kalinowski11
09.05.07, 07:03
- W kajutach było po prostu biało od azbestu - opowiada Paweł z Częstochowy,
który na "Rotterdamie" wytrzymał kilka miesięcy. Ściągał azbest ze ścian
szpachlami, a szlifierką kątową wycinał izolowane azbestem rury.
- Obiecywali nam wolnoobrotowe narzędzia. Dostaliśmy szybko obracające się
szlifierki. Gdy tniesz nimi rurę, opiłki przepalają kombinezon i parzą ci ręce
- opowiada Mateusz.
Opiłki spadają na wąż łączący maskę przeciwgazową z filtrem i wypalają w nim
dziury. - Gdy wysiądzie bateria w filtrze, przez dziury zaczniesz zasysać
powietrze z azbestem - opowiadają robotnicy.
Bateria w filtrze po naładowaniu powinna trzymać 10 godzin, ale maski są w
użyciu non stop od grudnia. I jest ich za mało - na 200 pracowników przypada
co najwyżej 120 masek. Pracujący na ranną zmianę przekazują maski tym ze
zmiany popołudniowej. Ci, którzy się przed tym wzbraniają, są karani. -
Nienaładowane baterie działają jeszcze góra dwie godziny. Nie wszyscy
zauważają, że coś jest nie tak, i pracują dalej. Kończy się to omdleniami i
krwotokami - opowiada Mateusz.
Był okres, że trzy czwarte masek było niesprawnych, a o nowe nie można się
było doprosić. Magazynierzy starali się naprawiać maski, wymieniać węże, ale
ze słabym efektem. - Naprawiana maska po kilku godzinach i tak nie nadaje się
do użytku - mówią Polacy.
Biały pył wydostaje się też przez dziury w ścianach i nieszczelne kontenery. -
Przepisy każą pakować azbest w podwójne worki, potem wkładać je do kontenerów,
a kontenery foliować. Nikt tego nie robi - mówi Paweł.
Nie dostają też rękawic ochronnych, tylko zwykłe szmaciane. - Po kilku
godzinach można je wyrzucić, bo są tak dziurawe. Ale u nas pracuje się przez
tydzień, a swoje rękawice dajesz ludziom z drugiej zmiany - opowiada Jerzy z
Bielska.
źródło: wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,4116528.html
Fajnie prawda ? Pozdrawiam.