annaskor
13.06.06, 09:22
Mój synek w sobotę zagorączkował, a w nocy z soboty na niedzielę wymiotował
dość często. Niedziela - skarżył się na ból brzuszka + gorączka (38-39), ale
bez wymiotów. Ogólnie złe samopoczucie + krwawienie z noska (to akurat mu się
zdarza). Myśleliśmy, że zatruł się czymś. W poniedziałek rano trzymał się
nieźle. Sądząc, że to zatrucie udałam się do p. alergolog na wcześniej
umówioną wizytę. Tylko rano zauważyłam, że policzki synka są jakieś takie za
bardzo czerwone, jakby się podrapał. Kiedy w gabinecie rozebrałam go do
badania okazało się, że ma wysypkę, takie małe czerwone punkciki na klatce,
szyi, pod paszkami i na brzuszku. Pani doktor zajrzała do gardła i
stwierdziła, że jest "płonące", "paciorkowcowe". Postawiła diagnozę, że to
szkarlatyna. Przepisała antybiotyk (Ospen)i poleciła wizytę dzisiaj u
rodzinnego lekarza celem kontroli. Po powrocie wczoraj do domu krostki
rozlały się po całym niemal ciele (nóżki, stópki). Dziś rano po 3 dawkach
antybiotyku czuje się lepiej, wysypka prawie zniknęła. Język nie wydaje mi
się, żeby był malinowy.
W piątek planowaliśmy wyjazd nad morze i teraz nie wiem czy jechać, czy nie.
Jeśli to szkarlatyna to lekarka sugerowała, żebyśmy morze przesunęli. Co
radzicie?
Zastanawia mnie tylko, czy to normalne, że ta wysypka tak szybko ginie...