Dodaj do ulubionych

Ulec czy nie ulec?

16.02.05, 14:04
Ratujcie! Nie wiem co zrobić.Ciotka pytała się mnie co Kubie kupić na
urodziny. Ostatnio kupiła jakąś kolejną kiepską zabawkę, których jest multum
i już Kuba się nimi nie bawi, więc namówiłam ją, zeby założyła mu konto i
żeby mógł oszczędzać. wpłaciła mu 50 zł. Ale on od chwili kiedy usłyszał o
tych pieniądzach wymyśla co chwilę, że coś sobie kupi. Oczywiście co dzień co
innego. Ciągle biega do sklepów i ogląda reklamy i wymyśla. Najpierw
postanowił, że będzie zbierał na dyktafon, ale już za parę dni wypatrzył w
Media Markt słuchawki, potem jakąś grę i teraz już zadręcza mnie, żebym mu
dała te pieniądze. Staram się go powstrzymać, ale on od dwóch dni ciągle do
mnie dzwoni i dręczy. Nie wiem czy jest się w stanie w ogóle skupić w szkole?
Ulec, czy nie ulec? W końcu zacznie mi wymyślać, bo widzę, że jeszcze chwila
i zacznie krzyczeć jaka jestem wredna. Nie wiem jak go namówić, żeby
pooszczędzał. Próbowałam przekonywać, żeby poczekał i nazbierał więcej,
będzie mógł kupić coś lepszej jakości, że teraz ciągle są jakieś promocje,
więc to że teraz coś jest tanie, to za dwa miesiące może być kolejna promocja
i może być jeszcze tańsze. Próbowałm wpływać na ambicje, żeby trenował silną
wolę, przecież chciał. Nic. Nawet jak go na krótko przekonam, to zaraz
wymyśli coś innego.
Może mi coś podpowiecie.
Kaśka
Obserwuj wątek
    • mtmonika Re: Ulec czy nie ulec? 16.02.05, 14:36
      Przyznam Ci się, ze w temacie kasy, to ja też nie wiem co robić. Mój wiktor ma
      niesamowitą rękę do wydawania każdej złotówki (a pomysłow ma tysiąće!), która
      wpadnie w jego ręce i moje tłumaczenia na nic się zdają. Przerabiałam juz:
      - zabieranie pieniędzu i chowanie u siebie, aby uzbierał na to, co chce: ale
      wtedy słyszałam, ze mu kradnę jego pieniądze
      - dawałam mu wolną rękę, to wydał to i wcale nie to, co mu sie marzyło, tylko
      na kilka (!) innych tańszych rzeczy, bo wtedy mogło być ich więcej
      - tłumaczyłam, co to jest oszczędzanie - nie docierało
      - jak szłam z nim do sklepu, żeby już jednak kupił sobie to co chce, to się
      rozmyślał, szkoda mu było wydać tych pieniędzy i wtedy żądał, aby mu je oddać,
      bo dlaczego ja żądzę jego kasą.
      Teraz dostaje co msc. 20 kieszonkowego i potrafi na drugi dzień nic nie mieć.
      Jak chciałam dawać mu tygodniówki po 5 zł, to stwierdził, że to bzdura. I tak
      źle, i tak niedobrze.
      Niestety nie moge sie podzielić pozytywnie działającymi metodami w tym
      zakresie sad
      Monika
    • 1iwona1 Re: Ulec czy nie ulec? 16.02.05, 14:44
      Ja bym chyba dała wybór dziecku, ale Ty znasz swojego syna lepiej.
      Sugerowałabym się tym, że 1. ta wpłata to zamiast prezentu na urodziny - więc
      jeśli ma ochotę to może sobie z tej okazji zrobić jakąś przyjemność 2.
      umówiłabym się, że oszczędzamy pieniążki od następnej wpłaconej kwoty (i ew,.
      określilibyśmy wspólnie do jakiej kwoty oszczędzamy) i tutaj już byłabym
      nieugięta (umowa była i nie ma odstępstw).

      Pozdrowienia
      Iwona
      • kaszka66 Re: Ulec czy nie ulec? 16.02.05, 14:51
        Dzięki za odpowiedzi. Co to będzie jak z powodu podwyżek odetną nam internet? O
        jejku! To właśnie była taka umowa, tylko nie spisałam jej (zresztą kiedyś
        spisałam, to podarł i twierdził , że nie było). Kuba już o niej nie pamięta.
        Zastanawiam się czy jest sens go trzymać w napięciu i prowadzić do kłótni
        typu "ukradłaś mi moje pieniądze!", jak pisała Monika. Jestem skłonna ulec...
        • verowa Re: Ulec czy nie ulec? 16.02.05, 20:50
          na pieniadze i konto jest jeszcze inne rozwiazanie - mozesz to zalatwic przez
          ciotke - niech ciotka zapowie, ze nie moze tej forsy wydac, zanim nie uzbiera
          iles tam (np. 200). jesli k. ma wlasne konto, to umow sie z rodzina, zeby
          wszyscy zamiast mu dawac prezenty (jesli maja taki zwyczaj) wplacali po te pare
          zl. na konto. mozna zalozyc klauzule, ze mlodemu nie mozna wyplacic kasy w ciagu
          powiedzmy roku. mozna zalozyc lokate zmienna, czy jak to sie nazywa, wybor kont
          masz przerozny, najtansze sa dla uczniow i studentow. jesli nie bedzie mial
          mozliwosci wyplaty, to nie bedzie wyprawial cudow-niewidow, a jesli po jakims
          czasie uzbiera mu sie wieksza kwota, za ktora bedzie mogl kupic cos naprawde
          fajnego, a do tej pory niedostepnego z powodu ceny, to da mu motywacje do
          dalszych oszczednosci.
          jesli w tej chwili sytuacji nie da sie odkrecic, to popros go niech napisze
          liste wsytkich rzeczy ktore chce sobie kupic. wtedy niech porowna ich ceny oraz
          jakosc. podpoiwed zmu co jest lepsza inwestycja, ale jesli sie uprze przy czyms
          to trudno. u mojego mlodego to dziala, choc ofkorz, on nie ma adhd (i dzis np za
          forse ktora dostal na feriach samodzielnie kupil podreczniki na 2 semstr i
          zaplacil za obiady, choc do glowy by mi nie przyszlo, ze tak moze wydac kase)
          powodzenia
    • pelaga Re: Ulec czy nie ulec? 16.02.05, 14:55
      A ja nie daje Mlodemu wiekszych sum i nie pozwalam na dawanie ich przez innych.
      Moj Mlody nie zna za bardzo wartosci pieniadza i wlasnie jak kiedys raz, mimo
      mojego zakazu dostal od chestnego kase, to cchial ja przepuscic i mialam wielki
      problem, zeby go namowic, zeby wydal kase na kask rowerowy i cos tam do roweru.
      Jak musi wydac, a jak znam dzieci to MUSI, to skieruj jego zaintere4sowanie
      moze na cos wartosciowego dla Ciebie i potrzebnego jemu???
      • kaszka66 Re: Ulec czy nie ulec? 18.02.05, 10:46
        Dziewczyny pomogłyście mi! Chciałam właśnie, żeby kupił sobie coś co będzie dla
        niego wartościowe. Przypomniałam mu o kasku rowerowym. Myślał o nim w czasie
        wakacji. Przypomniałyście mi też o tej umowie (ja też tak na prawdę o niej
        zapomniałam). Przedwczoraj po powrocie do domu Kuba dał się namówić, że pójdzie
        z ojcem do sklepu i przyjrzą się tym przedmiotom, które on chce kupić. Jednak
        tylko wtedy, gdy wcześniej będzie miał odrobione lekcje. Następnego dnia
        okazało się, że Kuba zamiast odrobić lekcje (mógł to zrobić wcześniej, bo
        dziadek był do jego dyspozycji i zachęcał do pracy) poszedł na 3 godziny do
        kolegów. I o dziwo dziecko pogodziło się z tym, że skoro nie wypełnił umowy, to
        nie idą do sklepu. (Nie miał już argumentu, że przecież nie miał się z kim
        uczyć, jaki zwykle stosuje). No i na spokojnie przypomniałam mu, że prosił
        mnie, żebym mu "zamroziła" pieniądze. I usłyszałam: "Masz rację!".
        Emocje wygasły.
        Mój wniosek jest taki - udało się to tylko dzięki temu, że był akurat w domu
        dziadek (który mieszka 165 km od Lublina i bywa rzadko, a teraz wyjątkowo
        przyjechał na 10 dni). Dziadek jest spokojny i nie krzyczy, nie bije, nie kłóci
        się, rozmawia spokojnie i rzeczowo argumentuje. To, że Kuba był po powrocie ze
        szkoły pod okiem takiej osoby oraz że miał potencjalnie więcej czasu na
        odrobienie lekcji (nie udało mi się namówić go żeby sam robił, potrzebuje
        przynajmniej obecności osoby dorosłej)wpłynęło na jego kondycję psychiczną i
        spokojniejsze podejmowanie mądrych decyzji. Gdy normalnie jest tak, że wracam o
        17.00 z pracy, wszyscy rzucają się do mnie ze swoimi sprawami, każdy próbuje
        się przepchać i nie daje się spokojnie porozmawiać, tym bardziej, że czasu na
        naukę jest już bardzo mało.
        Jeszcze raz odczułam jak źle wpływa na wychowanie dzieci brak czasu dla nich.
        No cóż, świadomość tego wszyscy mamy, a sposobu na to chyba nikt nie wymyśli,
        bo przecież polecenie komuś, że może nie pracować, jest strojeniem sobie kpin z
        pogrzebu.
        Osobną sprawą jest kwestia jak radzić sobie z pazernością i rosnącym
        materializmem naszych dzieci... A może ja to tylko tak przeginam? Ciągle mnie
        drażni podatność dzieci na reklamę i trudności jakie napotykam w budowaniu u
        nich hierarchii wartości.
        • mtmonika Re: Ulec czy nie ulec? 18.02.05, 11:27
          Świetnie, że Kuba umiał powiedzieć "Masz rację!". To dobry początek.

          "Gdy normalnie jest tak, że wracam o 17.00 z pracy, wszyscy rzucają się do mnie
          ze swoimi sprawami, każdy próbuje się przepchać i nie daje się spokojnie
          porozmawiać, tym bardziej, że czasu na naukę jest już bardzo mało."
          sad u mnie jest podobnie, a przecież my też chcemy sobie dychnąć i mieć
          odrobinkę czasiu dla siebie,nie?

          "Jeszcze raz odczułam jak źle wpływa na wychowanie dzieci brak czasu dla nich."
          Też tak myślę, ale cóż życie w realu zmusza nas do chodzenia do pracy, a z
          drugiej strony chyba jednak pracować, niż być sfrustrowaną i niespełnioną matką
          w domu.

          "Osobną sprawą jest kwestia jak radzić sobie z pazernością i rosnącym
          materializmem naszych dzieci... A może ja to tylko tak przeginam?"
          Nie, nie przeginasz, ja też mam wrażenie, że jest to walka z wiatrakami sad(
          Pa, monika
          • a444 Re: Ulec czy nie ulec? 18.02.05, 12:13
            Drogie Dziewczyny,

            mam te same problemy.Ten kult pieniądza jest porażający, a mój syn nakręce się
            jeszcze bardziej,bo finansowo jest nam bardzo ciężko. Mój syn wydałby większą
            sumę barzdo szybko, więc po tym jak zaniósł do szkoły 20zł i wydał na automat
            ze słodyczami i coca colą, zarekwirowałam "większe" pieniądze.
            Jednak muszę pochwalić syna za to,że w czasie wakacj bardzo cierpliwie zarabia
            na zbiorze borówek i jagód i tych pieniędzy nie mogę Mu zabrać.Nawet jak wyda
            na bzdety, to nie mam nic do gadania.

            Pozdrawiam

            Agata
            • kaszka66 Re: Ulec czy nie ulec? 18.02.05, 12:26
              Więc może za mało dajemy alternatyw, za słabą wojnę toczymy. Co mamy do
              zaproponowania? Jakie wartości? Bo tak jak napisała w którymś poście Pani
              Lekarka - w przyrodzie nie ma miejsca na próżnię. Usuwamy bakterie
              antybiotykiem to zaraz wchodzą grzyby. Jeżeli nie podoba nam się kult
              pieniądza, to co możemy zaproponować naszym pociechom? Ja już gadałam trochę o
              tym wcześniej, może niezbyt jasno, ale jestem ciekawa czy Wy macie tutaj jakieś
              przemyślane rozwiązania i plan działania.
              Kaśka
              • a444 Re: Ulec czy nie ulec? 18.02.05, 12:35
                Doceniaj to co masz.
                Pomagaj innym.
                Nie trać czasu.
                Miej marzenia.
                Uwierz w siebie. /to jest najtrudniejsze/

                To wszystko próbuję przekazywać z lepszym lub gorszym skutkiem. Sama nie jestem
                doskonała, ale wciąż ludzie są dla mnie ważniejsi niż pieniądze.
                • kaszka66 Re: Ulec czy nie ulec? 01.03.05, 12:43
                  To są piękne słowa, ale czy mogą one stanowić alternatywę dla SKLEPÓW?
                  Wiem, że jestem zabytkowa - wybór absolutnie świadomy, ale to coś gra na
                  szczęście również w duszy moich dzieci. Sądziłam jeszcze nie dawno, że cele w
                  życiu trzeba mnieć wzniosłe (tak mnie uczyli, chociaż nigdy nie używali
                  górnolotnych słów moi rodzice. Dla mnie absolutnie alfa i omega). Niestety w
                  życiu nie udało mi się mieć udziału w tak wielkich celach w jakich oni brali
                  udział, więc obniżyłam loty. Teraz moim celem jest pokazać dzieciom (moim i
                  tym, które tego chcą) jaki świat jest piękny i ciekawy, a życie wspaniałe kiedy
                  zboczy się z asfaltowej drogi. Tam, w lesie, na łące, w górach i nad morzem, o
                  świcie, o zmroku i we mgle, przy ognisku, albo leżąc w śpiworze na zboczu góry
                  jest wszystko co najpiękniejsze i wszystko dla czego warto żyć. Tam jest
                  PIĘKNO. ( o cholera, ale patos! Ale nie umiem inaczej!!!) Wydaje mi się, że
                  zapomnieliśmy, że PIĘKNO jest wartością i że warto dla niego żyć i że ono
                  właśnie jest alternatywą. W nim jest dobro, miłość, przygoda i wszystko co
                  ciekawe i fascynujące. W innych postach pisaliście, że Wasze dzieci nie chciały
                  z Wami chodzić po górach. NIe mogę w to uwierzyć... Ale wiem, że są tacy i są
                  bardzo fajnymi ludźmi, z którymi jest o czym pogadać, powygłupiać się i
                  cudownie spędzić czas. I powinnam bardziej w tę stronę kierować moje dzieci,
                  ale, kurczę, nie potrafię ...(i tak już za dużo napisałam)
                  Kaśka
                  PS. Żeby to bardziej po ludzku zabrzmiało, to opiszę przykład.
                  Dzieci siedzą w pokoju i każdy wpatrzony w ekran pika na swojej komórce. Pada
                  propozycja, żeby pójść z dziećmi na spacer. (MIejscowość wypoczynkowa! Każdy
                  chciałby tam pojechać.) Dzieci marudzą: co? Na spacer? Ojejjj... Wychodzimy.
                  Gadamy jakieś dyrdymały. NIkomu się nie chce. Niby idę, ale mnie nosi w środku.
                  Mój syn Kuba (12 lat i ADHD) zajął się prowadzeniem wózka z dzieckiem
                  (wcześniej obiecał, że będzie jechał jedynką i wiraży nie ma). Ale po chwili i
                  jemu zbrzydło. Dzieciaki skrępowane.
                  - Berek! - wołam podbiegając do 6-letniej Magdy. NO i oczywiście poszło! A
                  potem okazało się, że są różne ciekawe rzeczy do zobaczenia i można na chwilę
                  zabawę przerwać(no przecież moje zasiedziałe za biurkiem kości omal się nie
                  rozlecą w konfrontacji z 12 latkiem! Trzeba trochę odpocząć.), pieski, kaczki,
                  zamek w oddali - wiecie co mi się tam przydażyło?! - i rozmowa idzie, a potem
                  szperanie po trawie... NO coż, ale to były dziewczynki i to normalne (tylko mój
                  Kuba miał tam ADHD), z chłopakami pewnie by tak się nie dało. No i jeszcze są
                  tacy, co nie będą się tak wygłupiać (ja mam wprawę od dziecka miałam głupie
                  zagrania i niemądre dowcipy). Ale dzieci były zadowolone i dorośli chyba też,
                  bo nie musieli się opędzać od zanudzonych dzieci.
                  NO i po co to napisałam? Że niby też tak można?
                  A chciałam napisać, że ostatnio Kuba mnie totalnie zaskoczył, gdyż z zapartym
                  tchem obejrzał taki trochę magiczny film fabularny (z Irlandią i chatami nad
                  morzem w tle) i stwierdził, że żałuje, że nie zostaliśmy w górach i że on
                  mógłby codziennie zbiegać z gór do szkoły w wiosce, a po południu wracać na
                  górę! Dobrze, że mąż nie słyszał. To by mnie zbeształ, że już przekabaciłam
                  dziecko.
                  Kaśka
        • cathar Re: Ulec czy nie ulec? 27.02.05, 13:21
          > Ciągle mnie
          > drażni podatność dzieci na reklamę i trudności jakie napotykam w budowaniu u
          > nich hierarchii wartości.

          Nam doskonale zrobilo kupienie jakiegos reklamowanego szajsu, ktory rozwalil sie
          w okamgnienu. oczywiscie, bylo troche rozpaczy, ale teraz mlody pamieta
          rozczarowanie i latwiej mu wyperswadowac smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka