Dodaj do ulubionych

Jestem niedobra dla mojego synka

10.05.05, 13:35
Po lekturze wątków o biciu, szarpaniu, itd. doszłam do wniosku, że nie jestem
dobrą matką dla mojego synka. Zresztą wiedziałam to juz wczesniej ale zawsze
to sobie jakoś tłumaczyłam.
Po pierwsze: wiem, że go kocham, dałabym się za niego pokroić, ale czasem
przychodzą mi do głowy straszne słowa: nie cierpię cię , nie znoszę itd.
Po drugie: po pięciokrotnym powtórzeniu polecenia drę się na niego, bo
inaczej w ogóle nie reaguje
Po trzecie: dostał ode mnie dwa porządne lania (5 klapów) i wyzwałam go od
głupków, a ponadto czasami załapie jednego klapa, albo go poszturcham albo mi
się wyrwie zamknij się.
Wrzaski są za marudzenie przy jedzeniu (to co gotuję jest obrzydliwe, on nie
lubi jeść itd., ale po wieloletniej obserwacji, rozmowie z psychologiem i
pediatrą wiem, że to po prostu fochy).
Lanie było za to, że 2 godziny jadł rosół, który podobno lubi (jak go nie
ma), moja córcia (wtedy 5mies.) darła się jak opętana i musiałam z nią wyjść
na spacer i nie mogłam już wytrzymać.
A drugie-jechałam z nim "do miasta", wlazł w gó.. mimo, iz prosiłam by nie
szedł po trawniku, i wytarł buty w ...spodnie.
Poza tym irytuje mnie, że jest trochę gapciowaty. Teraz już się nie wywraca,
ale jeszcze pół roku temu owszem (ma prawie 7 lat), wchodzi w psie gów..,
zapomina gdzie jest i co ma zrobić, a ja się ciągle spieszę..., moja córka to
terrorystka...
Ja jestem dość nerwowa, on raczej spokojny, introwertyk. I to tez mnie
irytuje bo nie umiem z nim rozmawiać. Zadaję mu pytania na które nie
odpowiada, albo półsłówkami, nie potrafi się przede mną otworzyć, albo mnie
zbywa. Nie umiem do niego dotrzeć. Nigdy nie powtarza mi jak było w zerówce,
czego się nauczył, co zadała Pani. Nie opowiada jak było na wycieczce, albo w
teratrze, ma trudności z wysławianiem się.
A ja mam mało cierpliwości. Zaczęła mi się wyczerpywać jak urodziła się
córcia i mam jej coraz mniej.
Mam ciągłe wyrzuty sumienia jesli chodzi o mojego syncia. Patrze na niego,
siedząc przed kompem i w środku spalam się ze wstydu, że zamiast się nim
zająć robię coś innego. On by chciał, bym cały wolny czas poświęciła jemu, ja
tego nie robię, mam wyrzuty sumienia, więc go unikam, a on unika mnie. Błędne
koło.
To nie jest tak, że w ogóle na niego nie zwracam uwagi, broń boże. Dbam o
niego, wychodzę na dwór by sobie pobiegał, poszalał (nawet jak jestem
zmeczona, chora itd.). Robimy razem zadania, albo gramy w jakies gry. Nie
codziennie, ale jednak. Ale on ciągle daje mi do zrozumienia, że to za mało,
a ja mu tłumaczę, kotuś, mama musi pozmywać, obiad ugotować, poprasować itd.
Ciągle brak mi czasu...
Barkuje mi szczerych rozmów z nim. Nie wiem czy dlatego, że jest chłopcem nie
mogę sie z nim dogadać? Z mojego męża też nie mogę nic wydusić, muszę czekać
na odpowiedni moment..
Strasznie się rozpisałam, i trochę chaotyczne to wszystko, ale myślę, że
załapiecie o co chodzi.
Chciałabym być dla niego dobrę matką, by mi ufał, by chciał mi się zwierzyć.
Nie chcę na niego krzyczeć, ani dawać klapsy. Nie wiem, czy to w ogle
możliwe. Jak zacznę tłumić emocje to pęknę. Dodam, że byłam w domu z synem
póki nie skończył 2,5 roku. No i teraz "siedzę " od dwóch lat z dwójką.
Obserwuj wątek
    • migotka2000 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 10.05.05, 14:09
      Myślę,że nie powinnaś się zadręczać, a sam fakt, że wogóle zastanawiasz się nad
      tym jaką jesteś matką, świadczy o tym, że wcale nie taką złąwink

      Nie chcę Ci dawać miliona dobrych rad jak panować nad sobą, rozładowywać
      napięcie czy organizować sobie czas. O tym poczytasz sobie w innych postach, bo
      każda z nas matek ma swoje sposoby na życie w rodzinie.

      Powiem Ci tak - powinno się korzystać na maxa z tzw. dobrych chwil, wtedy gdy
      znajdziesz chwilę, zobaczysz świat i swoje dzieci w innym, lepszym świetle i
      kiedy po prostu będziesz miała siłę, żeby dać dzieciakom coś z siebie. Bądź
      wtedy czuła dla synka, powiedz ,że go kochasz i choćby nie wiem co zawsze
      będzesz chciała dla niego dobrze. Ważne jest, żeby synek pamiętał nie tylko te
      złe chwile, kiedy brak Ci cierpliwości, ale i te dobre, kiedy jesteś ciepłą i
      bezwzględnie kochająca mamą. Nie pozwól, żeby synek oddalił się od Ciebie
      emocjonalnie.

      Trzymaj się
      Pozdrawiam
      • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 10.05.05, 14:26
        Dzięki migotka, takie chwile są, bez nich byłoby strasznie, tyle że synek
        chciałby by trwały wiecznie...
        Moze wyrzut w jego oczach to jakies moje urojenia, sama nie wiem.
        Żałuję klapsów i wyzwisk, nie chcę by to się powtórzyło, to najgorsze co mozna
        zrobić dziecku.Ale wrzeszceć pewnie nie raz będę, chociaż wierzcie mi, baaardzo
        się hamuję.
        Jesli chodzi o organizację czasu-z tym radzę sobie nieźle, cały dom na mojej
        głowie i jeszcze allegro.Ale od dwóch lat jestem non stop z moimi dziecmi i
        niestety chętnych na "wypozyczenie" mojej dwójki brak.
        • migotka2000 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 10.05.05, 15:06
          No tak, moje Dziecko Szczęścia też życzy sobie wiecznego trwania przyjemności.
          Jestem z Młodym w domu, po macierzyńskim trochę pracowałam i wtedy to mi było
          naprawde cieżko!
          Ale nie o tym chciałam - moje Serduszko jest niesmowicie żywym i towarzyskim
          stworzeniem, czyli jak to dość dosadnie oceniła pewna stara
          ciotka "upierdliwym". Od początku twierdziłam, że to ja jestem dla dziecka, a
          nie ono dla mnie, czyli w praktyce wyglądało to tak, że całe moje życie
          podporządkowna było jego potrzebom i zapewnianiu maksimum komfortu - godziny
          przy cycu - proszę bardzo, spanie razem - proszę bardzo, itp. Po roku zaczęłam
          stopniowo zarysowywać granice, to był dłuuugi proces, może dlatego niezbyt
          bolesny dla obu stron. Wszystko było super, bo miałam czas, zapał i siły.

          Teraz Młody ma 2 lata i 7 miesięcy, staramy się o drugie dzeicko i zdałam sobie
          sprawę, że teraz już tyle tego czasu nie będzie i to ostatni dzwonek,żeby
          wdrożyć w życie synka pewne zasady, nauczyć samodzeilności, zanim będzie miał
          rodzeństwo. Głupio to brzmi - nauczyć trzylatka samodzielności! Wiesz o co mi
          chodzi - choćby o samodzielne jedzenie, załatwianie się i mycie rączek.

          Zawsze byłam pełna podziwu dla matek kilkorga dzieci, zwłaszcza tych z
          niewielką różnicą wieku. Mam w rodzinie przykłady i odnoszę wrażnie, że trzeba
          by być świętą, żeby nie tracić cierpliwości. Kiedyś rodziny były
          wielopokoleniowe, matki miały co prawda więcej pracy (nieszczęsne pieluchy!)
          ale też mogły liczyć na pomoc przy dzieciach kogoś z rodziny. Teraz często
          siedzimy prawie dosłownie zamknięte w naszych domach, babcie daleko, na
          opiekunkę nie ma forsy i tak czasem dołujemy się. Chore czy zdrowe, wesołe czy
          z syndromem napięcia przedmiesiączkowego ( to ja!) musimy stawiać czoła
          zazwyczaj tym samym małym i większym problemom.

          I wiesz co - mnie to czasem pomaga, jak sobie pomyślę,że wszyscy przechodzą
          przez to samo,że też się czasem nienawidzą za wrzeszczenie na dzieci, że mają
          ochotę przylać, że mają dość rutyny, "dnia świstaka". Myślę sobie wtedy,że tak
          widocznie ma być, że "tak hartuje się stal", że taka właśnie jest matczyna
          miłość - nie samą słodyczą płynąca, że musimy być sprytne i mądre.

          Trochę się rozpisałam, ale wygląda na to,że trafiła mi sie okazja przelać summe
          moich ostatnich przemyśleń, kończących trudną serię moich wysiłków
          wychowawczych.

          Pozdrawiam
          • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 10.05.05, 15:19
            Wiesz, póki miałam tylko synka byłam dla niego i on dla mnie "całym światem".
            To się troszkę zmieniło po przyjściu na świat córci. Po pierwsze syn był
            zazdrosny i za wszelką cenę chciał na siebie zwrócić uwagę, po drugie
            obowiązków miałam duuzo więcej i kłopotów tez więcej. Teraz juz jest lepiej,
            wiem, że wszystkie mamy przez to przechodzą, więc mi łatwiej. Po napisaniu tego
            postu tez mi lżej, chyba nie jestem taka wyrodna jak myślałam.
            Nie wiem tylko jak z synem rozmawiać, jak go przekonać by się otworzył przede
            mną. A może to jeszcze za wczesnie? Sama nie wiem...
    • ania970 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 10.05.05, 14:37
      Myślę, że każda mama miewa wyrzuty sumienia i to dobrze. Jeśli widzisz swoje
      wady, to znaczy, że nie jest z tobą źle. W końcu macierzyństwa nie uczymy
      się w szkole, tylko w życiu, na własnych dzieciach. Nie ma idealnych matek,
      zawsze cierpliwych i uśmiechniętych, które nigdy się nie denerwują. Czasem
      spotykam takie udające"słodkopierdzące" mamy na spacerze i robi się mdło od
      samego patrzenia.
      Nie przejmuj się , nie jesteś sama, ale oczywiście pracuj nad sobą i swoimi
      relacjami z dziećmi. Najważniejsze, żeby dzieci czuły, że je kochasz.
      A na pociechę dodam, że ja należę do tych kochających, ale wkurzających się
      często mam i codziennie mam wyrzuty sumienia, że coś robię nie tak.
      Staram się zmienić, trochę się udaje, a trochę nie. A dzieci i tak kocham
      i one chyba o tym wiedzą. (Agnieszka siedzi obok i potwierdza).
      Pozdrawiam.
    • dziki-imbir Re: Jestem niedobra dla mojego synka 10.05.05, 19:49
      BArdzo dobrze, ze zauwazasz, ze cos moznaby poprawic i zastanawiasz sie, jak to
      zrobic. Wiele osob jest przekonanych o swojej slusznosci i nie widzi nic poza
      swoja racja.
      Piszesz, ze syn jest spokojnym introwertykiem, a Ty nerwowa i czesto sie
      spieszysz. Mysle, ze jezeli chcesz z nim porozmaiwac i nawiazac dobry kontakt,
      to sprobuj dostosowac tempo rozmowy do niego. Byc moze on sie zamyka, bo nie ma
      wystarczajaco duzo czasu, zeby Ci odpowiedziec - wyczuwa, ze sie niecierpliwisz.
      Nie wiem, czy tak jest - tylko zgsduje, ale moze on czuje sie troche zdominowany
      przez Ciebie - szybka, energiczna, popedzajaca go do zycia w tempie, ktore jest
      dla niego za szybkie.
      Mowisz do niego "glupku" - ja wiem, ze w zlosci, ze pewnie tak nie myslisz. Ale
      siedmiolatek pomysli: nazwala mnie glupkiem. zapewne taki jestem. przeciez mama
      wie wszystko (w tym wieku jeszcze dzieci postrzegaja rodzicow jako osoby
      wszechwiedzace).
      Teraz: jezeli czuje sie glupkiem, jest poganiany do szybszego myslenia i
      dzialania, niz umie, to sie zamyka. Woli nic nie mowic, niz zeby sie okazalo, ze
      powiedzial cos nie tak.
      Chcac porozmawiac z synem nawiazalabym z nim kontakt wzrokowy (ja kucam, tak,
      zeby miec jego buzie na wysokosci swojej twarzy, a nie pochylam sie nad nim).
      Zapytalabym, jak bylo na zajeciach i spokojnie czekalabym na odpowiedz. Jezeli
      odpowiedzi by nie bylo, zadalabym konkretniejsze pytanie, np: czy uczyles sie
      jakiejs nowej piosenki, albo wierszyka. Gdyby dalej odpowiedzi nie bylo,
      powiedzialabym:
      - jak bedziesz chcial mi opowiedziec, to przyjdz, chetnie poslucham.
      Jezeli nie przyjdzie, przyszlabym sama. Pamietalabym tez, ze nie od razu nawiaze
      swietny kontakt z moim dzieckiem i bylabym cierpliwa.
      No i absolutnie bym nie bila i nie krzyczala. Jezeli nie smakuje mu rosol, to
      niech nie je. Jezeli pobrudzil sobie spodnie gownem, to jego problem - niech
      chodzi w brudnych.
      Ja mialam klopot z zacheceniem mojego dziecka do kapieli. Do momentu, az
      powiedzialam:
      - Maja, to wlasciwie nie moj problem. To ty bedziesz brudna, a nie ja.
      No i Maja poszla sie kapac. W wielu podobnych przypadkach zrzucam
      odpowiedzialnosc na nia. I dziala. A jak raz pojdzie spac bez kapieli, bo akurat
      tak zdecyduje, to tez nie ma problemu.

      Ojj, dlugo napisalam. Mam nadzieje, ze sie nie znudzisz.
      Pozdrawiam.
      • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 10.05.05, 23:20
        Bardzo Ci dziękuję za tę wypowiedź.
        Masz rację jesli chodzi o tempo itd.
        Natomiast jesli chodzi o jedzenie czy kąpiel.. Wiesz, kiedyś poszłam do lekarza
        zrozpaczona, przedstawiłam co i jak i usłyszałam:proszę go przegłodzić, no i
        tak zrobiłam, wiele mnie to kosztowało. Nie jadł nic oprócz sniadania rano, bo
        właściwie to żyłby na samych kanapkach, tylko obiadu nie cierpi. Tak było przez
        trzy dni, potem dostał gorączki, prawie 40 stopni. Nigdy więcej nie będę go
        głodzić. Poza tym kiedy przestaje jeść, spada jego odporność, łapie zaraz jakąś
        infekcję a mała od niego, a potem ja od nich. Przynajmniej raz w miesiącu
        jesteśmy chorzy, a ja mam tego dosyć szczerze mówiąc. Tak więc jedzenia mu nie
        odpuszczę. Dziadkowie, zarówno z jednej jak i drugiej strony ciągle mi się
        skarżą, że chcieli by go wziąć do siebie, ale ze z obiadem jest taki cyrk (byli
        wielokrotnie świadkami jego histerii), że sobie odpuszczą.
        To samo jest z kąpaniem się . Nie lubi! Czasami jest ok, a czasami jak go myję
        szlocha i wrzeszczy jak opetany jak by mu ktoś krzywdę robił. On ma 7 lat, to
        chyba troche za dużo na takie wygłupy?
        Gdybym mu powiedział: nie chcesz, nie jedz, będziesz głodny a potem zachorujesz
        tylko by się ucieszył (lekarstwa uwielbia), żadne argumenty do niego nie
        docierają. A brudny może chodzić, nie przejmuje się tym w ogóle, jak to chłopak.
        Dziewczyny, ja go najpierw długo proszę (około godziny), potem nakazuję,
        podnosząc głos, czasem go nakarmię, a baaardzo rzadko wrzeszczę. Tak się dzieje
        wtedy gdy musze gdzieś wyjśc, a on je już dwie godziny, albo wtedy, gdy moja
        córka szaleje bo chce wyjśc już na dwór.
        A ponosi mnie, gdyż syn ma często takie fanaberie, że teściowa która do tej
        pory nie bardzo mi dowierzała, teraz przekonała się naocznie i jest delikatnie
        mówiąc zdziwiona.
        Brak głębszego kontaktu to moja wina, to fakt, spróbuję to zmienić, zresztą
        teraz jest już dużo lepiej niż np. rok temu. Ale jedno mnie martwi, o czym
        pisałam wyżej : on chce bym zajmowała się nim cały czas. Wraca ze szkoły,
        chwilę się pobawi, potem horror z obiadem, jak jest ładnie na dworze
        wychodzimy, a jak nie siedzimy w domu i się zaczyna. Mamo pobaw się ze mną!
        A najlepiej jakbys grała ze mną w jugi-o (nie wiem jak to się pisze) co
        najmniej trzy godziny. Próbuje mu znaleźć jakies zajęcia, ale dziwi mnie, że
        sam nie potrafi się niczym zainteresować, tylko czeka aż zwrócę na niego uwagę.
        Czy siedmiolatki nie umieją się same bawić?
        • saskia123 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 11.05.05, 08:50
          Spróbuj zacząć traktować go jak równorzędnego partnera. Wytłumacz, dlaczego się
          spieszysz, wciągnij w obowiązki domowe, powierz mu jakieś zadania.
          Siedmiolatek może już być odpowiedzialny. Myślę, że on po prostu czje się
          traktowany jak przedmiot do wykonywania twoich rozkazów. Boi się ciebie i
          myśli, że jest TYLKO głupkiem. Popracuj nad zwrotami: synku, potrzebuję cię,
          potrzebuję twojej pomocy, jestem ci wdzięczna, nie poradziłabym sobie bez
          ciebie, postąpiłeś jak mężczyzna, jestem z ciebie dumna...
          On się czuje bardzo podmiotowo, stąd brak śmiałości w działaniach, zacina się
          przy odpowiedziach na pytania. Zastanów się, czy ye pytania są zdawane
          serdecznie, czy są "przesłuchaniem". Efektów nie należy oczekiwać szybko, ale...
          odkręcaj co nakręciłaś póki czas.
          Powiedziałam co wiedziałam, a sama nie wiem co zrobić z "głuchym na prośby i
          pytania" czterolatkiem. Może macie jakąś metodę?
          • anka1 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 11.05.05, 10:19
            malo napisalas o swoim mezu.nie wiem jak sie wam uklada ale moze on ma "lepszy"
            kontakt z synem i poprzez niego moglabys do dziecka dotrzec ?
            i wiesz co staraj sie nie wyzywac dziecka nawet jesli sie w tobie zlosc gotuje.
            odbierzesz mu pewnosc siebie, moze uwierzyc ze jest jak to okreslilas "
            glupkiem".
            ja mam juz prawie 40 lat a dobrze pamietam te wszystkie okreslenia i ciagle to
            boli ...
        • dziki-imbir Re: Jestem niedobra dla mojego synka 11.05.05, 10:55
          Nie do konca znam sie na siedmiolatkach. Moja Maja ma 4,5. Tez kiedys nie
          lubila sie kapac. Wpadlam w koncu na genialny pomysl, ktory jakos wczesniej mi
          nie przyszedl do glowy. Zapytalam ja mianowicie, dlaczego nie lubi. I juz wiem.
          Nudno jest i mycie glowy jest okropne. Powrzucalam wiec do kapieli zabawki,
          pokazalam wiaderko z wiatraczkiem na wode, zrobilam kapiel z pianka, kupilam
          kaczki i labedzie. Glowe myjemy raz w tygodniu po wczesniejszym uprzedzeniu Mai:
          - jutro myjemy glowe. I potem jeszcze raz: dzis wieczorem myjemy glowe.
          W czasie mycia czesto poplakuje, ale nie zwracam jej wtedy uwagi. Jakos musi
          odreagowac to, ze robie jej cos, czego nie lubi.
          Kiedys Maja miala okres reagowania histeria na rozne rzeczy, ktore jej sie nie
          podobaly. Mowilam wtedy: jak krzyczysz, to ja nie rozumiem, co do mnie mowisz.
          czesto wychodzilam i mowilam: pogadamy, jak sie uspokoisz. Jednoczesnie dawalam
          jej duzo uwagi, gdy byla spokojna, czasami chwalilam za to, ze jest grzeczna i
          sama sie bawi. Zeby miala poczucie, ze zauwazam ja gdy jest grzeczna i bycia
          niegrzeczna nie traktowala jako jedynej metody, zebym sie nia zajela.

          Z jedzeniem nigdy nie mialam problemu, wiec moge dac rady tylko teoretyczne.
          Dawaj mu to, co lubi, w malych porcjach na ladnym talerzu (mozecie razem ten
          talerz kupic, a on niech wybierze). Po obiedzie zaplanuj cos fajnego do
          zrobienia: na zasadzie: zjedz szybko obiad, bo idziemy na dwor.

          Pewnie istotne znaczenie ma fakt, ze do tej pory mial Cie tylko dla siebie, a
          teraz ma konkurencje w postaci mlodszej siostry, ktorej musisz poswiecac uwage.
          Moze sprobuj go wciagnac w opieke nad nia. Popros go o rade w jakiejs sprawie
          dotyczacej siostry - na zasadzie: jako starszy brat na pewno bedziesz wiedzial,
          albo na pewno bedziesz umial mi pomoc.

          Z bawieniem mozesz zrobic tak, ze sie z nim umowisz: bawie sie z toba iles tam
          czasu, a potem ja robie swoje rzeczy, a ty sie sam soba zajmujesz.

          Przerobilam na Mai, ze umawiajac sie z nia naprzod, mozna wiele rzeczy
          wynegocjowac. Ja ja uprzedzam, czego bede od niej chciala, dlaczego bede tego
          chciala. Co moge dac w zamian. Czasem nic nie proponuje w zamian, tylko sie
          umawiam, ze np. idziemy do lekarza i w zwiazku z tym ma sie dac zbadac i robic
          to, co powie pani doktor. Staram sie jej nie zaskakiwac tylko przygotowywac na
          rozne rzeczy.

          Zastanow sie tez, czego realnie mozesz oczekiwac od swojego dziecka. I moze
          troszke zredukuj swoje oczekiwania - nie bedziesz sie frustrowac. Mnie jest o
          wiele latwiej znosic zachowanie Mai, gdy zrozumialam, ze czteroipol-latka nie
          wysiedzi spokojnie w ciszy dwoch godzin, podczas gdy ja usiluje pracowac.
          Wysiedzi ok godziny i to jest maks. Wiec nie wsciekam sie, gdy po godzinie
          zaczyna rozrabiac, bo wiem, ze nie ma takich mozliwosci, zeby sie powstrzymac.
          Nie wiem, czy siedmiolatki umieja czy nie umieja bawic sie same. Ale wychodzi
          na to, ze Twoj syn na razie ma z tym klopot, podobnie jak z wymyslaniem sobie
          zajec. Moze na poczatku nie oczekuj, ze sam sobie znajdzie zainteresowania
          tylko zrob to za niego. Moze zapisz go gdzies - jakis dom kultury czy cos w tym
          rodzaju.
          • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 11.05.05, 13:15
            Dzięki dziki-imbir.
            Organizuję synkowi zajęcia, chodzi na aikido, na rower jak jest ładnie, a w
            domu robimy zadania, albo rysuje, maluje, czyta. Ale on chciałaby mieć
            wypełnioną każdą minutę! Tłumaczę mu, że mam obowiązki, on to niby rozumie,
            ale...
            Jeśli chodzi o kąpiel czy jedzenie siedmiolatka nie zagadasz i nie zabawisz.Na
            to jest po prostu za duży. Czasem obracam sytuację w żart i się wygłupiamy, a
            czasem nie mam juz siły, chcę zeby się wykąpał i poszedł spać.
            On twierdzi, że nie lubi jeść, i nie lubi się kąpać i tyle. Chyba sam nie wie
            dlaczego. Ciagle słyszę: bo nie lubię.
            Wiecie co, jak mój synek miał 5 lat, to słyszałam od koleżanek: ty to masz
            idealne dziecko, bo naprawdę nie miałam się do czego przyczepić, nawet to
            jedzenie trwało np. godzinę a nie dwie jak teraz i był bardzo, ale to bardzo
            posłuszny. Wtedy na niego nie wrzeszczałam, bo nie musiałam ani nie dostawał
            klapsów, nigdy. Ale mój syn dorósł, zrobił się odważniejszy, zaczyna mi się
            stawiać. Gdy go proszę by posprzątał zabawki protestuje: nie chcę sprzatać!
            itd. Ciągle słyszę: nie chcę, nie lubię.
            Boooziu, on chyba dojrzewa. Ale tak szybko!?
            p.s. Moja córka uwielbia się kąpać i je wszystko co jej wpadnie w ręce!
        • joanna272 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 11.05.05, 18:01
          > Gdybym mu powiedział: nie chcesz, nie jedz, będziesz głodny a potem
          zachorujesz
          >
          > tylko by się ucieszył (lekarstwa uwielbia), żadne argumenty do niego nie
          > docierają. A brudny może chodzić, nie przejmuje się tym w ogóle, jak to
          chłopak
          > .
          > Dziewczyny, ja go najpierw długo proszę (około godziny), potem nakazuję,
          > podnosząc głos, czasem go nakarmię, a baaardzo rzadko wrzeszczę. Tak się
          dzieje
          >
          > wtedy gdy musze gdzieś wyjśc, a on je już dwie godziny, albo wtedy, gdy moja
          > córka szaleje bo chce wyjśc już na dwór.

          Czesc,
          Nie bede sie madrzyc, bo dziecko dopiero w planie.
          Ale bylam kiedys dokladnie takim samym, jak nie gorszym niejadkiem w
          dziecinstwie. Matka potrafila mnie karmic jeszcze w wieku 10 lat.
          Byly nerwy, siedzialam ze 2-3 godziny, dopoki nie zjadlam. Jak zjadlam to
          szybciutko bieglam do ubikacji, bo natychmiastowa reakcja byly wymioty. Wiec
          znowu zlosc rodzicow. Wymioty byly reakcja nerwicowa.
          Rodzice kladli pas na stole. Co prawda nikt mnie nigdy nie uderzyl, ale do tej
          pory pamietam.
          Dla mamy bylam tez nieudacznikiem. Do tej pory czesto mi powtarza, ze jest w
          szoku, ze wyszlam na calkiem madrego czlowieka.
          Ze strachu przed obiadem i jedzeniem wyszlam dopiero w wieku 20 lat. Wczesniej
          jak jadlam obiad i slyszalam, ze nadchodzi mama to scinal mi sie zoladek ze
          strachu, pomimo, ze w wieku nastoletnim zjadalam juz wszystko.
          Poczucie wartosci i pewnosci siebie (w koncu ciagle slyszalam jaka to jestem
          beznadziejna) wyrobilam sobie dopiero niedawno. Ale i tak ciagle mam dola, ze
          za malo czegos umiem, za malo/wolno robie.
          Mysle, ze bardziej doswiadczone mamy daly juz mnostwo rad jak nie zlamac komus
          psychiki.
          Pozdrawiam serdecznie
          Joanna
    • wila3 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 11.05.05, 22:34
      Mają rację doświadczone swoim dzieciństwem 20 i 40-latka z tego forum.
      Czytając twoją historię pade, czułam się, jakbym to ja pisała. Miałam taki sam
      problem z dzieckiem i z sobą. Mało - kiedy miałam wyrzuty sumienia, że źle
      potraktowałam synka - modliłam się / głupio, co ? /, żeby on kiedyś nie
      pamiętał tych wszystkich przykrych historii. Wiedziałam, ze czym nasiąkniemy w
      dzieciństwie ukształtuje nasze dorosłe życie. Niestety, syn jak miał 15-17 lat,
      w okresie buntu, kiedy nie miał już żadnych argumentów na jakieś moje
      wychowawcze "wykłady" - wykrzyczał mi wszystko to, o czym chciałam, żeby
      zapomniał.
      A ja się łudziłam, że pozostaną mu w pamięci same dobre chwile. I do dzisiaj
      nie wiem / syn ma 20 lat/, czy on je pamięta. Studiuje, jest dobrym człowiekiem
      i synem, ale niepewnym siebie, zakompleksionym, ciągle szukającym akceptacj w
      różnych grupach.
      Tych błędów nie popełniłam już przy 2 dziecku / teraz 13 lat /. Fakt - był
      zupełnym przeciwieństwem starszego.
      Trzymaj się pade.
      • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 11.05.05, 23:45
        Dzięki, wila3.
        Ja też się modlę, żeby nie pamiętał.
        Ręki juz na niego na pewno nie podniosę, bo to nie jest metoda i nie skutkuje.
        Będę gryzła się w język (mocno!), żeby niczego głupiego nie powiedzieć, ale
        krzyknąć to juz mi się dzisiaj zdarzyło niestety.
        Marzę o wakacjach, takich- tydzień sama, dwa z dzieciorkami, ale to tylko
        marzenia (finanse nie pozwalają). Myslę, że gdybym mogła odpocząć od
        dzieciaczków od czasu do czasu byłabym zdecydowanie milszą mamusią. No, ale ja
        przecież "siedzę" w domu, od czego ja chcę odpoczywać?
        Dziękuję Wam za wszystkie wypowiedzi, za słowa krytyki. Dzięki Wam dokładam
        sobie do własnych przemyśleń następne i staram się jeszcze bardziej kontrolować
        swoje postępowanie.
        Dziękuję i proszę o jeszcze.
        A może jakaś mama siedmiolatka-niejadka się odezwie?
        • ksniezka.bis Re: Jestem niedobra dla mojego synka 23.10.13, 11:01

          A jak on wagowo wyglada?

          Mam pięciolatka niejadka - albo raczej byłego niejadka.
          Od zawsze mało jadał, głownie na moje prośby i groźby, Waga i wzost mikry, ale zdrowy.
          Nam pomogły moje doświadczenia z dzieciństwa. Sama byłam taka, więć wiedziałam miej więcej co przeżywa.
          Groźby skutkowały wymiotami i awanturą przy kolejnym jedzeniu.
          Potrafił jeść dłuuugo - 2 godziny.
          Pomogło ograniczenie mu czasu jedzenia do pół godziny , po pół godzinie odchodzi od stołu choćby zjadł 3 łyżki.
          Nie ma zabawiania przy stole, oglądania TV, ma być luźna atmosfera, przyjemna.
          Nie nakłaniać go do zjedzenia czegoś czego nie chce.
          Chwalić często: że pięknie zjadł, że zjadł coś czego nie lubi.
          Gotować to co lubi. Musi lubić coś....
          Najchętniej gotować razem.
          Gotować w miarę zdrowo- jak już je mało niech je chociaż wartościowo.
          Zapraszać inne dzieci i rodziców w czasie obiadu zachowując zdrową atmosferę. Jak kolega zje szybko i poleci do zabawy to on też będzie chciał.
          Nie zwracać uwagi na gadanie dziadków.
          Stosować nagrodę za piękne zjedzenie obiadu , u nas są lody do oporu. Ale to ja decyduję czy zasłużył smile
          Jak zje 3 łyżki obiadu, przegłodzić do kolacji. Mówię o braku przegryzania, soków itp.
          Nie jest tak że nie będzie odczuwał głodu po 4 godzinach. Mój potrafił nie jeść 4 dni, a póżnije się poddałam bo mi się szkoda zrobiło.

          Zapewnić dużo ruchu na świeżym powietrzu, basen itp. Ruch pomaga na apetyt.
          Generalnie trzeba zluzować, zjedzenie obiadu powinno być przyjemnością i powinnaś to w sobie i w nim zaszczepić.
    • klarak Re: Jestem niedobra dla mojego synka 12.05.05, 00:34
      mam dwie rady: po pierwsze nie zmuszaj do jedzenia. najwyzej zrob cos, co lubi i
      postaw na stole. moze malo potrzebuje jedzenia, sa i takie organizmy. mozesz go
      wciagnac w zakupy i gotowanie, to bardzo dobry sposob na niejadka. w sklepie daj
      mu wybrac, co chce jesc, a potem niech Ci pomoze przygotowac. juz jest duzy na
      tyle, ze sobie w kuchni poradzic. poza tym nie widzialam jeszcze, zeby jakies
      dziecko zaglodzilo sie na smierc wink

      natomiast jesli chodzi o mycie, to moj syn w tym wieku tez mial bunt, a teraz ma
      lat 9 i najchetniej nie wychodzilby z wanny. powiedz mu, ze jak sie zyje wsrod
      innych ludzi, to trzeba przestrzegac pewnych zasad. jak ktos sie nie myje, to
      smierdzi, a to przeszkadza innym. do dzieci w tym wieku "powazny" argument
      trafia, a mowienie, ze ma sie myc i juz niespecjalnie. zreszta wcale nie musisz
      go kapac codziennie, czasem mu odpusc.
      w wychowanoiu dziecka naprawde pomaga, jak sie ma troche luzu. a wyglada na to,
      ze tak jak mowisz, jestes przemeczona. pomysl, moze uda ci sie gdzies wyskoczyc
      chocby na weekend? powodzenia!
      • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 12.05.05, 09:27
        Kochana, Twoja pierwsza rada jest super, tylko prawda jest taka, że gdy pytam
        synka co chcialby zjeść mówi: ja lubie tylko pomidorową i rosół. A na drugie
        ziemnieczki i mięsko. No i praktycznie non stop gotuję to samo. Tyle że jednego
        dnia zje pomidorową dość szybko, a nastepnego (zupy gotuje na dwa dni) marudzi
        i nie kończy jej przed upływem dwóch godzin (a to jest ta sama zupa). Ja
        naprawdę nie przesadzam. Dlatego byłam z nim oprócz pediatry także u
        psychologa. Nie wiem czy był to lekarz z prawdziwego zdarzenia czy nie, ale
        potwierdził moje przypuszczenia, że to tylko fanaberie. Ponadto synek nie je
        żadnych owoców (np. nigdy nie wziął do ust truskawki) oprócz jabłek i żadnych
        warzyw, i tu już nie ma wyjątków. Zero jajek, sera żółtego, parówek itd. Wybór
        co zrobic na sniadanie, czy obiad mam naprawde ograniczony, a mimo to staram
        się przygotowywać to co lubi, a jak zdarzy się co innego, to obiecuję mu np.
        słodki podwieczorek. Ale to raz skutkuje, a raz nie.
        Ostatnio bylismy z teściową w tesco i uparł się, że chce loda. Waniliowych
        nigdzie nie było, oblecieli z babcią cały sklep. No i dziecko miało problem.
        Sprzedawczyni poleciła mu jagodowe-nie cierpię owoców! No to nie będziesz jadł
        lodów. W końcu się skusił. Tak mu posmakowały, że poleciał po druga porcję. Jak
        go spytałam, czy wie, że to z owoców, wmawiał mi, że to nie są prawdziwe
        jagody, tylko sztuczne. Wydaje mi się, że u niego to niejedzenie wynika po
        prostu z uporu.
        A jesli chodzi o tatę synka. Mąż jest spokojnym, kochającym rodzinę
        człowiekiem, ale... Nie ma go do przynajmniej 19, w sobotę do 15-16.
        W niedzielę, gdy widzi, jak nasz syn wyprawia cyrk nad obiadem, który rzekomo
        lubi, tez traci cierpliwość, a ma jej więcej niż ja, zdecydowanie.
        Poza tym muszę go wyganiać na spacer z dziećmi i wraca zazwyczaj po 20 min. Sam
        nigdy nie wyjdzie i nie okazuje entuzjazmu, gdy proszę go by zajął się dziećmi.
        Mało ma dla nich czasu, a poza tym jest zestresowany (wewnątrz) i zmęczony ta
        zyciową harówą. Po części go rozumiem, ale czasem chciałabym, by zabrał gdzieś
        dzieciaczki na cały dzień. Niestety znając mojego męża, wiem, że tego dla mnie
        na pewno nie zrobi.
    • lolinka2 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 12.05.05, 09:11
      Wiesz, jest parę charakterystycznych rzeczy w Twoim poście:
      1. Piszesz o synku z dwóch różnych perspektyw: raz jako o człowieku dorosłym
      (tłumaczysz mu się) który pewne rzeczy robi celowo, a innym razem jako o
      malutkim dziecku- musisz ciągle z nim być, organizować mu zabawy, bawić się z nim.
      Takie podejście na pewno nie jest zrównowazone. Może problem leży w tym, że
      bycie matką ani niemowlaka ani dorosłego to dla Ciebie nowa rola w ktorej nie do
      końca porafisz się odnaleźć??? A to dziecko już jest w zasadzie duże, bawić się
      z powodzeniem może samo. A może uzna za świetną zabawę gotowanie z Tobą obiadu
      czy wspólne sprzątanie?? Nie jako obowiązek do odfajkowania ale jako frajdę smile)

      2. masz dwoje dzieci. To nie lada wyzwanie szczególnie jeśli jedno jest
      malutkie. Twój synek przez długi czas byl sam i to co obecnie robi (regresja)
      moze być reakcją na pojawienie się siostry. Zamknięcie się w sobie
      potwierdzałoby tę hipotezę. fajnie że chodzi do przedszkola. Trochę się wyłącza
      z małodzieciowego rytmu Twojego dnia a i Ty masz wolniejsze chwile.

      tak sobie myślę, że skoro Ci zależy na poprawieniu obecnej sytuacji to
      stwierdzenie 'jestem złą matką" jakoś do Ciebie nie przystaje smile)

      Poza tym, zdecydowanie nie jestem zwolenniczką całkowitego zaprzestania klapsów.
      Przegięcie w żadną stronę nie jest skuteczne. Są sytuacje w których jest to
      rozwiązanie ale zawsze po wyczerpaniu innych metod.

      Pozdrawiam,

      Karolina
    • wila3 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 12.05.05, 11:17
      Pade, Ty jesteś w porządku dziewczyna smile A o niejadkach 6-latkach w pobliżu
      toczy się dyskusja.
    • judytak Re: Jestem niedobra dla mojego synka 12.05.05, 11:36
      jakbym widziała siebie i mojego Średniego ;o)

      (oczywiście są różnice, u mnie "porządnego lania" nigdy nie było, klapsy były
      sporadyczne, za to ja nie proszę godzinę, zanim krzyknę, tylko pięć minut, itp.
      itd., ale chodzi mi o ogólny klimat spieszącej się, nerwowej z natury,
      wymagającej mamy i powolnego, gapowatego zerówkowicza...)

      moje rady byłyby takie:

      po pierwsze, uwierz, że dziecko robi rzeczy, które cię doprowadzają do szału
      dlatego, że taki jest z natury, i inny być nie potrafi, a nie dlatego, że jest
      złośliwy czy coś w tym stylu

      wiem, że trudno w to uwierzyć, mnie też cholera bierze, kiedy pytam prymytywną
      rzecz, typu "czy ten chłopak chodzi z tobą do klasy?" a on na to "nie wiem" (w
      maju!!!) ale musisz w to uwierzyć, nie masz innego wyjścia
      tym bardziej, że piszesz, że ma kłopoty z wysławianiem się (mój też ma)

      tu pomaga metoda małych kroków: ja z moim umawiam się rano, że np. będzie mnie
      dzisiaj szczególnie ciekawiło, co rysowali w szkole, niech dobrze zapamięta, i
      wtedy zaraz po powrocie właśnie o to pytam, i chwalę za to, że cokolwiek pamięta

      metoda zdaje egzamin, ostatnio nawet potrafił powiedzieć, o której godzinie
      jest zbiórka przed wycieczką ;o)

      drugie, nie możesz chcieć wszystkiego
      ustalasz, na czym najbardziej ci zależy, a resztę sobie odpuszczasz
      czyli, np. zależy ci, żeby dziecko głodne nie chodziło, więc odpuszczasz sobie
      wymagań co do szczegółów
      ugotowałaś rosół, dziecko siedzi 15 minut, nie je
      ostatnie ostrzeżenie, nie chcesz? zabieram
      chyba nie dojadłeś, zrobię ci kanapkę i wychodzimy
      kanapka zastanie zjedzona na spacerze, dziecka się nie głodzi, oszczędność
      półtorej godziny ;o)

      możesz też "odkryć" w sklepie jogurty, serki czy dżem ze sztucznych jagód, jak
      też jajko z kosmicznej hodowli, parówki z dinozaurów itp. itd.
      owszem siedmiolatek będzie wiedział, że to zabawa, ale może lubi takie zabawy?

      ja zdecydowanie zakazuję krytykowania jedzenia przy stole: można nie jeść,
      można zostawić, ale póki ktoś nie umie swoich uwag kulturalnie wyrażać, lepiej,
      jak nic nie mówi...

      co do kąpieli: to taki głupi wiek, kiedy dziecko, zostawione samo sobie,
      kąpałoby sie, ubierałoby się itp. całymi godzinami, ale jak chcesz pomóc, to
      się śmiertelnie obraża, bo przecież "już umie sam"...

      ciężka rzecz, można tylko liczyć na to, że z czasem się poprawia
      a na "nie lubię się kąpać" jest tylko jedna sensowna odpowiedź: nie trzeba
      lubić, ale zrobić trzeba...

      że chciałby się ciągle z tobą bawić... no cóż, z siostrą się nie da... może
      jakiś kolega, z którym mogliby się poodwiedzać czasami? może jakieś dłuższe,
      ambitniejsze zadania, typu zbudowanie czegoś dużego z lego, ułożenie większego
      puzzla... może bajki do słuchania z płyt w trakcie zabawy? ja się pocieszam, że
      jak się wreszcie nauczy czytać...

      no i odpoczynek
      jeśli nie umiesz męża wygonić na spacerki, to sama wychodź, może raz na dwa
      tygodnie? w niedzielę po południu? na kilka godzin? dzieci po obiedzie, młodsze
      śpi, idylla, a ty na spacerek ;o) jak mąż się boi sam zostać, niech swoją mamę
      ściągnie...

      pozdrawiam
      Judyta
    • marhab13 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 12.05.05, 13:19
      Nie przeczytałam wszystkich odpowiedzi, ale mam wrażenie jakbym czytała o moim
      chłopaku. On ma 3 latka i 3,5 miesiąca temu urodziła się mu siostra. kłopoty
      zaczeły się już w ciąży, bo musiałam się oszczędzać, a on był przyzwyczajony do
      2-3 godzinnych spacerów i dzikich harców ze mną. Trudno musiał się
      przyzwyczaić. Nie wiem, czy Ci to pomoże, bo mój jest sporo młodszy, ale te
      banalne sposoby zadziałały u mnie:
      - jak miałam dobry dzień lub o tym pamiętałam chwalę go za każdą drobnostkę,
      powtarzam, ze jest duży, dojrzały , pomocny....jeśli czgoś nie robi(np; nie
      chce się sam ubrać lub rozebrać: mówie: oj Kubusiu ty mój malutki dzidziusiu,
      choć cię ubiorę, maluszku. On się wtedy denerwuje, ze nie jest dzidziusiem i
      bardzo często się sam ubiera lub rozbera... choć oczywiście nie zawsze.
      - czasem też krzycze, albo się wsciekam, to potem jak mi juz przejdzie
      przychodze do niego się pogodzić, przepraszam.... on tez tak robi. Zauważył jak
      się godzę z męzem i robi tak samo( czasem specjalnie godzimy się przy nim)
      - jedzenia tez nie odpuszczam, różnie to wychodzi, ale jestem raczej nieugięta.
      Moze to niewychowawcze, ale jemy przy jakiejś bajce i wtedy maly pięknie zjada
      duże porcje. Jesli nie je, bajkę wyłączam i koniec.
      - na podniesienie odporności daje małemu tran i witaminy, jeśli Twoj lubi leki
      to nie bedzie problemu. Są też specjalne szczepionki w tabletkach, kt podnosza
      odporność. Spytaj pediatry, u nas to zadziałało.

      Mam tez problem z czekaniem na wypowiedz synka, on jest raczej rozemocjonowanym
      ekstrawertykiem, a ja introwertykiem. Ja nie lubie zbyt dużo mówić, a on gada i
      gada, setki wątków, dygresji zanim dojdzie do sedna sprawy. Na dodatek gdy
      próbuje go pospieszyć mówi: "nie przerywaj mi", albo płacze i mówi"chciałam coś
      powiedzieć" i ja w skupieniu musze go wysłuchac. Czasem ciężko mi to idzie, ale
      myślę sobie, ze trzeba go traktować z szacunkiem, jeśli on ma mnie tak
      traktować.
      Powodzienia i cierpliwości dla Ciebie i mnie
    • marhab13 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 12.05.05, 13:44
      Pomyslałam jeszcze o jednym, jeśli on jest na prawde introwertykiem, to nie
      tłumacz mu godzinami dlaczego coś ma zrobić, po prostu umów się ze tak ma być,
      bo... coś tam i potem tylko przypominaj o wykonaniu.
      Nie zgadzaj się też na formę jego krytyki: np. co to znaczy jedzenie jest
      obrzydliwe? Może mu nie smakować, ale nie wolno obrażać. Umów się z nim na
      ilość łyżek kt musi zjeść, a reszte odpuść. Niech dopchnie kanapkami jeśli je
      lubi...
      pamiętam, ze jedzenie tez było polem walki między mną i mamą. Po prostu jej na
      złość głodziłam się, bo jej tak bardzo zależało na tym zebym zjadła..... daje
      do myslenia, co?
      • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 12.05.05, 14:13
        Oj, daje...
        Dzięki Wam kochane dziewczynki za wszystkie wypowiedzi. Jesteście wspaniałe,
        naprawdę.
        Wiem, że musze mu poświęcić więcej czasu, mieć więcej cierpliwości i będzie ok.
        Jedna z Was napisała, że traktuję synka raz jak niemowlaka a raz jak dorosłego.
        I tak jest! A dlaczego? Bo może i nie celowo, ale samodzielny to on nie jest.
        Pomagam mu się ubierać, wiązać buty, ścielę jego łózko. Obowiązków domowych nie
        ma żadnych. Ja nie mam siły ich egzekwować po parogodzinnej walce o zjedzenie
        obiadu. Sprzątnie zabawki (wepchnie do szafy, poprawi nogą i zamknie), albo
        ułozy ubranie (lezy potem gdzieś na podłodze)i na tyle mogę liczyć. Szlag mnie
        trafia bo ja pedantyczna jestem z natury (Panna) i porządek lubię. Syn też
        Panna, ale jakoś po nim tego nie widać. Próbuję go angazować w rozmaite
        obowiązki, chwalę za każdą rzecz, którą robi z własnej woli, ale nie wiem czy
        to pedagogiczne.
        Tłumaczę mu się dlaczego nie mam czasu dla niego, a nie dlaczego ma zrobić to
        czy tamto.
        Z jedna Waszą radą nie mogę się jakoś pogodzić, żeby odpuścić jedzenie.
        Wytłumaczcie mi to dosadnie, bo ja nie mogę sobie wyobrazić tego, że dziecko
        miało by nie zjeść zupy i drugiego dania, no nie mogę i już! Przecież gdyby nie
        jadł zupy, to jego organizm nie wiedziałby w ogóle co to warzywa!
        Kanapki to on by jadł cały dzień. Syn jest bardzo szczupły i od dziadków ciągle
        słyszę, że go źle odżywiam (wyobraźcie sobie co myślę, kiedy słyszę coś
        takiego). Gdybym odpuściła mu obiad, to by usechł, albo zaczął chorować.
        No nie wiem, wytłumaczcie mi to łopatologicznie, dziecko może nie jeść obiadów
        i nic mu nie będzie???
        • klarak Re: Jestem niedobra dla mojego synka 12.05.05, 15:20
          NIC MU NIE BEDZIE. generalnie ludzie jedza za duzo.
          mialam dwoch kuzynow, jeden nie jadl doslownie nic, no pare lyzek zupy, a jego
          brat wszytko co sie ruszalo i nie ruszalo. efekt jest taki, ze pierwszy jest
          szczuply, zdrowy, jest zawodowym spiewakiem, a drugi jest gruby, oblesny i
          musial zrezygnowac w wymarzonej kariery trebacza, bo ledwo dycha. moj syn byl do
          7 roku na diecie bezbialkowej, prawie nic mu nie wolno bylo jesc, a tego, co
          mogl, nie chcial - teraz mu przeszla i alergia i humory, je normalnie, ale tez
          glownie pomidorowa wink
          nie kaz mu jesc "porzadnego obiadu" zupa plus drugie, bo to malo kto, kto nie ma
          rozepchanego zoladka jest w stanie wchlonac za jednym zamachem (ja jestem
          dorosla i obiad z 2 dan mnie po prostu zabija).
          przez pare dni pisz na kartce wszystko, co syn je. zobaczysz, ze nie bylo tego
          tak malo. gdzies zreszta czytalam artykul o tym, ze u dzieci ta zbilansowana
          dieta nie jest taka wazna. jak znajde, to wkleje.
          pa! na razie.
        • judytak łopatologicznie :o) 12.05.05, 23:40
          pade napisała:

          > Wytłumaczcie mi to dosadnie, bo ja nie mogę sobie wyobrazić tego, że dziecko
          > miało by nie zjeść zupy i drugiego dania, no nie mogę i już! Przecież gdyby
          nie
          >
          > jadł zupy, to jego organizm nie wiedziałby w ogóle co to warzywa!
          > Kanapki to on by jadł cały dzień. Syn jest bardzo szczupły i od dziadków
          ciągle
          >
          > słyszę, że go źle odżywiam (wyobraźcie sobie co myślę, kiedy słyszę coś
          > takiego). Gdybym odpuściła mu obiad, to by usechł, albo zaczął chorować.

          jak dziecko zje dwie kanapki z wędliną, to dużo lepiej, niż jakby zjadło talerz
          rosołu, bo
          zawiera więcej kalorii
          możesz robić z pieczywa pełnoziarnistego, walory nie do porównania z makaronem
          smarujesz masłem, tłuszcz, plus witaminy A, D, E
          można też kanapki jeść z pomidorem, rzodkiewką, szczypiorkiem, zieloną sałatą,
          kiszoną kapustą (wiem, on tych rzeczy nie lubi, ale jak poczuje potrzeby, to
          polubi), a warzywa gotowane w rosole tak naprawdę żadnej wartości nie mają
          kanapki są suche, więc dziecko musi czymś popijać, znów pole do inwencji: soki,
          koktajle mleczne, wszystkie bardziej kaloryczne i zawierające wiecej odżywczych
          rzeczy, niż rosołek...
          a największy plus: jak dziecko spędzi godzinę na spacerze, zamiast na
          bezczynnym siedzeniu przy pełnym talerzu, to po powrocie będzie głodne ;o)
          zresztą, będzie głodne już na spacerze, czy próbowałaś dzieciom na spacerze
          dawać surową, obraną marchewkę do chrupania? u nas to absolutny hit...

          a dzieci rzadko kiedy chorują z przegłodzenia, już częściej "z nerwów"...

          a ja nie mogę sobie wyobrazić, że miałabym siebie i dziecko męczyć godzinami o
          to, żeby jakąś tam zupę zjadło
          no nie mogę, i już
          nie szkoda ci życia?

          pozdrawiam
          Judyta
      • martag2 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 12.05.05, 14:20
        Witam!

        Pade pomyśl sobie, co by się stało gdyby tak nagle ciebie zabrakło.
        I mimo tych czarnych kłębiocych się myśli, uwierz, że życie toczyło by się
        dalej.
        Twój syn jadł by obiad jeśli by mu go ktoś ugotował, lub żył by kanapkami.
        Wychodził na spacer, do kolegów i bawił by się bez Ciebie. I z brudu też by nie
        umarł.
        Przestań być perfekcjonistką. Zadbaj o siebie, masz obiad to niech je, a jak
        nie to zje kanapki. Raz w tygodniu idź na areobik, a mąż lub teściową wezmą
        dzieciaki i pójdą na pizzę. Odpoczniecie od siebie.
        Ja 3 dzieci. Czasem jak wystałm godzinami przy garach, a dzieciaki mówiły "
        tego nie będę jadł" to miałam ochotę na rękoczyny. A następnego dnia moj mąż
        mówił nie gotuj nic.
        Przynosił dania z Chińskiego barku, a dzieciaki "pycha". Obracaliśmy to w
        śmiech.
        Przynajmniej raz na 2 tygodnie jemy w jakimś niezdrowym miejscu pizzę lub
        chińskie danko. i nie zastanawim się czy to dobrz czy żle tylko cieszę się
        chwilą.
        A jak czasem wydaje mi się, że jestem strasznie zarobiona to idę do
        koleżanki,pani psycholog, która ma 5 dzieci i widzę, że u mnie to raj.
        Trzymaj się!
        • marhab13 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 12.05.05, 14:45
          Wiesz, nie obraź się, ale im dłużej czytam Twoje odpowiedzi, tym bardziej
          wydaje mi się, ze rozpiesciłąś synka i nie pozwalasz mu byc samodzielnym. Nie
          powiem moj tez jest rozpieszczony, ale to on dba o swoje zabawki, sprzata je i
          chowa po zabawie. Nie wyobrażam sobie inaczej. Zanim nie posprzata jednej
          zabawki nie wolno mu po prostu wyjąć drugiej i juz, bez dyskusji i tłumaczeń.
          Jeśli po kilku upomnieniach jest nadal bałagan biorę reklamówkę i zbieram
          zabawki, kt potem lądują w koszu na śmieci. Może to wydaje się okrutne, ale
          uważam, ze mały od początku musi mieć swoje obowiązki. Moja teściowa co jakiś
          czas robiła naloty w pokoju dzieci i wyrzucała to co miały nieułożone w
          szafkach, a potem musiały to sprzątać(może to już zbyt drastyczne?) A moi
          bratankowie(7 i 10 lat) od wielu lat sami dbają o swój pokój, piorą też ręcznie
          swoje skarpety i majtki- to forma zabawy i czyszczenia rąk. Myślę, że to nic
          złego
          Jedzenia też nie odpuszczam, ale sama nie zjadłabym na obiad zupy i drugiego
          dania, to za dużo.... wiec gotój raz to raz to, albo rób odstępy między zupą a
          2 daniem.
          Pozdrawiam
          • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 12.05.05, 15:29
            Ojej, może ja źle to napisałam!
            Ja mu robię odstępy! Inaczej jadłby cały dzień. Zupę je o 13 jak wróci z
            zerówki. Jeśli je ją np. do 14:30, to drugie koło 16:30-17, tyle że drugie je
            do kolacji. Idiotyczne, nie?
            Fakt, jak czytam Wasze odpowiedzi, albo inne wątki to tez dochodzę do wniosku,
            że go rozpieściłam.
            I jeszcze jedno. Jak namówic męża by zaczął egzekwować od syna wykonywanie
            najprostszych czynności? Wolałabym, żeby on zaczął, bo ja na następne wojny sił
            juz nie mam.
            pozdrawiam Was serdecznie i ślicznie dziękuję za to, że się wypowiadacie i
            wspieracie mnie.
            • lolinka2 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 12.05.05, 21:48
              Zrobić naradę wojenną: my ostatnio tak działamy. Jest spisany plan czynności do
              wykonania w domu każdego dnia, raz w tygodniu, raz w miesiącu i raz w roku.
              Oprócz tego wszystko inne co mamy do zrealizowania. Ustalamy kto i kiedy. I tak
              np Natalka ma sprzątnąć generalnie zabawki co drugi dzień (ma 3 lata) a nie
              weźmie nic kolejnego jeśli na podłodze brak miejsca, poduchy kołdry i piżamy
              mają leżeć nierozwleczone w łóżeczku, pomaga w segregowaniu ciuchów do prania i
              po upraniu, podaje i przynosi wszystko co trzeba. Ale do tego potrzebne jest
              porozumienie między małzonkami. musicie ustalić wspólny front, czyli bez
              świadków obgadać jaką taktykę obieracie i nie hodować dwojga jedynaków (bo
              obawiam się że to się tak skończy). młody jest rozpieszczony i dlatego na tyle
              sobie pozwala, a Tobie chyba......brak siły charakteru, sił, czasu po wszystkich
              wykonanych zajęciach??? Uwierz mi ze dobrze wychowane dziecko to inwestycja na
              przyszłosć daleko cenniejsza niz idealny porz ądek w mieszkaniu, obiad z dwóch
              dań czy cokolwiek innego.
            • maak3 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 12.05.05, 22:56
              wiesz co
              koniecznie odpusc sobie to zmusanie dziecka do jedzenia, bo Ci w przyszlosci w
              jadlowstret pojdzie
              jedzenie oprocz tego ze konieczne do zycia nie moze odbierac checi do zyca, mi
              by sie wszystkiego odechcialo gdybym miala spedzic 3 godziny jedzac obiad,
              ktory nie lubie
              niech chlopak zyje na kanapkach (dodaj mu do nich cos warzywnego - co lubi) -
              zapewniam Cie z checia po paru tygodniach wroci do zwyklych obiadow

              niech jego zycie nie kreci sie wokol jedzenia i walki z Toba
              to chlopak zacznie miec chec do rozmow z Toba,
              mi by sie nie chcialo rozmawiac z kims kto zmusza mnie do zjedzenia rzeczy,
              ktorych nie lubie i jeszcze nazywa glupkiem... naprawde....

              a co sprzatania to wielu doroslych sprzata byle jak, a co dopiero 6 latek...

              a kapiel tez niech bedzie okazja do radosnego chlapania nie tylko nudnego mycia

              i odpusc sobie duzo rzeczy to jedyna droga by w konfrontacji z dziecmi nie
              oszalec smile)))

              • marhab13 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 13.05.05, 12:28
                Wiesz, tez mi się wydaje, ze jedzenie przez 1,5h to za długo.... jak to
                wygląda. Co on robi przy tym talerzu? Przecież to można jajo znieść przez tak
                długi czas.
                Może spróbuj negocjacji? Umawiajcie się na ileś tam łyżek w krótkim tempie.
                zastanów się też czemu najbardziej zależy Ci, aby zjadł obiad? Czy chodzi o
                ciepły posiłek(Po 30min jest i tak zimny- może daj mu kubek rosołu do popijania
                kanapek?)? Czy o warzywa(sałatki, kanapki z warzywami, warzywa zrobione ala
                kotlet schabowy)? Czy wogole objad "trzeba" jeść?
                Ja zrobiłabym eksperyment, jak nie wyjdzie to trudno. Przez tydzień, czy dwa
                skróć obiad do max 30min. Jeśli nie zje trudno.Zobaczysz co się bedzie działo...
              • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 13.05.05, 12:33
                A czy nagle ustępując, po paru latach użerania się, nie pokażę synkowi, że to
                on ma rację, że warto grymasić przy jedzeniu, bo mama odpuści? Że histerie to
                metoda na to, by uzyskać to co się chce (czyli na przykład nie zjeść zupy)???
                • marhab13 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 13.05.05, 12:44
                  Może tak, a może nie, tego nie wiesz. Jest zasada: "nie powtarzaj metody, kt
                  nie działa". Spróbuj czegoś innego, kompletnie, może go zaskoczysz.
                  Nie chodzi mi też o to, zeby ulegać jego grymaszeniu. raczej, zebyś powiedziała
                  mu, że takie długie jedzenie jest denerwujące dla niego i Ciebie, więc teraz
                  posiłek będzie trwał pól godziny, albo tak długo jak długo będzie ciepły. Potem
                  obiad zabierasz, bo jest zimny i niesmaczny. Pewnie na początku nie zje nic,
                  albo bardzo mało, ale będzie miał sporo czasu na zabawę(zysk). Może wtedy 2
                  dania zje więcej, bo zabawa, ruch wzmaga apetyt i przemianę materi( albo może
                  zje więcej kanapek, ale wtedy daj mu kanapki z jakimiś warzywami). Może nie,
                  ale nie dowiesz się bez sprawdzenia. A przez ten okres bądź konsekwentna.

                  Acha zastanów się też, co daje synowi to grymaszenie, jaki zysk z tego ma?
                  Twoją uwagę, bycie w centrum? Pozbaw go tego zysku i obserwuj.

                  Na pobudzenie apetytu jest lek ziołowy z aronii: Bioaron, polecam
                • maak3 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 13.05.05, 14:55
                  pade napisała:

                  > A czy nagle ustępując, po paru latach użerania się, nie pokażę synkowi, że to
                  > on ma rację, że warto grymasić przy jedzeniu, bo mama odpuści? Że histerie to
                  > metoda na to, by uzyskać to co się chce (czyli na przykład nie zjeść zupy)???

                  oooooo
                  to nie chodzi o jedzenie
                  Tobie chodzi o to, by mowiac potocznie Twoje bylo na wierzchu
                  chcesz z nim walczyc to walcz, ale na zdrowie na pewno synowi to nie pojdzie

                  jezeli w innych sferach zycia zachowujesz sie tak dominujaco w stosunku do syna
                  to nic dziwnego, ze chlopak robi takie numery z jedzeniem, bo to jest jedyne
                  miejsce kiedy tylko on moze zdecydowac co i jak....
                  ogromnie wspolczuje synkowi, ze zamiast cieszyc sie zabawa spedza 3godzinuy
                  dziennie razy 7 dni w tygodniu nad jedzeniem, ktore w niego wmuszasz...

                  i jeszcze podstawowa sprawa - dziecko ma prawo decydowac o tym co chce zjesc!!!!
                  • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 13.05.05, 19:58
                    Nie wiem czy przeczytałaś wszystkie moje wypowiedzi, pisałam, że staram się
                    gotować to co on lubi! i przy tym też grymasi.
                    A jak dziecko zdecyduje, że będzie odżywiać się chipsami i cukierkami, to mam
                    się zgodzić, bo takie jego prawo?
                    Nie uważasz, że 7 letnie dziecko, to trochę za mały człowiek, by sam decydował
                    co dla niego najlepsze?
                    Nie mam zamiaru walczyć z synem, bardzo mnie to męczy i właśnie po to załozyłam
                    ten wątek.
                    "Moje na wierzchu" czy to coś nienormalnego?
                    Trochę za wczesnie na partnerskie stosunki, takie jest moje zdanie. Syn musi
                    wiedzieć, że rodziców trzeba słuchać. Często widuję dzieci wychowywane
                    bezstresowo, po partnersku. Nie zazdroszczę ich rodzicom, raczej im współczuję.
                    • maak3 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 13.05.05, 21:42
                      staram się
                      > gotować to co on lubi! i przy tym też grymasi.
                      moze zmienil zdanie i czy jestes pewna ze gotujesz mu to co lubi?
                      bo z tego co pisalas wczesniej wywnioskowalam, ze glownie lubi kanapki smile))

                      > A jak dziecko zdecyduje, że będzie odżywiać się chipsami i cukierkami, to mam
                      > się zgodzić, bo takie jego prawo?

                      pewnie ze rodzice wyznaczaja granice wyboru
                      ale z tego co pisalas wczesniej to raczej syn moglby jesc kanapki caly dzien a
                      nie slodycze? i o to wlasnie mi chodzi, ze dla ciebie priorytetem jest
                      zjedzenie przez syna zupy, a nie tego co chce zjesc

                      > "Moje na wierzchu" czy to coś nienormalnego?
                      w przypadku jedzeniatraktowania w taki sposob jedzenia Twojego syna - TAK

                      >Często widuję dzieci wychowywane
                      > bezstresowo, po partnersku. Nie zazdroszczę ich rodzicom, raczej im
                      współczuję.
                      ....hm
                      a sama ze swoimi metodami wychowawczymi czujesz sie dobrze?

                    • klarak Re: Jestem niedobra dla mojego synka 14.05.05, 00:38
                      po partnersku a bezstresowo to dwie rozne rzeczy. zeby byc partnerem, dziecko
                      musi sie czuc i byc odpowiedzialne za rozne rzeczy (bo inaczej co to za
                      partner), a to juz nie jest bezstresowe. a bezstresowe wychowanie wg. mnie nie
                      jest partnerskie - to wychowanie, w ktorym rodzice podporzadkowuja sie dziecku,
                      wiec o partnerstwie nie ma tu mowy.

                      pewnie, ze czasem trzeba wymagac, ale mysle, ze sa pola, gdzie trzeba/ mozna
                      ustapic.

                      ja, jak moj syn mial kryzys taki, ze nic nie chcial jesc, wzielam fajne przepisy
                      z elle (zbieralam kiedys), posadzilam go i kazalam wybierac menu na caly
                      tydzien. wybral same ciasta i jeden rodzaj makaronu. poprosilam, zeby uwzglednil
                      w tym tzw. "piramide zdrowia", pokazalam mu ja w ksiazce. troche pomarudzil, ale
                      wybral cos tam. obiecalam, ze w weekendy bede piekla wybrane przez niego ciasta.
                      potem chodzilismy kupowac produkty, on pilnowal listy, potem pilnowal
                      codziennie, czy gotuje to, co jest w jego spisie. po kilku tygodniach juz nie
                      bylo to potrzebne, zaczal jesc duzo wiecej potraw. to jest moim zdaniem
                      wychowanie partnerskie smile
                    • aska_f Re: Jestem niedobra dla mojego synka 14.05.05, 12:01
                      Pade, ja mam synka - dwulatka - indywidualiste. Od samego poczatku on "dorasta"
                      do wiekszosci rzeczy i juz sie nauczylam ze zmuszanie go do czegokolwiek nic
                      nie daje, a kosztuje mnie wiele nerwow, jego wiele lez. I po co?
                      Niedawno mielismy problem - jak nie chcial czegos jesc rzucal na podloge. Po
                      paru miesiacach tlumaczen nauczyl sie ze jak nie chce to mowi "dziekuje" i ja
                      to szanuje, nawet jesli mowi dziekuje po 3 lyzkach zupy. Jak nie chce obiadu to
                      nie je. Uwazam ze sie nie zaglodzi, bo po chwili przychodzi i zjada np sucha
                      bulke czy chlebek chrupki. Moim zdaniem to nie tragedia jak dziecko nie zje
                      obiadu itp.
                      A co do urozmaicenia jadlospisu a raczej jego braku w przypadku twojego synka -
                      ja od malego az do teraz nie lubie wielu potraw. Mam kilka ktore mi smakuja i
                      jem je na okraglo. Moj maz sie wscieka ze ja nie chce sprobowac nic nowego,
                      szaleje ze tak nie mozna, bo trzeba rozne rzeczy jesc itp. Nieprawda, nie
                      trzeba. Ja nie potrzebuje. Mi dobrze jak jem przez tydzien pomidorowa smile) A on
                      na mnie wtedy patrzec nie moze wink)

                      Piszesz ze gotujesz to co on lubi ale na dwa dni i drugiego dnia on juz nie
                      chce jesc - nie mozesz dac zupy jednego dnia a reszty zamrozic? Zmieni ci sie
                      troche rytm, bedziesz 2 dni gotowac, a 2 dni jesc rozmrozone zamiast gotowania
                      coc drugi dzien, moim zdaniem wyjdzie na to samo, a synek powinien przestac
                      marudzic ze ma 2 dni z rzedu to samo.

                      I nie zgodze sie z toba ze za wczesnie na partnerskie stosunki. Oczywiscie
                      rodzice musza wyznaczac granice, ale w obrebie tych granic warto dac dziecku
                      swobode. Moj dwulatek sam decyduje np. w co sie chce ubrac - oczywiscie daje mu
                      kilka do wyboru i z tego on moze wybrac. Pytam sie go co chce jesc na sniadanie
                      czy kolacje - jak mowi paroweczki piaty dzien z rzedu to zaciskam zeby i wierze
                      ze mu w koncu minie (i faktycznie szal na paroweczki juz przechodzi smile

                      A jeszcze co do warzyw i owocow - moj synek z warzyw je marchewke, z owocow
                      jablko. Ostatnio polubil banana bo Elmo w bajce jadl smile Corka mojej siostry
                      tylko jablka jada, nie rusza zadnych warzyw do obiadu (ma 12 lat). I wszystkie
                      nasze dzieci sa zdrowe mimo tego i zadnej anemii nie maja smile))

                      Dlugi post mi wyszedl, mam nadzieje ze ci troszke da do myslenia i pomoze. A co
                      do zlosci - nie jestes sama, ja tez czasem pekam i mam mega-wyrzuty sumienia :
                      (((

                      Pozdrawiam,
                    • julkaxx Re: Jestem niedobra dla mojego synka 20.05.05, 12:20
                      Witaj! Pomyslałam, że to koszmar dla twojego synka siedzieć tyle przy jedzeniu.
                      Przeciez po pół godziny wszystko jest już zimne i niesmaczne. Poza ty to troche
                      brzmi jak horror - nie odejdziesz, dopóki nie zjesz! Dla mnie to dramat, gorszy
                      chyba niż te klapsy. Wiadomo, że zmuszanie powoduje oczywisty opór i takim
                      postepowaniem nic nie wskórasz, pogorszasz tylko sprawę. Daj mu czas na zabawę,
                      nie zmuszaj go do siedzenia przy zimnym i niesmacznym obiedzie. Poza tym wcale
                      nie musi zjeść i zupy, i drugiego. Ja się nie dziwię, że to dla niego koszmar i
                      że macie kiepskie stosunki. Poza tym, jeśli piszesz, że "rodziców trzeba
                      słuchać" to brzmi jak jakieś niepodważalne twierdzenie zapisane złotymi
                      literami w wielkiej ksiedze, a przeciez wcale tak nie jest. Dziecko, które ufa
                      rodzicom i znajduje w nich zrozumienie nie chce przecież robić im na złość.
                      Wiadomo, że są różne kłopoty z dziecmi, ale nic na siłę! Moja córeczka też nie
                      kocha jedzenia, ale nie zmeniłam jej zycia w koszmar siedzenia w jednym miejscu
                      przez pół dnia. Nie chce, to nie je, staram sie uzupełniac potrzebne składniki
                      w inny sposób, biorę jdzenie na spacer, układam ludziki z ziemniaczków i
                      marchewki, pokazuje jej, jak sie gotuje itd, itd z tym, że ona ma dopiero 1,5
                      roczku. Ale nie ma przy jedzeniu tej psychozy - i oby nigdy nie było. Po rpostu
                      spójrz na sprawę z jego punktu widzenia, rozważ wszystko i sama zobaczysz, jak
                      czuje się twój synek. No i szybko coś zmień. Życzę ci, żeby wam się udało!
                      • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 20.05.05, 14:13
                        Witaj
                        Nie jest tak źle! Naprawdę! Ograniczylismy jedzenie do pół godziny, pod groźbą
                        niestety, ale działa. Syn nie znosi ciepłego jedeznia i zawsze czeka aż
                        wystygnie. Zupełnie tego nie rozumiem, bo dla mnie np. zimne=niesmaczne, ale
                        skoro tak woli...
                        Niestety odpuścić mu jedzenia całkowicie nie mogę. Zrobiłam tak po Waszych
                        postach, przez kilka dni było nie chcesz nie jedz. Ale zrobił się słabiutki,
                        dosłownie się potykał i słaniał ze zmęczenia, no i w końcu podłapał infekcję (a
                        córka od niego).
                        Staram się gotować mu to co lubi, ale nie mam zamiaru gotować osobno dla niego,
                        osobno dla reszty rodziny, no i raz na tydzień trafia się to czego nie lubi.
                        Ostatnio zrobiłam mu kanapkę z wędliną i żółtym serem (nie lubi go). Na drugi
                        dzień miał iść do kolegi. Mąż zagroził synkowi, że jak nie zje, nie pójdzie.
                        Zjadł, a potem powiedział, że ten ser był całkiem smaczny!
                        Z wieloma rzeczami tak jest, nigdy tego nie próbował, ale już wie, że nie lubi.
                        Mój syn jest, moje kochane, bardzo uparty, I wydaje mi się, że lepszym wyjściem
                        jest pójscie na kompromis niz ustępowanie. Staram się z nim negocjować, z
                        lepszym lub gorszym skutkiem.
                        Ale uważam też, że dziecko powinno słuchać rodziców i nie wiem julkaxx, co
                        widzisz w tym złego. Dziecko nie ma żadnego życiowego doświadczenia, na którym
                        mogłoby bazować, a poza tym potrzebuje granic by czuło się bezpiecznie. I
                        obowiązkiem rodziców jest te granice wyznaczać, a co za tym idzie dziecko
                        powinno te granice respektować. To miałam na mysli, pisząc, że dziecko powinno
                        słuchać rodziców. I pod tym względem zdania nie zmienię.
                        pozdrawiam
                        pade
                        • julkaxx Re: Jestem niedobra dla mojego synka 20.05.05, 14:58
                          To dobrze, ze z jedzeniem jakos sie wam zaczelo ukladac, chociaz nie wiem, jak
                          on moze jesc pod przymusem - nie zjesz - nie pojdziesz. Ja w takiej sytuacji
                          nic bym nie przelknela. Sprobujcie pokazac mu moze, ze jedzenie moze byc wielka
                          przyjemnoscia, ze mozna sie nim delektowac, ze mozna jesc roznie (np. palcami)
                          no i moze wtedy mu sie spodoba. Ja jestem wielkim smakoszem i przywiazuje
                          ogromna wage do tego, w jaki sposob jem, jak jest podane itp., bo to sprawia mi
                          przyjemnosc i moze dziecku tez by sie podobalo. A co do granic - moim zdaniem,
                          to nie granice i ograniczenia sa dziecku potrzebne do szczescia, a poczucie
                          bezpieczenstwa nie bierze sie ze sztucznie (i w dodatku na sile) narzuconych
                          granic, ale z zaufania i uczucia. sztuczne granice, jakiekolwiek by one nie
                          byly, powoduja, ze dziecko chce wyjsc poza nie, a naturalne powoduja, ze czuje
                          sie bezpiecznie (dom i wieziennie czyms sie jednak różnią). A co jest
                          obowiazkiem rodziców, z tym mozna by długo dyskutowac, ale to innym razem...
                          Pozdrawiam was!
                          • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 20.05.05, 16:58
                            Odpowiem Ci tylko w ten sposób: jak mój synek miał 1,5 roku tez nie miałam
                            większych problemów z jedzeniem. I wtedy skutkowały "zabawy" z marchewką itd.
                            Teraz mój syn ma 7 lat i niestety nie mozna go niczym przekonać. Nie daję mu
                            tez dwóch dań, bo nie mam juz na to siły, tylko jedno z nich.
                            Nie napisałam tez że granice są potrzebne dziecku do szczęścia, ale że są
                            potrzebne...
                            Wiesz jak mój synek miał 1,5 roku był świetnym dzieciaczkiem i ja w ogóle nie
                            potrzebowałam żadnego forum ani porad. Radziliśmy sobie rewelacyjnie.
                            Życzę Ci abyś Ty nie miała w przyszłości żadnych rozterek ani problemów ze
                            swoimi dziećmi.
                            • klarak Re: Jestem niedobra dla mojego synka 20.05.05, 17:26
                              z tym, ze nie jadl, a juz nie lubi, to jest normalne. to sie nazywa neofobia,
                              czyli lęk przed nowym. wyrasta sie z tego ok. 10 roku zycia. moj wyrosl na
                              przelomie 8/9.
                              z tym slanianiem sie i infekcjami to jest troche dziwne. moze ma po prostu slaba
                              odpornosc? poradz sie pediatry, moze tym powinnas sie zajac na pierwszym miejscu.
                              i czy to znaczy, ze on wtedy po prostu nic KOMPLETNIE nie je?
                              • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 20.05.05, 18:00
                                Mam nadzieję, że mój z tego też wyrośnie, oby....
                                Jesli chodzi o pediatrę, to włśnie ona doradziła mi synka przegłodzić, a potem
                                powiedziała, żeby jednak dać mu coś pożywnego do zjedzenia. Nic nie jadł tzn.
                                zjadł śniadanie, a potem cały dzień nic, do kolacji. Jak juz pisałam wcześniej
                                kanapki je chetnie, ale oczywiście tylko z tym co lubi...
                                Pierogów np. rok temu nie cierpiał (nie próbując nawet), teraz bardzo lubi.
                                Odporność ma juz zdecydowanie lepszą niż np. rok temu.
                                Może problemem u niego nie jest niejedzenie ale zwykły upór.

                                Ale nie ma chyba na to lekarstwa...
                • nangaparbat3 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 14.05.05, 00:34
                  A czy nagle ustępując, po paru latach użerania się, nie pokażę synkowi, że to
                  > on ma rację, że warto grymasić przy jedzeniu, bo mama odpuści? Że histerie to
                  > metoda na to, by uzyskać to co się chce (czyli na przykład nie zjeść zupy)???

                  Ale przecież on JAK NAJBARDZIEJ MA RACJĘ! Nie dalaś mu szansy na zwykłe
                  odmówienie jedzenia. Histeria pojawia się wtedy, kiedy nie może po prostu
                  powiedzieć "Nie". Wyobraź sobie, ze teściowa sadza Cie przed talerzem czegoś,
                  czego absolutnie zjeść nie chcesz, namawia, zachęca, wreszcie zości się i
                  zmusza, i trzyma Cię przy tym stole przez godzinę!
                  Moja corka miewała okresy okropnego marudzenia przy jedzeniu. Kiedy czegos
                  odmawiała, prosiłam, żeby sprobowała - "jeśli zjesz trzy lyżki i nie zechcesz
                  więcej, odczepię się" - umawialam się z nią. czasem o tych trzech lyzkach
                  zjadala do końca, a czasem ani jednej więcej. Wtedy jedzenie szybciutko do
                  miski dla kundla (bardzo przydatny - jedzenia nie się marnuje, ale też nie stoi
                  na widoku i nie denerwuje, do dzisiaj jeśli nie chce zjeść czegoś przyjmuję to
                  do wiadomości, ale każę jej uprzątnąć niezjedzone, bo wlaśnie to uprzątanie
                  jest dla mnie wyjątkowo denerwujące). Poza tym jeśli czegoś nie chciala zjeść,
                  nie dostawała niczego innego, po prostu kończyłysmy posiłek i spokojnie
                  czekałam, aż przyjdzie glodna i sama poprosi. No i w tych okresach marudzenia
                  zero słodyczy.
                  • marhab13 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 14.05.05, 10:13
                    Zgadzam się z nangaparbat3. Pozwol dziecku na samodzielność, nawet jeśli we
                    własnym tempie. Ja też uważam jeść trzeba i to zdrowo (mały nie zna jeszcze
                    smaku czipsów),ale zastanów się czemu tak zależy ci na tych zupach?????
                    • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 14.05.05, 12:10
                      Wiesz czemu mi zależy na zupach? Może to idiotyczne, ale ponieważ nigdy przez
                      7 lat swojego życia nie spróbował surowego warzywa, chciałam, żeby chociaż
                      gotowane jadł, po prostu.
                      Poza tym powiedz mi, jak ma wyglądać jadłospis mojego syna na cały dzień, czy
                      ten jest zły?:
                      rano je zupę mleczną, w szkole kanapka, wraca ze szkoły-zupa , potem drugie,
                      jakiś deserek lub Danio, kolacja-kanapki.
                      Poza tym kochane, zaczęłam ten post dość dramatycznie, ale ja naprawdę nie
                      jestem potworem. Przez ten tydzień raz na niego krzyknęłam, poza tym
                      zdecydowanie wolę z dziećmi rozmawiać, prosić o wykonanie moich poleceń, a nie
                      wydzierać się. I jeszcze jedna ważna rzecz, o której nie wspomniałam. Ja go
                      zawsze przepraszam, jak niesłusznie nakrzyczę lub obrażę jakimś słowem.
                      Tłumaczę, że tak wcale nie myślę, że wyrwało mi się bo byłam bardzo
                      zdenerwowana. Wiem, że to za późno , bo juz zdążyłam go zranić, a słowa
                      bardziej ranią niz czyny, ale staram się, naprawdę.

                      Od tygodnia mniej więcej mój syn zjadał zupy (w znośnym tempie), ale tylko
                      dlatego, że była to pomidorowa i rosół.
                      Postanowiłam również odpuścić mu te zupy, jeśli nie będzie chciał, niech zje
                      chociaż drugie danie.Dlaczego mój syn je tak długo-nie wiem, patrzy w sufit,
                      robi jakies wygibasy rękami. Weźmie łyżkę do buzi jak powiem: "synuś jedz",
                      zdecydowanie woli zimne jedzenie, jak jest ciepłe to się awanturuje, że go
                      parzy.

                      Słodycze uwielbia, więc mu je bardzo ograniczam, wie, że nie może jeść dużo bo
                      szkoda zębów i tylko po jedzeniu. Nigdy nie wziął do ust rzodkiewki, pomidora,
                      czy truskawki i nie mogę go do tego namówić.

                      Ponadto, synek zaraz po zerówce idzie z moim bratem na piłkę, grają koło
                      godziny, a jak szybko zje to wychodzimy na rower, albo plac zabaw. Wieczorem,
                      jak jeszcze jest ciepło, ja zostaję z nim na dworze, a mąż zabiera małą do
                      domu.Jest na dworze codziennie 2-3 godziny, poza tym ma jeszcze aikido, i
                      odwiedza swoich kolegów, lub oni jego.

                      Bardzo sie staram, żeby syn był samodzielny, proszę go by składał ubrania,
                      sprzątał zabawki, pamiętał o lekcjach zadanych przez Panią z zerówki. Jak on to
                      robi to już inna sprawa. Jestem wymagająca i konsekwentna, może nawet za
                      bardzo, stąd ten dramat; a nie bez charakteru jak tu ktoś ostatnio napisał.
                      Ja się po prostu pogubiłam, dziewczyny, i potrzebowałam Was by sobie wszystko
                      poukładać

                      Sądzę, że nie traciłabym panowania nad sobą, gdyby nie niekończące się problemy
                      ze zdrowiem mojej córki, jej koszmarne zachowanie związane ze złym
                      samopoczuciem: marudzenie, jęczenie, histerie; oraz nasza bardzo kiepska
                      sytuacja finansowa. Obie te rzeczy bardzo mnie martwią i nie pozwalają być
                      wyluzowaną mamą.
                      pozdrawiam
                      pade
                      • judytak Re: Jestem niedobra dla mojego synka 14.05.05, 19:38
                        pade napisała:
                        Dlaczego mój syn je tak długo-nie wiem, patrzy w sufit,
                        > robi jakies wygibasy rękami. Weźmie łyżkę do buzi jak powiem: "synuś jedz",
                        > zdecydowanie woli zimne jedzenie, jak jest ciepłe to się awanturuje, że go
                        > parzy.

                        mój Średni to samo: patrzy przez okno, bez końca poprawia sobie ubrania itp.
                        itd. przy każdej czynności, na którą nie ma ochoty :o)

                        ale powiem ci, że zdecydowanie wyrasta z tego, mimo, że jak widzę, że coś nie
                        idzie, to zazwyczaj odpuszczam
                        (np. codziennie ćwiczymi czytanie, bo z nim tak trzeba; kiedy widzę, że nie
                        idzie, czyli po każdym wyrazie musię go "budzić", to przerywam, spróbujemy
                        wieczorem)

                        takie coś mi się skojarzyło: moje dzieci "ciężko się rozruszają" z jedzeniem,
                        jak są bardzo głodni
                        mam na myśli takie głupie i nielogiczne zjawisko, że jak sadzam do obiadu
                        dziecko bardziej, niż zazwyczaj wygłodzone, to marudzi, nie je, a jak zaczyna,
                        to po kilku łyżkach czuje się "strasznie najedzony"

                        ja już o tym wiem, więc w takich przypadkach daję coś (kawałek jabłka, kawałek
                        bułki, szklankę wody) na szybkiego, i obiad 10, 15 minut później...

                        poza tym: moja Duża i Mały wolą zupy, Średni woli drugie dania; jeśli
                        przypadkiem mam i to i to (bo np. zostało z poprzedniego dnia), to mogą sobie
                        wybrać, tak samo mogą jakiegoś składnika nie chcieć, a czy zjedzą na gorąco
                        (Średni) czy na zimno (Duża), tym naprawdę się nie przejmuję
                        (ja osobiście wolę na zimno ;o)

                        schemat posiłków: dla mnie za często, ja bym dała obiad raz (jedno danie, albo
                        małe porcje z dwóch dań), i między obiadem a kolacją poprzestałabym na deserku
                        (przynajmniej u nas tak to wygląda; czasami na kolację zamiast kanapek mamy
                        drugi raz to, co zostało z obiadu, jest to zdecydowanie inicjatywą dzieci, ja
                        bym wolała zostawić na drugi dzień...)

                        a ze słodyczami mam żelazną zasadę: jak nie jesteś głodny, tj. nie zjadłeś
                        obiadu czy tam kolację, to i słodyczy nie musisz...

                        coś jeszcze: czy dziecko jada tę zupę samo, czy ktoś jeszcze jada z nim obiad?
                        bo samemu, to rzadko kto lubi...
                        jeśli nawet bardzo ci taki posiłek nie pasuje, to usiądź z nim do stołu chociaż
                        z "imitacją" posiłku, z kawą, herbatą, czymkolwiek, to powinno pomóc...

                        pozdrawiam
                        Judyta
                        • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 14.05.05, 22:00
                          coś jeszcze: czy dziecko jada tę zupę samo, czy ktoś jeszcze jada z nim obiad?
                          > bo samemu, to rzadko kto lubi...
                          > jeśli nawet bardzo ci taki posiłek nie pasuje, to usiądź z nim do stołu
                          chociaż
                          >
                          > z "imitacją" posiłku, z kawą, herbatą, czymkolwiek, to powinno pomóc...
                          >
                          I to jest bardzo słuszna rada! Nie miałam przyjemności szczerze mówiąc,siedzieć
                          z nim przy stole i patrzeć na jego skrzywioną minę, zawsze w tym czasie
                          zmywałam albo prasowałam, ale chyba sie przemogę, i sądzę, że to pomoże.
                          Jestem naprawdę wdzięczna za wszystkie wasze sugestie.
                          pozdrawiam
                          pade
              • marhab13 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 13.05.05, 12:34
                A z mężem pogadaj "po męsku". Wystarczy czasem, żeby jak Ty rozmawiasz z synem,
                kt nie słucha ojciec powiedział:" Słyszałeś co mówi mama? Natychmiast>"
                Zachęć "chłopaków" do wspólnych weekendowych zajęć: piłka, basen, może tenis?
                Ty wtedy odetchniesz. Albo, to Ty wychodź na aerobic, basen... w weekend, a
                dzieci zostaw w domu. Mąż się przyzwyczai po jakimś czasie i może zacznie
                barzdiej doceniać Twoją pracę w domu. Pozdrawiam
                • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 14.05.05, 12:14
                  Twoja rada "nie powtarzaj metody, która nie działa" jest rewelacyjna, naprawdę.
                  Postaram się to wcielić w życie. Dziękuję za wszystkie rady, słowa otuchy i
                  krytyki.
                  pozdrawiam
                  pade
                  • nangaparbat3 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 14.05.05, 22:34
                    Pade,
                    Myslę, ze Judyta napisała bardzo ważną rzecz:

                    ale powiem ci, że zdecydowanie wyrasta z tego, mimo, że jak widzę, że coś nie
                    idzie, to zazwyczaj odpuszczam

                    Ja tez zauwazyłam, ze to, czym sie specjalnie nie przejmowałam, wychodzilo nie
                    wiadomo kiedy i jak. Za to jak sie na czymś skupiałam, zależalo mi, staralam
                    się - Boze, zawsze wtedy byla droga przez mękę, i w dodatku bezskuteczna, aż
                    nie odpusciłam. Wtedy albo sie regulowalo, albo nie, ale nawet jesli nie (na
                    przyklad ssanie palca - to przeszło wszelkie wyobrażenie, z tym jednak, ze
                    każda moja czy kogos innego uwaga tylko je wzmacniała), wiec jesli nawet sie
                    nie udało i dziecko nie zmieniało postępowania, to ja sie przestawałam
                    frustrowac i w ogolnym rozrachunku wychodzilo tylko na dobre.
                    Ktos napisał, że to jedzenie to tylko wierzchołek gory lodowej, i myslę, że to
                    własnie tak jest. Myslę, że po prostu jesteś wykończona i nie masz już sily, a
                    musisz. Sama mam tylko jedno dziecko, ale czterokrotnie (jak dotąd) przezyłam
                    straszny kryzys związany z jej reakcją na moje przemęczenie. Raz to było jak
                    miała trzy miesiące - wycie dzień w dzień od 17.30. Oczywiscie najpierw
                    sądziłam, ze to "kolka", ale po jakimś czasie okazało się, ze to moje zmeczenie
                    i zniecierpliwienie przy karmieniu, chociaż robiłam wszystko, zeby się nie
                    połapala - dziecka się nie oszuka. No to zamiast sprzątania po obiedzie
                    ucinałam sobie drzemkę - i mała przestala wyć. Potem mi odbiło jak miała około
                    dwóch lat, zaczęłam po prostu świrować od siedzenia w domu. Wtedy uratowali
                    mnie rodzice, fundując nianię, a ja poszlam do pracy, miałam wielkie szczęście,
                    bo to bylo kilka godzin tygodniowo. A ja byłam w takim stanie, że kiedy
                    chorowałam na zapalenie pecherza i stałam boso na kafelkowej podlodze, podeszła
                    niania i podała mi kapcie, mówiąc,"niechże pani wlozy, przecież pani jest
                    przeziebiona" - i wiesz, do dzisiaj, a mineło 12 lat, pamietam tamtą chwilę,
                    wtedy sie rozpłakalam bo ktoś wreszcie zatroszczył sie o mnie, nie ciągle tylko
                    ja o kogoś. Potem mąż mnie zostawił, bardzo duzo pracowałam, mala miała 9 lat i
                    zzaczęła mieć tik nerwowy, okropny, wykrzywiała buzie i podrzucala jedno ramię,
                    strach bylo patrzeć. Pobiegłam do mojej znajomej psycholożki, żeby umowić się
                    na wizyte z dzieckiem, ale ona dziecka wcale ogladać nie chciała - poradziła
                    tylko, zebym wprost mowiła, że jestem zmęczona, zdenerwowana, ze nie mam czasu -
                    niejako z góry, zanim zaczne na małą krzyczeć. Pomogło. Wreszcie ostatnio, rok
                    temu, przestała jeść obiady w szkole, w ogole była strasznie biedna, jakaś taka
                    skurczona, wtedy zrezygnowalam z dodatkowej pracy, trudno, pewnie juz do
                    śmierci bedę sie ubierac w lumpeksach, ale co z tego. Zaczęłam gotować obiady w
                    domu i pierwszego MOJEGO nie tknęła. Oddałam go psu i chyba udało mi sie
                    zachować spokój, ale w środku cała zdrętwiałam z przerażenia. Na drugi dzień
                    zjadła połowę. Potem juz było normalnie.
                    Tak sie rozpisałam, bo też to co piszesz obudzilo we mnie wiele wspomnień,
                    bardzo zywych. wybacz, jeśli przynudzam.
                    Wydaje mi się, że musisz znaleźć sposób na odpoczynek, bo zwariujesz, a dzieci
                    razem z Tobą. Może masz znajomą, sąsiadkę, ktora tez siedzi w domu z dziecmi -
                    moze mogłybyscie sie wymieniać - raz Ty bierzesz jej dzieci na dwie godziny,
                    raz ona Twoje. Wtedy każda z Was miałaby troche czasu dla siebie.
                    Teraz też tak sobie myślę, jakie to ważne, zebysmy my, kobiety, okazywały sobie
                    troche nawzajem troski, czułości. Ciągle nimi kogos obdarowujemy, a my same?
                    Pmiętam, jak w pare tygodni po urodzeniu córki dostalam paczkę od znajomej z
                    zagranicy - oprocz upominków dla dziecka były tam kolczyki dla mnie. Boze,
                    jakie one byly wazne! Ktoś pamietał, że jestem kobietą, a nie tylko urządzeniem
                    do opieki nad dzieckiem.
                    Ciagle myslę nad tymi jarzynami, zaczyna mi coś świtac, jak się sformułuje,
                    jeszcze napiszę, a nuz pomoże,
                    Teraż Cię pozdrawiam najserdeczniej
                    N.
                    • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 14.05.05, 23:58
                      Masz rację. Im bardziej się staram, tym gorzej to wszystko wygląda.
                      Ale na przykład, nie naciskałam na synka jesli chodzi o czytanie i nauczył się
                      sam! Jak na zerówkę czyta świetnie, to samo z pisaniem. Czasami, niby od
                      niechcenia zadaję mu jakieś ćwiczenia, albo prosze by sam sobie wybrał. I robi,
                      a jaki jest zadowolony!
                      Z kolei, nie wiedziałam co zrobić na obiad, specjalnie dla niego, spytałam i
                      usłyszałam: makaron z serem. No i zrobiłam, pierwszy raz w życiu. Nie zjadł.
                      Próbowałam, dobry był. Ale dam już sobie spokój z tym jedzeniem. Wszyscy w
                      rodzinie widzą że jestem wykończona ta szarpaniną z nim. Może jak sobie
                      odpuszczę nasze stosunki będą jeszcze lepsze?
                      Tylko...same wiecie, jak ciężko być wyluzowaną i niczym się nie przejmować.
                      Nangaparbat3, jesteś bardzo dzielna, podziwiam Cię i dziękuję za tak serdeczne
                      słowa otuchy.Jesli chodzi o wsparcie kogoś z poza rodziny, oj, z tym jest
                      ciężko. Moje koleżanki mają albo jedno, małe dziecko, albo wcale. I zero
                      zrozumienia. Mieszkamy daleko od siebie i mamy właściwie tylko kontakt
                      telefoniczny.
                      Wiecie co, myslę, że jak zrobi się naprawdę ciepło, będzie więcej słońca, to i
                      moje mysli będą jasniejsze i wszystko stanie się prostsze.
                      uściski dla wszystkich
                      pade
    • marhab13 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 14.05.05, 12:48
      Tak, zaczełaś wątek dość dramatycznie, ale pewnie dlatego, że doszłaś do
      jakiejś swojej kolejnej granicy wytrzymałości, tolerancji. To najlepszy moment
      na próbe zmiany.
      Oczywiście łatwo jest krytykować i doradzać, gdy się samemu nie jest w tej
      sytuacji. JAk zawsze w sytuacjach rodzinnych, to wszystko nie jest takie
      proste,prawda? Myśle, ze jedzenie jest tylko wierzchołkiem jakieś
      podskornej "walki" między wami, walki o władze, uwagę. U mojego syna jest
      podobnie, choć ma tylko 3 lata, dlatego tak bardzo zaangażowałam się w ten
      wątek.
      Pytałam czemu tak bardzo zależy Ci na zupach, mając na myśli, zeby warzywa
      przemycic inaczej, bo wiadomo musi je jeść.(A może polubi soki warzywne?)
      Podobała mi się rada jednej z dziewczyn, zeby pokazać małemu piramide zdrowego
      żywienia, ale żeby miał też jakiś wpływ co z tej piramidy wybierze.
      Pozdrawiam i napisz jak Ci idzie.
      • majamama ksiazka 19.05.05, 10:11
        ja jestem fanka ksiazek Adele Faber i Elaine Mazlish "Jak mówić żeby dzieci
        słuchały,jak słuchać żeby dzieci mówiły, "Wyzwoleni rodzice, wyzwolone
        dzieci", "Rodzeństwo bez rywalizacji", "Jak mówić, żeby dzieci się uczyły w
        domu i w szkole".
        no wiec polecem dla autorki watku. bardzo trzymam kciuki, bo mysle ze chlopiec
        czuje sie odrzucony po przyjsciu na swiat drugiego dziecka. to popularne, am
        rozne objawy i trudno sobie z tym radzic jak sie ma kupe naglowie, wypala sie i
        traci cierpliwosc.

        zycze Ci trzech dni urlopu bez dzieci z ksiazkami w reku, najlepiej z pierwszym
        i trzecim tytulem. do zakupienia wksiegarniach internetowych.

        pozdrawiam
    • maminka8 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 22.05.05, 17:29
      Powiem krótko
      Tak jak powiedziałaby mama również dwójki dzieci


      Bardzo przejmująco i dosłownie napisałaś.
      Po pierwsze życzę Ci wytrwałości , po drugie uwierz że dobrą matką jesteś ,
      po trzecie może czasem warto zostawić to prasowanie ... Nie musimy być
      pedantkami mieć wszystkiego cacy... Ale rozumiem Cię. Z jednej strony trzeba
      dbać o dzieci i spełniać ich prosby (spacery, zabawy itp..), z drugiej strony
      ten ciągły pośpiech , że ugotować, posprzątać, wyprać. Robisz jedno myśląc o
      drugim, drugie myśląc o pierwszym.I cały czas masz wyrzuty sumienia , z powodu
      uciekającego czasu a raczej ciagłego jego braku ,i poprostu .. krzyczysz ?
      Czy jest możliwość , aby Twój mąż pomogł Ci trochę przy synku ?
      Wziął na "męski" spacer , na piłkę nożną ?

      Nie tłum emocji, mów o nich otwarcie.


      • pade Re: Jestem niedobra dla mojego synka 22.05.05, 23:16
        Ojejku, dziękuję Ci z całego serca.
        Właśnie tak jest, jak piszesz.
        Powiem szczerze, ja nie umiem odpoczywać. Wczoraj teściowa wzięła dzieci na
        spacer, a ja... wzięłam się szybciutko do sprzątania, za gotowanie. No, ale
        dziś przynajmniej nie musiałam nic robić i mieliśmy fajną, rodzinną niedzielę.
        Najgorsze jest to, że mój mąż równiez nie potrafi usiedzieć w miejscu, albo
        pracuje, albo jest w domu, ale zajęty (często własnymi myślami). Wychodzimy
        gdzieś z dziećmi..pędem, z zegarkiem w ręku, na zakupy-to samo. To chyba jakaś
        choroba, nie wiem...
        Odpoczywam wieczorem, może źle robię, bo powinnam wtedy prasować, albo gotować,
        ale lubię wieczory z książką w ręku, albo na forum, albo przed telewizorem,
        dzieci śpią, a ja mam spokój, relaksuję się. Tylko ostatnio wydaje mi się, że
        ten wieczór powinien trwać ze trzy dni, żebym poczuła się choć odrobinkę
        zrelaksowana, żebym mogła naładować akumulatory.
        No i jeszcze do tego: mój syn , w ciągu ostatnich trzech dni, nie chciał zjeśc
        ani obiadu (ulubionego ponoć), ani nawet kolacji, nie wiem co się z nim dzieję,
        może coś się kluje?
        Tę całą neofobię ma na pewno, bo jego lęk dotyczy nie tylko jedzenia. W ogóle
        synek jest bardzo wrazliwym dzieckiem, chyba nawet nadwrażliwym. Bardzo go
        kocham, naprawdę, ale tych jego histerii to niestety nikt w rodzinie nie może
        znieść. No i niestety moja córcia na to patrzy, w piątek, tak jak
        synek ,odmówiła jedzenia!!! Załamałam się i wyszłam posiedzieć sobie na
        schodach, na klatce schodowej, a jak wróciłam, dzieci zadowolone oglądały bajkę!
        Czasem mam ochotę krzyczec, wrzeszczeć, rzucać talerzami, przyłozyć pięścią w
        ścianę, no i nie wiem co jeszcze..ale wychodzę na balkon, zapalę i biorę się w
        garść, i tak w kółko...
        Mąz kiedy tylko może zajmuje się dziećmi, zresztą synek często gdzieś wychodzi
        i na brak zajęć nie może narzekać. Problem w tym, że nikt mi nie weźmie dwójki,
        tylko albo jedno albo drugie. Więc wolę jak są oboje w domku, bo im razem
        weselej.
        Nie chcę się nad sobą użalać, bo wiem, że takie problemy jak ja, albo dużo
        gorsze ma wiele matek. Ale cieszę się, że napisałam i cieszę się że
        odpowiadacie.
        Dziękuję za wszystkie wypowiedzi i pozdrawiam serdecznie
        pade
    • camel_3d no..potrzebna ci pomoc-.. 18.10.13, 10:55
      polecam dobrego psychologa..rodzinnego.
      • slonko1335 Re: no..potrzebna ci pomoc-.. 18.10.13, 11:16
        zwracm uwagę, że to wątek sprzed 8 lat
        • camel_3d Re: no..potrzebna ci pomoc-.. 18.10.13, 19:17
          O kurcze...

          Kto tu taka archeologie uprawia...
    • koralik12 Re: Jestem niedobra dla mojego synka 20.10.13, 09:45
      Kup mu do kapieli tabletki koloryzujące w Rossmanie. Wrzucasz jedną do wanny i woda jest niebieska smile to bardzo zachęca do kapieli. I nie uczulają alergików. torebka.kafeteria.pl/index.php?mode=view&id=17335
    • a.nancy Re: Jestem niedobra dla mojego synka 21.10.13, 10:48
      > Wrzaski są za marudzenie przy jedzeniu (to co gotuję jest obrzydliwe, on nie
      > lubi jeść itd., ale po wieloletniej obserwacji, rozmowie z psychologiem i
      > pediatrą wiem, że to po prostu fochy).

      psycholog co powiedział, że to są "fochy"?

      > Lanie było za to, że 2 godziny jadł rosół, który podobno lubi (jak go nie
      > ma), moja córcia (wtedy 5mies.) darła się jak opętana i musiałam z nią wyjść
      > na spacer i nie mogłam już wytrzymać.

      zmuszasz dziecko do jedzenia przez 2 godziny?
      zimny rosół jest obrzydliwy.
      a jedzenie w stresie (wrzeszcząca matka, wrzeszcząca siostra...) to żadna przyjemność, żołądek się ściska i trudno coś przełknąć.

      > Poza tym irytuje mnie, że jest trochę gapciowaty. Teraz już się nie wywraca,
      > ale jeszcze pół roku temu owszem (ma prawie 7 lat), wchodzi w psie gów..,
      > zapomina gdzie jest i co ma zrobić, a ja się ciągle spieszę..., moja córka to
      > terrorystka...

      to przestań się spieszyć. serio. w większości przypadków to jest tylko kwestia nastawienia. świat poczeka. a jak już koniecznie musisz być gdzieś punktualnie, to zacznij się zbierać pół godziny później. i pomóż dziecku się "ogarnąć", zamiast od razu się drzeć.

      > Ja jestem dość nerwowa, on raczej spokojny, introwertyk. I to tez mnie
      > irytuje bo nie umiem z nim rozmawiać. Zadaję mu pytania na które nie
      > odpowiada, albo półsłówkami, nie potrafi się przede mną otworzyć, albo mnie
      > zbywa. Nie umiem do niego dotrzeć. Nigdy nie powtarza mi jak było w zerówce,
      > czego się nauczył, co zadała Pani. Nie opowiada jak było na wycieczce, albo w
      > teratrze, ma trudności z wysławianiem się.

      nie dziwię mu się. też bym nie miała ochoty rozmawiać z matką, która ciągle się drze i wyzywa mnie od głupków. nie mówiąc już o klapsach.

      > Mam ciągłe wyrzuty sumienia jesli chodzi o mojego syncia. Patrze na niego,
      > siedząc przed kompem i w środku spalam się ze wstydu, że zamiast się nim
      > zająć robię coś innego. On by chciał, bym cały wolny czas poświęciła jemu, ja
      > tego nie robię, mam wyrzuty sumienia, więc go unikam, a on unika mnie.

      a ty jesteś dorosła? bo zachowujesz się jak pięciolatka. unikasz dziecka, bo masz wyrzuty sumienia? weź się palnij w łeb.
      • a.nancy Re: Jestem niedobra dla mojego synka 21.10.13, 10:58
        oj, nie zauważyłam daty wątku sad

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka