0verrider
06.11.10, 20:07
Dwóch chłopaków 4-latków, szaleje w domu, przewracają meble (te które dają radę), rozwalają wszystko po podłodze, malują po ścianach i robią wiele jeszcze innych niesamowitych rzeczy. Zapewne to nasza wina, błędy wychowawcze. Ale wszystko to co piszą w książkach jest dobre tylko w teorii. Z żoną mamy przeciwne zmiany, więc po pracy odbieram dzieci z przedszkola i do wieczora jestem z nimi w domu. A oni nie pozwolą odpocząć nawet pół godziny, zaraz jest 'tato daj picie', 'tatusiu kupę', 'baw z nami' itd. oszaleć można. A jak wreszcie nakrzyczę na nich i zajmą się sobą to wyczyniają te wszystkie rzeczy o których wspomniałem. Poza tym 70% czasu się biją, albo zabierają sobie zabawki. Nie pomaga tłumaczenie, rozmowa, krzyczenie. Klapsy pomagają tylko chwilowo i oczywiście są okupione półgodzinnym wyciem i tarzaniem się po podłodze. Zgroza. Człowiek wiecznie zmęczony, niewyspany, psychika wysiada. Ostatnio już nawet nie mam siły krzyczeć. Siadam i załamuję ręce i biernie przyglądam się jak rozsypują mąkę po podłodze, przeklinając w duchu los za to że mnie tak pokarał. Żona podobnie jest już na skraju załamania nerwowego. Takie to małe i niby bezbronne a robią z nami co chcą a człowiek z braku sił często im ulega. Czy jest jakiś sposób na takich terrorystów czy po prostu nie nadajemy się na rodziców?