miminko
24.08.09, 01:41
pms pmsem ale takie refleksje mnie naszly po dzisiejszych klotniach i
niefajnej niedzieli.
1. kazdy z moich zwiazkow trwa o polowe krocej niz poprzedni
2. w pierwszym: on chcial byc ze mna na zawsze, ja sie nie wyszalalam,
skutkiem czego ja sie zachowywalam nieladnie, a on mnie zostawil. w kolejnym -
ja zakochana jakniewiemco, on troche na dystans, ja parcie na rodzine, on w
momencie kiedy zaczelismy ja robic zrobil mnie rowniez na boku (wypieprzylam
za drzwi). w aktualnym: ja dziecko juz mam i wiecej nie chce, fajna robote i
ochote na zabawe, podroze tez, on wolalby miec kobiete zaangazowa w dom, ale
przy tym atrakcyjna i blyskotliwa, no i dzieci. i tak sie bez sensu kolaczemy
ze soba, do roznic oczekiwan dochodza problemy z komunikacja, bo oboje
jestesmy uparci ze sklonnoscia do apodyktycznosci.
3. mam ochote walnac to wszystko w cholere, wrocic do bycia samotna matka
pelna geba (dziecko z ojcem bio ma kontakt dobry, ale troche rzadki jak dla
mnie) i znowu byc pania swojego zycia. nie nadaje sie do zwiazkow! mam meska
osobowosc a co gorsza alergie na wszelkie przejawy dyskryminacji kobiet wiec
jestem mieszanka wybuchowa. tak, uwazam ze mam paskudny charakter, minimalna
sklonnosc do poswiecen i powinnam byc sama.
ech. wygadalam sie, dziekuje.