mumio2000
31.08.06, 13:21
Wybrane fragmenty felietonu z portalu www.money.pl:
" (...) Czy sukces ekonomiczno-finansowy, jaki Kraków osiągnął dzięki
rozwojowi turystyki, jest do powtórzenia przez inne miasta w Polsce? Na razie
szanse wydaje się mieć jedynie Wrocław ze względu na swą unikatowa substancję
historyczną w postaci dobrze zachowanej i zrekonstruowanej po wojennych
zniszczeniach dawnej architektury i sztuki. W przeciwieństwie do Gdańska,
którego liczne i wspaniałe zabytki nie ustępują w niczym Wrocławiowi, stolica
Dolnego Śląska po zmroku tętni życiem i gwarem wielu języków, nie tylko
europejskich. Natomiast dawna kolebka Solidarności ze swymi opustoszałymi po
23.00 ulicami i zamkniętymi na głucho knajpami przypomina starą zakurzoną
scenografię do filmu historycznego. Oba miasta, i Wrocław i Gdańsk, posiadają
połączenia lotnicze z Londynem tanimi liniami Ryanair.
Co w takim sprawia, że Gdańsk nie wydaje się miejscem tak kuszącym dla
turystów jak Wrocław? Częściową odpowiedź stanowi stale rozwijająca się sieć
hotelowo-gastronomiczna Wrocławia i last but not least, niezła polityka
włodarzy tego miasta. Ważniejsza jest też opinia, z jaką można spotkać na
temat obu miast u przybyszy, nie tylko cudzoziemców.
Gdańsk ciągle jest kojarzony jako miejsce narodzin słynnego ruchu
związkowego, co mimo próby zdyskontowania mitu Solidarności sprowadzaniem
słynnych niegdyś artystów jak Jean-Michel Jarre czy ostatnio David Gilmour z
Pink Floyd nie dało efektów wymiernych pod względem komercyjnym. Obawiam się,
że aby zwrócić uwagę świata, a w każdym razie Europy na swe miasta, prezydent
Gdańska musiałby zaprosić Rolling Stones czy np. Madonne. Czy światowa
atrakcją może stać się Muzeum Solidarności? Chyba nawet Lech Wałęsa w to nie
wierzy, skoro do tej pory nie wystąpił z inicjatywą promocji swego miasta za
granicą na spotkaniach z menedżerami wielkich biur turystycznych.
Wrocław ma więcej szczęścia od Gdańska, który ze swoją sławną, lecz upadłą
stocznią, robi dość dwuznaczne wrażenie. Zresztą rzecz nie jest tylko w
pieniądzach z inwestycji, których nie ma Gdańsk, a które zawsze miała w
największej ilości Warszawa. Wrocław ma ich więcej dopiero od paru lat. Nie
mniej ważni są ludzie i wytwarzana przez nich atmosfera, która składa się na
ogólną otoczkę miasta, tkwiącą później przez lata we wdzięcznej pamięci
zagranicznych gości.
Wrocław tak jak Kraków nie zamyka swych licznych lokali rozrywkowo -
gastronomicznych o 23.00 w przeciwieństwie do bogatszej Warszawy, która mimo
inwestycyjnego rozmachu pozostaje jedynie miastem pracoholicznych "białych
kołnierzyków" i urzędników, którzy chcieliby otrzymać ich posady.(...)