nekokoneko
21.01.07, 17:35
Ponownie pisze w imieniu mojej kochanej żonki.
Od tygodnia leży ona w szpitalu, a od piątku czekamy na poród.
…. No ale wszystko po kolei:
W poniedziałek po zajęciach szkoły rodzicielstwa weszliśmy na oddział w
szpitalu zaniepokojeni faktem że Zuzia nie rusza się zbyt intensywnie. Po KTG,
które wyszło w miarę ok. lekarze zdecydowali że chcą po obserwować moje
dziewczynki.
Okazało się że brzuszku jest mało wód płodowych i że trzeba to obserwować.
W czwartek lekarze zadecydowali ze trzeba by zaindukować poród.
Troszkę nas zaskoczyli tą decyzją. Pełni nerwów czekaliśmy na następny dzień.
I tu zaczęły się schody. Dziewczyny zmieniały oddział w szpitalu przez
przeszło 4 godziny, a potem gdy siedzieliśmy już jak na szpilkach zamiast
podania kroplówki zaczęto za pomocą balonika skracać szyjkę macicy. (pewnie
tak trzeba ale nikt nam wcześniej o tym nie powiedział)
Teraz czekamy aż szyjka skróci się odpowiednio i wtedy rodzimy.
Zgodnie z prośbą żonki pozdrawiam was wszystkie i do rychłego „przeczytania”