tigga_11
01.08.06, 10:12
Powoli zaczyna mnie dobijać beznadziejność i amatorszczyzna w komunikacji
miejskiej w Gdańsku.
1. Stan taboru
Codziennie dojeżdżam do pracy tramwajem i chyba nie ma tygodnia żeby nie
wypadł jakiś kurs. Albo stoję 20 min. na przystanku i nic albo pusty tramwaj
majestatycznie nie zatrzymując się na przystanku zjeżdża do zajezdni na
kolejną reanimację.
Co to jest? Rozwój komunikacji miejskiej jest jedyną szansą na sprawne
przemieszczanie się w mieście. Ma być ekonomiczną i czasową alternatywą dla
samochodu. A ja się nie dziwie, że ludzie jeżdżą samochodem, skoro przyjazd
tramwaju jest loterią. Zakład Przewozów Okazjonalnych czy co?
Mieszkałem 4 lata w W-wie i tam jeżdżą jeszcze starsze tramwaje (13N),
ale.... jeżdżą!!! Pomimo ich wieku jakoś tamtejsza komunikacja jest w stanie
utrzymać je na chodzie. A w Gdańsku? Czy tutaj w ogóle się je serwisuje,
przegląda? Sądząc po akcji z nocną reanimacją zawieszeń w Neoplanach po
wypadku na Spacerowej chyba nie...
2. Ceny
Za bilet z Wrzeszcza na Dolne Miasto (12 przystanków) płacę 57 PLN – od
poniedziałku do piątku. I jestem przywiązany jak pies do jednej linii. Jak
chcę podjechać w innym kierunku, wysiąść dalej żeby coś załatwić – kupuj
jednorazówki. Porównanie: W-wa (znacznie większy obszar) bilet miesięczny
kosztuje 66 PLN i można jeździć do woli (cały tydzień), każdą linią w
granicach miasta. W Gdańsku bilet sieciowy kosztuje 132 PLN, czyli 2 RAZY
DROŻEJ.
I czemu się dziwić, że ludzie jeżdżą na gapę, skoro koszt komunikacji jest
tak horrendalny? ZTM w Gdańsku tkwi w myśleniu, że bilet na wszystkie linie
to przywilej, za który trzeba słono płacić, nie przyjmując do wiadomości że
tani bilet na wszystkie linie kupi znacznie więcej osób (krzywa Laffera się
kłania, żelazny punkt programu każdych studiów ekonomicznych).
3. Dostępność biletów.
Warszawa – 1.7 mln mieszkańców, ponad 300 punktów sprzedaży. Zaznaczam, że
funkcjonuje tam bilet elektroniczny i każdy punkt musi mieć do tego terminal,
czyli wymagało to trochę więcej zachodu niż dowiezienie papierowych znaczków.
Bilet można doładować nawet w kiosku, który jest oznaczony z daleka.
Gdańsk – 460 tys. mieszkańców (4x mniej), punktów sprzedaży – 28 punktów (10
x mniej), a to i tak gigantyczny postęp, bo jeszcze parę lat temu takich
punktów było 3 albo 4.
Gdynia – 250 tys. mieszkańców 43 punkty....
Nie tylko zarządzający komunikacją miejską nauczyli się, że czynnikiem czy
ludzie płacą czy nie jest to, czy mogą to zrobić wygodnie. I dlatego dbają o
sieć sprzedaży i inne udogodnienia. W Gdańsku uważa się chyba, że jest to
psia powinność pasażera i utrzymuje się comiesięczne misterium kupowania
znaczka w tasiemcowych kolejkach.
4. Dysproporcje w standardzie.
Ostatnio był ciekawy artykuł o tym, jak to bodajże MAN wystartował w
przetargu na autobusy dla Gdańska i nie patrząc czy wygra zaczął już
produkcję. Przegrał i został na lodzie z autobusami, których nie chciał nikt
kupić, bo... były „na maksa wypasione”, z klimatyzacją a takie autobusy w
Polsce zamawia tylko Gdańsk.
Niby dobrze, tak powinno być, ale.... co z tego, że raz trafiasz na
klimatyzowany autobus a 3 razy na rozklekotanego Ikarusa w niebieskiej
chmurze dymu? To tak jakby na przyjęciu podać wszystkim jedzenie na
plastikowej zastawie a trzem osobom w porcelanie Rosenthala...
W-wa nie zamawia klimatyzacji, rozważa zakup używek żeby przede wszystkim
pozbyć się ikarusów, które ITD zawraca z kursów za stan (ciekawe co by było
jakby skontrolowali stan tych trupów w Gdańsku).
Pamiętam jak w latach 90-tych Gdynia za obligacje kupiła
masę „niskobudżetowych”, „gołych” pseudo-mercedesów (silnik od mercedesa,
buda składana była w Jelczu przez Zasadę) a Gdańsk kupował „oryginalne”,
wypasione merce (te z dwoma drzwiami). Dzisiaj w Gdyni wysokopodłogowymi
ikarusami wozi się tylko kiboli na mecz i podstawia na nocne kursy.
---
Tramwajem na Chełm nie pojadę, bo:
- nie będę miał biletu (pkt. 2)
- będę się bał (pkt. 1), w końcu to z górki.
Wspólny bilet to chyba też zbyt duży wysiłek...
A co was wkurza?