Witam serdecznie. Jestem mamą 6 letniego adasia i mam niesamowity
problem z moim synkiem. Chodzi o jego katary. Może ktoś tutaj ma lub
miał podobne problemy ze swoim dzieckiem i będzie w stanie cokolwiek
mi doradzić.
U Adasia katary są, że tak powiem, na porządku dziennym. Od 2 lat,
odkąd poszedł do przedszkola, to jest po prostu KOSZMAR. Jak nie
łapie tego świństwa, to jest ok., ale wystarczy, ze stanie koło
osoby przeziębionej i natychmiast mamy "prezent" w postaci kataru.
Nie jest to zwykły, typowy nieżyt nosa trwający tydzień, lub, jak
kto woli, 7 dni. To ciężkie, uporczywe zatkanie nosa, które swój
punkt kulminacyjny osiąga w nocy. W dzień, jakoś udaje nam sie
wysmarkać nos, choć przyznam, ze graniczy to z cudem - Adaś nie
cierpi i chyba nie do końca potrafi dobrze wydmuchać nosek, i zwykle
czynność ta odbywa sie z wielkim płaczem i , co za tym idzie, z
oporami...
W tym roku to już 3 infekcja. U niego katar nie zaczyna się, jak u
większości ludzi, wodnistą wydzieliną, przechodzącą następnie w
gęsty katar. U m,ojego synka zwykle choroba zaczyna sie w nocy
od "świszczącego" oddechu (ale przez nos, nie przez usta). Jego
oddech sprawia wrażenie, jakby miał w tym nosie bardzo sucho. Po
czym rano budzi się, wszystko zaczyna spływać i zaczyna się - od
razu gęsta, zielona lepka wydzielina, strasznie trudna do
wydmuchania. I tak to trwa miesiącami

(((
Odwiedzam za każdym razem lekarza i to nie raz. Są to wizyty zarówno
prywatne jak państwowe. Państwowo - szkoda mówić, nie robią prawie
nic. Adaś dostaje sól morską do psikania i to wszystko, a ten
preparat nie działa kompletnie...
Prywatnie z kolei ma przepisywane leki, które niby działają ale na
krótko. Dostaje robione proszki na katar, mucofluid, avamys, na noc
aerius (bo synek jest alergikiem, ale testy p. alergolog kazała
zrobić dopiero jesienią. W ub. roku robiłam ogólny panel
pediatryczny i wyszło podniesione ryzyko wlergii na kurzi roztocza,
ale wynik nie był jednoznaczny. Niemniej IgE jest podwyższone),
bioaronno i zwykle Klacid.
I tak jedziemy na tych lekach już 2 rok

.
W ub. roku dostawał też uodparniające leki - luivac, które
stosowaliśmy od czerwca do sierpnia. Pierwsza choroba pojawiła się
6 września. Naprawdę jestem bliska załamania. Synek morduje sie
niemiłosiernie, a my razem z nim. Niby to "tylko" ten wstrętny
katar. Raczej nigdy nie schodzi mu dalej. Tylko jeden raz miał coś
na kształt zapalenia oskrzeli, ale w końcu nie doszło do niego.
Może macie jakies prawdzone sposoby na taki katar?
Naprawdę już nie mam siły. W ostatnim czasie byłam tydzień na
zwolnieniu właśnie z powodu kataru i lekkiej anemii u synka. Anemia -
nic dziwnego, skoro przez katar on nie ma apetytu, nic mu nie
smakuje... Dostaliśmy klacid plus cały zestaw leków, o których
pisałam wcześniej. Pomogło super. adaś dostał leki w czwartek, w
niedzielę był już drowy- ani sladu kataru. Skończyliśmy podawać
antybiotyk w czwartek, w piątek synek obudził się znów z katarem.
Dziś od rana okropna zielona gęsta wydzielina. Co robić??????
Dodam, ze śpi ładnie z zamkniętą buzią, więc to nie migdał. Nawet
gdyby, to za nic mu nie usunę. Kilka lat temu w trakcie zabiegu
usunięcia migdała, zmarło dziecko bliskich znajomych i na bank nie
poddam Adasia temu zabiegowi, póki nie będzie on ABSOLUTNIE
KONIECZNY.
Punkcja u tak małego dziecka, to dla mnie kosmos... Może znacie
jakies sposoby na pozbycie sie tego świństwa. Błagam odpowiedzcie
coś, bo oszaleję!

((((((((((((. zrozpaczona mama 6 letniego adasia.