vbn53 01.12.12, 15:22 A wykładowcy to wzory cnót i moralności? Polecam popytać się tu i ówdzie a wyjdzie, że duża część wykładowców ma mniejszą kulturę niż studenci. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: inż po PG Obiektów Płuwających IP: *.warszawa.vectranet.pl 01.12.12, 15:43 Może chodzi o pługi? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cv Większość z tych wykładowców nie przeżyła by na IP: *.cm-6-5b.dynamic.ziggo.nl 02.12.12, 22:33 zagranicznej uczelni 1 roku! Miejsce polskich uczelni w rankingach światowych mówi samo za siebie. Więc zamiast zwalać na studentów winę za poziom nauczania, powinni w lustro najpierw spojrzeć. Jak studenci nie słuchają to znaczy że nie ma czego słuchać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Assakari Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 00:18 I tu się nie zgodzę. Przykro mi to pisać, ale obserwuję rok mojego syna na elitarnej podobno uczelni technicznej. Jest dokładnie tak, jak w artykule. Jest grupa młodych ludzi którzy wiedzą czego chcą. Uczą się, organizują samokształcenie, pracują w kołach naukowych. I takich osób jest , żebym nie przekłamała około 20 w 90 osobowej grupie. Reszta cóż studiuje na "pandę" ( dla nieświadomych - "Pan da trzy minus"). O kulturze osobistej mogę pisać tomy, bo się nieco zapowietrzyłam, kiedy - witali się ze mną ciamkając gumę, i to zarówno panie i panowie, do pokoju wparowywali w.. ubłoconych butach - mimo wcale nie dyskretnego wskazania gdzie znajdują się kapcie dla gości, że o takich drobiazgach jak "fundowanie graby", starszej bądź co bądź kobiecie, pani domu do którego się weszło pierwszy raz w życiu i matce kolegi nie wspomnę. A te ku... lecące co drugie słowo, przez niedomknięte drzwi. Ni jestem takim znowu mamutem, młodych ludzi lubię i chcę ich szanować, ale po kilku takich popisach "kięderźduby", poprosiłam syna, aby lepiej dobierał znajomych. O dziwo zgodził się ze mną, że większość jego kolegów i koleżanek ze studiów zasady dobrego wychowania poznawała chyba w oborze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: G.Suss Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 00:27 Nakazywanie gościom zdejmowania butów i wkładania noszonych przez - z definicji - diabli wiedzą ilu ludzi "kapci dla gości" to rzeczywiście kultura, że ho ho. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Assakari Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 00:40 Poszanowanie zasad panujących w domu do którego się wchodzi to kultura że ho,ho. Osoba która nie chce kapci dla gości może z nich nie skorzystać. Może paradować w skarpetkach. A jeśli ma obawy o ich całość lub też walory zapachowe, co zrozumiałe po całym dniu bycia na nogach, może poprosić o foliowe ochraniacze. Wyjścia są zawsze, należy je jedynie wymyślić i taktownie zaoferować. Zwrócę również uwagę na fakt, iż imputowanie, że kapcie dla gości mogły mieć na nogach osoby z grzybicą jest tyleż niesmaczne co nieeleganckie. Odpowiedz Link Zgłoś
bromba_bez_glusia Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by 03.12.12, 05:12 Dobra, ja ci wytłumaczę bo nadal nie łapiesz. Nakazywanie gościowi ściągania butów i jak sama piszesz, mało delikatne wskazywanie kapci, jest łagodnie mówiąc, nieeleganckie. To czy on będzie pomykał w skarpetach czy w Twoich używanych kapciach jest sprawą drugorzędną, bo i tak Ty wykazałaś się największym chamstwem każąc mu te buty zdjąć. Odpowiedz Link Zgłoś
roman_ Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by 03.12.12, 05:50 Wyraźnie napisała że oczekuję takiego zachowanie wtedy kiedy gość przychodzi w ubłoconym obuwiu i po chamsku roznosi brud po mieszkaniu czy domu. Nie chcesz zdejmować obuwia możesz poprosić o coś do oczyszczenia go . Na pewno się znajdzie. Oczywiście o ile zauważyłaś że w ogóle masz brudne buty. I to jest właśnie brak kultury i w sumie inteligencji , Człowiek inteligentny zawsze znajdzie rozwiązanie. Myślisz schematycznie. A już najbardziej zapewne ulegasz schematom dzięki którym możesz kogoś wyśmiać . Typowe prymitywne zachowanie o którym jest cały artykuł . Odpowiedz Link Zgłoś
bromba_bez_glusia Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by 03.12.12, 07:14 A czy pani matka studenta zaproponowała gościom syna jakieś inne wyjście, jak oczyszczenie butów? Z tego co ona pisze, to nie, na wejściu pokazała im te używane kapciuchy,i to jak sama pisze, mało delikatnie. Możemy się licytować kto to był bardziej chamski, ale z doświadczenia wiem, że ci co najbardziej na chamstwo innych się oburzają, najmniej mają kindersztuby. Odpowiedz Link Zgłoś
basiakoz Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by 03.12.12, 08:17 Z tymi kapciami to prawda, wymaganie od gości, żeby zdejmowali buty, to przejaw prostackiego wychowania. Zwyczaj nie pochodzi z inteligenckich domów, gdzie nie do pomyślenia było, żeby gość "pomykał" po parkietach w skarpetkach (bez dziur), tylko z wiejskich, gdzie po pracy w polu trzeba było zdejmować "gumofilce" i zostawiać je przed wejściem. W razie deszczu można gościom podać szmatki pod buty, a nie oczekiwać, że panie i panwie będą zdejmowali buty, jakby były ubłocone gnojówką. Pamiętam nawet konkluzję Bogusława Kaczyńskiego, który mówił, że jeśli gospodarz każe mu zdjąć buty, to on z takiego domu wychodzi. Tak to już jednak jest, że bez żenady przejęliśmy wiejskie zwyczaje, a potem mamy pretensje o brak kultury, jak młodzieniec poda rękę - podaje mężczyzna - kobiecie, szef- pracownikowi, wyższy rangą pracownik - podwładnemu. Jedyne uchybienie jakie tu widzę, to fakt, że powinien podać rękę jako pierwszy ktoś starszy wiekiem- młodszemu, ale potraktowałabym jednak takie zachowanie kolegów syna przyjaźnie, bez nadymania się. Odpowiedz Link Zgłoś
ax-les-thermes Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by 03.12.12, 09:02 Polska produkuje samych "humanistow": politolodzy, pedagodzy, socolodzy, kulturoznawcy i cala mase innych ...logow. Za duzo tych "uniwersytetow" produkujacych trash z "wyzszym wyksztalceniem". Wiec czego tu oczekiwac... macie to co produkujecie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chudysynu Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 10:24 Nie buty są tu głównym problemem, czy ich ściąganie w domu. Jestem mamą 2 dzieci SGH i LSI. Czyli niby wyższy poziom? Koledzy używają okropnych słów jako przerywnik. Są to młodzi ludzie z "dobrych domów" Domyślam się co jest na uczelniach tzw płatnych :( Odpowiedz Link Zgłoś
spoter Prostactwo 04.12.12, 00:29 A jakimże prostakiem trzeba być, żeby zdejmować buty bez szczególnego dopraszania sie o to? Zrobić coś takiego tylko ze względu na szacunek dla gospodarzy, żeby nie musieli podłogi myć albo dywanu prać po moich zabłoconych buciorach? Zwłaszcza wtedy, gdy nie przychodzę do nich w odwiedziny tylko do ich syna albo córki??? No cóż drodzy Rodacy, wszystko zależy od tego, do jakiego grajdoła się kiedyś wpadło i co z tego grajdoła widać. Taki albo taka co lubi się pakować do czyjegoś wypucowanego domu w zabłoconych albo zaśnieżonych butach, albo na parkiet w trzewikach z zelówkami, itd. itp., bez względy na to jakie "autorytety" się powołuje, chyba poza czub własnego nosa nie spoziera. I tyle w temacie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paunitka Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.tvk.torun.pl 07.12.12, 07:48 >>Zwyczaj nie pochodzi z inteligenckich domów, gdzie nie do pomyślenia było, żeby gość "pomykał" po parkietach w skarpetkach<< - i nadal jest to nie do pomyślenia we wszystkich tych domach, gdzie do salonu sprasza się okoliczne panny na wydaniu, zacnych kawalerów, obiecujących artystów i panią doktorową, żeby jej smutno we wdowieństwie nie było. Wszyscy goście niezależnie od pogody mają na nogach lśniące czystością pantofle. A nawet jeśli nie, to służba przecież potem zamiecie te "parkiety". Człowieku, w jakim Ty świecie żyjesz? Mnie nie stać na nowe dywany co miesiąc i pokojówkę do sprzątania, więc oczekuję od gości zdjęcia butów. Zresztą nie zdarza mi się często o to prosić, zwykle każdy sam wyskakuje z laczy. Tak jest w każdym polskim domu, w którym byłam. Chyba że ktoś miał brud i się tego wstydził, wtedy prosił, żeby zostać w butach. :P Kultura nie jest constans, podlega ciągłym zmianom i jest dostosowywana do warunków, w jakich żyjemy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jojo Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.scansafe.net 11.12.12, 09:58 > Człowieku, w jakim Ty świecie żyjesz? Mn > ie nie stać na nowe dywany co miesiąc i pokojówkę do sprzątania, więc oczekuję > od gości zdjęcia butów. Często miewam gości, którym już od progu mówię: możesz zdjąć buty jeśli chcesz, żeby ci było wygodniej, jak nie chcesz, pomykaj w butach, to jest mieszkanie, nie muzeum. A mimo to mam w domu czysto. Ciekawe dlaczego. Może dlatego, że wiem, gdzie stoi szczotka do zamiatania i mop? > Zresztą nie zdarza mi się często o to prosić, zwykle ka > żdy sam wyskakuje z laczy. Tak jest w każdym polskim domu, w którym byłam. ROTFL. Chyba w domu w Polsce C. Tej mentalnej, nie geograficznej. Wyrazy współczucia, z ciebie i twoich znajomych byłby wspaniały barszcz. Odpowiedz Link Zgłoś
sto-szesc Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by 11.12.12, 15:28 > > Zresztą nie zdarza mi się często o to prosić, zwykle każdy sam wyskakuje z laczy. > > Tak jest w każdym polskim domu, w którym byłam. > > ROTFL. Chyba w domu w Polsce C. Tej mentalnej, nie geograficznej. Wyrazy współc > zucia, z ciebie i twoich znajomych byłby wspaniały barszcz. Hmmm... Z tego chyba wynika, że mieszkam w Ameryce C. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: purcman1 Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: 193.201.167.* 03.12.12, 08:24 no ja pie..lę, ale wieś, masz problem z zasadami domu ? to nie zawracaj dupy i nie przychodź w miejsca, których nie rozumiesz ... bezrozumni na każdym kroku, wszędzie gdzie się pojawią syf, kible zasrane i jeszcze pretensje, ze ich ludzie nie "rozumiom" ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: purcman1 Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: 193.201.167.* 03.12.12, 08:26 przepraszam, "poniesło" mnie .. Odpowiedz Link Zgłoś
roman_ Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by 03.12.12, 16:38 No to inaczej. Człowiek kulturalny i inteligentny to kaki który potrafi się odnaleźć w każdej sytuacji. Jeżeli przychodzisz do kogoś to albo stosujesz się do panujących tam zwyczajów albo asertywnie odmawiasz wizyty . Niema nic bardziej chamskiego niż uczyć gospodarza "kultury" tym bardziej że pojecie kultury jest mocno względne. To co uchodzi w jednym środowisko karygodnym jest w innym Jesteś w kraju muzułmańskim i nie wchodzisz do meczetu w butach to chyba oczywiste . a jeżeli wejdziesz to zobaczysz co to znaczą zasady :) Jeszce bardziej dosadnie . Jesteś agentem ubezpieczeniowym albo doradcą inwestycyjnym . Idziesz na spotkanie do klienta . Prowizja od tej umowy to twoje powiedzmy miesięczne zarobki a i twój szef liczy na Ciebie bardzo:). Założę się, że sama zapytasz się czy buty masz zdejmować albo lepiej będziesz przegotowana i kapcie będziesz miała w torbie bo twój poprzednik poniósł porażkę u tego klienta ponieważ nie zastosował się do panujących tam zwyczajów:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jasio Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.bchsia.telus.net 03.12.12, 07:04 Gość portalu: G.Suss napisał(a): > Nakazywanie gościom zdejmowania butów i wkładania noszonych przez - z definicji > - diabli wiedzą ilu ludzi "kapci dla gości" to rzeczywiście kultura, że ho ho. Bo goscie powinni sami z butow wyskakiwac, nie czekajac na prosbe gopodarza. Tylko do tego trzeba miec skarpetki bez dziur. Prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: foksterierka Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 07:51 Ręce opadają.. Nie uczcie ludzi zasad savoir-vivre jeśli sami nie macie o nich pojęcia i będzie wszystko w porządku. Podsuwanie gościom kapci na zmianę to jedna z najgorszych gaf towarzyskich, w przeciwieństwie do podawania ręki starszej kobiecie, bo to młody człowiek zrobił prawidłowo, chociaż zwykle mężczyźni się ze sobą nawzajem witają pomijając kobietę. Już wszystko jasne? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: G.Suss Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 22:37 Gość portalu: Jasio napisał(a): > Bo goscie powinni sami z butow wyskakiwac, nie czekajac na prosbe gopodarza. Chyba tylko w kręgach, w których posiadanie syna na studiach to powód do dumy. > Tylko do tego trzeba miec skarpetki bez dziur. Prawda? Przeciwnie. Do tego trzeba być w poplamionym dresie z wypchanymi kolanami. Człowiek w garniturze, zmuszony do chodzenia w samych skarpetach będzie czuł się śmiesznie i niekomfortowo niezależnie od ich stanu. Śmieszniej byłoby tylko w kapciach. Równie dobrze mógłbyś gościom kazać zakładać czapki błaznów żeby Ci kudeł po podłodze nie rozsiewali. Odpowiedz Link Zgłoś
sto-szesc Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by 04.12.12, 00:13 > > Bo goscie powinni sami z butow wyskakiwac, nie czekajac na prosbe gopodarza. > > Chyba tylko w kręgach, w których posiadanie syna na studiach to powód do dumy. Przypomnę, że chodziło o zabłocone buty. Takie buty trzeba albo zdjąć, albo poprosić o jakąś możliwość oczyszczenia. Ale lepiej zdjąć. Wchodzenie do cudzego domy w zabłoconych butach to chamstwo w każdych kręgach. > Człowiek w garniturze, zmuszony do chodzenia w samych skarpetach będzie czuł się > śmiesznie i niekomfortowo niezależnie od ich stanu. Znów muszę przupomnieć, że chodziło o kolegów syna studenta. Szczerze wątpię, żeby przychodzili w garniturach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jojo Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.scansafe.net 11.12.12, 10:04 > Przypomnę, że chodziło o zabłocone buty. Takie buty trzeba albo zdjąć, albo pop > rosić o jakąś możliwość oczyszczenia. Oczywiście w zabłoconych łazić nie wypada, ale obawiam się, że nie chodziło tylko o _zabłocone_ buty, skoro w domu tej pani istnieje coś takiego jak "kapcie dla gości". Zapewne u niej wszyscy muszą zdejmować. No cóż, był taki wierszyk o kwoce, co uczyła gości dobrego wychowania... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jasio Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.bchsia.telus.net 05.12.12, 06:32 > > Bo goscie powinni sami z butow wyskakiwac, nie czekajac na prosbe gopodar > za. > > Chyba tylko w kręgach, w których posiadanie syna na studiach to powód do dumy. A ty z jakich kregow pochodzisz, ze nie cieszysz sie, ze dzieci sie ucza? > > Tylko do tego trzeba miec skarpetki bez dziur. Prawda? > Przeciwnie. Do tego trzeba być w poplamionym dresie z wypchanymi kolanami. Czło > wiek w garniturze, zmuszony do chodzenia w samych skarpetach będzie czuł się śm > iesznie i niekomfortowo niezależnie od ich stanu. Śmieszniej byłoby tylko w kap > ciach. Równie dobrze mógłbyś gościom kazać zakładać czapki błaznów żeby Ci kude > ł po podłodze nie rozsiewali. Osobiscie chodze na codzien w "dzinach", nie dresie. Garnituru z krawatem nie cierpie, bo natychmiast czuje sie zniewolony. Tu gdzie mieszkam w garniturach ganiaja glownie przedstawiciele handlowi zwani popularnie selsmenami". Natomiast uwazam za swoj obowiazek wyskakiwac z butow, czesto przy oporach gospodarza, wchodzac do obcego domu. I tak robi tu znaczna wiekszosc. I musze ci sie przyznac, ze stapajac po tej ziemi nie czulem sie nigdy i nie czuje blaznem, chociaz mam w kieszeni jakies dyplomy z polskiej uczelni. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: stefan Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 07:57 Panie/Pani G.Suss widać, że jeśli prawda w oczy kole to przynajmniej trzeba się dowalić o "kapcie"... żeby równowaga była. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: esdf Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 08:00 > 20 w 90 osobowej grupie. Reszta cóż studiuje na "pandę" ( dla nieświadomych - > "Pan da trzy minus"). No dobrze, ale kto im daje te trzy minus? Inni studenci? Właśnie w tym problem, że kadrze się nie chce a teraz, po latach olewania wszystkiego sikiem falistym nagle zorientowali się, że studenci przyjęli ten sam model. Skończyłem studia prawie dekadę temu. Wysoki poziom, wówczas drugi wydział prawniczy kraju. Przyznaję, że spałem na wykładach z prawa konstytucyjne i karnego (cieszę się, że były jedne po drugich bo dawało to możliwość dłuższego wypoczynku), mimo to oba przedmioty zdałem bez problemu. A zdałem, bo przeczytałem podręczniki, jako że wykłady nic nie wnosiły - panowie byli w wieku mocno poemerytalnym i opowiadali o wszystkim, tylko nie o tym, o czym były wykłady, obowiązkowo na siedząco i monotonnym głosem, ten sam wykład od wielu lat (miałem notatki skserowane z lat poprzednich, kolejność idealna). Przy czy najchętniej wykładano część historyczną, bo ta się od lat nie zmieniła, wystarczy raz opracować i po zawodach, natomiast obecne rzeczy - to już bardziej skrótowo. Ćwiczenia - powtórka tego co na wykładach. Niektórzy po prostu siadali i czytali nam podręcznik. Bywali też tacy, którzy nie rozumieli zadawanych im pytań - wszyscy wiedzieli, że ta pani jest konikiem profesora, który też był dość ekscentryczny, bo np. na zaliczeniu z postępowania karnego przepytywał z imion apostołów albo świąt kościelnych. I nie, nie była to żadna katolicka uczelnia, wręcz przeciwnie, uczelnia i wydział uważana za bastion "komuchów". Konsultacje - chyba sobie ktoś robi żarty. Dostać się nie dało, bo profesora nigdy nie było. Doktorów też nie, bo wszyscy byli zajęci w lokalnej Wyższej Szkole Biznesu i Sukcesu. Generalnie około 50% przedmiotów było kompletnie nieprzydatnych i siedziało w programie ze względu na tego czy innego profesora. Socjologia prawa, historia doktryn polityczno prawnych, historia prawa (podzielona obowiązkowo na dwa przedmioty - polski i powszechna; niezbędnym do bycia prokuratorem lub adwokatem było wyklepanie dat odnośnie rozwoju urzędu starosty w czasach Piastów), teoria prawa (która była z kolei powtórzeniem wstępu do prawoznawstwa z pierwszego roku, prowadzili ci sami ludzie) itp itd. Z drugiej strony brakowało czasu na przedmioty dogmatyczne, prawo cywilne, prawo handlowe itp. Np. na kodeks postępowania cywilnego były raptem dwa semestry. Nikt nie przewidział zajęć praktycznych, czyli ćwiczeń polegających na pisaniu pozwów, zażaleń czy aktów oskarżenia. De facto wszystkiego co wiem, nauczyłem się na aplikacji. Więc jak słucham narzekań kadry, to śmiech mnie pusty bierze. Bo to są ci sami ludzie, którzy po godzinach w prywatnej szkole wyprodukują magistra z osoby, która nie powinna w ogóle zdać matury. Ale tutaj jęczą, jednocześnie przepuszczając matołków. Naukowcy, miejcie jaja - wywalcie 70% kolegów, którzy są teoretykami i napisali habilitacje z grubości framugi w późnym gotyku, zacznijcie rzeczywiście uczyć i przekazywać przydatną wiedzę, zamiast dryfować po anegdotkach i oblejcie wszystkich, którzy tej wiedzy nie opanowali. Niech na wykładach dzieje się coś istotnego, to nie będzie śpiących. Wtedy ludzie nie będą wychodzili, bo będą naprawdę chcieli słuchać. Odpowiedz Link Zgłoś
a.lojewska Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by 03.12.12, 00:24 Gość portalu: cv napisał(a): "Jak studenci nie słuchają to znaczy że nie > ma czego słuchać. " Zgadzam sie z Tobą. Zatrudniłam adiunkta państwowej uczelni- zachowywał się "jak przedszkolak"- cytat pani dziekan z artykułu. Miał problemy z czytaniem i rozumieniem dokumentacji branzowej oraz ze znalezieniem podstawowych materiałów. Nadmieniam, że proponowana praca (projekty unijne) mieściła się ściśle (sic!) w zakresie prowadzonych przez niego zajęc. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: studenci debile zera z 2 fakultetami IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.12, 01:10 przyjąć takie bydło z 2 fakultetami do pracy to dopiero tragedia gowno wiedzą, goowno umieją..... a "sluzbowe" dlugopisy pęczkami kradną Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jasio Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.bchsia.telus.net 03.12.12, 07:09 Jak tacy sa wykladowcy ( z czym sie zgadzam), to jacy musza byc absolwenci??!! Strach nawet pomyslec. I to ma byc przyszlosc narodu!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chonoriskrałza Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 08:02 Aa... to dopiero wykładowcy wyższej uczelni mają się zająć wychowywaniem???? Wow! To już nie Rodzice, nie Pani Przedszkolanka, Pani od Nauczania Początkowego, Pani Wychowawca, Pani Profesor? Może Jego Eminencja Rektor powinien podjąć się tego zadania? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ee Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.knf.gov.pl 03.12.12, 10:22 A czy w tych komentarzach jest mowa o wychowywaniu czy o rzetelnym przekazywaniu wiedzy? Bo z tego, co widzę, że ludzie narzekają na poziom nauczania przez wykładowców, a nie na to, że nie potrafią kogoś wychować... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szymek Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.hosts211.ostrowski.pl 03.12.12, 07:09 eee... niż demograficzny oraz przyjmowanie wszystkich jak leci przez państwowe uczelnie wyższe to jedna sprawa. I tu nie ma się co obrażać na "jakość" nowych studentów, bo jeżeli obniża się kryteria rekrutacyjne lub też przedłuża się rekrutację w nieskończoność po to tylko, by zgromadzić niezbędną do prowadzenia zajęć minimalną liczbę studentów, za którą Uniwerek X otrzyma państwową dotację to moim zdaniem wina raczej samego Uniwerku oraz takich a nie innych mechanizmów rekrutacyjnych. Zasada jest prosta - jeżeli nie chce się mieć świni przy stole, to się świni do stołu nie zaprasza. Państwowe szkoły wyższe w obliczu niżu demograficznego zrezygnowały z tej zasady, gdyż stawką jest przetrwanie. Bez studentów nie ma dotacji, nie ma w związku z tym pieniędzy na wypłaty dla pracowników, nie ma grup wykładowych, nie ma grup ćwiczeniowych, nie ma godzin dla wykładowców itp. Ale jest też inna strona medalu, o której w felietonie nie wspomniano. Otóż obniżenie kryteriów dotyczy nie tylko przyjmowanych na studia żaków, ale także kadry akademickiej. Są przecież takie uniwersytety, w których dajmy na to jedna i ta sama osoba z tytułem doktora prowadzi cztery różne zajęcia i na tych zajęciach wykłada to samo - rzecz jasna z lenistwa. Są też profesorowie, którzy zaliczają "z marszu" - za tak zwaną "obecność na wykładach". Są w końcu takie w Polsce egzotyczne uczelnie, w których np. Rektor zatrudnia kolegów mechaników na etatach w Instytucie Politologii, po to by studenci uczyli się ..... no właśnie czego? Odpowiedz Link Zgłoś
m.p.1970 Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by 03.12.12, 05:45 No nie jest chyba az tak zle. Panstwo profesorowie maja najwyrazniej bardzo konserwatywne poglady. To jest po prostu ogolny trend, w innych krajach Europy atmosfera jest jeszcze bardziej rozluzowana i zagranicznych studentow w Polsce uderza wlasnie te hierarchiczne podejscie stundent-profesor. W Szwecji np juz 40 lat temu zlikwidowano formy grzecznosciowe typu prosze Pana/Pani i przeszlo sie na ty takze z szefem lub profesorem. Jak kiedys moja znajoma, lekarka, powiedziala do 80-letniej pacjentki prosze Pani, ta oburzona stwierdzila, ze nie po to walczyla tyle lat o rownosc, zeby ja teraz wyzywac 0d "Pani". Jedzenie i picie na wykladach jest normalme na zachodnich uniwersytetach, a w Japonii polowa studentow spi (choc jesc nie wolno). Wazne, zeby studiowali, zaliczali, Polska po woli w rankingach PISA pnie sie jednak do gory. Kiedys wszystko bylo lepsze, mlodzi lepiej wyksztalceni i obyci, formy bylu utrzymane, a ci Wspaniali w dwoch bratobojczych wojnach swiatowych wyrzneli kilkadziesiat milionow ludzi. W Polsce dzisiaj tez jakze przemile i dobrze wychowane Panie i Panowie z tego pokolenia w moherowach czapeczkach marza o powrocie do dawnych wartosci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jasio Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: *.bchsia.telus.net 03.12.12, 07:28 Niestety , to prawda. Dzisiejszy student ma wiedze oparta na Wiki i tragiczna znajomosc tematow w ktorych sie powinien swobodnie poruszac. Po prostu nie potrafi samodzielnie interpretowac danych, bo - tego nie ma na internecie. Do tego dochodzi praktyczny brak znajomosci jezyka ojczystego i umiejetnosci wypowiedzenia sie na pismie. I to bez wzgledu czy student jest na studiach inzynierskich czy doktoranckich i czy te studia sa w Polsce czy Ameryce. Kiedys rozmawialem z kolega dzielkanem o co tu chodzi. Zaproponowalem aby wrocic do programow ktore my mielismy z dwudziestoma paroma godzinami prawdziwych (a nie komputerowych) laboratoriow tygodniowo. A on mi odpowiada, ze tak nie mozna, bo..... takie studia bylyby dzis za drogie Odpowiedz Link Zgłoś
aleatoria Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by 03.12.12, 20:27 Studiowałam w Japonii i nie zgodzę się, jakoby na uczelniach panowało tam jakiekolwiek rozluźnienie obyczajów. Wręcz przeciwnie, przepaść w hierarchii między studentem a sensejem jest OGROMNA, co jakoś nie przeszkadza japońskim uczelniom przodować w wielu międzynarodowych rankingach. Spanie to trochę inna kwestia, w Japonii śpi się po prostu wszędzie, w autobusie, w muzeum, w teatrze, również na wykładzie i nie jest to oznaka braku szacunku, a po prostu taka kultura. Odpowiedz Link Zgłoś
aala43 Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by 03.12.12, 12:16 ech, takie łatwe sądy - uczyłam już kilka razy jako tzw. visiting i jakoś nadal mnie zapraszają te uczelnie (wysoko w rankingu światowym) - czyli? dałam rade i nie jestem jedyna; różnice faktycznie widać, bo w NY czy Bostonie albo Berlinie studenci przyhcodzą na uczelnie inaczej przygotowani - chcą studiować, dużo pracują, są o wiele bardziej samodzielni, potrafią czytać ze zrozumieniem, analizować teksty, formułować samodzielne opinie - oczywiście i tu i tu bywaja wyjątki, ale faktycznie polscy studenci po prostu często nie wiedzą w jakim celu znaleźli się na uczelni Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: MARIA Re: Większość z tych wykładowców nie przeżyła by IP: 91.200.78.* 04.12.12, 18:01 Wykładowca ma mieć wiedze i kulturę, a że student wiedzy nie ma, niech przynajmniej się kulturą wykaże. Może by tak kurtkę do szatni, na zajęcia bez gumy w zębach i punktualnie. Uczelnia jak korporacja, pewne zasady obowiązują. Nie zastosujesz się, to wypadasz. Jak studenta wykłądowca za chamstwo z wykładu wyrzuci, a ten się przez to nie naumie czego trzeba, to wyleci też z uczelni. Chamstwu STOP. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zxcv Śmieszy mnie to narzekanie środowisk akademickch IP: 195.82.180.* 02.12.12, 22:48 Kolejny artykuł z biadoleniem akademików o poziomie studentów. Ktoś ustala żenująco niskie, minimalne progi punktowe na uczelniach, ktoś "przepycha" dalej studentów zdających egzaminy i kolokwia za czwartym razem, ktoś przyjmuje słabe projekty i prace semestralne, ktoś nadzoruje, ocenia i zalicza słabe prace dyplomowe. Kto? Chyba nie trzeba mówić. Naukowcy powinni rozumieć, że rozkład poziomu inteligencji w społeczeństwie jest zbieżny z rozkładem normalnym. Nie da się tego przeskoczyć, choćby nie wiem co. A tymczasem ponad 50% młodzieży idzie na studia-to chyba oczywiste, że spora część z nich się do tego nie nadaje. Doprawdy nie rozumiem, jak w świetle tych faktów można żalić się na forum publicznym na poziom studentów ! Prawda jest taka, że to środowiska akademickie są największym beneficjentem systemu szkolnictwa wyższego opierającego się na liczbie studentów, a nie ich jakości. Zmiana tego systemu oznaczałaby zwolnienie części kadry naukowej, likwidację kilkudziesięciu jednostek naukowych, kilkunastu wydziałów i pewnie paru szkół "wyższych". Ale co to to nie, prawda ? Lepiej ponarzekać na to, że kwadrat nie jest kołem.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Re: Śmieszy mnie to narzekanie środowisk akademic IP: *.adsl.inetia.pl 02.12.12, 22:57 Polać mu !!!. Nareszcie ktoś mądrze mówi. Podobno Polska ma największy odsetek studentów w Europie a jak wiadomo ilość nie przekłada się na jakość. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: j. Re: Śmieszy mnie to narzekanie środowisk akademic IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 00:39 Gość portalu: zxcv napisał(a): > Naukowcy powinni rozumieć, że rozkład poziomu inteligencji w społeczeństwie jest zbieżny z rozkładem normalnym Tobie także przydałoby się zrozumieć sens pojęć, do których się odwołujesz w swej argumentacji. Obojętne, czy rozkład jest normalny, czy jednostajny, czy jakikolwiek inny (byle nie jenopunktowy), zawsze efektywne obniżenie progu akceptowalności poskutkuje obniżeniem średniej w grupie wybranej. Pozostaje jednak pytanie, czy obniżenie poziomu wiedzy i socjalizacji wśród studentów jest wyłącznie efektem umasowienia "wyższych studiów"? Ja mam wrażenie, że szkola uczy teraz gorzej, wymagania na maturze, zwłaszcza tzw. poziomu podstawowego, są bliskie zeru. Problem jest chyba nie tylko w statystyce. Odpowiedz Link Zgłoś
nikodem_73 Re: Śmieszy mnie to narzekanie środowisk akademic 03.12.12, 02:28 Generalnie - masz rację. Tyle tylko, że nie istnieją obecnie jakiekolwiek bodźce aby na jakimkolwiek etapie nauki "piłować" uczniów/studentów. Co więcej - nauczyciel/wykładowca, który czegokolwiek wymaga może liczyć wyłącznie na problemy. W najlepszym wypadku nikt mu nie podziękuje za trud. Kolejna rzecz - tzw. "nowa matura" (żenująca - przyznaję), to efekt gry POLITYCZNEJ. No ubzdurało się jakimś biurwokratom, że jak wszyscy będą mieli minimum magistra to będzie super. Nie wiem - może za dużo czytali gazet w swoim czasie i ulegli hasłu "idź na studia to zdobędziesz pracę"? Niepomijalnym była też presja potencjalnych "zysków" ze wzrostu pozycji Polski w różnych, bzdurnych indeksach jak np. HDI. No tam się uwzględnia np. jaki odsetek społeczeństwa ma wyższe. No i od czasu "reformy" cały czas nam rośnie! Nikt nie zakwestionował bzdurnej metodologii (no bo jak ILOŚĆ mgrów ma się niby przekładać na jakość życia? Liniowo? Bez żartów), a zamiast tego "zhackowano system" - no wymyślono jak tu zrobić co by w krótkim czasie ilość wykształceńców w kraju priwis'lańskim dramatycznie wzrosła. A do tego jak pięknie można było ich na parę lat wypisać ze statystyk bezrobocia... Już nie pamiętam od ilu lat powtarzam (także na forum gazety), że obecny, poreformowy system kształcenia jest absurdalny. Mamy generatory mgrów pozbawionych jakichkolwiek umiejętności. A co gorsza - obecny system tak naprawdę działa na szkodę młodych ludzi. I to w dodatku tych, którzy naprawdę mają coś w głowie - giną w zalewie tandety. Naprawdę nie trzeba być tuzem intelektu aby zauważyć, że wszyscy nie możemy być kierownikami, managerami, inżynierami, lub zajmować się teoretyzowaniem. No sorry. Tak się nie da. No ktoś musi kopać rowy i podawać frytki w McDonald'sie. Magisterium do tego nie jest potrzebne. I tu pojawia się malusie pytanko - gdzie są technika? A zawodówki? No. Ponoć w PRL tylko 30% absolwentów podstawówek (a nie było obowiązku jej ukończenia!) miało szansę na naukę w liceach ogólnokształcących i przyjmowano tam ich po egzaminach wstępnych. Reszta trafiała do techników i zawodówek. Żadnej z tych szkół uczeń nie musiał ukończyć, lub ukończyć nie w pełnym zakresie (np. skończyć technikum jako technik bez matury). Tylko 30% posiadaczy matury z danego rocznika mogło dostać się na studia - a jakże - po egzaminach wstępnych. Reszta musiała iść do pracy, lub pójść do szkoły policealnej, gdzie mogło zdobyć tytuł technika. Samo to powodowało, że na studia dostawali się najlepsi (lub mający odpowiednie dojścia - no, ale to akurat naprawdę niewielki koszt). Na uczelniach kształtowano intelektualną elitę. A jak ktoś był debilem, to nawet najlepsze koneksje nie uratowałyby go na egzaminie. Nie jestem zwolennikiem PRL (łagodnie ujmując), lecz jeżeli rzeczywiście obowiązywał wtedy taki schemat to BARDZO mi się on podoba. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jasio Re: Śmieszy mnie to narzekanie środowisk akademic IP: *.bchsia.telus.net 03.12.12, 07:37 I dzisiaj spora czesc tej elity znalazla sie poza granicami Polski i na ich proporcach powiewaja obce orly. A ci co zostali dorobili sie tego, co widac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: joe brody Re: Śmieszy mnie to narzekanie środowisk akademic IP: *.wroclaw.mm.pl 03.12.12, 09:05 > Nie jestem zwolennikiem PRL (łagodnie ujmując), lecz jeżeli rzeczywiście obowiązywał > wtedy taki schemat to BARDZO mi się on podoba. Nie obowiązywał. Nie było egzaminów do szkół średnich, a obowiązek szkolny polegał na tym, że podstawówkę musiał skończyć każdy. Egzaminy wstępne były na studia, ale z różnymi wytrychami i bocznymi wejściami, jak punkty za pochodzenie i miejsca rektorskie. Nie było tych punktów wiele, ale na szczególnie oblężonych kierunkach, gdzie, aby się dostać, trzeba było zdać niemal na 100%, dodatkowe 3 albo 5 punktów często stanowiło o "być albo nie być" na studiach. Z kolei na mniej wymagających kierunkach gros przyjętych to byli uciekinierzy od wojska. Tak czy inaczej, ówczesny system kształcenia był daleki od ideału... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xx Re: Śmieszy mnie to narzekanie środowisk akademic IP: *.ip.netia.com.pl 03.12.12, 12:34 System przyjęć na studia ewoluował dość znacznie w ciągu tzw. czasów PRL. Pod koniec (lata osiemdziesiąte) - punkty za pochodzenie i miejsca rektorskie istniały już tylko na niektórych kierunkach i uczelniach. Ci z odpowiednim pochodzeniem - mieli natomiast bez porównania łatwiej na samych studiach (dopłaty do akademika, stypendia socjalne itp.). Ale to zupełnie inna sprawa - rozmawiamy o wiedzy i umiejętnościach studentów. "na szczególnie oblężonych kierunkach, gdzie, aby się dostać, trzeba było zdać niemal na 100%, dodatkowe 3 albo 5 punktów często stanowiło o "być albo nie być" na studiach" - dodatkowe punkty za pochodzenie sprawiały tylko, że dostawali się inni ludzie, ale nadal byli to ludzie z jakąś wiedzą (w końcu dostali te 90%+ na egzaminie). Nie dyskutujemy tu o sprawiedliwości społecznej (nie mylić ze sprawiedliwością) tylko o efektywności doboru studentów jako grupy. Nie byłem beneficjentem żadnych punktów (zdawałem na studia w 1988), zdałem egzaminy wstępne na tyle dobrze, żeby się dostać (bez żadnych kantów) na bardzo oblegany kierunek politechniczny. Więc pewnie mam skrzywione spojrzenie :-) Odpowiedz Link Zgłoś
zbychuk Re: Śmieszy mnie to narzekanie środowisk akademic 03.12.12, 16:26 Oczywiscie ze egzamin do liceum byl (sam go zdawalem, nawet pamietam pytanie z j. polskiego - "Jak powinien wygladac Palac w Wilanowie jako muzeum"). Jak wybierales liceum, to musiales wskazac drugi wybor, czyli zawodowke i stad byl problem, czy wybrac liceum slabsze do ktorego na pewno sie dostane czy liceum lepsze i ryzykowac ze nie przyjma i wyladuje w zawodowce. Ponkty za pochodzenie byly i miejsca rektorskie tez, zle tych drugich to bylo bodajze 5 na cala uczelnie. Podstawowki wcale ie musial skonczyc kazdy. Obowiwazek szkolny byl do 18-go roku zycia, jak ktos zostawal po kilka razy w tej samej klasie to potrafil nie skonczyc podstawowki, choc przyznam nie znam ani jednej takiej osoby. Na studia mozna bylo sie w wyjatkowych przypadkach dostac bez egzaminu, bo niektore szkoly mialy prawo wytypowac dwie osoby na studia. Jedna na dowolny kierunek, druga na deficytowy. Ja sie zalapalem na ta druga, ale zrezygnowalem bo moj wybrany kierunek nie byl deficytowy. Ale podstawowa roznica byl SZACUNEK dla wykladowcow. Nie wyobrazam sobie takie zachowania jak opisane przez wielu ludzi na tym forum, a uwiez mi, ze jako mlodzi ludzie prywatnie nie bylismy inni niz obecni ludzie (imprezy tez byly, czasem sie sporo wypilo, czasem sie urywalo z wykladu zeby pograc w brydza,a kto przerwie brydza, bo jakis wyklad sie zaczyna :)). Ale jedno bylo oczywiste - to moj wlasny interes zeby sie nauczyc a nie wykladowcy zeby mnie nauczyc. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: adriano italiano Re: Śmieszy mnie to narzekanie środowisk akademic IP: *.adsl.inetia.pl 11.12.12, 18:32 > Pozostaje jednak pytanie, czy obniżenie poziomu wiedzy i socjalizacji wśród stu > dentów jest wyłącznie efektem umasowienia "wyższych studiów"? Ja mam wrażenie, > że szkola uczy teraz gorzej, wymagania na maturze, zwłaszcza tzw. poziomu pods > tawowego, są bliskie zeru. Problem jest chyba nie tylko w statystyce. Tutaj występuje sprzężenie zwrotne dodatnie: obniżenie wymagań skutkuje przyjęciem gorszych studentów, co zmusza do obniżenia poziomu nauczania, a następnie kryteriów zaliczania by można było dać dyplom i uzyskać dotację na studenta, która też maleje, bo ilość studiujących wzrosła a dofinansowanie uczelni jest mniej więcej stałe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, brak ... IP: *.adsl.inetia.pl 01.12.12, 15:52 Ja na studiach zostałem pozbawiony ambicji i chęci do nauki bo sami wykładowcy narzucają taki poziom, że nie trzeba się w ogóle przykładać aby zaliczyć dany przedmiot. Zajęcia mam 2 razy w tygodniu z czego w jednym dniu mam jeden wykład reszta tygodnia wolna. Egzaminy to testy więc wystarczy coś kojarzyć zamiast się sumiennie uczyć. Na specjalizacji Transport i Logistyka na UG mam ogółem 6 przedmiotów z czego 4 w ogóle nie są związane ze specjalizacją a sam poziom nauczania jest czasem tak żenująco niski, że cześć studentów, którzy już pracują w zawodzie mają większą wiedzę niż osoby prowadzące ćwiczenia. Prawda jest taka, że studenci często są leniwi bo to uczelnia tak ich kształtuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mocca2 Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.play-internet.pl 01.12.12, 21:28 Zgadzam sie. Studiuje na tym samym wydziale i na tej samej specjalnosci co Ty. Sa cwiczeniowcy, ktorzy na zajeciach po prostu czytaja podrecznik - strata czasu, ale na zajeciach trzeba byc, bo cwiczenia sa obowiazkowe. Pomijam juz fakt, ze przedmioty specjalnosciowe nie za bardzo sie od siebie roznia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aja74 Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.home.aster.pl 02.12.12, 22:10 To juz sam sobie odpowiedziales. Zmieniaj studia bo w tym miejscu co jestes nic nie osiagniesz. No chyba ze celem jest tylko papierek ale wtedy to jestes ... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Paweł Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.adsl.inetia.pl 02.12.12, 22:43 Dla ścisłości interesuję się transportem i spedycją i świadomie wybrałem ten kierunek studiów, nie lubię natomiast kiedy próbuję mi się wbić do głowy rzeczy, które mnie nie interesują i są niepotrzebne na drodze, którą sobie obrałem. Nie ukrywam, że teraz moim celem jest już faktycznie tylko odbiór "papierka" ponieważ znalazłem pracę w dużej firmie transportowej i mam to szczęście, że lubię to co robię. Niestety uświadomiłem sobie też jak oderwane od rzeczywistości są studia i to czego się na nich uczyłem, ponieważ w nowej pracy i tak musiałem uczyć się wszystkiego od początku a rzeczą, która przydaje się w niej najbardziej to umiejętność komunikowania się w języku angielskim, który na Ekonomii na UG kończy się już po trzech pierwszych semestrach nauki. I to jest prawdziwa paranoja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 22:48 I wlasnie Twoja wypowiedz jest w 100% wlasciwie oceniajaca ""wydolnosc"" polskich uczelni..............ale zareczam ze te dr.prof ... nie posiadaja wiekszej wiedzy .........wiec nie maja czego przekazac..w dodatku zwykly uczen szkoly w jankesowie ma od nich wiekszy zasob wiedzy na dowolny temat ..................choc jest to wiedza ukierunkowana ............ i moze nie wiedziec gdzie polsza sie znajduje ( bo w sumie kogo to obchodzi, poza polakami) ale mnie w sumie to tez malo obchodzi............. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jasio Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.bchsia.telus.net 03.12.12, 07:48 Jak nie masz pojecia o szkolach w jankesowie, to sie glupio nie odzywaj. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ryszard Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 02:11 Jestem byłym 5 piątkowym studentem a niedługo wykładowcą na topowej polskiej uczelni. Osobiście widzę to mniej więcej tak - to wykładowcy są problemem. Na każdej polskiej uczelni tolerowane są patologie. Wielu wykładowców zwyczajnie nie zna się na tym co wykłada. Od strony pedagogicznej też jest słabo. Wielu powinno być od ręki zwolnionych, ale to się nie stanie, bo przecież to są "swoi". "Marka byś zwolnił? fakt, jest marnym profesorem, ale poza uczelnią nigdy nie znajdzie pracy". Tak jest bardzo często. I ci "profesorowie" straszą rok w rok studentów. Na uczelni każdemu trzeba dać jakąś pracę, aby mógł zarobić. Czysty komunizm. Poza tym ciągłe wojenki podjazdowe. No i to kreowanie na siłę kursów, przyjmowanie trzy razy więcej studentów niż da się rozsądnie obsłużyć. Jedynymi osobami, które mogą to zmienić są sami profesorowie. Niestety im jest teraz zbyt wygodnie. Po co mieliby coś zmieniać - pieniądze są, nie trzeba się przemęczać i jesteś niezwalnialny (wystarczy, że wiesz z kim pić wódkę). Na dobrą sprawę na uczelni edukowałem się sam, bo poza kilkoma kursami większość oferty edukacyjnej była po prostu bardzo niska. Polska edukacja wyższa moim zdaniem zniechęca do rozwoju osobistego, zabija ciekawość świata i promuje bierność. Odpowiedz Link Zgłoś
nikodem_73 Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra 03.12.12, 02:33 Bo wykładowców jest zbyt wielu. A to skutek tego, że studentów jest zbyt wielu. "Marka" nie można zwolnić, bo wtedy... nie byłoby komu prowadzić zajęć. Albo nawet gorzej - "Marek" ma habilitację i jeżeli się go wywali to uczelnia może mieć problemy z utrzymaniem statusu pozwalającego na nadawanie tytułu magistra. I co wtedy? :> Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: SFan Janusz Zajdel "Limes inferior" IP: *.217-171-51.tkchopin.pl 01.12.12, 16:04 Odkąd studia stały się obowiązkowe - trzeba było dostosować ich poziom do poziomu studiujących... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zla Przyklad idzie z gory IP: *.cust.tele2.se 01.12.12, 16:20 Na mojej uczelni Pani prodziekan na konsultacjach nie potrafila odpowiedziec na 'dzien dobry'. Pan doktor profesor i jeszcze 5 tytulow okrzyczal studentke ,ktora zadala pytanie na wykladzie.Wyzywanie studentow jest czyms na co przestalam reagowac,bo ile mozna. Wykladowca narzeka na spiacych i nieobecnych studentow,a jakim cudem sa wyklady na ktore przychodzi prawie caly rok i slucha z zainteresowanem? Skonczyly sie czasy gdzie tytul przed nazwiskiem oznaczal lepsze traktowanie, na respekt trzeba sobie zasluzyc.Jezeli ktos jest niewychowany to dla mnie nie ma roznicy czy jest studentem czy profesorem. Zgadzam sie z tym ze nie wszyscy powinni studiowac,jednak problem lezy w systemie zaliczania ,a nie w osobach ktore dostaja sie na studia. Nawet nie chce wiedziec dlaczego komus przeszkadza email wyslany o 23... Za granica wykladowcy sa na uczelni dla studentow, zachecaja do pytan, udostepniaja materialy . Korona nikomu z glowy nie spadnie jak uslyszy 'no dobra' albo 'prosze Pana' zamiast 'Panie dziekanie'. Szkoda tylko ,ze my nawet nie mamy komu tego powiedziec, bo kogo obchodzi co glupi ,niewychowany student mysli. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sim Re: Przyklad idzie z gory IP: *.Red-80-36-60.staticIP.rima-tde.net 01.12.12, 17:18 Tez nie zrozumialem narzekan na 'prosze Pana'. Jak niby mialbym sie zwracac: czcigodny Panie dziekanie, padam do stop? Skonczylem prawo i wsrod moich wykladowcow bylow ielu takich, ktorzy notorycznie spozniali sie na wyklady, olewali studentow i nie chcialo im sie odpowiadac na sensowne pytania. I oni chca szacunku? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Wykładowca Re: Przyklad idzie z gory IP: *.mac.edu.pl 02.12.12, 19:38 Tak, niestety mówi się "Panie Doktorze", "Panie Profesorze", "Panie Dziekanie" itp. Na "proszę pana" się nie odzywam - najczęściej udaję że nie słyszałem. Najwyżej się zapytam czy o mnie chodziło i wtedy do większości dociera. Problem oczywiście jest po obu stronach: studentów na 1 roku powinno się uczyć zachowania na uczelni. Jak na pierwszym spotkaniu ustali się zasady gry to dalej z reguły problemów nie ma. A nawet potrafimy się przyjaźnić i wybrać się razem na piwo po egzaminach ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: SWIAT Re: Przyklad idzie z gory IP: *.pool.mediaWays.net 02.12.12, 21:22 No, tak niestety tak sie mowi. Panu Wykladowcy laskotanie tytulami dobrze robi. Niestety. Ludzie na poziomie, dobrze wychowani, znajacy swoja wartosc, bez kompleksow, urojen, daja sobie w zyciu rade i nie oczekuja tytulowania. Przypomina mi Pan, kler, ktory sie ekscelencjo tytuluje. Smieszne to i pretensjonalne, zwlaszcza, ze patrzac na Was z boku widac "obsuwe" kultury w skali 1 do 10 na slaba dwojke. Was, mam na mysli cale polskie elyty. Zycze refleksji nad soba w wolnej chwili. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tomek Re: Przyklad idzie z gory IP: *.icpnet.pl 02.12.12, 21:34 Tak samo jak do wykładowcy możesz powiedzieć "proszę pana", możesz do szefa powiedzieć "Stefan". Kultura osobista to m.in. umiejętność doboru tytułów i sposobu zwracania się do ludzi w różnych sytuacjach. Nic się nie stanie jak pani w banku powie do prof. dr. hab. inż. "proszę pana", ale student powinien zwracać się per profesorze. Ludzie na poziomie, dobrze wychowani, znający swoją i innych wartość, bez kompleksów i urojeń, dobrze o tym wszystkim wiedzą. Prostactwem jest brak szacunku dla wykładowcy. Można człowieka nie lubić, ale kultura w stosunku nawet do takiej osoby, to te same zasady, co w stosunku do mamy. Odpowiedz Link Zgłoś
ka-mi-la789 Re: Przyklad idzie z gory 02.12.12, 21:57 > Tak samo jak do wykładowcy możesz powiedzieć "proszę pana", możesz do szefa pow > iedzieć "Stefan". Wyobraź sobie, że do swoich przełożonych zwracałam się po imieniu (z wzajemnością). Nikomu z nas korona z głowy nie spadła, wszyscy żyją i dobrze się mają. > Nic się nie stanie jak pani w banku powie do prof. dr. hab. inż. "proszę pana", ale student powinien zwracać się per profesorze. A może "wasze wysokorodje"? To, co piszesz, to kolejny dowód, że polskie, pożal się Mzimu, uczelnie to ostoja feudalizmu, a ich personel to banda niedowartościowanych kompleksiarzy. > Prostactwem jest brak szacunku dla wykładowcy. Objawem paranoi jest twierdzenie, że stosowanie powszechnie przyjętych form grzecznościowych jest brakiem szacunku. > Można człowieka nie lubić, ale kultura w stosunku nawet do takiej osoby, to te same zasady, co w stosunku do mamy. Uważasz, że ktoś do matki zwraca się per "pani profesor"? Ponadto kultura obowiązuje w obie strony. Magistrzyna z bożej łaski, który publicznie dziwi się, że dwudziestotrzylatkowi chciało się "w tym wieku" studia zaczynać (zdarzenie autentyczne), nie zasługuje nawet na "proszę pana". Najwyżej na strzał w dziób (drugi za regularną nieobecność na zajęciach). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna Re: Przyklad idzie z gory IP: *.dsl.colba.net 03.12.12, 04:29 No wlasnie nie do wszystkich mozna sie zwracac per 'panie profesorze', bo jak nie jest profesorem to uda ze nie slyszly albo nawrzeszczy, ze jest doktorem. Powiedzenie do profesora doktorze tez grozi opierniczem. Najtrudniej jest na pierwszym roku, bo studenci, przyzwyczajeni z liceum, chca do wszystkich mowic per 'panie profesorze'. O jednym z moich wykladowcow, ktory do wszystkich dziewczyn mowil per kasienka a do chlopakow per ziutek, wole nie wspominac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: SWIAT Re: Przyklad idzie z gory IP: *.pool.mediaWays.net 02.12.12, 22:52 " Na "proszę pana" się nie odzywam - najczęściej udaję że nie słyszałem." To slowa Pana Wykladowcy. Z automatu nalezy sie Pani Wykladowcy Szacunek poniewaz Pan Wykladowca jest z urzedu autorytetem. Tak se przynajmniej mysli... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Assakari Re: Przyklad idzie z gory IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 00:34 Nie zgadzam się. Dla wyjaśnienia, jestem tylko zwykłym magistrem, ale od zawsze uczono mnie zasad dobrego wychowania a w nich jest zwracanie się w odpowiedni sposób do odpowiedniej osoby. Tego wymaga szacunek do rozmówcy i do.... siebie samego. A zatem nie oczekuję aby gość - a przypominam wchodząc do cudzego miejsca zamieszkania a także pracy jest się gościem - aby zatem gość witał mnie słowami "szacowna matko mego kolegi", ale oczekuję pełnego "dzień dobry" a nie burkniętego między jednym a a drugim ciamknięciem gumy "...bry". I nie dziwię się, że wykładowcy nie reagują na "proszę pana". Tak można się do nich zwrócić na ulicy, gdy upuszczą portfel. Na uczelni obowiązuje "pan adiunkt". Takie są zasady dobrego wychowania. A te obowiązują osoby z wyższym wykształceniem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jorge Re: Przyklad idzie z gory IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 00:54 Nie przetłumaczysz. Nowe pokolenie chce się wszędzie czuć jak u siebie, czyli jak w internecie, na podwórku czy knajpie. Ciekaw jestem jak długo jeden z drugim zwracałby się do przełożonego w wojsku per proszę pana. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: antytularyzm Re: Przyklad idzie z gory IP: *.lightspeed.cicril.sbcglobal.net 03.12.12, 03:55 Studia to nie wojsko. Proszę pana, proszę pani to zwroty grzecznościowe okazujące szacunek. Wystarczą. Tytułami to można się posługiwać na sympozjach gdy przedstawia się mówcę, w programach telewizyjnych, gdy przedstawia się specjalistę, więc tytuł ma znaczenie. W innych sytuacjach wystarczy zwykła grzeczność. Kultura nie polega tylko n znajomości formułek, al głównie na wyczuciu. S osoby które gładko mówią, mają maniery a nie zmienia to faktu, że są samolubnymi chamami, patrzącymi na innych z góry. Prosta kobieta na kleparzu, sprzedająca warzywa może nie mieć ogłady, ale może być miła osobą, z wyczuciem w odróżnieniu od bufona z tytułami o zerowej empatii. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jorge Re: Przyklad idzie z gory IP: 198.178.236.* 03.12.12, 15:01 Tak jak studia, to nie wojsko, tak studia to nie ulica. Tak się utarło, że instytucje formujące mają swoje hierarchie i tytulatury: uczelnia, wojsko, szkoła średnia, harcerstwo czy kościół (kto się odważy powiedzieć do księdza albo zakonnicy proszę pana/ pani?). Czy nieznajomość tych zasad to wyraz nowoczesności czy wyraz braku wychowania i ogłady? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: antytularyzm Re: Przyklad idzie z gory IP: *.lightspeed.cicril.sbcglobal.net 03.12.12, 18:33 Nie mam za bardzo do czynienia tzw. osobami duchownymi, ale jeśli już mam, to używam języka "grzecznego" aczkolwiek bez podkreślania ich przynależności do sekty kapłańskiej. Czasami mi się wymsknie proszę księdza, ale to nawyk z indoktrynacji katolickiej, jednak z premedytacją używam proszę pana, proszę pani aby podkreślić mój antyklerykalizm :) Co do hierarchii, udało mi się w życiu uniknąć pracy wymagającej do stosowania się do zasad hierarchii, błazenada z tytułami to indoktrynacja klasowa. Byłem harcerzem ale uwolniłem się od tego hierarchicznego myślenia jako nastolatek (zainspirował mnie punk). Może dla kogoś takiego jak ty jestem nieokrzesanym chamem - trudno. Nie zmienia to faktu, że staram się być osobą szanująca innych (ale nie poprzez czołobitne ukłony i podkreślane tytułów, pozycji społecznej, zawodowej), nie przepycham się , ustępuje miejsce w tramwaju starszym czy niepełnosprawnym, nie używam wulgaryzmów (w wyjątkowych sytuacjach się zdarza), często mówię dziękuję, proszę dzień dobry itd. i to do wszystkich - ekspedientek, lekarzy/lekarek, recepcjonistek, woźnych, sekretarek itd. W miejscach publicznych, zachowuję się tak aby innym nie zakłócać spokoju, staram się nie rozmawiać przez komórkę przy innych, albo wychodzę a jak muszę to cicho i kończę szybko. Wyznaję trochę inny rodzaj kultury, nie oparty na manierach dworskich/burżuazyjnych, sztywnych konwenansach, lecz na empatii, nieprzeszkadzaniu, narzucaniu się a także pomocy. Z pewnością ma na to wpływ wiele lat życia W USA - większa bezpośredniość, przyjazne mało sztywne zwroty a do tego moje lewacki skłonności. Prawdę mówiąc jak jestem w Polsce i ktoś się za bardzo obnosi z tytułami to mam ochotę zwracać się do takiej osoby towarzyszu/towarzyszko. Wyrażając się kolokwialnie, nie olewam w zupełności konwenansów, ale ograniczam je do tych aspektów które są przydatne, czyli przyjaznych stosunkach miedzy ludzkich, odrobiny estetyki (nie zakładam potarganych ubrań na formalne wizyty) wyczucia w ubiorze, mowie, zachowaniu, jedzeniu i manierach, ale bez przesady, unikam zbytniego spoufalania, ale też przesadnej sztywności. Na szczęście nie żyję, pracuję w skostniałym hierarchicznym środowisku, ale nawet jak z nim miewam do czynienia to choć staram się być miły to pokazuję, ze nie mam zamiaru wpisywać się w konwenanse, hierarchiczność tych środowisk. Zazwyczaj się dogaduję dobrze, a jak komuś coś nie odpowiada, trudno, nie szukam akceptacji, jednocześnie nie zachowuję się wystarczająco plebejsko aby mogli mnie wyśmiać :) Odpowiedz Link Zgłoś
sto-szesc Re: Przyklad idzie z gory 03.12.12, 01:06 > Na uczelni obowiązuje "pan adiunkt". W życiu nie słyszałem takiego dziwactwa. Co to za uczelnia? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Assakari Re: Przyklad idzie z gory IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 01:10 Służę uprzejmie odpowiedzią. Techniczna. Podobno jedna z najlepszych w kraju. Odpowiedz Link Zgłoś
sto-szesc Re: Przyklad idzie z gory 03.12.12, 01:18 Czyli tak jak mówiłem. Lokalne zwyczaje. Na jednej uczelni tak, na innej inaczej. W Poznaniu tak, w Warszawie inaczej, w Krakowie jeszcze inaczej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: Przyklad idzie z gory IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 21:31 Spadaj palancie buraki uczyc rosnac, z ciebie prof jak ze mnie katol............ Odpowiedz Link Zgłoś
swiete.jeze Re: Przyklad idzie z gory 02.12.12, 21:45 Gość portalu: Wykładowca napisał(a): > Na "proszę pana" się nie odzywam - najczęściej udaję że nie słyszałem. Na pewno zawstydziłeś swoją kulturą studentów Wyższej Szkoły Menedżerskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: Przyklad idzie z gory IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 21:47 mysle ze to typowy trep ,przyzwyczajony do tak jest p. prof...................dr.i, zw, nzw, i co tam sobie splagiatowal.................... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: G.Suss Re: Przyklad idzie z gory IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 00:32 Przepraszam, że odezwę się niekulturalnie jak jakiś student, ale aż ciśnie się na klawiaturę: co ty masz, kurwa, z tymi kropkami, chłopcze? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nago Laska Re: Przyklad idzie z gory IP: *.pool.mediaWays.net 03.12.12, 01:44 Tez sie nad tym zastanawialem i doszedlem do wniosku, ze to sa pauzy. Cos na ksztalt '"eeeeeeeeeeeee", "hmmmmmmmmmmmm" w mowie potocznej. Odpowiedz Link Zgłoś
sto-szesc Re: Przyklad idzie z gory 03.12.12, 01:50 Ja uważam że się klawisz zacina :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wdr najwygodniej jest zwracać się na TY IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.12, 21:49 wtedy pomyłka w tytulaturze jest wykluczona, jest kilka krajów, które przyjęły taki model i nie zauważono tam spadku poziomu nauczania. wręcz przeciwnie mają więcej cytowanych publikacji niż nasi naukowcy. model feudalny w nauce się nie sprawdza, w Polsce niestety jeszcze tego nie zauważono Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista w Polsce to wykluczone z powodów kulturowych 02.12.12, 21:57 w kulturze anglosaskiej mówienie do kogoś per "ty" nie oznacza automatycznie nawiązania bliskiej relacji. Możesz mówić do szefa You, ale to nie oznacza że jutro wpadniesz do niego na grilla, ani że rozmawiacie o problemach jego syna w szkole. A więc skrócenie dystansu, ale nie nawiązanie głębszej relacji. U nas jest przecież "bruderschaft" i rytuał przejścia na "ty". Jeśli przechodzisz z kimś na ty, staje się automatycznie twoim kumplem. To rodzaj zobowiązania: w naszej kulturze, opierającej się na sieci powiązań towarzyskich, możesz oczekiwać, że twój kumpel wkrótce poprosi ciebie o przysługę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anglista Re: w Polsce to wykluczone z powodów kulturowych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.12, 23:17 W języku angielskim nie istnieje słowo "ty" - było do XVII wieku i brzmiało 'thou', ale później zaniknęło. Do wszystkich bez wyjątku od kochanka po szefa zwracamy się per 'wy' (ang. you, dawniej 'ye'), co jest, podobnie jak w większości europejskich języków, formą odpowiadającą polskiemu "pan, pani, państwo'. W kulturze anglosaskiej bliższą relację wyraża się przez mówienie po imieniu, w niektórych środowiskach po nazwisku. Odpowiedz Link Zgłoś
gentrylane Re: w Polsce to wykluczone z powodów kulturowych 03.12.12, 05:09 Strasznie się zdziwiłem. Takie odróżnienie dla mnie funkjonującego zawodowo w tym języku od wielu lat jest co najmniej sztuczne. Istnieje w angielskim "ty" i "wy" i jest to "You" (dokładne znaczenie wynika z kontekstu, może to być, "ty", "wy", "Pan", "Pani", "Ciebie", "człowiek" i być może kilka innych znaczeń ) Dodatkowo tłumaczenie że "Wy" to "You" (a "Ty" nie istnieje ) ma dodatkowo dla polskiego ucha pejoratywne konotacje w codziennych tlumaczeniach... Przez "Wy" władza zwracała sie do obywatela w minionym okresie -:) Można być anglistą ale dominująca praktyka jest istotna i mieszanie ludziom w głowach jest zbędne...zostawiłbym to do akademickich dyskusji. Odpowiedz Link Zgłoś
viking2 Re: w Polsce to wykluczone z powodów kulturowych 03.12.12, 00:16 > w naszej kulturze, opierającej się na sieci powiązań towarzyskich, możesz ocze > kiwać, że twój kumpel wkrótce poprosi ciebie o przysługę. ....A zaraz potem podstawi Ci noge lub doniesie na Ciebie przy najblizszej okazji. Odpowiedz Link Zgłoś
sto-szesc Re: najwygodniej jest zwracać się na TY 02.12.12, 22:13 W USA student zwracając się do wykładowcy zazwyczaj zacznie rozmowę of "Professor". W Polsce mogą występować różnice regionalne. Nawet przy zwracaniu się do rodziców: w niektórych rodzinach mówi się w drugiej osobie, a w niektórych w trzeciej. Odpowiedz Link Zgłoś
roman_ Re: najwygodniej jest zwracać się na TY 03.12.12, 11:23 Dokładnie. To jest forma i teraz zależy czym ją wypełnimy. Jeżeli szacunkiem to ok. często jednak u nas ta formę stosuje się jako wyraz pogardy i to jest niedoprzyjęcia Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista co jest złego w "Proszę Panie"? 02.12.12, 21:51 Chyba, że Wykładowca jest Panią. Moim zdaniem to zwrot wystarczająco kulturalny, pokazujący szacunek do danej osoby. Natomiast ignorowanie takiego studenta pokazuje w istocie poziom kultury osobistej samego Wykładowcy. Odpowiedz Link Zgłoś
piggy1 Re: co jest złego w "Proszę Panie"? 02.12.12, 22:18 A do lekarza powiesz: proszę pana czy panie doktorze? W pracy do dyrektora powiesz proszę pana czy panie dyrektorze? I nie masz racji, że ignorowanie takiego studenta świadczy o braku kultury osobistej wykładowcy. Wręcz przeciwnie - świadczy o dużej kulturze, bo gdyby był człowiekiem niekulturalnym - zwróciłby ci uwagę. Właśnie ignorowanie osób nieobytych jest jedynym na nie sposobem. Bo takie osoby, poddane ostracyzmowi towarzyskiemu/zawodowemu albo sie nauczą, jak sie zachowywać i zwracać albo skończą w pracy na zmywaku czy innej fizycznej, gdzie będa przebywać wśród swoich, równie niekulturalnych. I gdzie język, jakim się posługują, nie ma znaczenia. Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista Re: co jest złego w "Proszę Panie"? 02.12.12, 22:45 Jako pacjent zawsze mówię Proszę Pani/Pana do lekarza. BTW: większość lekarzy nie ma doktoratu. Do dyrektora - jeśli to osoba zupełnie nieznana, to używając tytułu. Jeśli znam go dobrze i jesteśmy w dobrych stosunkach, to "Proszę Pana". Nie ma w tym nic uwłaczającego, to neutralny termin zastępujący właśnie anglosaskie "You". Przypominam że język ewoluuje w kierunku dalszego upraszczania się i niestety trzeba się do tych zmian dostosować. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jorge Re: co jest złego w "Proszę Panie"? IP: *.adsl.inetia.pl 02.12.12, 22:50 Język ewoluuje w przypadku relacji, w której godzą się na to dwie strony. Tylko prostak uważa, że nowoczesność polega na mówieniu sobie na Ty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: co jest złego w "Proszę Panie"? IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 22:53 nie prostak , tylko normalniak............... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jorge Re: co jest złego w "Proszę Panie"? IP: *.adsl.inetia.pl 02.12.12, 22:58 Ta, równiacha. Tak, wiem, dzięki olewaniu konwenansów takich jak tytułowanie czy panowanie będziemy nagle nowoczesnym i egalitarnym społeczeństwem. Nie, nie będziemy. Społeczeństwo to nie internet, gdzie można sobie do każdego walić na Ty i nie kłopotać się gramatyką i ortografią. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: co jest złego w "Proszę Panie"? IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 23:02 nic sie nie boj jakby polacy nie byli tacy ,hahahah"" kulturalni"" i mieli wiecej luzu to tylko by na dobre wyszlo ,a tak uwazaja polakow za sztywniakow i ponurakow............. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jorge Re: co jest złego w "Proszę Panie"? IP: *.adsl.inetia.pl 02.12.12, 23:11 Bo tacy jesteśmy i będziemy. Mamy bardzo wyraźnie zarysowane strefy wokół siebie i hierarchie. Weźmy 2 przykłady: przyjaciel u nas a friend u anglojęzycznych to zupełnie co innego. nasze zaufanie do innych kończy się na rodzinie i bliskich znajomych (przyjaciołach), u społeczeństwach zachodu i północy sięga o wiele dalej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Asskari Re: co jest złego w "Proszę Panie"? IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 00:48 to nie normalność tylko bylejakość. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: co jest złego w "Proszę Panie"? IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 22:52 to neutralny termin zastępujący właśnie anglosa > skie "You". --wobec tego masz male (albo zadne) pojecie o anglosasach............... wiec nie plec bzdur ....... -a czy widzisz roznice pomieczy ----czesc a dzien dobry panu........??????????????................... jak widzisz to nie plec bzdur , jak jej nie zauwazasz to nigdy nic nie zrozumiesz............. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bezsens Re: co jest złego w "Proszę Panie"? IP: *.ssp.dialog.net.pl 02.12.12, 23:27 jako lekarz zaprotestuję! może rzeczywiście 'panie doktorze' to nadużycie, ale 'proszę lekarza' 'panie lekarzu' - zaczyna funkcjonować. Powiedz teraz do pielęgniarki 'siostro' a do rehabilitantki 'proszę pani' to przynajmniej w naszym szpitalu nikt cię nie obsłuży. Nie chodzi o tytułowanie, ale o 'podejście do drugiego człowieka'. Ja jestem chamski, impretynencki i z trudnym charakterem, więc, gdy pacjent mi powie 'proszę pana' na dzień dobry - jeszcze go nie znam, nic o nim nie wiem (po kilku rozmowach mogę przymknąć na to oko, w końcu jestem po to, aby pomagać a nie się 'tytułować') to grzecznie odpowiadam, że nie jestem 'panem' tylko 'lekarzem'. A skoro ludzie namiętnie próbują każdego nazwać możliwie jak najniżej byleby tylko nie podkreślić jego pozycji, dlatego wyparcie tradycynego 'panie doktorze' i zamiana na 'panie lekarzu' wchodzi pod strzechy. Osobiście pracuję nad doktoratem, więc być może w przyszłości normą będzie 'panie doktorze', do tego czasu nie. Na codzień pracuję z profesorem, znamy się dość dobrze na stopie prywatnej, poza szpitalem mówimy sobie na 'ty', ale w pracy obowiązuje pewien regulamin i patos - zawsze, niezależnie od tego czy jestem sam na sam czy w towarzystwie używam sformułowania 'panie profesorze' i basta! Nie po to się ten człowiek starał o profesurę, aby mu 'byle szczyl' wyskakiwał na 'panie Jarku, pan się nie boi...'. Szacunek - tego brakuje w społeczeństwie. Jak mówię - ze względu na trudną pracę bardzo nad sobą pracuję i staram się być tolerancyjnym wobec pacjentów, ale jeśli swoimi słowami umyślnie będzie mnie obrażał (było u mnie kilku takich, co namiętnie mówili 'chłopcze', 'panie!', 'do pana mówię' i tego typu odzywki rodem z niższych warstw społecznych i to na targowisku albo i z gorszych miejsc) to grzecznie wypraszam z gabinetu i polecam lekturę kolegów specjalistów w celu kontynuacji leczenia. Skutkuje - większość pacjentów po pierwsze - jest zdecydowanie grzeczniejsza w podejściu zarówno do innych pacjentów na korytarzu, a przy okazji do personelu średniego - też bardzo zwracają uwagę na to, aby prawidłowo podkreślić DOKŁADNĄ wykonywaną funkcję. Nie ma panie profesorze do kogoś takiego jak ja (i za to również się obrażam, aby nie było, że tylko mi to łechce ego!), nie ma wyzwisk i gróźb do pani w rejestracji, nie ma 'pyskówek', kto był szybciej i kto teraz wejdzie - panuje ład i porządek. Musiałem jedynie kilkanaście razy wzywać policję i informacja o tych incydentach została wywieszona w gablotce. Aby pomagać to trzeba mieć warunki. Aby uczyć, też trzeba mieć warunki. Jeśli druga osoba tych warunków nie zamierza zachować - nie ma współpracy i cześć. Nauczmy się siebie szanować. Zawsze staram się poprawnie tytułować każdego (mówię - panie magistrze, panie inżynierze, panie doktorze habilitowany, pani sekretarko, panie dyrektorze, pani adiunkt etc. - to świadczy o kulturze podejścia do drugiego człowieka). Nigdy nie idzie się w 'ciemno' nie znając drugiej osoby, a jeśli już taka sytuacja ma miejsce to po pierwszym dzień dobry proszę pani/pana - od razu ma się odpowiedź, jak należy się do drugiej osoby zwracać. U nas, w naszym kraju należy tego 'rytuału' przestrzegać, bo za niewłaściwe nazewnictwo można nieraz komuś srogo podpaść lub sobie nagrabić. A to, że dla 'prostego luda' jest to odbicie 'tytułomanii' to już trudno. Odpowiedz Link Zgłoś
sto-szesc Re: co jest złego w "Proszę Panie"? 02.12.12, 23:54 > grzecznie odpowiadam, że nie jestem 'panem' tylko 'lekarzem' Czyżby Szanownemu Lekarzowi coś wycięto, że już nie jest "panem"? :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mecenas kultury Re: co jest złego w "Proszę Panie"? IP: *.perfect-privacy.com 03.12.12, 00:31 Jesteś jebnięty i niedowartościowany. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Zagłębiak Re: co jest złego w "Proszę Panie"? IP: *.telpol.net.pl 03.12.12, 00:33 Jak dobrze, że zaczynałem swoją drogę zawodową pośród lekarzy, którzy, na pytanie pacjenta "czy jest tu jakiś doktor" odpowiadali "nie ma, sami lekarze" albo doktorami (tymi z dr przed nazwiskiem) będąc sami proponowali przejście na "ty". Ale oni pewnie nie potrzebowali podbudowy swojego ego tytułomanią. Swoją drogą cholernie długie musicie mieć rozmowy w szpitalu i wielu urażonych pracowników. Wszak kilka zawodów można wykonywać będąc licencjatem jak magistrem nie wspominając o sytuacjach gdy ktoś jest medycznym licencjatem a do tego dajmy magistrem filozofii albo, nie daj Boże, doktorem (znam jednego ratownika medycznego z doktoratem zdrowia publicznego). Z czystej ciekawości - do technika RTG zwraca się Pan per "panie techniku", do sekretarki po socjologii per "pani magister"? Niezłe jaja są w tym Waszym szpitalu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jorge Re: co jest złego w "Proszę Panie"? IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 00:44 Czekam aż ci wszyscy egalitaryści i postępowcy będą mówić do swoich rodziców i teściów po imieniu, sami nie oburzając się, że szczyle tak się do nich zwracają. Biadoliliby jeden z drugim, że się ich traktuje, jak kolegów z podwórka albo knajpy. A potem się dziwią że gimbusiarnia, gdzie nie pójdzie (szkoła, uczelnia, praca, autobus, teatr) czuje się jak na trzepaku albo na dyskotece. Zresztą, o czym my mówimy. Ile razy przedstawiciele instytucji wtórnej socjalizacji, jak szkoły czy uczelnie wzywają rodziców: ludzie, zacznijcie wychowywać swoje dzieci. A co ci robią? Przeca mój Piotruś jest takim dobrym dzieckiem, tylko ma ADHD, przeca moja Hania to złote dziecko, tylko w tej szkole to ci nauczyciele nie potrafili sobie z nią poradzić, itd. Poklepujcie dalej swoje pociechy po pleckach. Ciekawe w co one odklepią, gdy będziecie potrzebowali ich szacunku. Odpowiedz Link Zgłoś
sto-szesc Re: co jest złego w "Proszę Panie"? 03.12.12, 01:11 > Czekam aż ci wszyscy egalitaryści i postępowcy będą mówić do swoich rodziców i > teściów po imieniu, sami nie oburzając się, że szczyle tak się do nich zwracają Znam rodziny w których tak się robi. Wszystko zależy od lokalnych zwyczajów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ee Re: co jest złego w "Proszę Panie"? IP: *.knf.gov.pl 03.12.12, 10:51 Ahaha już sobie wyobrażam, jak wymagam od kogoś zwracania się do mnie per "pani magister"! No, skoro każdego trzeba tytułować zgodnie z wykształceniem... Nie rozumiem za bardzo tego nadymania się, jeśli chodzi o tytuły. Ktoś jest doktorem, dobrze, ale czy zwrot "proszę pana" raptem go obraża?? Jeden z moich szefów ma tytuł doktora i nikt, ale to nikt w całej firmie go tak nie tytułuje! A przecież jesteśmy w pracy, to nie popołudnie w knajpie. Wydaje mi się wręcz, że brzmiałoby to śmiesznie. Chyba, żeby sobie wyraźnie tego życzył - to już co innego. Ale czy naprawdę o naszej wartości stanowi ten tytuł? Czy to, że mam magisterium lub doktorat czyni ze mnie ważniejszego od innych człowieka? Co do rodziców i teściów, to czy Twoim zdaniem ktoś, kto każe mówić do siebie własnemu dziecku w trzeciej osobie lepiej wychowa dziecko od tego, który każe się nazywać po imieniu? Jakieś bardzo stereotypowe myślenie masz, bo często te "dobrze wychowane" dzieci mówią "czy mama pozwoli, że wyjdę ze znajomymi?", po czym wychodzą i zaczynają rzucać k...ami na prawo i lewo, bo to wychowanie skończyło się w domu... Szacunek ma mało w obecnym czasach wspólnego z formą zwracania się do rodziców, jeśli ta forma jest przez nich akceptowana. Dziecko zwracające się per Aniu do mamy, może ją o wiele bardziej szanować, niż to, które mówi w trzeciej osobie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: antytularyzm Re: co jest złego w "Proszę Panie"? IP: *.lightspeed.cicril.sbcglobal.net 03.12.12, 04:17 Wybacz. Mam gdzieś twoje konwenanse. Staram się być grzeczny, używam dzień dobry, dziękuje proszę, czy mogę pomóc, czy mógłbym zapytać itd. Ale tytułów używał nie będę. to że ktoś wykonuje prestiżowy zawód nie znaczy, że go szanuję jako człowieka. Nie obchodzi mnie czy ktoś jest inżynierem, lekarzem, czy barmanem. Jeśli wchodzę z taką osobą w jakieś relacje to są dwie opcje, formalna per pan/pani albo bezpośrednia- ty. Tytułów zawodowych wymieniał nie będę. Myślę, ze nie jestem odosobniony w takim podejściu, społeczeństwa stają się przynajmniej powierzchownie stają egalitarne. Czasy mości panie, wasza wysokość i inne feudalne przeżytki minęły, a i technokratyczne tytuły, którą są bądź co bądź bardziej zasłużone, bo wynikają z pracy a nie urodzenia, też odchodzą poza wąskimi kręgami. Pacjent nie ma obowiązku zwracani się per panie lekarzu, czy doktorze. Ma podchodzić z szacunkiem do personelu, ale bez tej całej tytułomanii. A jak się lekarzowi nie podoba, mam to gdzieś, są inni lekarze. I tak się leczę prywatnie więc mi łaski nie robią, a jak w szpitalu to za moje składki. Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista proszę nie dorabiać do tego ideologii 03.12.12, 09:14 Owszem, jeśli Pan tak kocha konwenanse i niezwykle asertywnie podkreśla konieczność ich użycia (występując dodatkowo z pozycji siły wobec pacjenta - jak to się ma do etyki lekarskiej?) - to na ogół postawi Pan na swoim. Nie wiem jednak, czy jest to powód do dumy. Nie jestem też przekonany, że od tego pacjenci staną się bardziej kulturalni. Jak ktoś jest chamem, to chamem pozostanie. I przy wódce będzie się skarżył znajomym na tego-owego, co go w szpitalu potraktował jak śmiecia. PS. Proponuję, żebyście w swoim szpitalu umieścili instrukcję savoir-vivreową. Bo powiem szczerze, że trochę się gubię w tej tytułomanii. Jak mam się zwracać do Pani rehabilitantki, skoro "Proszę Pani" nie wystarczy? Pani hrabino? Pani baronowo? Ja rozumiem, że "siostro" może być obraźliwe. Ale jak człowiek ma poznać funkcję i tytuł innych osób, jak leży w szpitalu i potrzebuje pomocy... Przydałoby się trochę empatii... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: antytularyzm Re: co jest złego w "Proszę Panie"? IP: *.lightspeed.cicril.sbcglobal.net 03.12.12, 04:04 Nie używam tytułów, ani nazw zawodów. Do sprzedawcy nie mówię panie sprzedawco, u lekarza mówię per pan/pani, do szefowej mówię pani Joanno. Tytuły są na dyplomach. W Polsce ta mania tytularna minie, to tylko kwestia czasu. A do księdza z premedytacją mówię proszę pana. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nauczyciel Re: Przyklad idzie z gory IP: *.metrolink.pl 02.12.12, 13:45 o, jaka piękna odpowiedź - doskonała ilustracja do powyższego artykułu. tacy studenci, takie społeczeństwo - już to widzę - biedni studenci, wyzywani, ciemiężeni, a to przecież w istocie stworzenia żądne wiedzy - wcale nie dziwię się, że wykładowcom nie chce się tego motłochu zachęcać do zadawania pytań - pogłębianie wiedzy?? i co, koleżanko - wykładowcy przeszkadzają w pogłębieniu wiedzy??? buahahaha, to są STUDIA, tu nie ma podanej wiedzy na tacy, samemu trzeba szukać, pogłębiać swoją wiedzę - dzisiaj, kiedy każde czasopismo naukowe jest w necie, dostęp do wiedzy jest nieograniczony, więc wybacz droga studentko - nie usprawiedliwisz tym swojego hamstwa. kulturę wynosi się z domu, na uczelni żaden przykład z dołu czy z góry nie zmieni waszego braku wychowania, na uczelni nie ma miejsca na uczenie kultury, dorośli ludzie albo ja mają albo (jak ty) nie mają a to już jest kuriozum "Skonczyly sie czasy gdzie tytul przed nazwiskiem oznaczal lepsze trak > towanie, na respekt trzeba sobie zasluzyc." - i kto o tym decyduje, ty kochanieńka??? hahaha, no dobre, ubawiłam się tym setnie, kolejna doskonała anegdota wśród znajomych będzie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zonkii Re: Przyklad idzie z gory IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.12, 15:16 chamstwa, a nie hamstwa panie nauczycielu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marc1n Re: Przyklad idzie z gory IP: *.icpnet.pl 02.12.12, 16:15 Oczywiście, na studiach nie podaje się wiedzy na tacy. Studia mają pokazać kierunki rozwijania wiedzy, udostępnić źródła tejże wiedzy oraz uzupełniać informacje w źródłach niedostępne. Jeśli nie spełniają tych zadań to pozostaje je zlikwidować. Nie widzę sensu utrzymywania uczelni z podatków w sytuacji gdy "każde czasopismo naukowe jest w necie, dostęp do wiedzy jest nieograniczony". Pieniądze te można wtedy przenieść na granty badawcze dla wybitnych naukowców a resztę zwolnić. Oczywiście, dorośli ludzie, jak ta studentka, kulturę mają albo, tak jak ty chamko, jej nie posiadają. Kto decyduje o respekcie? Każdy sam. Od tego mamy rozum, a cały proces nazywa się samodzielnym myśleniem. Co oczywiste zatem w jej przypadku decyduje ona. Nie wiem jednak jak jest w twoim przypadku. Czyżbyś wybierała autorytety jak głupcy, tylko dlatego że ktoś ci powiedział że x jest autorytetem i zasługuje na respekt? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pandada brak kultury to "samodzielne myślenie"? IP: *.adsl-surfen.hetnet.nl 02.12.12, 21:48 Samodzielne myślenie to kreatywne podchodzenie do problemu, poszukiwanie rozwiązań innowacyjnych. To zaprzeczenie techniki kopiuj-wklej czy powtórz ładnie za Korwinem - bez weryfikacji jego słów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Assakari Re: Przyklad idzie z gory IP: *.dynamic.chello.pl 03.12.12, 01:02 Szanowny Marcinie. Nazywając swoją adwersarkę chamką i w dodatku "tykając" ją sam sobie wystawiasz świadectwo. To jest właśnie to o czym już tu pisałam - zachowując zasady dobrego wychowania - przede wszystkim dajemy świadectwo o samych sobie. Dla mnie każdy człowiek zasługuje na szacunek - a zasługiwanie sobie na respekt, wybacz, ale czy my jesteśmy pod budką z piwem, albo w wojsku, żeby sobie musieć respekt zdobywać? Jakieś pomieszanie pojęć nastąpiło u Ciebie i osoby której bronisz. Kultura osobista nie jest zależna od respektu jakim się darzy drugą osobę tylko od mojego własnego osobistego przekonania, że takie zasady należy stosować. Ot i tyle w temacie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hildebrant Panie nauczycielu, ortografia! IP: *.play-internet.pl 02.12.12, 21:04 Ortografia... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tr_ Re: Przyklad idzie z gory IP: *.126.34.95.customer.cdi.no 02.12.12, 21:22 Buc z ciebie i to ten najgorszego rodzaju, bo nie wie, że jest bucem. po pierwsze według twojego myślenia po co uniwersytety, przecież są czasopisma, i wiedza leży na ulicy, tylko po co studiuje się u najlepszych wykładowców? czasopisma? tu w Norwegii jest dostęp do każdego, a w Polsce? macie subskrypcje do baz danych takich jak Sage, mjuse itd., kupujecie nowe książki obcojęzyczne do bibliotek czy tez pokątnie popieracie piractwo, tu w Norwegii jest kultura osobista, której wy nawet nie znacie, pomimo że tu do każdego, profesora także, mówi się po imieniu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: Przyklad idzie z gory IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 21:36 facio , nauczycielku ,zwykly uczniak potrafi cie zagiac jakby tylko chcial.............a tak naprawde jestescie TYLKO zwyklymi urzedasami........... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zla Re: Przyklad idzie z gory IP: *.cust.tele2.se 03.12.12, 12:36 Po pierwsze nie jestem twoja kolezanka, zdania zaczyna sie od slow z wielkiej litery, a na koncu jest kropka.To tyle na temat Twojej kultury 'kochanienka'. Nie wiem skad wyczytalas ,ze studenci sa biedni, bo nie sa, chcialam isc na studia to teraz bede siedziec i sie uczyc tyle ile trzeba ,a jak jest mi ciezko to moge je w kazdej chwili rzucic. Tak, interesuja mnie moje studia i jezeli mam pytanie to je zadam, oczywiscie moge je spobie sprawdzic w internecie lub bibliotece, ale w takim razie po co ja chodze na wyklady skoro wszystko mozna znalezc w ksiazkach? Jak ide do lekarza i mam pytanie to tez je zadaje,wiec nie widze problemu dlaczego specjalista w swojej dziedzinie nie moze mi udzielic odpowiedzi.I odpowiem na Twoje ostatnie pytanie, tak to ja decyduje kogo bede bardziej respektowac: czlowieka po zawodowce ktory odnosi sie do mnie z szacunkiem, czy kogos kto jest po studiach i pozjadal wszystkie rozumy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marc1n Re: Przyklad idzie z gory IP: *.icpnet.pl 02.12.12, 16:01 Mam podobne doświadczenia. Poza tym problemem są niedouczeni wykładowcy. Moim zdaniem dość śmieszne jest gdy student na wykładzie koryguje błędy wykładowcy który swój rozwój naukowy skończył 30 lat temu gdy uzyskał profesurę. Smutna prawda jest taka że nie każdy może być wykładowcą akademickim... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gruba Re: Przyklad idzie z gory IP: *.nplay.net.pl 02.12.12, 21:36 Taka sytuacja może i by była śmieszna ale jest raczej niespotykana. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: Przyklad idzie z gory IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 21:46 jest na porzadku dziennym........... skora ,fura i komura nie czynia z prof . czlowieka z wiedza.....raczej w wiekszosci to siedzacy rekoma i nogami w komunizmie buce........... Odpowiedz Link Zgłoś
ka-mi-la789 Re: Przyklad idzie z gory 02.12.12, 22:02 Szkoda, że ty nie siedzisz niczym w komunizmie. Może umiałbyś poprawnie pisać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: Przyklad idzie z gory IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 22:37 ty tez pokolenie solidarucho -komuchow? Odpowiedz Link Zgłoś
ka-mi-la789 Re: Przyklad idzie z gory 03.12.12, 00:35 Ale mnie zdemaskował - przyznaję, jestem Nadieżda Krupska. Kim mogę być, skoro umiem czytać, pisać, myśleć i jeszcze wymagam tego od innych? Zgaduję, że to ty, gieniusiu, nieustannie poprawiasz tych głupich wykładowców. Odpowiedz Link Zgłoś
flamengista respekt za zasługi - ładnych czasów dożyłem... 02.12.12, 22:02 Na szacunek trzeba sobie zasłużyć? Ciekawa filozofia życiowa, gratuluję rodzicom świetnie wychowanej latorośli. Niewątpliwie poradzi sobie w życiu, idąc jak czołg i depcząc wszystkich po drodze. Mnie zawsze uczono, że szacunek należy się wszystkim: a więc studentom, profesorom, ale i portierowi, pani sprzątającej, sprzedawcy w sklepie, nawet menelowi z mojego osiedla (nie jest agresywny, tylko tradycyjnie prosi o kasę na alkohol). Każdemu człowiekowi, niezależnie od statusu społecznego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: respekt za zasługi - ładnych czasów dożyłem.. IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 22:38 zle cie nauczono..................... sam sobie przeczysz........... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ad Re: Przyklad idzie z gory IP: *.static.vip-net.pl 02.12.12, 22:16 Jak z chama został zrobiony profesor to zachowuje się jak burak i to jeszcze belwederski bardzo często dlatego studenci nie mają wzorców Odpowiedz Link Zgłoś
jolkak11 Nic dodać... wszyscy to widzą... 01.12.12, 16:35 Niestety chyba tym którzy tworzyli reformę oświaty właśnie o to chodziło, bo wszystko zaczęło sie od utworzenia gimnazjów i oddania władzy oświatowej w ręce "gminnych urzędników". Później wprowadzono testy zamiast egzaminów, jak to pięknie ujęto aby wyrównywać szanse (a dokładnie żeby każdy, także nieuk i półanalfabeta miał takie same szanse jak ten kto uczciwie uczył się i pogłębiał wiedzę, lub mało zdolny, z poprawką na maturze, mogący spokojnie zostać rzemieślnikiem - studiował nauki i z trudem ukończywszy prywatne studia - zostawał np. pedagogiem, czy lekarzem!!!)! Później już tylko było gorzej i gorzej. A kulturę osobistą i zdrowe zasady to głównie wynosi się z domu, gdzie dziecko przebywa od urodzenia i ma wzorce do naśladowania! Choć bywają wyjątki, jak zwykle... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Br Filologia, antropologia, hotelarstwo, oceanotechni IP: 87.204.175.* 01.12.12, 17:15 Same elitarne kierunki..... Badzmy powazni, jaka elita studiuje hotelarstwo na awf? Taki wywiad z lesnymi sfrustrowanymi dziadkami jest brzsensu z wielu powodow. Najwazniejszy z nich to fakt, ze na te kierunki nikt normalny sie nie wybiera... Stad frustracje tych wykladowcow sa co naknmiej dziwne... Na dobra sprawe kpina ze zdrowego rozsadku sa studia wyzsze z hotelarstwa... Tu powino wystarczyc wyksztalcenie zawodowe. Wiekszosc z tych watpliwych kierunkow studiow powinna zostac zlikwidowana - obnizaja prestiz wyzszego wyksztalcenia ksztalcac nieokrzesanych glabow... Swoja droga kadra na tych kierunkach musi byc strasznie zdemoralizowana, skoro nagradzaja dyplomami studiow wyzszych taki baranow, o ktorych mowa w tekscie.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mgr inż. dokładnie :) IP: *.dynamic.chello.pl 01.12.12, 19:31 za kilka lat nie będą marudzić na poziom studentów bo nie będzie już tych kierunków. Idzie niż demograficzny i takie pseudokierunki odejdą w niebyt razem z tymi wykłądowacami narzekającymi na "poziom". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: studentka zła wiadomość IP: *.home.aster.pl 02.12.12, 21:38 Mam dla Ciebie złą wiadomość: jeśli nie widzisz różnicy między tymi czterema kierunkami, które wymieniłeś, to niestety Ty masz duży brak w wiedzy ogólnej. I tak, to kierunki humanistyczne (czyli dwa pierwsze z wymienionych) kształcą (w założeniu) elitę (to, że poziom jest jaki jest, to inna bajka): historia literatury, historia sztuki, językoznawstwo normatywne, filozofia, poetyka... to są przedmioty z kierunków filologicznych i kulturoznawczych. Nie studiowałam nigdy hotelarstwa ani oceanografii ale jestem w stanie wyobrazić sobie, że są tam jednak inne moduły... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: zła wiadomość IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 22:42 kierunek nie ma nic do rzeczy ........... wiec mala nie pitol ........ Odpowiedz Link Zgłoś
chomskybornagain1 Re: zła wiadomość 03.12.12, 04:05 "językoznawstwo normatywne" to jest pojęcie wewnętrznie sprzeczne: albo się tworzy reguły (normy) gry albo się je próbuje odkryć (stać się ich znawcą). Nie ma sensu odkrywanie czegoś co się samemu tworzy, bo to już się zna. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość portalu Re: zła wiadomość IP: *.sds.uw.edu.pl 03.12.12, 11:29 Gość portalu: studentka napisał(a): > Mam dla Ciebie złą wiadomość: jeśli nie widzisz różnicy między tymi czterema ki > erunkami, które wymieniłeś, to niestety Ty masz duży brak w wiedzy ogólnej. I t > ak, to kierunki humanistyczne (czyli dwa pierwsze z wymienionych) kształcą (w z > ałożeniu) elitę (to, że poziom jest jaki jest, to inna bajka): historia literat > ury, historia sztuki, językoznawstwo normatywne, filozofia, poetyka... to są pr > zedmioty z kierunków filologicznych i kulturoznawczych. "Językoznawstwo normatywne" to po prostu kultura języka polskiego. Powinno się jej uczyć w szkole, również wyższej, ale nie należy jej mylić z podejściem naukowym. Historycy literatury lub sztuki nie mówią, jak należy pisać lub malować, oni po prostu opisują twórczość. A "językoznawcy normatywni" chcieliby rządzić językiem, który jest przecież żywym tworem i na szczęści rozwija się niezależnie od osób uzurpujących sobie nad nim władzę. Co ciekawe, w Polsce osoby zajmujące się tymi kwestiami mienią się naukowcami, podczas gdy za granicą kultura języka nie jest dyscypliną naukową. Studentko - tak poza tym to nie wiem, czy nikt nie nauczył cię normalnego, składnego pisania, czy też do tego stopnia zafiksowałaś się na swojej wiedzy ogólnej, elitarności i terminach typu "językoznawstwo normatywne", że nie byłaś w stanie sklecić spójnej wypowiedzi. Gdyby popatrzył na nią normatywista, nie byłby zadowolony. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lrafin Re: Filologia, antropologia, hotelarstwo, oceanot IP: *.adsl.inetia.pl 02.12.12, 22:01 Oceanotechnika to akurat jest dosyć elitarny kierunek, przynajmniej z założenia. Domyślam się że antropologia także. Hotelarstwo raczej elitarne nie jest, ale babka sama mówi że nie uczy niczego skomplikowanego. O filologiach się nie wypowiadam, bo to zależy gdzie ta filologia jest i przez kogo prowadzona. Ale tak naprawdę odchodzimy od tematu. Student KAŻDEGO kierunku powinien znać elementarne zasady dobrego wychowania. A tak nie jest. Tak, jestem wykładowcą. Uważam że całkiem dobrym. I tak, mam też takich studentów z których zachowania i podejścia do studiowania jestem dumny. I nie mam problemu z tym żeby Ci studenci mówili mi po imieniu. Ale ich jest może z 5%. Reszta to miernota która nie powinna się znaleźć na studiach i tylko marnuje mój czas. Czas który mógłbym poświęcić np. na badania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: Filologia, antropologia, hotelarstwo, oceanot IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 22:44 facio ,cos ci sie pomylilo , twoim zadaniem jest , nie lubienie studenta, tylko przekazanie mu wiedzy............. zareczam ci ze wiekszosc tych najbardziej aroganckich moglaby cie owinac wokol palca.............. Odpowiedz Link Zgłoś
nikodem_73 Re: Filologia, antropologia, hotelarstwo, oceanot 03.12.12, 02:43 Hm... A mogliby zacząć od ogarnięcia języka polskiego na poziomie dawnej szkoły podstawowej? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: XxX Re: Filologia, antropologia, hotelarstwo, oceanot IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 09:00 Błąd logiczny - wykładowca nie ma 'przekazywać' wiedzy studentom, wykładowca ma wskazywać kierunek poszukiwania wiedzy. Student powinien studiować a nie uczyć się. A studiować znaczy poszukiwać wiedzy. Ale to wymaga zaangażowania i chęci, a tego brakuje studentom. Co do wychowania i lubienia - oczywiście że wykładowcy nie muszą lubić studentów. Ale też studenci powinni stosować ogólnie przyjęte zasady dobrego wychowania. I nie mówię tu o panprofesorowaniu każdemu, bo to przegięcie i wcale się rzeczonym wykładowcom nie podoba. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: były student studia intelektualne a zwodowe IP: *.217-171-51.tkchopin.pl 02.12.12, 23:10 dobrze poprowadzona filologia czy filozofia kształci elitę intelektalną (tak! istnieje coś takiego); rozmaite hotelarstwa - to zawodówki wyższe (które spełniają wszak inną rolę niż uniwersytety) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: studentka Re: studia intelektualne a zwodowe IP: *.home.aster.pl 02.12.12, 23:21 Mniej więcej to samo chciałam powiedzieć przez mój post powyżej. Wrzucanie do jednego worka hotelarstwa i filologii świadczy o dużej i nieuleczalnej ignorancji wrzucającego. Plus dodatkowa różnica: ja, jako osoba po kierunkach humanistycznych, wiem, po co na świecie jest i inżynier, i hotelarz, i filozof. To często nie działa w drugą stronę, a tłumaczyć się nie chce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jorge Re: studia intelektualne a zwodowe IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 01:28 Jesteście optymistami. Pomijając filologię polską, to studenci idą na filologię nie po to by studiować obcą kulturę i język, ale po to by ich nauczono mówić i pisać w obcym języku. I koniec. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lrafin Re: studia intelektualne a zwodowe IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 08:42 I dlatego nie wrzuciłem hotelarstwa i filologii do jednego worka, jak to koleżanka wyżej określiła, tylko napisałem że jeśli chodzi o filologię, to zależy. Ale nie będę się powtarzał. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: smutna Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, brak ... IP: *.ip.jarsat.pl 01.12.12, 18:24 Czysta prawda, chociaz i tak bardzo delikatnie opisana. Brak podstawowej wiedzy bylby jeszcze do przelkniecia, gdyby nie skandaliczne zachowanie studentow: glosne rozmowy podczas zajec, wydawanie z siebie odglosow miauczenia (!!!), teksty do kolezanki: "ty jestes zakrecona jak sloik nasienia" - na caly glos, pod koniec zajec. A brak wiedzy? Mam do czynienia z 19-latkami, ktorzy nie potrafia odczytac wartosci funkcji z wykresu. Nie jestem juz pewna, co sie teraz przerabia w ostatniej klasie liceum - tabliczke mnozenia? Obliczanie pola kwadratu? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gruba Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.nplay.net.pl 02.12.12, 21:40 Tabliczkę mnożenia? Oj obawiam się, że sporo studentów ma z tym problem :) Obecny poziom szkolnictwa jest o tyle dobry, że przynajmniej nie muszę obawiać bezrobocia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gruba Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.nplay.net.pl 02.12.12, 21:41 obawiać się Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 22:55 a po kie licho maja uczyc sie utopijnych ,do niczego nieprzydatnych funkcji?.................w zyciu do czegos im sie to przyda?................. heheh........... nie gadaj stara........... Odpowiedz Link Zgłoś
sto-szesc Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra 02.12.12, 23:15 Gość portalu: niespodziewany napisał(a): > a po kie licho maja uczyc sie utopijnych ,do niczego nieprzydatnych funkcji?.. > ...............w zyciu do czegos im sie to przyda?................. heheh...... > ..... nie gadaj stara........... Zacina Ci się klawisz z kropką. Odpowiedz Link Zgłoś
zbychuk Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra 03.12.12, 03:19 No wlasnie to ze nie rozumiesz swiadczy o tym, ze nie studiowales i nie powinienes studiowac. Nie kazdy jest zdolny to zrozumiec. Jak mowil kiedys znajomy nauczyciel - potrzebni sa tez ludzie do sprzatania ulic. Teraz trudno o fachowego rzemieslnika -poszukaj jakiegos takiego zawodu i trzymaj sie daleko od uczelni, bo tam trzeba ROZUMIEC a nie wiedziec Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DOCHAMA Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.wroclaw.vectranet.pl 11.12.12, 18:54 Mała,stara,kropki ,długi szereg kropek-masz problem? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: A. Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, brak ... IP: *.ip.jarsat.pl 01.12.12, 18:39 Na miłość boską! Prof. Obracht-Prondzyński, a nie Olbracht, artykuł o nieobyciu studentów, a wygląda na to, że autor tekstu nie lepszy, nawet nazwiska nie umie zanotować... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 22:56 a nie wystarczy jedno nazwisko ,co to jakis guru indianski ten olbricht czy co? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jsia Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.free.aero2.net.pl 01.12.12, 19:07 Zgadza się... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mgr inż. a co złego w "witam" ? IP: *.dynamic.chello.pl 01.12.12, 19:23 99% mejli dostaję zaczynające się od "witam". "witam" jest polskim odpowiednikiem "hello". Nie będe pisał do nieznajomej osoby "cześć", a pisanie "dzień dobry/dobry wieczór" jest głupie bo nie wiadomo o której porze mejl bedzie czytany. Można tez pisać "drogi panie/ droga pani", ale wali sztucznością, poza tym jak piszę do jakiegoś supportu czy gdzieś to nie wiem jaka płeć jest po drugiej stronie. Odpowiedz Link Zgłoś
tim7 Re: a co złego w "witam" ? 01.12.12, 19:50 A jak piszesz do swojego wykładowcy i nie wiesz jakiej on/ona jest płci, to o czym to świadczy? A może znasz taki neutralny i oddający szacunek zwrot: "Szanowna Pani / Szanowny Panie"? Oczywiście w mailu, nie na korytarzu przed dziekanatem. A skoro nie wymieniałaś/łeś tego zwrotu w swoich przykładach, to oznacza brak w świadomości jego istnienia swym zbiorze zwrotów stosowanych. A to z kolei świadczy o tzw. "nieobyciu". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mgr inż. odezwał się frustrat IP: *.dynamic.chello.pl 01.12.12, 20:10 > A jak piszesz do swojego wykładowcy i nie wiesz jakiej on/ona jest płci, to o c > zym to świadczy? A może znasz taki neutralny i oddający szacunek zwrot: "Szanow > na Pani / Szanowny Panie"? Studia skończyłem 5 lat temu na ETI PG z wyróżnieniem. Do polskich wykładowców, jeśli już pisałem mejle to zawsze od "Witam" lub "cześć" jeśli byłem z nimi na ty. Jakoś nikt sie nie obraził i przeważnie odpisywali tak samo. Ponieważ nie była to Wyższa Szkoła Gotowania Jajek to chodziło o treść mejla, nie o formę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hildebrant Eksponowanie tytułu może świadczyć o frustracji IP: *.play-internet.pl 02.12.12, 21:08 Podobnie jak chwalenie się. A formy takie jak "szanowny Panie/szanowna Pani" warto znać i ich używać. Co to znaczy "wali sztucznością"? Przypuszczam, że niektórym może "walić sztucznością" jedzenie za pomocą noża i widelca zamiast palcami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sqro Re: Eksponowanie tytułu może świadczyć o frustrac IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 22:18 Przesadzasz. Język jest zywy rozwija się i faktycznie ta przesadna rewerencja wali sztucznością na kilometr. Nie mam nic przeciwko dosyć luxnm kontaktom ze studentami, ale bez nadmiernego fraternizowania się i przy zachowaniu normalnej elementarnej kultury. Czasem niestety tego studentom brakuje - trafił mi sie i student wypity i palący i furiat i (podejrzewam) nacpany To incydentalne jednostki, fakt że u nas przesiew jest znaczny i dostac sie trudno. Chociaż roszczeniowość postaw widze czesciej niz kiedys. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hildebrant Re: Eksponowanie tytułu może świadczyć o frustrac IP: *.play-internet.pl 03.12.12, 05:44 No jak komu "wali na kilometr" to niech mu "wali". Swoją drogą warto odróżnić zmiany (niekoniecznie rozwój) języka od zmian form grzecznościowych pod osób, którym "wali". I nawet nie czują, bo nie mają skąd, że "walenie" brzmi obrzydliwie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: Eksponowanie tytułu może świadczyć o frustrac IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 23:01 no i wali , a moze tez podpowiesz tym doktorkom profesorkom by myli codziennie glowe ,kapali sie ,uzywali dezodorantow oraz zmieniali codziennie bielizne, bo wiekszosc z nich cuchnie jak francuzi.........jesli juz o kulturze mowimy............ -mogliby tez od czasu do czasu dentyste odwiedzic............ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hildebrant Re: Eksponowanie tytułu może świadczyć o frustrac IP: *.play-internet.pl 03.12.12, 05:46 Jaka uczelnia, tacy pracownicy i studenci. Odpowiedz Link Zgłoś
viking2 Re: Eksponowanie tytułu może świadczyć o frustrac 03.12.12, 00:13 > Co to znaczy "wali sztucznością"? Przypuszczam, że niektórym może "walić sztucz > nością" jedzenie za pomocą noża i widelca zamiast palcami. Ach, to po to sa te takie blyszczace, zelazne....w kuchni w szufladzie znalzlem....(:)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lrafin Re: odezwał się frustrat IP: *.adsl.inetia.pl 02.12.12, 22:05 Zgadzam się z przedmówcą - akurat nagonka na "witam" jest moim zdaniem idiotyczna. To jest całkiem normalny i poprawny zwrot na początek maila. Tak, jestem wykładowcą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kazik Re: odezwał się frustrat IP: 31.187.17.* 02.12.12, 22:50 Jeżeli wykładowcy uważają, że "witam" jest formą poprawną, to co się dziwić studentom. Biedny ten nasz język polski. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lrafin Re: odezwał się frustrat IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 08:47 Może jest poprawne językowo, może nie jest, ale jest ogólnie używane i nie widzę w tym akurat nic złego. Cały świat porozumiewa się poprzez hello czy hi, dlaczego w Polsce mamy tego zakazać? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nikt Re: odezwał się frustrat IP: *.2-85.cust.bluewin.ch 02.12.12, 23:09 Jak też kończyłem ten sam wydział 20 lat temu, ale my wtedy mówiliśmy panie profesorze. I tak nam zostało do dziś. Nie tylko treść się liczy, forma też. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: niespodziewany Re: a co złego w "witam" ? IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 22:57 kurczaka tez jesz nozem i widelcem?.............. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hildebrant Re: a co złego w "witam" ? IP: *.play-internet.pl 03.12.12, 07:31 A cóż to za sztuka? Przede wszystkim zależy od sytuacji. W pewnych sytuacjach i wobec pewnych osób można sobie pozwolić na luz, w innych - nie. Dlatego warto umieć nieszczęsnego kurczaka jeść nożem i widelcem. Odpowiedz Link Zgłoś
tim7 Re: a co złego w "witam" ? 01.12.12, 19:57 I jeszcze jedno: cyt. ""witam" jest polskim odpowiednikiem "hello". Tak zwana "kalka językowa" (wiesz co to jest "kalka"...?) utożsamiana przez ciebie z "odpowiednikiem", to, dla twojej wiadomości uproszczenie językowe, które częstokoroć jest nieadekwatne (znowu trudne słowo, sorry...) to jego znaczenia w języku polskim. Ja, uczeń, który w trzeciej klasie LO nie zdał z języka polskiego (potocznie "kiblował"), dopiero po latach dojrzałem do okazywania szacunku dla pięknego języka ojczystego. Więc dziś, tak jak prywatnie jak i zawodowo staram się ten język pielęgnować. No już tak mam... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sw.Patryk Re: a co złego w "witam" ? IP: *.as43234.net 01.12.12, 20:25 Jest to poza wszelka dyzkusja ,ze poziom wiedzy ogolnej wsrod dzisiejsze mlodziezy jest dramatycznie niski. Lata mlodosci , to zawsze byl czas ,kiedy zdobywalo sie wiedze ogolna, nawet podrecznikowa, czytalo sie ksiazki , ogladalo filmy , przynajmniej klasyki i chadzalo do teatrow. O sporcie ,czy zyciu towarzyskim nie wspomne . Dzisiaj wszystko zastapily komputery , internet i Wikipedia , ktora zastepuje wiedze. Gorzej,jesli na studiach akceptuje sie zrodla z tejze. Kiedys siedzialo sie po bibliotekach , dzisiaj na przeciwko kompiutera ,m co moze i nie jest najgotrsze,ale odciaga od wiedzy istotnej na rzecz wirtualnej. Podobnie jest z wychowaniem . Moge zrozumiec,ze " panoprofesorowanie i panodziekanowanie " w Polsce przyjelo monstrualne formy ,ale dobre wychowanie , czyt . grzecznosc , to wsrod mlodziezy towar wybitnie deficytowy . Odpowiedz Link Zgłoś
stefan4 nie żadna kalka 01.12.12, 20:28 tim7: > Tak zwana "kalka językowa" (wiesz co to jest "kalka"...?) utożsamiana przez ciebie > z "odpowiednikiem", to, dla twojej wiadomości uproszczenie językowe, które > częstokoroć jest nieadekwatne To Twoja własna definicja kalki, prawda? Bo jest całkiem inna niż stosowana powszechnie. Wikipedia: ,,Kalka językowa lub odbitka językowa – bezpośrednie przetłumaczenie wyrazu lub całego zwrotu z języka obcego na język ojczysty, bez uwzględnienia istniejących ojczystych wyrazów opisujących to samo pojęcie, rzecz.'' ,,Witam'' nie jest kalką z ,,hello''. ,,Witać'' jest starym czasownikiem słowiańskim, pochodzi od przybyć (zawitać), a ten z kolei od żyć, mieszkać (witati). Żeby być kalką, musiałby być tłumaczeniem terminu obcojęzycznego Odpowiedz Link Zgłoś
tim7 Re: nie żadna kalka 01.12.12, 20:56 To teraz powiedzmi, czy dotrze to do "mgr inż"...? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: heh Re: nie żadna kalka IP: *.dynamic.chello.pl 01.12.12, 22:15 @tim7 haha.... chciałeś zabłysnąć i nei wyszło? a to peszek W mailach, czy w ogle w Internecie 'witam' się bardzo mocno przyjęło. Nie widzę w tym nic złego, jak komuś to nie pasuje to widzę poważny przerost ego. Niektórzy na uczelniach to normalnie syndrom króla juliana mają :/ Oh! Ah! Wasza Zaj**istość Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: nie żadna kalka IP: *.gemini.net.pl 02.12.12, 11:41 W wielu sferach życia chamstwo i nieuctwo mocno się przyjęło. I co z tego? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marc1n Re: nie żadna kalka IP: *.icpnet.pl 02.12.12, 16:23 Dokładnie, zwłaszcza wśród wykładowców akademickich. I należy to oczywiście korygować. Pewne zasady w Internecie obowiązują od jego powstania i zaczynając z niego korzystać wypada się dostosować zamiast po chamsku wchodzić z butami i próbować zaprowadzać własne porządki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hildebrant Re: nie żadna kalka IP: *.play-internet.pl 02.12.12, 21:15 Internet powstał w środowisku akademickim, to naukowcy go wymyślili i stworzyli. Zdecydowanie należy się dostosować do zasad przez to środowisko stworzonych. A nie wyjeżdżać z "witam". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ddd Re: nie żadna kalka IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 22:04 Jestem nauczycielką w szkole średniej i każdy swój mail do osoby, z którą nie jestem na "ty" zaczynam od: witam. Zdaję sobie sprawę, że niektórych to oburza, była nawet niedawno jakaś głośna sprawa medialna w tej kwestii, jednakże osobiście nie dopatruję się w tej formie błędu. Oczywiście, zdarzają się ludzie przewrażliwieni, jednak myślę, że język ewoluuje i jeśli nie idzie za tym obniżenie jakości i kultury komunikacji, należy to zaakceptować Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kazik Re: nie żadna kalka IP: 31.187.17.* 02.12.12, 22:41 No jak już nauczycielki nie znają i nie rozumieją podstawowych form, a jeszcze się tym chwalą, to co się dziwić, że studenci są tacy jak opisano. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ddd Re: nie żadna kalka IP: *.dynamic.chello.pl 11.12.12, 16:53 Znaj i rozumieją, jednak z rozmaitych względów świadomie ignorują. Powtarzam, język to twór żywy, który ewoluuje. To dla niektórych doprawdy niepojęte;) Odpowiedz Link Zgłoś
bogota1-1 Re: nie żadna kalka 03.12.12, 02:38 No widzisz heh, swoja wypowiedzia udowodniles ze nie powinienes pchac sie na studia. Do kopania rowow tez ludzi potrzebuja......wlasnie takich jak Ty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sw.Patryk Re: nie żadna kalka IP: *.as43234.net 01.12.12, 22:18 Nie sil sie chlopie, nie sil. Tego sie nijak obronic nie da. Nie ma juz ( prwaie ) w Polsce inteligencji w starym ,klasycznym znaczeniu tego slowa. Inteligencji, ktora znala jezyk polski ,ale tez i inne jezyki obce. Ktora znala literature , historie , sztuke , a i w swoim zawodzie sobie radzila niezle. Spsialo wszystko przez lata komunizmu ,ale nawet jeszcze bardziej rzecz pogorszyla rewolucja komputerowo-internetowa. Strach pomyslec tylko , jak inteligentne inaczej bede polskie elity za lat 10 - 20. Kto wiec bedzie nami rzadzil ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Uzdrowiciel Łodygi Re: nie żadna kalka IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 12:03 "za lat 10 - 20. Kto wiec bedzie nami rzadzil ? " To prawda. Poziom obecnych elit "u władzy" jest tak wysoki, że nie da się go łatwo zastąpić. Gdzie my znajdziemy godnych następców? Co się z nami stanie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jorge Re: nie żadna kalka IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 00:59 No już nie przesadzamy z tą inteligencją. W żadnej kulturze (prócz naszej i rosyjskiej) nie ma czegoś takiego jak inteligent. Odpowiedz Link Zgłoś
hatake Re: a co złego w "witam" ? 02.12.12, 08:59 Podobno bezsensownie jest zacząć treść listu/maila od "witam". Witam może powiedzieć gospodarz przyjmujący gości. Może to i faktycznie prawda, ale wiem, co mogłoby w sumie ten "witam" zastąpić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jorge Re: a co złego w "witam" ? IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 01:31 Szanowny Panie/ Szanowna Pani A jak się poznamy: Droga Zosiu Zosiu Od jutra rzucam korpo witam/ pozdrawiam serdecznie i wracam do korzeni ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
zawilec1 Re: a co złego w "witam" ? 02.12.12, 10:16 Elita pisze "Dzień dobry". Elita to garstka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ddd Re: a co złego w "witam" ? IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 22:07 A jeśli adresat odczyta maila wieczorem lub w nocy to "dzień dobry" jakby już nie pasuje, prawda? A "witam" jest uniwersalne i pewnie dlatego tak wiele osób to stosuje Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DzienDobry Re: a co złego w "witam" ? IP: *.wroclaw.mm.pl 03.12.12, 02:28 Niech ta elita zajmie się lepiej niewystawianiem butów przed drzwi koło worka ze śmieciami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: l Re: a co złego w "witam" ? IP: *.gemini.net.pl 02.12.12, 11:40 Gość portalu: mgr inż. napisał(a): > 99% mejli dostaję zaczynające się od "witam". > > "witam" jest polskim odpowiednikiem "hello". Nie. "Witam" jest powitaniem gościa przez gospodarza. Dlatego nie nadaje się na odpowiednik powitania służacego do rozpoczynania maila. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Waldorf Re: a co złego w "witam" ? IP: *.as13285.net 02.12.12, 13:54 "Witam" rzec może gospodarz. Z tego wniosek płynie taki, że osoba, która do kogoś przychodzi, pisze użyć tego słowa nie może. Jest to oczywiście wniosek logiczny, innych uzasadnień nie znam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: b Re: a co złego w "witam" ? IP: *.lightspeed.cicril.sbcglobal.net 03.12.12, 05:59 Słowa zmieniają znaczenia, ich etymologia ani dawne użycie często nie ma najmniejszego znaczenia na ich obecnie używanie. Może nam się to podobać, lub nie możemy się buntować, ale często na wiele się to nie zda. Osobiście nie cierpię słowa dizajn, wszelakich form żeńskich typu psycholożka, socjolożka itd (nie wynika t z niechęci do feminizmu, ale po co sobie język utrudniać dłuższymi, trudniejszymi w odmianie słowami, zwłaszcza, że mnie jako pacjenta interesuje psycholog, bez względu na płeć a nie psycholożka która podkreśla, że jest kobietą wykonująca prestiżowy zawód - hi hip hura, brawa dla tej pani) ale te słowa wchodzą i pomimo oporów garstki pozostaną. Język się zmienia, czytałem niedawno gazetę, ogłoszenia którą znalazłem w piwnicy u dziadka - gazeta z lat 30. Zupełnie inaczej były formułowane zdania, ogłoszenia zupełnie odmienne od współczesnych - niby niedawno a archaicznie to brzmiały. W języku angielskim słowo gay jeszcze do lat 70 nie miało było powszechnie używane w odniesieni do homoseksualistów, oznaczało wesoły, pogodny (jak we Flinstonach "we'll have a gay old time ") i co , i nic. Słowo to ma nowe znaczenie i trzeba to zaakceptować, do języka polskie weszło już w tym nowym znaczeniu i większość ludzi nawet nie zna jego oryginalnego znaczenia. Choć można indywidualnie bojkotować pewne słowa , to trendów się już nie odwróci . Profesorzy mogą sobie ignorować mejle zaczynające się od witam, ale na wiele im się to nie zda. Za bardzo to słowo się rozprzestrzeniło, już za późno aby je zwalczyć. Za kilka lat wykładowcami zostanie obecnie pokolenie i im już to słowo nie będzie przeszkadzało (choć pewnie będzie kilku purystów) i sami go będą używać. Sam go nie lubię, ale nie ma dobrej dla niego alternatywy, a szanowny panie akceptują starsi ale jak piszę mejla do kogoś młodszego to się śmieją. Osobiście wolę wersję Sz.P. - bo można używać i do kobiet i mężczyzn, ale jakie ma znaczenie co ja wole. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pandada "witam" to odpowiednik angielskiego "welcome" IP: *.adsl-surfen.hetnet.nl 02.12.12, 21:19 skoro już polszczyznę trzeba tobie tłumaczyć poprzez angielszczyznę. Odpowiedz Link Zgłoś
sto-szesc Re: "witam" to odpowiednik angielskiego "welcome" 02.12.12, 22:37 Gość portalu: pandada napisał(a): > skoro już polszczyznę trzeba tobie tłumaczyć poprzez angielszczyznę. Nie całkiem. Formalnie tak się tłumaczy, ale "witam" nie pochodzi od "dobrze przyszedłeś". Skoro "witam" (czy "witaj") przyjęło się powszechnie jako początek maila, to nie widzę powodu zmieniania tego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jorge Re: "witam" to odpowiednik angielskiego "welcome" IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 00:49 Przyjęło się w korpomowie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lrafin Re: "witam" to odpowiednik angielskiego "welcome" IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 08:53 Nie można tłumaczyć słów bezpośrednio, nie biorąc pod uwagę ich kontekstu. W kontekście początku maila, witam jest odpowiednikiem hello albo hi. A użycie go jest jak najbardziej poprawne. Dlatego że w języku polskim jest taka zasada, której uczą chyba jeszcze w podstawówce, że jeżeli jakiejś formy używa się powszechnie, to znaczy że ona jest poprawna. Bo język ewoluuje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jorge Re: a co złego w "witam" ? IP: *.adsl.inetia.pl 02.12.12, 23:06 witam pozdrawiam to durna korpo-stylistyka. Sam ją stosuję. Ale to nie to samo co hallo. Zresztą, nieznajoma osoba nie napisze do Ciebie hallo. A raczej Dear imię/ sir/ madam. Ale mnie też przez klawiaturę przejść nie może: szanowny z poważaniem, tak jak drogi :-) Odpowiedz Link Zgłoś
black_halo Re: a co złego w "witam" ? 02.12.12, 23:16 I co? Do zagranicznych tez pisales "hello"? Bo mnie sie zdaje, ze oficjalne maile nadal sie zaczyna od "Dear Mrs/Mr". 5 lat temu to i jak konczylam studia, do glowy by mi nie przyszlo napisac maila do profesora zaczynajacego sie od "witam". Dodam jeszcze w krajach anglosaskich do wykladowcow, na lepszych uczelniach przynajmniej, studencie mowia Professor i nazwisko. Np. Professor Smith. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: alma_mater Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, brak ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.12, 00:12 są, a raczej były jescze 10 lat temu, takie kierunki na UG, gdzie wszystkie egzaminy były ustne, na wykłady chodziliśmy równie karnie jak na ćwiczenia, a egzamin magisterski trwał 1,5h (na osobę) to były świetne studia... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Durna Pała A ja mam pytanie do Szanownych wykładowców... IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 01:08 Czemu to "bydło" kończy studia, legitymuje się dyplomami, dopisuje sobie mgr przed nazwiskiem nic nie potrafiąc, nic nowego nie wnosząc do społeczeństwa ? Jestem tylko technikiem, ale jak patrzę na te rzesze marketingowców (handlarzy), zarządzających (poganiaczy) i logistyków (zaopatrzeniowców), to mnie ogarnia śmiech i rozpacz. Prowadząc firmę mam większą wiedzę niż tych trzech wykształconych ludzi, bo wiem gdzie zadzwonić i ile zapłacić, żeby coś załatwić. Kształcicie "dzieci we mgle", które się dziwią że spawacz zarabia więcej od nich. Wypuszczacie ich z tych Waszych "uczelni" tylko dla KASY, bo płacą Wam od głowy. A od głowy, to się ryba psuje... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Odo Re: A ja mam pytanie do Szanownych wykładowców... IP: 195.245.213.* 02.12.12, 08:20 To nie wina tych młodych ludzi, że tak ich wyedukowano, Winni są właśnie tacy wykładowcy, którzy nie potrafią przekazać wiedzy i niestety zaczyna się to już w podstawówce gdzie przestano nauczać. Na jednej renomowanej uczelni we Wrocławiu jest taki spec od matematyki, który coś tam na tablicy rozwiązuje dla siebie jak wpadnie w jakiś dziwny amok i nie ma mowy o tłumaczeniu tego, co studenci powinni wiedzieć, nie ma kontaktu z studentami tylko po roku zostaje 10 % studentów. Widać taka polityka uczelni, a gość, co nic nie wnosi dalej wykłada dla siebie i jak chcesz coś wiedzieć to musisz uczyć się gdzie indziej i słono płacić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pandada Re: A ja mam pytanie do Szanownych wykładowców... IP: *.adsl-surfen.hetnet.nl 02.12.12, 21:37 Racja. Wykładowcy powinni się dostosować do poziomu studentów. Młodzież coraz później dojrzewa, więc studia powinny wyglądać tak, jak kiedyś szkoła średnia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Lrafin Re: A ja mam pytanie do Szanownych wykładowców... IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 09:13 Już odpowiadam: taką sytuację na uczelniach wymusiło społeczeństwo. Bo przecież każdy musi mieć dyplom magistra. A jak już poszedł na studia to skończyć je musi, bo się mu przecież należy! Osobiście uwalałbym z prowadzonych przeze mnie przedmiotów ~80% studentów, ze względu na brak chęci, motywacji, zdolności itp., ale nie mogę. Bo jak to zrobię, to zaraz ich dziekan (a jak nie dziekan to rektor) i tak ułaskawi a mnie się dostanie nagana. No bo przecież skoro ONI nie rozumieją, nie umieją i nie zdają to ja za dużo wymagam. A poza tym uczelnia nie może stracić tylu studentów, bo zabraknie pieniędzy np. na wypłaty. A tak wogóle to wszystko jest efektem dwóch rzeczy: - braku egzaminów wstępnych na studia, - finansowaniem uczelni publicznych 'od studenta'. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: adf Kadra dydaktyczna uczelni IP: *.dynamic.chello.pl 02.12.12, 06:31 też bez grzechu nie jest. Spóźnianie się na zajęcia, nieprzychodzenie bez powiadomienia studentów, pogardliwe zachowania wobec studentów, demonstrowanie własnej wyższości. Można wyliczać dalej, ale po co. Nie wiadomo czego więcej - buractwa czy słomy w butach. A studenci na to patrzą, doświadczają i uczą się. Od profesorów i doktorów można wymagać więcej, znacznie więcej. Podobno to elita? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pandada taa, studenci się uczą od wykładowców zachowania. IP: *.adsl-surfen.hetnet.nl 02.12.12, 21:55 studenci to w większości konformiści przejmujący wzory z grupy rówieśniczej i mediów. Chamscy i aroganccy licealiści trafiają na uczelnie i tam ich psuje kadra naukowa? Miałem kilku nieciekawych typów wśród wykładowców - ale, żebym od nich przejmował złe zachowania? Przecież to ONI, a MY to studenci - ze studentami się trzyma i wspólnie narzeka na kadrę dydaktyczną - nie zaś na studentów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rosew Re: Kadra dydaktyczna uczelni IP: *.astral.lodz.pl 02.12.12, 22:20 To niestety nie jest elita. To są ludzie, którzy za komuny mieli problem ze zrobieniem doktoratów. Na fali solidarności szybko doszli do tytułów profesorskich i okrzyknęli się prześladowanymi przez poprzedni ustrój. Byli nikim za młodu, są nikim teraz. Dowartościowują się tytułami. Oczywiście naukowców z klasą i z wiedzą też mamy, ale jak zwykle w tym głupim społeczeństwie mają problem z przebiciem się. Zły system szkolnictwa doprowadził do kolejnego paradoksu. Otóż zajęcia ze studentami prowadzą młodzi doktoranci ( bo to jest tańsze dla uczelni) a fachowcy są relegowani, bo ich godzina pracy jest za droga. Czyli masło maślane. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jorge Re: Kadra dydaktyczna uczelni IP: *.adsl.inetia.pl 03.12.12, 01:04 Tia, tia. I co jeszcze? Odpowiedz Link Zgłoś
mia241 Re: Kadra dydaktyczna uczelni 05.01.15, 10:24 Dr nauk ekonomicznych o imieniu Hafid. Czy ktoś taki istnieje? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: seth.destructor Anonimowa wykładowczyni? IP: *.29.76.180.threembb.co.uk 02.12.12, 10:06 Brzmi jak stara panna z kompleksem wychowywania innych. Tak się nadęła swoją ważnością, że niedługo pęknie... A w ogóle, to ci wykładowcy chyba nie rozumieją, od czego są. Wydaje im się, że studenci mają wszystko wiedzieć, a oni są tylko od egzaminowania. Student ma prawo nie wiedzieć, bo przyszedł się nauczyć, a nie popisywać wiedzą. Odpowiedz Link Zgłoś
tim7 Re: Anonimowa wykładowczyni? 02.12.12, 10:38 Od "uczenia się" to są szkoły podstawowa, gimnazjum (porażka) i szkoły średnie. A studia są od POGŁĘBIANIA WIEDZY. Ale jak ktoś nie ma wiedzy PODSTAWOWEJ, czyli prezentuje DNO, to nie ma co pogłębiać. Jako prowadzący zajęcia laboratoryjne na drugim roku chemii niejednokrotnie natykałem się na właśnie głąby nie umiejące nawet czytać układu okresowego, ale prezentujące właśnie postawę "to Pan ma mnie nauczyć". Oooo nieeee, poważny błąd założeniowy... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marc1n Re: Anonimowa wykładowczyni? IP: *.icpnet.pl 02.12.12, 16:41 Oczywiście. Czyli system edukacji podstawowej oraz system edukacji nauczycieli do reformy. Coś jeszcze? Jesteś częścią spieprzonego systemu edukacyjnego po prostu więc nie jęcz a po prostu weź się do roboty żeby go naprawić. Za to ci płacimy. W innych państwach naukowcy potrafili doprowadzić do reform, pokazać rządzącym potrzebę edukacji podstawowej, rozpropagować naukę i wiedzę. Polscy, tacy jak ty, choć na szczęście nie wszyscy, wolą siedzieć na tyłkach i psioczyć jacy to studenci źli... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gosc Re: Anonimowa wykładowczyni? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.12, 21:40 Or razu widac że jesteś produktem "genialnej" reformy edukacji.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Klara Re: Anonimowa wykładowczyni? IP: *.warszawa.vectranet.pl 02.12.12, 23:03 No, ale bez przesady. Elementarną wiedze student powinien posiadać (przykład z Norwegią). Co do wychodzenia za potrzebami fizjologicznymi, czy tez innym zachowaniem, to Pani wykł. chyba faktycznie za bardzo sie puszy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: bee-for jaja sobie robia? IP: *.sgyl.cable.virginmedia.com 02.12.12, 10:16 ja rozumiem, ze pewne zachowania sa nie na miejscu, ale z tym siku i dzien dobry panie dziekanie, to przesada. studiuje w szkocji i nikt by nie wpadal na tak idiotyczny pomysl, zeby ludziom kazac czekac do przerwy, albo zglaszac wyjscie wykladowcy. wszyscy sa sa usmiechnieci i pomocni. nie kaza sie tytulowac i sie nie wywyzszaja. studiowalam w polsce lata temu i uwazam, to za czas stracony. na moim obecnym uniwersytecie nikt nie kaze wkuwac na pamiec. wrecz przeciwnie, trzeba parafrazowac, bo wtedy wykladowca wie, ze zagadnienie zostalo przeze mnie zrozumiane a nie tylko wykute. zamiast masy egzaminow jest duzo interesujacych projektow, ktore pozwalaja nie tylko zrozumiec zagadnienie, ale rozszerzyc wiedze na dany temat. wymaga sie myslenia, a nie zakuwania. owszem wymaga sie obezcnosci na zajeciach, ale zajecia sa interaktywne i duzo sie traci, jesli sie nie przyjdzie. nie wspomne o tym, ze panstwo daje mi tu takie warunki, ze moge sobie na studia pozwolic, mimo ze nie jestem stad. bardzo pozytywne doswiadczenie Odpowiedz Link Zgłoś
ggargi Re: jaja sobie robia? 02.12.12, 12:32 oooo, następny niezadowolony że urodził się w Polsce Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marc1n Re: jaja sobie robia? IP: *.icpnet.pl 02.12.12, 16:44 Dziwne, bo według mnie narzeka na polski system edukacji wyższej (i nie on jeden) oraz polski system polityczny i finansowy który również, zdaniem wielu, jest do poprawki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: GBH Studia to pomyłka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.12, 10:58 Studiowanie w Polsce przypomina nieco perypetie Josefa K. Godziny konsultacyjne to często fikcja - Wielce Szanowny Pan Adiunkt, Doktor a tym bardziej Pan Profesor ma za nic czas studenta i albo nie przychodzi, albo zjawia się z dwugodzinnym opóźnieniem i wpada do swojego gabinetu, krzycząc w przelocie, że dzisiaj już (sic!) nikogo nie przyjmie. Cudem jest, kiedy konsultacje faktycznie odbywają się w wyznaczonych godzinach. Na zajęciach natomiast pada pytanie - dlaczego Pan/Pani nie ma wyznaczonego tematu pracy zaliczeniowej? Przecież termin oddania mija pojutrze! Cóż na to można odpowiedzieć? Ponieważ Pani Doktor od miesiąca nie była uprzejma się zjawić na konsultacjach? Na maleńkim niemieckim uniwersytecie niech strzeże się student, który się spóźni na konsultacje - te ustalane są indywidualnie w sekretariacie na kilka dni naprzód - i jeśli masz wejść o 12.15, to o tej godzinie wchodzisz. Jak się spóźniłeś, no cóż, wypadasz z kolejki i nie ma przebacz. Pan Profesor szanuje i swój i twój czas. Godziny otwarcia biblioteki wydziałowej w naszej ukochanej ojczyźnie: 10.00 - 16.00 albo 09.00-15.00. W sobotę i niedzielę nieczynne. Co nowsze książki i tak są "trwale wypożyczone" przez pracowników. Większość literatury przedmiotowej pamięta Gierka, niektóre dzieła nawet Franza Josepha I. To się nazywa dbałość o aktualność wiedzy studenta. O jakości wykładów wypowiadało się już wiele osób, więc ten temat pominę litościwym milczeniem. Przyznam się, że mnie ta droga przez mękę pokonała. Nie jestem i chyba już nie będę magistrem. W pracy od 12 lat jakoś nikt mnie z gramatyki wczesno-nowo-wysoko-niemieckiego ani z literatury śląskiego baroku nie pytał. Pracodawców interesowało jedynie, czy umiem napisać ofertę i dogadać się z klientem. A pomyśleć, że wybierałam studia ze względu na miłość do Goethego. Na szczęście, czytać można również bez dyplomu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: michał Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.xdsl.centertel.pl 02.12.12, 10:21 Ostania wypowiedź pani psycholog powaliła mnie z nóg:) Ale psychologowie chyba tak mają:) Przypominam sobie, jak kiedyś mieliśmy ćwiczenia z psychologii (byliśmy studentami kierunku ścisłego). Otóż ćwiczenia polegały na tym, że siadaliśmy w kręgu, następnie pani magister rzucała jakiś temat i każdy musiał się wypowiedzieć. Po każdej wypowiedzi pani mówiła: "super", "świetnie", "ekstra". Do dzisiaj nie wiem, jaki był sens tych zajęć. Po studiach spotkałem na swojej drodze zawodowej kilku psychologów i wszyscy mieli jedną wspólną cechę: wszystko im sie podobało. Nawet, jak człowiek był tak styrany, że na odczepkę powiedział byle co (a oni zawsze chcieli rozmawiać, pytali co słychać itp.), to oni zawsze: "super", "świetnie" i zawsze mieli przyklejony taki sztuczny, życzliwy uśmiech. Odpowiedz Link Zgłoś
emoi Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra 02.12.12, 23:17 Wykładam psychologie i zgodze się z Tobą, duża część moich kolegów po fachu potwierdza ten stereotyp. Ja za to nie jestem zadowolona, że wykładowczyni pozwala studentom "ubierać co chcą", chyba, że chodzi jej o choinkę. Nie podoba mi się też, że jako psycholog nie potrafi sformułować bardziej wyszukanej opinii: ma superzainteresowanych studentów którzy mają superpomysły. Ale na szczęście nie wszyscy tacy jesteśmy. Odpowiedz Link Zgłoś
kosheen4 Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra 02.12.12, 11:18 rozbawiło mnie narzekanie anonimowej wykładowczyni z FUG. ciśnie studentom o spsieniu obyczajów, o braku szacunku, a równocześnie sama wyraża się o studentce per "lalunia". taaa, wyższe akademickie sfery, w mordę jeża. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sw.Patryk Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.as43234.net 02.12.12, 11:45 Mysle ,ze z tej calej dyskusji nasuwa sie jedna konkluzja. Spsienie inteligencji , to nie tylko glupsi uczniowoe ,ale i glupsi nauczyciele akademiccy . Mialem okazje poznac przed laty w UK , Polakow , ktorzy zdawali matury , konczyli studia jeszcze przed wojna . Bylem zaskoczony poziomem ich kultury ogolnej , wiedzy ,czesto bardzo szczegolowej dot. literatury , historii,czy ekonomii . O czystosci i piknie jezyka polskiego nawet nie wspomne . Blisko 40 lat po wojnie ! I tu jest pies pogrzebany . Odpowiedz Link Zgłoś
ggargi 20% z wyższym wykształceniem w społeczeństwie 02.12.12, 12:31 maksymalny procent ludzi z wyższym wykształceniem … bo teraz każdy debil ma magistra, mało tego uważa że mu się należy … wystarczy poszukać po internecie programu gdzie zadają proste pytania studentom – porażka. A najlepszy jest tekst jaki kiedyś słyszałem " Gomułka ?… nie znam, bo ja studiuję na AWF " Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gruba Re: 20% z wyższym wykształceniem w społeczeństwie IP: *.nplay.net.pl 02.12.12, 21:53 Zapewne większość komentujących ma wyższe wykształcenie, a z treści komentarzy wynika, że to właśnie oni są tak wspaniali, że nie można im nic zarzucić. Sama elita :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ar Re: 20% z wyższym wykształceniem w społeczeństwie IP: *.gigainternet.pl 02.12.12, 23:17 brak znajomości nazwisk ludzi wynika z jednego: a mianowicie starsi ludzie zakładają że je znamy. Może w ich epoce byli powszechnie znani ale nie ma nigdzie o nich obiektywnych informacji, są tylko wypowiedzi ludzi starszych albo jacy z nich zdrajcy i tchórze ,albo jakimi byli dobrymi patryjotami. Książki również nie mają w sobie krzty obiektywizmu. I jak w takich warunkach poważnie rozmawiać o epoce na którą większość patrzy albo przez pryzmat swoich przeżyć albo przeżyć osób od których wiemy o tamtych czasach? Odpowiedz Link Zgłoś
nikodem_73 Re: 20% z wyższym wykształceniem w społeczeństwie 03.12.12, 03:06 Czyli jeżeli wiem kim był Gierek, Gomółka, Ochab, Bierut, Raczkiewicz, Mościcki, Wojciechowski, Narutowicz i Piłsudski to urodziłem się w okolicach 1900 roku? Nie rób sobie jaj. Pewien poziom wiedzy to absolutne minimum. Jeżeli tego nie wiesz to jesteś co najwyżej dyplomowanym głąbem. Odpowiedz Link Zgłoś
wj_2000 Re: 20% z wyższym wykształceniem w społeczeństwie 03.12.12, 09:00 Ochab to była taka nieistotna postać, że nie sądzę, by ktokolwiek wyraźnie młodszy ode mnie (a mam 72 lata), wiedział kto zacz. I po co miałby wiedzieć? Ja go zapamiętałem, bo przytrafił mu się zabawny incydent. Sprawozdawca radiowy, podczas jakiegoś meczu, który Ochab zaszczycił swą obecnością jako 1-szy Sekretarz, zwrócił się do niego "proszę Pana" - a ten odburknął: "Jestem komunistą, a nie żadnym panem". Po czym w następnym zdaniu użył bezmyślnie zwrotu-wykrzyknika: "Mój Boże!". Zaśmiewała się z niego cała Polska. Odpowiedz Link Zgłoś
wj_2000 Re: 20% z wyższym wykształceniem w społeczeństwie 03.12.12, 09:11 To nie był mecz, a finał Wyścigu Pokoju. Rok musiał być 1955. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość portalu Re: 20% z wyższym wykształceniem w społeczeństwie IP: *.sds.uw.edu.pl 03.12.12, 12:02 nikodem_73 napisał: > Czyli jeżeli wiem kim był Gierek, Gomółka, Ochab, Bierut, Raczkiewicz, Mościcki > , Wojciechowski, Narutowicz i Piłsudski to urodziłem się w okolicach 1900 roku? Masz na myśli Mikołaja Gomółkę? Odpowiedz Link Zgłoś
meine Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, brak ... 02.12.12, 13:51 Pani Redaktor, Pani pozwoli, że przedstawię - to jest Pani Interpunkcja. Liczę, że Panie się polubią i zaprzyjaźnią. Odpowiedz Link Zgłoś
meine Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, brak ... 02.12.12, 13:52 Pani Redaktor, Pani pozwoli, że przedstawię - to jest pani Interpunkcja. Liczę, że Panie się polubią i zaprzyjaźnią. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anna Re: Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, bra IP: *.helnet.pl 20.02.13, 12:21 Najbardziej chamski wykładowca na PG to pan Paweł Szalewski.Potrafi obrazić studenta.Potrafi przeklnąc.Dla niego powiedzieć ,że coś ma w dupie lub , ze gó... go to obchodzi to pestka.uważam ,iż nie można ujednolicać studenci są tacy ,wykładowcy tacy.Ludzie są różn .iCos tutaj jednak nie pasuje.Chcesz zostać wykładowcą a nie lubisz ludzi,minąłeś sie z powołaniem.Co dzień do pana szalewskiego stoi kolejka studentów.On im odpowiada nie nie sprawdziłem bo mam to w dupie.Taka jest kultuta wykładowców.Niech więc nie opisują studentów jako mało wiedzących .od kogo mają brać przykład? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Student prawa UW opinia na temat WPiA UW IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.12.12, 13:59 Jestem studentem WPiA UW i - poza I rokiem - nigdy nie spotkałem się z takim zachowaniem studentów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mateusz problem można bardzo szybko rozwiązać IP: *.ds.pg.gda.pl 02.12.12, 14:11 Problem można bardzo szybko rozwiązać - płatne studia, brak uczelni państwowych. Cymbałom po maturze nie będzie "widziało się" płacić 2500 zł za semestr za studiowanie Turystyki i Hotelarstwa, a na pozostałych kierunkach stanowczo spadnie liczba "studentów", pozostaną ci, którzy faktycznie chcą się czegoś nauczyć. Z drugiej strony, mamy problem wykładowców. Uczelnia, która ma aroganckich profesorów/doktorów z przestarzałą wiedzą, nie będzie cieszyła się zainteresowaniem. Będzie szła na dno, tak samo jak każda słaba firma na tle konkurencji. Taki system sprawdza się w USA. To właśnie tam są najlepsze uczelnie na świecie. Oczywiście głupota amerykanów, to inna kwestia... zazwyczaj na tych uczelniach studią elity z zagranicy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ha-ha-ha Re: problem można bardzo szybko rozwiązać IP: *.adsl.inetia.pl 02.12.12, 20:19 takie szybkie rozwiązanie dopiero by bigosu narobiło. Student uczelni prywatnej za 2500 w semestrze to już na pewno do uczelni by nie przychodził. Dziekan by za nim indeks w zębach nosił i wpisy załatwiał. Dlatego inaczej - studia muszą być bezpłatne. Płatne powinny być egzaminy z progresją kwotową przy każdym kolejnym podejściu Odpowiedz Link Zgłoś
mydeer Re: problem można bardzo szybko rozwiązać 02.12.12, 21:30 Gość portalu: mateusz napisał(a): > Problem można bardzo szybko rozwiązać - płatne studia, brak uczelni państwowych > . > Cymbałom po maturze nie będzie "widziało się" płacić 2500 zł za semestr za stud > iowanie Turystyki i Hotelarstwa, a na pozostałych kierunkach stanowczo spadnie > liczba "studentów", pozostaną ci, którzy faktycznie chcą się czegoś nauczyć. A nie ci, których na to będzie stać? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aaa Re: problem można bardzo szybko rozwiązać IP: *.range86-157.btcentralplus.com 02.12.12, 23:06 a zauwazyles ze prywatne uczelnie w ktorych jedyne co wymagaja to to zeby byly wszystkie oplaty sa oblegane i ciesza sie popularnoscia niejednokrotnie wieksza niz panstwowe uczelnie? Odpowiedz Link Zgłoś
mydeer Re: problem można bardzo szybko rozwiązać 03.12.12, 01:10 To faktycznie świetna rekomendacja, żeby państwowe uczelnie które jeszcze coś tam wymagają zastąpić prywatnymi, które wymagają tylko opłacania czesnego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pandada W USA studiują cymbały z bogatych rodzin IP: *.adsl-surfen.hetnet.nl 02.12.12, 21:45 już jako niemowlęta zapisywane na uczelnie. Studiują też stypendyści, ale to są właśnie ci "państwowi", czyli nagradzani możliwością studiowania za wyniki w nauce (często też sporcie, co jest kolejną patologią) Odpowiedz Link Zgłoś
sto-szesc Re: W USA studiują cymbały z bogatych rodzin 02.12.12, 22:33 Gość portalu: pandada napisał(a): > już jako niemowlęta zapisywane na uczelnie. Studiują też stypendyści, ale to są > właśnie ci "państwowi", czyli nagradzani możliwością studiowania za wyniki w n > auce (często też sporcie, co jest kolejną patologią) Skąd masz takie ciekawe wiadomości??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: b Re: W USA studiują cymbały z bogatych rodzin IP: *.lightspeed.cicril.sbcglobal.net 03.12.12, 05:16 Akurat ma sporo racji, może z wyjątkiem tych cymbałów z bogatych rodzin, gdyż najlepsze uniwersytety cymbałów, nawet bogatych nie przyjmują, choć są wyjątki (np Bush). Faktem jednak jest, że wielu tam studiujących, choć są na pewnym poziomie, nie są żadną elitą intelektualną, tyle że będąc z zamożnych rodzin mają jakąś tam ogładę, i wiedzę z dobrych szkół średnich, często prywatnych. Zdolny uczeń nawet z biednej rodziny może im bez problemu dorównać nawet po państwowej szkole (ale raczej takiej nieco lepszej, a to rodzice osiągają przeprowadzając się za miasta). Mitem jest też, że na najlepszych uczelniach studiują sami zdolni obcokrajowcy. Jest ich sporo, na niektórych kierunkach zwłaszcza na studiach doktoranckich i 50%, ale Amerykanie i tak stanowią większość. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: greg Re: problem można bardzo szybko rozwiązać IP: *.icpnet.pl 02.12.12, 22:19 czy ty sam wiesz, co za bzdurę napisałeś??? przecież właśnie takie cymbały po maturze nie dostając się na bezpłatne studia idą na uczelnie prywatne... Gość portalu: mateusz napisał(a): > Problem można bardzo szybko rozwiązać - płatne studia, brak uczelni państwowych > . > Cymbałom po maturze nie będzie "widziało się" płacić 2500 zł za semestr za stud > iowanie Turystyki i Hotelarstwa, a na pozostałych kierunkach stanowczo spadnie > liczba "studentów", Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wykładowca do osób uważających, że to tylko leśne dziadki IP: *.metrolink.pl 02.12.12, 14:19 mają spostrzeżenia podobne do tych w artykule... ja skończyłam studia 9 lat temu, prowadzę zajęcia na jednej z trójmiejskich uczelni, studenci to grupa mocno wyselekcjonowana. niestety - zwłaszcza w ostatnim okresie - obserwuję przypadki braku kultury, znajomości podstawowych zasad wychowania, wiedzy ogólnej nie widzę u studentów od dawna, więc do tego się akurat przyzwyczaiłam - mój kierunek wymaga wiedzy humanistycznej, ale studenci nie wiedzą, co się stało w Polsce w 1968 roku, z trudem rozróżniają wojnę 1 od 2, Mrożek żył dla nich w 19 wieku itd. itd., ale to wszystko jestem w stanie przełknąć, o ile na egzaminie (USTNYM) mają opanowany materiał z mojego przedmiotu... nie moją rolą jest uzupełnianie wiedzy ogólnej, jak ktoś nie chce się rozwijać, to żaden papier mu nie pomoże natomiast postępującego chamstwa zdzierżyć nie jestem w stanie - okazywanie totalnego braku szacunku - siedzenie na facebooku, aktualizowanie statusu i głośne szczycenie się tym w czasie zajęć, laptopy - zamiast robienia notatek - siedzenie (głównie) na facebooku (wszystko w czasie zajęć), student zadaje pytanie, a inny mówi: po co się pytasz - przecież widzisz, że to DLA NIEJ za trudne, wychodzenie z zajęć i snucie się po korytarzu z kawą (30 minut nieobecności) - to kilka bardziej ekstremalnych sytuacji - pomijam już uznawanie za podstawowe źródło wiedzy wikipedię, bez żadnej weryfikacji, notoryczne plagiaty w pracach zaliczeniowych... mnie nie przeszkadza wychodzenie studenta na siku, przeszkadza mi, że siedzi do mnie tyłem i głośno rozmawia o jakiejś funkcji swojego smartfona czy innego badziewia... a potem studenci się skarżą, że traktuję ich jak dzieci, bo też jak dzieci się zachowują... sporo pracy włożyć trzeba m.in. w nauczenie ich podstawowych zasad funkcjonowania na uczelni (podobnych przecież do zachowania w szkole średniej) pocieszające jest to, że jest spora grupa studentów bardzo sympatycznych, zadających ciekawe pytania, proszących o materiały - jednym słowem, SZUKAJĄCYCH, dla nie na tym właśnie polega studiowanie, a reszcie powiedzieć trzeba: do widzenia niestety druga strona medalu, to fakt, że uczelnie zamiast wyrzucać tych, którzy studiować nie powinni, dają im dyplomy, obniżenie poziomu wykształcenia, to też wina władz uczelni, które cisną wykładowców, wiele moich koleżanek ma odgórny zakaz niezaliczania przedmiotów, bo student = kasa.... studia nie powinny być dla wszystkich, za dużo kompletnie nieprzydatnych kierunków, za słaby poziom nauczania, za mała selekcja. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sss Re: do osób uważających, że to tylko leśne dziadk IP: *.dynamic.chello.pl 04.12.12, 22:19 Zgadzam się z powyższą wypowiedzią. Jestem studentką pierwszego roku, która po latach nauki rzeczy w większości niepotrzebnych, poszła na studia z nadzieją na nowe i ciekawe. I nie zawiodłam się, bo codziennie dowiaduję się rzeczy wcześniej nieznanych, interesujących i naprawdę mnie fascynujących. Jedynym problemem na wykładach są właśnie ci gadający i przeszkadzający "koledzy". Na auli głos się niesie i nawet siedząc kilka rzędów przed takimi osobami ich zachowanie przeszkadza w skupieniu się i notowaniu. Ogólnie moje pokolenie uważa czas studiów za 5 lat imprez, luzu i wyszumienia. No i okej, ja też lubię się bawić, w końcu jestem młoda! Tylko wiem kiedy trzeba siedzieć cicho i słuchać a kiedy można szaleć. Co zaś się tyczy tej tytulatury (jest takie słowo?), o której mówi tyle komentarzy, to ja w poprzednich szkołach byłam nauczona zwracać się do nauczycieli "Proszę Pani/Pana" i to mi zostało również teraz, ot przyzwyczajenie, i póki co nie miałam w związku z tym jakiś nieprzyjemności. Są na uczelni wykładowcy, których tytułowałabym profesorami, nawet jeśli nie mają tego stopnia naukowego, bo po prostu naprawdę jestem pod wrażeniem ich wiedzy, tego że przez półtora godziny potrafią omawiać jakieś zagadnienie i nie korzystać z notatek, nie jąkać się i nie mylić. Naprawdę, to u mnie wzbudza szacunek. Ale może jestem tylko niepoprawną optymistką z pierwszego roku;)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: de Wykładowcy o studentach: Nie mają wiedzy, brak ... IP: *.bynqu1.dynamic.dsl.tele.dk 02.12.12, 14:26 Współcześni 18 - 25 latkowie to skończone aspołeczne, samolubne i egocentryczne dziwolągi. Całkiem niedawno zdarzyło mi się z takimi uczestniczyć w kursie językowym. Angielski, proficiency, kurs przygotowujący do egzaminu.Każdy jeden z nich zachowywał się, jakby był sam jeden na sali - zero współpracy, umiejętności odnalezienia się w grupie. Ogromnym problemem była współpraca w grupie w czasie zajęć w trakcie konwersacji - każdy usiłował pracować tylko dla siebie i na siebie, kończyło się tak, że zespołowych zadań nie potrafili wykonać wspólnie, dojśc do konsensusu, wspólnego stanowiska, za to każdy osobno mędrkował, byle inni go słuchali i potakiwali. Poza zajęciami udawali wszyscy, że się nie znają, nie mówili sobie dzień dobry ani do widzenia. Kosmici z gigantycznym ego. Każdemu jednemu wydawało się, że jest pępkiem świata, bo bogaci rodzice zafundowali im kurs w British Council i do tego całą masę drogich gadżetów, którymi bractwo wzajemnej adoracji usiłowało szpanować na zajęciach:iPhony, laptopy Apple, drogie zegarki, ciuchy i okularki RayBany to była reguła na tym kursie. Na lekcje przychodzili nieprzygotowani, bez napisanych esejów, a w dwu przypadkach okazało się, że w LO uczą się z tych samych książek, co na kursie, więc te dwa przypadki nie robiły kompletnie nic, wystarczyło im odczytanie tego co już zrobili w szkole i zabawianie się ze sobą przez resztę czasu. Uczestnictwo w tym kursie oceniam na czas stracony, właśnie z powodu dennej grupy. Nie dało się z nimi dyskutować, rozmawiać, wspólnie pracować nad zadaniami. Mieli bardzo niski poziom umiejętności, za to niezwykle dobre samopoczucie.Nie dziwię się, że takich absolwentów nikt nie chce zatrudniać, oni żyją wyłącznie w swoim matriksie i już dawno stracili kontakt z ziemią. Odpowiedz Link Zgłoś