pade
10.05.05, 13:35
Po lekturze wątków o biciu, szarpaniu, itd. doszłam do wniosku, że nie jestem
dobrą matką dla mojego synka. Zresztą wiedziałam to juz wczesniej ale zawsze
to sobie jakoś tłumaczyłam.
Po pierwsze: wiem, że go kocham, dałabym się za niego pokroić, ale czasem
przychodzą mi do głowy straszne słowa: nie cierpię cię , nie znoszę itd.
Po drugie: po pięciokrotnym powtórzeniu polecenia drę się na niego, bo
inaczej w ogóle nie reaguje
Po trzecie: dostał ode mnie dwa porządne lania (5 klapów) i wyzwałam go od
głupków, a ponadto czasami załapie jednego klapa, albo go poszturcham albo mi
się wyrwie zamknij się.
Wrzaski są za marudzenie przy jedzeniu (to co gotuję jest obrzydliwe, on nie
lubi jeść itd., ale po wieloletniej obserwacji, rozmowie z psychologiem i
pediatrą wiem, że to po prostu fochy).
Lanie było za to, że 2 godziny jadł rosół, który podobno lubi (jak go nie
ma), moja córcia (wtedy 5mies.) darła się jak opętana i musiałam z nią wyjść
na spacer i nie mogłam już wytrzymać.
A drugie-jechałam z nim "do miasta", wlazł w gó.. mimo, iz prosiłam by nie
szedł po trawniku, i wytarł buty w ...spodnie.
Poza tym irytuje mnie, że jest trochę gapciowaty. Teraz już się nie wywraca,
ale jeszcze pół roku temu owszem (ma prawie 7 lat), wchodzi w psie gów..,
zapomina gdzie jest i co ma zrobić, a ja się ciągle spieszę..., moja córka to
terrorystka...
Ja jestem dość nerwowa, on raczej spokojny, introwertyk. I to tez mnie
irytuje bo nie umiem z nim rozmawiać. Zadaję mu pytania na które nie
odpowiada, albo półsłówkami, nie potrafi się przede mną otworzyć, albo mnie
zbywa. Nie umiem do niego dotrzeć. Nigdy nie powtarza mi jak było w zerówce,
czego się nauczył, co zadała Pani. Nie opowiada jak było na wycieczce, albo w
teratrze, ma trudności z wysławianiem się.
A ja mam mało cierpliwości. Zaczęła mi się wyczerpywać jak urodziła się
córcia i mam jej coraz mniej.
Mam ciągłe wyrzuty sumienia jesli chodzi o mojego syncia. Patrze na niego,
siedząc przed kompem i w środku spalam się ze wstydu, że zamiast się nim
zająć robię coś innego. On by chciał, bym cały wolny czas poświęciła jemu, ja
tego nie robię, mam wyrzuty sumienia, więc go unikam, a on unika mnie. Błędne
koło.
To nie jest tak, że w ogóle na niego nie zwracam uwagi, broń boże. Dbam o
niego, wychodzę na dwór by sobie pobiegał, poszalał (nawet jak jestem
zmeczona, chora itd.). Robimy razem zadania, albo gramy w jakies gry. Nie
codziennie, ale jednak. Ale on ciągle daje mi do zrozumienia, że to za mało,
a ja mu tłumaczę, kotuś, mama musi pozmywać, obiad ugotować, poprasować itd.
Ciągle brak mi czasu...
Barkuje mi szczerych rozmów z nim. Nie wiem czy dlatego, że jest chłopcem nie
mogę sie z nim dogadać? Z mojego męża też nie mogę nic wydusić, muszę czekać
na odpowiedni moment..
Strasznie się rozpisałam, i trochę chaotyczne to wszystko, ale myślę, że
załapiecie o co chodzi.
Chciałabym być dla niego dobrę matką, by mi ufał, by chciał mi się zwierzyć.
Nie chcę na niego krzyczeć, ani dawać klapsy. Nie wiem, czy to w ogle
możliwe. Jak zacznę tłumić emocje to pęknę. Dodam, że byłam w domu z synem
póki nie skończył 2,5 roku. No i teraz "siedzę " od dwóch lat z dwójką.