Bardzo się bałam, że Jurek nie ruszy z mową.Właściwie do 44 miesiąca
porozumiewaliśmy się w języku jerzowym: zniekształcone słowa, sylaby,
głoski, często układające się w "zdania", ale polskiego to nie
przypominało. Do perfekcji opanowana została gestykulacja, mimika i
mowa ciała. Nie wiem, czy to zasługa przedszkola, do którego Jurek
chodzi do września, czy po prostu przyszła jego pora - mojemu synowi
buzia się teraz nie zamyka i mówi jak przeciętny czterolatek, a nawet
myślę, że frazeologię ma opanowaną lepiej

Pochwalę się jego
kwiatami

"Kurczę, zapomniałem cysterny wziąć do babci." "Tatuś,
nie uwierzysz, byłem z Bożeną na spacerku." "Śpiworek - mój
pierdziworek." "A to wredna babka." "Mamusiu, opowiedz mi, jak byłem
mały jak kamyczek." Rzuca takimi tekstami, że śmieję się do rozpuku.
I ogromna ulga, że jednak mówi. I to jak! Piszę, żeby się przed Wami
pochwalić, ale też żebyście byli pełni wiary, że "mowa ruszy", bo u
nas kiepsko to wyglądało. Dzięki temu, że Jerzyk zaczął być w pełni
komunikatywny, upewniłam się w przeświadczeniu, ze to niezwykle
ciekawe świata dziecko. Kiedy usłyszy coś, czego nie zna, nie
rozumie, od razu się dopytuje "co to?" "dlaczego?" Jestem
przeszczęśliwa!