem dziwnie spokojna, że
                wbrew deklaracjom, że nie liczysz na tę emeryturę (i nie od państwa, tylko z
                naszych pieniędzy) to będziesz ją pobierać tongue_out

                > I nie zapominaj, ze moje dziecie tez bedzie prracowac na Wasze emerytury, ;-

                Twoje dziecie nie bedzie w stanie zapracowac na Twoją emeryturę w całości, bo
                będzie jeszcze zmuszone pracować na emerytury tych którzy dzieci nie mają,
                tych którzy będą mieć dzieci bezrobotne, tych którzy będa mieć dzieci
                niezdolne do pracy i tych których dzieci nie dożyją dorosłości (przepraszam za
                drastyczność)


              • alva2 Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 15:39
                Od początku śledzę waszą dyskusję, czasemmi się podoba to co czytam, czaem
                mniej, ale jeden wniosek mi się nasuwa,z który chciałam zapoznać szanowne
                koleżanki,co prawda z wielką niśmiałościąsmilebo ja-cóż ,jeden fakultet ( co
                prawda na pożądnym uniwerku), doktorat gdzies na horyzoncie i to tylko z
                konieczności. ale niech tam smile jak czytam to co piszecie,to mam wrażenie
                jakbym żyła w innym kraju. wkraju gzie kobieta może podejmować decyzje
                pracować czy nie kierując się cała masą względów,jakże ważnych ,ale
                pozafinansowych. drogie koleżanki, są jeszcze tacy, którzy nie mają wyjścia i
                muszą iść do pracy, bo mąż zarabia 1300zl, adziecko można zostawć z babcią ,
                która nic nie kosztuje. i nie ma tu mowy o wyborach, ja wiem, że nie o tym ta
                dyskusja, ale to też fragment rzezcywistości, z tego co piszecie,co prawda nie
                waszej ale też istniejącej, pozdrawiamsmile)))
                • wieczna-gosia Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 16:23
                  Oj niestety istniejacej a jakze.
                  Dlatego ta dyskusja jest czysto akademicka i dlatego tak milo produkuje sie w
                  niej watki. Faktem jest ze wiekszosc moich kolezanek wlasnie dlatego poszla do
                  pracy ze musiala. I jesli taka osoba moim kosztem dorobi sobie ideologie ze
                  tylko li i jedynie matka pracujaca jest cacy bo ma jej to ulatwic chociazby w
                  malym stopniu pogodzenie sie z tym wyborem (bo wrocilaby sobie chteniej po
                  roku czy poltora a nie po 4 miesiacach) to ja ja rozumiem. Zrobilabym tak samo
                  gdyby teraz okazalo sie np dzisiaj ze MUSZE isc do pracy. poszlabym
                  oczywiscie. I bylabym zapewne najbardziej zaciekla matka pracujaca na tym
                  forum. Tak samo zreszta sie dzieje w druga strone- jesli kobieta w
                  dramatycznych okolicznosciach w domu zostaje (bo 70% bezrobocia w regionie i
                  nie ma szans na prace czy maz ja zamknal w zlotej klatce)- to tylko krok do
                  szarzujacej matki polki. Niestety.
              • wieczna-gosia Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 16:15
                > I wiecie, co - teraz to sie nagonka na Mumina zrobila

                Nie no serio? I to pisze osoba ktora dwa posty wyzej pisze nie no sorry
                Goska ....??
                O wlasnie TO mam mumin na mysli kiedy pisze o braniu pewnych spraw
                personalnie. I o pewnym przewrazliwieniu.
                Bo ja napisalam np ze MAM WRAZENIE ze panstwo mi powinno placic, a nie ze ja
                sie domagam. Zdecydowalam sie na te dzieci jak mi panstwo nie placilo umowmy
                sie, z tym ze im jestem starsza tym wyrazniej widze jak mi to panstwo poza nie
                przyznawaniem praw odbiera te ktore juz sa. Zabiera ulgi ale podatkow
                przypadkiem juz nie obniza (a ulgi na szkolnictwo to polecaly jako jedne z
                pierwszych) czy zmienia system dodatkow m. in. rodzinnych w taki sposob ze moj
                maz szanowny musialby zarabiac 3500 BRUTTO zeby sie lapac. Smiem twierdzic ze
                za 3500 brutto nie tylko rodzina z pieciorgiem dzieci sie nie utrzyma co z
                dwojgiem wink) A przeciez dzieki temu ze siedze w domu nie tylko nie blokuje
                etatu w pracy ( a takie przeciez bezrobocie) to nie blokuje miejsc w zlobkach,
                a jedynym miejscem jakie blokuje jest miejsce siedzace w srodkach
                transportu wink)
                Co do szkolnictwa zgadzam sie z maderem wink) co ja egzaminow nie zdawalam? Na
                studia doktoranckie nie zdawalam. Zdawalam. I sie dostalam. Gdzie tu
                blokowanie? Kiepscy byli po prostu wink)
                > A co do pieluch, to ja nie mam nic przeciwko ich zmienianiu, tylko chce cos
                > jeszcze w zyciu robic.

                Muminek ty caly czas popelniasz blad logiczny- tzn piszesz ze ty chcesz cos
                jeszcze w zyciu robic a mi tego prawa odmiawiasz twoerdzac ze komus miejsce na
                studiach blokuje. Ja tez cos jeszcze chce w zyciu robic. I robie. Studiuje
                mianowicie. To ze doktorat pisze dla niczym niezmaconej radosci nie znaczy ze
                przez najblizsze 15 lat bede wychowywac dzieci a pozniej wnuki wink) tym
                bardziej ze przewijac nie lubie wink) napisalam wyraznie w PIERWSZYM poscie ze
                kiedy przyjdzie czas ze bedzie wypadalo pojsc do pracy- to COS wymysle. Nie
                napisalam -to nie pojde tylko zamkne sie w domu i bede z lezka w oku
                rozpamietywac jakie te dzieci bezduszne wink) Z tym ze faktycznie pracy to ja
                sobie nie wyobrazam- chyba ze jakas wlasna dzialalnosc. Ale- moge byc
                tlumaczem to nie wymaga wieku 25 lat i nienagannej prezencji, moge prowadzic
                rodzinny dom dziecka np (doswiadczenie bedzie ogromne), moge w czynie
                spolecznym rozdawac obiady w monarze (bo mam czas) czy uczyc za darmo
                angielskiego (bo mam pracujacego meza). Moge zabrac dziecko z obnizona
                odpornoscia na 3 miesiace w gory bez blokowania etatu na bezplatnym zwolnieniu
                i jednoczesnie blokowania miejsca w sanatorium. Moge spokojnie sie zajac moja
                mama kiedy bedzie tego potrzebowac, tak jak w gruncie rzeczy zajmuje sie
                babcia ( ajesetem jedynaczka wiec zapewne tak bedzie) bo mam czas. Moge
                wyprowadzic sie na Wyspy owcze i zjac pasterstwem i wyrobem sera w koncu wink)
                Kazdy nasz wybor jest w gruncie rzeczy poswieceniem czegos ( a fee jakie
                slowo). Kazdy. Pojscie do pracy w takim samym stopniu zmusza do poswiecen jak
                rezygnacja z pracy tyle ze na innych frontach. A jesli czlowiek cos poswieca-
                to niezaleznie od drogi zyciowej moze stac sie zgorzknialym ciezarkiem lub
                dziarska staruszka.
                Ktos tu slusznie zauwazyl ze czemu pierwszy rok i ktory pierwszy rok jest
                najwazniejszy. Dla mnie wcale nie ten pierwszy rok zycia byl najbardziej
                znaczacy i najwieksze blogoslawienstwo odczuwalam z faktu ze jestem w domu a
                pierwszy rok w przedszkolu (polowa roku bylaby na zwolnieniach) i pozniej
                pierwsza klasa. Tu czulam ze najwiecej moge, ze moja obecnosc najwiecej wazy.
                Tyle z perspektywy czasu moge powiedziec. Ja osobiscie zeby mumin nie uwazal
                ze na niego napadam. Za to mam poczucie ze pierwsze trzy lata bylam potrzebna
                jako ta najbezpieczniejsza osoba, ktorej wcale nie trzeba za reke trzymac ale
                dobrze jest miec ja w zasiegu wzroku, no i fajnie jak czasami przewinie wink)
                ale wtedy zaczelam nurkowac chociazby i w zasadzie kazdy weekend spedzalam w
                jeziorze. Wtedy tez studiowalam intensywnie i nie czulam sie przytloczona
                obowiazkami wzgledem dziecka. Teraz natomiast mam dwie stare corki ktore juz
                teoretycznie powinny sprawiac mi najmniej zajecia a tymczasem szacuje ze ich
                sprawy mnie pochlaniaja w 60% conajmniej- czesto nie mam czasu przeczytac
                maluchom bajki bo zaangazowalam sie w dyskusje swiatopogladowa i jest ona dla
                mnie tysiackroc bardziej wychowaniem niz to nieszczesne przewijanie
                pieluch wink) I dlatego przewinie maz i wykapie wink) chyba ze temat mu podejdzie
                i przyjdzie sie klocic z nami wink) wtedy solidarnie kapiemy maluchy klocac sie
                dalej w lazience wink) Ale gdyby 10 lat temu ktos mnie zapytal ktory czas jest
                najwazniejszy- odpowiedzialabym bez wahania- pirwsze trzy lata. U mnie sie nie
                sprawdzilo.
                • alva2 Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 20:19
                  . in
                  > > za 3500 brutto nie tylko rodzina z pieciorgiem dzieci sie nie utrzyma co z
                  > dwojgiem wink) > >
                  > Myślę i jestem o tym głeboko przekonana, że nie masz racji. Za taką sumę
                  utrzymuje się spora część społeczeństwa, jeżeli nie większość. i -wybacz-
                  skojarzyło mi to się ze stwierdzeniem, nie mają chleba, niech jedzą ciastka.

                  >

                  > >
                • hancik5 Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 09.01.04, 08:37
                  Za 3500 brutto nie utrzyma się dwojga dzieci ? Aż mnie ścisnęło w żoładku ! Na
                  jakim świecie ty żyjesz ? Warszawa to nie cała Polska, rozejrzyj się trochę
                  dalej i nie pisz tak, proszę, bo robisz tym więcej złego, niż dobrego.
                  Pozdrawiam.
                • alva2 Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 09.01.04, 09:46
                  Sorki wieczna-gosia ,że jeszcze do ciebie ale właśnie usłyszałam w telewizorku
                  że w Warszawie ponad 2000 dzieci utrzymuje rodziny, tyle udało się namierzyć!
                  i teraz będę złośliwa -to pewnie dzieci z tych rodzin, które mają dochód 3500
                  brutto
                  • wieczna-gosia zabki nie zrozumialysmy sie ;)) 09.01.04, 11:23
                    A badzcie sobie zlosliwe. Rodziny z 4 i wiecej dzieci to 4% rodzin wg spisu.
                    3 i pol brutto to ze dwa netto prawda (doliczajac np wyzsza skladke zdrowotna
                    ktora odchodzi na taka liosc dzieci)?
                    Limit na dwoje dzieci to 2000 brutto czyli z 1200 netto. zapewne sa regiony
                    gdzie o takiej forsie mozna tylko sie marzy. Wiekszosc moich znajomych w
                    Warszawie z 800 wydaje na rachunki, dla nich oznacza to po prostu zadluzanie
                    sie splacanie poprzez zadluzanie w innych miejscach itp.
                    Robaczki cyfry wam oczy zaslonily? Dla mnie limity tych zasilkow sa
                    skandalicznie niskie!! Kompletnie zle mnnie zrozumialyscie, bo ja sama
                    napisalam ze dzieci mam tyle ile mam BEZ doplat wink) Ale rodziny ktore z
                    zasilkow na wielodzetnosc korzystaly- znam bo swoj swego wypatrzy. Wlasnie o
                    to mi chodzi- ze system polecial po latwiznie i zamiast zweryfikowac to bral
                    te zasilki bo niezly z niego cwaniak a komu sa potrzebne naprawde zeby pomoc
                    mu w godnym zyciu ( a to przeciez niewielkie kwoty rodzinne na jedno dziecko
                    to 40 zeta a nie kupno wegla na zime..)- obcial je wszystkim, w dodatku
                    ujednolicajac kwoty. To samo ma sie szanse stac z rentami- znacie prawdziwych
                    rencistow? To w nich wlasnie uderzy a nie w mojego sasiada "kurczakiem"
                    zwanego bo ma trzy sklepy i alfa romeo pod blokiem ale rencista jest i sie
                    szczyci. Znacie rodziny nie zyjace w skrajnej biedzie? Im te zasilki nie
                    pomoga wiele- chociaz oczywiscie bedzie im sie nalezec, ale jak czlowiekowi co
                    miesiac brakuje 500 zlotych to jak dostanie 50 od opieki to pomoze mu? Znacie
                    takie gdzie nie starcza ciut ciut, bo np zamiast wymaganego 1200 jest 1300? A
                    to w warszawie malo? no to im dalej starczac nie bedzie.
                    Policzylam dla rodziny z 5 dzieci bo jest mi to blizsze wink) Gdyby moj maz te
                    2000 na reke przynosil to nie siedzialabym tu i nie teoretyzowala tylko
                    siedziala w pracy wink) wiem ze dla przecietnej rodziny to duzo. Dla rodziny z 5
                    dzieci malo. Przedszkole to wydatek rzedu 200 zlotych czyli 4 dzieci
                    przedszkolakow to 8 stowek, bo znizki na drugie dziecko w warszawie zniesli
                    (kiedys za 2 sie placilo polowe a za trzecie i nastepne nic).
                    I o to mi zabki chodzilo, nie o ciastka. Przeliczcie to sobie na wasza
                    sytuacje finansowa- jesli zarabiacie wlasnie tyle i i tak dajecie sobie rade
                    to wypada sie tylko cieszyc bo jeszcze ZUS dorzuci po 50 zeta na dziecie.
                    Jesli rady sobie nie dajecie- to przyzwyczajcie sie do mysli ze ZUS wam nie
                    pomoze.
                    I pokoj siostry pokoj wink)
                    • hancik5 Re: zabki nie zrozumialysmy sie ;)) 09.01.04, 12:15
                      Chwila moment Gosiu, napisałaś, że 3500 brutto nie starczy i na dwoje dzieci, a
                      co dopiero na pięć. No cóż mój mąż blisko habilitacji chciałby tyle zarabiać,
                      nie mówiąc o mnie, a pracuję też na uczelni, tyle, że nie naukowo. Hmm,
                      Warszawa nigdy nie zrozumie Lublina, Rzeszowa czy Bydgoszczy (mam tam teściów i
                      brata męża z rodziną). A z drugiej strony mój brat pracuje w Warszawie w firmie
                      elektronicznej i z trudem ma (pracuje po całych dniach) ok. 4200 brutto, to ile
                      ludzi nawet w W-wie zarabia na te troje-czworo dzieci ?
                      • wieczna-gosia Re: zabki nie zrozumialysmy sie ;)) 09.01.04, 12:56
                        No moze faktycznie z ta dwojka przegielam...
                        wink))
                        chociaz pomyslmy.
                        Rachunki warszawskie za ten 1000 1000 zostaje na zycie. Przedszkole 200 na
                        lebka, jedzenie cholercia nie wiem ile sie przecietnie w warszawie wydaje na
                        dwoje dzieci bo ja to hurtowe zakupy robie wink) ze 400? Na zycie kurtki
                        prezenty wakacje zostaje 200 miesiecznie. W warszawie. Czyli faktycznie-
                        rodzina sie utrzyma, ale zeby kokosy to byly to nie powiem. Cofam dwojke
                        dzieci i zakopcie swoj topor wojenny wink)
                        • hancik5 Re: zabki nie zrozumialysmy sie ;)) 09.01.04, 13:17
                          Wojenny to on może nie był i nie topór, ale dobra , zakopany. A dla ciekawostki
                          to jeszcze dodam, że przy naszych dochodach z budżetówki (ile to brutto razem ?-
                          może ze 3600 (BRUTTO) spłacamy 1000 kredytu mieszkaniowego, opłacamy
                          przedszkole (230 mies, bo z angielskim i rytmiką), jemy i pijemy, myjemy się a
                          na dodatek za tydzień idziemy z Kasią do teatru !! Rozpusta, jedynie na ten
                          upragniony samochód chyba już nigdy nam nie starczy i komputer coś starawy,itp,
                          itp. Acha, dziadkowie nic nam nie dają, lubimy sobie dawać sami radę i dajemy.
                          Kasia dziewczyna na schwał dożywiona i ubrana. Tylko dlaczego te ciuchy dla
                          mnie takie drogie !!
          • agusiah Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 14:05
            Gosia, no widzisz, siedzisz w domu, nic nie robisz i jeszcze się uczysz za
            państwowe, czyli nie twoje. Bo państwowe to jest np. dla muminka. Nie dla Gosi
            co ma dzieci. Bo muminek jest dla państwa przydatny, a taka Gosia - łeee.
            Zasuwaj do RFN-u, tam zdaje się płacą, jak się dziecko urodzi, dorobisz
            sobie smile.
        • brendastar Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 14:01
          Póki co tylko w Łęczycy Burmistrz placi za nowonarodzone dziecismile)))
          Wystarczy zmienić melduneksmile))))))))))
          • agusiah Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 14:07
            O proszę, do Łęczycy też warto. Mamę mam tam niedaleko, szkoda że nie
            wiedziałam.
            Do Aluc: natchnęłaś mnie tym doktoratem. Zrobię go sobie do powieszenia.
            Platonicznie.
            Naprawdę pieluch nie lubicie zmieniać? Ja pasjami.
            • hancik5 Re: jeszcze o wieszaniu doktoratów i fakultetów : 08.01.04, 14:30
              Ja doktoraty mam niestety daleko gdzieś i to w dodatku z własnego wyboru.
              Najwyraźniej nie mam żadnych ambicji. I dobrze mi z tym, wystarczy mi mąż
              produkujący swoją habilitację i na dodatek nie przeżywam z tego powodu
              frustracji. Lubię dom, lubię gwar domowy, tupanie nóżek, szkolenie się w
              kulinariach i inne śmieszne rzeczy, czego mama mnie niestety nie nauczyła, bo
              sama nie umiała, bo jej znowy mama nie nauczyła.
              Jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem, gdyby jeszcze mieć więcej dzieci !
    • 73nikusia Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 08.01.04, 20:13
      Czesc
      Wlasnie przejrzalam wszystkie swoje posty i ...
      maak3 napisala cytujac mnie:
      "maluchy z matką w domu są krzykliwe i etc."
      alez ja nigdzie nic takiego nie pisalam.
      O naturalnosci ojcostwa nie trzeba mi pisac. Tu raczej chodzilo o to ze moja
      przyjaciolka zrzucila na niego "gro" odpowiedzialnosci. Ale zeby zrozumiec
      przyklad trzeba go znac od poszewki, a ja juz pisalam ze to nasze pisanie nie
      do konca oddaje wszystko to co powinno.
      Alez ja nie mowie ze mam w swoim otoczeniu mamy siedzace w domu i bedace na
      skraju zalamania nerwowego. Ja pisze o konkretnej osobie, ktora nie daje sobie
      rady w domu, psychicznie wysiada. Jest zmeczona. I watpie zeby jej chec pojscia
      do pracy przekladala sie na brak milosci do dziecka.
      Nie chce mi sie tez wiezyc w to ze dwie moje kolezanki ktore wrocily do pracy
      zostawiajac w domu 7 miesieczniaki mniej je kochaly badz decydowaly sie na
      powrot do pracy tylko i wylacznie zaspokajac swoja proznosc wiedzac ze pierwsze
      3 lata w zyciu dziecka sa najwazniejsze i powinny spedzic je z nim.

      Mam nadzieje ze Twoja wiedza jest bardziej gruntowna niz moja i zdazysz
      wyposazyc swoje dziecko we wszystko co jest mu potrzebne do ugruntowania jego
      psychiki w pierwszych trzech latach jego zycia.

      Troche urazone jednak sa te mamy ktore wybierajac powrot do pracy przed koncem
      3 lat ich dzieci, nie przewartosciowaly swojego zycia, byc moze z braku wiedzy,
      i zdecydowaly sie na dziecko.

      Jedna z takich kobiet jest moja mama. Ona po urodzeniu mnie wrocila do pracy
      dosc szybko, po 1,5 roku. Urodzila nas troje, wychowala na pozadnych ludzi,
      wyksztalcila dajac fakultety i doktoraty. Ale moze cos w naszej psychice jest
      nie tak skoro nie byla z nami przez pierwsze trzy lata zycia.

      Przepraszam za ten zgryzliwi ton ale ...

      A w temacie "wynajmowania" martynko30 chodzilo mi o to ze jezeli prowadzimy
      cala ta dyskusje o to czy byc z dzieckiem, nie wazne czy przez pierwszy rok
      zycia czy trzy czy piec, czy wracac do pracy, kazda z nas powinna wiedziec co
      ja czeka po tym jak dziecko przychodzi na swiat. Powinna znac za i przeciw
      kazdych wyborow.
      Powinna wiedziec ze dziecko odmienia zycie ... i powinna liczyc sie z
      konsekwencjami. Mozna sobie co nieco "zaplanowac" ewentualnie zycie koryguje
      nasze plany. Jest fajna ksiazka o dziecku, wychowaniu, zyciu ...Lise Eliot "Co
      sie tam dzieje". Nie mam sily sprawdzac czy wlasnie to mialas na mysli ale
      jakos mi sie wydawalo ze nie do konca.
      Ale moze to zmeczenie po 12 godzinach pracy ... na razie jeszcze moge pracowac.

      Pozdrawiam
      Nika



    • 73nikusia Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 08.01.04, 20:27
      Hej

      Tyle sie na odpowiadalam i maak3 i martynce30 i ... wszystko skasowalo sie ...
      A ja juz nie mam sily pisac drugi raz. Zmeczona po pracy i dentyscie.

      Ale w sktrocie ... maak3 nie pisalam o tym ze dzieci mam co siedza w domu
      krzykliwe sa ... tylko zywe a krzykliwa to ta mama co siedzi w domku bo ma juz
      chyba dosc ...

      W otoczeniu swoim mam mamy co pracuja w wiekszosci... nie wiem moze wiedzy im
      brak i nie przewartosciowaly swojego zycia jak to ladnie napisalas ... tylko ze
      chyba troche zbyt mocno to ujelas. Moja mama miala nas troje, nie siedziala z
      nami przez te jakze wazne 3 lata pierwsze naszego zycia (nie polemizuje ze
      wazne, tylko nadmieniam ze nie siedziala) a wyroslismy na wartosciowych ludzi z
      horyzontami ... choc pewnie wg Ciebie bardzo waskimi.
      Gro z nas zostalo "osierocone" przez rodzicow przed tym 3 rokiem zycia i jakos
      jak patrze po znajomych to nie wyroslismy na ulomkow, zarowno psychicznych jak
      i fizycznych.

      Maak3 ty uwazasz ze tylko siedzenie w domu jest dobre, najgorsze ze uwazasz ze
      kazda matka ze wzgledu na dobro swojego dziecka powinna uwazac tak samo. Czy w
      takim razie wszystkie te ktore wracaja do pracy, jak mowilam juz z roznych
      powodow, sa gorszymi matkami?

      A co do "wypozyczania" chodzilo mi bardziej o aspekt zwiazany z tematem dysputy
      a mianowicie, moze gdyby mamy wiecej wiedzialy o tym co je czeka moglyby sie
      jakos pozytywnie nastawic do powiedzmy tego dluzszego siedzenia. Nie bylo by
      tyle stresow.

      Oj chyba bredze ze zmecznia ... hi hi hi

      Cieplo pozdrawiam Nika
    • 73nikusia ha ha ha 08.01.04, 20:31
      Oj obiecuje sobie juz nigdy nie pisac jak bede w takim stanie jak teraz. Padam
      z nog, pracowalam ponad 14 godzin (tak jest od poniedzialku) do tego wizyta u
      dentysty ... nie zauwazylam ze odpowiedzi nie mieszcza sie juz na jednej
      stronie i trzeba sobie nacisnac "nastepne".
      Znalazl sie i wczesniejszy post ... hi hi hi

      Pozdrawiam cieplo i uciekam do kapieli
      Nika
    • 73nikusia a propos doktoratu? 08.01.04, 20:50
      Mam pytanie. Z jakich dziedzin piszecie badz pisalyscie te doktoraty, w miedzy
      czasie wychowujac dzieci?

      Moj doktorat wygladal mniej wiecej tak. Pierwsze poltora roku nie wychodzilam z
      biblioteki szukajac a nastepnie tlumaczac artykuly do pracy. Praca byla dosc
      nowatorska, w ojczystym jezyku nie bylo zbyt wiele na ten temat.
      Nastepnie przez pol roku budowalam stanowisko badawcze, potem przez 1,5 roku
      robilam na nim doswiadczenia. Przez kolejne pol roku dorabialam do nich model a
      potem przez nastepne pol roku pisalam, obrabialam dane, pisalam az powstala ta
      rozprawa smile

      Tak wiec trwalo to w sumie ok 4,5 roku. Jak sobie to przypominam, ten czas, nie
      dalabym rady wychowac dziecka i robic jednoczesnie doktoratu.

      Stad ciekawa jestem waszych rozpraw??

      Nika
      • mader1 Re: a propos doktoratu? 08.01.04, 21:19
        Weszlysmy w konkrety ? Doktorat rozpoczety 2,5 roku temu, czesc
        napisana - owszem, duzo czasu spedzonego w bibliotece, bo niestety
        przez internet nie da sie smile Tuz przed urodzeniem Munia nie poszlam na
        spotkanie z promotorem i tak juz zostalo smile Munio ma rok i troche
        wiecej niz miesiac, troche zredagowalam z zebranych materialow i zostalo
        przyjete przychylnie smile Teraz musze biegac do firmy, wiec doktorat
        rozgrzebany... bo wedlug swojej wlasnej filozofii, nie zostawiam na zbyt
        dlugo swoich dzieci. Jak Munio bedzie gotowy, bede robila dalej. Jak bedzie
        gotowy, polece. Nie bede chwalic sie przed czasem smile Chyba, ze sie
        poznamy smile Z tego, co wiem Aluc chcialaby napisac doktorat do
        powieszenia i tak jak ja jest prawnikiem. Gosia tez ma rozgrzebany. Czy
        podac jeszcze kierunki studiow ?
      • alva2 Re: a propos doktoratu? 08.01.04, 21:21
        No właśnie,to jest ból. ja jestem właśnie z tych co nic na razie nie robia w
        sprawie doktoratu z powodu ciązy, macierzyństwa i paru innych powodów. moja
        praca jest typowo badawcza, a niestety tych badań mie przeprowadzę przez
        jeszcze kilka miesięcy, bo karmie piersią, a badania wymagaja wyjazdów itd,
        itd Tak więc w moim przypadku, mam nadzieję,że tylko chwilowo wink),
        macierzyństwo wyklucza tego typu rozwój naukowy. I gratuluję Nika, kawał
        dobrej robotysmile))
        • 73nikusia Re: a propos doktoratu? 08.01.04, 21:36
          Czy podawac kierunki ... nie nie trzeba ... chodzilo mi raczej o to jak
          godzicie w sumie ciezka prace jaka jest tworzenie doktoratu (bo samo juz jego
          pisanie to pikus w porowaniu z etapem tworzenia). Piszecie bowiem ze
          wychowujecie dzieci, "siedzicie" w domku ale przeciez kazda z Was wie ze to tak
          naprawde ma malo wspolnego z siedzeniem.
          Stad moje pytanie. i jak widze to wcale nie wyglada tak sielankowo.
          A ja juz myslalam ze tylko ja bym sobie nie dala rady ... bo nie wyobrazam
          sobie robienia mojej pracy i opieki nad dzieckiem jednoczesnie. Tym bardziej ze
          z praktycznego punktu widzenia nie moglabym tego robic jednoczesnie. w mojej
          pracy mialam doczynienia z chemikaliami (formaldechyd, chloroform, dwutlenek
          siarki...) z ktorymi kontakt jest raczej nie pozadany (zarowno jak sie jest w
          ciazy badz w czasie karmienia dziecka)

          Zycze powodzenia alva2 w konczeniu pracy smile
          Nika

          • mader1 Re: a propos doktoratu? 08.01.04, 22:34
            Nie, przed urodzeniem Munia nie bylo tak zle. Moje dziewczyny mialy
            wtedy 6 i 12 lat i wygladalo to tak : po odwiezieniu ich do
            szkoly - chodza daleko od miejsca zamieszkania - jezdzilam do firmy
            trzy razy w tygodniu, do czytelni lub na uczelnie dwa razy.W czytelni
            bardzo czesto bylam pierwsza smile Potem bezposrednio jechalam po te, ktora
            konczyla pierwsza - najwczesniej o 13.30 , dwa dni o 15.10 . Potem
            bylam juz z nimi. Jak pisala Gosia starsze dzieci tez maja problemy.
            wiec sie nimi zajmowalysmy, odrabianiem, wyjezdzaniem. Jezeli ktoras
            byla chora, oczywiscie odstepowalam od swoich spraw. W firmie - tylko te
            najpilniejsze. Po godz.21.00 dzieci sa juz "wyciszone", mlodsza spi,
            starsza jeszcze czyta... wtedy mialam czas dla siebie - uporzadkowanie
            rzeczy pokserowanych, tlumaczenie. Przychodzil maz. Troche malo snu, ale
            co tam. Teraz mialabym juz wiecej czasu na doktorat , gdybym na
            pierwszym miejscu nie stawiala firmy - co tu duzo gadac, doktorat jest
            dla mojej przyjemnosci, nie pryniesie wymiernych korzysci finansowych.
            Nie chce zostawiac Munia wiecej niz 2 razy w tygodniu i niestety
            pieniadze zwyciezyly smile Po prostu naprawde kocham swoje dzieci i staram
            sie z nimi najczesciej byc. Rozne wzgledy zdecydowaly, ze tym razem
            odstapilam od 3 - letniej przerwy - chociaz umownej, bo jak pierwsza
            corka miala 2 lata tez poszlam na studia podyplomowe smile Ale ciagle nic,
            poza ciezka sytuaacja materialna, nie zmusiloby mnie do zostaawiania ich na
            12 godz.
            Ciesze sie, ze masz prace za soba.
            W ktoryms z wczesniejszych postow napisalam, ze niezaleznie, co sie
            po doktoracie bedzie robilo, jest on pewna praca wykonana i pewnym
            wkladem w dana dziedzine wiedzy - wiec jest wartoscia sama w sobie. I
            ciezka praca.
      • aluc Re: a propos doktoratu? 08.01.04, 22:16
        no więc ja chciałam pisać o czymś na styku prawa i zarządzania - miałam
        siedzieć w bibliotece w ciąży, zbierać literaturę i tak dalej... skończyło się
        na wstępnej rozmowie z promotorem, szlifowaniu przez pół roku konspektu pracy
        (bo temat od strony prawnej był przewałkowany już przez parę lat i parę stanów
        prawnych he he he, jeno mi tej części ekonomicznej brakowało) i trzech wizytach
        w bibliotece... nie zdołałam nawet zaliczyć trzeciego roku studiów
        doktoranckich, bo jak się Maks urodził, to wzięłam urlop dziekański, a potem
        wróciłam do pełnowymiarowej pracy...

        no i temat leży, stany prawne dalej zmieniają się jak w kalejdoskopie wink
        literatury prawniczej przybywa na kupce, ekonomicznej nie, bo sama do mnie nie
        przyjdzie... zastanawiam się, czy olać interdyscyplinarności i nie iść
        grzecznie do PANu z prawie gotowym pomysłem, tam mają takie imprezy dla wolnych
        strzelców... temat o tyle ciekawy, że i tak głównie intelektualny, ani
        literatury zbyt doniosłej wink nie ma, ani orzecznictwa, jedynie w
        prawnoporównawcze rzeczy można się pobawić

        jedyna szansa, to to, że w ciążę zajdę i się zbiorę, jak na tzw. odgórnie
        zasugerowanymwink zwolnieniu będę siedzieć smile
        • wieczna-gosia Re: a propos doktoratu? 09.01.04, 08:19
          Ja pisze z geologii. Moja praca wymaga wyjazdow i badan. Wyjazdy zaltwiam i
          zalatwiac bede w ramach wakacji wink) bo to pieknie miejsce wink) Na badania
          przeznaczam soboty bo zalatwilam sobie wejsce do labu, gdzie normalnie nie
          wpuszczaja w soboty. W 4,5 roku sie na pewno nie wyrobie, realnie oceniam czas
          na 6 lat wink) Ale poniewaz robie to dla niczym niezmaconej przyjemnosci ( w
          dodatku z zalozenia bo szans na etat na wydziale- zadnych, to relaksacyjnie do
          tego terminu podchodze).
          A pisze wstyd sie przyznac w tramwajach- jezdze od petli do petli jakas
          godzinke z hakiem wtedy czytam literature i robie z niej notatki ktore w domu
          wrzucam w kompa calkiem sporo tego mam. W przerwach na wrzucanie pisze
          posty wink) Prace magisterska tez tak pisalam wink)
          Tak naprawde moja praca doktorska nie odbiega zbytnio metodyka od tego co
          robilam w ramach magisterki wink) a ze magisterke napisalam z dwojka dzieci to
          trzeba sobie poprzeczke podnosic wink)
          • maak3 Re: a propos doktoratu? 09.01.04, 08:40
            > A pisze wstyd sie przyznac w tramwajach- jezdze od petli do petli jakas
            > godzinke z hakiem wtedy czytam literature i robie z niej notatki ktore w
            domu
            > wrzucam w kompa calkiem sporo tego mam.
            czyli nie tylko ja traktuje tramwaje jako miejsce naukowej zadumy wink))
            • mader1 Re: a propos doktoratu? 09.01.04, 09:48
              pamietam, jak bylam jeszcze bezdzietna ( swietna) studentka. Nie moglam
              pracowac w czytelni - rozpraszalam sie. Musialam skupic sie w zaciszu
              swojego pokoju. A teraz.... w czytelni byly idealne warunki. Moj kolega z roku
              popatrzyl mi kiedys przez amie jak wstukuje do laptopa, odkladam do kserowania,
              sortuje i powiedzial "Wow ( bo to teraz modne), ale ty pracujesz !!!" Taka
              mama z dziecmi wykorzystuje czas o wiele efektywniej - czyta w autobusach, jak
              czeka na zajeciach dodatkowych na dziecko, wszedzie smile
              • ulala72 Re: a propos doktoratu? 09.01.04, 10:57
                A ja obroniłam doktorat z literaturoznawstwa. Przez pierwszy rok głównie
                prowadziłam zajęcia ze studentami, szlifowałam konspekt i języki. Ale jakoś
                nie mogłam się w tym odnaleźć. Miałam jednocześnie za dużo i za mało czasu, i
                jakiś ogólny chaos ontologiczno-aksjologiczny. Pomyślałam, że studia
                doktoranckie do DOBRY czas na macierzyństwo. I faktycznie, przez całą ciążę
                siedziałam w bibliotece i zbierałam materiały na potem (ale ciężko było tak
                siedzieć, fakt). W 9 miesiącu zdałam egzamin z języka i filozofii. Jak urodził
                się mały, to wzięłam na rok urlop od zajęć, siedziałam w domu murem i pisałam.
                Po roku (kiedy mały przestał być mały i znacznie się uruchomił)zatrudniłam
                opiekunkę na parę godzin dziennie, w czasie których wychodziłam do mieszkania
                koleżanki, gdzie urządziłam sobie biuro (dzięki, Aśka, za życzliwość). Poza
                tym zaczęłam na nowo dawać lekcje (na tę nianię) i jakoś udało się. Mąż
                niestety nie poczuwał się do jakiegoś powazniejszego wspierania moich
                naukowych fanaberii, ale cóż, przetrwałam i to.
                Ale warunkiem tego sukcesu była prawidłowo przebiegająca ciąża i zdrowe
                dziecko. Za drugim razem już by mi się nie udało.
                Na marginesie Waszej dyskusji - jest rzeczywiście czysto AKADEMICKA (w
                pozytytwnym i negatywnym tego słowa znaczeniu). Ja na razie mam zbyt wiele
                realnych problemów z chorym dzieckiem, żeby tak czysto bezinteresownie
                zastanawiać się nad wyższością świąt Wielkiej nocy nad świętami Bożego
                Narodzenia. Co nie znaczy oczywiście, że mając wolniejszą głowę i więcej
                czasu, sama nie lubię tego robić.
                Pozdrawiam gorąco.
                • alva2 Re: jeszcze jeden kamyczek 09.01.04, 11:35
                  Mam taki zawód, że stykam się z róznymi osobami, wykształconymi i nie,
                  bogatymi i biednymi, z tymi o szerokich horyznotach i z tymi o bardzo
                  wąskichsmile , a uwiezrcie mi to mie zawsze idzie w parze z wykształceniem.
                  mówicie o etosie, patosie z pozycji zupełnie innej jak już pisałam bajki. a ja
                  wam chciałam opowiedzieć bajkę o innym patosie i etosie, który mnie rzucił na
                  kolana. jest kobieta, z trójką dzieci i w dodatku taka niewykształcona, o
                  bardzoa wąskich horyzontach, bez kursów przygotowawczych do macierzyństwa,
                  głupia tak,że nawet nie zastanawia się nad swoją doniosłą rolą matkicrying. i
                  wiecie co ,ta kobieta codziennie rano dowozi trójkę dzieci na rowerze do
                  szkoły, tak,tak, dobrze widzicie,trójkę.bo autobus w jej sytuacji to luksus,
                  jedno z dzieci ma wadę wzroku- żaden problem, prawda? wystarczy pójść do
                  dobrego okulisty, kupić okulary. i ona oczywiści to robi, na okulary zarobiła
                  wpomagając wylewać u sąsiada fundmenty, mąz oczywiści pije, zresztą przecież
                  od początku pachnie to patologią w rodzinie, prawda? dzieci są czysto ubrane,
                  w miarę zadbane, wiem , że to jej psi obowiązek, przecież mogła sie zastanowić
                  zanim je miała. ma też nerwice, z poważnymi somatyzcnymi objawami, ale o tym
                  dowiedziałam się przez przypadek, bo ona generalnie się nie skarży, teraz
                  straciła kolejną pracę i została beż żadnych zasiłków, bo oczywiście ciemnota
                  dała się zatrudnić na czarno. itd itd, historia jest długa. do czego zmierzam
                  epatując was takimi historiami?Ona mi powiedziała, że jets szczęsliwa, że ma
                  te dzieci, że ma o kogo walczyć, bo w przeciwnym razie już pewnie by się
                  poddała. i możecie mi powiedzieć, że to demagogia,że to w tej dyskusji nic nie
                  zmnienia, może..
                  • alva2 Re: jeszcze jeden kamyczek 09.01.04, 11:48
                    dodam , że nie napisałam tego żeby w kimkolwiek wywoływć pocucie winy smile
                  • mader1 Re: jeszcze jeden kamyczek 09.01.04, 12:00
                    To jest piekna opowiesc i na temat. Nie dawniej jak wczoraj
                    rozmawialam z pewna domowa mama, ktora mimo, iz od zawsze siedzi ze
                    swoimi 3 synami,( ma srednie wyksztalcenie i jej kolezanki
                    okazuja jej wyzszosc, bo one pracuja w banku, a jej nikt nie
                    przyjmie), jak jej maz stracil prace i sytuacja tego wymagala -
                    znalazla sobie prace i pracowala. Imala sie roznych zajec. Przetrwali
                    ten czas, wrocila do dzieci.
                    Nasze wybory nie zawsze sa bezpieczne. Stac nas na to, jestesmy
                    duzo w domu z dziecmi. Mi wydaje sie to naturalne - moge, to z
                    nimi jestem. Ale sytuacja moze sie zmienic... i wtedy byc moze bede
                    wozila rowerem dzieci do szkoly. Cale zycie przede mna.
                    • mader1 Dlatego.... 09.01.04, 12:18
                      Dlatego nie jest to takie proste - w wieku 20 lat planuje sobie
                      5 dzieci, szukam bogatego samca i nie musze isc na studia itd.itp.
                      Zycie pisze rozne scenariusze. Podzial rol nie jest tak jednoznaczny.
                      Jak masz 20 lat, nie wiesz, czy w ogole znajdziesz wlasciwa osobe,
                      zeby wyjsc za maz.Czy bedzie mial taka sama wizje rodziny.Czy nie
                      okarze sie, jak juz urodzisz, ze nie tak idzie ci wychowanie, jak
                      sobie wyobrazalas... Sa rozwody, ludzie umieraja. Maz moze stracic
                      praace, moze sie rozchorowac... Mozna nie moc miec dzieci...
                      Kobieta , jezeli chce byc podmiotem w swoim zyciu, musi miec
                      narzedzia, zeby w razie czego wkroczyc do akcji. Zeby zmienic
                      scenariusz. Jak sie ma dzieci, bierze sie za nie odpowiedzialnosc -
                      takze za ich byt. Ja, przyznam szczerze, traktuje swoja prace jako
                      zrodlo dochodow. Bez zbytniego patosu. Niewiele jest praac, ktore
                      poszerzaja horyzonty, czesto rozmawia sie w nich o swoich
                      problemach domowych, rzadko ludzie podchodza merytorycznie do problemow -
                      taka jest rzeczywistosc ,z ktora sie spotkalam. W celu poszerzaania
                      horyzontow lubie poczytac, pogadac z kims ciekawym, obejrzec wystawe,
                      film, sztuke. Nie odbieram sobie wcale calego swiata - jestem
                      indywidualistka i potrafie sobie zorganizowac czas - bez pracodawcy.
                      Dzieciaki sa dla mnie wazne. Nadaly mojemu zyciu sens. Natomiast
                      gdyby nie mialy co jesc, pracowalabym i 12 godzin . Nawet nie w
                      zawodzie i nawet za male pieniadze.
                      • mumin_ek Re: Dlatego.... 09.01.04, 12:52
                        I ja sie obydwoma lapkami i ogonkiem pod Twoim postem podpisuje, choc prrace
                        mam innej natury.

                        Szczegolnie pod tekstem o narzedziach - trzeba je wlasnie miec, by moc dzialac
                        w razie czego.

                        Tak na marginesie, Wieczna Gosiu (chyba sie poprawnie zwracam teraz?), czy jako
                        Moderatorka tego forum i czlowiek wyksztalcony (nie napisalam o szerokich
                        horyzontach, choc korcilo, oj korcilowink nie uwazasz, ze zaimki osobowe - Ty,
                        Was nalezy pisac wielka litera z szacunku dla adresata. Mnie przynajmniej tak
                        uczono... I pewnie uznasz to za przytyk - trudno, taka mam pedantyczna nature.
                        Czemu Cie ta 'Goska' tak wkurzyla? Normalna forma od imienia Malgorzata.

                        A co do dzieci, pieluch i doktoratow to ja pasuje, doktoratu nie mam poki co,
                        bo zajelam sie pieluchami, a teraz zarabianiem m.in. na nie, zeby nie trzeba
                        bylo tetry uzywac. W miedzyczasie zbieram materialy i mocno wierze, ze mi sie
                        kiedys uda. A dziecko mam jedno i swiat poza nim widze, mimo ze jest moim (i
                        nie tylko) najwiekszym skarbem. I nie rozumiem dlaczego posiadanie wiekszej
                        liczby dzieci czyni z kogos lepsza/wiecej wiedzaca mame? Bo tak zaczynam
                        odbierac Twoja posty, Wieczna-Gosiu.

                        I przestaje sie zastanawiac, kiedys wyczytalam, ze jestem najlepsza mama na
                        swiecie dla Muminka i tego sie trzymac.

                        Przepraszam, jesli kwasilam, wybaczcie, ostatnio mam ostrego dola po powrocie
                        do biura z dluugiego urlopu. No i napisalam co mnie denerwuje.

                        Oj podoba mi sie ten post Mader1 smile
                        • wieczna-gosia Re: Dlatego.... 09.01.04, 13:12
                          Po pierwsze nic mnie nie wkurzylo. Raczej rozbawilo, ze piszesz o najezdzie na
                          twoja osobe pare postow wyzej produkujac post noszacy cechy wycieczki
                          osobistej. Ten zreszta tez je nosi. I jednak mnie nie wkurza. Per Goska mozesz
                          sie do mnie zwracac prosze bardzo wink) jak rowniez Gocha, Malgorzato, Malgoska
                          (mowia mi...) tylko nie Margot bo mi sie z kurtyzana kojarzy wink)

                          Jako osoba wyksztalcona kiedy pisze na forum nie uzywam wielkich liter, znakow
                          polskich, niewielu znakow przestankowych i nie pilnuje ortografii, wiec jakbys
                          sie chciala poczepiac to podsuwam ci duze pole do popisu. Dlaczego? Bo taka
                          mam fanaberie i na tyle luzno te wypowiedzi traktuje. jesli komus to
                          przeszkadza to trudno nie mozna zadowolic wszystkich wink)Acha, z rzadka
                          sprawdzam literowki wink)

                          I nie rozumiem dlaczego posiadanie wiekszej
                          > liczby dzieci czyni z kogos lepsza/wiecej wiedzaca mame? Bo tak zaczynam
                          > odbierac Twoja posty, Wieczna-Gosiu.
                          O matko pokute mam czynic. A moze nie o to chodzi ze mam tych dzieci wiecej
                          tylko ze patrze na to z perspektywy 14- letniej? I dlatego tak sie czepiam
                          tych pieluch jako alter ego wychowania? Nie mam wplywu muminku na to jak
                          odbierasz moje posty wink)) jednak zapewniam cie ze nie uwazam ze wiem cos
                          lepiej bo mam tak wiele dzieci (chociaz niewatpliwie material porownawczy jest
                          bogatszy) a jedyne co staram sie zrobic to przesunac troche te perspektywe,
                          gdyz dzieci sikaja w pieluchy 2-3 lata a wychowuje sie je przez 18 lekko
                          liczac wink) Przyznaje ze gdyby wychowanie konczylo sie w momencie wyjscia a
                          pieluch- swiat bylby piekny wink))
                          Mozemy sobie dyskutowac dalej do upojenia bo dyskutowac spierac i klocic sie
                          lubie tylko muminku nie przypisuj mi zbyt wiele- chyba uznajesz mnie za osobe
                          zbyt skomplikowana psychicznie (moze to te szerokie horyzonty) i wyrafinowana,
                          ale NAPRAWDE jestem prosta jak budowa cepa wink) ze zdrowym dystansem do siebie
                          i nawet jak mi przygadasz to najwyzej mnie zainteresujesz, z pewnoscia nie
                          wkurzyszwink) i serio cie lubie bo jak kogos nie lubie to z nim nie dyskutuje bo
                          po co sie wkurzac wink)


                          Bynajmniej nie kwasilas wink) Zasyp dola wink)
                          • mumin_ek Re: Dlatego.... - wycieczka osobista ;-) 09.01.04, 13:31
                            No i po pierwsze z wzajemnoscia co do lubienia, choc czasem mnie wkurzasz jak
                            150... Ale podobno bez emocji nie ma prawdziwego uczucia. I mimo wycieczek
                            osobistych i tych nieszczesnych zaimkow, ktore mnie osobiscie dobijaja.

                            Moze rzeczywiscie Cie przeceniam, ale Ty upraszczasz. Nigdzie nie napisalam, ze
                            wychowanie dziecka ogranicza sie li i jedynie do pieluch. A konczy sie ok 14
                            roku zycia (gdzies sie jakis psycholog produkowal), potem to juz po zabawie.
                            Ciezko naprawic bledy wychowawcze.

                            Moze i o te perspektywe doswiadczenia chodzi, bo dopoki nie zjezdza na liczbe
                            dzieci, a mowa o doswiadczeniu, to z prawdziwa i nieklamana przyjemnoscia Cie
                            czytam. Ale jak sie zaczyna wyliczanka dzieciowa, to hmmm...

                            Ciebie nie wkurza a ze mnie choleryczka (moze to dobrze dla Muminka, ze do
                            biura chadzam? wink)) i nic nie pomaga.

                            I jedna z rzeczy o ktorych pisalam, a ktore dla mnie wazne sa (choc jak widac
                            nieudolnie) to zeby Dziewczyny nie pisaly o fakultetach, bo maja, ale siedza w
                            domu. Maja dzieci i one sa dla nich wazne/najwazniejsze i taki ich wybor. I to
                            powinny stawiac na pierwszym miejscu. Doktorat dla przyjemnosci, a prosze
                            bardzo, przeciez ja nikomu nie bronie, tyle ze mamy inne swiatopoglady i
                            rozniace sie (choc pewnie nie zasadniczo) systemy wartosci. Jedyne, co ze do
                            wychowania dziecka najpotrzebniejsze jest serce i umiejetnosc kochania go i
                            sluchania, a nie fakultety, doktoraty i inne takie. I tym stwierdzeniem nie
                            chce nikomu odbierac prawa do tych fakultetow, doktoratow i innych takich.

                            Pozdrawiam,
                            Kasia Muminkowa Mama
    • amalka1 Re: Dlaczego nie ma patosu MATKI? 09.01.04, 14:19
      Hej hej emamusie!
      A ja mieszkam w kraju na poludniu, gdzie mlode panie nie spiesza sie miec
      dzieci. Mamy coreczke paromiesieczna. Wsrod naszych znajomych, prawie 30-
      letnich nikt nawet jeszcze nie mysli o stalych zwiazkach, slubach i
      dzieciach.... I faktycznie czuje straszliwa presje otoczenia. I ciagle pytania -
      kiedy do pracy, itd. Choc wiekszosc kolezanek bezrobotnych, ale przeciez one
      szukaja pracy, nie to co ja darmozjadsmile A ja z dnia na dzien czuje sie coraz
      bardziej potrzeban wlasnie tu w domu. MOjej najblizszej rodziny tu ze mna nie
      ma. A tesciowej nawet sobie nie wyobrazam zostawic naszego brzdaca. Choc stara
      sie jak moze zalamac mnie i zmusic do sztuczneg okarmienia i poszukiwan pracy.
      Oj, obudzila sie, musze leciec.
      Pozdrawiam Was serdecznie. Zyc sie chce weselej dzieki WAm.
      • adzia_a Znaczy, że kto tu na kogo pracuje? ;-)))) 09.01.04, 15:03
        Uśmiałam się przy tym wątku.

        Wiecie jak działa system ubezpieczeniowy? Ano nie jest to lokata kapitału,
        tylko solidarne płacenie składek, na wypadek, gdyby komuś coś się stało.
        Czemu nie macie pretensji do osób powodujących wypadki - wszak to na likwidację
        ich szkód idą Wasze składki OC wink)))

        Zatem licytowanie się, kto na kogo robi jest bez sensu. Wiecie, czemu? Ano ja
        mogłabym powiedzieć koledze bezdzietnemu, że moje dzieci będą pracować na jego
        emeryturę. A on mógłby mi na to - a ja płaciłem za pięciodniowy pobyt Twojego
        dziecka w szpitalu. No i kto ma rację? Oboje mamy.

        A najbardziej uśmiałam się z tego liczenia, ile kto da państwu podatników smile))
        Bo w szpitalu z małą czytałam "Króla Szczurów" - oni też prowadzili takie
        kalkulacje wink))) kto czytał, to wie

        Pozdrawiam cała uszczęśliwiona, bo nareszcie w domu ze zdrowym dzieckiem. Na
        którego leczenie trochę zarobiłam sama, trochę mąż, a trochę bezdzietni
        podatnicy, którzy mogliby chcieć za tę kaskę np. jechać na narty wink
        • martynka30 Re: Znaczy, że kto tu na kogo pracuje? ;-)))) 09.01.04, 16:04
          adzia_a napisała:
          Wiecie jak działa system ubezpieczeniowy? Ano nie jest to lokata kapitału,
          > tylko solidarne płacenie składek, na wypadek, gdyby komuś coś się stało.

          Ja też się pośmiałamsmile)).
          Jednak dzien na forum będzie udany, znalazł się ktoś z kim się można
          pokłocićwink))))))))))
          Adziu, WŁAŚNIE DLATEGO, że system obowiązkowych ubezpieczeń nie działa jak
          lokata kapitału wypłaty (czy to emerytur czy refundacje kosztów leczenia dla
          szpitali) są jakie są!!! Normalnie firmy ubezpieczeniowe jak najbardziej
          traktują owe środki jako Twoją lokatę kapitału, obracają nim, spekulują, z
          zastrzeżeniem tylko że do części kapitalu zawsze muszą mieć dostęp na wypadek
          konieczności wypłaty (podobnie jak banki).
          A kto powiedział, że nie mamy pretensji do sprawców wypadków? Jak spowodowali
          je z głupoty to owszem mamy. A jak to los, to po to właśnie się ubezpieczamy,
          co naprawdę nie jest argumentem żeby nie traktować tego jako mniej lub
          bardziej długofalowej lokaty kapitału. Żadne tam solidarne płacenie składek,
          ja tam się nie ubezpieczam dla pana Józka z dołu, a pan Józek dla mnie, bo
          jesteśmy tacy solidarni. Ja robię to wyłącznie dla siebie, zresztą gdybym nie
          musiała to bym tych zbójeckich zusowskich składek nie płaciła. I przypominam,
          że dyskusja o tym skąd na nasze emerytury rozpoczęła się od tezy Muminka, że
          państwu nic do liczby dzieci wiecznej Gosi (Gosia wybacz, że tak ciągle sobie
          Tobą gębę wycieram, ale co ja zrobię, że taki dobry przykład jesteś). Biorąc
          pod uwagę, że przyrost naturalny mamy chałowy była to śmiała teza i stąd te
          twierdzenia, o tym kto na czyją emeryturę.

          > Pozdrawiam cała uszczęśliwiona, bo nareszcie w domu ze zdrowym dzieckiem. Na
          > którego leczenie trochę zarobiłam sama, trochę mąż, a trochę bezdzietni
          > podatnicy, którzy mogliby chcieć za tę kaskę np. jechać na narty wink

          Możliwe, że bezdzietni podatnicy woleli by przeznaczyć tę kasę na prywatne
          ubezpieczenia. Ty na lodzie byś i tak nie została. Gdyby państwo Tobie i
          Twojemu mężowi nie zabierało składek na ZUS z Waszych pensji mogłabyś równiez
          wykupić sobie całkiem przyzwoite ubezpieczenie medyczne. Na tyle przyzwoite
          żeby i starczyło na ponadstandardowe usługi. I na tyle przyzwoite żebyś na tę
          standardową usługę nie musiała czekać 2 lata (tyle się ostatnio czeka na pewne
          badania serca w Aninie). Jak widać żeby zapewnić sobie dostęp do
          specjalistycznych badań potrzeba czegoś więcej niż solidarności
          międzyludzkiejwink.

          Pozdrawiam
          • aluc w kwestii tego co i owszem 09.01.04, 16:38
            ponieważ wszystko schodzi na znane mi tory wink kończąc na dziś udział w tej
            pasjonującej, wielowątkowej i wielowymiarowej dyskusji, niniejszym oświadczam,
            że jestem zdecydowanie przeciwko:

            (a) bezpłatnemu szkolnictwu wyższemu
            (b) powszechnemu ubezpieczeniu zdrowotnemu i społecznemu
            (c) progresywnej skali podatkowej

            • melka_x Re: w kwestii tego co i owszem 09.01.04, 16:55
              eeee tam Alucwink. Ja tam jestem całym sercem za bezpłatnym szkolnictwem
              wyższym. Gdyby ktoś wynajął w ramach akcji charytatywnej budynki, gdyby ktoś
              opłacił w ramach akcji charytatywnej rachunki za ogrzewanie, remonty etc,
              gdyby najlepsi wykładowcy zdecydowali sie wykładać za darmo. Pierwsza bym
              poleciała na takie faktycznie bezpłatne studiasmile. Jestem za bezpłatnymi
              studiami! smile
              • melka_x Re: w kwestii tego co i owszem 09.01.04, 16:59
                Szkoda, że tyle już postów, ciekawa dyskusja, tylko już wszystkie możliwe
                argumenty padły...
                • aluc Re: w kwestii tego co i owszem 09.01.04, 17:03
                  melka_x napisała:

                  > Szkoda, że tyle już postów, ciekawa dyskusja, tylko już wszystkie możliwe
                  > argumenty padły...

                  ano padły i zdechły he he he smile))

                  PS. to wszystko przez ten weekend
                  • melka_x Re: poświęcenie 09.01.04, 18:28
                    A co z weekendem nie tak?

                    Jednak znalazłam niszę dla siebie i dodam coś. Raczej nie zgadzam się z
                    Muminem, ale w pewnej kwestii chciałam jej przyznać rację. W świadomości wielu
                    ludzi wciąż Matka=Poświęcenie. Wielki cień Matki Polki co to się poświęca, już
                    nawet nie tyle dla dzieci, co dla samego poświęcenia. Urodziłam wcześniaka.
                    Dziecko w inkubatorze, mnie nie wolno było przy nim robić nic. W ciagu doby
                    udawało mi się wejść do sali noworodków może 4 może 5 razy. Wszystkie wizyty
                    trwały nie dłużej niż kilka - kilkanaście minut, zawsze mnie potem
                    wypraszano. Prawdopodobnie gdyby pielęgniarki mogły się tam zabarykadować to
                    by to zrobiły. Po 9 dniach zdecydowałam, że wychodzę ze szpitala. W nocy i tak
                    nie mogę wejść do dziecka, mieszkam w odleglości kilkanastu przystanków
                    miejskim autobusem, nie ma powodu bym miała blokować miejsce na oddziale
                    patologii ciąży przez 2 - 3 miesiące, na oddziale gdzie na przyjęcie zawsze
                    czeka kolejka. A czatować pod drzwiami sali noworodków na chwile kiedy mnie
                    łaskawie wpuszczą mogę i w normalnych ciuchach, po nocy w domu, a nie w
                    szlafroku i koszuli nocnej. Kiedy powiedziałam, że wychodzę to się zaczęło! Od
                    tych samych pielęgniarek, u których nie mogłam i łzami wyżebrać wejścia do
                    dziecka usłyszałam, że jestem wyrodną matką, że zostawiam dziecko, że inne
                    mamy jakoś są w stanie dla dziecka się poświęcić i przebywają z nimi w
                    szpitalach nawet kilka miesięcy, a ja nie mogę, czemu, przecież nie mam innych
                    dzieci, że będę musiała podpisać zobowiązanie, że po dziecko wrócę (przepisy
                    rozumiem, ale ten ton - gdybyście to słyszały). Na pytanie po co mam okupywać
                    szpitalne łóżko przez 3 miesiące skoro i tak one same nie wpuszczają mnie do
                    córki odpowiedzi nie uzyskałam. W drugim szpitalu gdzie mnie nikt nie gonił
                    byłam przy córce od rana do wieczora i gdybym mogła zostać na noc, to bym
                    została (tam z kolei nie można było zostać na noc, za to w dzień bez
                    ograniczeń). Tylko, że ponieważ tam mogłam dziecku czytać książeczki
                    godzinami, myć ją, głaskać itd to już nie było żadne poświęcenie, moja
                    obecność miała dla niej sens. Ale w pierwszym? Powinnam się poświęcić dla
                    samej idei poświęcenia, nic to że dla dziecka nie ma to znaczenia, matka tak
                    musi i już. No bo jak inaczej wytłumaczyć sobie oburzenie, które wzbudziłam?
                    Wiem, że to co piszę jest trochę obok tematu, ale że przewija się tu mit Matki
                    Polki, mit który mnie osobiście dotknął, nie mogłam się powstrzymać.
                    • mader1 Re: poświęcenie 09.01.04, 18:46
                      Obrzydliwe babska !
          • adzia_a Chyba się jednak nie pokłócimy :-))) 10.01.04, 09:24
            Martynko, bo i ja mam podobne poglądy - zauważ jednak, że Ty piszesz o
            sytuacji, jaka być powinna, a ja o tej, jaka jest smile Jeśli więc chodzi
            o "dokładanie" się do innych, to ja mam aktualnie pretensję tylko do tych,
            którzy pobierają świadczenia nienależne - i już się wyłączam, przepraszając
            jednoczesnie, że przeze mnie dyskusja zjechała na ZUS. Ale na temat wiodący mam
            niewiele do powiedzenia, może tylko to, że jesli same nie przypilnujemy sobie
            naszych Etosów, Patosów i Aramisów wink to nikt tego za nas nie zrobi i polecam
            przyjrzenie się pewnej osobistości z forum, która ma dużo dzieci i jest z tego
            dumna i zadowolona - a to zadowolenie wynika z niej, a nie z tego, co powie
            społeczeństwo.
            Mnie z kolei niespecjalnie interesuje, co społeczeństwo mówi na temat mojego
            powrotu do pracy po macierzyńskim, bo ja z kolei wiem, że robię to, co muszę, a
            nie to, co chcę - a z tym walczyć trudno...
    • mader1 Wracajac do tematu 09.01.04, 18:34
      Tak naprawde to Ilona napisala, co ja wkurza. A my gadamy o ZUSie.
      Dyskusja jest moze akademicka, bo i tak kazda z nas robi "to "
      najlepiej jak umie (a moze nie? smile , ale problem jest. Moja najstarsza
      latorosl ma 13 lat i przez te lata tez sie nasluchalam , wiec Ilono
      Ty (Muminku, pamietalam smile)) tez sie nasluchasz. I tak, jak Muminkowi
      robi sie niedobrze, jak slucha od swojej mamy, co powinna, tak mnie
      tez sad Napisze tylko, co wieksze smaczki - moj przelozony wezwal mnie
      po pol roku urlopu wychowawczego i powiedzial, ze albo wracam juz
      albo w ogole. Dodal,ze robi to dla mojego dobra, bo inaczej sie
      zmarnuje (!). Pragne dodac, ze nie byla to mala firma, a centrala
      jednego z wiekszych bankow. Moja kardiolog straszyla mnie, ze maz mnie
      rzuci (!) i zostane bez niczego. Kolezanka na moj widok powiedziala " i
      na co ci przyszlo?"."Biedna, jak ty to wytrzymujesz ?" - to norma. A
      ostatnio - najlepsze.Moja ciocia z Ameryki na wiesc o trzeciej ciazy,
      zadzwonila z pytaniem, czy zastanowilismy sie nad soba i czy nie
      powinnismy sie skuteczniej zabezpieczac.Ciocia nie dzwoni normalnie,
      wymieniamy kartki na swieta. To tylko drobne przyklady z tego, co
      slysze. Ja sie z tego smieje, ale jak to trafi na jakis kiepski dzien
      to... Uzbroj sie Ilono w cierpliwosc smile Powodzeniasmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka