Dodaj do ulubionych

oparzył paluszki żelazkiem

19.06.08, 21:05
No i stało sie. Chociaż miałam oczy dookoła głowy to i tak nie udało mi sie
upilnować wczoraj mojego malca. Dotknął paluszkami żelazka!!! Paluszki szybko
spryskałam pantenolem a potem zasmarowała maścią chłodząca termcool. Na trzech
paluszkach zrobiły się bąble wypełnione limfą. Na noc smarowałam paluszki
linomagiem, tak samo dzisiaj podczas drzemki. W ciągu dnia zalewałam
rivanolem. Dzisiaj dwa z bąbli pekły i pewnie jutro zrobią sie ranki, które
będą boleć. Juz sie boję co to będzie. Zastanawiam się czy nie iść jutro do
lekarza. Może przepisze jakąś specjalna maść chociaz jak pytałam w aptece, to
nic za bardzo nie ma oprócz tych , które stosuje. A może Wy drogie mamy macie
jakies doświadczenie i znacie jakis specyfik, który pomoże szybko się zagoic
paluszkom. Nie mogę sobie darować, że nie upilnowałam go. A prasowac przecież
kiedyś muszę.
Obserwuj wątek
    • renked Re: oparzył paluszki żelazkiem 19.06.08, 21:12
      Hmmm ja mam obsesję na tym punkcie, zazwyczaj zamykam się w pokoju gdzie dziecko
      nie ma dostępu. Najczęściej jednak po prostu prasuję gdy dziecko już śpi.
      Rozumiem Cię że masz wyrzuty sumienia... ale pamiętaj jednak że to był wypadek.
      Nie oznacza to że jesteś złą matką. Nie mam podobnych doświadczeń, ale wiem że
      czujesz się podle, moje dziecko kiedyś spadło z łóżka w mojej obecności - przez
      tydzień dochodziłam do siebie...
      • tygrysiatko1 Re: oparzył paluszki żelazkiem 19.06.08, 22:56
        nie ma tłumaczeń to był wypadek... od tego jesteśmy ludźmii
        dorosłymi, aby to przewidzieć... nie można prasować przy dziecku,
        ani zostawiać rzeczy, którymi można się oparzyć w miejscu dostępnym
        dla dziecka...
        dłoń to okolica wstrząsorodna... a I pomoc przy oparzeniu to
        schłodzenie zimną wodą... 15 - 20 min.... proponowałabym konsultację
        z chirurgiem dziecięcym i rozpoczęcie prawidłowego leczenia...
        • matyldziakono Re: oparzył paluszki żelazkiem 19.06.08, 23:09
          to był wypadek!!! synek bawił sie na dworze z tatusiem. ja prasowałam zamknieta
          w pralni. wyszłam na sekunde do łazienki, drzwi zamknełam ale jak sie okazało
          nie domknełam. dziecko wparowalo do domu i od razu zauważył, że miejsce dla
          niego zakazane jest niedomkniete. nie potrzebuję waszych uwag , że nie powinnam
          tak robic tylko rady!!!! z tym chirurgiem i prawidłowym leczeniem to chyba
          trochę przesada. co maja mu zrobić ?? operować????? dać antybiotyk???? dbam o to
          żeby łapka cały czas była zdezynfekowana. narazie nic sie nie dzieje wiec moze
          nie popadac w jakaś wielka schizę???? na szczęście nie bola go te paluszki,
          wszytko bierze do ręki, jest wesoły itd. mam straszne wyrzuty sumienia, teraz
          będę jeszcze bardziej ostrożna!!! chcę tylko aby któraś z was napisala czy jest
          cos dostepnego w aptece co dobrze działa.
          • paniwaz Re: oparzył paluszki żelazkiem 19.06.08, 23:22
            Tygrysiątko faktycznie przegina z tymi radami. Można spokojnie je w buty
            wsadzić. Jak bąble popękały, to super! Oznacza to nic innego, jak prawidłowy
            proces gojenia. Nie ma innych metod na leczenie oparzeń niż stosowane przez
            Ciebie. Wyluzuj i obserwuj rączki. Jak dziecko wszystkiego dotyka, nie płacze
            przy tym, to jest na prawdę dobrze. Pani Wąż
            • tygrysiatko1 Re: oparzył paluszki żelazkiem 20.06.08, 00:22
              niestety z oparzeniami u dzieci i leczeniem oaprzeń am dość częsty
              kontakt...
              każde oparzenie w okolicach wstrząsorodnych powinno być obejrzne
              przez lekarza... zwłaszcza u małego dziecka...
              oparzenia zostawiają trwały ślead na całe życie... w postaci blizn..
              teraz to była dłoń... a za chwilę będzie twarz... bo np. ściągnie na
              siebie herbatę... i co to też będzie wypadek??!! trzba myśleć...
              zwłaszcza jak się ma małe dziecko...
              a co do metod leczenia to oczywiście, że są... po pierwsze
              schłodzenie... pod wodą...
              a po drugie maści, które przespieszają gojenie i opatrunki, które
              nie dopuszczą do zakażenia rany... no i leczenie p/bólowe...
              • jakw Re: oparzył paluszki żelazkiem 20.06.08, 02:32
                Absolutnie zgadzam się z tobą, że oparzenia są bardzo niebezbieczne
                (btw jest to chyba najczęstsza przyczyna hospitalizacji małych
                dzieci?). Sama kilka m-cy temu byłam z młodą na obserwacji w
                szpitalu (próba zeżarcia termometru sad(() - na sali było 1 poważnie
                poparzone dziecko - rano pojechało na przeszczep skóry, zaraz
                przywieziono następne poparzone (wystarczyła szklanka ze wrzątkiem)
                Na punkcie pt "dziecko może się poparzyć" mam jeszcze większą fobię
                niż przedtem. Zresztą sama w wieku lat około 9 zaliczyłam tacę z
                gorącą herbatą na ręce (no tak, na takie duże dzieci kto by
                uważał).Moja starsza w ramach usamodzielniania się też zaliczyła
                polanie się wrzątkiem ;w tym wypadku idealnie sprawdziło się
                potrzymanie przez 15 minut pod zimną wodą (aż wrzask podniosła, że
                jej bardziej zimno niż ją boli) oraz panthenol w dużych ilościach -
                następnego dnia nie było śladu.
                Co do przypadku założycielki wątku rzecz zdarzyła się przedwczoraj
                (więc chłodzenie teraz i tak już psu na budę) i sprawa dotyczy bodaj
                3 paluszków. Więc imho w tym przypadku nie należy wpadać w histerię.
          • royalmail Re: oparzył paluszki żelazkiem 19.06.08, 23:24
            Panthenol którego użyłaś, jest dobry. Ewent. jeżeli jeszcze jest
            potrzeba (choć nie sądzę), można też (oprócz podstawienia pod zimną
            wodę miejsca oparzenia) użyć żelu schładzającego z serii Water Jel
            (to seria przeciwko oparzeniom).Trzeba dbać o dezynfekcję (niech
            mały unika do czasu zagojenia się ranek np. piasku czy ziemi, aby
            nie doszło do zakażenia).
            Życzę szybkiego gojenia smile.
            • hanna26 Re: oparzył paluszki żelazkiem 20.06.08, 00:09
              O matko, od razu chirurg dziecięcy? A może niech wiezie na sygnale do Siemianowic, żeby zrobili przeszczep?! Naprawdę dziewczyny, czy Wy trochę myślicie, zanim coś napiszecie?
              Idź z dzieckiem do zwykłego pediatry. Jeżeli pediatra uzna, że rana jest poważna, napisze Ci skierowanie gdzieś dalej. Nie sądze jednak, żeby było to potrzebne.
              Moja średnia córka, gdy miała ok. 10 miesięcy, oparzyła sobie przegub prawej rączki. Też miała bąble, bolało porządnie, wyglądało nieciekawie. Pediatra przepisała jej maść na oparzenia - niestety, nie pamiętam nazwy. Być może "Dermazin", ale głowy nie dam. Smarowałam dwa razy dziennie. Zagoiło się po dziesięciu dniach. Przez kilka miesięcy było jeszcze przebarwienie w tym miejscu. Obecnie córka ma 2,5 roku i od dawna nie ma już śladu po tym przebarwieniu.
              • hanna26 Re: oparzył paluszki żelazkiem 20.06.08, 00:10
                Wiesz, jest takie forum "Oparzenia dziecięce", czy coś takiego. Tam jst wiele cennych wskazówek. Poszukaj.
          • osa551 Re: oparzył paluszki żelazkiem 21.06.08, 16:35
            matyldziakono, ja Cię rozumiem, też mam obsesję na temat, żelazka, a raz nie
            upilnowałam trzylatki. Wpadła do domu i dotknęła palcem żelazka jak się
            schylałam do kosza po kolejną rzecz. Specjalnie bo w końcu chciała sprawdzić,
            czy to co zawsze mówię o żelazku to jest prawda. Panthenol i maść na oparzenia
            wystarczyły. Jedyne dobre to to, że skończyło się małym oparzeniem na palcu a
            ona teraz żelazko omija z daleka. Niestety tak bywa, u mnie w domu kuchnia
            indukcyjna, bramki, klucz do piwnicy na wysokości 2 metrów, nie prasowałam przy
            dziecku a i tak się oparzyła.
    • jakw Re: oparzył paluszki żelazkiem 19.06.08, 23:19
      Jeśli się nic nie paprze z tymi rankami/bąblami (rozumiem, że nie
      jest to duże) to lekarz i tak pewnie nic nie pomoże. Może po prostu
      przemyć rivanolem, przyłożyć gazę i owinąć plastrem fizelinowym
      (taki w rolkach)? Starać się nie moczyć i paprać. Raz dziennie
      zmienić opatrunek i już. Ciągłe zalewanie i smarowanie linomagiem
      pewnie nic nie przyśpieszy. W tej chwili trzeba to traktować jako
      ranki i tyle.
    • tygrysiatko1 i jeszcze jedno!!! 20.06.08, 00:25
      linomag krem nie nadaje się dla małych dzieci!!!
      • kaeira Re: i jeszcze jedno!!! 21.06.08, 11:39
        A skąd wiesz jaki ona Linomag użyła?

        Te nadają się dla dzieci jak najbardziej:
        calineczka.pl/sklep/product_info.php?cPath=240_247&products_id=5903
        calineczka.pl/sklep/product_info.php?cPath=240_247&products_id=5902
        • tygrysiatko1 Re: i jeszcze jedno!!! 22.06.08, 13:35
          nie wiem jaki.. dlatego napisałam, że Linomag KREM nie nadaje się
          dla dzieci...
    • babcia47 Re: oparzył paluszki żelazkiem 20.06.08, 00:28
      linimag to chyba nie najlepszy sposób, choc pośrednio chroni przed
      brudem i zanieczyszczeniami..w razie poparzenia pierwsze co należy
      zrobić to jak najszybciej schłodzić miejsce poparzenia..przerywa sie
      proces działanie ciepła na to miejsce..w miarę możliwości staraj się
      by miejsce wyschło (jak najwiecej dostępu powietrza, riwanol działa
      wysuszajaco) jezeli z miejsca gdzie był bąbel wycieka limfa
      (przeźroczysta ciecz) staraj sie za wszelka cenę ograniczyc dostęp
      zanieczyszczeń, bo skóra w tym miejscu nie chroni głębszych tkanek i
      łatwo moze dojść do zakażenia..jezeli jest sucha..to
      spokojnie..oparzenie nie było zbyt głębokie i nie doszło do duzych
      uszkodzeń..a tekstami Tygryska się nie przejmuj..ona jeszcze nie
      wie, jak ja, ze dziecko moze ulec b.powaznemu poparzeniu stojąc
      miedzy dwiema kochajacymi i wytrząsajacymi sie nad dzieckiem
      babciami..i ja ich nie winię, choc był moment, że drżałam o życie
      dziecka tak powaznemu poparzeniu uległo..to była chwila..jedna z
      koleżanek wyrażała wątpliwości i grzmiała za moimi plecami tak jak
      ona..po tygodniu przyleciała po radę co robić, gdzie się zwrócic,
      jakie masci sprowadzić.. bo córka poparzyła się będąc praktycznie w
      jej ramionach..
      • tygrysiatko1 Re: oparzył paluszki żelazkiem 20.06.08, 10:15
        wiem, że może dojść do cięzkich poparzeń dzieci wśród kochających...
        i zawsze jest to wina właśnie tych kochających bo do tego
        dopuścili...
        nie ma tłumaczeń...
        to nie Wy, a dziecko do końca życia będzie z bliznami, i to nie Wy a
        ono musi walczyć o życie (nie dotyczy autorki wątku)...
        99% poparzeń wynika z bezmyślności dorosłych.... bo oczywiście
        niezbędne są obrusy na stołach, gotowanie na gazie czy na płycie od
        strony możliwej do dotknięcia przez dziecko, niezabezpieczanie
        gorących urzadzeń... stawianie wazy z gorącą z gorącą zupą na brzegu
        stłu i pięć tysięcy innych możliwych wypadków...
        • babcia47 Re: oparzył paluszki żelazkiem 20.06.08, 14:57
          córka koleżanki potraciła szklanke z herbata, którą ona piła..jeżeli
          piła to temperaturę miała stosunkowo niską..pół szklanki chlupneło
          na rękę (ubrana była w koszulke i sweterek, wiec tez nie
          bezposrednio na gołe ciało) na ręce, w łokciu potem pojawiły się
          bliznowce i przykurcze, przeszła kilka operacji w Polanicy..mój syn
          miał rozległe oparzenia..ponad 30% ciała..I i II
          stopnia..najniebezpieczniejsze było odwodnienie i mozliwość
          zakażeń..ale wyszedł z tego praktycznie bez śladu..i co w związku z
          tym?? miałam pozabijać babcie, bo nie przewidziały, że dziecko
          potrąci szklanke z herbatą, sięgajac na stół po ciastko?..czy nawet
          z nimi nie zostawiać idąc do WC?..całe zajście miało miejsce u
          tesciowej właśnie weszliśmy po długim spacerze i natura upomniała
          się o swoje prawa..a może powinnam dziecko po urodzeniu przykleić do
          siebie jakimś wystarczająco silnym klejem..najlepiej, żeby puścił
          dopiero koło 18-tki???
          • tygrysiatko1 Re: oparzył paluszki żelazkiem 20.06.08, 15:12
            to, że dziecko potrąci szklankę i się oparzy można przewidzieć...
            jakoś dzienie dzieci chirurgów nie bywają oparzone...
            szklanke nalezy postawić wysoko na regale, tak aby dziecko nie miało
            możliwości się oparzyć...
            mówiąć o tragicznych konsekwencjach wynikających z oparzenia dla
            dziecka miałam na myśli całość leczenia... najniebezpieczniejszy
            jest wstrząs oparzeniowy oraz możliwość wystąpienia zakażenia...
            czy jeżeli byś była z dzieckiem u lekarza i na biurku stał by kubek
            z kawą, który by Twoje dziecko potrąciło i oparzyło się zawatością
            to byłby wypadek??? czy wina lekarza?? bo moim zdaniem to drugie...
            • graue_zone Re: oparzył paluszki żelazkiem 20.06.08, 15:28
              Uważam, że masz w 100% rację. Mam schizę jeśli chodzi o oparzenia dzieci i
              uważam, że w takich przypadkach, o których piszesz (potrącona szklanka na stole)
              to JEST wina opiekunów - takie rzeczy można przewidzieć. Prasując, jeśli wiem,
              że na chwilę muszę odejść od żelazka wyłączam je i odstawiam w niedostępne dla
              dziecka miejsce.
              • tygrysiatko1 Dziękuję ;-) 20.06.08, 15:46
            • babcia47 Re: oparzył paluszki żelazkiem 20.06.08, 19:26
              nigdy wszystkiego do końca nie przewidzisz..u mnie w domu było
              dokładnie jak napisałaś..szklanki z zaparzonymi napojami ladowały na
              półce na regale aż nie przestygły..wydawało mi sie, że babcie tez
              stosują ta metodę, przy dzieciach zawsze nalegałam by postały w
              kuchni..i raczej nie przewidziałam, że szklanka z herbata prosto
              spod czajnika wyląduje od razu na stole..a chirurga, z poparzonym
              kiedys dzieckiem, niestety znam..sad
              • tygrysiatko1 Re: oparzył paluszki żelazkiem 21.06.08, 00:30
                no to ja nie znam... zwłaszcza nie dziecięcego...a tych znam całe
                mnóstwo... (chirurgów dziecięcych)... i całe mnóstwo oparzonych
                dzieci...
                jaby na to nie patrzył to że doszło do oparzenia to wina babć...
                babci... dorosłego... a nie wypadek... takie rzeczy da się
                przewidzieć...
    • annitka30 Re: oparzył paluszki żelazkiem 20.06.08, 14:48
      nie przejmuj się tekstami tygrysiątka. Rozumiem że jest przewrażliwiona na tym
      punkcie w związku z tym z czym się styka pewne w pracy, ale nie sztuka ziać
      potępieniem w stosunku do i tak zestresowanych i obwiniających siebie matek.
      Uważam że te, które tak ochoczo potępiają, to takie osoby, którym się jeszcze
      nic nie przydarzyło, a nic się nie przydarzyło nie dlatego, że one są
      wspaniałymi matkami w przeciwieństwie do innych lekkomyślnych niedbaluchów,
      tylko ze po prostu mają szczęście, lub b.spokojne dzieci.
      A propos możliwości przewidzenia wszystkich wypadków dodam, że dziś rano myłam
      naczynia, synek (16 mcy) chodził sobie koło mnie po kuchni, nagle odwracam się
      (naprawdę po minucie - dwóch) i widzę, że moje dziecko weszło już na taboret,
      stoi na nim, opiera sie o stół, na którym stoi już jedną nogą. Zaraz go zdjęłam,
      ale wystarczyłoby kilkanaście sekund więcej i stałby na stole i mógłby przecież
      z niego spaść. Naprawdę nie da się stać przez 13 godzin dziennie frontem do
      dziecka i w odległości około metra (żeby złapać). Czy tygrysiątko zarzuci mi
      teraz, że nie dopilnowałam, że taboret stoi za blisko stołu? pewnie tak. Jej się
      to pewnie nigdy nie zdarza.
      A propos blizn pozostających dziecku ja w wieku 2 lat całą dłonią (strona
      wewnętrzną) dotknęłam żelazka (tzn tak jakby położyłam je sobie na dłoni. W
      ogóle tego nie pamiętam, nie mam żadnej traumy, nie mam żadnej blizny i w ogóle
      żadnych widocznych zmian na jednej z rąk (w tej chwili nie pamiętam nawet która
      to była ręka), a byłam z tym w szpitalu.
    • sylwia06_731 Re: oparzył paluszki żelazkiem 21.06.08, 09:54
      Z żelazkiem masz juz spokój.Więcej dzieciak go nie dotknie.Obojętnie czy bedzie włączone czy nie.Do niektórych dzieci mozna sto razy razy m.owić,żeby nie dotykały zelazka i dopiero oparzenie pomaga.
      • moninios Re: oparzył paluszki żelazkiem 21.06.08, 13:07
        Wątpie, dziecko ma inną pamięć i brak poczucia co jest niebezpieczne. To jest
        najstraszniejsza rzecz jaką przeczytałam, że "oparzenie pomoże zrozumieć że nie
        należy dotykać". A gdyby dotknęło całą dłonią, gdyby oparzenie okazało się
        poważniejsze, to dziecko mogłoby mieć niesprawna rękę z powodu przykurczy... i
        co wtedy to byłaby jego wina bo rodzić upominał, czy wina rodzica, bo zostawił
        gorące żelazko w miejscu dostępnym ? ...
        • moninios Re: oparzył paluszki żelazkiem 21.06.08, 13:11
          Niestety, to my rodzice zawsze odpowiadamy, bo tylko my możemy przewidzieć
          konsekwencje, a dziecko nie. Wiem co mówie, bo sama zostawiłam czajnik w zasiegu
          ręki mojego dziecka, i teraz to on będzie miał blizny przez całe życie - bo
          zabrakło mi wyobraźni. I to co się stało nigdy nie nazwam wypadkiem, tylko
          konsekwencją MOJEGO błędu... A tak na marginesie, dzieciak jak słyszy czajnik to
          nadal wyciąga w jego stronę rękę jakby chciał go dosiegnąć ...
    • bj32 Re: oparzył paluszki żelazkiem 21.06.08, 11:28
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=577
    • krolowanocy Re: oparzył paluszki żelazkiem 21.06.08, 16:12
      matyldziakono napisała:
      >A prasowac przecież kiedyś muszę.

      O, popatrz, a ja nie muszę i żadne z moich dzieci się nigdy nie oparzyło żelazkiem.
      No ale Ty musisz... Współczuję.
      • guderianka Re: oparzył paluszki żelazkiem 21.06.08, 16:50
        Ewidetnie to twoja wina i nieodpowiedzialność. Gyd moja córka
        poparzyła dłoń herbatą i przyjechał do domu chirurg to pierwsze co
        powiedział to było to,że KAZDE oparzenie dziecka wynika z głupoty i
        nieuwagi osoby dorosłej.I nie ma dyskusji. Ja byłam też taka
        bezmyślna ale to co się przydarzyło nauczyło mnie,że nie muszę pić
        goracej herbaty. A prasować nie musisz.A jeśli musisz to rób to, gdy
        dzieci śpią
        Jeśli pojawiły się pęcherze to oznacza to,że doszło do poparzenia II
        stopnia. Według mnie powinien to oglądnąć lekarz,żeby mógł
        zdecydować czy jest tkanka do usunięcia , czy właściwie się goi ,
        czy nie wdało się zakażenie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka