Szukam u was wsparcia bo już zaczynam się dołować. Mój synek skończył 7
tygodni, jest karmiony tylko piersią, nadal ma żółtaczkę. Najwyższy wynik
bilirubiny to 17 w szpitalu, potem prawie 15 przy wypisie (był naświetlany).
Gdy miał 4 tygodnie wynik był 10,6. Badania pod kątem zakażeń, morfologia,
badania moczu nic nie wykazały. W poradni neonatologicznej stwierdzono, że
karmienie piersią tak wpływa na powolny spadek bilirubiny i mam czekać trzy
tygodnie i obserwować czy skóra "bieleje". Na oko wydawało mi się że bieleje i
cieszyłam się nawet że może w końcu zaszczepią go, bo już jest opóźnienie.
Odebrałam dzisiaj wyniki badań krwi a tu okazało się że bilirubina przez ponad
3 tyg spadła tylko z 10.6 na 9.7 . Oczywiście szczepienia nadal odłożone, ja
musiałam wyprosić kolejną wizytę w poradni neonatologicznej - tam nadal
uważają że to od karmienia piersią i mam nic nie robić. Tylko jak w takim
tempie będzie schodzić żółtaczka to go przecież przez pół roku nie zaszczepią.
Na wizytę idę jutro i będę pytać się o usg oraz badanie hormonów tarczycy bo
wiem że to też trzeba sprawdzić.
Pocieszcie mnie, czy ktoś z was miał podobnie- że dziecko wygląda na zdrowe,
przybiera na wadze dobrze, a żółtaczka ciągnie się i ciągnie...