Dodaj do ulubionych

Tybet na wariackich papierach - czyli bez dokum...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.10, 21:29
ANDRZEJ CISZEWSKI, a nie Ciszkiewicz otrzymał Super Kolosa!!!!!!!!!
Obserwuj wątek
    • Gość: pablo Tybet na wariackich papierach - czyli bez dokum... IP: *.chello.pl 15.03.10, 07:32
      Imponujące. Podziwiam i gratuluję.
      Małe ale: jaki byłby los studenta, który kupił bilety podróżnikom, w razie
      kontroli służb ?!
      • Gość: khandro Re: Tybet na wariackich papierach - czyli bez dok IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.03.10, 08:35
        Zdumiewające, że Gazeta promuje głupotę. Tego typu zachowanie trudno określić innym słowem i nie wiele ma to wspólnego z etycznym podróżowaniem. Tybetańczykom w Tybetańskim Regionie Autonomicznym grożą surowe kary za kontakty z turystami z zachodu. Proponowałabym zainteresować się nieco prawami człowieka w Tybecie i Chinach (a właściwie ich brakiem) – torturami w więzieniach, prześladowaniami. Turystę zatrzymanego bez permitu (pozwolenia na wjazd), po miesiącu wypuszcza się z więzienia, a Tybetańczyka złapanego na „konszachtach” z zagranicznym turystą skazuje się za szpiegostwo (vide przypadek Gonpo Tseringa – przewodnika turystycznego).
        • Gość: Cyklista Re: Tybet na wariackich papierach - czyli bez dok IP: *.chello.pl 15.03.10, 12:20
          A ja kilka lat temu podróżowałem po Tybecie na rowerze, też bez pozwolenia, tylko że wtedy było trochę łatwiej. Gwarantuje że ta cała sprawa z permitami jest trochę rozdmuchana. Jeśli chcesz finansować chiński rząd to wykup wycieczkę z przewodnikiem-przecież o to właśnie chińczykom chodzi, a jeśli chcesz poznać prawdziwy Tybet musisz zaryzykować samodzielną podróż! Ja uważam że tym artykułem i całą wyprawą oni bardziej ryzykują niż kogokolwiek narażają. Super że ktoś potrafi mówić głośno o tym co się tam dzieje! Zastanawiam się czy byłeś kiedyś w Tybecie? Jeśli nie to nie masz pojęcia jakie panują tam realia, a wszystko co wiesz na ten temat jedynie przeczytałeś! Jedz i zweryfikuj to co tu wypisujesz, a gwarantuje że przekonasz się że nie zamykają Tybetańczyków za każdą rozmowę z "białym". Ci tutaj jak widać żadnej szpiegowskiej działalności nie prowadzili.
    • Gość: telewidzowie Zobaczcie link ponizej!!! IP: *.chello.pl 15.03.10, 10:47
      www.youtube.com/watch?v=HE8SK6D-DQE&feature=youtube_gdata
    • Gość: Ktosiek Szacun! IP: *.chello.pl 15.03.10, 11:09
      Jednak w tym artykule dużo powiedziane jest o tym co dzieje się w Tybecie, a
      czy ci podróżnicy mogliby poznać prawdę podróżując u boku rządowego
      przewodnika? To właśnie od takich ludzi przychodzą najbardziej rzetelne
      informacje o tamtejszej sytuacji i ja podziwiam ich odwagę. Miałem okazję
      poznać ich na Kolosach w tym roku i wiem że prócz siebie nie narażali nikogo,
      ciężko coś wywnioskować z tak krótkiego artykułu prawda? Lepiej z ludźmi
      pogadać! Duży szacun za taką wyprawę!
    • Gość: Sroka Tybet na wariackich papierach - czyli bez dokum... IP: *.chello.pl 15.03.10, 11:20
      A ja słuchałem ich w Radiu Gdańsk jakiś czas temu, świetna audycja! i zgadzam się z poprzednikiem -myślę że dobrze wiedzieli co robią i nikogo nie narażali.
    • Gość: Marek Kalmus Tybet na wariackich papierach - czyli bez dokum... IP: *.ip.netia.com.pl 26.04.10, 15:16
      Przeczytałem uważnie artykuł oraz wszystkie komentarze. Aby nie było
      nieporozumień: podróżuję po różnych rejonach Tybetu od 1986 r. i doskonale
      znam sytuację (która zresztą zmienia się czasem nawet co kilka miesięcy jeśli
      chodzi m.in. o regulacje dot. turystów). Znam całkiem nieźle tradycje
      tybetańską i relacje tybetańsko-chińskie. Popieram też trafną uwagę autora
      pierwszego postu na temat chińskiego studenta, który kupił bilety do Lhasy.

      Zarówno autorom artykułu jak i komentatorom oraz przyszłym turystom
      wybierającym się Tybetu polecam uważne przeczytanie książki: Patrick French
      "Tybet, Tybet" - może jednak wtedy zrozumieją, że jednak potencjalnie narażają
      Tybetańczyków. Patrick French naprawdę wie co pisze! Ja w pełni się z nim zgadzam.

      Nieprawdą jest, że podróżując po Tybecie płaci się zawsze Chińczykom. Jak ktoś
      chce, może cały wyjazd zorganizować za pośrednictwem cały czas istniejących
      oficjalnie niewielkich agencji turystycznych w całości należących do
      Tybetańczyków i wyłącznie przez Tybetańczyków obsługiwanych (przewodnicy,
      kierowcy, hoteliki itp.). To świetna okazja, aby wspierać Tybetańczyków!
      Nieprawdą jest, że za permit na Tybet trzeba płacić – lokalne władze chińskie
      wydają go agentom turystycznym za darmo (właśnie przed chwilą sprawdziłem to
      telefonicznie w Lhasie u mojego przyjaciela Tybetańczyka, prowadzącego własną
      agencję turystyczną).
      Nieprawdą też jest, że na opuszczenie Lhasy trzeba mieć permit - jest kilka
      miejsc gdzie permity są sprawdzane, ale Lhasa nie jest miastem zamkniętym
      (niektórzy mogą mylić tu checkposty turystyczne z podobnymi, ale prowadzonymi
      przez drogówkę i dotyczącymi jedynie kierowców). Bez permitu można jechać z
      Lhasy np. do Drak Yerpa, Ganden, Tsurpu, Drikung Til, Terdrom... a nawet nad
      jezioro Namtso!

      Uważam, że w aktualnej sytuacji (czyli od marca 2008) podróżowanie po Tybecie
      tak, jak to zrobili autorzy wywiadu jest nieodpowiedzialne i faktycznie jest
      narażaniem Tybetańczyków. My co najwyżej zapłacimy karę kilkadziesiąt-kilkaset
      USD (raczej za brak permitu nie zamykają na miesiąc), natomiast życzliwi nam
      Tybetańczycy zostają na miejscu i potencjalnie (oczywiście że zawsze) mogą z
      tego powodu mieć kłopoty. Nawet "urywanie się" przewodnikowi tybetańskiemu,
      gdy ma się wyjazd zorganizowany przez agencję, grozi co najmniej sporą grzywną
      dla biura, a w najgorszym przypadku utratą pracy dla przewodnika oraz licencji
      przez biuro.

      Mam jednak nadzieję, że w przyszłości znowu będzie łatwiej samotnie włóczyć
      się po Dachu Świata - bo były takie okresy, nawet jeszcze całkiem niedawno.
      Teraz jednak, w ostatnich 2 latach sytuacja jest znacznie gorsza przede
      wszystkim dla Tybetańczyków, jak również dla turystów, których też dotyczą
      niektóre obostrzenia i zakazy.

      Postuluję więc przyszłym naśladowcom Krzysztofa i Anny by jednak spojrzeli na
      ten problem trochę głębiej, niż tylko poprzez pryzmat własnych ekscytujących
      doświadczeń w podróży i ewentualnej "sławy" z powodu wykiwania kilku chińskich
      urzędników.

      Serdecznie pozdrawiam wszystkich podróżników po Tybecie.
      Marek Kalmus (laureat nagrody specjalnej Kolosy 2008)
      PS. Stolica Tybetu nazywa się Lhasa, czyli Ziemia Bogów (od „Lha” - bóstwo, i
      „sa” - ziemia). Nie ma to nic wspólnego z lassem :-)
    • Gość: Jan Tybet na wariackich papierach - czyli bez dokum... IP: *.um.kielce.pl 04.08.10, 12:19
      Postawa podróżników to typowy przykład zachowania małpy zamkniętej w ZOO. W
      klatce własnych poglądów, uprzedzeń i misjonarstwa. Z perspektywy klatki
      obserwuje się i opisuje dziwne zachowania ludzi. Ktoś rzuci do klatki banana.
      Małpa to zje, odrzuci skórki i pokaże goły tyłek. W gazecie.
      Fajna zabawa, fajna przygoda.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka