Dodaj do ulubionych

dr Elefant

IP: 213.77.9.* 21.12.01, 08:38
O drze Elefancie pisał niegdyś Magazyn GW. Na 2 lub 3 stronie były zdjęcia
różnych ciekawych ludzi, z krótkimi notkami o ich życiu lub planach. Pamiętam,
że wtedy napisano o drze Elefancie i jego planach rozwoju Kliniki i zakupu
helikoptera. Pewnie ew. "darowizny" były na helikopter...
Obserwuj wątek
    • Gość: Marek Re: dr Elefant IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl 21.12.01, 11:45
      Wielu gosci w bialych kitlach to skurwiele. Kilka lat temu jako student mialem
      zachorowalem na zapalenie jelita grubego. W trakcie leczenia, przychodnia
      studencka skierowala mnie do Akademii. Byl sierpien, w rejestracji powiedzieli
      mi, ze najwczesniej moga mnie zapisac na grudzien. Ale zasugerowano, ze moge
      sprobowac porozmawiac z doktorem i aby mnie przyjal po wszystkich pacjentach.
      Pan doktor sie spoznil (jak zwykle ?), ale do gabinetu wpuscil najpierw swojego
      znajomego z synem (poza kolejka). Po krotkiej rozmowie za zamknietymi drzwiami
      syn zajal miejsce na koncu kolejki (bez rejestracji). Widzac, ze jest to
      mozliwe co chce uzyskac wszedlem za zgoda kolejki pacjentow na minute aby
      poprosic o to samo. Przedstawilem co mi dolega dlaczego tu jestem. pan doktor
      szorstko powiedzial "nie". Zaczalem mu tlumaczyc jeszcze raz, powolujac sie na
      przyklad znajomego - wowczas sie wkurzyl i wydarl na mnie. Wyszedlem z gabinetu
      trzaskajac drzwiami. Dopiero pozniej uswiadomiono mnie - biednego studenta, ze
      byl to skutek tego, uz nie mialem nic, aby "dac mu w lape". Byl to bodajze 1994
      rok. Jesli ten skurwiel jeszcze pracuje (niestety nie pamietam nazwiska) to
      prosze przekazac mu zyczenia udlawienia sie tym wszystkim co wyludzil od
      pacjentow. NIGDY NIE DALEM LEKARZOWI LAPOWKI I NIGDY NIE DAM. Ale ja jestem w
      tej komfortowej sytuacji, ze teraz dobrze zarabiam i stac mnie na prywatne
      leczenie. I prosze mi nie mowic, ze to odosobniony przypadek - moja ciotka jest
      lekarka i co nieco czasem opowiada...
    • Gość: jaro Re: dr Elefant IP: *.pppool.de 30.12.01, 19:46
      Czytal juz ktos "Mercedesa b."?
      Czy warto?
    • Gość: jaro Re: dr Elefant IP: *.pppool.de 30.12.01, 19:48
      Gość portalu: makar napisał(a):

      Czy "makar" to moze od Makarewicz ;-)
    • Gość: Zoppoter Re: dr Elefant IP: *.gdynia.scansped.pl 31.12.01, 09:30
      Był na początku lat 90-ych (wtedy też miał sie zdarzyć przypadek z książki Pawła Huelle) znakomity neurochirurg
      (w książce dr Elefant mistrzowsko wycinał tetniaki mózgu...) na Akademii Medycznej, który za operacje brał
      wielkie pieniądze, a którego nazwisko jest niejako tłumaczeniem na polski słowa "Elefant"... Zapewne nadal tam
      pracuje...
      • Gość: jaro Re: dr Elefant IP: 134.147.154.* 31.12.01, 19:26
        Gość portalu: Zoppoter napisał(a):

        > Był na początku lat 90-ych (wtedy też miał sie zdarzyć przypadek z książki Pawł
        > a Huelle) znakomity neurochirurg
        > (w książce dr Elefant mistrzowsko wycinał tetniaki mózgu...) na Akademii Medycz
        > nej, który za operacje brał
        > wielkie pieniądze, a którego nazwisko jest niejako tłumaczeniem na polski słowa
        > "Elefant"... Zapewne nadal tam
        > pracuje...

        A jak sama ksiazka?
        Warto po nia siegnac?
        Bo tak jak jestem ciagle pod wrazeniem "Weissera", tak cala reszta mnie
        rozczarowala :(
        • Gość: Zoppoter Trudne pytanie... IP: *.gdynia.scansped.pl 02.01.02, 08:21
          ZNIe wiem, jaka książka dla Ciebie jest dobra i warta przeczytania a jaka nie jest. NIe porównam też
          jej do Weissera, bo Weissera... nie czytałem.
          Do Grassa to nie jest podobne, poza tym męczy mnie maniera Pawła Huelle'go rozciągania zdania
          na całą stronę, czego przykład jest od razu na początku: "kiedy [coś-tam] i kiedy [cos-tam], więc kiedy
          [coś-tam] a [coś-tam], no więc kiedy wreszcie [cos-tam]..." I ta k na całą stronę, bardzo często pan
          Huelle powtarza tę figurę, ja w każdym razie chyba za słaby jestem do litaratury, bo juz w połowie
          takiego zdania musze wracać do początku, żeby sprawdzic o co w ogóle chodzi...
          • Gość: jaro Re: Trudne pytanie... IP: *.pppool.de 02.01.02, 18:57
            Gość portalu: Zoppoter napisał(a):

            > ZNIe wiem, jaka książka dla Ciebie jest dobra i warta przeczytania a jaka nie
            > jest.

            Chodzi mi o spontaniczne subiektywne odczucie bez bawienia sie w uzasadnienia...
            Ale z Twojej wypowiedzi przebija miedzy wierszami raczej sceptycyzm, czyz nie?
            • zoppoter Re: Trudne pytanie... 03.01.02, 12:36
              No w każdym razie nie zarywałem nocy z wypiekami na miejscu, gdzie ludzie mają twarz z powodu tej
              ksiązki.
          • petelka Re: Trudne pytanie... 03.01.02, 13:01
            Gość portalu: Zoppoter napisał(a):

            > ZNIe wiem, jaka książka dla Ciebie jest dobra i warta przeczytania a jaka nie
            > jest. NIe porównam też
            > jej do Weissera, bo Weissera... nie czytałem.
            Przepraszam za niedyskretne pytanie: czy Weissera nie czytałeś z założenia czy
            przypadkiem?
            Pozdrowienia:)

            • zoppoter Re: Trudne pytanie... 03.01.02, 15:13
              Przypadkiem.
              A dlaczego z założenia miałbym nie czytać? Czytałem artykuł na temat tej ksiązki i jej odniesień do
              rzeczywistosci w "30 Dniach" i nie zauważyłem tam niczego, co miałoby spowodować, że z zasady
              zrezygnowałbym z czytania. Ale takie omówienie oczywiscie nie może być pełne.
              To co tam takiego jest?
              • petelka Re: Trudne pytanie... 04.01.02, 09:16
                zoppoter napisał(a):

                > Przypadkiem.
                > A dlaczego z założenia miałbym nie czytać? Czytałem artykuł na temat tej ksiązk
                > i i jej odniesień do
                > rzeczywistosci w "30 Dniach" i nie zauważyłem tam niczego, co miałoby spowodowa
                > ć, że z zasady
                > zrezygnowałbym z czytania. Ale takie omówienie oczywiscie nie może być pełne.
                > To co tam takiego jest?
                Zapytałam się bo:
                1. z Twojej wczesniejszej wypowiedzi wyniklo mi, że Grassa czytałeś, a Weisser
                jest bardzo "grassowski" - b. podobny klimat i styl,
                (Na marginesie: czy szedłeś kiedyś starym nasypem kolejki, gdzieś tak od
                zerwanych mostów przy ul. Slowackiego w Gdańsku? Bo ostatnio mój przyjaciel
                stwierdził, że "Weissera" to właśnie tam najlepiej byłoby czytać).
                2. trzy najsłynniejsze "gdańskie" powieści ("Blaszny bębenek" G. Grassa, "Weisser
                Dawidek" P. Huelle i "Hanneman" St. Chwina) to akurat te książki, które czytałam
                z zapartym tchem, nie spiąc, nie jedząc, a nawet do łazienki idąc z książką w
                reku. A wiesz jak to jest jak coś ci się podoba - tak w glębi duszy uważasz, że
                innym to też się powinno podobać.
                Byłam więc ciekawa dlaczego nie znasz "Weissera"
                Pozdrowienia:)

                • zoppoter Re: Trudne pytanie... 04.01.02, 09:34

                  > 1. z Twojej wczesniejszej wypowiedzi wyniklo mi, że Grassa czytałeś, a Weisser
                  > jest bardzo "grassowski" - b. podobny klimat i styl,

                  Tak, wiem. po prostu jeszcze jakos mi się nie złożyło. Brak mi czasu na książki, i to bynajmniej nie z
                  powodu telewizji...

                  > (Na marginesie: czy szedłeś kiedyś starym nasypem kolejki, gdzieś tak od
                  > zerwanych mostów przy ul. Slowackiego w Gdańsku? Bo ostatnio mój przyjaciel
                  > stwierdził, że "Weissera" to właśnie tam najlepiej byłoby czytać).

                  Stare (i nie tylko) koleje to jedna z rzeczy, na którą mam zawsze czas. Znam fragmenty tego nasypu,
                  podobnie jak wielu innych kolejowych miejsc, klimatów, historii....

                  > 2. trzy najsłynniejsze "gdańskie" powieści ("Blaszny bębenek" G. Grassa, "Weiss
                  > er
                  > Dawidek" P. Huelle i "Hanneman" St. Chwina) to akurat te książki, które czytała
                  > m
                  > z zapartym tchem, nie spiąc, nie jedząc, a nawet do łazienki idąc z książką w
                  > reku. A wiesz jak to jest jak coś ci się podoba - tak w glębi duszy uważasz, że
                  >
                  > innym to też się powinno podobać.
                  > Byłam więc ciekawa dlaczego nie znasz "Weissera"

                  Cos mi się zdaje, że go poznam....



                  • petelka Re: Trudne pytanie... 04.01.02, 12:33
                    zoppoter napisał(a):
                    >
                    > Stare (i nie tylko) koleje to jedna z rzeczy, na którą mam zawsze czas. Znam fr
                    > agmenty tego nasypu,
                    > podobnie jak wielu innych kolejowych miejsc, klimatów, historii....
                    ...a wiesz, że własnie w tym (pardon - już ubiegłym roku) zrobiliśmy sobie taki 2-
                    etapowy wypad szlakiem starych torów kolejowych. Pierwszy odcinek to było od
                    zerwanych mostów przy Słowackiego do Leźna, drugi - od starego mostu w Rutkach
                    też do Leźna. No te stare kratownicowe mosty w Rutkach i między Rutkami a Leźnem
                    są fantastyczne. A wogóle miejscami to się czujesz tak jakby historia się
                    cofnęła..

                    • zoppoter Ech, stare czasy.... 07.01.02, 13:32

                      > ...a wiesz, że własnie w tym (pardon - już ubiegłym roku) zrobiliśmy sobie taki
                      > 2-

                      MY, to znaczy Ty i kto...? Jesli to nie tajemnica.

                      > etapowy wypad szlakiem starych torów kolejowych. Pierwszy odcinek to było od
                      > zerwanych mostów przy Słowackiego do Leźna, drugi - od starego mostu w Rutkach
                      > też do Leźna. No te stare kratownicowe mosty w Rutkach i między Rutkami a Leźne
                      > m
                      > są fantastyczne. A wogóle miejscami to się czujesz tak jakby historia się
                      > cofnęła..

                      Wiem o czym mówisz... Czasem zanudzam moją biedną żonę wycieczkami w stronę starych obiektów
                      kolejowych w okolicach, gdzie akurat sobie wakacjujemy. Koleje to ona uważa za moje dziwactwo, ale
                      stara architektura kolejowa to i jej się podoba.
                      >

                      • petelka Re: Ech, stare czasy.... 18.01.02, 11:21
                        zoppoter napisał(a):

                        >
                        > > ...a wiesz, że własnie w tym (pardon - już ubiegłym roku) zrobiliśmy sobie
                        > taki
                        > > 2-
                        >
                        > MY, to znaczy Ty i kto...? Jesli to nie tajemnica.

                        MY = ja + mąż. Bardzo lubimy wędrówki i jak tylko spłyną śniegi zaczynamy
                        planować nowe wypady. Najchętniej tam, gzdie nas jeszce nie było. Ponieważ nie
                        mamy samochodu, musimy zadawalać się autobusami, pociągami ewentualnie ..
                        własnymi nogami.
                        >
                        > > etapowy wypad szlakiem starych torów kolejowych. Pierwszy odcinek to było
                        > od
                        > > zerwanych mostów przy Słowackiego do Leźna, drugi - od starego mostu w Rut
                        > kach
                        > > też do Leźna. No te stare kratownicowe mosty w Rutkach i między Rutkami a
                        > Leźne
                        > > m
                        > > są fantastyczne. A wogóle miejscami to się czujesz tak jakby historia się
                        > > cofnęła..
                        >
                        > Wiem o czym mówisz... Czasem zanudzam moją biedną żonę wycieczkami w stronę sta
                        > rych obiektów
                        > kolejowych w okolicach, gdzie akurat sobie wakacjujemy. Koleje to ona uważa za
                        > moje dziwactwo, ale
                        > stara architektura kolejowa to i jej się podoba.

                        Mąż dla odmiany zanudza mnie wszelkimi starociami. W zakresie architektury mi to
                        nie przeszkadza (wręcz przeciwnie) a gdy zachwyca się np. starą szyną z któregoś
                        tam roku czy też znalezionym zardzewiałym fragmentem jakiegoś starego motoru to
                        ja podziwiam sobie kwiatki albo poprostu odpoczywam. A starą architekturę
                        kolejową bardzo lubię - szczególnie te stare stacyjki kolejowe zagubione gdzieś w
                        lesie. Marzyło mi się kiedyś, żeby zrobić album fotograficzny takich stacyjek
                        (nawet jeżeli tylko na swój własny użytek).
                        Pozdrowienia:)
                        > >
                        >

                        • zoppoter Re: Ech, stare czasy.... 18.01.02, 13:25

                          > MY = ja + mąż. Bardzo lubimy wędrówki i jak tylko spłyną śniegi zaczynamy
                          > planować nowe wypady. Najchętniej tam, gzdie nas jeszce nie było. Ponieważ nie
                          > mamy samochodu, musimy zadawalać się autobusami, pociągami ewentualnie ..
                          > własnymi nogami.

                          Może to i dobry pomysł, pozbyc sie samochodu. Może wtedy zrealizowalibyśmy w końcu kilka naszych
                          planów turystyczno-wycieczkowych, do tej pory odkładanych z lenistwa (...eee, mamy samochód, zawsze
                          możemy pojechać...) Tylko, że ja kocham samochody....


                          >
                          > Mąż dla odmiany zanudza mnie wszelkimi starociami. W zakresie architektury mi t
                          > o
                          > nie przeszkadza (wręcz przeciwnie) a gdy zachwyca się np. starą szyną z którego
                          > ś
                          > tam roku czy też znalezionym zardzewiałym fragmentem jakiegoś starego motoru to
                          >
                          > ja podziwiam sobie kwiatki albo poprostu odpoczywam.

                          A nie znalazł gdzieś przypadkiem reflektorów od Simki Aronde rocznik 1963, albo cylinderków
                          hamulcowych...? Żartowałem...

                          > A starą architekturę
                          > kolejową bardzo lubię - szczególnie te stare stacyjki kolejowe zagubione gdzieś
                          > w
                          > lesie. Marzyło mi się kiedyś, żeby zrobić album fotograficzny takich stacyjek
                          > (nawet jeżeli tylko na swój własny użytek).
                          > Pozdrowienia:)

                          Może by i ktos to wydał. Tematyka kolejowa zdobywa sobie powoli popularność.

                          • petelka Re: Ech, stare czasy.... 18.01.02, 13:47
                            zoppoter napisał(a):

                            > Może to i dobry pomysł, pozbyc sie samochodu. Może wtedy zrealizowalibyśmy w ko
                            > ńcu kilka naszych
                            > planów turystyczno-wycieczkowych, do tej pory odkładanych z lenistwa (...eee, m
                            > amy samochód, zawsze
                            > możemy pojechać...) Tylko, że ja kocham samochody....

                            Na pewno samochód jest znacznie wygodniejszy: jedziesz gdzie i kiedy chcesz (no
                            chyba że stoisz w korku). Gdyby jeszcze ta komunikacja publiczna była trochę
                            lepsza. Ile planów musielismy zmienić, bo akurat w wypatrzone miejsce nie ma jak
                            dojechać. Ale paradoksalnie czasami dzieki temu odkrywamy nowe, ciekawe miejsca.
                            A lokalnymi pociągami, szczególnie tymi typu SKM czy NRD-owskie "piętrusie",
                            gdzie wygodnie można przewieźć rowery, to lubię jeździć.
                            >
                            > A nie znalazł gdzieś przypadkiem reflektorów od Simki Aronde rocznik 1963, albo
                            > cylinderków
                            > hamulcowych...? Żartowałem...

                            Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby przypadkiem okazało się, że coś takiego albo
                            podobnego to ma albo wie o koledze, który może to mieć:)))

                            > Może by i ktos to wydał. Tematyka kolejowa zdobywa sobie powoli popularność.
                            >
                            A byłeś na stronie poświęconej kolei/turystyce drezynowej? (niestety nie mogę w
                            tej chwili znaleźć ich adresu).
                            Pozdrowienia

                            • zoppoter Re: Ech, stare czasy.... 18.01.02, 13:58
                              petelka napisał(a):

                              > zoppoter napisał(a):
                              >
                              > > Może to i dobry pomysł, pozbyc sie samochodu. Może wtedy zrealizowalibyśmy
                              > w ko
                              > > ńcu kilka naszych
                              > > planów turystyczno-wycieczkowych, do tej pory odkładanych z lenistwa (...e
                              > ee, m
                              > > amy samochód, zawsze
                              > > możemy pojechać...) Tylko, że ja kocham samochody....
                              >
                              > Na pewno samochód jest znacznie wygodniejszy: jedziesz gdzie i kiedy chcesz (no
                              >
                              > chyba że stoisz w korku). Gdyby jeszcze ta komunikacja publiczna była trochę
                              > lepsza. Ile planów musielismy zmienić, bo akurat w wypatrzone miejsce nie ma ja
                              > k
                              > dojechać. Ale paradoksalnie czasami dzieki temu odkrywamy nowe, ciekawe miejsca
                              > .
                              > A lokalnymi pociągami, szczególnie tymi typu SKM czy NRD-owskie "piętrusie",
                              > gdzie wygodnie można przewieźć rowery, to lubię jeździć.

                              Mielismy z żonką zaplanowana podróż do Szczecina, pociągami przez Chojnice, Szczecinek, Drawsko, w
                              jedną stronę cały dzień, ale za to ile do oglądania! Tylko, że dziecko nam się urodziło, trzeba to hbedzie
                              chyba przełożyć. Mam nadzieję, że w międzyczasie nie zlikwidują tych linii...

                              > >
                              > > A nie znalazł gdzieś przypadkiem reflektorów od Simki Aronde rocznik 1963,
                              > albo
                              > > cylinderków
                              > > hamulcowych...? Żartowałem...
                              >
                              > Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby przypadkiem okazało się, że coś takiego albo
                              > podobnego to ma albo wie o koledze, który może to mieć:)))
                              >
                              > > Może by i ktos to wydał. Tematyka kolejowa zdobywa sobie powoli popularnoś
                              > ć.
                              > >
                              > A byłeś na stronie poświęconej kolei/turystyce drezynowej? (niestety nie mogę w
                              >
                              > tej chwili znaleźć ich adresu).
                              > Pozdrowienia
                              >
                              Chyba nie byłem.

                              • petelka Re: Ech, stare czasy.... 18.01.02, 14:04
                                Już Ci podaję
                                hell.org.pl/~kolejarz/drezyny.com/
                                Pozdrowienia


                              • petelka Re: Ech, stare czasy.... 18.01.02, 14:14
                                zoppoter napisał(a):

                                > Mielismy z żonką zaplanowana podróż do Szczecina, pociągami przez Chojnice, Szc
                                > zecinek, Drawsko, w
                                > jedną stronę cały dzień, ale za to ile do oglądania! Tylko, że dziecko nam się
                                > urodziło, trzeba to hbedzie
                                > chyba przełożyć. Mam nadzieję, że w międzyczasie nie zlikwidują tych linii...

                                > Chyba jest to połączenie, którym jechaliśmy do Czaplinka. Przygoda była niezła,
                                bo po drodze 3 przesiadki (w Gdańsku Głownym, w Tczewie i w Chojnicach), czas na
                                1 przesiadkę ok. 3 minuty a my z rowerami, objuczeni jak osiołki. Ale wszystko
                                zagrało jak w szwajcarskim zegarku a od Chojnic począwszy widoki aż dech zapiera.
                                Mam nadzieję, że zostawią tę linię przynajmniej do czasu aż Wasza córeczka
                                podrosnie trochę:)))
                                • zoppoter Re: Ech, stare czasy.... 18.01.02, 15:58

                                  > > Chyba jest to połączenie, którym jechaliśmy do Czaplinka. Przygoda była ni
                                  > ezła,
                                  > bo po drodze 3 przesiadki (w Gdańsku Głownym, w Tczewie i w Chojnicach), czas n
                                  > a
                                  > 1 przesiadkę ok. 3 minuty a my z rowerami, objuczeni jak osiołki. Ale wszystko
                                  > zagrało jak w szwajcarskim zegarku a od Chojnic począwszy widoki aż dech zapier
                                  > a.
                                  > Mam nadzieję, że zostawią tę linię przynajmniej do czasu aż Wasza córeczka
                                  > podrosnie trochę:)))

                                  Bym ich chyba wymordował krwawo. A teraz jest nawet jeden bezpośredni pociąg z Gdyni do Szczecinka.
                                  Rowery raz włozysz i raz wyjmujesz. Z tym, że do Czaplinka jednak trzeba się przesiąść... na rowery (!).
                                  • Gość: Marcin Re: Ech, stare czasy.... IP: *.gdansk.sdi.tpnet.pl 23.01.02, 13:10
                                    Była kiedyś taka konferencja rowerowa w NOT, w Gdańsku, na temat Europejskiej
                                    Sieci Rowerowej. Podawano fantastyczne przykłady adoptowania starych dróg
                                    kolejowych, gdzie nie ma już torów, na drogi dla rowerów. Był nawet projekt
                                    inwestowania w stare budynki stacji w celu utworzenia w nich schronisk dla
                                    podróżujących rowerzystów. Gdyby była to cała sieć, to pomysł jest wart zachodu.
                                    • petelka Re: Ech, stare czasy.... 23.01.02, 14:13
                                      Gość portalu: Marcin napisał(a):

                                      > Była kiedyś taka konferencja rowerowa w NOT, w Gdańsku, na temat Europejskiej
                                      > Sieci Rowerowej. Podawano fantastyczne przykłady adoptowania starych dróg
                                      > kolejowych, gdzie nie ma już torów, na drogi dla rowerów. Był nawet projekt
                                      > inwestowania w stare budynki stacji w celu utworzenia w nich schronisk dla
                                      > podróżujących rowerzystów. Gdyby była to cała sieć, to pomysł jest wart zachodu
                                      > .

                                      Nawet jeżeli będą to fragmenty to i tak warto. Jechałam taką drogą rowerową
                                      utworzoną na starym nasypie kolejowym i było naprawdę fantastycznie. Droga
                                      wygodna, las dookoła, miejsca na postój itp.

      • lucy_z Re: dr Elefant 03.01.02, 17:28
        Gość portalu: Zoppoter napisał(a):

        > Był na początku lat 90-ych (wtedy też miał sie zdarzyć przypadek z książki Pawł
        > a Huelle) znakomity neurochirurg
        > (w książce dr Elefant mistrzowsko wycinał tetniaki mózgu...) na Akademii Medycz
        > nej, który za operacje brał
        > wielkie pieniądze, a którego nazwisko jest niejako tłumaczeniem na polski słowa
        > "Elefant"... Zapewne nadal tam
        > pracuje...

        Właśnie w Teleekspersie dzisiaj o tym mówili a Huelle mówi, że mu grożą
        telefonicznie.
        • Gość: koprofag Re: dr Elefant IP: 213.17.197.* 04.01.02, 09:06
          nie "zapewne nadal tam pracuje" tylko na pewno
          facet jest wzietym neurochirurgiem
          ale jest tez druga strona medalu
          facet bierze bo ludzie daja - tylko po to zeby operowal ich "autorytet"
          lapownictwo wsrod lekarzy jest oczywiscie godne potepienia ale trzeba tez
          wykorzenic kretynski zwyczaj chodzenia do lekarza z butelka i koperta
          dlaczego swego czasu strajkowali anestozjolodzy?
          bo nie mieli dostepu do tzw. wyrazow wdziecznosci
          forse wezmie przeciez ordynator (za lozko), lekarz prowadzacy operacje
          (zwyczajowo) a gdzie anastezjolog? Dla niego juz nie ma

          Dlatego wydaje mi sie ze sprawa szybko ucichnie. Pamietajcie ze w Polsce karze
          sie tych co biora i tych co daja. Kto bedzie wiec ryzykowal?
          • zoppoter Re: dr Elefant 04.01.02, 09:28
            Gość portalu: koprofag napisał(a):

            > nie "zapewne nadal tam pracuje" tylko na pewno
            > facet jest wzietym neurochirurgiem
            > ale jest tez druga strona medalu
            > facet bierze bo ludzie daja - tylko po to zeby operowal ich "autorytet"
            > lapownictwo wsrod lekarzy jest oczywiscie godne potepienia ale trzeba tez
            > wykorzenic kretynski zwyczaj chodzenia do lekarza z butelka i koperta

            Absolutna prawda. Tylko, że o ile jest to oczywiste (choc nie dla większości Polaków) we wszystkich
            innych dziedzinach życia, to w przypadku, gdy umiera komuś ojciec, mąż, to ten ktoś się nie zastanawia
            nad zjawiskiem korupcji, tylko płaci. Bo prawdą było (i jest), że gdyby wspomniany przeze mnie
            neurochirurg nie dostał pieniędzy, to mój ojciec nie miałby usuniętego raka mózgu, nie doczekałby się
            bowiem operacji zrobioneuj przez kogokolwiek z braku miejsc i zmarłby rok wcześniej, niż rzeczywiście
            zmarł.
            Pozostaje pytanie na ile prawdziwe są przedstawione przez Huelle'go oskarżenia, że ów Elefant odmawia
            ratowania życia (i to dzieci) bez wcześniejszej wpłaty.


            >
            > Dlatego wydaje mi sie ze sprawa szybko ucichnie. Pamietajcie ze w Polsce karze
            > sie tych co biora i tych co daja. Kto bedzie wiec ryzykowal?

            Już ucicha. Wczoraj widziałem w telewizorze rektora Akademii, który z rozbrajającą szczerością (?)
            powiedział, że każdy może być Elefantem, że może byc dużo Elefantów... Czyli już wiadomo, że Elefanta
            nikt nie bedzie szukał, ani mu niczego nie udowadniał.
            • petelka Re: dr Elefant 04.01.02, 13:23
              zoppoter napisał(a):

              > Absolutna prawda. Tylko, że o ile jest to oczywiste (choc nie dla większości Po
              > laków) we wszystkich
              > innych dziedzinach życia, to w przypadku, gdy umiera komuś ojciec, mąż, to ten
              > ktoś się nie zastanawia
              > nad zjawiskiem korupcji, tylko płaci. Bo prawdą było (i jest), że gdyby wspomni
              > any przeze mnie
              > neurochirurg nie dostał pieniędzy, to mój ojciec nie miałby usuniętego raka móz
              > gu, nie doczekałby się
              > bowiem operacji zrobioneuj przez kogokolwiek z braku miejsc i zmarłby rok wcześ
              > niej, niż rzeczywiście
              > zmarł.

              Zgadzam się całkowicie. Dopóki nasze lecznictwo nie zacznie działać na zdrowych
              zasadach to ludzie będą płacić, bo dla ratowania życia najblizszych zrobi się
              wszystko. Ja i moi bliscy mielismy jak do tej pory szczęście do trochę
              przyzwoitszych lekarzy, ale też nie obyło się beż drobnych suvenirków, aby
              przyśpieszyć termin operacji czy przyjęcie do szpitala.

              > Pozostaje pytanie na ile prawdziwe są przedstawione przez Huelle'go oskarżenia,
              > że ów Elefant odmawia
              > ratowania życia (i to dzieci) bez wcześniejszej wpłaty.

              Tydzień czy dwa tygodnie temu Dziennik Bałtycki opublikował artykuł na ten temat
              ze wspomnieniami (oczywiście anonimowymi) pacjentów. Najbardziej poruszyła mnie
              historia pewnej staruszki którą nikt się nie zajmował, ponieważ nie miała
              pieniędzy aby podpłacić. Dopiero pacjentki leżące na tej samej sali złożyły się i
              w ten sposób staruszka znalazła się na sali opercyjnej. Jeżeli to faktycznie
              prawda, to włosy się jeżą na głowie..


              • lucy_z Re: dr Elefant 04.01.02, 13:41
                petelka napisał(a):


                Ja i moi bliscy mielismy jak do tej pory szczęście do trochę
                > przyzwoitszych lekarzy, ale też nie obyło się beż drobnych suvenirków, aby
                > przyśpieszyć termin operacji czy przyjęcie do szpitala.
                >
                Ja mam tylko dobre zdanie o służbie zdrowia w Gdańsku i zgrzeszyła bym, gdybym
                coś złego napisała. Trzy osoby najbliższe z mojej rodziny ciężko chorowały i
                nigdy nie spotkałam się z próbą wyciągnięcia pieniędzy czy uzależnienia od tego
                operacji i leczenia. Było to niedawno i spotkałam się z wielką troskliwością i
                życzliwością ze strony lekarzy. Jedną z tych osób była moja mama, staruszka.
                Nie wiem, może tak trafili Ci moi najbliżsi szczęśliwie ???????
                • petelka Re: dr Elefant 04.01.02, 13:59
                  Hej Lucy! Tak jak pisałam ja i moi też mieliśmy szczęście i osobiście nie mogę
                  zbytnio narzekać. No ale nie się co czarować, że te naprawdę drobne suvenirki
                  jednak trochę przyśpieszyły sprawę.
                  • Gość: lucy_z Re: dr Elefant IP: 192.168.0.* 04.01.02, 14:10
                    petelka napisał(a):

                    > Hej Lucy! Tak jak pisałam ja i moi też mieliśmy szczęście i osobiście nie mogę
                    > zbytnio narzekać. No ale nie się co czarować, że te naprawdę drobne suvenirki
                    > jednak trochę przyśpieszyły sprawę.

                    Być może Petelko, być może....... I tu u siebie miałam mamę, gdzie też się
                    mówiło, że..i ho, ho, ile to trzeba...... a nim się zorientowałam, już decyzja
                    zapadła, była tu też operowana bez mojej interwencji i wszystko było bardzo
                    dobrze. I jak ci lekarze się cieszyli autentycznie, była w grupie ryzyka, bo
                    rozrusznik, wiek, cukrzyca i jeszcze inne licha;) Ja chyba mam wielkie
                    szczęście:))))
                    • Gość: koprofag Re: dr Elefant IP: 213.17.197.* 04.01.02, 15:48
                      albo masz szczescie albo jestes po prostu dobrym czlowiekiem
                      • Gość: lucy_z Re: dr Elefant IP: 192.168.0.* 04.01.02, 16:20
                        Gość portalu: koprofag napisał(a):

                        > albo masz szczescie albo jestes po prostu dobrym czlowiekiem

                        Kaprofag, to raczej szczęście...........:)
                        Masz rację, że gdyby ludzie nie wciskali na siłę...
                        Koleżanka z pracy, jak lekarz nie przyjął, hm łapówki, to odnalazła jego adres i
                        przez zaskoczenie w domu mu zostawiła ....
                        • zoppoter o właśnie 07.01.02, 13:26

                          > Masz rację, że gdyby ludzie nie wciskali na siłę...
                          > Koleżanka z pracy, jak lekarz nie przyjął, hm łapówki, to odnalazła jego adres
                          > i
                          > przez zaskoczenie w domu mu zostawiła ....

                          I to jest podstawowy problem w Polsce. Rozmaici urzędole, lekarze znacznie mniej by brali, gdyby nie
                          dostawali bez wcześniejszego żądania...
                          • petelka Re: o właśnie 07.01.02, 13:43
                            zoppoter napisał(a):

                            >
                            > > Masz rację, że gdyby ludzie nie wciskali na siłę...
                            > > Koleżanka z pracy, jak lekarz nie przyjął, hm łapówki, to odnalazła jego a
                            > dres
                            > > i
                            > > przez zaskoczenie w domu mu zostawiła ....
                            >
                            > I to jest podstawowy problem w Polsce. Rozmaici urzędole, lekarze znacznie mnie
                            > j by brali, gdyby nie
                            > dostawali bez wcześniejszego żądania...
                            No cóż.. Parę lat temu ojcec zachorował na typowo męską przypadłość. Nasilenie
                            choroby nastąpiło jak dobrze pamietam w lipcu. Załozono mu więc cewnik i
                            wyznaczono termin operacji na marzec następnego roku. Ponieważ wyjątkowo źle
                            znosił to dodatkowe urządzenie, obiecaliśmy lekarzowi (zresztą bardzo
                            sympatycznemu czlowiekowi i dobremu fachowcowi) pewien drobny prezent w zamian za
                            przyspieszenie terminu operacji. Operacja odbyła się gdzieś na jesieni..
                            No cóż.. można było nie dawać (przecież nie żądał od nas) i czekać na wyznaczony
                            termin.. Tylko że starszy człowiek męczyłby się jeszcze przez parę miesięcy i kto
                            wie czy przez te parę miesięcy nowotwór łagodny nie zamieniłby się w zlośliwy..

                            • zoppoter Aj, nie o to chodzi... 07.01.02, 14:17
                              Ja pisałem też o tym, ze gdy trzeba ratowac zdrowie to inne sprawy są na drugim planie.
                              Mnie chodzi o powszechne zjawisko płacenia łapówek za wykonanie czynności należących do
                              obowiązków opłacanej osoby, które owa osoba i tak wykonałaby bez łapówki. To właśnie owe
                              odnajdywanie lekarza w domu jest tego przykładem. To zjawisko z racji zawodu miałem też okazję
                              obserwowac jako masowe w urzędzie celnym...
      • Gość: ST Re: dr Elefant IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 18.01.02, 09:53
        Gość portalu: Zoppoter napisał(a):

        > Był na początku lat 90-ych (wtedy też miał sie zdarzyć przypadek z książki Pawł
        > a Huelle) znakomity neurochirurg
        > (w książce dr Elefant mistrzowsko wycinał tetniaki mózgu...) na Akademii Medycz
        > nej, który za operacje brał
        > wielkie pieniądze, a którego nazwisko jest niejako tłumaczeniem na polski słowa
        > "Elefant"... Zapewne nadal tam
        > pracuje...

        Ja chyba znam faceta , piłem z nim kiedyś piwo , jeździł czarną BWM i chwalił się
        że operuje na Ukrainie za prawdziwe pieniądze , nazwisko jest spolszczeniem słowa
        Elefant
    • Gość: smok Re: dr Elefant IP: *.gdansk.cvx.ppp.tpnet.pl 13.01.02, 19:44
      Słoniewski to zwykły złamas kutany i dobrze, że się zrobił ten szum wokół
      niego. Inaczej nikt by mu się do dupy nie dobrał. Chociaż i tak się pewnie nie
      dobierze. A tak przynajmniej może branie się skończy lub chociaż ograniczy.
      • Gość: lucy_z Re: Jaro!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: 192.168.0.* 23.01.02, 17:45

        Pytałeś w poscie wyżej o książkę -Mercedes-benz. Właśnie dzisiaj kupiłam i
        zaczęłam czytać. Dobrze się zapowiada. Już się strasznie śmiałam na
        początku....:)))
        • Gość: jaro Re: Jaro!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.pppool.de 23.01.02, 21:32
          Gość portalu: lucy_z napisał(a):

          >
          > Pytałeś w poscie wyżej o książkę -Mercedes-benz. Właśnie dzisiaj kupiłam i
          > zaczęłam czytać. Dobrze się zapowiada. Już się strasznie śmiałam na
          > początku....:)))

          To znaczy, że wziął śmiesznie mało (???)
          • petelka Re: Mercedes-benz 24.01.02, 08:08
            Kupiłam sobię "Mercedens-benz" w prezencie pod choinkę i oczywiście zaraz
            przeczytałam. I ciekawe: początek wydawał mi się trochę sztuczny, wciągnęłą
            mnie dopiero dalsza część. Na pewno nie jest to podobne do "Weisera", o
            ile "Weiser" był taki "grasowski" to "Mercedes" jest bardziej "hrabalowski".
            Ale znalazłam parę scen dla których uznałam, że warto było tę książkę
            przeczytać.
            Pozdrowienia
            • Gość: Andrzej Re: Mercedes-benz IP: *.walbrzych.cvx.ppp.tpnet.pl 17.04.02, 09:10
              petelka napisał(a):

              > Kupiłam sobię "Mercedens-benz" w prezencie pod choinkę i oczywiście zaraz
              > przeczytałam. I ciekawe: początek wydawał mi się trochę sztuczny, wciągnęłą
              > mnie dopiero dalsza część. Na pewno nie jest to podobne do "Weisera", o
              > ile "Weiser" był taki "grasowski" to "Mercedes" jest bardziej "hrabalowski".
              > Ale znalazłam parę scen dla których uznałam, że warto było tę książkę
              > przeczytać.
              Jak hrabalowski to przeczytam, lubie Hrabala.
              > Pozdrowienia

          • zoppoter Re: Jaro!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 24.01.02, 08:31

            > To znaczy, że wziął śmiesznie mało (???)

            Ile wziął Huelle za książkę, to już nie nasza sprawa. A jesli pytasz o Elefanta, którego prawdziwe nazwisko
            już tu padło, to o nim są bodaj 3 akapity w środku książki, ta książka NIE JEST o Elefancie...
            • Gość: jaro Re: Jaro!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: 134.147.154.* 24.01.02, 16:23
              zoppoter napisał(a):

              >
              > > To znaczy, że wziął śmiesznie mało (???)
              >
              > Ile wziął Huelle za książkę, to już nie nasza sprawa. A jesli pytasz o Elefanta
              > , którego prawdziwe nazwisko
              > już tu padło, to o nim są bodaj 3 akapity w środku książki, ta książka NIE JEST
              > o Elefancie...

              Myslalem oczywiscie o braniu przez Elefanta, ale skoro Lucy smiala sie na
              poczatku, to widocznie z czegos innego...
              • lucy_z Re: Jaro!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 24.01.02, 17:03
                Gość portalu: jaro napisał(a):

                > zoppoter napisał(a):
                >
                > >
                > > > To znaczy, że wziął śmiesznie mało (???)
                > >
                > > Ile wziął Huelle za książkę, to już nie nasza sprawa. A jesli pytasz o Ele
                > fanta
                > > , którego prawdziwe nazwisko
                > > już tu padło, to o nim są bodaj 3 akapity w środku książki, ta książka NIE
                > JEST
                > > o Elefancie...
                >
                > Myslalem oczywiscie o braniu przez Elefanta, ale skoro Lucy smiala sie na
                > poczatku, to widocznie z czegos innego...

                :)))))) Śmiałam się z nauki jazdy na maluchu:) I wystepuje tramwaj nr 13 i
                skrzyżowanie. Oczywiście mogło by być ono w każdym miejscu, bo 13-tka ma przecież
                długą trasę ale ja sobie od razu wyobraziłam jedno takie... I takie różne opisy
                jak
                .....cytuję :"...że mianowicie prawdziwy koneser i artysta nie rozpoznaje kobiety
                wedle rozmiarów piersi i pośladków, lecz właśnie po dłoniach..." itd. Zadziwiają
                mnie tylko takie dłuuuugie zdania, właściwie nie kończące się ale to chyba taki
                styl.... Jestem cały czas na początku,bo po prostu dzisiaj nie czytałam:((
                • lucy_z Re: Jaro!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 24.01.02, 17:13
                  Acha!!! Otwórz Jaro skrzynkę :)))))
                  • lucy_z Re: Jaro!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 25.01.02, 18:47
                    lucy_z napisał(a):

                    > Acha!!! Otwórz Jaro skrzynkę :)))))

                    Nie wiem, czy czytałeś ten post ale dziękuję za odpowiedź:)))
      • Gość: mm Re: dr Elefant IP: *.arcor-ip.net 17.04.02, 15:58
        mimo szumu nic sie nie zmienilo. dr Elefant nadal bierze. na dodatek jest
        koszmarnie zadufany w sobie. w polsce potrzebny jest jakis koszmarny kataklizm
        zeby cokolwiek sie zmienilo.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka